Insta


piątek, 18 czerwca 2021

"Wyleczeni" Alicja Horn

09:23:00 0 Comments

 

Czy istnieją zbrodnie, które możemy usprawiedliwić? Czy zabicie złego człowieka, także jest złe? Czy może zabijając udaremnimy zło, które szerzy? Czy zamordowanie mordercy robi z nas morderców? To wiele pytań, które nasuwają się po przeczytaniu książki „Wyleczeni” Alicji Horn.

 


                    Tytuł: "Wyleczeni"

                   Autor: Alicja Horn

              Data wydania: 29.06.2021

             Wydawnictwo: Zysk i S-ka

          Autor Recenzji: Anna Wilhelmi

                          Ocena: 7/10





Główną bohaterką książki jest Marta, młoda, atrakcyjna lekarka zmagająca się z duchami przeszłości, co cieniem kładzie się na jej życiu doczesnym. Rozwód, trudni pacjenci, bezkompromisowy przełożony i niekończące się  problemy w służbie zdrowia to jej codzienność. A kiedy do tego wszystkiego,  znienawidzony przez personel szef zostaje brutalnie zamordowany, podejrzenie pada na cały personel. W tym samym czasie do Marty, jak bumerang powraca przeszłość, niewyjaśnione morderstwo jej rodziców to już nie tylko nocne koszmary, ale najprawdziwsza rzeczywistość.  Przystojny komisarz prowadzący śledztwo, jeszcze bardziej komplikuje życie Marty, z jednej strony jest spragniona uczuć, z drugiej jednak nie chce ponownie się rozczarować i znowu cierpieć. Całej znajomości nie sprzyja także działalność „Bestii z Mokotowa”, mordercy młodych dziewczyn, w śledztwo którego zamieszany jest policjant.

 

Książkę czyta się szybko, przystępny język oraz krótkie rozdziały tym bardziej temu sprzyjają. Nie lubię w książkach rażąco śnieżnobiałego papieru, a taki właśnie tu jest. Okładka również nie przypadła mi do gustu, zbyt dosadna wręcz tandetna. Umieszczone na niej krople krwi, niejako sugerują, że książka ociekać będzie brutalnością, a opisy makabrycznych zbrodni będą czyhać na czytelnika z każdej strony. Nic bardziej mylnego. Książka jest przewidywalna, brak w niej elementów zaskoczenia, zwrotów akcji, a co najważniejsze brakuje mi stanu napięcia i niepokoju, kiedy czytam o kolejnym morderstwie. Nie zaliczyłabym jej ani do thrillera ani powieści kryminalnej, osobiście odebrałam ją jaka obyczaj, opisujący życie młodej lekarki, gdzie tłem są popełniane „gdzieś” zbrodnie.

 

Autorka porusza w książce zagadnienia dobra i zła, rozważania o sprawiedliwości, o postepowaniu zgodnie z prawem, co często jest niesprawiedliwe i nieadekwatne do popełnionych zbrodni. Nie rozlicza czynów swoich bohaterów, zostawia to nam, czytelnikom.

 

Polubiłam główną bohaterkę, jej cięty język i twardy charakter, sposób w jaki podchodzi do życia i otaczających ją osób. Jest pewną siebie, odważną kobietą, w wielu sytuacjach zaimponowała mi swoją stanowczością. Pozostałe postacie także zasługują na uznanie, autorka z łatwością kreuje ich charaktery i osobowości, są prawdziwi, z krwi i kości. Ogromnym plusem są także dialogi, miejscami z odrobiną humoru i sarkazmu.

 

Książka jest bardzo przyzwoita, polubiłam styl i język autorki, historia także jest ciekawa, może zabrakło mi pewnych motywów, ale taki był zamysł autorki. Wolę bardziej krwawe kryminały z w większym stopniu rozwiniętym motywem śledztwa, ale to moje subiektywne odczucie. Szczerze polecam, ja sięgnę po inne pozycje.

