Insta


wtorek, 16 sierpnia 2022

„Idealna" - H.C. Warner

17:00:00 0 Comments

 Czy istnieje miłość od pierwszego wejrzenia? On, nieco zagubiony i zraniony i ona - dziewczyna idealna. Wszystko wskazuje na to, że stworzą związek idealny. Niestety po ślubie wszystko się zmienia a urocza i niewinna Bella pokazuje pazurki niczym drapieżny kot. Jak potoczą się losy tej dwójki i czy Bella rzeczywiście okaże się tym, za kogo się podawała? Trzymajcie się mocno bo ta relacja będzie jak prawdziwy rollercoster...

 


 
Nr. recenzji: 677
 
Tytuł: „Idealna"
Autor: H.C. Warner 
Tłumacz: Robert Waliś 
Liczba stron: 384
Data polskiego wydania: 13 lipca 2022
Wydawnictwo: Albatros
W moim odczuciu: 9/10

 
Ben nie może pogodzić się z odejściem najlepszej przyjaciółki i długoletniej partnerki, której zamierzał się wkrótce oświadczyć. Jej odejście pozostawia trwały ślad nie tylko w życiu Bena, ale także członków jego rodziny i przyjaciół, przez których dziewczyna była uwielbiana. Najlepszy przyjaciel Bena Matt martwi się o chłopaka i pewnego popołudnia zaraz po pracy wyciąga go na drinka. Męskie wyjście ma być pretekstem do rozmowy i oderwania się od codziennych problemów. Spotkanie to przeradza się jednak w coś zupełnie innego, co na zawsze odmieni świat Bena. Popijając drinka chłopak nawiązuje kontakt wzrokowy z dziewczyną siedzącą nieopodal. Dziewczyna to istny cud i co więcej, patrzy na Bena z takim samym zaciekawieniem jak on na nią. Nawiązuje się pomiędzy nimi dialog i wszystko wskazuje na to, że oboje są dla siebie stworzeni. Dalszy rozwój zdarzeń pokazuje jednak, że Bella pomimo swojej anielskiej urody skrywa także mroczne oblicze.

Bella to dziewczyna idealna - wysoka, zgrabna i zabójczo piękna. Od pierwszego spotkania Ben czuje się tak, jakby złapał Pana Boga za nogi. Nie zastanawia się długo nawet wtedy, kiedy dziewczyna po kilku spotkaniach proponuje ślub i wspólne mieszkanie. Wizja idealnego życia u boku idealnej dziewczyny pęka jednak jak mydlana bańka i życie mężczyzny zamienia się w prawdziwy koszmar rodem z najgorszego horroru. Bella z dnia na dzień robi się coraz bardziej zaborcza i nieznośna a codzienne awantury traktuje jak coś najzupełniej w świecie normalnego. Najboleśniejsze dla Bena staje się jednak ograniczenie jego kontaktów z rodziną i przyjaciółmi, których zawsze stawiał na pierwszym miejscu. Sytuacja z dnia na dzień się pogarsza a Ben traci już jakąkolwiek nadzieję na szczęśliwe pożycie. Dlaczego Bella z uroczej i słodkiej dziewczyny staje się wilkiem w owczej skórze? Co kryje się za jej zachowaniem i czy prawda okaże się dla Bena zrozumiała? 
 
Niech nie zwiedzie Was urocza okładka i intrygujący tytuł powieści. Idealna to słodko-gorzki thriller, który wprawi Was w osłupienie. Autorka przedstawiła bardzo ciekawą narrację. W pierwszej kolejności poznajemy historię Bena z jego perspektywy po czym te same wydarzenia poznajemy z perspektywy Belli. Dalsza część powieści to przeplatanka historii widzianej oczami byłej dziewczyny Bena czy chociażby jego matki. Zabieg ten pozwoli czytelnikowi na zrozumienie motywów, które kierowały głównymi postaciami co bardzo mi się podobało. Na uwadze mam szczególnie postać Belli, która karta po karcie odkrywa przed Nami swoją gorzką przeszłość i jeszcze mroczniejszą teraźniejszość. Autorka z lekkością opisuje kolejne wydarzenia, które doprowadzają do ostatecznego rozrachunku pomiędzy bohaterami. 

