Insta


środa, 28 lutego 2024

Zza Kulis Książkowych Światów: Rozmowa z Anną Bellon

09:30:00 0 Comments

 


Witajcie w literackim zakątku, gdzie słowa stają się mostem pomiędzy rzeczywistością a wyobraźnią. Dziś mamy zaszczyt gościć niezwykłą autorkę książek, których strony ukrywają nie tylko fabułę, ale także kawałek jej własnej duszy. Zapraszamy Was do przyłączenia się do rozmowy z Anną Bellon, którą odznacza nie tylko talent pisarski, ale również głębokie zrozumienie ludzkiego doświadczenia.


W trakcie naszej rozmowy zgłębimy tajniki stworzonego przez nią literackiego świata, dowiemy się, co kryje się za bohaterami i jakie przesłanie chce przekazać swoim czytelnikom. To spotkanie to nie tylko okazja do odkrycia kulis przyszłych dzieł, ale także szansa na zrozumienie, co napędza jej niekończącą się pasję do pisania. Przygotujcie się na inspirującą podróż w świat literackich marzeń!



Wiktoria Sroka: Jedną z pierwszych twoich solowych książek był początek serii The Last Regret. Od czasu jej wydania światło dzienne ujrzały pojedyncze historie, niepowiązanych ze sobą bohaterów tak jak w przypadku wyżej wymienionej serii. Jakie są Twoje preferencje i doświadczenia związane z procesem pisania – czy lepiej czujesz się, tworząc serię, gdzie fabuła i postaci rozwijają się na przestrzeni wielu tomów, czy może bardziej odpowiada Ci pisanie pojedynczych historii, gdzie można skoncentrować się na jednym konkretnym pomyśle?


Anna Bellon: The Last Regret, mimo że jest serią, to każda z książek opowiada historię innych bohaterów. Proces twórczy nie różnił się bardzo od pisania jednotomówek – poza tym, że musiałam pilnować się tego, co napisałam w poprzednich tomach. Piszę to, co mnie kręci w danym momencie, więc czy to jest seria, czy pojedyncza powieść nie ma większego znaczenia. Faktem jest jednak, że lubię czerpać smaczki z poprzednich książek, czasem zapożyczam też postacie drugoplanowe.


Sama swoją przygodę z Twoją twórczością zaczęłam od serii The Last Regret zarówno wtedy jak i teraz gdy powracam do tych historii, urzeka mnie, to jak dogłębnie opisane są emocje. Czasami wręcz miałam wrażenie, że emocje bohaterów stają się moimi. Stąd pytanie, które nasuwa mi się samo jaką rolę przypisujesz emocjom w swoich książkach? Jak świadomie budujesz atmosferę i przekazujesz uczucia czytelnikom, aby sprawić, żeby doświadczyli historii na głębszym poziomie emocjonalnym?


Dla mnie pisanie jest formą autoterapii. Swoje emocje przetwarzam na uczucia bohaterów, choć mogą być one w danym momencie skrajnie różne. Często też poruszam problemy, które są mi w jakiś sposób bliskie, więc łatwiej mi się utożsamić z moimi postaciami. Najważniejsze jest jednak to, że nigdy nie zabieram się za pisanie historii, które ze mną nie rezonują. Jeśli nie żyję nimi, gdy zamknę plik z tekstem, odkładam pisanie na później lub zupełnie porzucam pomysł.


Oprócz Twoich samodzielnych książek możemy poznać również opowiadania w antologiach między innymi: “Porozmawiajmy o pierwszej miłości”, “Grzeszne święta” czy “Miłość na horyzoncie”. Dodatkowo swoją przygodę z książkami rozpoczęłaś właśnie od opowiadania, stąd pytanie nawiązujące troszkę do poprzedniego, ale jak czujesz się tak krótkiej formie, co przy tworzeniu historii do antologii stanowi dla ciebie wyzwanie, a może preferujesz właśnie tę formę?


Opowiadania są dla mnie o tyle trudne, że muszę się zmieścić w określonej liczbie znaków, a jednocześnie sprawić, by czytelnik uwierzył w tę historię. Zdarzało się więc, że takie opowiadanie pisałam prawie miesiąc, bo niektóre fragmenty przepisywałam po milion razy, zanim uznałam je za godną część całości. Jednak dużo bardziej lubię pisać pełnowymiarowe powieści, gdzie mogę się bardziej rozpisać.


Każda Twoja książka porusza inny ważny temat, prezentuje różne perspektywy na tę samą sytuację. Z mojej perspektywy jako czytelnika, dużą uwagę skupiasz na tym, by za pomocą bohaterów pokazać, że wiara w siebie i samozaparcie są bardzo ważne w życiu człowieka i to one czasem mogą okazać się znaczące. Czy masz inne konkretne przesłanie lub temat przewodni, którym kierujesz się w swoich utworach?


W swoich książkach często poruszam też motyw drugiej szansy – od innych, a czasem od losu. Przede wszystkim jednak pokazuję, że to okej czasem się pogubić albo nie wiedzieć jeszcze, czego się chce od życia, nawet gdy wszyscy wokół mają już ścisły plan. Na młodych ludzi kładzie się często ogrom presji. Zbliżam się do trzydziestki, a nadal to wszystko jeszcze rozpracowuję i podobne rozterki mają też moi bohaterowie.


Czy jakieś nie-literackie źródła jak filmy, podróże, sztuka, ale też historie, wydarzenia lub osobiste doświadczenia stanowiły inspirację dla Twoich książki?


