Insta


wtorek, 18 stycznia 2022

"Pragnienie diabła - zamknięta w czterech ścianach" — Brigitte Wu

23:33:00 0 Comments

Miłość nie zawsze idzie w parze z rozsądkiem. Czasami zakochujemy się w niewłaściwej osobie, kompletnie ignorując głos rozsądku i tkwimy w toksycznych relacjach bez obopólnych korzyści, które wysysają z nas wszystko co dobre. Często jesteśmy zmanipulowani do tego stopnia, że uważamy agresywne zachowania za normalne, a całą relację za zdrową. Tematykę niemoralnej i wyzbytej z samokontroli miłości podejmuje Brigitte Wu w swojej najnowszej powieści pt. "Pragnienie diabła".



Nr recenzji: 528
Tytuł: "Pragnienie diabła — zamknięta w czterech ścianach"

Autor: Brigitte Wu

Data polskiego wydania: 20 stycznia 2022

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 268

Autor recenzji: Maria Chorążewska W moim odczuciu: 2/10

Miłość nie zawsze idzie w parze z rozsądkiem. Czasami zakochujemy się w niewłaściwej osobie, kompletnie ignorując głos rozsądku i tkwimy w toksycznych relacjach bez obopólnych korzyści, które wysysają z nas wszystko, co dobre. Często jesteśmy zmanipulowani do tego stopnia, że uważamy agresywne zachowania za normalne, a całą relację za zdrową. Tematykę niemoralnej i wyzbytej z samokontroli miłości podejmuje Brigitte Wu w swojej najnowszej powieści pt. "Pragnienie diabła".

Siedem tajemniczych pokojów, a każdy z nich jak przedsionek piekła... Kiedy pewnego dnia Lisa przypadkiem wpada na Connora, nic nie wskazuje na to, że w jej życiu właśnie dokonał się dramatyczny zwrot. Z pozoru zwykły chłopak okazuje się bezwzględnym psychopatą, który pragnie tylko jednego: ukarać piękną nieznajomą za to, że nie zwróciła na niego uwagi. Realizując kolejne etapy swojego diabelskiego planu, w końcu porywa Lisę do mrocznej posiadłości, gdzie jej zadaniem jest przejście przez wszystkie przygotowane specjalnie dla niej pomieszczenia. Każde z nich budzi strach, ale też nadzieję, że ucieczka wciąż jest możliwa. Tymczasem relacje ofiary i oprawcy zaczynają niespodziewanie ulegać zmianom, a pragnienie odzyskania wolności traci na znaczeniu... Kto ostatecznie wygra, a kto przegra w tej walce? Zdziwicie się, jeśli stwierdzę, że autorka?

Naprawdę chciałabym napisać o tej książce cokolwiek pozytywnego, ponieważ sam koncept jest rzeczywiście dobry. Niestety autorka nie sprostała wyzwaniu. Nie potrafiła ona kompletnie wykreować żadnego tła do wydarzeń dziejących się na pierwszym planie. Nie ma tam zbyt wielu opisów otoczenia i prawie do końca powieści nie dowiadujemy się nawet, gdzie dokładnie rozgrywa się akcja całej historii. Nie wspomnę już o dialogach bohaterów, które są żenujące, pozbawione głębszych emocji i przede wszystkim logiki. W książce nie ma też za dużo bohaterów, tak naprawdę to cały czas wszystko kręci się wokół Connora i Lisy, czasami dowiadujemy się o postaciach, które nic nie wnoszą do już i tak marnej fabuły. Autorka kieruje się głównie stereotypami i przedstawia dobrze nam już znaną treść bez większych zwrotów akcji i dobrze wykreowanych bohaterów. Można tu na przykład przytoczyć historię głównej bohaterki — jej rodzice giną, a ona zostaje kompletnie sama. Czy to nie jest znajome? Brigitte jak zauważyłam, bardzo ułatwiła sobie sprawę tym, że Lisa nie ma żadnych bliskich czy znajomych, więc nikt nie będzie jej szukał.

