środa, 31 sierpnia 2022

"Spark" - Vi Keeland

00:00:00 0 Comments

Minęło sporo lat, zanim przestałam się zadręczać swoimi dawnymi decyzjami i obwiniać o wszystko. W końcu zdołałam sobie jakoś wybaczyć, ale teraz znów zaczęłam się karać własnym żalem.




Tytuł: Spark

Autor: Vi Keeland

Liczba stron: 392

Data wydania: 24.08.2022

Wydawnictwo: Niegrzeczne książki

Moja ocena: 10/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka



Nieporozumienie z odbiorem walizki na lotnisku doprowadziło Autumn Wild i Donovana Dectera do wspólnej kawy, ta natomiast do obiadu i spędzenia całego weekendu razem. Na nieszczęście Autumn, Donovan okazał się zbyt idealnym mężczyzną, który oprócz doskonałego wyglądu przyciąga równie wspaniałą osobowością. Jedyne co pozostaje w takiej sytuacji to ucieczka, zwłaszcza gdy przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Po wielu miesiącach samotności zaczyna spotykać się z Blakiem Dicksonem, który jak się okazuje, jest szefem mężczyzny, z którym spędziła weekend rok temu. Jak doszło do ponownego spotkania tej dwójki? Jak zareaguje Donovan na trudną przeszłość ukochanej?


Ale takie właśnie myśli chodzą ci po głowie, kiedy przestajesz sobie ufać. Analizujesz wszystko bez końca, aż w końcu znajdujesz dziurę w całym. To taka kompulsywna potrzeba wątpienia w siebie.


Najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera sierpnia, co do której moje wymagania wzrosły po zapoznaniu się ze wcześniejszą książką autorki. Jak wypada? Czy zachwyci mnie równie bardzo co „Zaproszenie"?


Drugie spotkanie z twórczością Vi Keeland uświadomiło mi, że zdecydowanie vibe wokół książek, jakie tworzy autorka to coś, co lubię. Historia, choć banalna i od samego początku przewidywalna  ma w sobie to coś. Dodatkowo to jak wpływa na czytelnika, w momencie, gdy zaczęłam się z nią zapoznawać, nie mogłam się oderwać, a zbliżające się wielkimi krokami zakończenia chciałam odkładać jak najbardziej możliwe w czasie. 


Jeśli chodzi o bohaterów, to tutaj śmiało mogę stwierdzić, że nie zawiedziecie się na nich, są bardzo dobrze wykreowani, a dodatkowo przyciągają swoją przeszłością, którą poznajemy razem z rozwojem wydarzeń. Autumn pracuje jako opiekunka socjalna, a w międzyczasie uczęszcza na wykłady. W życiu prywatnym stroni od związków, które buduje się na uczuciach, a gdy poczuje coś do partnera, znika. I choć z początku możemy tylko podejrzewać, co się stało, w odpowiednim momencie poznajemy historię z jej przeszłości, powstałe na skutek tego dramatu, traumy ciągną się za nią i nie pozwalają jej pokochać kogoś. Tak się dzieje również w przypadku spotkania z Donovanem gdzie uczucia i chemia pojawia się od razu. Jeśli chodzi o niego, z początku wydaje się idealnym prawnikiem, który od najmłodszych lat miał zaplanowaną przyszłość. Jednak to tylko pozory, a tak naprawdę już od dzieciństwa musiał nauczyć się żyć sam, choć ciągłe pakowanie się w bójki nie ułatwiały tego, na jego drodze pojawiła się dwójka wspaniałych ludzi Bud i prawnik, który wyciągnął go z bagna, w jakie się wpakował. Od tego czasu zmienił się i wyrósł na człowieka, który niesie pomoc młodzieży w podobnej sytuacji co on. 


Warto również wspomnieć, że choć mamy tutaj niegrzeczną książkę z równie niegrzecznego wydawnictwa jest tutaj dość obszernie opisana trauma i lęki. Poruszona przeszłość Autumn nie należy do najprzyjemniejszych, ma w sobie wiele bólu i może wywołać różne emocje u czytelnika. Dodatkowo poruszony dość kontrowersyjny temat w obecnych czasach, jakim jest gwałt, sprawia, że wielu osobom może nie przypaść do gustu.


Jeszcze tydzień temu czułam się jak motyl, który spędził całe lata w kokonie. Tak bardzo bałam się wcześniej wyjść do świata, ale po tym, jak zatrzepotałam skrzydłami kilka razy i znów zaczęłam latać, mrok samotności, w którym tak długo się skrywałam, wydawał się bardziej karą niż bezpiecznym schronieniem.


Podsumowując, uważam „Spark” za książkę, która zostanie ze mną na długo, pokochałam fabułę, jak i bohaterów, którzy są bardzo dobrze wykreowani i stanowią silne charaktery. Sama fabuła, choć może wydać się prosta i oklepana gwarantuję, że oczaruje was niejednokrotnie i wciągniecie się w historię Autumn. Dla mnie jest to idealna historia i na pewno dzięki niej, sięgnę po resztę książek Vi Keeland, a wam polecam koniecznie zapoznać się ze „Spark”.


"Spark" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni...

poniedziałek, 29 sierpnia 2022

"Strefy" — Kinga Chojnacka

10:33:00 0 Comments

Często snujemy wyobrażenia o postapokaliptystycznym świecie, w którym prawdziwym problemem staje się walka o przetrwanie. Czy nie jest ciekawie snuć domysły o epidemiach dziesiątkujących ludność? Apokalipsach zombie? Momentach, w których trzeba wybrać pomiędzy potrzebą przetrwania a moralnością? Cóż, zważywszy na fakt, w jakiej sytuacji niedawno się znaleźliśmy wszystkie scenariusze (nawet te z wodzą fantazji) przestają już być takie nieprawdopodobne..
Kinga Chojnacka w swojej najnowszej powieści pt. "Strefy" podejmuje podobną tematykę. Siedem lat po serii wielkich katastrof na Ziemi masz tylko jeden cel: przetrwać.



