wtorek, 29 czerwca 2021

"Zaginiona siostra"

17:14:00 0 Comments



Nr recenzji: 439

tytuł : "Zaginiona siostra"

autor: Lucinda Riley

liczba stron: 667

data polskiego wydania : 2 czerwca 2021 r.

wydawnictwo: Albatros






Na początek mały spojler – „Zaginiona siostra” to zdecydowanie najsmutniejsza część cyklu Lucindy Riley i chyba nie musze nikomu tłumaczyć dlaczego.

 

Maja, Ally, Star, CeCe, Tiggy, Elektra. Historie tych sześciu bohaterek, które zaczerpnęły swoje imiona od mitycznych Plejad już znamy. Nierozwikłana pozostaje natomiast historia ostatniej z nich – tej która miała być ucieleśnieniem Merope. Okazuje się jednak, że sam fakt, że siostra nie została odnaleziona nie przesądza od razu o tym, że nie istnieje. Georg, prawnik Pa Salta, ojca sióstr, przekazuje im bowiem wskazówki na które natrafił, a które mają zaprowadzić prosto do Merope. Sprawa nie jest jednak tak łatwa jak mogłoby się wydawać, bo siostry samodzielnie musza wyruszyć w szaloną podróż, żeby ostatecznie odkryć kto jest ich zaginiona siostrą. Kiedy już wydaje się, że wszystkie elementy pasują do układanki, życie po raz kolejny je zaskakuje.


W „Zaginionej siostrze” odnajdujemy to, co wszyscy kochamy w twórczości Lucindy Riley. Niebanalna historia, łącząca w sobie wydarzenia z przełomu kilku wieków, ukazanie jak wielki wpływ na nasze losy mają nasi przodkowie, sympatyczni bohaterowie, którzy pełni są ludzkich słabości i rozterek, duża doza realizmu…. Wszystko to składa się na historię, która zapada w pamięć. W przypadku tego tomu sagi należy także położyć nacisk na świetnie ukazane aspekty historyczne. Autorka, która wywodziła się z Irlandii pokazała prawdziwą historie tego kraju, jego walki o niepodległość – krwawej i burzliwej, o której z pewnością niewiele osób zdawało sobie sprawę. Dobrze było znowu spotkać się z wszystkimi siostrami, bo o ile dotychczasowe tomu skupiały się indywidualnie na każdej z nich, o tyle w tej, każda z nich ma swój udział, każda aktywnie włącza się w działania mające na celu odszukanie siódmej z nich. I każda robi to w charakterystyczny dla siebie sposób. Jedynym mankamentem jakiego można się doszukać jest to, że książka zdecydowanie należy do tych grubszych tomów i momentami odnosi się wrażenie, że możliwe byłoby prostsze ukształtowanie akcji, ominięcie niektórych komplikacji. Z drugiej jednak strony, czytelnik zdaje sobie sprawę z tego, że celem takiego prowadzenia narracji nie było ułatwianie czegokolwiek. „Zaginiona siostra’ to pozycja na którą wszyscy fani Sagi o siedmiu siostrach czekali z utęsknieniem i jakakolwiek inna metoda opowiadania historii Merope byłaby rozczarowaniem. Na szczęście Lucinda Riley z mistrzowskim wręcz wyczuciem wyważyła kiedy można ujawnić więcej, a kiedy mniej, tak aby przez cały czas trzymać czytelnika w napięciu, nie pozwolić mu się nudzić, a w konsekwencji – wielokrotnie przysłowiowo „wodzić go za nos”. Kończąc dodam jeszcze, że dzięki stosowanej pierwszoosobowej narracji nikt z czytelników nie jest mądrzejszy od sióstr i to jest w tej książce piękne.


„Zaginiona siostra” to piękne zwieńczenie sagi o siedmiu siostrach. Jestem głęboko przekonana, że wraz z każdym kolejnym tomem oraz historiami kolejnych bohaterek mieliśmy okazję dojrzeć, spojrzeć nieco inaczej na rzeczywistość, a może nawet zapragnąć poszukać swoich korzeni i sprawdzić kim byli i skąd wywodzili się nasi przodkowie. I pomimo iż wiele wątków pozostało niewyjaśnionych i ma się spory niedosyt, być może tak właśnie jest lepiej. Czasami bowiem lepiej jest pozostawić pewne rzeczy niedokończone, tak aby każdy z czytelników mógł samodzielnie spróbować dopowiedzieć sobie brakujące fakty, przy wykorzystaniu swojej własnej wyobraźni, która dzięki Lucindzie Riley zdecydowanie miała szansę się rozwinąć. 

piątek, 25 czerwca 2021

"Za każdą cenę" - Robert Dugoni

16:14:00 0 Comments

 

Zazdrość, rozczarowanie, niespełniona miłość, pieniądze to tylko niektóre powody, dla których ktoś jest w stanie odebrać drugiej osobie życie …. . A jak jest w przypadku książki „Za każdą cenę”? Dwa zupełnie inne morderstwa oraz motywy, czy są ze sobą powiązane? Czy rozwikłanie jednej zagadki doprowadzi do rozwikłania drugiej?


                       


                                                               Tytuł: "Za każdą cenę"

                                                                   Autor: Robert Dugoni

                                                                 Wydawnictwo: Albatros

                                                             Data wydania: 2.06.2021

                                                                       Liczba stron: 446

                                                                             Ocena: 8/10






Książkę polubiłam już za samą okładkę, jest prosta, wyrazista, w żywych kolorach, przyjemna dla oka czcionka oraz papier też są na plus. Świetnie skonstruowana wielopoziomowa fabuła, wątki zazębiają się ze sobą i z kilku różnych historii klaruje się całość. Książka zawiera wszystko, co moim zdaniem powinien zawierać dobry thriller - morderstwo, śledztwo, niespodziewane zwroty akcji oraz zaskakujące zakończenie. Autor nie skupia się na samych zbrodniach, nie jest to książka, opisująca sam akt, w dużej mierze to wewnętrzne rozterki bohaterów i ich czyny, czasem niezrozumiałe dla czytelnika.

 

Główną bohaterką jest Tracy Crosswhite, doświadczona detektyw z wydziału zabójstw, ciesząca się uznaniem i sympatią wśród swoich współpracowników. Rozumiem to, ponieważ sama bardzo ją polubiłam, jest konkretną babką, która z zawziętością dąży do rozwikłania śledztwa. W książce poznajemy ją w momencie, kiedy zostaje wezwana na miejsce zbrodni. Ciało młodej, pięknej dziewczyny porzucone w lesie, wstrząsa samą detektyw jak i jej współpracownikami.

Rozpoczyna się śledztwo. Na pierwszy rzut oka, Kavita była przeciętną, młodą kobietą, uczyła się, pracowała i jak każdy w jej w wieku snuła plany na przyszłość. Drążąc głębiej na powierzchnię wyłania się inny obraz dziewczyn, , problemy finansowe, skomplikowane związki, a także odrzucenie przez konserwatywną rodzinę, która zgodnie z tradycjami inaczej widziała życie córki. Równolegle w czasie, w centrum miasta zostaje zastrzelona młoda kobieta, matka i aktywistka, głośno wyrażająca sprzeciw  grupie gangsterów działających w mieście.  Te dwie zbrodnie dotykają Tracy, może dlatego że sama jest w ciąży i czuje jak ogromny ból sprawia utrata dziecka. Ponadto wizja macierzyństwa, utrata pozycji w życiu zawodowym i ambitna śledcza, która ma zastąpić Tracy jeszcze bardziej motywują Tracy do rozwikłania zagadki.

