Insta


wtorek, 27 lipca 2021

"Arsene Lupin. Dżentelmen włamywacz" - Maurice Leblanc

08:00:00 0 Comments

Bohaterowie literaccy to twory ulotne i tymczasowe. Stanowią coś pomiędzy personifikacją wyobrażeń ich autora a odzwierciedleniem idei i ducha swoich czasów. Z biegiem lat wymagania czytelników się zmieniają, a co za tym idzie, zmienia się także sposób kreowania postaci literackich. W świecie, w którym niektóre z dawnych wartości stają się wyświechtanym frazesem, ogromną sztuką jest stworzenie bohatera, który zaskarbi sobie sympatię i uznanie odbiorcy bez względu na to, jak wiele czasu upłynie od pierwszej publikacji powieści. Tacy bohaterowie, bliscy pokoleniu naszych dziadków, z dużą dozą prawdopodobieństwa przemówią i do naszych wnuków z podobną mocą, z jaką przemawiają do nas. Arsene Lupin niewątpliwie zalicza się do tego zaszczytnego grona.




Nr recenzji: 451
Tytuł: "Arsene Lupin. Dżentelmen włamywacz"
Autor: Maurice Leblanc
Data polskiego wydania: 5 maja 2021
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 312
Autor recenzji: Kaja G.
W moim odczuciu: 10/10


Książka miała swoją premierę w roku 1905, zatem obecnie, po upływie ponad stulecia, można zaryzykować stwierdzenie, iż weszła ona do kanonu klasyki gatunku. Przygody Arsene Lupine’a stanowią cykl składający się z kilkunastu tomów stanowiących zbiory opowiadań, gdzie klamrę spajającą całość stanowi postać głównego bohatera. Pod względem konstrukcji i fabuły książki te nasuwają skojarzenie z opowieściami o Sherlocku Holmesie, a zatem z pewnością miłośnicy tego drugiego znajdą w nich coś dla siebie. Na uwagę zasługuje sposób narracji, albowiem jest ona bardzo niejednorodna: czasem pierwszo- czasem trzecioosobowa, w niektórych z opowiadań sam protagonista opowiada nam swoje przygody, w innych zaś obserwujemy je z perspektywy jego biografa. Do stylu tego początkowo podeszłam z pewną dozą nieufności, jednakże szybko spostrzegłam, że w każdym przypadku jest jednakowo urozmaicony i spójny, a zmiana punktu widzenia pozwala na bliższe poznanie postaci. W poszczególnych opowiadaniach zmienia się również nastrój: czasem są one lekkie i zabawne, czasem poważne, czasem wprowadzają atmosferę grozy i trzymają w napięciu. Kolejnym atutem jest miejsce akcji: Paryż z początku XX wieku. Przepiękne scenerie, rewolucja przemysłowa gdzieś w tle. Miasto głośne i tętniące życiem. Co ciekawe, pomimo iż autor podchodzi do opisu scenerii dość pobieżnie (co niejako narzuca mu forma opowiadania), doskonale udaje mu się uchwycić lokalny koloryt. Podczas lektury niejednokrotnie atmosfera miasta była wyczuwalna dla mnie równie wyraźnie, jak podczas czytania złożonych opsów miejsc. Z czystym sumieniem stwierdzam więc, że styl pisania autora całkowicie spełnia moje oczekiwania. 


