Insta


czwartek, 13 maja 2021

„Wszystko pochłonie morze" Magdalena Kubasiewicz

19:41:00 0 Comments


Morskie klimaty, motyw syren, podróży przez morze i oceny, to elementy, które zaczęły być popularne w ciągu ostatnich dwóch lat. Coraz więcej zaczęło powstawać książek w tym klimacie, poszłam za falą i wciągnęłam się w nurt morskich powieści.



Nr. recenzji:
sprawdzamy w kalendarzu

Tytuł: „Wszystko pochłonie morze"

Autor: Magdalena Kubasiewicz

Liczba stron: 412

Data polskiego wydania: 14 kwietnia 2021

Wydawnictwo: Uroboros

W moim odczuciu: 8/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska



Kiedyś syreny żyły wśród ludzi, teraz została po tym śmiertelna trucizna. Książę zostaje otruty Pocałunkiem Syreny, wielkim zdziwieniem jest to, że mężczyzna nadal żyje. Daje to nadzieje, na możliwość uratowania władcy. Aletha jest alchemiczką, której przyjaciel Leto służy na dworze. Chłopak prosi przyjaciółkę o pomoc. Sytuacja zaczyna się robić niebezpieczna, gdy ktoś zaczyna pragnąć śmierci władcy i osób z jego otoczenia. Sposób na zrobienie antidotum nie należy do najprostszych i bezpiecznych sposób, ale czego się nie zrobi, żeby w Księstwie powrócił spokój i dawna harmonia.

Czytelnik od razu zostaje wciągnięty w wir wydarzeń i akcji. Sprawia to, że początek nie jest nudny, ale też trzeba się skupić, aby wyłapać informacje i relacje pomiędzy bohaterami. Jednak z każdą stroną świat staje się coraz jaśniejszy i wyraźniejszy dla czytelnika. Lubię, gdy w książkach zarysowany jest cel, wiem, do czego książka dąży, mogę mieć jakieś przypuszczenia, które czasem się zgadzają, a nieraz nie. Oczywiście powieść ma również wiele innych wątków, wątek rodziny, historia księstwa magii i syren. Każdy z tych elementów dostaje swoje rozwinięcie i zostaje przedstawiony w ciekawy sposób, który interesuje czytelnika. Według mnie ważnym aspektem jest również to, że nie ma typowego dla książek młodzieżowych wątku miłosnego. Bohaterowie są pełnowymiarowi i różnorodni. Ich relacje i przeszłość, to coś, co lepiej, żeby czytelnik odkrył sam, ale muszę tutaj wspomnieć o Leto. Chłopak jest magiem, ma swoje zadania i obowiązki, zawsze walczy do końca i nawet gdy inni nie widzą już szansy na ratowanie księcia, to on wie, że nie powinien odpuścić i jest zobowiązany, aby zrobić wszystko to co w jego mocy. Aletha również jest postacią bardzo zaradną, obowiązkową i pełną werwy.

Bohaterowie są mocnym ogniwem książki, żadna postać mnie nie irytowała, nie sprawiała, że wywracałam oczami. Przypadło mi to gustu fakt, że imiona nie są polskie, jest to coś, czego niezwykle nie lubię i często mnie irytuje, imiona są ciekawe. Język Pani Magdaleny jest plastyczny, wszystko można sobie wyobrazić, że aż siedząc w słońcu, czułam powiew morskiej bryzy. Brak jakiekolwiek wulgaryzmów, czy scen nieodpowiednich dla młodych osób, przez co sądzę, że jest to idealna książka dla młodszej młodzieży. Wszystko fantastycznie, ale jak wszystko pochłonie morze, tak nie wszystko pochłonie mnie i tak jest z tą pozycją, czytało mi się nią dobrze, tylko brakuje w niej tego czegoś, co często jest ciężkie do opisania.

