Insta


środa, 14 kwietnia 2021

"Powiedziała M" – Dorota Rodzim

09:31:00 0 Comments
Wcale nie jest tak łatwo zdobyć zaufanie do drugiej osoby. Czym ono tak naprawdę jest? Wspólnymi tajemnicami i przeżyciami? Dzieleniem swojego życia z kimś innym? Ukazaniem swojego wrażliwego, słabego i podatnego na ból oblicza?

Zaufanie jest czymś, czego czasami nie da się komuś tak po prostu dać. Najpierw trzeba zasłużyć. To jest jak z oswajaniem psa – najpierw zaczyna się od małych kroczków tak jak z przyzwyczajeniem psa do dotyku, by potem przejść do tych większych. Ale skąd pewność, że właściciel nie odda psa do schroniska, albo nie zostawi go przywiązanego do drzewa w pustym i ciemnym lesie? No właśnie, tutaj zaczynają się schody.

Zaufanie, moi drodzy to jak z graniem w Totka. Może się trafi, może nie. Może już za chwilę będziemy pędzić po odbiór świeżej gotówki, może znów będziemy rozczarowani siedzieć przed telewizorem, bo ponownie nic nie wygraliśmy. Może właśnie przekroczyliśmy granicę bezużyteczności naszej egzystencji. Może.

Zaufanie to podstawa. Zaufanie można porównać do oddychania. Za każdym razem, gdy ktoś je nadwyręży, nabieramy powietrza, którego nie możemy wypuścić, bo przecież blizny nigdy nie znikają, ewentualnie się goją. Płuca nie są w stanie przyjąć nieskończonej ilości tlenu, mają swój limit. Weźcie teraz głęboki wdech. Czujecie granicę? To nieprzyjemne kłucie w środku, gdy potrzymacie chwilę to powietrze? Ktoś nas kolejny raz oszukał – wdech. Wybaczyliśmy, znowu się zawiedliśmy – wdech. Dajemy ostatnią szansę, no bo tak się akurat złożyło – wdech. "To już ostatni raz, obiecuję" – cóż za zaskoczenie, kolejny wdech! Potem już nawet nie jesteśmy zdziwieni. Tylko przyzwyczajeni. To już nie boli. Bum. Płuca wybuchły. Nie zostało nic, tylko dziura w ciele, której nie da się wypełnić.

Adrianna Jaroszyńska, główna bohaterka debiutanckiej powieści Doroty Rodzim, pt. "Powiedziała M" powoli przekracza swój limit i staje się obojętna na zdrady swojego męża. Niby nadal jest jej ukochanym niby nie. Niby wciąż do niego wraca, niby nie chce go znać. Niby wiąże z nim jakieś nadzieje, niby nic już do niego nie czuje. Niby. Ale zacznijmy od początku.


Nr. recenzji: 414
Tytuł: "Powiedziała M"
Autor: Dorota Rodzim
Data polskiego wydania: 8 kwietnia, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 222
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 7/10





Adzie i Michałowi współtowarzyszą piękne chwile w zasadzie od dzieciństwa. Dziewczyna odkąd tylko pamięta, wzdychała z daleka do chłopaka, zwłaszcza w ogólniaku. Ponowna okazja, by zdobyć jego serce, pojawia się, gdy ten znowu przyjeżdża do rodzinnego miasta. Odmieniony, sławny, z kapelą rockową tworzy głęboką więź z Adrianną. Wspiera ją w trudnych momentach, zatroskany pomaga w opiece nad schorowaną babcią i troszczy się o nią, jak tylko potrafi. Wkrótce, oboje ulegają uczuciu i już po kilku latach są szczęśliwym małżeństwem, ciężko pracującym na wymarzoną przyszłość, by zapewnić sobie mały domek z ogródkiem i szczęśliwe dzieciństwo planowanego członka rodziny.

