Insta


czwartek, 17 stycznia 2019

#WYNIKI: Świąteczne Spełnianie Życzeń!

12:52:00 0 Comments

Nowy konkurs, w którym masz szansę zdobyć wymarzoną książkę na święta!
Zapraszam serdecznie do zabawy!




To już 8 konkurs na tym blogu i tym razem stawiam na niesienie świątecznej radości! 



Regulamin konkursów -> Kliknij.


Kochani, pamiętajcie - konkurs jest jak zawsze do niedzieli, więc jednak do 13.01, a nie 12.01. Przepraszam za pomyłkę na banerku.


Wyniki!

Kochani, najchętniej to obdarowałabym Was wszystkich po kolei, żeby każdy z Was spełnił swoje marzenia. Wasze argumentacje były naprawdę cudowne, ale tym razem wybór nie należał do mnie, tylko do możliwości konkursu i wydawnictw. 

Nie martwcie się jednak - zrobię sobie listę książek przez Was pożądanych i będę dalej negocjować z wydawnictwami, że skoro jest tylu chętnych to kolejne konkursy będą tego warte!

Nie przedłużając, wygrywa...

Pamiętajcie, na adres czekam 3 dni!
tzczytelnika@gmail.com

piątek, 11 stycznia 2019

„Bestia" L. A. Fiore

15:25:00 0 Comments
Od zawsze byłam zakochana w baśniach, bajkach, opowieściach o księżniczkach, zamkach... Jestem w swoim życiu zawsze zamyślona, dziesięć kroków przede mną. Poza tym, remake czegoś, co już było z jednej strony wydaje się czymś trochę niesprawiedliwie dobrym, a z drugiej strony... Pamiętacie przysłowie jak coś jest głupie, ale działa, to nie jest to głupie? Znajduje zastosowanie.

Nr. recenzji: 224
Tytuł: „Bestia"
Autor: L. A. Fiore
Tłumacz: Paweł Grysztar
Liczba stron: 410
Data polskiego wydania: 12 grudnia 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
W moim odczuciu: 10/10

Nie podejrzewałam nawet, o czym może być ta książka. Z opisu, który wcześniej czytałam dowiedziałam się tylko tyle, że jest to jakaś wersja Pięknej i Bestii, ale jednocześnie, że jest to zdecydowanie wersja, w której się zakocham. Tak, zdecydowanie jestem bardzo przychylna takiemu a nie innemu opisowi, ponieważ wtedy wasze wyobrażenie jest bardzo jasne, a książka dopiero je modyfikuje na swoje potrzeby. Nie, nie jest to przedłużenie tamtej oryginalnej opowieści. Czy bym się domyśliła, że całość pochodzi od Pięknej i Bestii? Tak, prawdopodobnie tak. Czy jednak umniejszało mi to przyjemność z czytania tej książki? Och, wydaje mi się, że ta książka jest jedną z najlepszych, jakie ostatnio dorwałam. 

Bazowanie na wcześniej wielokrotnie opowiadanej opowieści to jednocześnie spore ułatwienie, jak również bardzo duża odpowiedzialność. W każdym momencie czytania książki miałam w głowie wyobrażenie tej prawdziwej Pięknej i Bestii. Odróżniałam sobie dla zabawy fragmenty na których bazowano i te, które były całkowicie nowe. Bałam się, że w pewnym momencie uznam, że jest to za bardzo przekopiowane lub wręcz, że cały czas będzie mi przeszkadzał fakt, iż oryginał był lepszy. A jednak pani L. A. Fiore udało się stanąć na wysokości zadania i stworzyć coś naprawdę interesującego. Przede wszystkim podobało mi się, w jaki sposób wykreowani zostali główni bohaterowie. Już dawno nie spotkałam na swojej drodze czytelniczej podobnie hardych charakterów. Ponad to, autorka celowo nie starała się umniejszać ich wad, co bardzo mnie zaciekawiło i sprawiło, że książka wydawała się naprawdę niesamowicie realna.

Odwaga, czy głupota? Z całą pewnością części czytelników nie przypadnie do gustu to, że główna bohaterka nie postanawia choćby w jednej setnej przekonać głównego bohatera do zmiany swojego zachowania. Nie, stwierdza, że to co robi stało się poniekąd jego pracą, a to absolutnie nie definiuje go jako człowieka. Zdecydowanie jest to bardzo oryginalna myśl, pozostaje pytanie, czy jest trafna. Tym razem pozostawię interpretację mądrzejszym od siebie, osobiście podobało mi się, że postanowiono podejść do problemu od takiej strony. Styl autorki jest raczej zwyczajny - można zauważyć powtórzenia, natomiast dialogi napisane są bardzo prosto. Czyta się lekko i szybko, choć czasem można się znudzić kolejnymi powtórzeniami. Osobiście nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo, ponieważ niesamowicie wciągnęłam się w fabułę, natomiast zdaję sobie sprawę, że jest to spora wada.