 

Styl autora bardzo przypadł mi do gustu, pisze prostym, przystępnym językiem, co w żaden sposób nie obniża wartości tekstu. Historia jest ciekawa, spokojnie można by osadzić ją w rzeczywistości, co bardzo cenię. Fabuła jest spójna, nie zaśmiecona zbędnymi opisami i wątkami pobocznymi. Postacie, z główną bohaterką na czele to świetnie skrojone charaktery, mają indywidualne cechy i zachowania, konsekwentnie zachowane przez całą książkę. Plusem są też naturalne dialogi, bez zbędnego przerysowania, co sprawia że książka jest jeszcze bardziej prawdziwa.

 

To pierwsza książka tego autora, którą czytałam i chociaż jest szóstą częścią o życiu detektyw Crosswrite to w żaden sposób nie wpływa na fabułę.  Autor nie „wspomina” o śledztwach z poprzednich części, dzięki czemu śmiało mogę przeczytać je teraz. Co zrobię niezwłocznie i z ogromną chęcią. Polecam każdemu, kto lubi ten rodzaj literatury, nie zawiedzie, a wręcz będzie świetną rozrywką i przyjemnie spędzonym czasem. Bardzo dziękuję wydawnictwu za egzemplarz książki.

 

 

czwartek, 24 czerwca 2021

"Obudź mnie zanim umrę" – Aleksandra Jonasz

08:00:00 0 Comments

Kolejny z kolei już thriller psychologiczny, w którym główna bohaterka zmaga się z depresją i popada w pierwszą fazę alkoholizmu, ale jako jedyna, jest bliska rozwiązania przełomowej dla społeczności sprawy. Mimo że ten powielany schemat, znany już wszystkim, od razu rzuca się w oczy, nie mogę stwierdzić, że książka była beznadziejna. Muszę przyznać, iż urzekła mnie swoją prostotą. Była krótka, co prawdopodobnie było celowym zabiegiem autorki, by pozostawić w nas dręczący niedosyt i zmusić nas do natychmiastowego sięgnięcia po drugą część, bo takowa na szczęście istnieje. Tak czy siak, udało się jej, a ja konstruktywną krytyką, pozwolę sobie, zachęcić was do przeczytania tej niesamowitej powieści, by ten wywołujący ciarki na ciele thriller nie został przez was na zawsze stracony. Zapraszam więc do wykreowanego przez Aleksandrę Jonasz świata w książce pt. "Obudź mnie zanim umrę".



Nr recenzji: 432
Tytuł: "Obudź mnie zanim umrę"
Autor: Aleksandra Jonasz
Data polskiego wydania: 1 stycznia, 2018
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 164
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 7/10

Seria bestialskich zbrodni wstrząsa opinią publiczną w Chicago. Pojawia się zagadkowy morderca, który myje, ubiera oraz perfumuje swoje ofiary, a następnie porzuca je w przypadkowych miejscach. Młoda detektyw Rosalie Evans spędza bezsenne noce na próbie rozwiązania zagadki, analizując każdą najdrobniejszą poszlakę. Kim jest morderca i czy ofiary są ze sobą w jakiś sposób powiązane? Poranki w samochodzie z mocną kawą, ściana zapełniona fotografiami ofiar, butelki po antydepresantach i szklanki z wódką, wkrótce stają się jej codziennością. Prawdziwy koszmar rozpoczyna się, jednak gdy kobieta zdaje sobie sprawę, iż krwawe wizje w jej umyśle stają się nieuniknioną rzeczywistością. Rozsiądźcie się wygodnie i przygotujcie się na krwiste morderstwa trzeciego stopnia.

Początkowo nie mogłam się w ogóle zabrać do przeczytania tej książki. Być może to przez te letnie oraz upalne dni, w których nic się nie chce, może przez drobny zastój czytelniczy, spowodowany zbyt częstym sięganiem po tandetne kryminały, albo po prostu przez prolog i początek pierwszego rozdziału, w którym główna bohaterka na prochach żyje w wyimaginowanej rzeczywistości. Chcąc czy nie, musiałam się przełamać, by wyrazić swoją uzasadnioną opinię. Nie żałuję ani trochę, gdyż w przeciwnym razie ominąłby mnie kolejny, powodujący nagły przypływ adrenaliny dreszczowiec.

Z czasem, gdy fabuła się bardziej rozkręca, autorka coraz bardziej wciąga nas w niebezpieczny i nieobliczalny świat, który tworzy spójną całość z wykreowanym przez nią tłem psychologicznym. Gęsia skórka na ciele nie znika nawet na moment, a tajemnicze zachowanie bohaterów z krwi i kości dodaje tylko pikanterii. Autorka zdecydowanie mogłaby odpuścić sobie te przekleństwa co drugi wyraz. Fakt, akcentuje to moc niektórych wyrażeń, ale równie dobrze, jest mnóstwo innych sposób na dosadne ukazanie uczuć głównych bohaterów.

Te niekonwencjonalne zbrodnie i ich dokładny opis, sprawiły, że moje ręce trzymające książkę zrobiły się wiotkie, a mnie samej zebrało się na wymioty, aczkolwiek przynajmniej autorka wpadła na coś oryginalnego. Nie liczcie niestety na wyjaśnienie wszystkiego w jednej powieści. Aleksandra Jonasz zostawiła nas z pytaniami bez odpowiedzi, w samym kulminacyjnym punkcie. Jeśli chodzi o długość powieści, muszę autorce szczerze pogratulować. Nie znużyła nas tą historią, sprawiła, że chcemy sięgnąć po więcej. To tak jakby podali wam pyszną przystawkę przed głównym daniem.

Podsumowując, cała książka pozytywnie mnie zaskoczyła. Widząc jej grubość wraz z polskim nazwiskiem, początkowo uznałam ją za nieśmieszny żart, ale gdy przeczytałam całość, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że Aleksandra Jonasz dorównuje nawet B.A. Paris. Nie wiedziałam, że można napisać tak dobrą książkę, wykorzystując tylko 160 stron. Zdecydowanie przewyższa te wszystkie cegły z rozciągającą i przedłużającą się akcją. W tym przypadku została ona osadzona idealnie. Gdy tylko znajdę chwilę, rzucę się od razu na drugi tom, który już dumnie stoi na mojej półce i radzę wam zrobić to samo. Polecam zamówić od razu obydwie części.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za kolejną niesamowitą powieść z dreszczykiem emocji, autorce życzę dalszych sukcesów i weny twórczej, a czytelników spragnionych czytelniczych perełek, tak jak zawsze proszę o krótki komentarz poniżej, uwzględniający wasze przemyślenia dotyczące tej powieści czy też recenzji.

piątek, 18 czerwca 2021

"Wyleczeni" Alicja Horn

09:23:00 0 Comments

 

Czy istnieją zbrodnie, które możemy usprawiedliwić? Czy zabicie złego człowieka, także jest złe? Czy może zabijając udaremnimy zło, które szerzy? Czy zamordowanie mordercy robi z nas morderców? To wiele pytań, które nasuwają się po przeczytaniu książki „Wyleczeni” Alicji Horn.

 


                    Tytuł: "Wyleczeni"

                   Autor: Alicja Horn

              Data wydania: 29.06.2021

             Wydawnictwo: Zysk i S-ka

          Autor Recenzji: Anna Wilhelmi

                          Ocena: 7/10





Główną bohaterką książki jest Marta, młoda, atrakcyjna lekarka zmagająca się z duchami przeszłości, co cieniem kładzie się na jej życiu doczesnym. Rozwód, trudni pacjenci, bezkompromisowy przełożony i niekończące się  problemy w służbie zdrowia to jej codzienność. A kiedy do tego wszystkiego,  znienawidzony przez personel szef zostaje brutalnie zamordowany, podejrzenie pada na cały personel. W tym samym czasie do Marty, jak bumerang powraca przeszłość, niewyjaśnione morderstwo jej rodziców to już nie tylko nocne koszmary, ale najprawdziwsza rzeczywistość.  Przystojny komisarz prowadzący śledztwo, jeszcze bardziej komplikuje życie Marty, z jednej strony jest spragniona uczuć, z drugiej jednak nie chce ponownie się rozczarować i znowu cierpieć. Całej znajomości nie sprzyja także działalność „Bestii z Mokotowa”, mordercy młodych dziewczyn, w śledztwo którego zamieszany jest policjant.

