Insta


wtorek, 8 września 2020

"3 godziny"- Börge Hellström, Anders Roslund

10:00:00 0 Comments

Słysząc pochlebne opinie o szwedzkim duecie autorów, postanowiłam sama zapoznać się z ich twórczością. Sięgając po tę książkę, miałam podobne obawy do czytelników, którzy nie znali poprzednich części serii, czy będę w stanie odnaleźć się wśród bohaterów i ich historii, której nie znam. Okazały się niepotrzebne, gdyż bez trudu weszłam w fabułę, Zapraszam do przeczytania tej recenzji, bo wierzę, że skusicie się na lekturę szwedzkiej serii. 

           




Nr. recenzji: 391

Tytuł: „3 godziny"

Autor: Börge Hellström, Anders Roslund

Tłumacz: Wojciech Łygaś

Liczba stron: 416

Data polskiego wydania: 25 marca 2020

Wydawnictwo: Albatros

W moim odczuciu: 8 /10

Autor recenzji: Kobieta Czytająca



 


Spokojny poranek w Sztokholmie, komisarz Ewert Grens oddaje się, jak co tydzień rozmyślaniom nad życiem. Jego spokój burzy nietypowe wezwanie. W kostnicy jednego ze szpitali znajduje się jedno ciało więcej. Po podjęciu kolejnych działań Grens odkrywa, że podobna sytuacja zdarza się też w innym szpitalu. Następnego dnia znów przybywa jedno nadprogramowe ciało. Psy policyjne doprowadzają do makabrycznego znaleziska, kontenera, w którym udusiło się ponad siedemdziesięciu uchodźców z Afryki.

W toku śledztwa trop prowadzi do Pieta Hoffmana, z którym Grens miał się już nigdy więcej nie spotkać. Los jednak chciał inaczej i obaj muszą podjąć się niechcianej współpracy, by odkryć, kto stoi za masowym morderstwem i przerwać ten łańcuch śmierci. Żaden z nich nawet przez chwilę nie myślał, że jedynie trzy godziny będą decydowały o życiu ich i ich bliskich.

 

Książka zaskoczyła mnie rozbudowaną warstwą obyczajową oraz poruszonym problemem społecznym. Prócz tego, że jest to kryminał sensacyjny, to również głos w sprawie przemytu ludzi, uchodźstwa, zorganizowanej przestępczości czerpiącej zyski z ludzkiego nieszczęścia. Przyznaję, że nie znałam ani skali tego procederu, a liczby przytłaczają, ani też nie miałam świadomości, jak bardzo taka siatka przestępcza jest rozbudowana.

Cieszę się, iż autor podjął się opisania tego problemu społecznego i przybliżenia go czytelnikowi. „3 godziny” czyta się niezwykle łatwo, chociaż poruszają nieprzyjemnego tematu. Akcja jest wartka, wciągająca i interesująca. Sympatyzujemy z bohaterami
i przeżywamy dylematy moralne razem z nimi. Język przystępny i żadnych problemów z nadążeniem za fabułą, mimo iż akcja rozgrywa się jednocześnie w dwóch różnych częściach świata.


Spotkałam się z krytyką książki w porównaniu do dwóch poprzednich tytułów z serii. Wielu czytelników narzeka, iż dało się odczuć brak jednego z autorów w powstawaniu książki. Roslund w podziękowaniach wyjaśnia, iż mimo tego, że Hellström nie brał udziału w powstawaniu „3 godzin”, jego nazwisko widnieje na okładce przez wzgląd na długoletnią przyjaźń i współpracę pisarzy. Jako że nie czytałam poprzednich części trudno mi się odnieść do tego zarzutu. Mnie książka się podobała, a rozbudowanie wątku społecznego problemu przemytu ludzi w żaden sposób nie zakłócało fabuły, nie spowalniało akcji i nie przeszkadzało w odbiorze książki. Wręcz przeciwnie, przez to właśnie wydała mi się bardziej oryginalna i interesująca. To prawda, że niektóre wątki były do granic przewidywalne, brak było zaskoczenia, a zwroty akcji następowały niezbyt gwałtownie, ale w moich oczach książka nie straciła przez to w ogólnym wydźwięku.


