poniedziałek, 31 października 2022

Ktoś mi powiedział - Karolina Chłoń

09:00:00 0 Comments


Chcielibyście czasem sprawdzić, jak inni ludzie opisaliby Wasze życie? Jeśli nigdy się nad tym nie zastanawialiście - to jest dobry moment. Wiecie, to tak jakby opisać to czymś więcej niż memem (chodzi o to, że patrzysz na mem i myślisz "O! ja też tak mam!" - z przypadkowymi ludźmi z Internetu łączy Cię więcej niż myślisz). Przedstawiam Wam więc książkę Ktoś mi powiedział.


Nr. recenzji: 965


Tytuł: „Ktoś mi powiedział"

Autor: Karolina Chłoń

Liczba stron: 512

Data II polskiego wydania: 21 września 2022

Wydawnictwo: Novae Res

W moim odczuciu: 6/10

Autorka recenzji: Małgorzata Górna












    Jest to kolejna książka, po której nie wiedziałam do końca czego się spodziewać. Byłam przygotowana jedynie na "wspominki" (jakkolwiek by tego nie nazwać) dotyczące czasów pandemicznych i historii, które podobnie jak obrazki z Internetu, mogły przytrafić się mi i innym. Jest to zbiór opowiadań-felietonów, które dotykają wielu dziedzin życia opatrzonych odpowiednim hasztagiem z Instagrama. Z zaskoczeniem odkryłam, że użyłam znacznej większości pod swoimi zdjęciami w mediach społecznościowych. Jak w takim razie "sprawdziły się" historie? Były trafne i z jednej strony odczuwałam ulgę, a z drugiej miałam dziwne poczucie przynależności do mas. Każdy z nas jest na swój sposób wyjątkowy i po prostu się od siebie różnimy, a po zetknięciu z tą książką ta wyjątkowość lekko się zatarła.


    Wspomniałam też o uldze. Ucieszyłam się, że nie byłam odosobniona w tym, co czułam. Książka-lustro to świetne określenie. Wiadomo, że każdy jest w innej sytuacji życiowej, inaczej poradził sobie z pandemiczną paniką - są sytuacje w których zobaczysz siebie, a w innych już nie. Te mikro-historie/opowiadania są nie tylko pewnym sposobem na opisanie życia, ale też dobrą rozrywką. Bardzo spodobał mi się styl pisania autorki, dzięki czemu była to przyjemna lektura. Nie polecam jednak czytać całej książki "na raz", ponieważ wtedy można odczuć znudzenie (takie odnosiłam wrażenie, gdy czytałam). Jest to idealne rozwiązanie na czytanie np. w czasie przerw, ponieważ rozdziały są podzielone na podrozdziały (a te nie są długie). 


    Co ciekawe, potraktowałam tę pozycję jako pamiątkę dla potomnych. Może to zabrzmieć dziwnie, ale chciałam mieć w swojej biblioteczce coś, co chociaż trochę opisuje czasy wybuchu epidemii koronawirusa. Ktoś mi powiedział idealnie się sprawdzi. Pierwsza część to te "normalne" czasy. Czytamy o miłości, diecie, problemach ze znalezieniem swojego miejsca na Ziemi, zapisywaniu wszystkiego, podróżach, pracy, relacjach międzyludzkich, spędzaniu wolnego czasu i byciu eko. W drugiej części spotykamy się niemalże z tym samym, ale już w epidemicznej rzeczywistości. Pojawiają się miejsca, cyfry, statystyki. Z perspektywy czasu to nie przeraża, ale wtedy...Tego nie da się zapomnieć. Przy tych historiach można powspominać nocne wyjścia do sklepu, nowe obostrzenia, zajęcia zdalne czy wszystkie obejrzane w czasie lockdownu filmy.

    Jak wiele od tamtych wydarzeń się zmieniło? Rok 2019 i 2020 były pełne niespodzianek, głównie tych przykrych. Teraz mamy do tego pewien dystans, ale nie wolno zapominać o tym, co dla nas ważne. Myślę, że warto sobie przypomnieć czas, kiedy nie mogliśmy nic zrobić, kiedy bezsilnie patrzyliśmy na wszystko zza szyby lub ekranu. Być może ta książka pomoże docenić, że jest lepiej? Być może pozwoli nabrać dystansu do tego, co dzieje się w życiu każdego z nas? Być może to będzie tylko chwila rozrywki, ale to też nic złego.