Nr recenzji: 676
Tytuł: "Strefy"
Autor: Kinga Chojnacka
Data polskiego wydania: 23 września, 2020
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 556
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 8/10







Siedem lat po serii wielkich katastrof Ziemia składa się wyłącznie z pustyń, ruin miast i śmiertelnego wirusa, który dziesiątkuje reszty ludzkości. Większość tych, którym udało się przeżyć, mieszka w Strefach – specjalnych schronach, których opuszczenie grozi szybką śmiercią.
A jednak Marion Dallas, zabójczyni pracująca na zlecenie przewodniczącego Strefy A, czuje, że nie może tu zostać ani chwili dłużej. Gdy odkrywa, że jej matka nie żyje, a na siostrze przeprowadzane są brutalne eksperymenty, decyduje się zemścić za wszystkie wyrządzone jej najbliższym krzywdy. Droga, w którą wyruszy, będzie długa i skrajnie niebezpieczna, a Marion będzie musiała zmierzyć się z morderczym upałem, kwaśnymi deszczami i atakiem pozastrefowego gangu. Towarzyszący jej mężczyzna, w ostatniej chwili uratowany przed egzekucją, może pomóc w przetrwaniu tej wyprawy lub... okazać się śmiertelnym wrogiem.

Muszę przyznać, że nie często sięgam po tematykę science fiction. Zaryzykowałabym nawet stwierdzeniem, że nie jestem wielką fanką tego gatunku. Może nawet zerową. Dlatego musicie brać pod uwagę fakt, że nie mam zbyt dużego porównania.
Jednak nie da się zaprzeczyć, że przy powieści Kingi Chojnackiej już od pierwszej strony świetnie się bawiłam. Mimo że książka do najcieńszych nie należy, fabuła okazała się niezwykle emocjonująca, a akcji jest pełno. Całość trochę przypomina "The 100" (ogromnie polecam ten serial!), a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie – "Niezgodną". Bohaterów pokochałam ze względu na oryginalne charaktery, indywidualny światopogląd oraz nieprzewidywalność. Moją uwagę szczególnie zwróciła główna bohaterka – Marion, która przedstawiona została w dość specyficzny sposób. Urzekło mnie jej poczucie humoru, oryginalność, a przede wszystkim ekscentryczność. Cóż, jestem pewna, iż tak przebojowa bohaterka na długo zapadnie w mojej pamięci.

Autorka w wybitny sposób buduje napięcie i naprawdę jestem zdziwiona, że przy tak rozbudowanej fabule i mnóstwach zwrotach akcji udało jej się za każdym razem mnie zaskoczyć. Sam klimat powieści zdaje się być niepowtarzalny – Chojnacka częstuje nas pobudzającymi wyobraźnię opisami, przez co jeszcze bardziej nie można oderwać się od jej historii. Choć dialogi między bohaterami czasami były co najmniej dziwne i pozbawione sensu, bogaty opis otoczenia z pewnością wam to wynagrodzi.
Czarny humor w powyższej pozycji to totalne złoto. Nie zliczę na wszystkich palcach, ile razy wybuchnęłam śmiechem podczas czytania. Relacja Ethana i Marion jest naprawdę ikoniczna.

Jedyne co mi naprawdę przeszkadzało to objętość książki. Moim zdaniem autorka niepotrzebnie pociągnęła aż tyle wątków. Co prawda okazały się naprawdę dobre, lecz niepotrzebnie pełniły funkcję "zapychaczy". Mniej refleksji bohaterów znacznie ułatwiłoby czytanie. Szczerze powiedziawszy, nie jestem pewna czy uda mi się przebrnąć przez drugą część, ponieważ po prostu po pewnym czasie było tego za dużo.
Warto wiedzieć, że w powieści są odwrócone role damsko-męskie. Kobiety przeważnie to te silne, nadwyraz chłodne i pozbawione skrupułów, natomiast mężczyźni to ucieleśnienie empatii i wrażliwości. Nie, żeby przeszkadzał mi ten stan rzeczy, aczkolwiek jest to całkiem przydatna informacja dla osób, które będą chciały sięgnąć po historię Marion.
W powieści jest też mało wartości. Chojnacka skupiła się głównie na adrenalinie, opisie walk i zadawaniu ran, które z zawrotną prędkością się regenerowały. Z wyjątkiem tego ewenementu mogę stwierdzić, iż książka jest w miarę realistyczna.

Podsumowując, czytelnikom, którzy od dłuższego czasu siedzą w podobnych klimatach, powieść na pewno się spodoba. W mojej opinii to cudowna pozycja, która na długo zapadnie mi w pamięci. Co prawda, gdy patrzę na liczbę stron w drugim tomie, nie jestem tego taka pewna..

niedziela, 28 sierpnia 2022

"Pasierbica gangstera 2" - Monika Magoska-Suchar

00:00:00 0 Comments

Podczas gdy moja prezentacja była nienaganna, a ja dojrzałam i przeobraziłam się w kobietę z klasą, moje wnętrze było krajobrazem spustoszenia i rozpaczy




Tytuł: Pasierbica gangstera 2 Vendetta

Autor: Monika Magoska-Suchar

Liczba stron: 376

Data wydania: 10.08.2022

Wydawnictwo: Niegrzeczne książki

Moja ocena: 1/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka



Śmierć ukochanego to kara, jaką poniosła Chiara za zakazane uczucia. I choć ciężko było jej związać się z kimś ponownie, przyszedł czas by nie z uczuć, lecz z przymusu poślubić Marco Candeloro. Pomimo ślubu Chiara nie przestaje walczyć z mężem, a gdy pojawia się Vittorio, z którym połączy ją chęć pokonania wspólnego wroga, szansa na wolność będzie bardziej możliwa. Jak zakończy się krwawa jatka? Kim jest Vittorio Scorazzi?



Na taką zemstę warto czekać. Za taką miłość warto przelać krew.

Pierwszym tom historii Chiary, Fabio i Marco nie należała do najlepszych, a jak wypada kontynuacja. Co wydarzy się po śmierci Fabio? Do czego posunie się Marco w małżeństwie z Chiarą?