"Jeszcze mnie widzisz" – Chris McGeorge

08:00:00 0 Comments

Jeśli chodzi o kryminały czy thrillery, pewnie wiecie, że z czasem ciężko jest znaleźć coś wyróżniającego się na tle pozostałych, przeciętnych powieści. Coś, co nas przyciągnie niczym magnes i poprowadzi przez całą oryginalną fabułę. Gdy już znamy ten oklepany, przerabiany i nieoryginalny schemat, książki te, tracą swoją magiczną aurę i przestają powodować ten, dosyć potrzebny dreszczyk emocji. Jednak zamiast tego, często jesteśmy skazani na przewidywalność. Jeśli szukacie czegoś kreatywnego, czegoś, czego jeszcze nie było, czegoś odpowiedniego na letni, pogodny wieczór to dobrze trafiliście. Pozwólcie mi zatem poprowadzić was do klaustrofobicznego, niebywałego i emocjonującego świata wykreowanego przez Chrisa McGeorge'a w jego najnowszej powieści pt. "Jeszcze mnie widzisz".

Nr recenzji: 430
Tytuł: "Jeszcze mnie widzisz"
Autor: Chris McGeorge 
Data polskiego wydania: 19 maja, 2021
Wydawnictwo: Insignis 
Liczba stron: 358
Autor recenzji: Julianna Kucner 
W moim odczuciu: 9/10





Pewnego lata sześciu studentów wpłynęło do najdłuższego kanału w Anglii, czyli Standedge, który stał się jedną z głównych atrakcji turystycznych w miejscowości Marsden. Teraz to także miejsce zbrodni. W niewyjaśniony i tajemniczy sposób z kanału wypływa, dwie i pół godziny później, Matthew, jako jedyny ocalony. Jak później zeznaje, okazuje się, że stracił przytomność i nie pamięta, co dokładnie zaszło. Policja stanowczo podejrzewa, że zabił swoich przyjaciół, ukrył ich ciała, a następnie przeniósł w nieznane, nieodnalezione dotąd przez służby miejsce. Jednakże bohater nieugięcie, siedząc w ciasnej celi, utrzymuje fakt, iż jest niewinny.
W tym samym czasie kilkadziesiąt kilometrów od feralnego miejsca nietuzinkowy pisarz Robert Ferringham opłakuje swoją zaginioną żonę Sam, po cichu licząc na to, że kiedyś znowu ją zobaczy. Usychając z tęsknoty, otrzymuje telefon od naszego głównego podejrzanego. Twierdzi, że za uzyskanie pomocy przez Roberta w jego sprawie, poda mu informacje na temat Sam. Mając nadzieję i jednocześnie nie posiadając wyjścia, Robert decyduje się pomóc. Ale czy może zaufać Matthew? Co się stało z jego żoną? I co najważniejsze, czy Matthew faktycznie z zimną krwią zabił swoich przyjaciół, z którymi łączyła go nieprzerwana więź?

McGeorge od pierwszej strony funduje nam oryginalny i wciągający thriller, na ekscytującym, wykreowanym przez niego tle psychologicznym. Akcja w żadnym momencie nie zwalnia tempa. Autor doskonale zadbał o przerażający, powodujący gęsią skórkę klimat wśród zamkniętej społeczności w klimatycznej prowincji. Nie dajcie się jednak zwieść temu sielankowemu wizerunkowi. Bohaterowie zostali przedstawieni niesamowicie. Każdy z nich ma zupełnie inną osobowość, a ich działania potęgują tylko tą potrzebną "różność". McGeorge skłania nas do refleksji nad ludzkim postępowaniem, ludzką, mroczną naturą, zabierając nas w otchłań nieprzewidywalnego i tajemniczego człowieczego umysłu. Przy tej historii na pewno nie będziecie się nudzić, a liczne zwroty akcji wam to zagwarantują. Czcionka, trochę większa niż w przeciętnych powieściach ułatwiała nam szybkie czytanie i była przyjemna dla oka.