    Nie jest to książka, którą poleciłabym każdemu. Nie jest ona wybitna, zła też nie. Jest ciekawa, inna niż tytuły fabularne. Jeśli macie ochotę na felietony jak by o Was, ale pisane przez kogoś innego z perspektywą pandemii w tle, to jest opcja idealna. Jeśli czujecie, że to nie jest w kręgu Waszych zainteresowań, to nic. Może kiedyś najdzie Was na to ochota.


Małgorzata Górna

niedziela, 30 października 2022

"Wśród gwiazd" - Brandon Sanderson

00:00:00 0 Comments

Jasno, jakby tysiąc wschodów słońca oglądanych jednocześnie? Ciemno, jak w mroku jaskini, która nigdy nie widziała słońca?



Tytuł: Wśród gwiazd



Autor: Brandon Sanderson



Data wydania: 17.08.2022



Wydawnictwo: Zysk i S-ka



Moje ocena: 8/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Gdy marzenia o lataniu wreszcie się spełniają, życie Spensy nabiera innego znaczenia. Po tylu próbach wreszcie znajduje się w miejscu, w którym chciała być od zawsze, lecz teraz po raz pierwszy czuje się nieswojo dodatkowo gwiazdy, które ją wołają, wywołują u niej niepokój i strach przed samą sobą. Sytuacji nie poprawia fakt, iż plotki o jej ojcu ujrzały światło dzienne i wszyscy skupiają swoją uwagę na niej, by przekonać się, czy, nie zrobi czegoś równie nieoczekiwanego. W całym tym zamieszaniu dzielnie będzie jej towarzyszył niezawodny przyjaciel, jakim jest M-bot, który w chwili próby dziewczyny wykaże się ogromnym wsparciem dla niej. Co przyniesie historia Spensy? Czego chcą od niej gwiazdy?



Jak zawsze mówiła Święta: „Uważaj na mądrali. Zwykle są głupi”.



Kontynuacja bestsellera “Do gwiazd”, która po raz kolejny zabiera nas do świata Spensy i jej kosmicznych przygód. Czym tym razem zaskoczy nas Brandon Sanderson? Jak potoczą się losy głównej bohaterki?



Ostatnimi czasy bardzo odchodzę od czytania fantastyki czy science fiction, dużo chętniej sięgam po romanse czy erotyki, dlatego też ta książka była dla mnie miłym powrotem do czasów, gdy jedynie takowy gatunek czytałam. Pomimo tego, jak z początku ciężko było mi się wgryźć w akcję, nie zawiodłam się, a wręcz zaskoczyłam. Po raz pierwszy czytałam tę serię ponad 1,5 roku temu i nie spodziewałam się, że tak dużo będę pamiętać zwłaszcza z pierwszego tomu. Styl Brandona Sandersona nie ma sobie równych i wśród prezentowanego gatunku jest to jeden z lepszych autorów, co pokazuje to, jak bardzo rozchwytywane są jego książki mimo czasu, jaki minął od pierwszych premier.



W momencie, gdy zapoznawałem się z nią po raz pierwszy, te ponad 1,5 roku temu bardzo polubiłam M-bota. I uwaga, dalej się to nie zmieniło! Wciąż jest moją ulubioną postacią, która wprowadza do historii tego czegoś. Sama Spensa jest równie ciekawą, jak i dobrze wykreowaną bohaterką, i choć przeszłość rzucała kłody pod nogi, przez które wiele razy spadała na dno, nie poddała się, uwierzyła w siebie i poleciała Do gwiazd. Dodatkowo widać w niej ogromną siłę i chęć walki mimo przeszkód i tajemnic, które skrywa. Powierzone zadanie realizuje z chęcią i stara się nie zdradzić w tajnej misji.