Teraz chciałabym skupić się na samym bohaterze, albowiem - w moim odczuciu - jest on istotniejszy dla obioru całości aniżeli jego przygody. O ile poszczególne historie z pewnością zatrą się w mojej pamięci, jestem pewna, że postać Arsene pozostanie po latach podobnie wyrazista. Warto tutaj odwołać się do podtytułu: „Dżentelmen włamywacz”. Jest on o tyle trafny, że mamy do czynienia z przestępcą, a konkretnej - złodziejem, o bardzo wysokim poziomie kultury osobistej oraz imponująco rozbudowanym wewnętrznym kodeksie moralnym. Ponadto cechuje go ponadprzeciętna inteligencja i spryt, co - w połączeniu z mistrzostwem w sztuce kamuflażu - sprawia, iż jest on praktycznie nieuchwytny. Z grona pospolitych przestępców wyróżnia go przede wszystkim fakt, że nigdy nie okrada ludzi żyjących w niedostatku, jego ofiarami padają natomiast często osobnicy zamożni, którzy dorobili się swojej fortuny w nieuczciwy sposób bądź na ludzkiej krzywdzie. Ponadto Arsene niejednokrotnie samodzielnie rozwiązuje zagadki kryminalne i pomaga w schwytaniu jednostek postępujących nagannie z moralnego punktu widzenia. Ponadto wszystkich, zarówno swoje ofiary, jak i organy ścigania, traktuje z jednakowym szacunkiem i szarmancją. Tak więc autorowi udało się coś niezwykle trudnego - wykreował antybohatera, który nie tylko wzbudza sympatię czytelnika, ale wręcz przeciąga go na swoją stronę. 


Zwykle jest to jedna z pierwszych poruszanych kwestii, jednak ja chciałabym skupić się na niej na koniec - a mianowicie okładka. Wydanie, które otrzymałam z wydawnictwa Zysk i S-ka ma twardą oprawę i przepięknie zaprojektowaną obwolutę, która przywodzi na myśl woluminy wydane przed laty. Znajduje się na niej co prawda wzmianka o serialu Netflixa, jednakże została ona wykonana w formie naklejki, która bez większego trudu można usunąć - ten element jest dla mnie bardzo istotny, ponieważ nie lubię serialowych oraz filmowych okładek. 


W ostatnich miesiącach mam szczęście co do czytanych książek - rozczarowało mnie bowiem niewiele z nich. I „Arsene Łupin” zdecydowanie wpisuje się w tę dobrą passę - zarówno całość, jak i poszczególne komponenty oceniam zdecydowanie na plus. Mam nadzieję, że wydawca będzie kontynuował wydawanie tej serii, ponieważ są to takie pozycje, które zdecydowanie warto mieć na swojej półce. 

poniedziałek, 26 lipca 2021

"Miłość na kredyt" – Sandra Robins

08:00:00 0 Comments

Miłość należy się każdemu, bez wyjątku. Nie ma nic złego w tym, że odczuwamy jej brak czy potrzebę. Niektórym jednak przez liczne traumatyczne wydarzenia z przeszłości, wydaje się, że muszą na nią zasłużyć. Jest to nieprawda. Miłość jest bezinteresowna. Ślepa. Pierwsza i ostatnia. Nieodwzajemniona. A przede wszystkim skomplikowana. Nie okłamujmy się, dzieci wychowane w toksycznym środowisku kochają i pojmują miłość inaczej. O tym, jak trudno jest żyć ze zżerającym od środka poczuciem winy i potrzebą zasłużenia na miłość, opowiada Sandra Robins w swojej najnowszej powieści pt. "Miłość na kredyt".


Nr recenzji: 448
Tytuł: "Miłość na kredyt"
Autor: Sandra Robins
Data polskiego wydania: 30 czerwca, 2021
Wydawnictwo: Amare
Liczba stron: 286
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 8/10


Bolesne doświadczenia z przeszłości sprawiają, że Amy chce za wszelką cenę się usamodzielnić i chronić swoją młodszą siostrę, która raz po raz wpada w tarapaty. Główna bohaterka zatrudnia się w ekskluzywnej agencji towarzyskiej, by zapewnić sobie niezależność finansową, jednak w końcu przychodzi dzień, w którym postanawia wprowadzić w swoim życiu radykalne zmiany. Ma jej w tym pomóc praktyka w salonie fryzjerskim.
Przewrotny los sprawia, że jej pierwszym klientem zostaje Lucas, nieziemsko przystojny lider drużyny hokejowej. Podobnie jak Amy nosi w sobie tajemnice, które nie pozwalają mu odciąć się od przeszłości. Zranieni, nieufni i zamknięci w sobie, czują zarazem, że mają szansę, by pokochać kogoś naprawdę. Czy będą umieć ją wykorzystać? I czy Lucas pokocha prawdziwą Amy tak samo, jak skromną dziewczynę schowaną za okularami w staroświeckich ubraniach?