Podobało mi się, że autorowi aż do końca udało się utrzymać w mnie napięciu. Zakończenia się szczerze nie spodziewałam i bardzo, ale pozytywnie mnie to zaskoczyło. Miło widzieć, że nadal tworzone są kreatywne powieści, wymagające od autora ogromnego pokładu energii, porządnego Researchu oraz szczegółowego planu.

Z pozoru nierozwiązalna zagadka ciekawi nas coraz bardziej i sprawia, że coraz częściej chcemy sięgnąć po tę powieść. Nie zapominajmy również o innych pobocznych wątkach i wartościach, którym warto się przyjrzeć. McGeorge uzmysławia nam jak łatwo zostać zmanipulowanym i wykorzystanym na korzyść innych. Zwraca naszą uwagę na to, jak bardzo bolesna jest strata bliskiej osoby. Jak naiwna nadzieja, przemienia się w to bezsensowne oczekiwanie na jej powrót. Autor odkrył nam tę drugą stronę ludzkiego życia, pełną cierpienia, tą prawdziwą, a nie wyidealizowaną. Uważajcie na wszystkich, bo nie ma nikogo tak nieobliczalnego i pełnego nienawiści jak my.

Jedynym minusem, jakiego się doszukałam, było właśnie to zakończenie. Powieść za szybko się skończyła, brakowało mi takiego porządnego zamknięcia wszystkich spraw, rozciągającego się na kilka stron. Być może jestem zła, że wchłonęłam tę książkę na jeden raz, zamiast się nią "rozkoszować". Tak czy siak, nie żałuję i szczerze polecam.

Reasumując, musicie koniecznie sięgnąć po tę dużą dawkę emocji. Zaufajcie autorowi i pozwólcie mu się zaprowadzić w ten niesamowity, z niezwykłym klimatem świat, pełnym intryg i złych zamiarów. Wyciągniecie z niej dużo wartości i na pewno się czegoś nauczycie. Będziecie inaczej patrzeć na otaczających was ludzi. Osobom wrażliwym, również polecam. Autor nie zawarł żadnych krwawych czy brutalniejszych scen.

Wydawnictwu, tak jak zawsze dziękuję za nadesłany egzemplarz, czytelników spragnionych nowości, a zwłaszcza tych z mroczniejszym klimatem, przyspieszającym bicie serca zapraszam do komentowania i czytania, a autorowi życzę dalszych sukcesów w swej karierze.

wtorek, 15 czerwca 2021

"Nowy Święty Graal" - Zibi Szelest

12:09:00 0 Comments

 

Sensacja z zagadkami w tle, to coś co zawsze przyciąga mnie jak magnes. A jeśli do tego, dorzucimy motyw religijny w stylu Kodu Leonarda Da Vinci to idę w to jak w ogień. Tak właśnie było w przypadku „Nowego Świętego Graala” Zibi Szelesta. Zachęcona opisem z nieukrywaną ciekawością wzięłam się do lektury.



                     Tytuł: "Nowy Święty Graal"

                                                                                                          Autor: Zibi Szelest

                                                                                                  Wydawnictwo: Novae Res

                                                                                              Autor recenzji: Anna Wilhelmi


Kiedy z uniwersyteckiego laboratorium znika domniemane DNA Chrystusa Stolica Apostolska użyje wszelkich dostępnych środków, aby je odzyskać, ewentualne ofiary są tylko nic nie znaczącymi skutkami ubocznymi. W całą historię wmieszany jest Zibi Szelest, emerytowany żołnierz polskiego pochodzenia wypoczywający w Turcji. To właśnie doświadczenie zawodowe powoduje, że służby kościelne werbują go do tego niebezpiecznego zadania. Wraz z przyjacielem i nowo poznanymi towarzyszami ściga się z czasem , aby zapobiec religijnej rewolucji.