Podsumowując, "Wszystko pochłonie morze" jest lekturą godną polecenia i uwagi. Myślę, że jest to jedna z tych pozycji, która może przekonać osoby nieczytające polskich autorów do spróbowania czegoś z rodzimego podwórka. Dla osób, które nie lubią długo czekać, to muszę przyznać, że wartka akcja zaczyna się już od pierwszych stron. Na początku można się trochę pogubić, ale z biegiem przewracanych stron wszystko staje się jasne. Zakończenie było dla mnie zaskakujące i satysfakcjonujące, jest ono dobre. Całość uważam za bardzo dobry twór, tylko jest to moja fascynacja, a nie długowieczna miłość.


piątek, 7 maja 2021

"Zostawmy to na potem" Joanna Tworkowska

14:47:00 0 Comments

 

 

Rodzina jest najważniejsza, z tym stwierdzeniem każdy z nas spotkał się wielokrotnie. Jak pokazuje wiele badań, co roku wskazujemy relacje rodzinne jako jedno z bardzo znaczących aspektów naszego życia. Więzy rodzinne, wsparcie bliskich i ich akceptacja pozwalają nam na określenie własnego „ja”. Temat rodziny jest też bliski pisarce Joannie Tworkowskiej, która w swojej powieści obyczajowej "Zostawmy to na potem" przedstawia nam rodzinę Okrasińskich, wielopokoleniowy ród o arystokratycznych korzeniach i wielu tajemnicach. Zapomniane sekrety, ukryte kosztowności i złodzieje antyków to tylko kilka wątków poruszonych w książce.



Tytuł: "Zostawmy to na potem"

Autor: Joanna Tworkowska

Liczba stron: 602

Data wydania: 29.04.2021

Wydawnictwo: Novae Res

W moim odczuciu: 5/10

Autor recenzji: Anna Wilhelmi


Główną bohaterką jest Viktoria Okrasińska, trzydziestolatka mieszkająca w Lozannie i  prowadząca prężną, rodzinną firmę, pod czujnym okiem dziadka, seniora rodu Okrasińskich. To właśnie on przekazuje Victorii tajemnicze zadanie - odnalezienie ukrytego podczas wojny majątku i zwrócenie go prawowitym właścicielom - rodzinie Sielber. Do powrotu w rodzinne strony poza szukaniem ukrytego skarbu, skłania Victorię ślub, na którym miała być tylko gościem, a który w rzeczywistości sama zorganizuje. Podczas pełnych perypetii przygotowań do ślubu poznajemy rodzeństwo Victorii, Małgosię, Karola oraz Romana i to właśnie oni zajmą się poszukiwaniem ukrytego majątku w piwnicach ich posiadłości. Poza bohaterami pierwszoplanowymi powieści są jeszcze przyjaciele rodziny, którzy zjeżdżają się licznie do letniej rezydencji i którzy wielokrotnie wpłyną na rozwój wydarzeń. Gdy emocje po weselu opadną, rodzeństwo ochoczo zabiera się do przeszukania zapomnianych podziemi, zamurowane przejścia, schowki ukryte w starych meblach i niedające się otworzyć kłódki to tylko część zagadek które muszą rozwikłać. Na domiar złego nie tylko oni wiedzą o ukrytym skarbie, na terenie posiadłości zaczynają kręcić się nieproszeni goście, którzy nie przebierają w środkach, aby ów skarb najprościej mówiąc - ukraść. Czy rodzina zdoła przechytrzyć złodziei? Czy rodzeństwu uda się odnaleźć majątek i ochronić bliskich? Jak zakończą się losy rodzeństwa?

 

Nie miałam styczności z twórczością tej autorki, sięgając po powieść obyczajową chciałam oderwać się od ciągle szarej i deszczowej rzeczywistości. Słowo "tajemnica" zawsze przyciąga mnie jak magnes, lubię rozwiązywać zagadki i z wypiekami na twarzy szukać skarbu. Czy to wszystko znalazłam w tej książce ?

 

Książka jest długa, i nie jest to zarzut jeśli przekłada się to na treść. Niestety w tym przypadku fabuła ciągnęła się niemiłosiernie. Obszerne opisy, powtarzające się sceny, wplątane wątki nie mające wpływu na rozwój wydarzeń, niepotrzebnie odciągały od głównego wątku. Przerysowane do granic możliwości opisy o "firmie", "transakcjach", oraz wszechstronność biznesowa głównej bohaterki miejscami były komiczne i oderwane od rzeczywistości. Ona sama była dla mnie irytująca i apodyktyczna, rodzeństwo i przyjaciół traktowała jak służbę (swoją drogą postać Jadzi jest tutaj świetnym przykładem). 