Pomimo sporej ilości stron powieść czyta się zaskakująco szybko. Nieprzerysowane dialogi są czytelne i spójne. Autorka w przyjemny sposób dawkuje Nam emocje, które sięgają zenitu dopiero w ostatnich rozdziałach powieści. Uknuta przez główną bohaterkę intryga daje do myślenia, że nie tylko mężczyzna może być oprawcą. Na pozór niewinna i urocza kobieta taka jak Bella może zawładnąć życiem drugiej osoby i wywrócić je do góry nogami. Motyw zemsty, która kierowała główną bohaterką, ukazuje jak daleko człowiek jest w stanie się posunąć, by do końca wypełnić swój diaboliczny plan. Uwikłany w całym tym dramacie Ben bezskutecznie szuka jakiejkolwiek deski ratunku. Tym samym autorka świetnie uchwyciła zmiany, które zachodziły w głównym bohaterze. Na pochwałę zasługuje również sposób w jaki autorka do samego końca powieści utrzymuje Nas w niepewności co do dalszych losów Bena i Belli. 

Idealna to idealny thriller, który na długo zapadnie w Waszej pamięci. Poznając piękną i zadziorną Bellę zdziwicie się, co ta dziewczyna ukrywa przed światem. Dawno nie czytałam tak intrygującej historii, od której nie sposób się oderwać. Z wielką chęcią sięgnę po kolejne tytuły autorki.

 

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

"Złap mnie" – Lisa Gardner

09:59:00 0 Comments

 Ludzie się zmieniają przez całe życie – nie mamy na to wpływu. Być może wydarzyło się coś, co w końcu ich złamało. Może spełniły się ich największe obawy. Może zrobili się bardziej samolubni, rozgoryczeni lub nabuzowani gniewem. Wielkie być może. W większości przypadkach o naszych czynach, podejściu do życia lub uosobieniu decyduje wychowanie. Motyw ten podejmuje Lisa Gardner w swojej najnowszej powieści pt. "Złap mnie".




Nr recenzji: 666
Tytuł: "Złap mnie"
Autor: Lisa Gardner
Data polskiego wydania: 27 lipca, 2022
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 480
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 9/10







Przyszła ofiara wybierająca osobę, która będzie prowadziła śledztwo w sprawie jej zabójstwa... Brzmi jak z horroru i detektyw D.D. Warren rzeczywiście czuje dreszcze, kiedy w pobliżu jednego z miejsc zbrodni pojawia się młoda kobieta Charlie Grant, z niezwykłą prośbą. Twierdzi, że za cztery dni, kiedy przypada pierwsza i druga rocznica śmierci jej dwóch przyjaciółek, ona też zostanie zamordowana. Będzie się oczywiście bronić, ale na wypadek gdyby się jej nie udało, chce ułatwić dochodzenie D.D. Warren, którą uważa za najlepszą śledczą w bostońskiej policji. Choć D.D. Warren początkowo wątpi w słuszność tej teorii, sprawdza informację i potwierdza, że przed rokiem i dwoma laty, dokładnie 21 stycznia, zabito dwie kobiety, które dzieliło prawie dwa tysiące kilometrów. Nic nie łączy tych zbrodni... poza tym, że obie zamordowane były przyjaciółkami Charlie.