Ciężko jest doszukać się tu plusów, jednakże tak jak już wcześniej wspomniałam, sam zamysł jest dobry. Gdyby na przykład zastosować tu formę pamiętnika czy wspomnień głównej bohaterki na pewno zrobiłoby się ciekawiej. Jestem pewna, iż dużo dałoby popracowanie nad emocjami bohaterów, nie skupiając się na tym, co stosowne by czuli, tylko to co rzeczywiście mogliby odczuć w tak absurdalnych i wyrwanych z kontekstu sytuacjach. Poza tym chciałabym być tak silna psychicznie, jak Lisa, do której w ogóle nie dociera powaga chorej sytuacji, w której się znajduje, jakby doświadczała tego typu rzeczy codziennie. Sama nie wiem już, czy Brigitte chciała ukazać irracjonalność wyborów głównej bohaterki, czy przedstawić syndrom sztokholmski. Tak czy siak, obie opcje nie wyszły jej zadowalająco.

Reasumując, lektura przeznaczona jest raczej dla ludzi o mocnych nerwach. Nie wiem jakim cudem książka została zaliczona do thrillera, bo jest to raczej parodia z dominującym psychopatą w roli głównej. Osobiście nie mam pojęcia czy podczas czytania bardziej chciałam płakać, czy się śmiać. Jednym słowem tragedia. Możecie spróbować sami swoich sił, aczkolwiek będę zaskoczona, jeśli doszukacie się w tej lekturze jakichś nienaciąganych wartości.

Wydawnictwu szczerze Novae Res dziękuję za egzemplarz recenzencki a autorce życzę weny twórczej.

Zapraszam również na naszego bookstagrama — @tzczytelnika!






poniedziałek, 17 stycznia 2022

"Kraina Niezwykłości" - Marta Tondera-Tuzinek

11:38:00 0 Comments


Wyobraźnia - magiczne słowo, które pozwala tworzyć w myślach rozmaite obrazy, historie, szczególnie ważną rolę odgrywa w rozwoju dziecka. To wyobraźnia sprawia, że dziecko staje się otwarte na siebie i innych, na tworzenie nowych rzeczy, kreatywne działanie, dostrzeganie różnorodności świata i rozwój samodzielnego myślenia.


Autor: Marta Tondera- Tuzinek

Tytuł: Kraina niezwykłości

Wydawnictwo: Novae Res

Data premiery: 12.01. 2022

Autor recenzji: Magdalena Kwapich

Liczba stron: 156

Ocena: 5/10


“Kraina niezwykłości” opowiada historię dwojga dzieci: Brunona i Mai, mieszkających po sąsiedzku i zaprzyjaźnionych ze sobą. Dzieci tylko na pozór niczym szczególnym się nie wyróżniają, tak naprawdę zostały obdarzone niezwykle bogatą wyobraźnią. Nie wiedzą jednak najważniejszego, że zostały wybrane do wzięcia udziału w wyjątkowej misji, niedostępnej dla innych, misji uratowania Prawdopodobnego czyli Czarodziejskiej Krainy Niezwykłości, którą władał smutny Astromagus. Jest `smutny, bo stracił swoją moc, bowiem dzieci w rzeczywistym świecie przestały marzyć o rzeczach niezwykłych, zapomniały o wyobraźni, fantazji, a Kraina Niezwykłości zaczęła tracić swą moc. To właśnie nasi bohaterowie, Bruno i Maja w momencie, gdy ukończyli sześć lat, stanęli przed zadaniem ocalenia Prawdopodobnego, dzięki swym wyjątkowym zdolnościom - nieograniczonej, żywej wyobraźni, fantazji. Aby uratować Krainę Niezwykłości, muszą odbyć niebezpieczną, ale ekscytującą podróż, mierząc się nie tylko z groźną i ponurą Pustką i Nicością, ale też i z własnymi lękami i słabościami. Czy dzięki swemu niezwykłemu darowi - sile dziecięcej wyobraźni - ocalą Prawdopodobne i uratują Astromagusa?

