sobota, 1 grudnia 2018

„Obietnica" Ewa Price

12:17:00 0 Comments
Zabierając się za wybór tej książki, do głowy mi nie przyszło, że może być autorstwa polskiej autorki. W życiu! A jednak kiedy zaczynałam czytać, to nagle zauważyłam post na Facebooku samej autorki, który oczywiście angażował głównie polskich czytelników. Zdziwiona, postanowiłam przecierpieć...

Nr. recenzji: 
219
Tytuł: „Obietnica"
Autor: Ewa Price
Liczba stron: 473
Data polskiego wydania: 25 października 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
W moim odczuciu: 8/10

Najbardziej zobowiązujące obietnice, to te, które składamy sobie. Brian złożył sobie już wieki temu, że zemści się na osobie, która doprowadziła ojca do śmierci, a rodzinę do utraty majątku. Od tamtego czasu dzielnie walczył o swoje, kształcił się i rozwijał imperium biznesowe na nowo, aby w końcu mógł dokonać swej zemsty. Teraz w końcu nadszedł odpowiedni czas. Mężczyzna ma poznać córkę rywala, a już dawno temu postanowił ją ukraść i to właśnie przez nią ukarać ojca. Najpierw ratunek, później kwiaty, a następnie pełnowymiarowa randka. Gdy to wszystko okazuje się niewystarczające, szybko dorzuca jeszcze staż we własnej firmie. A jednak... Zadziwia go, że naprawdę zaczyna coś czuć do tej dziewczyny i obawia się, że jego plan może się nie powieść.

Nie spodziewałam się naprawdę, że ta książka zostanie rzeczywiście napisana na poziomie, który występuje na poziomie międzynarodowym. Nie zrozumcie mnie źle, jednak mając na uwadze te wszystkie książki pani Michalak, czy podobne, z którymi miałam okazję się zetknąć dzięki swojej karierze czytelnika, tudzież recenzenta a Obietnica to niczym prawdziwe niebo a ziemia. Uderzył mnie brak nawiązań do polskości, brak kreacji typowo polskich cech - wszystko działo się w Stanach Zjednoczonych i właśnie tak została przedstawiona cała książka. Niesamowitym jest, że rzeczywiście autorka się wczuła w to, jak napisane są zachodnie książki, chciała im dorównać i po prostu to zrobiła, dostosowując sobie tematykę pod taką, jaka ją najbardziej interesowała. Osobiście uważam, że ta książka to spory Polski sukces wydawniczy, być może nawet początkujący jakiś nowy trend na literaturę prostą, ale dobrą.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym chociaż mimochodem nie wymieniła wad książki. Przede wszystkim niektóre osoby mogą czuć się nieco zniesmaczone tym, jak bardzo infantylni są niektórzy bohaterowie książki, z naciskiem na główną bohaterkę. Rozumiem, że Brian jest zaciekawiony i zdziwiony jej oryginalnością, jednak gdyby nią była pasja do niszczenia mu dnia bez aż takiej dawki głupoty, to naprawdę byłabym szczęśliwsza, pewnie tak samo jak Wy, Drodzy Czytelnicy. Być może powinnam uwierzyć, że jest to zabieg celowy, który ma dodawać bohaterom dawkę realności i sprawiać, abyśmy zrozumieli celowość zachowań oraz po prostu, żebyśmy w książkę uwierzyli, jednak wydaje mi się, że nie do końca tak to zadziałało. Być może autorka chciała zrobić zbyt wielki progres jeśli chodzi o kreację bohatera i przez to narzuciła sobie zbyt skomplikowaną konstrukcję, nie wiem. W każdym razie nie wyszło świetnie.

Podsumowując, jeśli chcecie przeczytać coś polskiego, ale jednocześnie utrzymanego na poziomie równoległej literatury anglojęzycznej, to zdecydowanie mogę Wam polecić tę książkę Ewy Price. Aby ją przeczytać musicie jednak się uzbroić w zbroję z cierpliwości, ponieważ nie wszystko jeszcze zostało dopracowane, jednak wierzę w to, że w kolejnych tomach wszystko zostanie naprawione, a historia przypadnie nam do jeszcze bardziej.

wtorek, 27 listopada 2018

„Dziki Romans" Christina Lauren

14:38:00 0 Comments
Sięgnęłam po tę opowieść głównie dlatego, że chciałam w końcu się oderwać od nauki na rzecz jakiegoś dobrego romansu. Tytuł więc wydał mi się dość wymowny. Poza tym, sam opis brzmiał dość ciekawie.

Nr. recenzji: 
220
Tytuł: „Dziki Romans"
Autor: Christina Lauren
Tłumacz: Monika Węgrzynek
Liczba stron: 473
Data polskiego wydania: 3 października 2018
Wydawnictwo: Zysk & S-ka
W moim odczuciu: 5/10


Harlow po dwunastu nocach imprezowania w mieście grzechu, w końcu poznała swojego idealnego faceta. Finn jest rybakiem, aczkolwiek jednocześnie spokojnie mógłby uchodzić za ideał. Dziewczyna odurzona alkoholem chce z nim być ze wszystkich sił, dlatego jeszcze tej nocy biorą ślub. Później ich drogi szybko się rozchodzą, pamięć jednak pozostaje. Mężczyzna przyjeżdża w interesach do jej rodzinnego miasta i mając nadzieję na wyjaśnienie sprawy, postanawia również odwiedzić Harlow. Nie spodziewając się jego wizyty, nie była w stanie się odpowiednio przygotować psychicznie na to, że znowu stanie twarzą w twarz ze swoim ideałem...