Przyszłość jednak rozpływa się w powietrzu, kiedy Ada razem ze swoją najlepszą przyjaciółką – Becią chce zrobić Michałowi niespodziankę i złożyć mu niespodziewaną wizytę. Jest świadkiem zdrady mężczyzny. Roztrzęsiona, zdaje sobie sprawę, jak bardzo była głupia. Zwłaszcza gdy w telefonie Michała czarno na białym widnieje jego wina. Okazuje się, iż pisał do ogromnej ilości innych kobiet!

Ada nie może pogodzić się z oszustwami męża. Przecież miało być tak pięknie, byli tacy szczęśliwi! Winy szuka w sobie, ale Becia wybija jej ten pomysł z głowy i każe wziąć się w garść. Przeprosiny i romantyczne gesty Michała były wystarczające, by ta znów do niego wróciła.

Nie jest jednak tak samo. Napięta atmosfera coraz bardziej gęstnieje, a jej zaufanie do Michała praktycznie znikło. Ada doszukuje się bowiem we wszystkim drugiego dna i jest ostrożna oraz zazdrosna o inne kobiety. Niewiele się myliła, ponieważ po raz drugi mężczyzna wbija jej nóż w serce.

Adrianna postanawia dać sobie trochę czasu i przeprowadza się na jakiś czas do Beci, by w ogóle zastanowić się, czy jej małżeństwo jeszcze istnieje. Przyjaciółka, grożąc mężowi kobiety bolesną śmiercią, proponuje jej pracę w klinice na recepcji. Ada zgadza się i już wkrótce poznaje Marcina – przystojnego lekarza, który ma z rozpieszczoną i snobistyczną kobietą dwójkę dzieci. Na pozór wyglądają na emanującą pozytywną energią parę, aczkolwiek z biegiem czasu zdajemy sobie sprawę, iż okrutną osobowość Oli można nijak porównać do empatycznej osobowości właściciela kliniki.

Ada myśli sobie, że jej życie nie może być już bardziej skomplikowane. Wszystko się jednak zmienia, gdy podczas babskiego wypadu do galerii, otrzymuje od przypadkowej staruszki przepowiednię: przeznaczony M.

Czy Ada wybaczy Michałowi wszystkie błędy i ponownie się do niego wprowadzi? Jak na ich relacje wpłynie Marcin? Kto tak naprawdę jest przeznaczony tej zagmatwanej w życiu kobiecie? Czy ta przepowiednia ma w ogóle jakiś sens? Tego dowiecie się, sięgając po tę oryginalną i emocjonalną pozycję.

Moją pierwszą myślą po przeczytaniu kilku stron było: woah, po raz pierwszy od dłuższego czasu nie zetknęłam się z żenującym ani wciśniętym na siłę poczuciem humoru. Przy tej książce albo śmiejesz się do łez, albo płaczesz. Nie ma nic pomiędzy. Dosłownie.

Powieść podzielona jest na dwie części i muszę przyznać, iż lepsza byłaby bez tej drugiej, nawet jeśli miałoby to dać książce płytką fabułę. Co prawda, jest ona wzruszająca i przeżyłam szok, patrząc na duże litery na końcu (więc radzę wam nie podglądać), aczkolwiek uważam, iż było to zrobione trochę na siłę. Po to, żeby się coś po prostu stało i nie skończyło szczęśliwym happy endem, na który swoją drogą nie liczcie.

Becia – najlepsza przyjaciółka Adrianny, prawie jak siostra to istna ikona w tej książce. Jej postać została wykreowana i przedstawiona tak dobrze, że jakby Becia istniała naprawdę, to dosłownie wzięłabym z nią ślub za te cięte riposty. W ogóle wszyscy bohaterowie opisani są na dosyć wysokim poziomie, z wyjątkiem niektórych momentów, gdzie byli oni bardziej infantylni od synów Marcina. Mimo wszystko była to bardzo przyjemna obyczajówka. Gratuluje więc autorce, za kawał solidnej roboty.