Warto wspomnieć o cudownym wydaniu w twardej oprawie, które idealnie pasuje do fabuły i wśród innych pozycji bardzo się wyróżnia. Nie tylko urzeka z zewnątrz, ale również w środku jest wspaniale dopracowane jak np. rysunki myśliwców SPŚ 83LD, które sprawiają, że całość jest jeszcze przyjemniejsza w odbiorze.



Wszyscy jesteśmy tylko dziećmi, choć niektóre mają starsze ciała.



Podsumowując, uważam, że “Wśród gwiazd” autorstwa Brandona Sandersona to dobra kontynuacja, której nie dopadł syndrom drugiego tomu. Dalsze losy Spensy są równie ciekawe, jak w pierwszym tomie a dodatkowo zakończenie pozostawia czytelnika z zaciekawieniem, co wydarzy się w kolejnym tomie i jak potoczą się losy bohaterów.



Wydawnictwu Zysk i S-ka dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorowi życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.



niedziela, 9 października 2022

„Przesyłka" - Robert Wysokiński

16:02:00 0 Comments

Jak byście zareagowali, gdyby do waszych drzwi zapukał kurier z anonimową paczką, której nie zamawialiście? Jakie zaskoczenie malowałoby się na Waszej twarzy gdybyście w środku znaleźli odcięty, ludzki palec? Zapewne nieco zaszokowałam Was tymi pytaniami ale właśnie tak rozpoczyna się akcja powieści Roberta Wysokińskiego pt. „Przesyłka". Zaintrygowani?



 
Nr. recenzji: 694
 
Tytuł: „Przesyłka"
Autor: Robert Wysokiński
Liczba stron: 492
Data polskiego wydania: 11 sierpnia 2022
Wydawnictwo: Novae Res
W moim odczuciu: 9/10

 
Tom Vesuvio to oddany swojej pracy detektyw, który do końca walczy o rozwiązanie każdej sprawy, z jaką przyjdzie mu się zmierzyć. Współpracuje z Jeffem - partnerem z wydziału specjalnego FBI z którym zajmuje się najtrudniejszymi przypadkami. Obaj mają na swoim koncie wiele spraw rozwiązanych z pozytywnym skutkiem. Dobra passa zostaje jednak przerwana, gdy Tom odbiera tajemniczą paczkę zaadresowaną na jego adres domowy z dopiskiem detektyw Tom Vesuvio. W środku; ku zdziwieniu całej załogi FBI z którą tego ranka spotkał się detektyw; znajduje kartkę z dziwnym układem liczb, torf oraz odcięty kobiecy palec. W tym samym czasie Tom dostaje anonimowy telefon z informacją, że kobieta, do której należał odcięty palec jeszcze żyje a detektyw ma 48 godzin na jej odnalezienie. Detektywi robią wiec wszystko co w ich mocy, aby zdążyć na czas i uratować porwaną kobietę. Tylko czy 24 godziny wystarczy by przeszukać wszystkie podejrzane miejsca? 

Tom wie, że od dziwnego telefonu każda minuta jest na wagę złota. Detektyw stara się zrozumieć motyw, którym kieruje się przestępca nie mający skrupułów by skrzywdzić kobietę i urządzić z całej tej sytuacji pewnego rodzaju grę. Tymczasem wiele kilometrów dalej oprawca obmyśla plan działania i skrupulatnie się go trzyma nie zapominając przy tym o żadnym najmniejszym szczególe swojej misji. Idealnie obmyślony plan mordercy sprawia, że jest on zawsze o krok przed policją. Czy detektywom uda się uratować porwaną kobietę? Czy Tom Vesuvio wpadnie na trop przestępcy? I co kryje się za zachowaniem mordercy? 