Bohaterowie jak dla mnie bez polotu, brakowało mi w nich "życia", odmiennych charakterów, słabych stron, bo przecież każdy jakieś ma. Autorka chciała chyba, aby wszyscy byli odbierani pozytywnie, dali się lubić. Ja wręcz przeciwnie, byłam zmęczona ich poprawną nijakością. W książce panuje zasada bieli i czerni, główni bohaterowie są dobrzy, a złodzieje źli, pomiędzy nie ma nic. A szkoda. Każda problematyczna sytuacja rozwiązywała się w mig, czy to biznesowa, czy też sercowa, dla mnie wszystko jest zbyt kolorowe, zbyt piękne.

 

Książka jest pierwszą z cyklu serii o rodzinie Okrasińskich, zaliczyłabym ją do książek łatwych i przyjemnych, dla wielu czytelników na pewno będzie dobrą rozrywką. Jeśli ktoś szuka do czytania nieskomplikowanej fabuły, pozytywnej historii z zagadką w tle to jak najbardziej ta pozycja spełni te oczekiwania. Pomimo sprzecznych odczuć nie przekreślam tej serii, sięgnę po kolejną książkę autorki bo liczę na to że fabuła nabierze tempa.

 

czwartek, 6 maja 2021

„Fabryka os" Iain Menzies Banks

18:26:00 0 Comments

 


Pierwsze wyrazy z tyłu na okładce mówią, że jest to kontrowersyjna powieść, czy to już nie zachęca czytelnika do dalszego zapoznania się z książką? Mnie to bardzo zaciekawiło, dlatego też przeczytałam tę lekturę.



Nr. recenzji:
427

Tytuł: „Fabryka os"

Autor: Iain Menzies Banks

Tłumacz: Robert Sudół

Liczba stron: 272

Data polskiego wydania: 23 marca 2021

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

W moim odczuciu: 6,5/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska




Młody chłopak Frank, wraz ze swoim ojcem, mieszka na szwedzkim odludziu. Nastolatek spędza czas w samotności, nie ma wielu przyjaciół, czy znajomych oprócz swojego brata i jednego dobrego znajomego. Sam znajduje sobie sposoby na spędzanie wolnego czasu. Matka Franka porzuciła rodzinę wiele lat temu, chłopcy pozostali z ojcem, który nie zawsze pilnie wywiązuje się z obowiązków rodzicielskich. Eric, brat Franka, został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, chłopak pogodzony z tą myślą, dostaje szoku, kiedy dowiaduje się, że jego brat uciekł. Ponowne spotkanie chłopaków niesie ze sobą tajemnice i doświadczenia z przeszłości.

Na samym początku ciężko mi było się odnaleźć w fabule i to poczuć, ale z biegiem przewracanych stron było lepiej. Poczułam się zaciekawiona i chciałam dowiedzieć się co będzie dalej. Na uwagę zasługuje też wydanie książki, ponieważ tekst jest przejrzysty, czcionka duża, przez co przewracamy koleje strony, nie wiemy, kiedy to mija, a okazuje się, że już całkiem pokaźna ilość stron za nami. Jestem fanką twardych i minimalistycznych opraw, więc osobiście jestem zadowolona z wydania. Powieść skupia się na psychice bohatera, pojawia się akcja, ale mam wrażenie, że jednak bohater, to co siedzi w jego głowie, jest ważniejsze. Autor przedstawia Franka jako postać, która jest pojedynczą jednostką, on nie potrzebuje mieć wokół siebie od groma ludzi, sam potrafi się sobą zająć, a jednocześnie te jego zajęcia, nie są moralnie dobre. Posuwa się do okropnych rzeczy, które sprawiają mu rozrywkę. Frank jest postacią złożoną psychicznie, o której można długo rozmawiać i rozważać jego problemy. Twórca książki posługuje się barwnym w opis językiem, nie ma wielu dialogów, ale są za to szczegółowe opisy zdarzeń i czynności, co jest również uwagą, dla czytelnika o drastycznych scenach.