Po lekturze znalazłam się w gronie wielu osób, które zaczynały przygodę z Grensem 
i Hoffmanem od trzeciej części. Celowo piszę „zaczynały”, gdyż „3 godziny” są na tyle dobre, że chce się przeczytać poprzednie (w opinii wielu jeszcze lepsze) „3 sekundy”
i „3 minuty”.

 

Podsumowując, książkę polecam, bo wieczór spędzony nad nią zaowocował chęcią przeczytania dwóch poprzednich. Bilans zdecydowanie na plus. Łatwość przeniknięcia do świata fabuły bez znajomości poprzednich części, intrygujący sposób rozwikłania zagadki, działanie dwutorowe w różnych częściach świata i wyścig z czasem- elementy, które uczyniły lekturę ciekawą. Polecam wielbicielom prozy duetu Hellström-Roslund, wielbicielom skandynawskiego kryminału i tym, którzy lubią poczytać sensacyjną książkę do poduszki. Przede wszystkim dla tych czytelników, którzy chcą odpocząć od mrocznych i makabrycznych thrillerów.


Kobieta Czytająca

 

 

piątek, 4 września 2020

08:33:00 0 Comments

 

"Czwarta powieść" tom II Agnieszka Janiszewska

Czwarta powieść. Tom II
 
 
 
Nr recenzji390
Tytuł : "Czwarta powieść" tom II
Autor: Agnieszka Janiszewska
Liczba stron: 237
Data polskiego wydania: 2020
Wydawnictwo: Novae Res 
W moim odczuciu: 6/10
Autor recenzji: World-of-idea






Pamiętacie Reginę, bohaterkę pierwszej części "czwartej powieści? Czy pamiętacie jej historię i rozterki? ciekawi jesteście jak dalej potoczyły się jej losy? Już spieszę z odpowiedzią. Po złożonej jej propozycji dokończenia powieści napisanej przez inną autorkę i po wahaniach z tego tytułu nasza bohaterka ostatecznie zdecydowała się wykonać zadaną jej pracę. Przy okazji (uwaga spojler!) odkryła, że zapisana na kartach opowieść dotyczy w rzeczywistości jej własnej rodziny. Na jaw wyszły zaginione do tej pory kawałki rodzinnych puzzli i wszystko złożyło się w jedną całość.  Obraz rodziny jaki Regina miała jako dziecko zdecydowanie został zniszczony, a jej poglądy zweryfikowane. 

Moim zdaniem od czasu pierwszej części bohaterka nieco dorosła. Nadal jest idealistyczna i zagubiona w otaczającym ją świecie, ale jednak więcej rzeczy dostrzega i rozumie. Więcej potrafi ocenić przez pryzmat swoich własnych wartości i doświadczeń, kierując się przy tym własnym kompasem moralnym, a nie tym co narzucili czy czego nauczyli ją inni. Coś w tym jest, że wychowanie dziecka kładzie cień na całe jego dalsze życie. Często przedstawienie tylko jednej strony historii wyrządza mu niepowetowaną szkodę. 

Podobnie jak w pierwszej części, autorka pokazuje jak skomplikowane potrafią być ludzkie relacje i jak wpływają na nie niedomówienia. Podstawą wszelkich związków powinna być szczerość, zaufanie i wiara w drugą osobę. Ostatecznie książka kończy się bowiem optymistycznie. Wszystkie wątki zostają zamknięte, a zwieńczenie historii daje nadzieję na to, że niezależnie od tego jak bardzo zagmatwana byłby sytuacja w której znajdujemy się my czy nasi najbliżsi zawsze możemy na nich liczyć. Zawsze jest szansa na wzajemne wybaczenie sobie. Wystarczy tylko dać ją samemu sobie.  

czwartek, 27 sierpnia 2020

10:39:00 0 Comments

 