„Przesyłka" to znakomita uczta dla wielbicieli kryminałów. Tytuł zdradza nam już niejako początek fabuły. Tytułowa paczka to przesyłka, którą otrzymał detektyw Versuvio i od której wszystko się zaczęło. Autor w bardzo ciekawy sposób przedstawił nam całą historię zarówno od strony detektywa Toma jak i tajemniczego mordercy. Rozdział po rozdziale poznajemy zaskakującą i pełną zwrotów akcji fabułę, od której nie sposób się oderwać. Autor znakomicie podzielił powieść na drobniejsze rozdziały. Część z nich ciągnie się przez kilka stron, natomiast pozostałe to dwu-trzy stronnicowe mini rozdziały. Wspólnym mianownikiem wszystkich jest natomiast ich zakończenie. Czytając lekturę ma się wrażenie, że rozdziały zawsze kończą się w odpowiednim momencie i czasie po to, by za chwilę zaskoczyć czytelnika nowym zwrotem akcji. Pomimo prawie pięciuset stron powieść czyta się zaskakująco szybko i w żadnym momencie nie ma mowy o nudzie. 

Wielowątkowość powieści sprawia, że momentami czytelnik może być nieco zagubiony i nie do końca nadążać za fabułą, ale niech Was to nie zniechęca do lektury. Zapewniam, że w miarę czytania kolejnych rozdziałów wciągniecie się na tyle, że nie będzie to stanowiło żadnej przeszkody. Zresztą, autor w świetny sposób połączył wszystkie te wątki na ostatnich kartach powieści. Pozytywnie zaskoczyła mnie natomiast znakomita kreacja bohaterów, którzy znają się na tym, co robią. Chodzi mi oczywiście o detektywów i policję, którzy nie poprzestają na poszukiwaniach nawet wówczas, gdy wszystko wskazuje za rychłe niepowodzenie. Autor stworzył także intrygujący czarny charakter, który zaskoczy Was swoją przebiegłością i sprytem. Jednak nic nie trwa wiecznie i każdy przestępca prędzej czy później wpadnie w sidła, które sam nieświadomie sobie rozłożył. Także i w tej historii przestępstwo naszego oprawcy w końcu wyjdzie na jaw a on sam będzie musiał się z tym faktem pogodzić. 

„Przesyłka" to kryminał, który na długo zapadnie w pamięci czytelnika. Zaskakująca fabuła oraz realistyczne postacie sprawią, że poczujecie się jak prawdziwi detektywi rozwiązujący tajemnicze i przerażające zagadki. Dawno nie czytałam tak dobrej i intrygującej historii więc z niecierpliwością czekam na kolejną powieść autora. 

 

środa, 5 października 2022

brakujący element

12:16:00 0 Comments

 

tytuł: Brakujący element

autor: Harlan Coben

tłumacz: Magdalena Słysz

wydawnictwo: Albatros

data wydania: 13.07.2022

liczba stron: 416 

moja ocena: 7/10



Wilde. Chłopiec z lasu. Współczesny tarzan. Jego historia została opisana (choć nie wyjaśniona) w 1 części serii. W „Brakującym elemencie” Harlan Coben podejmuje próbę rozwikłania historii jego dzieciństwa. I jak zawsze, czyni to w sposób kręty, podrzucając czytelnikowi fałszywe tropy, zwodząc go i wielokrotnie wprowadzając w błąd.  Trzeba jednak przyznać, że całość historii jest ze sobą spójna, a każdy element jest niczym przysłowiowy puzzel w układance.


Polubiłam Wilde’a. Przypadł mi do gustu jego nieco „dziki” sposób bycia, jego skłonności do uciekania od ludzi, ale z drugiej strony – troska o tych, którzy są mu z jakiegoś powodu bliscy. Dynamika jego relacji z nastoletnim Matthew jest moim zdaniem świetnym obrazem relacji pomiędzy ojcem a synem. Uważam jednak, że mimo iż to właśnie Wilde jest postacią tytułową, na pierwszy plan wybija się Hester, rzutka nowojorska prawniczka, dzięki której Wilde nie raz i nie dwa wychodzi z problemów.  Kobieta jest energiczna, sarkastyczna i świetnie dopełnia się ze swoim przyjacielem, który od czasu do czasu bywa też jej klientem. Na drugim planie pojawia się też Layla, matka Matthew, z którą łączy Wilde dość skomplikowana relacja, ale postać ta nie ma znaczenia dla fabuły. Kolejną postacią, wokół której krąży akcja, jest tajemniczy PB - krewny głównego bohatera. Co ciekawe, pomimo iż niesie on na swoich barkach ciężar całej historii, pojawia się w niej dopiero na samym końcu, co jest ciekawym zabiegiem literackim i sprzyja budowaniu napięcia i utrzymaniu zainteresowania czytelnika. 