Jedynym czego mi brakowało w tej książce to dłuższych opisów. Tak, możecie to sobie zapisać, proszę o opisy. Wszystko działo dosyć krótko oraz dynamicznie, ale najbardziej przeszkadzały mi przeskoki czasowe. Daje malutkiego minusika autorce, za to, że nie skupiła się bardziej na niektórych wydarzeniach w życiu bohaterki, które dosłownie powinny chociaż trochę nią wstrząsnąć. Rozumiem, że niektórzy mają silne zdrowie psychiczne, ale Adrianna bije chyba wszelkie rekordy. Nie napiszę więc, że doskonale zostały przedstawione realia ludzkiego życia, tylko dobrze.

Teoretycznie, nie wiem, co mogę więcej o tym debiucie napisać. Na pewno książka zajmie miejsce gdzieś z przodu mojego regału, w widocznym miejscu. Polecam ją każdemu, bez względu na przypodobania. Na pewno znajdziecie w niej dużo pozytywizmu, ale także pesymizmu z powodu niesprawiedliwości i nieobliczalności ludzkiego życia. Wydawnictwu bardzo dziękuję za powieść, a autorce życzę powodzenia w dalszej karierze :).

A wy? Zamierzacie sięgnąć po tę książkę? Zaintrygowałam was trochę? Dajcie znać w komentarzu poniżej! <3



niedziela, 11 kwietnia 2021

„Podmiejski na koniec świata" - Katarzyna Kowalewska

16:30:00 0 Comments

 Czasami jedyne czego potrzebujemy to spakować walizkę, wsiąść w pociąg i wyjechać najdalej jak się tylko da. Zostawić za sobą problemy i troski dnia codziennego i przede wszystkim cieszyć się życiem! Mimo, że taka podróż nie zawsze jest możliwa, warto korzystać z życia i spełniać najskrytsze marzenia. Jednym z marzeń bohaterki książki "Podmiejski na koniec świata" było odnalezienie kawałka własnego, ciepłego kąta. Czy uda się je spełnić?

 

Nr. recenzji: 412
 Tytuł: „Podmiejski na koniec świata"
Autor: Katarzyna Kowalewska
Liczba stron: 288
Data polskiego wydania: 16 marca 2021
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
W moim odczuciu: 9/10

 
Alicja ma trzydzieści dwa lata i od czterech lat jest w szczęśliwym związku z Tymonem. Para mieszka w eleganckim apartamencie chłopaka. Dziewczyna czuje jednak, że od pewnego czasu ich związek nie zmierza w dobrym kierunku - ona chciałaby już stabilizacji a on pragnie się bawić. Ala nie potrafi postawić na swoim, więc przystaje na wspólne życie według zasad Tymona. Podobna sytuacja ma miejsce w pracy. Alicja jest bowiem asystentką szefa w jednej z warszawskich firm odzieżowych. Pomimo określonego stanowiska w dobrze prosperującej firmie 'Fashion of Warsaw' na dziewczynę spadają wszystkie obowiązki firmy. Co więcej bohaterka jest osobą od spraw niemożliwych, ponieważ rozwiązuje wszystkie problemy. Nadmiar obowiązków w pracy nie jest jednak doceniony a Alicja traci już nadzieję na uzyskanie awansu. Pewnego dnia w życiu Alicji następuje jednak zmiana - szef proponuje podwyżkę, ale dziewczyna musi wykonać jedno, powierzone jej zadanie. Początkowo Ala podchodzi z dużym entuzjazmem do propozycji szefa, jednak jej emocje opadają, gdy dowiaduje się, że jest to praca w innym mieście. Czy Alicja w końcu postawi na swoim?
 