"Czwarta powieść" tom I Agnieszka Janiszewska

 
 
 
Nr recenzji: 387
Tytuł : "Czwarta powieść" tom I
Autor: Agnieszka Janiszewska
Liczba stron: 225
Data polskiego wydania: 2020
Wydawnictwo: Novae Res 
W moim odczuciu: 6/10
Autor recenzji: World-of-idea




"Regina, absolwentka polonistyki i bibliotekoznawstwa marzy o pisarskiej sławie. Niedawno skończyła studia i wydała swoją trzecią powieść". Tak zapowiada książkę jej wydawca. Czy może być coś bardziej przyciągającego niż historia pisarki? De facto, mamy tu do czynienia z książką o książce..... Brzmi znajomo? W momencie,  w którym poznajemy Reginę cierpi ona na pewną niemoc twórczą, brak weny. Nie bardzo wie o czym i jak napisać kolejną powieść. Dodatkowo, jej rodzice uważają ją za nieporadną życiowo i zarzucają, że bez nich nie przetrwałaby długo. Regina zaczyna przewartościowywać swoje życie, kiedy pojawia się w jej życiu mężczyzna który składa jej nietypową propozycję. Dziewczyna zapoznaje się z powieścią napisaną przez inna kobietę, a jej zadaniem jest dokończyć tę historię. Początkowo niechętna tej ofercie, w końcu się zgadza. Dziewczyna nie wie jednak, że opowieść z którą się zapoznaje dotyczy bezpośrednio jej rodziny, a przy jej dopracowywaniu wyjdzie na jaw wiele rodzinnych sekretów.  

Przyznam szczerze, że książka nie wciągnęła mnie od razu. Nie bardzo spodobała mi się główna bohaterka, która wydawała mi się postacią nieco płaską, a może nawet bezbarwną. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, ze nadanie jej takiego charakteru miało pokazać jej zagubienie w życiu, rozterki co do tego czy to, co robi ma sens. Trzeba się też mocno skupiać na fragmentach, które dotyczą drzewa genealogicznego dziewczyny, bo pojawia się w nich wiele imion, miejsc, które w późniejszej części stanowią klucz do całej zagadki. Na plus zasługuje ciekawy pomysł, koncepcja historii. Autorka świetnie pokazuje, że wszystko co robimy ma wpływ na innych ludzi, a nitki życia każdego z nas łączą się i przeplatają w nieprzewidywalny sposób.  Każda rodzina ma swoje sekrety, a w życiu nic nie dzieje się przypadkiem. Warto jeszcze podkreślić, że autorka ciekawie rozprawia się z mitem, jaki czytelnicy często mają w głowie myśląc o tym, jak żyje pisarz. Może się bowiem wydawać, że kiedy autor zabiera się do pisania po prostu siada i ... pisze. Stawia kolejne litery, zdania i słowa aż do momentu zakończenia powieści. Wcale tak jednak nie jest. Jak już wspomniałam na początku, pisarze (tu w osobie Reginy) też często nie maja pomysłów na opowiadane historie. Wcale nie żyją w bańce mydlanej, zanurzeni tylko i wyłącznie we własnej wyobraźni. Nikt nie zwalnia ich z obowiązku funkcjonowania w rzeczywistości, dbania o rodzinę, radzenia sobie z problemami... To ludzie jak każdy z nas. I kto wie, czy pisane przez nie historie podobnie jak ta która spotkała Reginę nie jest mocno zakorzeniona w przyziemnym, codziennym życiu, które przecież jest bogatsze niż nam się wydaje.

Czekam na drugi tom, bo jestem ciekawa jak zakończy się historia głównej bohaterki, którą z kolejnymi stronami zaczęłam rozumieć, choć nie powiem, że polubiłam. 