W czasie recenzowania książek nie miałam jeszcze nigdy sytuacji, aby książka tak bardzo by mi się nie podobała, przez co postanowiłam ją odłożyć a tym samym dać na stos hańby z książkami, do których nie zamierzam już wracać. Tak było do czasu, aż zaczęłam zapoznawać się z „Pasierbica gangstera 2”.

Po pierwszym tomie nie miałam zbyt dużych wymagań co do historii, jednak gdzieś tliła się nadzieja na lepszą historię. Niestety sprawdziły się moje obawy i okazało się, iż drugi tom jest jeszcze gorszy od poprzedniego, a wszelka nadzieja wyparowała. Jeśli chodzi o bohaterów, byli oni tragiczni, ich charaktery nagle diametralnie się zmieniły i stali się dla nas obcy. Dużym zaskoczeniem był dla mnie Marco, którego zapamiętałam jako miłego, choć zagubionego  mężczyznę, jego nowa odsłona była chamska i odrażająca, a po dobroci nie zostało nic. W przypadku Chiary irytującym mnie faktem było to, jak nagle zmieniła nastawienie do wiary, wcześniejsza nienawiść jakby wyparowała, a zamiast niej pojawiło się uwielbienie. Sama jako postać pozostawia wiele do życzenia, gdyż tak naprawdę jej zachowania nie wiążą się z charakterem.  O akcji nie mam za dużo do powiedzenia, dostajemy jej sporo, ale jest ona nudna i w żaden sposób nie sprawiła, abym chciała czytać dalej, żaden wątek nie zaciekawił mnie na tyle, bym mimo wszystko chciała poznać zakończenia. W swojej podróży czytelniczej nie zapoznałam się z wieloma romansami mafijnymi jednak w odniesieniu do tej pozycji, były one świetne, czego nie można powiedzieć w drugą stronę. Podsumowując, uważam „Pasierbica gangstera 2” za bardzo słaby romans mafijny, którego, choć nie skończyłam, nie polecam, a zwłaszcza na początek z tego typu książkami. Czy to jako romans, czy jako zwykła książka w mojej opinii ma ona wiele minusów, które nie wpływają pozytywnie, gdy ciężko jest dostrzec związane z nią pozytywy. Choć do większości moich dnf-ów wracam po jakimś czasi, by dać im ponownie szanse, w przypadku tej książki, wiem, iż taka sytuacja się nie zdarzy. PS. Gdy emocje opady, sięgnęłam zobaczyć, jak wygląda zakończenie i śmiało mogę stwierdzić, iż nie żałuję tego, że porzuciłam zapoznawanie się z tą historią, gdyż zakończenie sprawiłoby, że znienawidziłabym tę książkę jeszcze bardziej. 

"Pasierbica gangstera 2" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni...

piątek, 26 sierpnia 2022

"Namiętna wojna" - Laurelin Paige

00:00:00 0 Comments

Szybko jednak wróciły także te złe wspomnienia. Skomplikowane wspomnienia. Były jak tornado niszczące wszystko na swojej drodze. To ciągłe poczucie lęku…




Tytuł: Namiętna wojna


Autor: Laurelin Paige


Liczba stron: 288


Data wydania: 10.08.2022


Wydawnictwo: Niegrzeczne książki


Moja ocena: 4/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka





Powrót Jolie i Cada do domu, w którym przeżyli koszmar, miał być jedynie chwilowym przystankiem na drodze do realizacji planu. Jednak miejsce to wzbudziło w nich wiele wspomnień przeszłości, tych dobrych, gdy obydwoje kochali siebie bezgranicznie, jak i tych złych, gdy szli do gabinetu Starka, by odbyć karę. Wraz ze śladami przeszłości pojawiły się obawy o uczucia drugiej osoby, które pojawiły się po tylu latach. Jak wyglądała przeszłość Jolie i Cada? Do jakich czynów był w stanie posunąć się Stark?


Wypowiadając na głos słowa, których dotąd nie wypowiedziałem nawet w myślach, poczułem, jakby kamień spadł mi z serca. Ogarnął mnie pokój. Krwawa wojna, którą toczyłem z samym sobą, dobiegła końca.


Wzbudzone zainteresowanie zostało po zapoznaniu się z pierwszym tomem dlatego też, korzystając z nadarzającej się okazji, postanowiłam sięgnąć po drugi tom. Jak wypada w odniesieniu do pierwszego? Jak potoczą się losy Jolie i Cada?


Początek tej książki był dla mnie zadziwiający, autorka po raz drugi pokazuje nam, że nie uda nam się przewidzieć jej kolejnego ruchu tak jak w tym przypadku, spodziewałam się kontynuacji pierwszego tomu, a poznajemy przez prawie całość ich przeszłość ze Starkiem. Nie będę ukrywać, o ile w pierwszym tomie ucieszyłabym się tym, tak tutaj totalnie mi to nie pasowało i momentami nudziło. Pomimo tego uważam, że wątek molestowania fizycznego, jak i psychicznego jest dość obszernie tutaj poruszany, za co bardzo szanuję autorkę, że nie potraktowała tego ogólnikowo, a pozwoliła zagłębić się czytelnikowi w perspektywę bohaterów. Wiele sytuacji budziło we mnie ból, gdyż nie wyobrażam sobie, jak można pozwolić, by ktoś tak traktował człowieka, który de facto nie zrobił nic, za co można by go ukarać, a zwłaszcza w taki sposób.


Skoro jesteśmy przy bohaterach, oni sami się nie zmienili, ich osobowości są podtrzymane i dobrze wykreowane. Nie mamy okazji poznać ich bardziej z teraźniejszości za to już z przeszłości tak i to właśnie dzięki temu widać jaką przemianę psychiczną przeszli i to jak czyny Starka odbiły się na nich. Cade już jako nastolatek ukrywał swoją drugą stronę, która jest wręcz nieporównywalna z tym, kim potrafi być, jednak nie ma co się dziwić, gdyż widać, iż wpłynęło na to nagłe pojawienie się matki i przeprowadzka do jej nowego męża po niespodziewanym porzuceniu go przez nią. Mimo wszystko to w przeszłości bije od niego to coś, czego zabrakło mi w jego obecnej wersji. Jeśli chodzi o Jolie, nie widać w niej aż tak wielu zmian,  jest odważniejsza i pewniej wyraża swoje zdanie a dodatkowo sprawia wrażenie jakby skrywała przed Cadem jeszcze wiele innych tajemnic, jakie niespodziewanie mogą wyjść na jaw, przez co cały jej plan runie w gruzach.