 Alicja waha się z podjęciem decyzji. Z jednej strony chciałaby się już uniezależnić od, lepiej radzącego sobie finansowo, chłopaka. Dostałaby też w końcu upragniony awans, na który bardzo ciężko zapracowała. Z drugiej jednak strony wyjazd z Warszawy z dala od Tymona nie brzmi zbyt optymistycznie. Co prawda dziewczyna mogłaby codziennie dojeżdżać do Grodzińska Mazowieckiego, ale wówczas nie miałaby zbyt wiele czasu dla ukochanego. Decyzja jest bardzo trudna i Ala zdaje sobie sprawę z tego, że cokolwiek zdecyduje, będzie też musiała uporać się konsekwencjami podjęcia ostatecznej decyzji. Rodzice dziewczyny są przeciwni wyjazdowi, Tymon natomiast uważa, że taka praca dobrze jej zrobi. Alicja nie spodziewa się jednak wydarzeń, które na zawsze odmienią jej życie. Dziewczyna udaje się bowiem na imprezę firmową Tymona, na której jest świadkiem przykrej sytuacji. Czy Alicja przyjmie propozycję szefa i tym samym zacznie wszystko od nowa?

"Podmiejski na koniec świata" to typ ciepłej i pełnej uroku powieści w jakich zaczytywała się sama bohaterka. Alicja to bardzo sympatyczna postać, której nie da się nie lubić. Dziewczyna daje się wykorzystywać na każdym możliwym kroku z racji swojej dobroduszności i życzliwości. Z tego też powodu drogę do szczęścia przysłania jej wiele przeciwności losu, z którymi dziewczyna musi się zmierzyć. Od początku trzymałam kciuki za bohaterkę, która w pewnych momentach zadziwiła mnie pozytywnie swoją siłą i stanowczością. Podziwiam także jej upór oraz dobre serce, którym dzieliła się nawet z nieznajomymi. Alicja dała się także poznać od tej delikatnej strony. Bohaterka, oprócz czytania, uwielbiała także rysować oraz odkryła radość z prowadzenia własnego ogrodu!
 
Powieść jest naprawdę świetna! Historia Alicji jest wciągająca do tego stopnia, że ciężko się od niej oderwać. Bardzo podoba mi się także styl autorki. Barwne opisy miasta i jego okolic sprawiają, że czytelnik ma ochotę wsiąść na rower i podążać ścieżkami za główną bohaterką. Autorka wprowadziła nas w realny świat z prawdziwymi problemami, które stanowią przecież istotę dnia codziennego. Każdy z nas, tak jak bohaterka powieści, każdego dnia staje przed pewnymi wyborami. Niektóre z nich to drobnostki, które nie wpływają znacząco na nasze życie. Pojawiają się też jednak takie, które mogą wywrócić nasz świat do góry nogami. Najczęściej to do nas należy ostateczna decyzja, którą drogę obierzemy...  

Książka jest zdecydowanie warta polecenia. To dobra lektura na oderwanie się od problemów dnia codziennego i zaszycie się z ciepłym kubkiem herbaty czy kawy w ulubionym fotelu. Historia Alicji jest tak realistyczna, że odnoszę wrażenie jakbym ją osobiście znała. Co do ważnych decyzji - pamiętajmy, żeby przy wyborze kierować się swoim szczęściem. Powtórzę ważne słowa, że nikt za nas życia nie przeżyje, a szansę na odnalezienie szczęścia i harmonii w życiu mamy tylko jedną. Pytanie tylko - zwycięży serce czy rozum?


czwartek, 8 kwietnia 2021

"Wszyscy patrzymy na ten sam księżyc" - M. Sienkiewicz

09:58:00 0 Comments
Jestem w stanie powiedzieć, że wszyscy doświadczyli w swoim życiu cierpienia. Cierpienie, moi drodzy jest czymś nieuniknionym, przez co musimy przejść. Nie da się tego w żaden sposób przeskoczyć. Możemy jedynie leczyć nasze rany lub zapobiegać tworzeniu się nowych. Każdy wie, iż czynników powodujących cierpienie jest mnóstwo. Czy byłabym kłamcą, gdybym stwierdziła, że jednym z nich jest miłość? Absolutnie nie.
Miłość jak miłość, pewnie powiecie. Uczucie, które może być wieczne albo z czasem wygasa. Może miłości w ogóle nie było i nie będzie. O tym, jak trudna jest miłość, jak trudne jest życie z cierpieniem, opowiada w swojej bestsellerowej jak dla mnie powieści M. Sienkiewicz.