“Kraina Niezwykłości” w zamyśle autorki to książka przeznaczona do wspólnej lektury z dorosłym, który nie tylko ją przeczyta dziecku, ale będzie również wielokrotnie tłumaczył, objaśniał treści w niej zawarte, odwołując się do doświadczeń, przeżyć bliskich najmłodszym. Treść tego utworu zawiera bowiem wiele przemyśleń i refleksji dotyczących spraw istotnych, ale trudnych i poważnych, których dzieci bez pomocy dorosłego mogłyby po prostu nie zrozumieć. Rozważania dotyczą nie tylko roli wyobraźni w życiu, ale też na przykład cierpliwości, uważności, umiejętności nazywania przeżywanych uczuć i emocji, odwagi, strachu, wiary we własne siły. Zwróciłam również uwagę na zdania, które mają ponadczasowy, uniwersalny wydźwięk i można je zaliczyć do tzw, złotych myśli, na przykład takie sformułowania: “Wszyscy mogą się od siebie uczyć, wszyscy mogą się nawzajem potrzebować”, czy “To, czego się boimy, rośnie karmione naszym strachem, ale brak strachu jest nieludzki. Nie ma odwagi bez strachu”. Mam nadzieję, że najmłodszy czytelnik jednak zrozumie ich wymowę i sens.

Uważam bowiem, że książki dla dzieci, a właśnie najmłodszych - czyli dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym - uczyniła autorka odbiorcami swojego utworu, powinny być napisane językiem przez nich zrozumiałym. Moim zdaniem “Kraina Niezwykłości” tego warunku nie spełnia. Otóż w przeważającej części została napisana trudnym językiem, w którym często pojawiają się obco brzmiące nazwy (Sidereus, Aquastella), trudne w swym znaczeniu wyrazy (dormitorium, euforia, knaga dziobowa) niespotykane złożenia wyrazów (sinobordowy owoc, bezdenne oczodoły) i zawiłe konstrukcje składniowe z długimi, wielokrotnie złożonymi zdaniami, chociażby takie “Wężowe kłębowisko mglistej nicości wypełniło się feerią barw, zafalowało w powietrzu, splotło się w warkocze jak haftowana serwetka i uspokoiło”. Myślę, że tym razem to forma zdominowała treść i znacznie utrudni odbiór tej pozycji najmłodszym czytelnikom.

Oczywiście dostrzegam też pozytywne aspekty lektury tej pozycji. Książka zawiera przecież cenne spostrzeżenia dotyczące roli wyobraźni w rozwoju dziecka, a przede wszystkim jest w niej mowa o tym, co dla każdego małego człowieka jest najważniejsze, czyli o bezwarunkowej miłości rodzicielskiej, szczęśliwych rodzinach, w których to dzieci, ich potrzeby, są w centrum zainteresowania rodziców, tłumaczących i objaśniających im świat. Stanowi to niezaprzeczalną wartość “Krainy Niezwykłości”. Na plus można dodać też staranne wydanie tej książki - twarda oprawa, kredowy papier, wielobarwne ilustracje, większa czcionka mogą zachęcić do sięgnięcia po nią. Jednak jej lektura wymaga wsparcia ze strony dorosłych, cierpliwości w wyjaśnianiu niektórych zawiłości tekstu, czyli przełożenia jej po prostu na dziecięcy język. A może dzieci jednak odbiorą ją po swojemu, uruchamiając swoją nieograniczoną wyobraźnię, której mnie, mocno dorosłej osobie, po prostu zabrakło…

czwartek, 13 stycznia 2022

Opowiastki do przemyślenia - Jorge Bucay

23:30:00 0 Comments


Czasem potrzeba takich momentów w życiu, żeby zwolnić tempo, usiąść i pomyśleć o wielu rzeczach na spokojnie, a nie na jednym wdechu. Potrzeba też takich momentów, kiedy bierzemy do ręki książkę i czytając czujemy się, jak byśmy trzymali za rękę dobrego przyjaciela, który podsuwa nam pewne myśli przed oczy. Opowiastki do przemyślenia dają i jedno i drugie. 


 Nr. recenzji: 533

Tytuł: „Opowiastki do przemyślenia"
Autor: Jorge Bucay"

Liczba stron: 152

Data polskiego wydania: 23 listopada 2021

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

W moim odczuciu: 8/10

Autorka recenzji: Małgorzata Górna










    Po pierwszym zetknięciu się z opowiadaniami Jorge'a Bucay'a byłam w nich zakochana. W takim wypadku nie mogłam przejść obojętnie obok kolejnych opowiastek. I tym razem też przepadłam od pierwszego spojrzenia. Co jak co, ale wydanie przepiękne! Wiadomo jednak, że nie można polegać tylko na okładce nie wiadomo jak piękną by nie była. We wnętrzu znajdziemy kilka opowiadań z morałem do zastosowania w codziennym życiu, napisane tak, by trafić prostymi słowami gdzieś głęboko w umysł. To jedna z tych książek, dzięki którym nabieram uważności życiowej i motywacji do zmiany swojej rzeczywistości na lepszą. Pomogło mi to odetchnąć i zastanowić się nad tym co tak naprawdę jest dla mnie ważne, a przy okazji się zrelaksowałam i spędziłam udany wieczór z dobrą książką. 