Podsumowując, osobiście jestem całkowicie zakochana w tej książce. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, abym mogła pokochać ją mocniej, natomiast zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogą mieć problem ze stylistyką autorki - jak mówiłam, w książce występują powtórzenia oraz styl jest raczej prostoliniowy. Natomiast cała reszta - zależy jak do tego podejdziecie, czy zachowanie będzie dla Was odwagą, czy głupotą. Osobiście mi się bardzo podobało.

wtorek, 8 stycznia 2019

"Pan Perfekcyjny" Jewel E. Ann

16:32:00 0 Comments

Tak właściwie to muszę przyznać, że gdy sięgnęłam po tę książkę, to oczekiwałam zwykłego, raczej nudnawego romansu, który po prostu by mnie oderwał na kilka godzin od szarawej codzienności. Niemniej, wydawnictwo Filia po raz kolejny mnie niesamowicie zaskoczyło i jestem niesamowicie szczęśliwa, że udało mi się dorwać tę opowieść.

Nr. recenzji: 220
Tytuł: „Pan Perfekcyjny"
Autor: Jewel E. Ann
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Liczba stron: 410
Data polskiego wydania: 12 września 2018
Wydawnictwo: FILIA
W moim odczuciu: 9/10

Flint długo szukał idealnego kandydata, któremu mógłby wynająć pomieszczenie w swoim budynku. Chciał kogoś kulturalnego, kto nie będzie mu zbytnio przeszkadzał w prowadzeniu własnej działalności. W końcu natrafia na kogoś idealnego - Ellen była miła, uczynna i bezkonfliktowa. Sprawiała wrażenie cichej i pokornej. Niestety, mężczyzna nie zauważył, że zamierza wykorzystać pomieszczenia do... muzykoterapii. Postanawia czym prędzej zerwać umowę, jednak na drodze spotyka ogromną przeszkodę. Jego autystyczny syn Harrison zaczyna się dogadywać z nową wynajmującą. A więc z każdym dniem wyrzucenie jej na bruk zaczyna coraz bardziej graniczyć z cudem, chociaż dzielnie postanawia pozostać przy swoim postanowieniu, nawet ryzykując kilka złamanych serc na widowni. Czy jednak Ellen zdoła go jakoś przekonać?


Nie sądziłam, że autorka będzie w stanie w sposób tak realistyczny odzwierciedlić to, co sobie początkowo zaplanowała. Myślałam szczerze mówiąc, że będzie to książka jakich na rynku mamy tysiące, jednak udowodniono mi, że nadal jest szansa na wyróżnienie się spoza tłumu, wykreowanie niesamowicie oryginalnych bohaterów oraz podsumowanie tego wszystkiego wpleceniem w oryginalną fabułę, która pozwala czytelnikowi jednocześnie się zrelaksować, jak również całkowicie wciągnąć w akcję i zakochać w głównych bohaterach. Już dawno mi się nie zdarzyło, żebym aż tak mocno przeżywała wszystko wraz z postaciami. A szczerze mówiąc pani Jewel E. Ann wcześniej nie znałam, z tego co udało mi się sprawdzić jest to jej pierwsza książka na naszym Polskim rynku. Ponad to, całość oczywiście jest opleciona dobrym stylem pisania, któremu nie mam nic do zarzucenia, co również się ceni. 

Powrócę jeszcze do bohaterów, bo to akurat jest część nad którą naprawdę chciałabym się porozczulać. Dawno nie spotkałam osób, które jednocześnie będąc aż tak oryginalnymi pozostały takie same aż do samego końca. Kupiło mnie to. Absolutnie przepadłam dla upartego Finna i jeszcze bardziej upartej Ellen, którzy niesamowicie się dopełniali całą gamą charakteru. Tu sztywność, cisza i bezwzględny porządek, tam granie na bongosach, muzyka i stado szczurków. Naprawdę niesamowicie się cieszyłam, kiedy miałam okazję kilka godzin pozostać w ich towarzystwie, ponieważ takich głównych bohaterów nie spotyka się często. Podobał mi się również fakt, że udało się autorce dotknąć ciężkich tematów, jednak nie robiąc z tej książki Gwiazd naszych wina pokolenie 75c. Niby są jakieś problemy, jednak tym razem udowodniono nam, że przecież da się z nimi żyć i nie ma absolutnie żadnych przeszkód, aby żyć inaczej. Wiadomo czasem trzeba się dopasować, jednak dlaczego nie przeżyć życia najlepiej jak się da?