Nr. recenzji: 413
Tytuł: "Wszyscy patrzymy na ten sam księżyc"
Autor: M. Sienkiewicz
Data polskiego wydania: 19 marca, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 220
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10





Ta piękna, ciemna oraz minimalistyczna okładka, na pewno nie mogła pozostać obojętna w zasięgu mojego wzroku. Od razu wiedziałam, że ta powieść będzie mocna. Nie jest to na pewno wyidealizowana historia o dwojgu ludziach zakochanych w sobie po uszy. Bardziej powiedziałabym, iż jest to powieść na temat nieszczęśliwej, toksycznej, ale nadal pasjonującej miłości, która zostawia bagaż doświadczeń i nieodwracalne piętno na przygnębionych kochankach. Pełna cynizmu, ukazuje prawdziwe, realne życie, którego faktycznie doświadczamy na co dzień. Musimy to sobie w końcu powiedzieć – miłość w większości przypadkach nie jest i nie będzie szczęśliwa. 

"Co jest w Tobie takiego, że swoją dumę wyrzucę na śmietnik, by wrócić do Ciebie?"

Smutne, ale prawdziwe – idealne zdanie oddające cały sens tej historii.

Książka napisana została w formie takiego pamiętnika lub dziennika, poprzedzana ciekawymi i zmuszającymi do zastanowienia się przemyśleniami na konkretny temat. I tak możemy odszukać w niej rozdział poświęcony porównaniu mężczyzny do kota (wow, kto by pomyślał, że mają tyle wspólnego) do wstydliwych, ale jednak wciąż trochę śmiesznych wyznań innych.

Podczas czytania niektórych fragmentów nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać. Było gorzej niż jazda na emocjonalnej kolejce górskiej. Muszę przyznać, że każdy byłby w stanie podpisać się pod tą książką, znajdując fragment charakterystyczny dla siebie. Autorka nie tylko daje nam cenne rady i wskazówki, ale również zaspokaja naszą potrzebę przynależności, poprzez odnalezienie w tym wszystkim cząstki siebie.

Narracja była ciekawa. Różni się znacząco od tych, które występują w większości powieści. Nie jest to wada. Mimo że nie poznałam imion głównych bohaterów czy ma to znaczenie? Wydaje mi się, że autorka chciała zwrócić naszą uwagę na to, jaki morał niesie ta książka. (A z tymi imionami to i tak jakieś sobie wymyśliłam)

Na pochwałę dla autorki zasługuje też to, iż podzieliła się z czytelnikami swoimi doświadczeniami i przeżyciami, uczulając tym samym na to innych. Musiało wymagać to niezwykłego pokładu odwagi i determinacji, ale także troski. By inni nie poczuli tego samego bólu. By inni nauczyli się, co mają zrobić w danej sytuacji, czy chociażby zastanowić się nad tym, co tak właściwie robią w tym momencie ze swoim życiem i czy tak naprawdę są szczęśliwi?

"Przejmowanie się oceną innych jest jak trzymanie wieży z kartonów do butów. Niby fajnie spojrzeć, ile butów się kiedyś kupiło, ale w sumie tylko wadzą i nie zwalniają miejsca na coś cenniejszego.


Książka została napisana luźnym, potocznym językiem, przez co czułam się jakbym, złapała głębszą więź z samą autorką. Podobała mi się na pewno ta lekkość w tym wszystkim. W trakcie czytania często możemy trafić na przeróżne piękne metafory oraz cytaty. Niektóre z nich na długo zapadną mi w pamięci.

Powieść skłoniła mnie do sporej refleksji. Nad życiem. Miłością. Tym, co nas otacza. Tym do czego dążę i czy na pewno to coś mnie uszczęśliwi. Gdzie popełniam błędy. Zdecydowanie polecam ją wszystkim tym, którzy nie boją się zmierzyć z brutalną prawdą dzisiejszego życia i uświadomić sobie, iż świat nie jest amerykańskim filmem dla nastolatków, ale niebłagalną oraz nieprzewidywalną planetą. 