środa, 26 sierpnia 2020

Cyrki bezpłatne

18:22:00 0 Comments

"Cyrki bezpłatne" Pauli Łuczak

Nr recenzji:  386
Tytuł : "Cyrki bezpłatne"
Autor: Pauli Łuczak
Liczba stron: 210
Data polskiego wydania: 2020
Wydawnictwo: Novae Res 
W moim odczuciu: 8/10
Autor recenzji: World-of-idea






Chyba wszyscy znamy powiedzenie "nie mój cyrk, nie moje małpy", którego używa się opisując różnego rodzaju sytuacje życiowe, na które nie mamy wpływu i które nas bezpośrednio nie dotyczą. Oczywiście, każdy z nas posiada także własny cyrk, z własnymi małpami i własnie na ukazaniu fragmentu swojego świata skupia się autorka "Cyrków bezpłatnych". Opisuje elementy rzeczywistości w której funkcjonuje, dotykając przy tym wszystkich aspektów ludzkiej egzystencji - zaczynając od pracy, poprzez życie towarzyskie i uczuciowe, realizację swoich pasji, zdobywanie nowych umiejętności, podróże..... Autorka pokazuje także, że nie należy bezkrytycznie przyjmować wszystkiego co świat nie raz na siłę stara się nam wcisnąć. We wszystkim powinniśmy się kierować własnym kompasem wartości i kształtować nasz świat według swoich zasad. 


Przyznam szczerze, że kiedy zaczęłam lekturę tej pozycji miałam mieszane uczucia. Pierwszy wpis (bo okazuje się, że Pauli zaczynała tworząc bloga i w takim też stylu utrzymana jest książka), wydaje się bowiem być dość chaotyczny, pisany niejako "na kolanie" i nie ułatwia wejścia w świat jaki autorka kreuje. Nie zniechęcajcie się jednak. Kolejne wpisy zdecydowanie bardziej przemawiają do czytelnika. O ile jasne jest, że wielu z was z pewnością nie zgodzi się z wieloma poglądami Pauli i będzie trwało przy swoich (czego nie neguję, bo każdy ma prawo do własnej opinii), o tyle jestem przekonana, że spojrzenie z innej perspektywy przynajmniej skłoni was do refleksji tak jak miało to miejsce w moim wypadku. Plusem tej cienkiej książeczki (w sam raz do torby na wakacyjny wyjazd) jest to, że jak już wyżej wspomniałam porusza wiele tematów. Dzięki temu, każdy z czytelników który zdecyduje się po nią sięgnąć znajdzie coś dla siebie - do niektórych przemówią tematy dotyczące samoakceptacji, do innych - zagadnienia związane z szeroko pojętym zdrowym stylem życia i aktywnością fizyczną. A chaotyczność która przebija na początku z czasem zamienia się w bardziej uporządkowany i liniowy tok myślenia. Krótkie rozdziały i żywa narracja, posługiwanie się korporacyjną nowomową i angielskimi wtrąceniami - niektórych może razić, ale ponieważ pozycja skierowana jest równie do ludzi młodych (a przez to określenie rozumiem około-trzydziestolatków) co do zasady gładko przełkną określenia, których sami używają (używamy!) na co dzień. 


Podsumowując, uważam że jeśli z jednej strony potrzebujecie się oderwać od szalonej rzeczywistości, ale z drugiej tez na chwile zatrzymać oraz przypomnieć sobie co się w życiu liczy i dlaczego nie warto zmuszać się do "zjadania buta" warto sięgnąć po tę pozycję. Co więcej - wcale nie musicie czytać jej po kolei, ale kiedy zajdzie taka potrzeba - wybrać odpowiednią dla siebie tematykę spośród rozdziałów, których spis znajduje się na końcu. Mam tylko jedną uwagę do nieco wrażliwszych i bardziej nerwowych osób - z racji tego, że książkowe wydanie bloga jest pisane bardzo dynamicznie i aż bije od niego energia (która niemal przebija przez okładkę) sięgajcie po nią raczej w spokojniejszych momentach, bo krótkie, pełne wigoru zdania i ilość znaków przestankowych w nerwowych chwilach może niepotrzebnie dodatkowo podnieść ciśnienie. 




niedziela, 23 sierpnia 2020

"Central Park" Guillaume Musso

12:30:00 0 Comments


Guillaume Musso to poczytny autor o którym nawet ja słyszałam, mimo że nie czytałam dotąd żadnej jego powieści. Długo się zastanawiałam, bo nie jest to typowy kryminał w jakich się rozczytuję. Zaintrygował mnie jednak opis i postanowiłam przekonać się na własnej skórze czy fenomen francuskiego pisarza nie jest przesadzony.