Ale wiedziałam także, że nie mam w sercu miejsca na nadzieję. Rzeczywistość panoszyła się w niej jak trujący bluszcz, nie dopuszczając, by cokolwiek innego we mnie zakiełkowało.


Podsumowując, uważam „Namiętna wojna” autorstwa Laurelin Paige za dość słaby tom, który zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. Choć ma wiele plusów ma również tyle samo wad, przez co trochę odstraszał mnie od siebie. Pomimo tego, jak wypada ten tom mam w planach zapoznać się z kontynuacją, gdyż czuję jakieś zainteresowanie zakończeniem historii Cada i Joli zwłaszcza po tym zakończeniu, które wzbudziło wiele pytań, choć momentami było do przewidzenia. 


"Namiętna wojna" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni...


czwartek, 25 sierpnia 2022

„Tweet Cute" Emma Lord

23:00:00 0 Comments

 Lato powoli dobiega końca. W sklepach widać kolekcje jesienne, czas kupowania przyborów szkolnych i książek, ale jak ktoś chce zatrzymać lato w sercu, to polecam przeczytać lekką i uroczą książkę, idealną na lato.


Nr. recenzji:
680

Tytuł: „Tweet Cute"

Autor: Emma Lord

Tłumacz: Edyta Świerczyńska Liczba stron: 384

Data polskiego wydania: 10 sierpnia 2022

Wydawnictwo: Young

W moim odczuciu: 7/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska



Bitwa na tweety między dwoma nastolatkami to nie byle co, ale walka pomiędzy dwoma gigantami fastfoodowymi. Pepper jest kapitanką drużyny pływackiej, a zarazem prowadzi firmowe konto w mediach. To jej rodzice założyli Big League Burger, które radzi sobie świetnie na rynku fast foodów. Jack pracuje w rodzinnym biznesie, firma prowadzona jest od lata i uwielbiana jest przez mieszkańców. Zaczepki i podsycanie atmosfery idzie im dobrze, tak samo, jak pisanie ze sobą na anonimowym portalu.

Fabuła powieści rozgrywa się w realiach szkoły i mediów, co bliskie jest młodzieży, stąd też może ona przyciągnąć takich czytelników. Młodzi ludzie mogą dobrze odnaleźć się w powieści przez obecność Tweetera, który wykorzystywany jest i pełni dużą rolę w książce. To w końcu tam dochodzi do wymiany między bohaterami, wzajemnych uwag, dowcipów i prowakacji. Osobiście nie korzystam z aplikacji i nie rozumiem jej, ale wiem, że wiele nastoatków, a także ważnych osobistości, korzysta z tego portalu. Autorka porusza temat elitarnych szkół, tego, że media społecznościowe uważane są za coś złego. Nastolatkowie korzystają z czatu, każdy z nich ma swój rozum, mogą się zdarzyć nieprzyjemne sytuacje, ale bohaterowie pokazują, że dzięki czatowi mogą znaleźć swoją miłość, ludźmi, z którymi mogą się wspólnie uczyć, albo po prostu osoby, której mogą się wygadać. Zwraca się również uwagę na bardzo dobre stopnie. Mama Pepper wymaga od dziewczyny wręcz wzorowych ocen i zachowania, a do tego, pomagania jej w firmie. Warto motywować i wspierać dzieci do pracy oraz nauki, ale nie przesadnie, bo może to wywołać odwrotny skutek.

Pióro autorki jest lekkie i przyjemne, przez książkę się płynie. Angażująca fabuła sprawia, że książkę chce się czytać i co prawda nie jest ona zbytnio oryginalna, bo można się spodziewać pewnych rzeczy, ale słodycz, jaka z niej płynie, to wynagradza. W dodatku okładka i wklejka. to kolejny atut książki, coraz częściej spotyka się ładne okładki i aż miło na to patrzeć jaką ozdobą pólek, stają się czytane przez nas książki. Uważam, że "Tweet Cute" nie wyróżnia się na tle innych tworów z tej kategorii, ale nie odbiega też poziomem. Tego lata przeczytałam sporo takich książek, myślałam, że już z nich wyrosłam, ale najwidoczniej nie.

"Tweet Cute" dostępne w popularnej księgarnii Tania Książka

środa, 24 sierpnia 2022

Wysepka - Andrea Levy

09:00:00 0 Comments

    W obecnych czasach bronimy wielu wartości - dla każdego coś jest ważne i każdy chce, by inni to szanowali. Niekiedy te sprawy wymykają się spod kontroli tak bardzo, że człowiek boi się odezwać byle by nikogo nie urazić. Niektórzy pewne rzeczy tolerują, a inni tego nie robią i pojawiają się trzy słowa nie do pogodzenia: szacunek, tolerancja, nienawiść. Granica między nimi jest cienka.


Nr. recenzji: 679

Tytuł: „Wysepka"

Autor: Andrea Levy

Liczba stron: 512

Data II polskiego wydania: 10 sierpnia 2022

Wydawnictwo: Albatros

W moim odczuciu: 8/10

Autorka recenzji: Małgorzata Górna












    Ocenianie przychodzi łatwo, można ocenić wszystko, powiedzieć, że coś nam się podoba albo, że się nie podoba. Możemy też stwierdzić, że coś pochwalamy, że jesteśmy z czegoś dumni, albo że potępiamy i coś przynosi nam wstyd. Czasem nawet dajemy sobie prawo do oceniania sposobu myślenia, sposobu bycia, czy wszelkich innych aspektów życia innego człowieka. Na szczęście znajdą się też tacy, którzy powiedzą: "Hej, daj im spokój. Niech żyją jak chcą". A teraz przenieśmy się do XX wiecznej Anglii z przystankami na Jamajce. Jedna z bohaterek Wysepki - Queenie broniła Jamajczyków, biednych, zmęczonych życiem pełnym rasistowskich zachowań, zniszczonych wojną.