"Chcieliśmy być przez siebie kochani i gdzieś zapomnieliśmy definicji."


Podsumowując, niesamowita, pełna emocji i niebywałego poczucia humoru książka. Polecam ją każdemu – bez względu na wiek, płeć czy gust. Jestem pewna, że coś z tych dwustu dwudziestu stron wyciągnięcie. Ja tymczasem dziękuję autorce za to, iż nauczyła mnie czegoś nowego i odmieniła mój sposób postrzegania świata. Powieść tę na pewno nie zostawiam obojętną. Wyciągnęłam z niej lekcje, którą zamierzam zrealizować od zaraz i życzę Wam tego samego. Pamiętajcie, by unikać wampirów energetycznych :).

Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz, a autorce szczerze gratuluję i trzymam kciuki w jej dalszej walce.







wtorek, 6 kwietnia 2021

"W blasku cieni" - Wiktoria Piotrkowska

11:19:00 0 Comments

 Kłamstwa przybierają różną postać. Począwszy od niewinnego utajenia niektórych informacji, do wymyślenia zupełnie innej rzeczywistości, nie ma kłamstw dobrych. Niewinne kłamstewka może tylko na chwilę koją nerwy i dają fałszywą nadzieję, ale co dalej? Sprawy się komplikują — brniemy w to i brniemy, aż z czasem nawet nie wiemy, w co brnęliśmy. Niekiedy po prostu lepiej wyznać najszczerszą prawdę. Po co oszukiwać wszechświat, samych siebie i tych wokół? I tak świat jest na tyle okropny i pozbawiony uczuć, że wszystko prędzej czy później wyjdzie na jaw. Lepiej od razu uporać się z cierpieniem niż zwlekać z tym na ostatnią chwilę, by potem przekonać się, jak bardzo byliśmy naiwni. Wiktoria Piotrkowska w swojej debiutanckiej powieści pod tytułem „W blasku cieni”, pokazuje, dlaczego nie warto kłamać i jak bardzo niewinne, drobne kłamstewka mogą zmienić czyjeś życie i pozbawić je szczęścia.




Nr. recenzji: 411
Tytuł: "W blasku cieni"
Autor: Wiktoria Piotrkowska
Data polskiego wydania: 18 luty, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
W moim odczuciu: 7/10






Aleksy i Blanka to młode, dosyć świeże małżeństwo, których los doświadczył okropnie. Mimo że już w dzieciństwie musieli zmierzyć się z ogromnym bólem, pozostawiającym na nich nieodwracalne piętno, na tę chwilę jednak mają siebie i nic innego się nie liczy. Ich miłość każdego nowego dnia coraz bardziej rozkwita, a swoje życie wypełniają romantycznymi, szczęśliwymi i uroczymi chwilami. Jednym słowem, każde z nich nie wyobraża sobie egzystencji bez tego drugiego.

Los jest chciwą istotą, która najpierw częstuje nas radościami i przyjemnościami, a potem, kiedy jesteśmy już w pełni szczęśliwy i myślimy, że będzie to trwało wiecznie, chytrze zabiera wszystko to, co najpiękniejsze i najważniejsze.


Pewnego dnia ich małżeństwo zostaje wystawione na ciężką próbę. Pochopne decyzje podejmowane przez Alka mogą wywrócić ich życie do góry nogami, ale również doprowadzić do rozpadu związku budowanym przez tyle lat. W dodatku, niespodziewanie do Krakowa przyjeżdża Paweł — mężczyzna, który na studiach darzył Blankę obsesyjnym i przerażającym wręcz uczuciem. Dziewczyna do dziś pamięta, co stało się po imprezie, na której jej mąż był ochroniarzem..

Czy nieubłagany i nieprzekupny los jest silniejszy niż miłość? Co takiego zrobi Alek i czy będzie to usprawiedliwione? Paweł się zmienił, czy może nadal jest nieobliczanym manipulatorem? 