Musiało się kiedyś tak stać, że wystawiłam książce Lisy Gardner niższą ocenę niż 10. Cóż, nie oznacza to jednak, że kolejny tom z serii z detektyw D.D. Warren nie zaafektował czytelnika w całości..
O stylu pisania autorki chyba nie muszę pisać po raz setny, ponieważ wszyscy już wiemy, że jest on bezkonkurencyjny. Autorka jak zwykle znalazła granicę pomiędzy utrzymaniem zainteresowania a długimi opisami. Bohaterowie to w większości wykreowane silne oraz niepowtarzalne portrety kobiet, które są dynamiczne, zdecydowane i wiedzą czego chcą (wiele razy to pisałam, ale powtórzę jeszcze raz: kocham detektyw D.D. Warren i jej sarkastyczne poczucie humoru).
Podoba mi się, że fabuła każdej kolejnej powieści się zmienia, ale zamysł i urzekający warsztat autorki pozostają takie same. Ponownie mam wrażenie, że Gardner przekazała nam mnóstwo wartości na temat człowieka, traum i jego toksycznych zachowań. Nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, jak wiele rzeczy można poruszyć w zwykłej, przyprawiającej o dreszcze sprawie. Kreatywność to dosłownie synonim Lisy Gardner.
Zamysł na fabułę, cóż.. Jak przeczytałam opis książki, dosłownie rozsadzało mnie wewnętrznie, żeby jak najszybciej sięgnąć po powyższą pozycję. Ta tajemnicza, niepokojąca otoczka z dodatkiem dreszczy.. coś niesamowitego!

Akcja jednak nie do końca spełniła swoją dotychczasową funkcję. Miałam wrażenie, że w tej powieści ciągnie się niesamowicie długo i choć tekst spod pióra Gardner mogłabym czytać w nieskończoność, wydaję mi się, że autorka niepotrzebnie przedłużała moment 21 stycznia. Zakończenie całej sprawy okazało się dość przewidywalne, lecz nadal przerażające. Tak czy inaczej, brakowało mi tego jednego plot twistu, który dla czytelnika jest jak policzek (może to przez to, że za każdym razem usilnie staram się rozgryźć autorkę i w końcu mi się to udało).
Warto jeszcze wspomnieć o wewnętrznej przemianie detektyw D.D. Warren. Dosłownie łezka się w oku kręci, gdy okazuje się, jak potoczyły się sprawy z Alexem. Gdy czytałam końcówkę, myślałam, że się rozkleję. W dodatku w końcu poznajemy rodziców naszej głównej bohaterki.. I trzeba przyznać, że teraz o wiele bardziej ją rozumiem.

Reasumując, książki Lisy Gardner chyba zostaną miłością mojego życia. Gardner nieustannie serwuje nam ogromną dawkę adrenaliny i emocjonującą fabułę, która w dodatku ma swoje merytoryczne zastosowanie. Chyba nigdy nie wyjdę z podziwu dla autorki, bo przecież ile perfekcyjnych książek można napisać?

czwartek, 11 sierpnia 2022

"Nie ma tego złego" - Lauren Weisberger

00:00:00 0 Comments

Kiedy przestaniesz patrzeć na świat jak na miejsce, któremu jesteś coś winna, i zaczniesz uważać, że to on ma dług wobec ciebie?



Tytuł: Nie ma tego złego


Autor: Lauren Weisberger


Liczba stron: 432


Data wydania: 27.07.2022


Wydawnictwo: Albatros


Moja ocena: 4/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka





W spokojnym miasteczku Greenwich, wiele zmieni się, gdy tajemnice senatora wyjdą na jaw a jego żona Karolina Hartwell, zostanie zatrzymana za jazdę pod wpływem alkoholu. W walce o syna i dobre imię będzie towarzyszyć jej Miriam Kagan, która oprócz roli przyjaciółki zostanie również jej adwokatem. Choć sama Miriam nie ma łatwo z mężem, którego zaczyna podejrzewać o zdradę i opieką nad dziećmi, zrobi wszystko, by pomóc przyjaciółce. W tym wszystkim brakuje tylko Emily Charlton dawnej asystentki Mirandy Priestly, a aktualnie konsultantki do spraw wizerunku celebrytów. Gdy straci paru klientów, postanowi wykorzystać swoje umiejętności i przedłużyć swoją wizytę w Greenwich. Czy Karolina odzyska Harry’ego? Czy Paul naprawdę zdradza Karolinę? I najważniejsze kim jest tajemniczy A?