 

Książka napisana bardzo przystępnym językiem, czyta się ją płynnie, czcionka miła dla oka, podobnie jak papier. Okładka przyciąga wzrok, a opis pobudza ciekawość czytelniczą. Autor świetnie stworzył postacie, mają odmienne charakterystyczne dla siebie i swojego pochodzenia cechy i zachowania, konsekwentnie zachowane przez całą książkę. Dialogi naturalne, nie wymuszone, miejscami z odrobiną humoru, co jest przyjemnym dodatkiem. Interesujące opisy przyrody, obrządków kulturowych, a także historyczne jak dla mnie są na plus.

 

Pomysł na książkę z dużym, ale jak dla mnie niewykorzystanym potencjałem, główny wątek potraktowany po macoszemu, jest niejako tłem do innych wydarzeń, które w wielu momentach są nazbyt rozbudowane. Autor nie wyjaśnia wielu istotnych i znaczących dla całej historii faktów, pozostawiając nas w niewiedzy i z domysłami. Oczekiwałam historii z zagadkami, z fabułą „od nitki do kłębka”, gdzie z każdą stroną będę bliżej rozwikłania zagadki, a ciekawość nie pozwoli odłożyć mi książki nawet na chwilę. Niestety nie znalazłam tego, przyznaję że akcja książki szybko się toczy i nie pozwala się nudzić, mam jednak wrażenie, że nie jest o tym, o czym być powinna. Podobnie jest z wyborem głównego bohatera do jednego z najważniejszych zadań w historii kościoła, bardzo naciągane, sądzę, że jest wiele bardziej odpowiednich, wyszkolonych osób i organizacji… Na Boga! Tu się ważą losy katolickiego świata!

 

Książką jest przyjemną rozrywką, miło spędziłam czas zanurzając się w lekturze. Autor ma lekkie pióro, co bardzo cenię i z pewnością sięgnę po inne pozycje z jego literackiego dobytku. Polecam każdemu, kto lubi wartką akcję z elementem humoru, myślę, że to idealny wybór do wakacyjnej torebki na plaże.

poniedziałek, 14 czerwca 2021

"Słone jabłka" – Beata Olejnik

08:00:00 0 Comments

 Większość ludzi nie wierzy w przeznaczenie i wcale im się nie dziwię. Doświadczeni przytłaczającymi wydarzeniami z przeszłości, przestają mieć nadzieję, że mogłoby ich spotkać coś dobrego. Wierzą, że przypisany im los jest pełen bólu i cierpienia, bo myślą, że nie zasługują na szczęście. Beata Olejnik w swojej najnowszej powieści pt. "Słone jabłka" udowadnia jednak, że nie powinniśmy wątpić w przeznaczenie, bo nawet najbardziej niewiarygodne zdarzenia mogą odmienić nasze życie na zawsze.


Nr recenzji: 431
Tytuł: "Słone jabłka"
Autor: Beata Olejnik
Data polskiego wydania: 28 maja, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 318
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 8/10





Początkowo życie Dagmary przybiera monotonną i przewidywalną formę. Pracuję w agencji nieruchomości, czasami spotyka się na plotki ze swoją najlepszą przyjaciółką Kingą, no i od czasu do czasu chodzi na randki ze swoim chłopakiem Igorem, który bardzo ją kocha, a przynajmniej tak na pierwszy rzut oka się wydaje. Jednym słowem – jej życie bardziej poukładane być nie mogło. Wszystko jednak się zmienia za sprawą tajemniczego mężczyzny. Pewnego dnia, przechodząc przez długi i wzbudzający lęk most nad rwącą rzeką, jest niemalże świadkiem samobójstwa Szymona, a przynajmniej tak się jej wydaje. Od tego czasu mężczyzna w niewyjaśnionych okolicznościach zjawia się i znika w różnych momentach jej życia, mieszając jej w głowie. Sprawy dodatkowo się komplikują, gdy Kinga wplątuje się w złe i niebezpieczne towarzystwo. Czy Dagmara stanie na wysokości zadania i pomoże swojej przyjaciółce? Kim tak naprawdę jest Szymon i dlaczego główna bohaterka go tak zaintrygowała? Co się stanie z Igorem, jej chłopakiem? Czy mężczyzna z przenikającym spojrzeniem namiesza w ich związku?