Tego dowiecie się, sięgając po tę wspaniałą i emocjonującą powieść. Czeka was prawdziwa huśtawka emocjonalna, więc radzę przygotować wam dużą paczkę chusteczek, jakąś przekąskę i ulubioną herbatę.


Książka na pewno nie jest lekka zważywszy, na tematykę jakiej podjęła się autorka. Powiedziałabym bardziej, iż ma charakter moralizatorski. Uczy nas, że warto korzystać w pełni z życia i być całkowicie szczerym z innymi, bo to właśnie szczerość jest najważniejsza. O pięknych cytatach chyba nie muszę pisać, bo sami widzicie, jak bardzo niesamowite one są.

Życie to tylko przygoda, która bardzo szybko przemija i odchodzi w niepamięć.


Błędów gramatycznych czy składniowych nie zauważyłam, ale za to często miałam do czynienia z licznymi powtórzeniami, zwłaszcza przysłówka "flegmatycznie". Mam nadzieję jednak, iż w swoich przyszłych powieściach Wiktoria Piotrkowska to skoryguje.

Ogółem słownictwo nie było trudne ani skomplikowane, czasami wręcz zbyt proste. Przez większość stron denerwowała mnie ta rutyna głównych bohaterów: flegmatycznie wstała z łóżka, wykonała poranną toaletę, zjadła śniadanie i pojechała do pracy. Tu autorka musiałaby jeszcze troszkę popracować, aczkolwiek widzę w niej ogromny potencjał i z chęcią będę śledzić dalsze losy jej kariery.

Wracając do powieści, lekturę czyta się jednym tchem, szybko, aż za szybko i bez zbędnych przerywników typu długie i nużące opisy. Autorka obdarowała nas samymi konkretami. Fabuła nie była jakoś wybitnie rozbudowana, ale muszę przyznać, że pełna niespodziewanych zwrotów akcji oraz realistycznych emocji. Powieść uczy nas, czym jest prawdziwa miłość i przyjaźń, pokazuje oddanie i przywiązanie do drugiego człowieka

Zdecydowanie na plus przedstawienie postaci na samym początku książki. Nie jesteśmy od razu rzucani na głęboką wodę — Wiktoria Piotrkowska daje nam możliwość zżycia się z bohaterami i poznania ich wzruszającej historii. 


Minusów nie doszukałam się zbyt wiele, aczkolwiek moim zdaniem akcja niepotrzebnie tak bardzo przyśpieszyła pod koniec. Jeśli chodzi o uczucie pomiędzy Alkiem a Blanką, wydaje mi się, iż było to troszeczkę sztuczne. Te wszystkie czułe słówka, wyznania miłości i inne, przestały być dla mnie urocze i słodkie po kilku stronach. Rozumiem, autorka chciała jak najlepiej pokazać nam, jak bardzo silna jest relacja tych dwojga, ale nie sądzę, że ciągłe wymienianie się pieszczotliwymi zwrotami miałoby w tym pomóc na dłuższą metę.

Reasumując, idealny wyciskacz łez. Na pewno książka zapadnie mi na długo w pamięci. Nie polecam osobom wrażliwym, bo na pewno szybko się nie pozbieracie. Autorce szczerze gratuluję i życzę dalszych sukcesów, bo powieść ta jak na debiut jest niesamowita!
 
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Novae Res.

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

"Projekt Prawda" Dante Madema

13:32:00 0 Comments

 


Wiersze to nie jest forma, którą czytam, ale coraz bardziej popularne są książki, które zbudowane są w postaci wierszy białych. Taka postać lektury przedstawia normalną fabułę, ale i pozwala poszerzyć swoje czytelnicze horyzonty.