Wiadomo, tego typu książki nie muszą być nowoczesnym odkryciem. Mamy z nimi wesoło spędzić czas i na tym nasza historia powinna się skończyć. Jednak Jewel E. Ann udowodniła, że można w to wszystko wpleść odrobinę magii i w końcu zaskoczyć czytelnika czymś nietuzinkowym do tego stopnia, aby ten poległ na polu bitwy i absolutnie bezgranicznie się zakochał w treści. Na mnie podziałało, czy na Was też podziała?

piątek, 4 stycznia 2019

„Niszczący Sekret" Autor: K. Bromberg

16:27:00 0 Comments
Sięgając po Niszczący Sekret miałam dość duże oczekiwania. Pamiętałam, jak bardzo przypadł mi do gustu pierwszy tom serii i miałam nadzieję na to, że drugi mu nie tylko dorówna, tylko może nawet okaże się lepszy. Nie miałam jednak nigdy wcześniej doświadczenia z drugą serią autorki - Driven, więc nie wiedziałam jak sobie radzi na dłuższą metę.

Nr. recenzji: 
221
Tytuł: „Niszczący Sekret"
Autor: K. Bromberg
Tłumacz: Marcin Machnik
Liczba stron: 295
Data polskiego wydania: 20 listopada 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 9/10

Easton myśli, że został zdradzony przez jedyną osobę, której naprawdę ufał. Zakochał się w swojej nowej fizjoterapeutce, która w kilka miesięcy była w stanie doprowadzić go do szczytowej formy po niebezpiecznym wypadku. Czuł, że nastał jego czas. Wiedział, że brakuje mu tylko oficjalnego orzeknięcia o jego zdatności do gry i powróci do swojej zaniechanej kariery. A jednak... Scout powiedziała, że nie jest jeszcze gotowy na powrót do gry, co wiąże się z jego przeniesieniem. Powstają pytania, dlaczego dziewczyna postanowiła go zdradzić oraz przede wszystkim - jak on sobie poradzi ze zmianą klubu, przeprowadzką, a także pozostawieniem swojej uzależnionej matki samej?

Od zawsze wierzyłam w syndrom Drugich Części Książek. Bądźmy szczerzy, zawsze autorzy mają w nawyku nie wyrabiać z tymi książkami. Są gorsze, nieprzyjemne, okrutnie niefajne. A jednak, K. Bromberg udowadnia, że człowiek jest w stanie z dobrym pomysłem na fabułę i ciekawym zapleczem bohaterów wybrnąć z drugiej części obronną ręką i to do tego stopnia, że książkę naprawdę da się pokochać! Nie sądziłam, że ta opowieść będzie aż tak przepełniona nowymi faktami, fabularnymi zakrętami, a akcja aż tak będzie w stanie mnie ze sobą porwać i nakaże błagać o litość. Absolutnie nigdy w życiu nie zgadniecie o co chodzi z tytułem - Niszczący Sekret to zagadka, której prawdopodobnie nawet sam Sherlock Holmes by nie odgadnął. 

Całość jest napisana bardzo przystępnie. Nie mam żadnych większych zastrzeżeń co do stylu autorki, bazującego na dialogach. Przedstawiono nam dopracowane relacje, które są podstawą do dobrego romansu, jakim oczywiście jest Niszczący Sekret. Pomimo wszystkich problemów, w żadnym przypadku pani Bromberg nie odważyła się rozdzielić bohaterów, co wydaje mi się dużym plusem, ponieważ najgorszymi z gatunku książkami są chyba te, kiedy dwójka głównych bohaterów spędza w odosobnieniu pół książki i wzdycha do siebie. Nie, całe szczęście takiego obrotu spraw tylko się obawiałam, ale jednak on nie nastał, a autorce udało się wybrnąć z klasą. 