    Poznajemy także perspektywę Jamajki o imieniu Hortense i jej męża Gilberta. Muszą się oni zmagać z nierównościami społecznymi, z tym, że traktowani są jak podludzie, którzy mają czelność w ogóle istnieć. Ta książka aż kipi od rasizmu i podobnych mu zachowań. Cieszę się, że to fikcja literacka, a jednocześnie budzi się we mnie wątpliwość, że opisane w powieści sytuacje z pewnością pokrywają się, w znacznej części, z rzeczywistością. Frazy jakie tam padają nie przeszłyby mi przez gardło, naprawdę. Myślę, że warto sięgnąć po Wysepkę chociażby dlatego, że traktuje o trudnych tematach, które najczęściej staramy się od siebie odsuwać - o biedzie, wojnie, trudnych małżeństwach, dzieciach, emigracji, różnego rodzaju nadużyciach i wspomnianym wyżej rasizmie. To wręcz zmusza do refleksji nad tym jak dziś patrzymy na świat.


    Wiedziałam, że ta książka we mnie uderzy, ale nie sądziłam, że tak mocno. Czytając tę książkę oczyma wyobraźni widziałam ją w swojej głowie, zupełnie jak film. Wiele opisów pomogło wyobrazić sobie to wszystko, choć nie ukrywam, że momentami było to irytujące i przytłaczające - tyle miejsc, tyle zdarzeń i kilka perspektyw. Trzeba chwili na przyswojenie elementów układanki. A z drugiej strony, jak dobrze opowiedzieć taką historię budując ograniczenia? Wypracowano zatem kompromis: książka ma ponad pięćset stron, ale za to są one bogato przepełnione historiami obcych sobie ludzi, których los postanowił w jakiś sposób ze sobą połączyć, by bohaterowie odkryli prawdę o sobie. Dla takiego odkrycia warto "pocierpieć".


    Cóż jeszcze mogę napisać? Poznać Anglię z tej perspektywy to coś nowego i zaskakującego. Kolorowa Jamajka kontrastuje z szarą deszczową Anglią, a niby to ten "lepszy" wybór. Nie zrozumcie mnie źle, mam na myśli to, że zazwyczaj ciepłe kolory kojarzą się lepiej niż szarość, chociaż wszystko zależy od perspektywy...Każda decyzja ma zalety i wady, ale także konsekwencje. Wybory, jakich muszą dokonać Gilbert, Hortense, Queenie, Bernard i inni, to trudne decyzje, które mogą zmienić cały bieg ich życia.


    Polecam tę pozycję z czystym sumieniem. Momentami obszerne zniechęcające opisy, ale warto się przez nie przedrzeć. To jedna z tych opowieści, która nie opuszcza myśli za szybko, zmusza do refleksji i jest czymś więcej niż zwykłą książką. Być może lektura Wysepki sprawi, że będziemy patrzeć na nasz świat łagodniejszym okiem?


Małgorzata Górna


wtorek, 23 sierpnia 2022

"Duchy Nocy Kupały"

20:04:00 0 Comments

 

Myślę, że w dzieciństwie każdy z nas siedział przy ognisku i z wypiekami na twarzy słuchał opowieści o duchach. Noc była coraz bardziej czarna, a opowieści coraz bardziej przerażające. Ogień rzucał cień na pobliskie drzewa, które w naszej wyobraźni przybierały przerażające kształty. Kiedy trzymałam książkę w rękach, dokładnie taki obraz miałam przed oczami.

 




Tytuł: Duchy Nocy Kupały

Wydawnictwo" Zysk i S-ka

Ilość stron: 576

Ocena 6/10


Wydawnictwo Zysk i S-ka oddało w nasze ręce antologię opowiadań polskich i angielskich autorów o wymownym tytule „Duchy nocy kupały”. Znajdziemy tu bajki, legendy i baśnie o demonach, wilkołakach i innych istotach magicznych. Książka podzielona jest na dwie części, w pierwszej znalazły się opowiadania polskich autorów, gdzie mocno odczuwalna jest fascynacja światem duchowym i słowiańskim klimatem. Epoka romantyzmu, a to właśnie z tego okresu pochodzą opowiadania, to przenikanie się dwóch światów, światów żywych i umarłych. To ucieleśnienie złych mocy i nadanie im fizycznych ciał i cech. Osobiście odebrałam te historie jak bajki dla dorosłych z konkretnym morałem. Drugą część stanowią opowiadania obcojęzycznych pisarzy, tu także spotkamy siły nadprzyrodzone, demony i nawiedzone dwory. Chociaż historie są ciekawe i znajdziemy w nich dreszczyk emocji to na próżno szukać tu powiązania ze wspomnianą w tytule Nocą Kupały.

 

Każde opowiadanie jest odrębną historią i w żaden sposób nie są ze sobą powiązane. Łączą je natomiast uniwersalne motywy takie jak zemsta, zazdrość czy niespełniona miłość. Z każdej z nich możemy także wyciągnąć morały, które są ponadczasowe i spokojnie możemy osadzić je w teraźniejszości. Wspólnym mianownikiem powieści jest także piękny język, jakim są napisane.

Książka to piękny egzemplarz, twarda okładka w kolorze butelkowej zieleni, przedstawiająca ludzi tańczących wokół ogniska pobudza wyobraźnię. Patrząc na samą okładkę mamy ochotę zagłębić się w lekturze. Przyjemna dla oko czcionka także jest w tym przypadku na plus. Każdy rozdział jest odrębną historią napisaną przez konkretnego autora.