 

Książkę czyta się szybko, przystępny język oraz krótkie rozdziały tym bardziej temu sprzyjają. Nie lubię w książkach rażąco śnieżnobiałego papieru, a taki właśnie tu jest. Okładka również nie przypadła mi do gustu, zbyt dosadna wręcz tandetna. Umieszczone na niej krople krwi, niejako sugerują, że książka ociekać będzie brutalnością, a opisy makabrycznych zbrodni będą czyhać na czytelnika z każdej strony. Nic bardziej mylnego. Książka jest przewidywalna, brak w niej elementów zaskoczenia, zwrotów akcji, a co najważniejsze brakuje mi stanu napięcia i niepokoju, kiedy czytam o kolejnym morderstwie. Nie zaliczyłabym jej ani do thrillera ani powieści kryminalnej, osobiście odebrałam ją jaka obyczaj, opisujący życie młodej lekarki, gdzie tłem są popełniane „gdzieś” zbrodnie.

 

Autorka porusza w książce zagadnienia dobra i zła, rozważania o sprawiedliwości, o postepowaniu zgodnie z prawem, co często jest niesprawiedliwe i nieadekwatne do popełnionych zbrodni. Nie rozlicza czynów swoich bohaterów, zostawia to nam, czytelnikom.

 

Polubiłam główną bohaterkę, jej cięty język i twardy charakter, sposób w jaki podchodzi do życia i otaczających ją osób. Jest pewną siebie, odważną kobietą, w wielu sytuacjach zaimponowała mi swoją stanowczością. Pozostałe postacie także zasługują na uznanie, autorka z łatwością kreuje ich charaktery i osobowości, są prawdziwi, z krwi i kości. Ogromnym plusem są także dialogi, miejscami z odrobiną humoru i sarkazmu.

 

Książka jest bardzo przyzwoita, polubiłam styl i język autorki, historia także jest ciekawa, może zabrakło mi pewnych motywów, ale taki był zamysł autorki. Wolę bardziej krwawe kryminały z w większym stopniu rozwiniętym motywem śledztwa, ale to moje subiektywne odczucie. Szczerze polecam, ja sięgnę po inne pozycje.

"Jeszcze mnie widzisz" – Chris McGeorge

08:00:00 0 Comments

Jeśli chodzi o kryminały czy thrillery, pewnie wiecie, że z czasem ciężko jest znaleźć coś wyróżniającego się na tle pozostałych, przeciętnych powieści. Coś, co nas przyciągnie niczym magnes i poprowadzi przez całą oryginalną fabułę. Gdy już znamy ten oklepany, przerabiany i nieoryginalny schemat, książki te, tracą swoją magiczną aurę i przestają powodować ten, dosyć potrzebny dreszczyk emocji. Jednak zamiast tego, często jesteśmy skazani na przewidywalność. Jeśli szukacie czegoś kreatywnego, czegoś, czego jeszcze nie było, czegoś odpowiedniego na letni, pogodny wieczór to dobrze trafiliście. Pozwólcie mi zatem poprowadzić was do klaustrofobicznego, niebywałego i emocjonującego świata wykreowanego przez Chrisa McGeorge'a w jego najnowszej powieści pt. "Jeszcze mnie widzisz".

Nr recenzji: 430
Tytuł: "Jeszcze mnie widzisz"
Autor: Chris McGeorge 
Data polskiego wydania: 19 maja, 2021
Wydawnictwo: Insignis 
Liczba stron: 358
Autor recenzji: Julianna Kucner 
W moim odczuciu: 9/10





Pewnego lata sześciu studentów wpłynęło do najdłuższego kanału w Anglii, czyli Standedge, który stał się jedną z głównych atrakcji turystycznych w miejscowości Marsden. Teraz to także miejsce zbrodni. W niewyjaśniony i tajemniczy sposób z kanału wypływa, dwie i pół godziny później, Matthew, jako jedyny ocalony. Jak później zeznaje, okazuje się, że stracił przytomność i nie pamięta, co dokładnie zaszło. Policja stanowczo podejrzewa, że zabił swoich przyjaciół, ukrył ich ciała, a następnie przeniósł w nieznane, nieodnalezione dotąd przez służby miejsce. Jednakże bohater nieugięcie, siedząc w ciasnej celi, utrzymuje fakt, iż jest niewinny.
W tym samym czasie kilkadziesiąt kilometrów od feralnego miejsca nietuzinkowy pisarz Robert Ferringham opłakuje swoją zaginioną żonę Sam, po cichu licząc na to, że kiedyś znowu ją zobaczy. Usychając z tęsknoty, otrzymuje telefon od naszego głównego podejrzanego. Twierdzi, że za uzyskanie pomocy przez Roberta w jego sprawie, poda mu informacje na temat Sam. Mając nadzieję i jednocześnie nie posiadając wyjścia, Robert decyduje się pomóc. Ale czy może zaufać Matthew? Co się stało z jego żoną? I co najważniejsze, czy Matthew faktycznie z zimną krwią zabił swoich przyjaciół, z którymi łączyła go nieprzerwana więź?

McGeorge od pierwszej strony funduje nam oryginalny i wciągający thriller, na ekscytującym, wykreowanym przez niego tle psychologicznym. Akcja w żadnym momencie nie zwalnia tempa. Autor doskonale zadbał o przerażający, powodujący gęsią skórkę klimat wśród zamkniętej społeczności w klimatycznej prowincji. Nie dajcie się jednak zwieść temu sielankowemu wizerunkowi. Bohaterowie zostali przedstawieni niesamowicie. Każdy z nich ma zupełnie inną osobowość, a ich działania potęgują tylko tą potrzebną "różność". McGeorge skłania nas do refleksji nad ludzkim postępowaniem, ludzką, mroczną naturą, zabierając nas w otchłań nieprzewidywalnego i tajemniczego człowieczego umysłu. Przy tej historii na pewno nie będziecie się nudzić, a liczne zwroty akcji wam to zagwarantują. Czcionka, trochę większa niż w przeciętnych powieściach ułatwiała nam szybkie czytanie i była przyjemna dla oka.

Podobało mi się, że autorowi aż do końca udało się utrzymać w mnie napięciu. Zakończenia się szczerze nie spodziewałam i bardzo, ale pozytywnie mnie to zaskoczyło. Miło widzieć, że nadal tworzone są kreatywne powieści, wymagające od autora ogromnego pokładu energii, porządnego Researchu oraz szczegółowego planu.

Z pozoru nierozwiązalna zagadka ciekawi nas coraz bardziej i sprawia, że coraz częściej chcemy sięgnąć po tę powieść. Nie zapominajmy również o innych pobocznych wątkach i wartościach, którym warto się przyjrzeć. McGeorge uzmysławia nam jak łatwo zostać zmanipulowanym i wykorzystanym na korzyść innych. Zwraca naszą uwagę na to, jak bardzo bolesna jest strata bliskiej osoby. Jak naiwna nadzieja, przemienia się w to bezsensowne oczekiwanie na jej powrót. Autor odkrył nam tę drugą stronę ludzkiego życia, pełną cierpienia, tą prawdziwą, a nie wyidealizowaną. Uważajcie na wszystkich, bo nie ma nikogo tak nieobliczalnego i pełnego nienawiści jak my.