Pierwsze co przyciągnęło moją uwagę, to fakt, że autorka połączyła polskie imiona z zagranicznymi. Prawie wypaliło mi to oczy. No bez przesady! Wszyscy wiedzą, że jest to prawdziwa ujma na tle każdej szanującej się powieści!
No dobrze, ale skupmy się na razie na pozytywach. A jest ich dużo. Fabuła była dość przewidywalna, aczkolwiek zachęcała już od pierwszej strony, tak samo akcja. Co prawda szybko przebrnęłam przez całą powieść, aczkolwiek muszę przyznać, że nie zwalniała nawet na chwilę. Autorka co rusz zaskakiwała jakimś zwrotem akcji, doprowadzając czytelnika do większej palpitacji niż po zobaczeniu tych imion!

Bohaterowie zostali wykreowani świetnie. Podobało mi się to, że autorka poświęciła każdemu z nich "5 minut sławy" i przedstawiła poniekąd ich historie, zachęcając tym samym do sięgnięcia po inne części. Na pewno nie byli sztuczni, uczucia były realne i nie dało ich się lepiej opisać. Relacje pomiędzy postaciami, dojmujący smutek czy też pustka, trudne dzieciństwo.. autorka pisała jakby, sama doświadczyła tego wszystkiego na własnej skórze.

Jeśli chodzi o Amy i Lucasa, cóż. Liczyłam na trochę więcej realności niż słodkości i pasjonującego romansu. Mało prawdopodobna wydaje mi się reakcja Lucasa na błędy i przeszłość głównej bohaterki, ale miłość oddziałuje na ludzi inaczej i sprawia, iż popełniamy wiele głupich błędów.

Autorka pokazała, że każdy zasługuje na drugą szansę i ma prawo popełniać błędy. Każdy zasługuje też na tę wymarzoną miłość, pełną wzlotów i upadków. Sandra Robins każe nam wręcz zaakceptować siebie w pełni i otwierać się na nowych ludzi, łączyć się w bólu. Przeszłość wcale nie przekreśla przyszłości, wręcz przeciwnie uczy nas, co zrobić by ta przyszłość była lepsza. To nie jest zwyczajna historia o miłości, moi drodzy. To też historia o trudnym dzieciństwie, o traumie i o tym, jak to jest żyć z poczuciem winy, brakiem własnej wartości i krwią na rękach.

Podsumowując, nie mam pojęcia, co więcej, napisać o tej książce. Typowa kobieca literatura, powieść na jeden wieczór przy kubku herbatki i ciasteczkach. Odrywa, chociaż na chwilę od nudnej, szarej rzeczywistości, porywa swoją prostotą i niekonwencjonalną fabułą. Na pewno warta waszego czasu. Odprężcie się zatem i pozwólcie zaprowadzić się w wykreowany przez autorkę, nietuzinkowy świat, z którego jestem pewna, iż wyciągnięcie mnóstwo wartości. Na przykład to, że kłamstwo ma krótkie nogi, a miłość nieoczekiwanie się zakrada, bez żadnej zapowiedzi lub czeka tuż za rogiem. Pamiętajcie też, by się nie bać. Cokolwiek się stanie, jestem pewna, że znajdziecie ostoję w kimś, kto wam pomoże.

Autorce życzę dalszych sukcesów i weny twórczej, wydawnictwu dziękuję za egzemplarz, a czytelników spragnionych cudownych nowości zachęcam jak najszybciej do przeczytania tej niezwykłej książki i skomentowania powyższej recenzji :)

sobota, 24 lipca 2021

"Dzieci ziemi i nieba" - Guy Gavriel Kay

20:33:00 0 Comments

Kay Guy Gavriel jest kanadyjskim pisarzem, który czerpiąc bogato z historii Europy przekłada ją na język fantasy. Nazwisko jego nie jest mi obce, gdyż jeszcze jako nastolatka zachwyciłam się nietypową atmosferą jego cyklu „Fionavarski gobelin” oraz powieści „Pożeglować do Sarancjum”. Na tle dostępnej wówczas literatury fantasy wyróżniały się one wyraźnie dostrzegalnymi egzotycznymi wpływami orientu. Powieści te, niepodobne do niczego innego, co wówczas znałam, wywarły na mnie niezatarte wrażenie, przez co z przyjemnością sięgnęłam po „Dzieci ziemi i nieba” - kolejne dzieło tegoż twórcy dostępne polskiemu czytelnikowi. 