Pisząc recenzję „Brakującego elementu”, nie można tez nie wspomnieć o bumerangu – internetowej organizacji zrzeszającej specjalistów w zakresu technologii. Można ich wręcz nazwać samozwańczymi Batmanami, którzy biorą na celownik internetowych haterów, krzywdzących zwyczajnych mieszkańców. Choć może raczej powinnam użyć określenia zwierzyńcem, ponieważ każdy z członków maskuje się pod postacią wybranego zwierzęcia, w tym w szczególności przywódcy stada - lwa i pantery, która jako pierwsza wyłamuje się z grupy. Początkowo czytelnik może mieć wrażenie pewnego rozdźwięku. Z jednej strony powieść skupia się na głównym bohaterze i poszukiwaniu przez niego korzeni – przy wykorzystaniu strony badającej DNA. Szybko jednak pojawia się drugi wątek – wspomniany bumerang – a za nim trzeci – zaginięcie (śmierć?) jednego z bohaterów reality show Love is Batterfield. Czy połączenie tak odmiennych wątków może się udać? Cóż, jeśli jest jeden autor, który może tego dokonać, to z pewnością jest nim Harlan Coben. Poprzez relacje rodzinne spina wszystko w jedną spójną całość. Choć dla czytelnika nic nie jest oczywiste. Jak już wspomniałam, Coben prowadzi akcję w sposób zawiły, podrzucając tu i ówdzie nowe pytania zamiast odpowiedzi wielokrotnie wprowadzając w błąd. Sięgając po tę książkę, czytelnik powinien się nastawić na prawdziwy rollercoaster emocji i ciągłe napięcie. Za duży plus należy uznać także to, że autor z pewnością zrobił dobry biologiczno-genetyczny research. Używa bowiem profesjonalnej terminologii, ale ogranicza ją wyłącznie do niezbędnego zakresu, który jest w stanie zrozumieć nawet laik. Co typowe dla powieści Cobena,  kiedy czytelnikowi wydaje się, że wie już wszystko i nic nie może go zaskoczyć, okazuje się, że pod jedną zagadką znajduje się jeszcze drugie dno.  I dopiero ono zamyka całość historii, dzięki czemu wszystko zostaje rozwikłane i dogłębnie wyjaśnione. Przyznam szczerze, że nie domyśliłam się takiego zakończenia. Żeby nie zdradzić za dużo, powiem tylko, że przeszłość Wilde i jego powiązania z PB zostaje jednoznacznie wyjaśniona. 


Pomimo iż uważam, iż pierwszy tom był pod pewnymi względami ciekawszy, "Brakujący element" wciągnął mnie do tego stopnia, że niemal natychmiast po przeczytaniu ostatniego zdania chciałam więcej. W związku z tym mam cichą nadzieję, że seria o Wildzie nie zamknie się jedynie w dwóch powieściach. "Chłopiec z lasu" jest bowiem na tyle dobrze skonstruowanym bohaterem, że może nam zaoferować znacznie więcej. 

 

 

poniedziałek, 3 października 2022

"Długie beskidzkie noce" - Izabela Skrzypiec_Dagnan

18:22:00 0 Comments

 Izabela Skrzypiec-Dagnan - Długie beskidzkie noce
 
 
 
 Tytuł: Długie beskidzkie noce

Autor: Izabela Skrzypiec- Dagnan

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data premiery: 17.08. 2022
 
Autor recenzji: Magdalena Kwapich

Liczba stron: 350

  

W moim odczuciu: 7/10

 


 
“Długie beskidzkie noce” Izabeli Skrzypiec-Dagnan to moje kolejne już spotkanie z twórczością tej autorki. Znam “Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe”, więc spodziewałam się dobrej powieści obyczajowej, nasyconej emocjami. I nie zawiodłam się.