    Być może piszę o Opowiastkach do przemyślenia zbyt "różowo", ale nie jestem w stanie znaleźć żadnych wad. Jedynie zasmuciło mnie, że treść przepłynęła mi między palcami i skończyła się zbyt szybko. Jest to idealna opcja dla osób, które chciałyby przeczytać coś w takim stylu, ale żeby nie było tego za dużo. A druga uwaga dotyczy pewnego...Absurdu? Bo z jednej strony książka jest napisana prostym językiem, trochę jak opowiadania dla dzieci. Z drugiej strony momentami trzeba przeczytać fragmenty dwa razy i dwa razy się nad nimi zastanowić. Choć na dobrą sprawę bez takiego minimalnego wyzwania byłoby nudno, prawda?

Dodatkowo Bucay wplata pomiędzy strony poezję. I w zależności od nastroju może być ona przystępna mniej lub bardziej. To, co bardzo mnie przyciągnęło (i wciągnęło), to szukanie drugiego ukrytego dna i brak nudy. Nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać na następnej stronie - porady psychologicznej, przypowiastki autora, przypowiastki kogoś innego? (Tak, to też się zdarzyło!), a może wiersza? Nic tylko czytać z zaciekawieniem ;)

 
Żeby nauczyć się latać, zawsze na początku trzeba podjąć pewne ryzyko./ Jeśli ktoś nie jest na nie gotów, lepiej, żeby zrezygnował i ograniczył się do chodzenia...

 

Nie wiem co jeszcze mogłabym dodać, to krótka pozycja idealna do przeczytania w jeden wieczór z herbatką i pod kocykiem. Bardzo mi się spodobała i już teraz wiem, że będę do niej wracać, tak samo jak do Pozwól że Ci opowiem. Mam nadzieję, że chociaż część z Was podziela mój entuzjazm dotyczący książek argentyńskiego pisarza-psychiatry. Dajcie znać koniecznie!


Małgorzata Górna

środa, 12 stycznia 2022

9 żyć

12:09:00 0 Comments

Każdy z nas nosi w sobie historię, która domaga się opowiedzenia...

Czym jest dusza? Jaką drogę musi przebyć, by uwolnić się od ziemskich cierpień? I co czeka na jej końcu – jeśli ten koniec w ogóle istnieje… 


    tytuł: 9 żyć

    autor: Kamil Janowski

    wydawnictwo: Novae Res

    data polskiego wydania: 16 grudnia 2021

    liczba stron: 650

    moja ocena: 3/10


Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to fakt, że książka Kamila Janowskiego ma aż 650 stron (!). Parafrazując słowa Carol Oates, ktora twierdziła iż w przypadku młodych pisarzy lepiej skupić się na 300 stronicowych opowieściach niż wielkich antologiach muszę stwierdzić że i w tym wypadku miała rację. Powieść Kamila Janowskiego przedstawia historię 9 różnych osób, które dzieli właściwie wszystko - wiek, pozycja społeczna, stan zdrowia, zawód. Wśród 9 bohaterów mamy też tylko jedną kobietę, a raczej nastolatkę, ale to akurat jest najmniejszy z minusów. To co łączy te 9 ludzkich istnień to jedna dusza, która wraz ze śmiercią jednego z bohaterów wciela się w ciało kolejnego. Autor ciekawie wykorzystał tu motyw reinkarnacji, ale poza tym chyba kończą się plusy. 