Tytuł: „Dzieci Ziemi i Nieba"
Autor: Kay Guy Gavriel

Liczba stron: 712

Data polskiego wydania: 6 lipca 2021

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

W moim odczuciu: 9/10

Autor recenzji: Kaja G.



Akcja rzeczonej powieści rozgrywa się w średniowieczu około piętnastego stulecia w targanej konfliktami Europie. Jeśli chodzi o miejsca, w które autor zabiera czytelnika, to - choć fikcyjne - łudząco przypominają one Imperium Osmańskie, Wenecję oraz inne rejony wybrzeży Morza Śródziemnego. Już od samego początku, niczym w misternie skonstruowanej opowieści przygodowej, podążamy tropem wielu bohaterów - śledzimy losy młodej dziewczyny dorastającej wśród piratów, która, zafascynowana stylem ich życia, pragnie wyruszyć w świat w poszukiwaniu zemsty za śmierć swoich bliskich oraz swojego przeznaczenia łupieżcy. Wątek ten, przynajmniej z początku, ma więcej wspólnego z klasyczną powieścią przygodową, aniżeli fantastyką. Bohaterem, wnoszącym do historii nieco więcej magii, jest malarz mogący wpływać na otoczenie poprzez tworzone przez siebie obrazy. Poznajemy także kobietę żyjącą w zamkniętej, religijnej społeczności, zmuszoną przez okoliczności do porzucenia znanej sobie rzeczywistości i wyruszenia w świat jako szpieg oraz młodego chłopca odbywającego szkolenie na żołnierza. Z początku losy bohaterów stanowią odrębne historie - nic ich nie łączy, natomiast z biegiem czasu dostrzegamy całą sieć niewidzialnych, cieniutkich nitek, dzięki którym czyny i doświadczenia jednego z nich, mogą wpływać na losy pozostałych. Stanowi to, jak dla mnie, doskonałą analogię powiązań społecznych, silnych acz trudnych do uchwycenia, obecnych w naszym życiu, nad którymi jednak się zwykle nie zastanawiamy. Powiedziałabym, że za głównego bohatera można tutaj uznać szeroko pojęte społeczeństwo - poznajemy bowiem wiele jednostkowych perspektyw układających się w większą, spójną całość. 

Wartą uwzględnienia kwestią w tej powieści jest niezwykle bogate tło historyczne. Autor czerpie garściami z bliskowschodniej i południowoeuropejskiej kultury oraz historii, tworząc niepowtarzalnie bajeczne i oddziałujące na zmysły scenerie. Wątki fantastyczne są obecne, jednakże nie dominujące, nie mamy bowiem do czynienia z rozbudowanym systemem magicznym czy nadprzyrodzonymi bohaterami. W zamian za to otrzymujemy realia bliżej nam znane - rządzące się dążeniem jednostek do osiągnięcia bogactwa i władzy. Znajdzie tutaj coś dla siebie zarówno miłośnik powieści typu „płaszcza i szpady”, jak również pasjonat powieści historycznych. Zaprezentowana historia jest tak barwna i misternie utkana, że przywodzi na myśl bizantyjski gobelin. 


Mając porównanie z poprzednimi dziełami tego autora, mogę zaryzykować stwierdzenie, że przeszedł on pewną metamorfozę w kwestii języka i stylu - sposób prowadzenia narracji stał się bardziej dojrzały i adresowany jakby do bardziej wymagającego czytelnika. Fabuła jest rozbudowana i mnoga w szczegóły, a jednocześnie nietrudno się na niej skoncentrować - stanowi to wielką zaletę, gdyż książka porywa i pozwala mentalnie odpocząć. Trudno wskazać mi wady (nawet forma wydania spełnia oczekiwania), więc nie będę ich szukać, a powieść zdecydowanie polecam. 


piątek, 23 lipca 2021

"Dziecięcy kram" - Daniel Radziejewski

12:32:00 0 Comments

 

Czy jesteśmy w stanie zmierzyć się z rzeczywistością, nie znając przeszłości? Czy wydarzenia z przeszłości rzutują na nasze życie w teraźniejszości? Przewrotnie, ale abyśmy mogli patrzeć w przyszłość musimy pogodzić się z tym co było, a także z tym co jest tu i teraz. A co jeśli duchy przeszłości, nie tylko w przenośni, nie dają nam ruszyć do przodu?