Muszę przyznać, że styl autorki był wspaniały. Książka od pierwszych stron wciąga przez swoją niekonwencjonalność i oryginalną fabułę. Autorka doskonale pokazała monotonię codziennego życia i to, jak wszystko diametralnie może się zmienić pod wpływem nieprzewidywalnego losu. Tytułowe "słone jabłka" bardzo mnie zaskoczyły. To nie tylko owoce z solą, ale również powrót do wspomnień z dzieciństwa, gdzie wszystko wydawało się prostsze i mniej bolesne.

Autorka idealnie oddała istotę prawdziwej przyjaźni pomiędzy Kingą a Dagmarą, bo na takowej właśnie skupia się cała powieść. Chwilami myślałam, że główna bohaterka musi być strasznie naiwna, by tkwić w tak toksycznej relacji, ale wtedy zrozumiałam, iż właśnie na tym polega przyjaźń. Na wzlotach i upadkach. Pomaganiu sobie nawzajem w trudnych momentach. Wyciąganiu z wody, gdy któraś ze stron tonie. Wraz z następującą fabułą, gdy dowiecie się, co kierowało Dagmarą, na pewno zrozumiecie istotę tej wzruszającej relacji. Bo przecież, istnieje jeszcze ktoś taki, kto poświęci dosłownie wszystko dla drugiej osoby?

W ogóle cała książka przepełniona jest emocjami. Na pochwałę zasługuje fakt, iż wszyscy bohaterowie zostali wykreowani z krwi i kości, jakby istnieli naprawdę, a autorka za pomocą lekkiego pióra opisała ich przygody. Niektórzy z nich wzbudzają litość, drudzy nienawiść, trzeci sympatię, a jeszcze inni niebywale nas irytują, ale właśnie o to chodziło, prawda? Dopełniają fabułę, sprawiają, iż książkę pochłania się błyskawicznie z uwagi na zaskakujące nas zwroty akcji.

Jedyne co wydawało mi się przereklamowane w tej powieści to wątek z Szymonem. Uważam za mało prawdopodobne by po jednym, przypadkowym spotkaniu Dagmara nie mogłaby przestać o nim myśleć. Każde kolejne spotkanie sprawiały wrażenie, jak gdyby Szymon nie istniał naprawdę, tylko był wyimaginowanym wytworem wyobraźni bohaterki. Tak czy siak, spowita tajemniczością relacja dodawała tej potrzebnej intrygi. Świat przestępczy był troszeczkę zbyt nagięty, aczkolwiek na szczęście nie jest to kolejny notoryczny wątek mafijny, z którym spotykamy się, w co drugiej książce. Widać, że wszystkie wydarzenia zostały starannie i logicznie zaplanowane.

Podsumowując, jeśli szukacie lekkiej obyczajówki na zrobienie sobie krótkiej przerwy od innych powieści, czy też rzeczywistości, dobrze trafiliście. Beata Olejnik poprowadzi was w realny, dopracowany świat, gdzie wszystko tworzy spójną całość. Nie dajcie się zwieść na początku i zaufajcie waszych instynktom, gdy będziecie poznawać nowych bohaterów. Z książki na pewno wyciągnięcie dużo wartości dotyczących przyjaźni, bólu spowodowanego brakiem oparcia w bliskich, czy też zaborczej relacji. Kto zostanie na dobre i na złe? Tego dowiecie się sami. Uwierzcie w rzekome przeznaczenie, bo życie w każdym momencie może was zaskoczyć.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za kolejną cudowną powieść, autorce życzę weny twórczej na kolejne enigmatyczne twórczości, a czytelników tak jak zawsze proszę o zostawienie krótkiego komentarza na dole, uwzględniającego wasze przemyślenie dotyczące powyższej pozycji :).