Gdyby książka miała 300 stron pewnie czytałoby się ją zdecydowanie łatwiej. Tymczasem jest ona tak pesymistyczna, negatywna i pozbawiona jakiejkolwiek nadziei, że po pierwszych kilkunastu ciężko zmusić się do czytania kolejnych. Karty powieści naszpikowane są porównaniami i metaforami, hiperbolami i przesadzoną narracją. O ile z początku tłumaczyłam sobie, że w przypadku pierwszej bohaterki - nastoletniej Moniki zgwałconej przez ojca  jest to być może celowy zabieg, mający na celu pokazanie, że nastolatki maja czasami skłonność do przesady, o tyle w przypadku pozostałych ta argumentacja nie miała już podstaw. Pojawiające się co kilkanaście stron określenia "kruche ciała", "grzeszne ciała", "Pan Ciemności" i inne podobne w stylu finalnie zniechęcają do czytania wywołując niemalże wrażenie że czytelnik ma przed sobą książkę o sekcie. Co uważniejsi z pewnością dostrzegą także pewne nieścisłości w fabule. Całość przesycona jest do tego okrucieństwem (dla przykładu scena gdy nastoletnia bohaterka kastruje, a następnie morduje swojego ojca). Być może miała to być próba nawiązania do równie brutalnych i krwawych scen, jakie funduje czytelnikom Max Czornyj, ale okazała się ona nieudana. Mówiąc krótko uważam, że książka jest negatywna, niesie ze sobą przesłanie że świat jest zły i okrutny, a ludziom nie można ufać, bo nigdy nie wiadomo kto z nich jest szaleńcem. Jeśli tak ma wyglądać reinkarnacja to ja chyba podziękuję. W końcu w religii z której wywodzi się ten nurt mówi się z jednej strony, że karma wraca, ale z drugiej że w kolejnym życiu ma się szansę na odpokutowanie. Kamil Janowski postanowił jednak całkowicie udręczyć duszę wędrującą pomiędzy ludzkimi ciałami. Zgwałcona dziewczyna, kaleka na wózku inwalidzkim, polityk zamknięty w domu dla szaleńców...... Zdecydowanie nie ma tu taryfy ulgowej dla nikogo.
 
Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że świat bywa okrutnym miejscem, ale zupełnie nie rozumiem, jaki jest sens pisania książki w której podkreślono to z taką emfazą. Z czytania nie ma żadnej przyjemności - ani dla czytelnika, który ma w sobie choćby niewielką pogodę ducha, ani dla tego, który zmaga się z jakimiś trudnościami w życiu. Ta pierwsza grupa szybko poczuje się zniechęcona i przygnębiona, a ta druga wyrobi w sobie przekonanie, że jedynym rozwiązaniem jest śmierć, najlepiej samobójcza. 
Cel oraz motywy jakie kierowały autorem przy pisaniu "9 żyć" są dla mnie zagadką, co więcej - zagadką której chyba nie chcę odkryć. 

wtorek, 11 stycznia 2022

"Przyjaciel. Lubię cię za bardzo" – Agnes Sour

10:00:00 0 Comments
Chyba każdy z nas przekonał się na własnej skórze, jak denerwujące jest uczucie niemożności życia bez kogoś. Często tkwimy w bezsensownych relacjach, krzywdząc samych siebie, bo boimy się odtrąconych uczuć. Całe to przywiązywanie się robi się ciężkie, gdy jedna strona, daje od siebie więcej niż powinna, a druga tego nie zauważa. Gdy jedna strona się zakochuje, a druga.. nie czuje tego samego. Nie okłamujmy się, sytuacja robi się nadzwyczaj ciężka, gdy nieświadomie zakochujemy się w niewłaściwej osobie wbrew własnej woli, z góry skazani na porażkę. Teoretycznie, nie może być już gorzej. Chyba że naszym obiektem westchnień okazuje się najlepszy przyjaciel z piaskownicy. Osoba, która nieodwracalnie staje się częścią nas. Do której jesteśmy przyzwyczajeni, która jest nam potrzebna jak tlen. Główna bohaterka książki pt. "Przyjaciel. Lubię cię za bardzo" autorstwa Agnes Sour w gorszej sytuacji znaleźć się już nie mogła.

Nr recenzji: 536
Tytuł: "Przyjaciel. Lubię cię za bardzo"
Autor: Agnes Sour
Data polskiego wydania: 13 stycznia, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 386
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 8/10


Lili na co dzień żyje w cieniu swojego nadopiekuńczego brata Dawida, który stara się ją chronić dosłownie przed całym złem tego świata. A zwłaszcza przed chłopakami, którzy pojawiają się w jej otoczeniu. Dziewczyna jednak jest odrobinę zbuntowana i niezwykle uparta. Doskonale wie, że najlepiej uczyć się na własnych błędach, dlatego wiadomość o wyjeździe Dawida wprawia ją w ekscytację. Lili skrycie liczy, że w końcu będzie mogła żyć po swojemu i przy okazji zdoła się uwolnić od ich wspólnego przyjaciela Jacoba, w którym niefortunnie się podkochuje, choć wie, jakie to jest niewłaściwe. Przebiegły los ma wobec tej dwójki inne plany. Żadne z nich nie podejrzewa, że za chwilę wywołają emocjonalną lawinę, która wywróci ich życie do góry nogami.