Jedynym minusem, jakiego się doszukałam, było właśnie to zakończenie. Powieść za szybko się skończyła, brakowało mi takiego porządnego zamknięcia wszystkich spraw, rozciągającego się na kilka stron. Być może jestem zła, że wchłonęłam tę książkę na jeden raz, zamiast się nią "rozkoszować". Tak czy siak, nie żałuję i szczerze polecam.

Reasumując, musicie koniecznie sięgnąć po tę dużą dawkę emocji. Zaufajcie autorowi i pozwólcie mu się zaprowadzić w ten niesamowity, z niezwykłym klimatem świat, pełnym intryg i złych zamiarów. Wyciągniecie z niej dużo wartości i na pewno się czegoś nauczycie. Będziecie inaczej patrzeć na otaczających was ludzi. Osobom wrażliwym, również polecam. Autor nie zawarł żadnych krwawych czy brutalniejszych scen.

Wydawnictwu, tak jak zawsze dziękuję za nadesłany egzemplarz, czytelników spragnionych nowości, a zwłaszcza tych z mroczniejszym klimatem, przyspieszającym bicie serca zapraszam do komentowania i czytania, a autorowi życzę dalszych sukcesów w swej karierze.

wtorek, 15 czerwca 2021

"Nowy Święty Graal" - Zibi Szelest

12:09:00 0 Comments

 

Sensacja z zagadkami w tle, to coś co zawsze przyciąga mnie jak magnes. A jeśli do tego, dorzucimy motyw religijny w stylu Kodu Leonarda Da Vinci to idę w to jak w ogień. Tak właśnie było w przypadku „Nowego Świętego Graala” Zibi Szelesta. Zachęcona opisem z nieukrywaną ciekawością wzięłam się do lektury.



                     Tytuł: "Nowy Święty Graal"

                                                                                                          Autor: Zibi Szelest

                                                                                                  Wydawnictwo: Novae Res

                                                                                              Autor recenzji: Anna Wilhelmi


Kiedy z uniwersyteckiego laboratorium znika domniemane DNA Chrystusa Stolica Apostolska użyje wszelkich dostępnych środków, aby je odzyskać, ewentualne ofiary są tylko nic nie znaczącymi skutkami ubocznymi. W całą historię wmieszany jest Zibi Szelest, emerytowany żołnierz polskiego pochodzenia wypoczywający w Turcji. To właśnie doświadczenie zawodowe powoduje, że służby kościelne werbują go do tego niebezpiecznego zadania. Wraz z przyjacielem i nowo poznanymi towarzyszami ściga się z czasem , aby zapobiec religijnej rewolucji.

 

Książka napisana bardzo przystępnym językiem, czyta się ją płynnie, czcionka miła dla oka, podobnie jak papier. Okładka przyciąga wzrok, a opis pobudza ciekawość czytelniczą. Autor świetnie stworzył postacie, mają odmienne charakterystyczne dla siebie i swojego pochodzenia cechy i zachowania, konsekwentnie zachowane przez całą książkę. Dialogi naturalne, nie wymuszone, miejscami z odrobiną humoru, co jest przyjemnym dodatkiem. Interesujące opisy przyrody, obrządków kulturowych, a także historyczne jak dla mnie są na plus.

 

Pomysł na książkę z dużym, ale jak dla mnie niewykorzystanym potencjałem, główny wątek potraktowany po macoszemu, jest niejako tłem do innych wydarzeń, które w wielu momentach są nazbyt rozbudowane. Autor nie wyjaśnia wielu istotnych i znaczących dla całej historii faktów, pozostawiając nas w niewiedzy i z domysłami. Oczekiwałam historii z zagadkami, z fabułą „od nitki do kłębka”, gdzie z każdą stroną będę bliżej rozwikłania zagadki, a ciekawość nie pozwoli odłożyć mi książki nawet na chwilę. Niestety nie znalazłam tego, przyznaję że akcja książki szybko się toczy i nie pozwala się nudzić, mam jednak wrażenie, że nie jest o tym, o czym być powinna. Podobnie jest z wyborem głównego bohatera do jednego z najważniejszych zadań w historii kościoła, bardzo naciągane, sądzę, że jest wiele bardziej odpowiednich, wyszkolonych osób i organizacji… Na Boga! Tu się ważą losy katolickiego świata!

 

Książką jest przyjemną rozrywką, miło spędziłam czas zanurzając się w lekturze. Autor ma lekkie pióro, co bardzo cenię i z pewnością sięgnę po inne pozycje z jego literackiego dobytku. Polecam każdemu, kto lubi wartką akcję z elementem humoru, myślę, że to idealny wybór do wakacyjnej torebki na plaże.

poniedziałek, 14 czerwca 2021

"Słone jabłka" – Beata Olejnik

08:00:00 0 Comments

 Większość ludzi nie wierzy w przeznaczenie i wcale im się nie dziwię. Doświadczeni przytłaczającymi wydarzeniami z przeszłości, przestają mieć nadzieję, że mogłoby ich spotkać coś dobrego. Wierzą, że przypisany im los jest pełen bólu i cierpienia, bo myślą, że nie zasługują na szczęście. Beata Olejnik w swojej najnowszej powieści pt. "Słone jabłka" udowadnia jednak, że nie powinniśmy wątpić w przeznaczenie, bo nawet najbardziej niewiarygodne zdarzenia mogą odmienić nasze życie na zawsze.


Nr recenzji: 431
Tytuł: "Słone jabłka"
Autor: Beata Olejnik
Data polskiego wydania: 28 maja, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 318
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 8/10





Początkowo życie Dagmary przybiera monotonną i przewidywalną formę. Pracuję w agencji nieruchomości, czasami spotyka się na plotki ze swoją najlepszą przyjaciółką Kingą, no i od czasu do czasu chodzi na randki ze swoim chłopakiem Igorem, który bardzo ją kocha, a przynajmniej tak na pierwszy rzut oka się wydaje. Jednym słowem – jej życie bardziej poukładane być nie mogło. Wszystko jednak się zmienia za sprawą tajemniczego mężczyzny. Pewnego dnia, przechodząc przez długi i wzbudzający lęk most nad rwącą rzeką, jest niemalże świadkiem samobójstwa Szymona, a przynajmniej tak się jej wydaje. Od tego czasu mężczyzna w niewyjaśnionych okolicznościach zjawia się i znika w różnych momentach jej życia, mieszając jej w głowie. Sprawy dodatkowo się komplikują, gdy Kinga wplątuje się w złe i niebezpieczne towarzystwo. Czy Dagmara stanie na wysokości zadania i pomoże swojej przyjaciółce? Kim tak naprawdę jest Szymon i dlaczego główna bohaterka go tak zaintrygowała? Co się stanie z Igorem, jej chłopakiem? Czy mężczyzna z przenikającym spojrzeniem namiesza w ich związku?

Muszę przyznać, że styl autorki był wspaniały. Książka od pierwszych stron wciąga przez swoją niekonwencjonalność i oryginalną fabułę. Autorka doskonale pokazała monotonię codziennego życia i to, jak wszystko diametralnie może się zmienić pod wpływem nieprzewidywalnego losu. Tytułowe "słone jabłka" bardzo mnie zaskoczyły. To nie tylko owoce z solą, ale również powrót do wspomnień z dzieciństwa, gdzie wszystko wydawało się prostsze i mniej bolesne.