 

W moim odczuciu książka nie do końca zawiera to, co sugerowałby nam tytuł. Spodziewałam się przelania na papier legend i wierzeń starosłowiańskich. Noc kupały to święto związane z letnim przesileniem Słońca, obchodzone w najkrótszą noc w roku, w czerwcu. Kupalnocka poświęcona jest przede wszystkim żywiołom wody i ognia, mającym oczyszczającą moc. To również święto miłości, płodności, słońca i księżyca. Czy to wszystko znalazłam w książce? Niestety nie. Sądziłam iż poznam genezę obchodów kupalnocki, konkretne zwyczaje i obrządki, trochę historycznych faktów przeplatanych legendami i domysłami. Wydawnictwo natomiast oddało w ręce czytelnika zbiór opowiadań, które chociaż zajmujące, to w większości nijak mają się do wspomnianego święta jakim jest Noc Kupały. Sam wybór opowiadań, które weszły w skład książki, był dosyć przypadkowy i mam wrażenie, że nie do końca przemyślany. Zestawienie twórczości polskich i zagranicznych autorów, których opowiadania mają oscylować wokół danego tematu, także do mnie nie przemawia.

 

Niemniej jednak książkę przeczytać warto, dla poszczególnych opowiadań, dla pięknego języka, jakim są napisane, a także dla aury tajemniczości i magii.

"Siostry" – Michelle Frances

18:12:00 0 Comments
Rywalizacja pomiędzy rodzeństwem to naturalna kolej rzeczy, gdy w domu jest więcej niż jedno dziecko. Mieszkające pod jednym dachem rodzeństwo musi znosić swoje towarzystwo mimo różnicy upodobań, zainteresowań czy temperamentów. Teoretycznie, nie ma w tym nic złego. Jednak nie da się zaprzeczyć, iż ogromną rolę w zminimalizowaniu nieprzyjemnych sytuacji między dziećmi odgrywają rodzice. 
Lecz co w przypadku, gdy to oni są głównym źródłem konfliktu? Czy istnieje bezwzględny rodzic, który specjalnie będzie starał się o wprowadzenie chaosu i pogorszenie relacji między swoimi pociechami? Motyw mrocznych rodzinnych sekretów porusza Michelle Frances w swojej najnowszej powieści pt. "Siostry".





Nr recenzji: 675
Tytuł: "Siostry"
Autor: Michelle Frances
Data polskiego wydania: 10 sierpnia, 2022
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 8/10






Abby i Ellie już w dzieciństwie nie były sobie bliskie. Teraz, kiedy są po trzydziestce, żywią do siebie nawzajem głęboko zakorzenioną urazę. Abby zazdrości siostrze wyglądu gwiazdy filmowej i tego, że jest ulubienicą matki. Ellie chciałaby mieć partnera tak idealnego jak mąż Abby i dom tak wspaniały jak jej willa na Elbie. 
Kiedy Abby zaprasza siostrę, obie mają nadzieję na chwilowe zawieszenie broni – wspólny relaks i puszczenie w niepamięć napięcia z przeszłości wypływają na powierzchnię i zaczyna się robić piekielnie niebezpiecznie. 

Przeczytałam wiele pozytywnych opinii o powyższej pozycji, które mówią o szybkiej, zaskakującej akcji oraz trzymającej w napięciu otoczce. Brnąc przez "Siostry" nie da się z powyższym stwierdzeniem nie zgodzić – nie wiedziałam, że tak chaotyczna powieść może zaskarbić sobie miejsce w sercu czytelnika.
Na pierwszy rzut oka fabuła jest dość przewidywalna. Po kilku stronach wydawało mi się, że doskonale wiem, w jakim kierunku zmierza – nic bardziej mylnego! W połowie książki uświadomiłam sobie, że to specjalny zabieg autorki, która celowo wprowadza nas w ślepe zaułki, by chwilę potem dosłownie wbić nas w fotel. Trzeba przyznać, że trudno jest się oderwać od tak lekko napisanego thrillera. Postacie zostały wykreowane świetnie, a zwłaszcza ich złożone charaktery. Zdaje się, że zakochałam się w tle psychologicznym powyższej powieści..

Frances zdecydowanie dostarcza czytelnikowi mnóstwo wrażeń. Szczególną uwagę zwraca na relacje rodzinne i ich zaburzone funkcjonowanie w niektórych przypadkach. Historia chwyta za serce i choć autorka wodzi nas za nos, wątek, na jaki się zdecydowała, okazał się naprawdę emocjonujący.
Warto również wspomnieć o szczegółowych opisach miejsc i krajobrazów, które zapierają dech w piersiach. Nie dość, że wokół nas toczy się wartka, pełna plot twistów akcja to jeszcze przez żywe opisy Frances wyobraźnia czytelnika działa na pełnych obrotach. Cóż, w takim przypadku aż trudno prosić o więcej.

Reasumując, uważam "Siostry" za naprawdę dobry thriller z połączeniem literatury obyczajowej. Jest to na pewno wartościowa pozycja pod względem merytorycznym – powieść zmusza do refleksji jak i bawi, wciągając bez opamiętania. Zdecydowanie polecam wszystkim fanom mrocznych, psychologicznych klimatów z domieszką samodzielnego myślenia.

Echo

10:03:00 0 Comments

 



Tytuł : Echo

Autor: Thomas Olde Heuvelt 

Tłumacz: Ryszard Turczyn

data wydania: 29 czerwca 2022 

wydawnictwo : Albatros

liczba stron : 638

moja ocena: 7,5/10






Pierwsze zdanie recenzji Echa powinno pokreślić, że jest to gotowy scenariusz na film. Każda z pełnych pochwał recenzji, jaką można znaleźć w Internecie, jest prawdziwa i nie było w niej nawet odrobiny przesady, bo jest po prostu rewelacyjna. I już po kilkunastu stronach łatwo się domyślić, dlaczego polecał ją Stephen King.


