Insta


wtorek, 19 marca 2019

„Przebudzeni" Colleen Houck

15:20:00 0 Comments

Nawet sobie nie wyobrażacie, ile w swoim życiu wysłałam próśb o wydanie tej serii. Ile razy spamowałam Moondriveowi, że popełniają karygodny błąd, nie wydając kolejnych części Klątwy Tygrysa. Ile razy zostałam zignorowana (wszystkie razy generalnie). Ale oto jest! WARTO BYŁO WALCZYĆ.

Nr. recenzji: 
247
Tytuł: „Przebudzeni"
Autor: Colleen Houck
Tłumacz: Andrzej Goździkowski
Liczba stron: 484
Data polskiego wydania: 16 stycznia 2019
Wydawnictwo: We need YA
W moim odczuciu: ciężkie pytanie
serce: 10/10 ; umysł: 6/10

Lilianna ponad wszystko uwielbia odpoczywać w Metropolitan Museum of Art. Jest zaprzyjaźniona ze wszystkimi strażnikami, więc gdy tylko prosi o dostęp do cichego miejsca, chwilowo wyłączonego z użytku, nikt nie ma większych problemów. Tak właśnie dostaje się na wystawę dotyczącą starożytnego Egiptu. Tam od razu zauważa, że coś jest nie tak. Słyszy jęk i nagle widzi dziwnie ubranego mężczyznę, który mówi w obcym języku. Nie wiedząc o co chodzi, dziewczyna zaczyna się wycofywać, aż nagle zaczyna wszystko rozumieć. Dosłownie, mężczyzna nagle znikąd mówi po angielsku. Prosi o pomoc w tajemniczej misji, która została mu przydzielona tysiące lat wcześniej przez egipskiego boga. Cóż, jak to tak opisuję, to jakoś chyba już się nie dziwię, że bohaterka uznała go za czubka...

Jeśli czytaliście Klątwę Tygrysa i jesteście w niej tak samo zakochani jak ja, a teraz postanowicie sięgnąć po Przebudzonych, to prawdopodobnie będziecie tak samo zmieszani, jak ja. Ciężko mi do Lilianny nie mówić Kelsey. Autorka na siłę postarała się pozmieniać szczegóły, ale dokładnie widać kto jest kim, co zmieniono, gdzie dostawiono bohatera, który miałby odwrócić naszą uwagę. Jak już coś ma się różnić to zazwyczaj jest po prostu odwrócone o 180 stopni. Biedna - bogata, trójkąt miłosny - czworo... brak trójkąta miłosnego, nieśmiała - zadziorna i tak dalej. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, gdy w jednym z bohaterów odkryłam odbicie lustrzane pana Kadama z poprzedniej serii. Bądźmy szczerzy, jest o co się gniewać. I czuję wewnętrznie, że jako recenzent właśnie powinnam puścić wodze wyobraźni i porządnie pokrzyczeć, że to karygodne i niedopuszczalne. Ale tak właściwie po co, skoro wyszło to tak cudownie?

Stęskniłam się za poznawaniem mitologii w opowieściach. Stęskniłam się za tak cudownie nienachalnym wątkiem romantycznym. Brakowało mi bohatera, który swoim zachowaniem sprawiałby jednocześnie, że chciałabym go udusić, przytulić i uwięzić w domu. W sensie to nie jest kolejność, to osobne czynności, jeszcze aż tak nie oszalałam. Absolutnie nie jestem w stanie czekać na kolejne części, to po prostu wciąga. Zostałam bestialsko i bezpodstawnie wciągnięta do Egiptu, który byłabym w stanie pokochać. Oczywiście - były wzloty i upadki autorki, w pewnych momentach zaczęłam sprawdzać ile książka ma stron, ponieważ widać było, że jakieś wydarzenie na siłę było przeciągane. Zaskoczyła mnie jednak obecność spójnego zakończenia. Coś niezwykłego, można całość potraktować jako jednotomówkę i grzecznie odłożyć do gabloty, zamknąć i powrócić do życia. Ach, no oczywiście, jeśli się nie zakochaliście w serii, bo inaczej wyglądacie jak ja, na kolanach żebrząc o kolejne części... 

Przed podsumowaniem szybko jeszcze muszę wcisnąć jedną informację. Jestem trochę zawiedziona tłumaczeniem tej książki. Widać było, że tekst nie jest łatwy i oczywiście, tłumacz wykonał spędził nad nim dużo czasu, ale niektóre momenty są niesamowicie nieskładne. Autorka musi się posługiwać ciężką do zrozumienia angielszczyzną. Aczkolwiek niektóre słówka musiały być podejrzane ze słownika, bo nie uwierzę, że autor sam z siebie użyłby tak wyniosłych archaizmów w ciągłym tekście napisanym całkiem przystępnie. Mam nadzieję, że to kwestia wprawy i w następnym tomie już się wszystko unormuje. Oczywiście nie naskakuję na tłumacza, wierzę, że tekst był trudny. Jednak czuję się w obowiązku dodać, że niektórym czytanie chwilowo może sprawiać trudności. 