Autorka idealnie oddała istotę prawdziwej przyjaźni pomiędzy Kingą a Dagmarą, bo na takowej właśnie skupia się cała powieść. Chwilami myślałam, że główna bohaterka musi być strasznie naiwna, by tkwić w tak toksycznej relacji, ale wtedy zrozumiałam, iż właśnie na tym polega przyjaźń. Na wzlotach i upadkach. Pomaganiu sobie nawzajem w trudnych momentach. Wyciąganiu z wody, gdy któraś ze stron tonie. Wraz z następującą fabułą, gdy dowiecie się, co kierowało Dagmarą, na pewno zrozumiecie istotę tej wzruszającej relacji. Bo przecież, istnieje jeszcze ktoś taki, kto poświęci dosłownie wszystko dla drugiej osoby?

W ogóle cała książka przepełniona jest emocjami. Na pochwałę zasługuje fakt, iż wszyscy bohaterowie zostali wykreowani z krwi i kości, jakby istnieli naprawdę, a autorka za pomocą lekkiego pióra opisała ich przygody. Niektórzy z nich wzbudzają litość, drudzy nienawiść, trzeci sympatię, a jeszcze inni niebywale nas irytują, ale właśnie o to chodziło, prawda? Dopełniają fabułę, sprawiają, iż książkę pochłania się błyskawicznie z uwagi na zaskakujące nas zwroty akcji.

Jedyne co wydawało mi się przereklamowane w tej powieści to wątek z Szymonem. Uważam za mało prawdopodobne by po jednym, przypadkowym spotkaniu Dagmara nie mogłaby przestać o nim myśleć. Każde kolejne spotkanie sprawiały wrażenie, jak gdyby Szymon nie istniał naprawdę, tylko był wyimaginowanym wytworem wyobraźni bohaterki. Tak czy siak, spowita tajemniczością relacja dodawała tej potrzebnej intrygi. Świat przestępczy był troszeczkę zbyt nagięty, aczkolwiek na szczęście nie jest to kolejny notoryczny wątek mafijny, z którym spotykamy się, w co drugiej książce. Widać, że wszystkie wydarzenia zostały starannie i logicznie zaplanowane.

Podsumowując, jeśli szukacie lekkiej obyczajówki na zrobienie sobie krótkiej przerwy od innych powieści, czy też rzeczywistości, dobrze trafiliście. Beata Olejnik poprowadzi was w realny, dopracowany świat, gdzie wszystko tworzy spójną całość. Nie dajcie się zwieść na początku i zaufajcie waszych instynktom, gdy będziecie poznawać nowych bohaterów. Z książki na pewno wyciągnięcie dużo wartości dotyczących przyjaźni, bólu spowodowanego brakiem oparcia w bliskich, czy też zaborczej relacji. Kto zostanie na dobre i na złe? Tego dowiecie się sami. Uwierzcie w rzekome przeznaczenie, bo życie w każdym momencie może was zaskoczyć.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za kolejną cudowną powieść, autorce życzę weny twórczej na kolejne enigmatyczne twórczości, a czytelników tak jak zawsze proszę o zostawienie krótkiego komentarza na dole, uwzględniającego wasze przemyślenie dotyczące powyższej pozycji :).

wtorek, 8 czerwca 2021

Pytanie i odpowiedź

15:37:00 0 Comments




 nr recenzji: 440

tytuł: Pytanie i odpowiedź

autor : Patrick Ness

data polskiego wydania: 1 lutego 2015

wydawnictwo: Zysk i s-ka

liczba stron: 528

autor recenzji: worldofidea

w moim odczuciu: 8/10





Pytanie i odpowiedź to drugi tom trylogii Patricka Nessa „Ruchomy chaos”, w którym ponownie spotykamy się z Toddem i Violą, których historia tak burzliwie zakończyła się w poprzedniej części. Naszym bohaterom nie udało się osiągnąć zamierzonego celu i tym razem przyjdzie im mierzyć się z konsekwencjami fiaska misji, znacznie większą ilością wrogów, ale co ważne – własnymi uczuciami i przekonaniami.  Postawieni po dwóch stronach barykady będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie co rzeczywiście ma dla nich wartość i czy ich charaktery i przekonania są na tyle silne, aby potrafili stać na straży własnych wartości nawet gdy świat staje w płomieniach.


Trudno jest napisać recenzje kolejnej powieści z serii nie zdradzając przy tym zbyt wiele szczegółów z poprzedniej. To co mogę powiedzieć, to to, że moja sympatia do Todda po lekturze Pytania i odpowiedzi jeszcze dodatkowo się wzmocniła, a nawet że zaczęłam patrzeć na Violę z nieco innej perspektywy. Podoba mi się jej oddanie sprawie, ale również to że nie przyjmuje bezrefleksyjnie wszystkiego co słyszy i potrafi dokonać samodzielnej analizy sytuacji. Moim zdaniem jest to spory postęp jeśli chodzi o rozwój psychologiczny tej postaci. Jeśli chodzi o strukturę to pytanie i odpowiedź bazuje na podziale dwustopniowym. Przede wszystkim, odmiennie niż miało to miejsce w „Na ostrzu noża”, tym razem patrzymy na wydarzenia zarówno z perspektywy Violi jak i Todda – naprzemiennie. Co więcej, Patrick Ness dokonuje wyraźnego podziału między dwoma frakcjami – dwoma zwalczającymi się ugrupowaniami, które w rzeczywistości mają jeden cel i nie powstrzymają się przed niczym, aby go osiągnąć. Choć taki dwupodział nie jest w literaturze niczym wyjątkowym i pojawia się już w klasycznych dziełach (jak choćby w Romeo i Julii Szekspira) to jednak jest on nieustannie aktualny. Zastosowanie takiego zabiegu pozwala na dokonanie pewnych porównań i skłania do pewnej refleksji, że niezależnie od tego kim jesteśmy i w jakim środowisku się obracamy to w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy do siebie podobni.  Jeśli chodzi o oparcie powieści na kontrastach to trzeba też wskazać na rozgraniczenie świata dzieci (czy może raczej młodych dorosłych) oraz dojrzałych weteranów nowego świata. Todda i Viola jako przedstawiciele tej pierwszej grupy kierują się wartościami idealistycznymi, ale nie oderwanymi od rzeczywistości podczas gdy starsi wydają się zapatrzeni tylko we własne, jednostkowe i egoistyczne interesy i nie zawahają się przed niczym aby je osiągnąć.


Choć na jednym z portali czytelniczych „Pytanie i odpowiedź” zostało zakwalifikowane do kanonu literatury dziecięcej, niezupełnie zgadzam się z taką jej charakterystyką. Po pierwsze dlatego, że jest w niej dość sporo przemocy. Po drugie dlatego, że moim zdaniem jest w niej sporo metafor i zabiegów literackich, które młodszym czytelnikom mogą wydawać się niejasne. Niezależnie jednak od tego, z punktu widzenia nieco starszej niż dziecko osoby, uważam że także i dla dorosłych lektura tej pozycji będzie zajmująca. Pomijając bowiem niektóre elementy fantastyczne, skłania ona do refleksji nad stanem świata i tego co przekazujemy i przekażemy w przyszłości kolejnym pokoleniom.  