Nastawiłam się na coś mocnego, wzięłam sobie do serca fakt, że jest to powieść drastyczna w opisy, dla dorosłego czytelnika i trochę się rozczarowałam, chociaż może to nie jest dobre sformułowanie. Opisy dla mnie były mniej drastyczne, a nie takie, jakich się spodziewałam. Zachowanie Franka to,co on robi, jest dla mnie odbieranie jako odrażające, ale nie wstrząsnęło mnie to bardzo, myślę, że to jest subiektywną kwestią dla czytelnika, czy te opisy są bardziej, czy mniej drastyczne. Miałam też myśli dotyczące tego, do czego to wszystko prowadzi, jednocześnie jest zaznaczony cel, ale nie raz miał się on dla mnie nijak w stosunku do całej lektury. Rozwiązanie końcowej sprawy było dla mnie szokiem, ale po przemyśleniu wydało mi się oderwane od rzeczywistości, trochę niepasujące.

"Fabryka os" jest ciekawą i intrygującą książką, myślę, że nie dla każdego i nie każdemu może się spodobać. Stawia ona na bohatera jego psychikę, niżeli na akcję, ale trzeba zaznaczyć, że ta akcja i rozgrywająca się fabuła również została rozbudowana. Frank jest dziwną postacią, o której można dużo mówić. Ze stwierdzeniem, że jest to kontrowersyjna powieść, nie zgadzam się w pełni, nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia, nie łapałam się za głowę w trakcie czytania, ale zważywszy na czasy, kiedy była pisana, mogła ona wtedy wzbudzać większe kontrowersje niż teraz. Moja opinia jest bardzo mieszana, jednak myślę, że warto zapoznać się z tą książką i wyrobić sobie o niej własne zdanie.

środa, 5 maja 2021

"Terapeutka" – B.A. Paris

10:30:00 0 Comments

Nie da się być idealnym. Chociaż większość z nas marzy o tym, by osiągnąć stan perfekcji, nigdy tak naprawdę go nie osiągnie. Zawsze znajdą się jakieś niedoskonałości do ukrycia, zawsze będzie nam coś przeszkadzać w naszym nienagannym wyglądzie. Osiedle Circle z pozoru jest idealne. Wszystko jest w nim bezkonkurencyjne – jako zamknięta przestrzeń z mocną bramą zapewnia bezpieczeństwo sąsiadom, a sami sąsiedzi tworzą społeczność w postaci bliskiej oraz zżytej ze sobą rodziny. Wszyscy się tam znają, ufają sobie bezgranicznie, dzielą tak naprawdę ze sobą życie, ale plotek nie brakuje. Czy dwanaście strzeżonych ekskluzywnych domów z prywatnymi skwerami, może skrywać w sobie straszną tajemnicę? Uważaj komu ufasz, bo atmosfera gęstnieje z każdą sekundą.


Nr recenzji: 418
Tytuł: "Terapeutka"
Autor: B.A. Paris
Data polskiego wydania: 14 kwietnia, 2021
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10


Leo i Alice to młoda para, która postanawia się przeprowadzić do Londynu ze względu na sprawy zawodowe. Ogromne szczęście pozwala im na spełnienie marzeń – wkrótce wprowadzają się do świeżo wyremontowanego domu za połowę ceny na eleganckim osiedlu. Alice, obawiająca się wykluczenia ze strony sąsiadów, postanawia jak najszybciej się z nimi zaprzyjaźnić i urządza w swoim domu miłą parapetówkę. Gdy na następny dzień okazuje się, iż jakimś cudem nieproszony gość wtargnął do zamkniętego potężną bramą terenu, sprawy zaczynają się komplikować. W międzyczasie Leo nadszarpuje zaufanie swojej kobiety, która odkrywa przerażający sekret domu, w którym zamieszkała. Co więcej, odczuwa coraz większą więź z Niną – terapeutką, do której wcześniej ten dom należał.
Tragiczne wydarzenia z przeszłości nieubłaganie oddziałują na Alice niczym demony, która łączy je z teraźniejszością i lada moment dostaje obsesji na punkcie przerażającej tajemnicy. Sprawa nie daje jej spokoju i jak najszybciej chce ją rozwiązać. Tym bardziej, że gdy tylko z kimkolwiek porusza ten temat, wszyscy nabierają wody w usta. Okazuje się, że mieszkańcy tego osiedla pilne strzegą swoich sekretów i nie są tak doskonali jak na pozór się wydawało. Uważaj na wszystkich, bo w tej grze, każdy może okazać się winowajcą.
Kim tak naprawdę jest Nina i co się z nią stało? Ile wiedzą sąsiedzi? I najważniejsze, kto dopuścił się krwawej zbrodni?