Bohaterką “Długich beskidzkich nocy” jest Jaśmina Mazur, trzydziestodwuletnia kobieta, matka bliźniaków. Mimo młodego wieku śmiało możemy określić Jaśminę jako “kobietę po przejściach”, bo życie zgotowało jej nie lada niespodziankę. Otóż jej ukochany Konrad, ojciec Franka i Filipa, nagle, bez zapowiedzi i wcześniejszych sygnałów, zostawia ją samą z dziećmi w pierwszą noc po przeprowadzce do nowego siedliska w Beskidach, w pięknej dolinie Popradu. Jaśmina rozpoczyna poszukiwania, bezskuteczne, bo Konrad bardzo umiejętnie zatarł za sobą wszystkie ślady. Zatraca się w dociekaniach, dlaczego tak się stało, zanurza w bolesnych wspomnieniach, pomału oddalając się od życia. Pogrążona w depresji, samotna Jaśmina z trudem postanawia zawalczyć o siebie i swoje dzieci. Podejmuje decyzję o wyjeździe od rodziców i powrocie do domu w Beskidach, który przecież wywołuje tyle trudnych, negatywnych emocji. Tam powoli odzyskuje równowagę, sprzyja temu i surowa przyroda, beskidzkie krajobrazy, orzeźwiające, górskie powietrze, i życzliwa obecność innych osób, w tym przystojnego, młodego mężczyzny…


“Długie, beskidzkie noce” to udana i dopracowana w szczegółach powieść obyczajowa. Może trochę pesymistyczna, ukazująca tę mroczniejszą stronę miłości, życia, ale na pewno prawdziwa, docierająca do czytelnika szczerością ukazanych w niej przeżyć. Wzruszyła mnie i mocno zaangażowała emocjonalnie ta historia, współczułam Jaśminie, nienawidziłam Konrada, którego uznałam za tchórzliwego egoistę. Sympatyzowałam nowej znajomości Jaśminy, choć akurat ten wątek grzecznego i pomocnego sąsiada uznałam za dość ograny w literaturze, ale to tylko moja luźna uwaga. Przede wszystkim zaś zanurzyłam się w klimat tej powieści, lekko melancholijny, nastrojowy, jesienny, jak przystało na tę zbliżającą się porę roku. Rozsmakowałam się w pięknych, urokliwych opisach górskich krajobrazów, uroczysk, lasów. Podobała mi się także dwutorowość narracji na “kiedyś”, co pozwoliło na poznanie wcześniejszych losów Jaśminy i Konrada, i na “teraz”, kiedy to uczestniczymy w zmaganiach kobiety z codziennością usiłującej odbudować życie na nowo, poskładać je z kawałków w całość i zapewnić swoim dzieciom normalnie funkcjonujący dom.

Długie beskidzkie noce” to trudna historia, bolesna i bardzo osobista opowiedziana przez kobietę, która zatraciła się najpierw w miłości, a potem w rozpaczy po odejściu ukochanego mężczyzny. Uderza swoim realizmem i emocjami, które opisuje w delikatny sposób, z szacunkiem do głównej bohaterki, Jaśminy, której przecież nie osądza, nie ocenia, jest w stosunku do niej wyrozumiała i dobra. Ta książka to opowieść o niełatwej i długiej drodze do wybaczenia sobie i drugiemu człowiekowi, który nas mocno zawiódł.

Powieść, choć o prozie życia, napisana pięknym, literackim językiem, szczera w swej wymowie, mądra i życiowa. Podejmuje przecież trudny temat relacji damsko-męskich, życiowych zawirowań, rozstań, powrotów czyli historię, która mogłaby się wydarzyć naprawdę. I w końcu doszukałam się w niej nutki optymizmu - po burzy wychodzi słońce, złe chwile przeminą, a Jaśmina odnajdzie swoje miejsce na ziemi, właśnie tam, w urokliwej dolinie Popradu, w Beskidach.

Polecam tę książkę, to dobra, emocjonująca lektura, z wyrazistymi bohaterami, czarującymi opisami przyrody i wciągającą fabułą. A na koniec jeszcze dodam, że imię głównej bohaterki niespecjalnie przypadło mi do gustu, ale to tylko moje zdanie…

Dziękuję wydawnictwu ZYSK i S-KA za egzemplarz recenzencki książki.