Książka ta jest ideałem na dobrze spędzony zimowy wieczór. Pałam uwielbieniem do Eastona, który pomimo bycia sportowcem ma bardzo złożony charakter, ale jednak bez objawów schizofrenii, przez co jak możecie się domyślić - nietrudno go polubić. Podoba mi się styl pisania pani Bromberg, uważam, że moim osobistym must havem jest jej druga seria - Driven, ponieważ mam ochotę na sporą dawkę jej pióra. Mam nadzieję, że będzie tak samo dobra albo nawet lepsza niż Mój Zawodnik

czwartek, 13 grudnia 2018

„Zbrodnia w wielkim mieście" Alek Rogoziński

15:34:00 0 Comments
Do sięgnięcia po twórczość pana Alka Rogozińskiego wszyscy mnie namawiali, kusząc wspaniałym humorem. Sama również byłam do tego pomysłu dość mocno przekonana, ponieważ nie jestem w stanie wyobrazić sobie chociażby czegoś lepszego na jesienne wieczory niż śmiania się w bazie stworzonej z koców i poduszek. Nastawiona byłam bardzo pozytywnie, jednak jak to zwykle bywa, troszeczkę się przeliczyłam w oczekiwaniach, niestety.

pastedGraphic.pngNr. recenzji: 212
Tytuł: „Zbrodnia w wielkim mieście"
Autor: Alek Rogoziński
Liczba stron: 336
Data polskiego wydania: 3 października 2018
Wydawnictwo: FILIA
W moim odczuciu: 4/10


Trzy kobiety zawsze uwielbiały swoją pracę. Miały wspaniałą szefową i pracowały w branży wydawniczej, którą szczerze kochały. Niemniej firma w końcu została sprzedana, a jej nowy właściciel okazał się bardzo nieprzyjemny w obyciu. Wszystkie bardzo szybko go znienawidziły. Pewnego wieczoru na babskim wieczorze omawiają dla zabawy, jak najlepiej byłoby go zabić, aby zatrzeć wszelkie ślady i w końcu przejąć firmę. O dziwo, kilka dni później okazuje się, że ktoś wykonał ich plan. Kto jest zabójcą? Co okaże się ważniejszym problemem: niechęć pracowników, długi finansowe, zazdrosna żona, a może jeszcze coś innego?

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy oraz zapewne co spotyka zdecydowaną większość Czytelników, były naprawdę liczne żarty z Polaków. Z naszego życia, niezdecydowania, zamiłowania do picia, czy mrukliwości. Niemniej, często nie było to ukazywane jako typowe żarty, po prostu cała książka została napisana moim zdaniem niesamowicie bardzo "po Polskiemu". Przedstawia typowe polskie zachowania, z których często nie jesteśmy dumni, a jednak mnie samej przyszło dość ciężko się z nich śmiać. Wydaje mi się, że dużo ciekawsze są prześmiewcze opisy, które autor publikuje na swoim fanpage. Właśnie dzięki nim zadecydowałam o sięgnięciu po tę książkę, mając nadzieję, że cudowne historie spod bloku i z życia zostaną pociągnięte, rozwinięte tak bardzo, żeby móc płakać ze śmiechu. Niestety, uśmiech to było jedyne na co było mnie stać.


Być może dlatego, że autor niesamowicie bazował na opisach, często poświęcając im na mój gust nawet trochę zbyt wiele uwagi. W pewnych momentach naprawdę czułam przesyt, kiedy przez kolejnych pięć stron widziałam może dwie linijki dialogu. Wiadomo, w opisach całe ukazanie komizmu wychodzi całkowicie inaczej, często pozwalając na bardziej dogłębne opisanie sytuacji oraz uczuć bohatera, jednak bądź co bądź, kiedy odbyła się rozmowa SMS i calutka była wpisana do opisu, a nie potraktowana jak normalny dialog, to osobiście niestety miałam dość, to był limit, po którym już nie jestem w stanie udawać, że taki zabieg jest na porządku dziennym. Zdecydowanie łatwiej byłoby spędzić czas z tą książką, gdyby opierała się na rozmowach albo chociaż poświęcała im równie dużo czasu, jak opisom. W szczególności, że książka ma być raczej rozluźniającym kryminałem, nawet troszkę połączonym z obyczajówką, a nie fantastyką stylizowaną na George R. R. Martina.

Podsumowując, od samej książki oczekiwałam zdecydowanie więcej. W szczególności zdziwiona byłam, że praktycznie od pierwszych stron od razu było wiadomo, kto jest zabójcą. Nie, nie jestem aż takim Sherlockiem, żeby normalnie się tego domyślić, jednak nie wydaje mi się, że w ogóle jakieś domniemania się pojawiły. Cóż, książka zdecydowanie nie jest dla wszystkich. Polecam przeczytać sobie kilka rozdziałów chociażby stojąc w księgarni, aby przekonać się, czy specyficzny styl pisania autora nam pasuje. Osobiście mam nadzieję, że książka jest po prostu omyłkowo gorsza niż wszystkie inne i mam zamiar sięgnąć po jeszcze jakieś, aby na pewno udoskonalić swoją opinię.