Osobiście, nie miałam jeszcze styczności z innymi dziełami autorki, aczkolwiek po przeczytaniu tej książki, muszę przyznać, iż chętnie po nie sięgnę. Historia od początku jest wciągająca i intrygująca (tak samo, jak okładka, która swoją drogą jest urokliwa) – wierzcie mi lub nie, ale nie mogłam oderwać się od lektury przez cały dzień i przeczytałam ją w kilka godzin.

Może zacznę od tego, że nigdy nie miałam do czynienia z tak dobrym thrillerem, który autentycznie powodowałby ciarki na moim ciele. Autorka jednak to odmieniła i dosłownie mogę to sobie odhaczyć w mojej książkowej liście. Z każdą linijką tekstu było więcej pytań niż odpowiedzi. Autorce udało się stworzyć sielankowy, niepokojący świat, który dosłownie wciąga czytelnika.

Bohaterowie zostali wykreowani z krwi i kości – każdy z nich ma inną historię, inny charakter i jest na swój sposób podejrzany. Nie wyznaczyłam sobie stałego winnego, co kilka stron mój pogląd na tę sprawę był inny. Z czasem już nie wiedziałam komu ufać. Podejrzewam jednak, że jest to specjalny zabieg B.A. Paris, która rzuca podejrzenia na każdego z nich. To ciekawe, ponieważ powieść zmusza do myślenia i wysnucia pewnych wniosków. Mrożące krew w żyłach zbiegi okoliczności sprawiają, że sam czytelnik dokonuje głębnej analizy fabuły. Jak na thriller psychologiczny, tło całej powieści było niebywale ujmujące.

Nie doszukałam się nigdzie błędów gramatycznych czy składniowych. Strasznie podobała mi się czcionka – troszkę większa niż w pozostałych przeciętnych książkach i przyjemna dla oka, sprawiała, że powieść się szybciej czytało. Dodatkowo wrażenia potęgowały dialogi i same konkrety. Autorka ewidentnie darowała sobie długie i nic niewnoszące do historii opisy. Na pewno mogę stwierdzić, iż autorka posługuje się lekkim piórem i ma niesamowity styl.

Główna bohaterka, Alice czasami mnie mocno irytowała. Była strasznie wścibska i dociekliwa, ale to na plus dla autorki za to, iż udało się jej tak dobrze przedstawić tę postać. W ogóle cała ta książka napełniona jest emocjami. Ba, przesączona tajemniczością i strachem nie przestaje zaskakiwać! Podobało mi się, iż autorka nie zapomniała na oddziaływaniu tej atmosfery na innych. Dziwne zachowanie sąsiadów, zaniepokojenie Alice oraz zagadkowe sny bohaterki, pasują do siebie jak kawa do mleka.

Zakończenie było dla mnie sporym zaskoczeniem, chociaż wiedziałam, że coś nie gra. Tak czy siak, przeżyłam mnóstwo palpitacji serca przy ostatnich dwudziestu stronach, a wyobraźnia podobnie jak Alice, płatała mi figle. Mam jednak trochę niedosyt, po tym, jak od razu jesteśmy rzucani w przyszłość i wydarzenia się bezpowrotnie kończą. Chętnie poznałabym bardziej szczegółowe, dalsze losy głównych bohaterów.