 

          

 Nr. recenzji: 388

Tytuł: „Central Park"

Autor: Guillaume Musso

Tłumacz: Joanna Prądzyńska

Liczba stron: 347

Data polskiego wydania: 24 czerwca 2020

Wydawnictwo: Albatros

W moim odczuciu: 8,5/10

                    Autor recenzji: Kobieta Czytająca

 





Nad ranem na ławce w parku budzi się para nieznajomych.
Ona poprzednią noc spędziła z koleżankami w Paryżu.
On koncertował w pubie w Dublinie. Oboje są przekonani, że znajdują się odpowiednio we Francji i w Irlandii. Kobieta ma przy sobie broń, która nie należy do niej i koszulkę poplamioną nie swoją krwią. Brakuje im dokumentów, pieniędzy i telefonów. Na domiar złego są skuci ze sobą kajdankami. Dość szybko odkrywają, że znaleźli się w Central Parku w Nowym Jorku, po drugiej stronie kuli ziemskiej. Żadne z nich nie wie, jak się tu znaleźli i co się wydarzyło poprzedniej nocy.

Nie mają wyjścia jak tylko połączyć siły, by rozwiązać tę zagadkę.

Książka zaczyna się mocnym uderzeniem. Alice, francuska komisarz policji, budzi się przykuta kajdankami do nieznajomego mężczyzny. Jest tysiące kilometrów od Paryża, gdzie bawiła się poprzedniej nocy.
Gabriel dawał jazzowy koncert w dublińskim pubie jeszcze kilka godzin temu. Jak to się stało, że budzi się w Stanach Zjednoczonych z lufą pistoletu wymierzoną w twarz. Kto skuł tę dwójkę i dlaczego? Czytelnik od pierwszej strony zostaje wciągnięty w tę zagadkową sytuację i równie silnie co bohaterowie chce ją rozwiązać. Alice i Gabriel rozpoczynają przedziwną podróż po Nowym Jorku w poszukiwaniu odpowiedzi. Tempo akcji jest na tyle szybkie, że zapominamy o bożym świecie, dajemy się całkowicie wciągnąć w ten zwariowany, chwilami niebezpieczny wyścig z czasem.
Bohaterowie powoli poznają się nawzajem i my poznajemy ich życie sprzed feralnego poranka. Alice to twarda policjantka z ogromnym bagażem przykrych doświadczeń, bez wsparcia rodziny. Gabriel po przejściach, choć starał się ułożyć swoje życie inaczej, los nadal mu nie sprzyja.


Największą zaleta książki jest dla mnie pomysł na fabułę oraz lekkość pióra autora.

Książkę w całości odebrałam pozytywnie. Słyszałam zarzuty o irytujących
bohaterach, zbyt oczywistych zwrotach akcji, niesatysfakcjonującym chociaż zaskakującym zakończeniu. To moje pierwsze spotkanie z autorem możliwe, że dlatego nie postawiłam podobnych zarzutów. Dla mnie ta historia była świeżą, ciekawą lekturą.

Zaskoczyło mnie, iż nie da się tej powieści przyporządkować do jednego gatunku. Według mnie to taki miks obyczajowo-sensacyjny. Czytało się cudownie lekko, książka nie męczyła, nie dłużyła się. Autor nie komplikował niepotrzebnie całej historii, a rozwiązanie było spójne i prawdopodobne. Tempo akcji było idealne, język prosty i przystępny. Zdecydowanie należy pochwalić pomysł autora na fabułę i prowadzenie akcji tak, że książka wciągała i trzymała w napięciu do samego końca. Po tej lekturze wydaje mi się, że Musso to autor książek niebanalnych, którego styl albo się bardzo lubi, albo się nie czyta go wcale.