Nr. recenzji:
407

Tytuł: „Projekt Prawda"

Autor: Dante Madema

Tłumacz: Anna i Miłosz Urban

Liczba stron: 352

Data polskiego wydania: 30 marca 2021

Wydawnictwo: Media Rodzina

W moim odczuciu: 8/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska




Cordelia to siedemnastoletnia dziewczyna, która na zakończenie szkoły musi wykonać projekt. Zainspirowana swoją starszą siostrą postanawia sprawdzić swoje etniczne pochodzenie. Projekt będzie wykonywać wraz z kolegą Kodiakiem, który był jej obiektem westchnień, ale pod wpływem otoczenia i towarzystwa zmienił się w nieco inną osobę. Dziewczyna ponownie zaczyna się spotykać z chłopakiem z gitarą, ale według jej rodziców to nie jest chłopak dla niej. Jeśli chodzi o rodziców Cordelii, to jest tu pewien haczyk, który burzy dotychczasowe życie nastolatki, prowadzi do nowych przemyśleń i rozterek.

Można powiedzieć, że fabuła jest prosta. Młoda dziewczyna, która musi zrobić projekt na koniec szkoły, jest w grupie z chłopakiem, który jej się podoba i odkrywa tajemnice z przeszłości. To tylko tak w skrócie, ale zapoznając się z treścią, można odkryć głębie tekstu. Zobaczyć cierpienie nastolatki, jakie przychodzi z chwilą odkrycia prawdy o samej sobie, o swoich bliskich. Może ci się wydawać, że jesteś inna/inny, ale co jeśli dowiesz się rzeczy, która burzy twoją rzeczywistość i umacniasz się w swoim przekonaniu inności. Sądzę, że jest to propozycja idealna dla młodych ludzi, którzy czują się zagubieni, czują, że nie widzą co zrobić. Przez to, w jakim stylu jest to napisane, myślę, że może bardziej trafić do człowieka. Autorka posługuje się metaforami, epitetami, język jest bardziej poetycki, spokojny, a nawet i czasami melancholijny, ale przystępny dla każdego odbiorcy. Świat jest rzeczywisty, więc ciężko jest coś powiedzieć o kreacji. Bohaterowie mogliby być bardziej rozbudowani i pełnowymiarowi, ponieważ są trochę płascy, głównie rodzice Cordelii i jej siostra. Są nakierowani w jedną stronę i w tym brakuje mi głębi. Natomiast sama główna bohaterka przez to, że jest narratorką i pisze wiersze, można poznać jej wrażliwość, to co ją boli, cieszy i wzrusza. Kodak ma w sobie coś, przez co inni często go osądzają, ale młoda dziewczyna, mimo że inni mówią jej, to może nie jest chłopak dla ciebie, chce go na nowo poznać i zorientować się w sytuacji.

Książka przede wszystkim zachwyca formą, która staje się być coraz popularniejszą na rynku wydawniczym. Treścią są wiersze, co też ma poniekąd swoje wytłumaczenie, dlaczego akurat tak. Cordelia uwielbia wiersze i uwielbia je pisać, dlatego wisienką na torcie jest powieść o nastolatce, która uwielbia poezję i która to książka została napisana wierszem. Szata graficzna jest równie piękna, "Projekt Prawda" ładnie wygląda na półce, a niebieskie strony wyróżniają się na tle innych dzieł. Jeszcze ze spraw technicznych, bardzo szybko się czyta i można ją pochłonąć w jeden wieczór, co nie jest w sumie dziwne, za sprawą formy, ale też samej fabuły, która tutaj się znajduje.

Podsumowując, "Projekt Prawda" to innowacyjna książka, która jest pisana wierszem białym. Posiada normalną jak w powieści fabułę, autorka przez wiersze Cordelii kreuje wydarzenia i bohaterów. Myślę, że lektura mimo drobnych mankamentów, które są bardzo subiektywne, spodoba się wielu młodym czytelnikom. Komu bym ją poleciła? Głównie młodzieży, zaczynając od tej młodszej, bez ograniczenia górnej skali wieku. W dodatku trzeba zaznaczyć, że estetyka wydania, niebieskie strony, skrzydełka i okładka, są zaletą i czymś, co może sprawić, że potencjalny odbiorca, przeczyta opis, a następnie samą treść.