Emocje są ważniejsze niż fakty! Ludzi obchodzi to, jakie wzbudzasz w nich uczucia


Nowa powieść Lauren Weisberger autorki np. „Diabeł ubiera się u Prady” czy „W pogoni za Harrym Winstonem”. Czy powtórzy zachwyt, jakie wywołały inne książki autorki? Mała czarna czy jednak coś słabszego? 



"Nie ma tego złego” to opowieść, której nie brakuje dobrego stylu pisania i lekkości, z jaką czytelnik może zapoznać się z historią trzech silnych kobiet, pomimo tego książka nie zrobiła na mnie wrażenia. Była nijaka i z trudem brnęłam przez fabułę, która dla mnie była nieciekawa i nużąca. Wiele wątków było zbyt banalnych, które w całości dość prostego zarysu całej fabuły, nikną i stają się niedostrzegalne w grupie innych równie nijakich wątków.

Jeśli chodzi o bohaterki mamy tutaj 3 silne kobiety, które różnią się charakterami. Karolina Hartwell sprawia wrażenie bardzo kruchej i delikatnej, jej przyszłość nie jest jasna i ciężka do określenia, jeśli chodzi o to, w jakim kierunku ona pójdzie. Mimo ataków, jakie kieruje na nią mąż, ona określa granicę pogrążenia go i nie wyjawia faktu, który by go zniszczył.  Jeśli chodzi o relację z Harrym widać, że to iż nie jest jej biologicznym synem, nie przeszkadza jej w traktowaniu go, jakby był, a na dodatek on sam traktuje ją jak biologiczną matkę. Miriam Kagan lubi szperać, zwłaszcza jeśli chodzi o pomoc przyjaciółce, choć nie posuwa się ona do radykalnych środków, działa ona równie skutecznie co Emily Charton, a skoro już przy niej jesteśmy, przejdźmy do niej. Spośród tej trójki jest ona bohaterką, którą najbardziej polubiłam, widać w niej wolę walki i chęć pomocy. W rozwiązanie historii Karoliny i senatora jest mocno zaangażowana i z chęcią sięgnęłaby po silne środki, choć nie robi nic wbrew woli Karoliny. Podsumowując, uważam „Nie ma tego złego” autorstwa Lauren Weisberger za książkę, która ma swoje mocne i słabe strony, przypadające mniej lub bardziej do gustu czytelnikom. Wierzę, że znajdzie się grono osób, dla których będzie to naprawdę dobra książka, lecz dla mnie jest ona po prostu średnia. Przez prawie całość historii mamy jeden główny wątek, który w jakiś sposób dotyczy głównych bohaterek, dopiero pod koniec na rozdział lub dwa pojawia się kolejny, który jest przeze mnie najbardziej znienawidzonym wątkiem, zwłaszcza że jest on tutaj całkowicie zbędny i bez racjonalnego wytłumaczenia. 
Wydawnictwu Albatros dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika


niedziela, 7 sierpnia 2022

„Lepiej niż w filmach" Lynn Painter

22:38:00 0 Comments

 Nadal trwamy w sezonie urlopowym, a książki idealne na wakacje pojawią się na naszych social mediach. Trwając w tym mam dla was do przedstawienia i polecenia książkę młodzieżową, z romansem, która idealnie sprawdzi się w tym wakacyjnym jeszcze czasie.