wtorek, 8 czerwca 2021

Pytanie i odpowiedź

15:37:00 0 Comments




 nr recenzji: 440

tytuł: Pytanie i odpowiedź

autor : Patrick Ness

data polskiego wydania: 1 lutego 2015

wydawnictwo: Zysk i s-ka

liczba stron: 528

autor recenzji: worldofidea

w moim odczuciu: 8/10





Pytanie i odpowiedź to drugi tom trylogii Patricka Nessa „Ruchomy chaos”, w którym ponownie spotykamy się z Toddem i Violą, których historia tak burzliwie zakończyła się w poprzedniej części. Naszym bohaterom nie udało się osiągnąć zamierzonego celu i tym razem przyjdzie im mierzyć się z konsekwencjami fiaska misji, znacznie większą ilością wrogów, ale co ważne – własnymi uczuciami i przekonaniami.  Postawieni po dwóch stronach barykady będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie co rzeczywiście ma dla nich wartość i czy ich charaktery i przekonania są na tyle silne, aby potrafili stać na straży własnych wartości nawet gdy świat staje w płomieniach.


Trudno jest napisać recenzje kolejnej powieści z serii nie zdradzając przy tym zbyt wiele szczegółów z poprzedniej. To co mogę powiedzieć, to to, że moja sympatia do Todda po lekturze Pytania i odpowiedzi jeszcze dodatkowo się wzmocniła, a nawet że zaczęłam patrzeć na Violę z nieco innej perspektywy. Podoba mi się jej oddanie sprawie, ale również to że nie przyjmuje bezrefleksyjnie wszystkiego co słyszy i potrafi dokonać samodzielnej analizy sytuacji. Moim zdaniem jest to spory postęp jeśli chodzi o rozwój psychologiczny tej postaci. Jeśli chodzi o strukturę to pytanie i odpowiedź bazuje na podziale dwustopniowym. Przede wszystkim, odmiennie niż miało to miejsce w „Na ostrzu noża”, tym razem patrzymy na wydarzenia zarówno z perspektywy Violi jak i Todda – naprzemiennie. Co więcej, Patrick Ness dokonuje wyraźnego podziału między dwoma frakcjami – dwoma zwalczającymi się ugrupowaniami, które w rzeczywistości mają jeden cel i nie powstrzymają się przed niczym, aby go osiągnąć. Choć taki dwupodział nie jest w literaturze niczym wyjątkowym i pojawia się już w klasycznych dziełach (jak choćby w Romeo i Julii Szekspira) to jednak jest on nieustannie aktualny. Zastosowanie takiego zabiegu pozwala na dokonanie pewnych porównań i skłania do pewnej refleksji, że niezależnie od tego kim jesteśmy i w jakim środowisku się obracamy to w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy do siebie podobni.  Jeśli chodzi o oparcie powieści na kontrastach to trzeba też wskazać na rozgraniczenie świata dzieci (czy może raczej młodych dorosłych) oraz dojrzałych weteranów nowego świata. Todda i Viola jako przedstawiciele tej pierwszej grupy kierują się wartościami idealistycznymi, ale nie oderwanymi od rzeczywistości podczas gdy starsi wydają się zapatrzeni tylko we własne, jednostkowe i egoistyczne interesy i nie zawahają się przed niczym aby je osiągnąć.


Choć na jednym z portali czytelniczych „Pytanie i odpowiedź” zostało zakwalifikowane do kanonu literatury dziecięcej, niezupełnie zgadzam się z taką jej charakterystyką. Po pierwsze dlatego, że jest w niej dość sporo przemocy. Po drugie dlatego, że moim zdaniem jest w niej sporo metafor i zabiegów literackich, które młodszym czytelnikom mogą wydawać się niejasne. Niezależnie jednak od tego, z punktu widzenia nieco starszej niż dziecko osoby, uważam że także i dla dorosłych lektura tej pozycji będzie zajmująca. Pomijając bowiem niektóre elementy fantastyczne, skłania ona do refleksji nad stanem świata i tego co przekazujemy i przekażemy w przyszłości kolejnym pokoleniom.