 



                   Tytuł: "Dziecięcy kram"

               Autor: Daniel Radziejewski

                Wydawnictwo: Novae Res

                Data wydania: 30.06.2021

                        Liczba stron: 426

                             Ocena: 6/10



Klara ma dziesięć lat i kochających rodziców, chociaż zmaga się z rodzinną przypadłością, jaką jest widzenie zmarłych, to jej dzieciństwo jest szczęśliwe. Tragedia przychodzi znienacka, dzień po urodzinach Klary jej matka zostaje zamordowana, a ojciec znika bez śladu. Klara trafia do domu dziecka, jej beztroskie dzieciństwo zamienia się w ciągła walkę o przetrwanie. Kiedy w dorosłym już życiu poznaje przystojnego i czarującego mężczyznę myśli, że los się do niej uśmiechnął, że w końcu będzie szczęśliwa. Wielka miłość niestety okazuje się fiaskiem, gdy zachodzi w ciąże ukochany znika i kontakt się urywa . Klara znowu jest sama, tym razem odpowiada nie tylko za siebie, ale i za dziecko. Lata płyną, synek rośnie, a Klara ciągle nie może pogodzić się ze śmiercią matki i zniknięciem ojca. Śledztwo dawno zostało umorzone, ale Klara na własną rękę szuka odpowiedzi. Jest samotną matką, bez stałej pracy i adresu zamieszkania, bez perspektyw. Jeden dzień … Spotkanie dwóch mężczyzn, w zupełnie różnych okolicznościach, zmienia jej życie diametralnie.

 

Książka napisana poprawnie, bez błędów stylistycznych, ciekawym i zwięzłym językiem. Miła dla oka czcionka i bardzo ciekawa, przyciągająca wzrok okładka są bardzo za plus. W tym wypadku to właśnie okładka sprawiła, że książka wpadła mi w ręce.

 

W moim odczuciu książka jest za długa, zbyt dużo w niej niepotrzebnych, rozwlekłych opisów, które odciągają uwagę od głównego wątku. Historia ciekawa, ale o niewykorzystanym potencjale. Zaczyna się interesująco, niestety w trakcie czytania robi się coraz bardziej oczywista i z każdą stroną mniej wciąga. Były momenty, że czytałam trochę z obowiązku niż chęci. Wiele zbiegów okoliczności sprawia, że książka traci na realizmie i przestaje być „prawdziwa”, co znaczne wpływa na jej odbiór. Ciekawym elementem są kreacje bohaterów, mają indywidualne charaktery i zachowania, momentami jednak ich postepowania i działania są kompletnie niezrozumiałe, a wręcz irytujące.  Główna bohaterka nie wzbudza mojej sympatii, jest matką, a sama zachowuje się „jak dziecko we mgle” narażając życie swoje i synka.

 

Sięgając po kryminał oczekuje interesującej, wciągającej historii, nieoczekiwanych zwrotów akcji i dreszczyka emocji. Tego tutaj właśnie mi zabrakło. Po opisie książki spodziewałam się czegoś zupełnie innego, thrillera na pograniczu horroru. Chciałam się bać i poczuć zło wyzierające z każdej strony, otrzymałam dość ciekawą historię zabarwioną lekką nutką strachu . Autor bardzo oszczędnie i zachowawczo podszedł do tematu i do samego czytelnika, niemniej jednak ma specyficzny sposób pisania, który bardzo mi odpowiada, dlatego też na pewno sięgnę po inne pozycje z jego dorobku.

czwartek, 22 lipca 2021

"Pianola' - Kurt Vonnegut

08:30:00 0 Comments

Patrząc w przyszłość jak widzisz świat? Jak żyją ludzie, może medycyna jest na bardzo wysokim poziomie? Pomyśl o wszystkim od rzeczy widocznych gołym okiem po te, które aby dostrzec trzeba się przyjrzeć. Teraz pozwól, że pokaże ci w jaki sposób Kurt Vonnegut w swej powieści "Pianola" prezentuje to samo, lecz w swoim klasycznym wydaniu.