Mnie osobiście ten tytuł bardzo się spodobał. Lżejszy od typowych kryminałów, nie był też romansem ani, co gorsza, romansidłem. Czytanie tej książki to była przyjemność i rozrywka, a o to, wydaje mi się, chodzi w pisaniu książek.

Podsumowując, ja „Central Park” bardzo polecam, mimo iż mogą pojawić się zarzuty, że Musso staje się przewidywalny lub powiela swoje własne pomysły z innych książek. Lektura spełniła moje oczekiwania, wartka akcja, ciekawi bohaterowie, wciągająca zagadka i zakończenie dość niespodziewane. Wszystko, czego potrzeba by uznać czas spędzony z książką za przyjemną rozrywkę. Poza tym to świetny tytuł tak na zimowe wieczory, dni izolacji w czasie epidemii, jak i letnie poranki na urlopie. Dla tych, którzy chcą chwilę odpocząć od ciężkich klimatów kryminałów i thrillerów, a także dla tych, którzy mają chęć na nietypową powieść obyczajową z silnym wątkiem sensacyjnym.





 

 

 

czwartek, 20 sierpnia 2020

"Siostra słońca" Lucinda Riley

11:58:00 0 Comments






Nr. recenzji: 385
Tytuł: „Siostra słońca"
Autor: Lucinda Riley
Tłumacz: Anna Esden-Tempska
Liczba stron: 674
Data polskiego wydania: 15 kwietnia 2020 Wydawnictwo: Albatros
W moim odczuciu: 9/10
Autor recenzji: World-of-idea





"Siostra słońca" to kolejny tom z serii Lucindy Riley "Siedem sióstr". Po historii Mai, Star, Cece i innych dziewcząt przyszła pora na dzieje najmłodszej z nich - Elektry, której charakter odpowiada nadanemu jej imieniu. Młoda modelka, najbardziej wojownicza i buntownicza z całego rodzeństwa długo opiera się przed odkryciem swoich korzeni. W głębi duszy chowa urazę do ojca, jest przekonana, ze wiedza, którą jej pozostawił nie jest jej do niczego potrzebna. Jak łatwo się jednak domyślić, wkrótce dziewczyna ulega. Nie ma jednak podejścia podobnego do pozostałych sióstr poszukujących swoich biologicznych krewnych. Przede wszystkim - w przeciwieństwie do nich nie musi zmieniać kontynentu ani nawet miasta, żeby doszukać się swojego pochodzenia. Po drugie - wcale nie czyni tego z radością, ale raczej z głęboko tajonym strachem, obawą przed własnymi uczuciami Prawda, którą odkryje będzie dla niej szokująca, ale też sprawi, że bohaterka tej części sagi nie będzie już taka sama. Jednym słowem - konfrontacja z rzeczywistością, której do tej pory zaprzeczała sprawi że dorośnie.  

Jak już wyżej wspomniałam, Elektra jest najbardziej energetyczną i wybuchową z szóstki rodzeństwa (a jak sugeruje zakończenie powieści - może i z tytułowej siódemki). Niepokorna, popełniająca masę błędów, nadużywająca alkoholu i środków uzależniających, rzucająca się w wir romansów. Do pewnego momentu zrzuca to wszystko na karb młodości, aż do przekroczenia ostatecznej granicy, kiedy to zdaje sobie sprawę, że jedyną nadzieją dla niej jest odwyk. Ciekawe i dość niespotykane w powieści Riley było przedstawienie głównej bohaterki jako czarnoskórej. Taki zabieg dobrze tez pokazał jak bardzo najmłodsza z sióstr czuła się wyobcowana w rodzinie. Niczym ciemne kukułcze jajo wśród jasnoskórych najbliższych. Książka dotyka tematów, które do tej pory nie były poruszane - konfliktów rasowych, funkcjonowania różnych kultur i różnic pomiędzy środowiskami. Mimo poruszania się po zupełnie nowym polu, Riley i z tym tematem radzi sobie doskonale. Moją uwagę zwrócił także aspekt relacji międzyludzkich w tej części. O ile w pozostałych, autorka skupiała się głównie na każdej z sióstr i budowania przez nią więzi z innymi o tyle w tej części podeszła do tematu nieco szerzej. Oczywiście, nadal mamy opisy uczuć Elektry do osób jej bliskich, ale poza tym - poruszono także wątki miłosne i przyjacielskie pomiędzy bohaterami drugoplanowymi. 