Wydaje mi się, że to po prostu kolejna całkiem niezła książka, którą z całą pewnością możemy dodać do kolekcji całkiem niezłych romansów, w których jednak nie ma za bardzo na co zwrócić uwagę, chyba że niesamowity główny bohater płci męskiej, ale wydaje mi się, że jest to w pakiecie z każdą kolejną książką z gatunku romans. Nie mówię oczywiście, że książka jest zła, jednak być może oczekiwałam po niej jakiegoś powiewu świeżości. Całość jest utrzymana na dobrym poziomie, jednak po autorce, która napisała w swojej karierze aż taką ilość książek, wydaje mi się, że powinnam była mieć wyższe oczekiwania, mało tego, wydaje mi się, że bezproblemowo z takim doświadczeniem pisarskim, powinny być one spełnione. Niemniej, bohaterowie byli naprawdę przesympatyczni. Muszę przyznać, że książka pod tym względem jest dopracowana. Harlow jest zabawna, natomiast Finn jest ideałem. Całość jest z grubsza w porządku.

Dzisiaj wyjątkowo krótko, jednak osobiście nie mam siły przez chorobę na większe rozpisywanie się. Książka ogółem mówiąc jest jak wszystkie inne. Przedstawia całkiem ciekawy romans, który boryka się z kilkoma problemami i tak, jak od samego początku myśleliśmy, tak się kończy. Nie ma w sobie raczej niczego wyróżniającego, co dla mnie jest główną wadą, jednak jest taki bardzo przeciętny. Możliwe, że jestem nieco zbyt ostra, jednak wydaje mi się, że przez wzgląd na staż pisarski autorki, powinnam taka być. 

sobota, 24 listopada 2018

„Kaci Hadesa. Uleczone Dusze" Tillie Cole

23:09:00 0 Comments
Nr. recenzji: 217
Tytuł: „Kaci Hadesa. Uleczone Dusze"
Autor: Tillie Cole
Tłumacz: Grzegorz Rejs
Liczba stron: 370
Data polskiego wydania: 23 października 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 9/10

Specyficzny klimat Katów Hadesa przyciągnął mnie do siebie już dawno temu, cały czas jednak mnie nie opuszcza i nakazuje czytać dalej o ciężkich chwilach z cudownymi zakończeniami.

Maddie została uwolniona od swojej przeszłości fizycznie, jednak psychicznie nadal jest do dla niej bardzo ciężkie. Nie jest w stanie sama sobie poradzić ze swoją przeszłością i krzywdami, które jej wyrządzono. Pomimo tego, stara się walczyć ze wszystkich sił, kiedy jej obrońcą staje się Flame. Chłopak sam nie miał łatwego życia. Wierzy w to, że pod skórą ma płomienie, które regularnie musi wypuszczać przez cięcia. Wspólnie chcą odnaleźć drogę ku lepszemu jutru i szczęściu, wiedzą jednak, że będzie to droga przez męki. Wiele jest problemów, które razem będą musieli pokonać, jednak mają nadzieję na wspólne bezpieczeństwo i własną drogę, którą będą mogli podążyć.

Nie sądziłam, że ta historia zostanie dobrze przedstawiona. Byłam przekonana, że autorka postawiła sobie zbyt wysoki próg, przez który zaraz się potknie i nie będzie  w stanie uciągnąć aż tak ciężkiej do przedstawienia historii. A jednak okazało się, że bardzo dobrze poradziła sobie z wytłumaczeniem nam całej historii Flame, którego zachowanie było najbardziej nieodgadnione spośród wszystkich. Cała jego przemiana była przedstawiona naprawdę niesamowicie, a przede wszystkim zachowana była realność, o którą wcześniej nawet autorki nie śmiałam podejrzewać. Rzeczywiście jestem skłonna uwierzyć w to, że istniał ktoś taki o podobnym problemie, a co więcej - nawet leczenie psychologiczne zaawansowanej choroby w normalnych, domowych warunkach mnie przekonało do siebie. Wszystko odbyło się niby dość prosto, ale jednak pod względem logicznym przemówiło do mnie jak najbardziej.

Zdecydowanie ta część okazała się tą najmroczniejszą, najbardziej przepełnioną akcją oraz emocjami. Może się wydawać, że podobne sagi rodzinne będą zionęły nudą po którymś tomie, w szczególności kiedy wcześniej się wie, pomiędzy kim stworzy się kolejny związek, jednak w żadnym wypadku tak nie było. Zdecydowanie niesamowicie pokochałam tę książkę i muszę przyznać, że jest ona niesamowicie oryginalna. Pozostaję w postanowieniu, że muszę, ale to naprawdę muszę przeczytać wszystkie tomy, ponieważ pani Tillie Cole nie przestaje mnie zadziwiać. Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem całej serii, jednak akurat tego tomu w szczególności. Oczywiście, każda część opowiada całkowicie inną historię, więc jeśli zaciekawi Was tylko ta konkretnie, to nie martwcie się, bezproblemowo wszystko ogarniecie i zdecydowanie będziecie w stanie miło spędzić czas z tą pozycją.

Podsumowując, uważam, że w szczególności ta część wyszła wspaniale. Och, zapomniałam jeszcze dodać kilka informacji o specyficznym języku, którym posługują się bohaterowie, który zapewne wyda się jakiejś części czytelników wulgarny, jednak wydaje mi się, że porównując wszystkie tomy, właśnie w tej pojawiło się go stosunkowo najmniej. Niemniej, za to ukazane w nim wydarzenia są najbardziej ciężkie do przełknięcia. Hm, może jednak warto czytać od pierwszego tomu? Pozostawiam to waszej intencji.