Tytuł: Pianola
Autor: Kurt Vonnegut
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Data polskiego wydania: 15.06.2021
Liczba stron: 528
Ocena: 8/10
Autor recenzji: Wiktoria Sroka


Książka porusza dwa ważne tematy: rozwój technologii i człowieka. Głównym z nich jest technologia. Ukazana jest jako coś co przyniosło ludziom ulgę w obowiązkach domowych ale również jak wszystko pociągnęło za sobą szkody jakimi w tym wypadku jest brak pracy dla wielu tysięcy ludzi gdyż tylko ci po doktoracie wyrażając zarazem, chęć życia z maszynami mieli, zapewnioną pracę w zakładach. Tutaj wkraczamy na drugi temat jakim jest człowiek. Autor bardzo wyraźnie nakreśla różnicę traktowania ludzi, ich prawa, możliwości i przyszłość. To od tych dwóch wątków powstaje piękna i zarazem przerażająca historia, ukazująca jedną z tysięcy wersji jak może wyglądać świat za kilkadziesiąt lat. 


Sama historia zaczyna się w Ilium w stanie Nowy Jork podzielonym na trzy części dla maszyn, inżynierów i dyrektorów z rodzinami oraz ludzi pracujących w korpusie Naprawczo-Odnowieniowym i wojsku. Za nimi wojny i dwie rewolucje przemysłowe. Przed nimi... trwająca trzecia i brak poczucia człowieczeństwa. Pośród tego wszystkiego jest pewien człowiek - doktor Paul Proteus, który przechodzi przemianę postrzegania życia ludzkiego w czasie istnienia i powstawania zaawansowanych maszyn mających na celu zastąpienie ludzi. To za jego sprawą i Stowarzyszenia Widmowych Koszul w mieście pełną parą wybucha trzecia rewolucja przemysłowa tym razem skierowana przeciwko rozwojowi maszyn. Wróćmy do początku gdzie poznajemy Paula, jest on dyrektorem zakładów Ilium. Z motywacją żony Anity stara się o wyższą posadę na, którą oprócz niego ma ochotę jeszcze jeden chętny. Przez czas w jakim dąży do wyznaczonego celu zaczyna zdawać sobie sprawę, że nie jest to tak naprawdę to co on chce w życiu osiągnąć. Zaczyna zwalniać i zastanawiać się na senem wyznaczonego celu. Po przemyśleniu zaczyna, chcieć być naprawdę szczęśliwym, żyć w normalności gdzie ludzie i to co się z nimi dzieje jest ważniejsze od maszyn oraz ich  prawa  są ponad wszystko.


Była to dla mnie ciężka lektura przez niezliczoną ilość długich opisów za, którymi szczerze nie przepadam. Pomimo tego książkę czytało mi się przyjemnie. Chłonęłam skrawek za skrawkiem, nie wiedząc nawet jak. Swoją objętością na początku przeraziła i przytłoczyła mnie jednak po kilku stronach przerażenie ustąpiło. Było to również zaskakujące pierwsze spotkanie z antyutopią jak i autorem. Gatunek jaki prezentuje nie przemawia do mnie w 100%, lecz nie skreślam go. W jakiś swój trochę dziwny i pokręcony sposób zachwycił mnie a to zdecydowanie nie zdarza się często. Sam pomysł na fabułę był genialny i taki jest również efekt końcowy. O bohaterach mogę mówić jedynie w superlatywach. Byli wykreowanie tak jak można było się tego spodziewać po literaturze wysokich lotów. Poza wspaniałą fabułą ma również okładkę, o której grzechem byłoby nie wspomnieć. Może obwoluta nie jest wybitna ale pod nią skrywa się coś co skradło moje serce. Prosta a zarazem piękna. Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.