"Siostra słońca" zdecydowanie nie jest łatwą powieścią i potrzeba czasu, aby polubić główną bohaterkę i zrozumieć pobudki które kierowały jej zachowaniem. Kiedy jednak historia wciągnie czytelnika nie sposób się od niej oderwać (szczerze przyznam, ze ostatnie strony wręcz połykałam w całości). Dzieje Elektry zdecydowanie skłaniają do refleksji, ale również ogrzewają niczym promienie tytułowego słońca.

czwartek, 30 lipca 2020

„Someone new" Laura Kneidl

15:18:00 0 Comments

Nr. recenzji:
385

Tytuł: „Someone new"

Autor: Laura Kneidl

Tłumacz: Joanna Grzelak

Liczba stron: 480

Data wydania: 17 czerwca 2020

Wydawnictwo: Jaguar

W moim odczuciu: 10/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska




Micah ma zamożnych rodziców prawników, wystawne przyjęcia, nienaganne zachowania, to coś co obowiązuje w tej rodzinie. Dziewczyna ma brata bliźniaka, ale przez homofobiczne zachowania rodziców chłopak opuszcza dom rodziny i zaczyna ukrywać się przed bliskimi. Dziewczyna zaczynając studia prawnicze wyprowadza się z domu. Jej sąsiadem będzie Julian, chłopak, który był kelnerem na przyjęciu u rodziców dziewczyny i który został wyrzucony z pracy poniekąd przez Micah. Nastolatka czuję się zafascynowana chłopakiem, chcę go lepiej poznać, a może i nawet się z nim zaprzyjaźnić. Julian podchodzi z chłodnym stosunkiem do dziewczyny, ale trzyma na dystans nie tylko ją.

O tej książce będę mówić tylko w samych superlatywach, bo jestem nią zachwycona. Poświęćmy chwilę uwagi tej okładce, która jest boska. Różowy i niebieski to moje ulubione kolory, nic więc dziwnego, że oprawa graficzna tak bardzo przypadła mi do gustu. Powieść pięknie prezentuje się na półce, ale zachwyca również jej wnętrze. Spodziewałam się zwykłej książki dla młodzieży, przewidywalny romans i jakieś tam problemy, a dostałam bombę emocjonalną. Śmiałam się, płakałam i byłam okropnie zła, takie emocje towarzyszyły mi podczas czytania. To, że książka wywołuje tak wiele skrajnych emocji, to dla mnie ogromny plus. Historia porusza ważny wątek jakim jest nietolerancja. Rodzice Micah, można powiedzieć, że wyrzekają się swojego syna po tym jak on im oświadcza, że jest gejem. Zachowanie rodziców jest podłe, a najgorsze jest to, że oni nie mają zamiaru zmienić swojego nastawienia. Autorka posługuje się świetnym stylem, którym w prosty, ale dosadny sposób porusza ciężkie i ważne tematy. Romans został zgrabienie przeprowadzony, przez co nie ma się poczucia zażenowania, a dialogi nie są drętwe, ani zbyt wyniosły, tylko jak najbardziej realne. Bohaterowie pełnowymiarowi. Micah wierzy w dobra w ludziach, stara się szukać w nich pozytywnych rzeczy i zachowań. Bardzo kocha swoich rodziców i brata, jest jak najbardziej konsekwentna w swoich działaniach. Julian ma trudności z zaufaniem ludziom, ale gdy ma przed sobą dobrego człowieka stara się przełamać tę barierę.