Nr. recenzji:
674

Tytuł: „Lepiej niż w filmach"

Autor: Lynn Painter

Tłumacz: Monika Wiśniewska

Liczba stron: 368

Data polskiego wydania: 27 lipca 2022

Wydawnictwo: Young

W moim odczuciu: 7,5/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska


Liz od małego zapałała miłością do komedii romantycznych i szczęśliwych zakończeń. Ta młoda romantyczka od dawna zakochana jest w Michaelu, serca zaczyna mocniej bić, gdy chłopak wraca do miasta. Nie chce być już dla niego słodką małą Liz. Dziewczyna zrobi wiele, aby ten ją zauważy, nawet zaprzyjaźni się z Wesem, sąsiadem i wrogiem z dzieciństwa. Nastolatkowie cały czas walczą o miejsce postojowe, a z jakiegoś powodu z czasem zaczynają się dogadywać, wspólne interesy mogą nieraz połączyć ludzi.

Aktualnie dla mnie jest to czas pełen zawirowań zmian i pracy, dlatego w tej chwili mam ochotę sięgać po lekkie książki młodzieżowe. Myślałam, że już z nich wyrosłam, ale to lato pokazało mi, że te książki zawsze znajdą miejsce w moim serduszku, oczywiście te dobre i warte zapamiętania.

Liz jest bohaterką, która zmaga się z utratą kogoś bliskiego. Osoby, która obudziła w niej miłość do komedii romantycznych. Dziewczyna uważa, że miłość od nienawiści do miłości jest możliwa i możliwe jest również to, że wzbudzi romantyczne uczucia w Michaelu, który zapmiętał ją jako kumpele z dzieciństwa. Na tym opiera się fabuła, Liz pragnie zdobyć serce chłopaka, a w tym pomoże jej sąsiad. Bardzo prosta fabuła, która nie jest jednocześnie nudna. Cały czas coś się dzieje, impreza, szkoła. Liz ma też swoje wpadk, więc nie wszystko idzie tak, jak zostało to zaplanowane. Dziewczyna zaczyna poznawać i rozróżniać swoje uczucia do chłopaków. Jestem dla niej wyrozumiała, to ten czas kiedy popełnia się błędy i nie jest się do końca świadomym własnych uczuć i potrzeb, często kocha się całym sobą. W tym okresie ważna jest obecność bliskich osób, które będą wsparciem dla młodych ludzi. W powieści poruszany jest temat żałoby i radzenia sobie z nią. Podoba mi się to, że coraz częściej widzimy w powieściach ludzi, którzy radzą sobie z problemami, a tym samym dają radę i jedną z możliwości wyjścia z sytuacji, która może przydać się czytelnikowi.

Podsumowując, "Lepiej niż w filmach" to typowa książka młodzieżowa, która powiela pewne schemtay, ale robi to w sposób dobry, sprawiający rozrywkę czytelnikowi. Można się przy niej odprężyć. Założę się, że gdy będziecie ją czytać, uśmiech zagości na waszych twarzach. Urocza i przewidywalna, co nie oznacza, że zła. Świetnie sprawdza się w swoje kategorii oraz jest odpowiednia dla docelowej grupy wiekowej. Bohaterowie są wykreowani na nastolatków, którzy są realni i spokojnie można znaleźć takie osoby w swoim otoczeniu. W dodatku ta okładka, która już sama w sobie daje obraz słodkiej historii.

Znajdzecie tam więcej książek dla młodzieży


sobota, 6 sierpnia 2022

"Heaven" – Karolina Glabisz

07:30:00 0 Comments

W życiu trzeba nieustannie radzić sobie z przeciwnościami losu. Jak każdy wie, jest to szczególnie męczące. Niekiedy zaczynamy myśleć, że to nasza wina – sami sobie przecież zasłużyliśmy. Sytuacja robi się jeszcze gorsza, gdy nie mamy w nikim oparcia i ze wszystkim musimy mierzyć się indywidualnie. Cóż, może właśnie to jest coś, czego chcemy. Najnowsza powieść Karoliny Glabisz pt. "Heaven" pokazuje, że czasem nie potrzeba wiele, aby na ziemi zobaczyć niebo. Żeby stworzyć to niebo z drugą osobą i potem je dzielić..