 

 

sobota, 5 czerwca 2021

"Piętna" – Urszula Król

08:00:00 0 Comments
Wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, czym tak naprawdę są choroby psychiczne. Uważają je za wyimaginowaną wymówkę na nasze lenistwo, nie będąc jednocześnie świadomym, że to właśnie oni mogą być jego przyczyną. Ludzka psychika jest niebywale skomplikowana. Z własnych doświadczeń powinniście wiedzieć, jak ciężko, zwłaszcza we współczesnym świecie, młodym ludziom jest utrzymać zrównoważoną postawę, bez ciągnących ich w dół demonów, wykreowanych przez ich własne lęki. Dopada nas niska samoocena, bliscy nie dają nam wsparcia, a samo życie nas okropnie doświadcza, bez zapowiedzi rujnując nasze dotychczasowe marzenia. Zaburza światopogląd, sprawia, że dusimy się we własnym umyśle. Zastanawiamy się, czy ten świat jest taki skomplikowany, a może to po prostu z nami jest coś nie tak. Urszula Król w swojej debiutanckiej powieści pokazuje jak bardzo ciężko, jest żyć z piętnem w umyśle, na ciele. Jak nasze życie może zostać zniszczone przez najbliższe osoby, które miały nam zapewnić bezpieczeństwo, oraz jak bardzo jutro jest nieprawdopodobne.
                                                    
Nr recenzji: 429
Tytuł: "Piętna"
Autor: Urszula Król
Data polskiego wydania: 6 maja, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 258
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10




Siedemnastoletnia Sabina robi wszystko, tylko po to, by zdobyć akceptację i miłość ze strony swojego ojca. Gdy ten pewnego dnia postanawia porzucić rodzinę, życie głównej bohaterki zamienia się w prawdziwy koszmar. Porzucona, obdarta z resztek poczucia bezpieczeństwa pomaga swojej matce przetrwać rozwód i nieświadomie zmienia się w rolę opiekunki. Dziewczyna, chcąc znaleźć sposób na ukojenie swojego cierpienia, rzuca się w niebezpieczny i pochłaniający wir życia towarzyskiego. Wkrótce sama, zaniedbując swoje własne potrzeby, opada na dno. Praktykując samookaleczenie, które staje się jej rytuałem uśmierzającym ból duszy, dopada ją przytłaczająca melancholia. Z każdym dniem nasila się w niej poczucie bezsensu życia, aż w końcu coś w niej pęka i zaczyna się dusić w otaczającym ją świecie.

"Czy miłość to dla mnie tak jak dla innych, pewnik, przeznaczenie czy jedynie mglista, niepewna opcja? Czy kiedykolwiek ktoś pokocha mnie ze wszystkim, czym jestem?"

O ile z większością książek nie mam problemu, by adekwatnie je zrecenzować i wraz z konstruktywną krytyką przedstawić odbiorcy, tak teraz, w mojej głowie tkwi totalna pustka. Coś czuję, że długo będę rehabilitować się po tej książce, z uwagi na to, jak dużo zawiera w sobie emocji, tych prawdziwych. Teoretycznie, czuję się, jakbym nie miała prawa tego czytać, jak gdyby był to czyiś osobisty pamiętnik. Z pewnością autorka musiała podzielić się z nami swoimi własnymi doświadczeniami, ponieważ wątpię, że ktoś nieobeznany w tej dziedzinie byłby w stanie wykreować do tego stopnia prawdziwych bohaterów z krwi i kości. Książka na pewno wzrusza, jest jak emocjonalna huśtawka, która pokazuje, jak jest na dole, z depresją, a jak na górze ze stanami maniakalnymi. Na pewno współczucie wzbudza główna bohaterka. Bo przecież jak taka młoda dziewczyna w wieku szesnastu lat, mogłaby bez szwanku unieść ciężar, któremu prawdopodobnie nie podołałaby większość dorosłych. 

Przy powieści nie da się nudzić. Narracja pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym jest jak wisienka na torcie, która idealnie pasuje do całości. Styl pisania autorki jest lekki, przyjemny i prosty. Wbrew pozorom nie zasypuje nas żadnymi psychologicznymi terminami ani definicjami, tylko właśnie pokazuje to ze strony zwykłego, słabego człowieka, który tak jak każdy w pewnym momencie ma przekroczony limit. 

Jedynym minusem, jaki spostrzegłam w książce była przewidywalność. Jestem świadoma tego, że przejście przez chorobę psychiczną, a zwłaszcza przez ChAD to ciężka droga z licznymi wzlotami i upadkami, aczkolwiek w pewnym momencie zmęczyłam się ilością tych złych wydarzeń. W przypadku tej historii byłam całkowicie pewna, że po burzy nie wychodzi słońce, tylko istne tornado. 

Reasumując, koniecznie musicie przeczytać tę książkę. Zapewniam was, że każdy znajdzie w niej, niezauważalną nawet namiastkę siebie. Odkryjecie w sobie coś, czego nie widzieliście wcześniej, utożsamiając się z autentycznymi bohaterami. Jest jak darmowa terapia. Szczególną uwagę zwracam na osoby wrażliwe. Osobiście, musiałam trochę odetchnąć, nawet jeśli stron nie było dużo. Czuję się jak po intensywnej wspinaczce górskiej, lecz nie pożałujecie. Zróbcie dla siebie przysługę i pamiętajcie, by nigdy się nie poddawać. Każdy z nas cierpi na własny sposób, ale tylko od nas zależy, jak to przyjmiemy i sobie z tym poradzimy. Nie bójcie się prosić o pomoc. Piętno to nie wstyd, tylko oznaka waszej odwagi.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za tę namiastkę niekonwencjonalności, której potrzebowałam, autorce życzę dalszych sukcesów i gratuluję za pełne oraz wzorowe obeznanie w sprawie, natomiast czyhających na nowości czytelników, tak jak zawsze, proszę o zostawienie krótkiej o krótkiej opinii :).

piątek, 4 czerwca 2021

,,Upadek. Slay Quartet. Tom 2" Laurelin Paige

10:20:00 0 Comments
Dość dawno nie brałam się za recenzowanie książek, zostawiając ten temat młodszym i bardziej ciekawym świata redaktorom. Jednak kiedy udało nam się otrzymać książkę ,,Upadek. Slay Quartet" z księgarni taniaksiazka.pl, nie mogłam się powstrzymać i rzuciłam się w wir recenzowania, ciesząc się z tego powodu jak dziecko. Od początku interesująca wydaje się tematyka opowieści. Dziewczyna zamknięta na wyspie, mająca się podporządkować, pod groźbą śmierci. Brzmi dość nowatorsko, jeśli weźmiemy pod uwagę tematykę innych książek romantycznych z ostatnich lat. Natomiast jej rozszerzanie zdecydowanie może pójść w ciekawą stronę, od razu także intrygujący wydał mi się fakt, że być może mniejsza ilość typowych miłosnych schematów będzie powielana w tej opowieści. 
                                                    
Nr recenzji: 429
Tytuł: ,,Upadek. Slay Quartet. Tom 2"
Autor: Laurelin Paige
Data polskiego wydania: 6 maja, 2021
Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki
Seria: Slay Quartet
Tom: 2
Liczba stron: 376
W moim odczuciu: 5/10

Celia wyobrażała sobie swoją przyszłość po ślubie inaczej. Na pewno nie myślała, że zostanie uwięziona na wyspie i usłyszy, że ma do wyboru spełnić wszystkie jego oczekiwania lub umrzeć. Dziewczyna nie jest skora do pozostawiania tego świata, dlatego postanawia przystać na propozycję Edwarda. Nie spodziewa się jednak, że wkroczenie w jego świat wzbudzi w niej tak głębokie uczucia. Tymczasem on sam, wydawałoby się, że kontroluje sytuację, ale tak naprawdę... 