Szczerze powiedziawszy dawno już nie miałam okazji przeczytać tak lekkiej, a zarazem fascynującej powieści, z którą jednocześnie mogłabym się nieco utożsamić. Zdziwiłam się na wieść, że powyższa lektura to debiut, ponieważ autorka profesjonalnie podchodzi do tematu i przekazuje mnóstwo emocji, które dosłownie przejmują kontrolę nad czytelnikiem!
Fabuła na pierwszy rzut oka wydaje się dość oklepana, bo jako maniakalna użytkowniczka wattpada, muszę przyznać, że miałam setki razy okazje, by poczytać o nadopiekuńczym bracie roztrzepanej głównej bohaterki i jej obiekcie westchnień w postaci jego najlepszego przyjaciela..
Mimo że tematyka, jakiej podejmuje się Agnes Sour jest już wszystkim znana, powtarzana do znudzenia i przewidywalna, to nadaje ona pewien powiew świeżości w powielonych schematach, który skradł moje serce i zadecydował o tak wysokiej ocenie. A jest to postawienie głównej bohaterki na przegranej pozycji i rozdarcie, z którym musi się mierzyć. Z własnego doświadczenia wiem jak destrukcyjne potrafią być uczucia do drugiej osoby. Jak zwykłe zauroczenie może przemienić się w zależność i czysty masochizm. Jak bolesne jest poświęcanie własnego szczęścia na wyższy cel, który okazuje się bezsensowny. Autorka doskonale przedstawiła ten punkt widzenia i dzięki temu jej warsztat wywołuje tak potężną gamę uczuć oraz zmiękcza serce. Wbrew pozorom, książka wcale nie jest taka stereotypowa. No dobra, może mamy kobieciarza, niewinną bohaterkę, która wcale nie jest taka niewinna, porywczego starszego brata i narkotyki, ale ma w sobie coś co nie pozwala się oderwać. Być może źle to zabrzmi, aczkolwiek bez wątpienia jest to historia, przy której można się zrelaksować.

Czasami miałam wrażenie, że autorka za bardzo skupiła się na tym miłosnym wątku, przez co wykreowany przez nią świat trochę na tym ucierpiał. Osobiście uwielbiam, gdy dzieje się mnóstwo rzeczy naraz i powieść przeładowana jest emocjonującymi wydarzeniami i historiami pobocznych bohaterów, ale jestem w stanie zaakceptować też mniejszą ilość wrażeń. Tak czy siak, ta cała miłosna sielanka po pewnym czasie zaczęła mnie nudzić. Autorka zawarła mnóstwo zwrotów akcji, lecz były one dość przewidywalne..
Za to zakończenie wbija w fotel! Nie mogę znieść faktu, że Agnes Sour zostawiła nas w tak napiętym momencie. Jestem pewna, iż sięgnę po kolejną część tej sympatycznej powieści, bo nie mogę doczekać się dalszych losów bohaterów.

Reasumując, jestem pozytywnie zaskoczona i właśnie taka jest moja ocena. Autorka podejmuje się kontrowersyjnych tematów, lecz mimo to jest to lekka obyczajówka, przy której możecie zaparzyć duży kubek ulubionej herbaty i zjeść paczkę ciasteczek (choć nie jestem pewna czy was nie zasłodzi po tej dawce miłosnych uczuć). Radzę też zaopatrzyć się w paczkę chusteczek, bo jest to powieść prawdziwa do tego stopnia, że można odebrać ją jako osobisty atak, który przywołuje niekoniecznie dobre wspomnienia.. Na szczęście jest mnóstwo momentów, które rozbawiają do łez!

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za tę cudowną powieść, autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników, tak jak zawsze, proszę o krótki komentarz poniżej :)

Zapraszam również na naszego bookstagrama – @tzczytelnika <3