Podsumowując, nie wiem, co mam podsumować. Jestem zakochana w tej serii. Absolutnie nie umiem się doczekać, aż sięgnę po kolejną część, a jednak szkoda mi trochę, że autorka nie postarała się bardziej. Widać niedociągnięcia, a wiadomo, że z każdą książką powinno się pisać coraz lepiej, ponieważ wszystko się ładnie wyrabia. No nic, prawdopodobnie niedostatecznie doszlifowane były przygotowania. Natomiast nawet z tym, książkę nadal uważam za wartą przeczytania. Pokochałam ją absolutnie całym serduchem, tylko jestem zbyt obiektywną dziewczyną, żeby Wam tutaj nie powypominać. 

czwartek, 14 marca 2019

„Cinder i Ella. Tak się kończy bajka" Kelly Oram

15:52:00 0 Comments
Po przeczytaniu pierwszego tomu serii Cinder i Ella nie umiałam się doczekać kontynuacji. Tuptałam w pośpiechu, nie umiałam zasnąć, przewróciłam się z boku na bok jakieś 1500 razy, a potem... Okazało się, że nie miałam na co specjalnie czekać. #Jak Zwykle.

Nr. recenzji: 
246
Tytuł: „Cinder i Ella.
Tak się kończy bajka"
Autor: Kelly Oram
Tłumacz: Joanna Nykiel
Liczba stron: 376
Data polskiego wydania: 19 września 2019
Wydawnictwo: Dolnośląskie
W moim odczuciu: 3/10

Cinder i Ella są razem. W końcu po trzech latach znajomości poznali się w prawdziwym życiu i mogą być blisko siebie. Mało tego, mieszkają bardzo niedaleko, więc wszystko wskazuje na to, że będą mogli rozwijać swój związek i po prostu poznać się w prawdziwym życiu. Na drodze stają im jednak przeciwności. Tak między nami całe szeregi przeciwności. Tyyyyyyle przeciwności, że mnie trząsło... To znaczy, yyy, generalnie jest kiepsko. Rodzina Elli musi się odnaleźć w nowej sytuacji, a jednak obawiają się, że nie będą w stanie. Jej ojciec jest zdecydowanie przeciwny związkowi z gwiazdą filmową, a w szczególności taką, która uchodziła za kobieciarza. A jednak dziewczyna wie, że właśnie odnalazła prawdziwe szczęście i zamierza o nie walczyć. 

Opinia może zawierać śladowe ilości spoilerów.
Ale to dla Waszego dobra.

Naprawdę ciężko mi jest pojąć co mogło pójść nie tak. Tak cudowna pierwsza część. Każdy czytelnik, i to choćby jednego romansidła, idealnie mógłby wygrawerować na czole, co powinno znaleźć się w drugiej części. Nah, Kelly Oram na to nie wpadła. Zamiast rozwijania związku, co chyba na początku w ogóle nawet było w planach, bo na to się ewidentnie zapowiadało, kobieta postanowiła najbliższe 376 stron poświęcić... usamodzielnianiu się Elli. (*zbiorowy jęk niezadowolonego tłumu*) Bohaterowie nawet chwilę ze sobą pomieszkiwali, aczkolwiek to zdecydowanie okazało się niewystarczającym, aby zasiąść do rozwijania związku, czyli tego na co wszystkie czekałyśmy. Nie no, co tam. Lepiej zająć się karierą modelki, zdecydowanie bardziej nas to porwie. (*zbiorowy jęk jeszcze bardziej niezadowolonego tłumu*) Problem za problemem problem pogania. Bo niedajbożu, jeszcze zaczęlibyśmy się zastanawiać, czy bohaterowie może się przytulą. (głośne ekm z głębi duszy dochodzi) Przesadzam, pocałują. (ekm, ekm) Okej, okej. Porozmawiają o związku. 

Dobra, dobra. Postaram się merytorycznie opowiedzieć Wam - tym razem już bezspoilerowo, o wadach i zaletach książki. Fakt, usamodzielnianie się większości fanów serii wydało się tragedią narodową. Rozumiem, mi też. Aczkolwiek przedstawienie tego było z jednej strony odważnym przejawem tego, jak w sytuacji Elli rzeczywiście powinnyśmy się zachować. Nie wskakiwać na czerwony dywan. Nie zastanawiać się, jak tu zawojować światem. Wręcz przeciwnie, postarać się usamodzielnić na tyle, na ile będzie się dało. Pójść do własnej pracy. Zarobić na swoje utrzymanie, zamiast używać, ile wlezie. Zdecydowanie jest to morał, na który warto zwrócić uwagę. Kolejną ważną poruszoną sprawą był irracjonalny strach, który kryje się w większości z nas. Jest nam wpojony od kołyski. Nagość jest be, odsłanianie skóry nie na miejscu, a patrzenie na skórę z bliznami to w ogóle niedopuszczalne. Zwrócono na to uwagę z konkretnego powodu. Aby otworzyć nam oczy na problemy innych. Niemniej, mojej subiektywnej oceny tej książki nie zmieni. Podejrzewam patrząc na ocenę na lubimyczytać, że inni czytelnicy mieli podobne stanowisko. 

Podsumowując, osobiście jestem na nie. Pewnie inne recenzentki subiektywnie też powiedzą 3 razy nie, żegnamy, a jednak musicie pamiętać, że w tej książce jest też dobro. Okej, nie ma go aż tak dużo, jak wad, aczkolwiek napisałam Wam całkiem ładny drugi akapit. I nawet jest merytorycznie prawie poprawny. Czy było warto sięgnąć po tę część? Nie wiem, tak usilnie pragnę kolejnej, że właśnie sprawdzam, w jakim języku może mówić Kelly Oram. Jak angielski, to zakładam petycję o kolejną część. Wait, ona jest piosenkarką? A nie, to opis książki. Wybaczcie. USA! Kiedy startujemy z petycją?