Jeżeli chodzi o treść opowieści, to muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś innego. Myślałam, że książka będzie mroczniejsza, bardziej odważna, a tak naprawdę ukazano nam relację pomiędzy dwójką ludzi z bardzo delikatnej strony. Opisy skomplikowanego procesu, jakim jest budowa zaufania do mnie trafiły. Cała książka przypomina bardziej proces spełnienia marzeń młodej dziewczyny. Daleko jej do mocnego erotyk, który nam obiecywano. Niemniej, osobiście byłam zaskoczona tym, jak niewiele sprzeciwu w sobie miałam, gdy przejrzałam na oczy i ujrzałam prawdę. Nie zrozumcie mnie źle, na początku byłam mocno zdziwiona i zastanawiałam się, dlaczego autorka poszła tym śladem. Natomiast jedno muszę jej przyznać. Gdy wybrała swoją ścieżkę przez tę historię, poświęciła temu ogrom serca i zaangażowania. W książce, która miała tylko zaspokajać chęć rozrywki czytelnia, odwołała się do emocjonalnej strony, co jest posunięciem śmiałym i powinno zostać docenione. Zawinił opis, który obiecuje coś innego niż to, co oferuje opowieść. Dlatego właśnie podejrzewam, że książka nazbiera wiele różnorakich opinii, bo jej łagodność może zostać odebrana negatywnie. W każdym razie, ja ten proceder doceniam. 

Sama akcja prowadzona jest dość chaotycznie, ponieważ postacie spotykają się co kilka miesięcy. Niezrozumiały dla mnie jest dla mnie ten proceder, bo absolutnie nic nie wnosi do fabuły. Nie widać zbyt wielu zmian, które wskazywałby na podobny przeskok czasoprzestrzenny, nic naprawdę ważnego nie zostało nim osiągnięte. Dlatego jak z opisem, powstawało u mnie pytanie: po co. Jeżeli chodzi natomiast o kreację bohaterów to też mam pewne zastrzeżenia. Może dlatego, że mieli być zupełnie inni według opisu. Celia była trochę bezpostaciowa, a jej przeżyciom brakowało mi trochę ikry. Z drugiej strony Edward miał bezustanne wahania nastrojów, to też może zostać odebrane przez wielu czytelników jako ogromna wada. Natomiast nie umniejsza to temu, że książka w sumie mi się podobała. Była inna, ale dzięki tej swojej inności i mojemu nieprzygotowaniu na nią, zaintrygowała mnie. Budowanie relacji było przedstawione w sposób nietypowy dla książek tego gatunku, co jest zdecydowanie największą zaletą tej opowieści. Poza tym, była ciekawa i intrygująca. Szkoda tylko, że opis nie oddaje je treści i kreacja czasoprzestrzeni oraz bohaterów troszkę kulała. Dlatego właśnie najsprawiedliwiej będzie dać jej 5/10.

Jeszcze raz chciałabym bardzo podziękować księgarni za tak niesamowitą współpracę. Nie czekajcie, tylko sprawdźcie więcej romansów na taniaksiazka.pl :) 

Kup książkę -> kliknij tutaj.
Więcej romansów -> kliknij tutaj. 


środa, 2 czerwca 2021

"Kurs na śmierć" – Wojciech Wójcik

08:00:00 0 Comments
Nikogo nie dziwi fakt, że kryminały są jednym z najpopularniejszych gatunków. Dlaczego tak w ogóle po nie sięgamy? Odpowiedź jest oczywista, ludzie szukają mocnej dawki adrenaliny i napięcia, by zaspokoić swoje wewnętrzne pragnienie intensywnych emocji opartych na realnych wydarzeniach. Chcą również rozgrzać swój mózg, próbując rozwiązać tajemnicze zagadki i odgadnąć kim jest morderca. Spragnieni są serii tragicznych oraz krwawych zdarzeń. W końcu kto nie jest ciekaw tej mrocznej strony człowieka? Pozwólcie mi więc zaspokoić wasze ukryte pragnienie powodującego ciarki na ciele dramatu. W tym celu przybliżę wam jeden z najnowszych kryminałów Wojciecha Wójcika, pt. "Kurs na śmierć", w którym nie liczcie na znalezienie wszystkich przedstawionych powyżej cech.

Nr. recenzji: 425
Tytuł: "Kurs na śmierć" 
Autor: Wojciech Wójcik
Data polskiego wydania: 14 kwietnia, 2021
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Liczba stron: 696
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 3/10



Pewnego feralnego dnia na terenie fikcyjnej szkoły policyjnej w Legionowie dochodzi do brutalnego morderstwa. Ofiarą okazuje się być okryty złą sławą komendant, a jedyną wskazówką, jaką po sobie pozostawia, jest zdjęcie tajemniczej kobiety w jego portfelu. Kilka dni później z okna swojego mieszkania na terenie prestiżowej dzielnicy Warszawy wypada Olga Burzyńska. Samobójstwo czy kolejne morderstwo? Śledczy zajmujący się sprawą, wkrótce znajdują między nimi powiązanie. Okazuje się, że trzydziestolatka wysyłała zamordowanemu komendantowi erotyczne wiadomości, a dzień po jego śmierci widziana była w okolicach miejsca zbrodni. Do grupy śledczej zostanie włączony Paweł Łukasik – dawny as komendy głównej. Równolegle z nim sprawcy szuka młoda Agnieszka Jamróz, chcąca udowodnić światu, na co ją stać. Oboje odkrywają, iż pod osłoną nocy w akademii, miały miejsce niebywałe i przerażające wydarzenia. Miejcie oczy dookoła głowy, bo zarówno wśród wykładowców, jak i kursantów, są osoby gotowe zataić prawdę za wszelką cenę. Jak potoczy się dalej kwestia śledztwa i czy Paweł Łukasik wraz ze współpracownikami złapią groźnego mordercę? Jak sprawy się łączą i kto tak naprawdę jest niewinny, a kto jest oszustem? Tego dowiecie się, sięgając po tę długą oraz niekończącą się pozycje. Dosłownie, nie dajcie się zanudzić na śmierć ani zasnąć.

Cóż mogę więcej powiedzieć niż to, że jest to typowy kryminał pisany męską ręką. Pomysł na fabułę muszę strasznie pochwalić. Widać, że autor bardzo się przyłożył do tej książki i stworzył coś niekonwencyjnego oraz oryginalnego. Liczba stron trochę przeraża i słusznie. Akcja totalnie leży. Już od początku książka zaczęła mnie przynudzać i irytować. Zalani jesteśmy falą nowych bohaterów i wydarzeń, które w chaotyczny sposób przedstawił autor. Co prawda, w pewnych momentach byłam zainteresowania dalszym przebiegiem tej historii, ale czułam, że zmuszam się, by ją skończyć. Uwierzcie mi, potrzebne mi były ogromne pokłady cierpliwości, by się nie poddać. Powieść została niesamowicie dopracowana, ale moim zdaniem pisarz przesadził z ilością szczegółów, skupiając się na tym, by nie pominąć żadnego, najmniejszego. Co z tego, że mamy doskonałe, pełne tajemnic kryminalne tło, skoro sama historia nie trafia do czytelnika i gubi go w tych dłużących się wydarzeniach.

Kobiety wykreowane przez autora były wprost śmieszne. Okej, faceci pewnie myślą, że jesteśmy przewrażliwione na każdym punkcie bez wyjątku, lecz bez przesady, żeby każda bohaterka nagle zalewała się łzami lub przesadnie dramatyzowała na wieść o odległym wspomnieniu, niemającym dla niej tak naprawdę żadnego znaczenia. Rozumiem jakby jedna czy dwie postaci takie były, ale nie wszystkie! Od tego całego stereotypu, że kobiety są słabsze i bardziej podatne na ból psychiczny, chciało mi się dosłownie wymiotować. To nie zależy od płci, tylko od człowieka. Nie, żebym była w tym momencie feministką, aczkolwiek drodzy panowie, płeć żeńska wcale nie jest taka delikatna, jak wam się wydaje, a panie wam mogą to potwierdzić :).