Nr recenzji: 664
Tytuł: "Heaven"
Autor: Karolina Glabisz
Data polskiego wydania: 13 lipca, 2022
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 320
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 7/10






Ostatni rok w życiu Aimee nie należał do najłatwiejszych. Dziewczyna straciła ukochaną matkę i wpadła w nieodpowiednie towarzystwo, co ściągnęło na nią lawinę kłopotów. Przymusowy wyjazd na wakacje do ciotki mieszkającej w niewielkiej kanadyjskiej miejscowości ma być dla niej lekcją pokory. Czy to miejsce – jawiące się w jej wyobraźni jako odludne i przeraźliwie nijakie – stanie się jej czyśćcem, niebem czy piekłem? Nowo poznani przyjaciele oraz pewien młody, utalentowany chłopak odmienią jej spojrzenie na świat, ale przeszłość powróci do Aimee niczym bumerang i ponownie namiesza w jej życiu. Jedno jest pewne: to lato w Pickering wcale nie będzie spokojne...

Książka wywołuje sprzeczne emocje. Z jednej strony nie mogłam oderwać się od czytania tej słodkiej powieści (co prawda nawiązującej do religii i boskiej ingerencji jako "Bóg tak chciał" lub "to zasługa Boga") i nietypowej relacji między głównymi bohaterami. Z drugiej, miałam wrażenie, że całość jest troszeczkę odklejona od rzeczywistości i w pewnym momencie autorka zwyczajnie popłynęła.. Ale o tym później.
Powieść została naprawdę lekko napisana. Powyższą pozycję czyta się bardzo szybko – Glabisz pozbawiła nas długich i żmudnych opisów nic niewnoszących do fabuły. Na spokojnie można skończyć ją w jeden wieczór, zajadając się ciasteczkami.
Bohaterowie również zostali umiejętnie wykreowani. Nie są niewolnikami jednego, powtarzającego się schematu (co niestety bardzo często się zdarza), lecz mają odmienne charaktery i solidny światopogląd, który według naszego uznania sprawia, że darzymy ich (lub nie) sympatią. Choć nie zaprzeczam, że Simon wydawał się wzorowany na Shawnie Mendesie.

Co zatem poszło nie tak? Nie zaprzeczam, że powieść miała ogromny potencjał, żeby zachwycić nawet najbardziej wymagającego czytelnika. Zaczęło się oryginalnie – główna bohaterka nie jest ucieleśnieniem perfekcji i popełnia błędy (nawet te najbardziej bezmyślne!). Jej życie wymknęło się spod kontroli, w dodatku ból po stracie matki.. Jednak to, co dostajemy później, sprawia, że cały ten potencjał znika.
Nie rozumiem, dlaczego autorka tak bardzo starała się, by wybielić Aimee – książka kończy się w beznadziejny sposób. Niby bohaterka przechodzi wewnętrzną przemianę na lepsze, ale teoretycznie wcale nie musiała jej przechodzić. No i ta końcówka.. Zdaje się, że pisana była na kolanie.
Kwestia religii to zupełnie odrębny temat. Podobała mi się ta cała otoczka z chórem kościelnym i spotkaniami z ludźmi, którzy dużo przeszli, ale co za dużo to nie zdrowo. Podkreślanie, że zmiana otoczenia, manipulującego środowiska i pozbieranie się po stracie to zasługa bóstwa jest mocno naciągane.

Reasumując, nie mam pojęcia, co się stało i dlaczego autorka w połowie tak sobie odpuściła. Być może wam książka spodoba się w całości, więc się nie zrażajcie. Pomimo elementów, które zwyczajnie nie podeszły mi do gustu, powyższa powieść to naprawdę dobra lektura z charakterem moralizatorskim.