Podsumowując, polecam każdemu bez względu na upodobania. Uzależniająca od pierwszej strony, idealna, lekka książka na jeden przyjemny wieczór. Z przyjemnością będę polować na inne dzieła autorki, bo przysięgam, że po "Terapeutce" na pewno się na nie rzucę. Powieść zmusza do refleksji, gwarantuje, że będziecie mieć więc niezłą zabawę wgłębiając się i angażując w życie bohaterów. Autorce życzę dalszych sukcesów, gdyż widzę w niej ogromny potencjał, a wydawnictwu bardzo dziękuję za egzemplarz. Czytelników natomiast jak zawsze, proszę o krótki komentarz poniżej :).
I nigdy nie zapomnijcie, że każdy z nas skrywa jakieś tajemnice.

poniedziałek, 3 maja 2021

"Śmierć jest tylko początkiem" - Mike Okon

11:58:00 0 Comments

Świat spowity intrygami jest szczególnie niebezpieczny. Kontrwywiady, spiski, tajemnice to tylko kawałek góry lodowej, z którą tak naprawdę codziennie mamy do czynienia. Być może właśnie w tym momencie jesteśmy obserwowani, szpiegowani albo kontrolowani, a o tym nie wiemy? Nieświadomość to najbardziej przerażający oraz bolesny stan, w którym może znaleźć się człowiek. Fani teorii spiskowych na pewno odnajdą się w najnowszym kryminale Mike'a Okona, który pokazuje jak śmierć jednego człowieka, może wywrócić cały świat do góry nogami oraz jak daleko jest w stanie posunąć się człowiek, gdy chodzi o pieniądze. Lepiej zapnijcie pasy i przygotujcie się na sporą dawkę adrenaliny, bo tajni agenci nie spoczywają. Jak bardzo trzeba być ostrożnym, gdy w grę wchodzi ludzkie życie?

Nr. recenzji: 417
Tytuł: "Śmierć jest tylko początkiem"
Autor: Mike Okon
Data polskiego wydania: 14 marca, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 516
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 5/10



Pewnego normalnego i zwyczajnego dnia, dyrektor finansowy firmy Wadex – Stanisław Groszkowski, niespodziewanie umiera na zawał. Wszystko wydawałoby się w porządku, prawda? Przecież ludzie umierają, odchodzą na drugą stronę i takie tam. Otóż nie tym razem. W toku znacznie bardziej rozległego niż sobie to wyobrażał komisarz Rafał Kłopocki śledztwa, okazuje się, iż tak naprawdę doszło do morderstwa owego dyrektora. Sprawa znacznie przybiera tempa, gdy nieznani sprawcy włamują się do mieszkania Groszkowskiego i jego córki Doroty, a z wynajmowanego magazynu znika kilka komputerów. Czas i kostucha gonią głównych bohaterów, w tym córkę ofiary, gdy dochodzi do kolejnych zabójstw. Dorota w tym samym czasie próbuje wypełnić wolę swojego ojca zapisaną w jego testamencie. Kobieta nie ma jednak pojęcia, jak bardzo niebezpieczny i cenny majątek odziedziczyła, dopóki nie zjawia się u zaufanego notariusza. Co takiego zapisał w spadku Groszkowski córce? Dlaczego osobom trzecim tak bardzo na nim zależy? Kim są ci, którzy z ukrycia obserwują poczynania pracowników firmy? I przede wszystkim, kto i w jakim celu z zimną krwią dopuścił się morderstwa? Tego dowiecie się, sięgając po tę nieobliczalną, pełną zagadek, intryg oraz zwrotów akcji książkę.

Teoretycznie nie jestem wielką fanką kryminałów i bardziej gustuje w zwyczajnych obyczajówkach, ale muszę przyznać, że nie jestem jakoś wielce zawiedziona – wręcz przeciwnie, chyba zacznę bardziej się z nimi oswajać.