Więcej minusów, jak i plusów nie byłam w stanie znaleźć. Miałam trochę problem z dialogami, gdyż nie do końca było wiadomo, kto w danym momencie się wypowiada, ale wystarczyło przeczytać tę stronę od początku kilka razy i dało się z tym dojść do ładu. Jeśli chodzi o samego mordercę, nie domyśliłam się zakończenia i muszę przyznać, że się zaskoczyłam, chociaż spodziewałam się czegoś bardziej prawdopodobnego. Po przeczytaniu ostatniego zdania uwierzyłam w to, że będzie druga część, ale szczerze to po nią nie sięgnę.

Reasumując i chcąc jak najszybciej pozostawić tę powieść za sobą, fanom kryminałów z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę. Jako aspirująca czytelniczka owych pozycji, nie jestem przekonana do stylu pisarskiego autora i bezsensownie rozciągniętego śledztwa, które przez większość czasu po prostu przynudza. Widziałam wiele pozytywnych opinii, więc może akurat wam, powieść przypadnie do gustu i znajdziecie w niej to, czego ja ujrzeć nie mogłam. Jedyne co mogę dodać na koniec to to, że gdyby autor popracował nad bardziej dynamiczną akcją, oceniłabym tę książkę znaczenie wyżej.

Wydawnictwu Zysk i S-ka bardzo dziękuję za nadesłany egzemplarz, autorowi życzę dalszego przypływu weny twórczej i rozwoju, a czytelników tak jak zawsze proszę o krótki komentarz poniżej uwzględniający wasze przemyślenia po przeczytaniu recenzji :).

wtorek, 1 czerwca 2021

"Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe" Izabela Skrzypiec - Dagnan

18:48:00 0 Comments
       

    Ach, te podróże małe i duże... Podróże do nieodległych miejsc albo wręcz przeciwnie - na drugi koniec świata. Może jednak nie wybierajmy się aż tak daleko. Zapraszam zatem w Beskidy, do niewielkiego miasteczka u stóp gór. To tam udała się w krótką, jak początkowo planowała, podróż, bohaterka nowej książki Izabeli Skrzypiec - Dagnan. Czy ten wyjazd podjęty pod wpływem chwili, nieprzemyślany do końca, zmieni życie Tiny i stanie się jej "wyprawą życia"?      



                        Tytuł: "Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe"
                                                                                                                                                                           Autor:  Izabela Skrzypiec-Dagnan 
                                                                                                                                                                           Data wydania: 18.05.2021
                                                                                                                                                                           Wydawnictwo: Izabela Skrzy Zyski S-ka

                       Liczba stron:  380

                       Autor recenzji: Magdalena Kwapich

                                                                                                                                                                            Moja ocena: 7/10




       Tina Wagner, trzydziestoletnia wzięta graficzka, zaangażowana w swoją pracę, zaczyna doświadczać „kryzysu wieku młodego”. Jest smutna, doskwiera jej samotność, bo nie tak dawno odwołała własny ślub. Ma wrażenie swojej niedojrzałości, wręcz niesamodzielności. Podświadomie, intuicyjnie szuka pomysłu na siebie. I przypadkiem go znajduje, spontanicznie podejmując decyzję o wyjeździe w góry. Zamierza chwilowo zatrzymać się w domu długoletniej przyjaciółki rodziny, cioci Janki, zmarłej tragicznie przed kilkoma miesiącami. Janka to niezwykle barwna postać, aktorka, która po zakończeniu kariery w Anglii, powróciła do Polski i zamieszkała w małym, nieco zniszczonym domku, nieopodal starego, nieczynnego już młyna.  
     Tam właśnie, po długiej podróży, dociera Tina i rozpoczyna swoją beskidzką przygodę, pełną nieoczekiwanych przypadków, zwrotów akcji, tajemnic wymagających wyjaśnienia. A w nowym miejscu Tina poznaje różnych ludzi, niektórzy nie są do niej przyjaźnie nastawieni, traktują ją z nieufnością właściwą dla przybysza z obcych stron, ale z innymi nawiązuje bliższe relacje. Zaprzyjaźnia się więc z Rozalią, malarką aniołów, której życie wcale anielskie nie jest czy też ze zbuntowaną nastolatką, Elizą. Jest także sąsiad, Robert Luberacki i  zagadkowy, melancholijny Marcin o agrestowym oczach. Jaką rolę odegrają w powieści? Wyjaśnienie przyniesie lektura tej książki. Wracając jednak do głównej bohaterki, Tina dość szybko przekonuje się do swojego wiejskiego siedliska i rozpoczyna nowe życie, z dala od rodzinnego Gdańska. Odkrywa swoją drugą naturę - spełnia się jako ogrodniczka, dużo czasu poświęcając na uprawę ziół, warzyw, kwiatów. Zaczyna żyć rytmem natury, wsłuchując się w odgłosy przyrody, niespiesznie, powoli. Spokój Tiny zostaje jednak zburzony, pojawieniem się pewnego mężczyzny, ale przede wszystkim za sprawą „puszki Pandory” - odkrycia tajemnicy ciotki Janki. Jakiej, nie zdradzę.  
     „Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe” to naprawdę udana powieść, mimo wykorzystania w niej kilku mało oryginalnych, często powtarzanych w innych utworach literackich, motywów. Wymienię tu choćby wątek podróży, wątek poszukiwania własnej tożsamości czy niewyjaśnionych tajemnic rodzinnych. Uważam jednak, że ta książka jest ciepłą, pełną uczuć opowieścią o wszystkich kolorach życia - od radości, spokoju, ukojenia po smutek, troskę, cierpienie, bo pisarka nie unikała w niej tematów trudnych, niełatwych. Opowieścią napisaną pięknym, literackim językiem, z wyraźnie zauważalną dbałością o detale, szczegóły. Akcja książki toczy się powoli, wręcz leniwie, doskonale współgra z przyrodą, która staje się jej drugim bohaterem. Rozsmakowałam się w pięknych, urokliwych opisach bukowych zagajników, dzikiego sadu, kwitnących łąk, chmur. Urzekł mnie pełen magii obraz wiekowego dębu - drzewa wotywnego. I te niezwykłe nazwy różnych faz Księżyca: Pełnia Kwiatowa, Księżyc Łąk, Pełnia Błyskawic. Autorka jest niewątpliwie uważną i czułą obserwatorką przyrody. Dodatkowo ciekawie wprowadzony, zaskakujący wątek metafizyczny, odebrałam go jako swoiste, niematerialne porozumienie dusz, współodczuwanie.  
      Podobnie dopracowana jest fabuła powieści, przemyślana, nieprzypadkowa, wciągająca, bo nieprzewidywalna. Jej bohaterowie to ludzie prawdziwi w swych emocjach, radościach i smutkach, mocno przenikają do głowy i serca. Niejednoznaczni, niekoniecznie budzący sympatię od pierwszego spotkania, pełni rozterek, ale dzięki temu szczerzy i realistyczni. Ot, tacy ludzie z sąsiedztwa ze swoimi problemami, tajemnicami, zmartwieniami.  
      Powieść Izabeli Skrzypiec-Dagnan urzekła mnie takim niespiesznym podejściem do życia, umiejętnością przyglądania się światu i ludziom ze skupieniem, dociekliwością i przychylnością. Pozwoliła na chwilę refleksji nad tym, co naprawdę jest w życiu ważne i jak zmienne są koleje naszego losu, czasem słoneczne, czasem deszczowe… A dodatkową zachętą do sięgnięcia po książkę „Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe” jest także jej okładka, starannie zaprojektowana, wielobarwna, miła dla oka, z intrygującą postacią kobiecą na tle zielonych wzgórz i nieco zachmurzonego nieba. Zachęcam do lektury tej powieści!