Uważam, że "Someone new" jest wartościową pozycją, którą powinien przeczytać każdy, nastolatek, dorosły i rodzic. Historia pokazuje realne problemy, z życia wzięte w sposób nieprzesadzony. Po książkę się sięga i czyta się ją na jeden raz. Zaskakująco wciągająca fabuła, która nie jest skomplikowana, pod względem świata, czy zawiłej akcji. Po skończeniu miałam wiele przemyśleń i długo nie mogłam się otrząsnąć po ty co przeczytałam. Autorka pokazuj, że każdy z nas zasługuje na akceptację i szacunek, bo nie ważne kogo lubi, kim się czuje, ale jak się zachowuje. Polecam tę książkę, będę o niej długo pamiętać.


czwartek, 16 lipca 2020

„W pułapce. Five Nights at Freddy's" Scott Cawthon, Elley Cooper

19:25:00 0 Comments

Nr. recenzji:
384

Tytuł: „W pułapce. Five Nights at Freddy's"

Autor: Scott Cawthon, Elley Cooper

Tłumacz: Joanna Lipińska

Liczba stron: 200

Data polskiego wydania: 17 czerwca 2020

Wydawnictwo: Feeria Young

W moim odczuciu: 10/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska




Oswald chciałby, aby jego wakacje nie były takie nudne. Przyjaciel wyjechał i bawi się świetnie, a chłopak został w miejscowości, która nie oferuje zbyt wielu atrakcji. Dlatego, jego codziennością staje się odwiedzanie baru, zamawianie kawałka pizzy z sokiem i rozmowa z właścicielem. Sara pragnie być piękną. Widzi w sobie wiele niedoskonałości, zazdrości dziewczyną urody i statusu popularnych dziewczyn w szkole. Mila marzy, aby zniknąć z powierzchni ziemi. Każde pragnienie ma swoją cenę, a najbardziej doświadczają tego bohaterowie trzech opowiadań.


Powieść, a w sumie, zbiór trzech opowiadań będzie gratką dla fanów Five Nights at Freddy's, ja niestety zrobiłam błąd i sięgnęłam po książkę nie wiedząc z czym to się je. Stąd może wynikać moje rozczarowanie, postaram się przekazać wam to, na czym się zawiodłam, oraz to co wyszło w porządku. Początki opowiadań dały mi nadzieję, na to, że historia będzie fascynująca i przy tym straszna. To rozbudziło moją ciekawość i chęć czytania dalej, niestety im dalej w las, tym zaczynało się robić coraz dziwniej. Najbardziej do sięgnięcia po tę lekturę zachęcił mnie fakt, że treść na okładce mówi o tym, iż są to trzy mrożące krew w żyłach opowiadania. Miałam ochotę na coś strasznego, coś co mnie przerazi i zapamiętam na długo, a dostałam historię, których krótki fragment mógł wzbudzić we mnie strach, a i to nawet się nie stało. Każde z opowiadań w pewnym momencie traci na realności i może to sprawia, że niepewność i obawa, nie są obecne w trakcie czytania, bardziej może przestraszyć coś co wydaje nam się realne.


Niestety się zawiodłam, ale to też może być z mojej winy, ponieważ nie przyswoiłam faktu dla kogo skierowana jest lektura. Osobom, które znają gry i filmy z tej serii mogą odnaleźć się w treści, poczuć klimat i zrozumieć dziwne zjawiska mające miejsce na kartach tych opowiadań. Każda z historii ma otwarte zakończenie, czego ja nie lubię w powieściach, co też w tym przypadku, nie przypadło mi do gustu. Książka nie była na tyle zła, że będą ją pamiętać od tej złej story, sądzę, że w niedługim czasie zostanie ona przeze mnie zapomniana. Polecam zapoznać się fanom Five Nights at Freddy's, bo może to jest coś dla was.