Zaczyna się dość mrocznie. Siostra jednego z głównych bohaterów samotnie spędza śnieżną noc, kiedy w jej domu zaczynają pojawiać się dziwne postacie – cienie – pozbawione oczu. Przerażona dziewczyna dzwoni do brata, który spowolniony przez warunki pogodowe wraca do domu. Chłopak od razu orientuje się, co się dzieje i nakazuje siostrze natychmiastową ucieczkę, ale ……. Po tym krótkim wstępie (który skutecznie uniemożliwił mi sen), przechodzimy do właściwych wydarzeń, które miały miejsce wcześniej, a od których wszystko się zaczęło. Śledzimy historię dwóch partnerów – Sama – którego można określić jako nieco wygodnickiego i lubiącego życie na fali – oraz Nicka – fana wspinaczki górskiej i podróżnika. Jedna z jego wypraw okazała się szczególna i dość dramatyczna w skutkach, jako że pozbawiła życia jego kompana, a samego Nicka pozostawiła oszpeconego. Nikt nie wie, co dokładnie wydarzyło się na szczycie góry Maudit, ale nie ma wątpliwości, że zamieszane w to były nadprzyrodzone i nierealne moce. Od momentu wypadku w życiu Sama i Nicka zmienia się bardzo wiele. Po pierwsze oboje muszą przewartościować swój związek i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy potrafią nadal być razem, pomimo że Nick już nigdy nie będzie tym samym sobą. A po drugie…. Po drugie, zaczynają mieć miejsce zdarzenia, które wywołują w nich przekonanie, że góra w jakiś sposób opętała Nicka. Zawładnęła jego osobowością. Kiedy zaczyna się robić naprawdę niebezpiecznie, bohaterowie szukają pomocy, ale zamiast uciekać jak najdalej od źródła problemów, w rzeczywistości pędzą prosto w niebezpieczeństwo, zupełnie jak ćma do ognia.

Thomas Olde Heuvelt świetnie wyważa elementy fantastyki i horroru. O ile początkowo miałam pewne obawy czy powieść nie będzie nieco przerysowana i przez to stanie się karykaturalna, dość szybko odpuściłam te myśli. Pozaziemskie elementy pojawiają się w tych momentach, w których są potrzebne i nie przytłaczają przez to całości. Pozostawiają natomiast po sobie pewien mrok, niepewność, a takie przecież od początku było zamierzenie książki. Cała reszta historii to opowieść o dwójce ludzi i ich życiu. Tragedii, z którą w całkiem realny sposób muszą sobie radzić. Razem, ale jednocześnie osobno, bo przecież każdy na swój sposób. To tez okazja do poruszenia pewnych uniwersalnych pytań – czy wygląd rzeczywiście nie ma w relacji znaczenia? Czy byłbym/byłabym ze swoim partnerem/partnerką nawet po wypadku, który pozostawiłby ją/jego okaleczonego /niepełnosprawnego /zmienionego? Czy gdyby to mi przydarzył się wypadek, czy chciałbym obciążać tym drugą osobę i być może mieć przekonanie, że jest ze mną z litości albo z poczucia obowiązku? Pod tym względem powieść ma bardzo ludzki i rzeczywisty wymiar.

Dobrze przemyślana jest koncepcja książki. Po pierwsze krąży pomiędzy różnymi płaszczyznami czasowymi, zgrabnie przeskakując między wydarzeniami przed i po wypadku, wspinaczką na szczyt i leczeniem w szpitalu. Po drugie autor oddaje głos na przemian Nickowi i Samowi, dzięki czemu patrzymy na wydarzenia z różnych perspektyw, a prawda odrywana jest stopniowo, w sposób uporządkowany, przez co czytelnik nie ma wrażenia przytłoczenia ani chaosu. Zabieg, na który szczególnie warto zwrócić uwagę to jednak nie tylko podróżowanie słowem w czasie, ale także w przestrzeni. W jednej chwili razem z Samem czytamy dziennik Nicka relacjonujący wspinaczkę, a sekundę później dziennik wciąga nas w centrum wydarzeń i znajdujemy się w drodze na szczyt Maudit. Niemal czuć alpejski chłód, mroźne powietrze szczypiące w policzki i słychać odgłos szumiącego wiatru. Cała historia jest dobrze rozłożona jeśli chodzi o napięcie i jak wspomniałam, w równym tempie, bez zrywów prowadzi do końca. Oczywiście pojawiają się momenty, w których serce zaczyna bić szybciej, a puls przyśpiesza, po to, by za chwilę opaść, ale co do zasady-tempo opowieści przypomina wspinaczkę, w której każdy krok jest zaplanowany. Być może następuje to nieco krętą ścieżką, ale w jednym kierunku – na szczyt. Niesamowicie oddany jest klimat i specyfika zimnego krajobrazu. I choć części czytelników książka może wydawać się gruba, a opisy przytłaczające i niepotrzebne, w rzeczywistości są one konieczne do wprowadzenia w odpowiedni nastrój. Czytelnik niemal czuje się obserwowany, pojawia się uczucie grozy i dziwnego napięcia. Moim zdaniem wszystkie zabiegi, elementy i części jakimi przy pisaniu "Echa" posłużył się autor były niezbędne i nie ma tu ani jednej niepotrzebnej kropki czy przecinka. Jest to jedna z tych powieści, które chciałoby się przeczytać jednym tchem, ale żeby w pełni docenić jej urok (czy raczej mrok) trzeba czytać ją powoli tak, aby rzeczywiście i z całą mocą odczuć atmosferę i aurę tajemniczości Maudit.

Potwory i ludzie

09:51:00 0 Comments



Tytuł : Potwory i ludzie

Autor: Patrick Ness

Tłumacz: Agnieszka Hałas

Data wydania: 24 maja 2022 r.

Wydawnictwo: Zysk i s-ka

Liczba stron: 584

Moja ocena: 7/10






A więc wojna.

Trzeci tom cyklu „Ruchomy chaos” rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach z drugiej części. Nie ma tu żadnego przeskoku czasowego, co zdecydowanie przemawia na korzyść historii, bo przecież wspomniana wojna to kulminacja historii. Oto stają naprzeciwko siebie dwie armie. Ludzie i szpakle. A właściwie to trzy armie, bo przecież ludzi też można podzielić na zwolenników Burmistrza Prentissa i mistrzyni Coyle. A może i nawet cztery, bo oto na planecie ląduje statek zwiadowczy z przyjaciółmi Violi – kolejnymi kolonistami. Brzmi jak niezłe zamieszanie? Tak właśnie jest. Jednak z drugiej strony czy zamęt nie jest odłącznym towarzyszem bitwy? Czy strach i niepewność nie towarzyszą jej na każdym kroku?