Jeśli chodzi o fabułę, cóż. Nie mam się do czego przyczepić. W pewnych momentach sama byłam zaciekawiona i podekscytowana tym, co wydarzy się dalej. Całość była dosyć spójna i oryginalna, to na pewno. Podziwiam autora za tak rozbudowane wątki i fakty. Od pierwszych stron widać, iż autor ma wieloletnie doświadczenie w tej dziedzinie lub zrobił porządny i czasochłonny Research. Ponadto nie pozostawił zbędnego niedosytu czy "głodu" w czytelniku.

Postacie zostały wykreowane dobrze, nie przywiązałam się zbytnio do nich, bo z każdym rozdziałem było ich coraz więcej, ale o tym zaraz. Błędów też się nie doszukałam. Tak samo, jak opisów. Same suche fakty.

I to właśnie to bolało mnie najbardziej w całej książce. Nie mogę się zgodzić z tym, że autor nie ma talentu ani potencjału, bo ma i właśnie ten rozległy plan fabuły, o którym wspomniałam wcześniej, o tym świadczy. Zawiły styl pisarski jednak daje o sobie znać, zwłaszcza gdy przemieszamy się między rozdziałami, które swoją drogą mają po 2-3 strony, najdłuższe troszkę więcej i w sumie wydaje się to być w porządku, ponieważ książkę się czyta szybko oraz sprawnie, człowiek się nie nudzi to fakt, ale na dłuższą metę jest to męczące. Na początku w mojej wyobraźni panował istny chaos. Z każdą kartką nowa data, nowi bohaterowie, nowe miejsca, nowe wątki. Dosłownie szło się w tym pogubić. Gdy już powoli przyzwyczajałam się do ówczesnej sytuacji, nagle BENG, znowu przeskok! Później było tylko gorzej, bo poszczególne fakty zaczęły mi się mieszać z postaciami, postacie z miejscami, miejsca z datą, i tak w nieskończoność. Oliwy do ognia dodawała narracja, w której jeszcze bardziej można było się zgubić. Do tego zagmatwanego labiryntu brakowało tylko zestawu małego podróżnika z mapą w bonusie.

No ale nie powiem, że nie da się tego okiełznać. W połowie książki zaczęłam już kojarzyć pewne sytuacje i wydarzenia, do narracji też się przyzwyczaiłam, a pod koniec w punkcie kulminacyjnym to już w ogóle doznałam olśnienia. Nie zmienia to jednak faktu, iż od razu na początku historii rzucani jesteśmy na głęboką wodę, razem z kartką, na której jest napisane: "Ogarnij to sobie sam".

Jeśli chodzi o opisy, też ubolewałam i to długo. Akcja toczy się w różnych miastach, takich jak Paryż, Berlin czy po prostu Warszawa, ale oprócz nazwy miasta i daty nad początkiem rozdziału tylko tyle o tym wiemy. Szczerze powiedziawszy, nie poczułam tego klimatu Paryżu czy Berlina. Autor nie skupił się na możliwym opisie pięknych, krętych uliczek, zdobień czy cech charakterystycznych danego miejsca. Jesteśmy pozbawieni jakiekolwiek klimatu. Jedyne czego się doszukałam to "powojennych kamieniczek", które wydaje mi się, iż autor ubóstwia, bo w tekście jest o nich mowa nieskończenie wiele razy.

Reasumując, jeśli szukacie dobrego kryminału, pisanego typową męską ręką to dobrze trafiliście. Pomimo tych wszystkich wad w zakresie stylu pisarskiego, mogę ją z czystym sumieniem polecić, szczególnie wielkim fanom kryminałów. Doszukacie się tutaj prawdziwej akcji i tajnych jednostek Przede wszystkim poznacie też sposób, w jaki się między sobą komunikują, by nikt się nie zorientował i zwrócicie uwagę na to, jak w dzisiejszym świecie perfidny los może być nieobliczalny. Od wyboru do koloru – każdy znajdzie coś dla siebie, szczególnie pasjonaci niniejszego tematu.

Autorowi szczerze gratuluję debiutu i życzę mu powodzenia w dalszej działalności. Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz i możliwość zrecenzowania tej pasjonującej oraz przyciągającej powieści. Czytelników natomiast proszę o zostawienie swojej opinii w komentarzu poniżej, której już nie mogę się już doczekać! <3