Patrickowi Nessowi trzeba oddać, że cały napisany przez niego cykl zdecydowanie trzyma poziom. O ile jak już wspomniałam, trzecia część skupia się na ostatecznej bitwie, o tyle nie można zapominać, że celem finału jest też spięcie i domknięcie wszystkich wątków rozpoczętych wcześniej. Dzięki umiejętności łączenia całości dowiadujemy się wreszcie, w jaki sposób Burmistrz nauczył się kontrolować szum, dlaczego tak ważny w całej historii był Todd i co naprawdę stało się z kobietami z dawnej osady. Autor zbiera wszystkie tematy i tworzy z nich jedną, barwną całość. Książka pełna jest niespodziewanych zwrotów akcji. W okolicznościach, których czytelnik nie mógłby się spodziewać, powracają znani już bohaterowie. Z jednej strony tacy sami, ale z drugiej – nieco odmienieni. Czytelnik, śledząc ich losy, zadaje sobie pytanie, w jaki sposób okoliczności, w których funkcjonujemy, wpływają na nasz charakter, naszą postawę i zachowanie. Jaki wpływ mają na nas otaczający nas ludzie i czy rzeczywiście jest tak, że pod wpływem czynników zewnętrznych każdy z nas może przejść przemianę.

Nie sposób nie wspomnieć o refleksjach, jakie wywołują opisy wojny i bitwy. Nie sposób nie myśleć o tym, w jaki sposób ludzie sami potrafią sobie szkodzić. Ness dobrze pokazuje jak zamiast dążenia do wspólnego celu, przeciwstawne sobie siły prowadzą wojnę podjazdową, zastawiają na siebie wzajemnie pułapki i nie potrafią odpuścić własnych partykularnych interesów, nawet jeśli ceną za nie jest śmierć. W tym zakresie świetnie przeciwstawieni zostali sobie Burmistrz Prentiss i Mistrzyni Coyle. Każde z nich to silna, indywidualna osobowość, która nie chciała, a może nie potrafiła przyznać się do porażki. W konsekwencji (i tu uwaga spojler) oboje zginęli, choć każde z nich w zgoła odmiennych okolicznościach. O ile starsi pozostali tacy sami – Burmistrz to nadal egoista, a mistrzyni Coyle jest nieugięta w swoich poglądach, to Todd i Viola nie są już dziećmi, jakimi byli w pierwszej części. Wydarzenia, których byli uczestnikami i świadkami, sprawiły, że bardzo szybko dorośli, a co więcej – niezależnie od tego, co kto myśli – w wielu wypadkach przejęli stery i podejmowali dojrzalsze decyzje niż samozwańczy liderzy. To na nich spoczywał ciężar pertraktacji ugodowych i próba połączenia skłóconych grup. Oczywiście, lektura pokazuje też drugie oblicze wojny i konfliktu. To mniej oczywiste, łagodniejsze. To dzięki eskalacji konfliktu Todd i Viola wreszcie uświadamiają sobie, ile dla siebie znaczą i że nie ma takiej rzeczy, której nie byliby dla siebie w stanie zrobić ani miejsca, w które by nie poszli. Nawet jeśli te wybory są często moralnie niejednoznaczne. Autor, sięgając ponad powierzchnię, pokazuje, że bardzo często nie wszystko jest takie, jakim się wydaje, a nawet zło ma w sobie cząstkę dobra. Zupełnie jak ying i yang. Nic nie jest czarno-białe, bo prawda jest taka, że ludzie poruszą się wyłącznie po palecie szarości.

Jeśli chodzi o sam język książki, to idzie on w parze z aspektem wizualnym. Umiejętnie używana jest kursywa, pogrubienia, zmieniana jest czcionka. Autor oddziałuje słowami nie tylko na poziomie czysto literackim, ale również graficznym. Dzięki temu słowa nie tylko dają wrażenie siły czy hałasu, ale wręcz go mają. Dosłownie, na papierze. W końcu, gdybym teraz ZMIENIŁA CZCIONKĘ, od razu dałoby się odczuć różnicę w wypowiedzi, prawda? Przyznam, że dodatkowo zachwyciły mnie fragmenty, w których po raz pierwszy głos oddawany jest rdzennym mieszkańcom planety – szpaklom. Te stworzenia mają swój własny język, który ich łączy i pozwala na wspólne postrzeganie świata. I choć potrzeba chwili, aby wdrożyć się w jego specyfikę – zrozumieć czym jest Powrót, Kraina, Przesieka, Ciężar, Niebo, Źródło i Nóż to zdecydowanie warto. Daje to wrażenie odmiennego świata. Odmiennego, ale jednocześnie tak bardzo zbliżonego do naszego.

Szczerze mówiąc, im bliżej miałam do końca opowieści, tym bardziej bałam się, że będzie ono typowo cukierkowe, oparte o znany schemat żyli długo i szczęśliwie, ale tak się nie stało. Sam koniec okazuje się bowiem dość tragiczny w skutkach. Dopiero ostatnie kilka stron pokazuje, że koniec, w takim sensie, w jakim przyszło się go rozumieć, niesie ze sobą coś więcej. Zmianę. Przemianę. Metamorfozę. Czy dobrą? Czy złą? Czy wszystkie działania, które zostały podjęte, żeby doprowadzić nas do takiego, a nie innego finału były tego warte? Myślę, że na to pytanie każdy będzie musiał udzielić sobie odpowiedzi sam, a lektura „Potworów i ludzi”, jak i całej serii „Ruchomy chaos” odmieni też każdego z czytelników. I nie dajcie się zwieść pozorom. Pomimo dość bajkowej i kolorowej okładki to nie są książki dla dzieci. Raczej dla ludzi wrażliwych, myślących, szukających nadziei na to, że może być lepiej, niezależnie od tego, czy to młodzież, czy dorośli.