Cała masa. W moim przypadku głównie muzyka i garść własnych doświadczeń. Najwięcej tego drugiego przemyciłam do „Zanim upadnę”, ale to wyjaśni czytelnikom posłowie na końcu.


Jakie jest Twoje zdanie na temat odpowiedzialności autora wobec czytelników? Czy masz na uwadze potencjalny wpływ swoich książki na czytelników?


Jako autorka książek skierowanych głównie do nastolatków i młodych dorosłych, zawsze mam z tyłu głowy, że jeśli nie zgadzam się moralnie z postępowaniem moich bohaterów, to muszę przedstawić to w odpowiednim świetle. To kłóciłoby się z moim sumieniem, żeby normalizować czy nawet romantyzować toksyczne zachowania. Mam wrażenie, że ostatnio często się o tym zapomina w literaturze popularnej i promujemy wręcz takie toksyczne relacje, które w prawdziwym życiu mogłyby się zwyczajnie skończyć źle lub nawet tragicznie.


Jakie jest Twoje podejście do roli czytelnika jako współtwórcy historii? Czy masz nadzieję, że czytelnicy odnajdą własne interpretacje i elementy w książce?


Podczas pisania raczej się nad tym nie zastanawiam, ale gdy oddaję książkę w ręce czytelników, zawsze mam nadzieję, że po prostu znajdą w niej coś dla siebie. Dwie różne osoby mogą coś interpretować zupełnie inaczej i to jest super.

Czy masz ulubione fragmenty w swoich książkach? Jeśli tak, dlaczego akurat te?


Myślałam długo nad tym pytaniem, ale pierwsze, co mi przychodzi do głowy to cytat o prawdziwych przyjaciołach z „Uratuj mnie”. Że są też od tego, żeby kopnąć nas w tyłek i ciągle popychać do przodu. Z dumą mogę powiedzieć, że właśnie takich przyjaciół mam teraz wokół siebie, a gdy pisałam te słowa – tylko mi się wydawało, że takich mam, bo sama byłam taką przyjaciółką.


Będąc przed wydaniem swojego debiutu, jaką radę lub rady chciałabyś usłyszeć?


Nie spiesz się, to nie wyścig. Słuchaj swojej intuicji. I nigdy nie wydawaj czegoś, w co nie wierzysz na 1000% procent.


Czy masz swoją ulubioną książkę spośród wszystkich, które napisałaś? Jeśli tak, dlaczego akurat ta jest dla Ciebie wyjątkowa?


„Warte wybaczenia”, bo ta książka powstała w bardzo trudnym dla mnie czasie, po silnym nawrocie depresji. Stawałam na nogi razem z Camryn i Rileyem, a przy okazji spełniłam swoje marzenie po prawie dziesięciu latach – spisałam w końcu ich historię, która od dawna chodziła mi po głowie.


Jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem? Co skłoniło Cię do napisania pierwszej książki?


Moja historia z pisaniem zaczęła się prawie dwadzieścia lat temu. Mieliśmy napisać baśń na pracę domową i dostarczyło mi to masę frajdy. Od tamtego czasu nieprzerwanie piszę. Mój debiut zaczęłam pisać w ramach odstresowania się przed operacją – poprzednią zniosłam bardzo źle i długo wracałam do siebie. Historia Mai i Kylera pomogła mi oderwać myśli, a potem bohaterowie The Last Regret towarzyszyli mi już przez całą klasę maturalną.


Jakie wyzwania napotykasz jako autorka, zwłaszcza w dzisiejszym środowisku literackim?


Social media. Jestem introwertykiem, więc dużo bardziej wolę siedzieć tak jak teraz, w dresie, z termoforem i herbatą, niż nagrywać rolki i tiktoki. Zwyczajnie nie mam zacięcia do takich rzeczy, a teraz od autora wymaga się, żeby był aktywny na wszystkich platformach. To tak naprawdę praca na pełen etat, gdzie jedną już taką mam, więc znalezienie czasu na pisanie jest czasem wyzwaniem. Dołożyć do tego socjale i zwyczajnie brakuje doby.


Czy planujesz eksplorować różne gatunki literackie w przyszłości, czy pozostaniesz przy określonym stylu?


Marzy mi się napisanie thrillera, miałam też kiedyś podejście do fantastyki, więc nie wykluczam, że kiedyś napiszę coś w jednym z tych dwóch gatunków. Jak przyjdzie czas, by wyjąć te pomysły z szuflady i przenieść na warsztat.


Na zakończenie, chciałabym zadać pytanie, na które wszyscy fani Twojej twórczości czekają, mianowicie czy możesz nam zdradzić, jakie są Twoje cele i plany związane z dalszą karierą literacką? Czym zaskoczysz nas w tym roku?


W tym roku na pierwszy ogień pójdzie romans biurowy o roboczym tytule „Reguły pożądania”, czyli coś zupełnie innego niż moje dotychczasowe książki. Fanów The Last Regret ucieszy jednak, że powoli pracuję nad książką, która pozwoli im wrócić do świata TLR i będzie to pełny muzyki i emocji powrót. Szykujcie chusteczki.


Dziękujemy Annie Bellon za niezapomnianą rozmowę, która rzuciła nowe światło na proces pisania oraz zachęca do odkrywania magicznego potencjału, który tkwi w literaturze. Czekamy z niecierpliwością na kolejne dzieła tej utalentowanej autorki, które z pewnością przeniosą nas w kolejne niezwykłe podróże.

niedziela, 25 lutego 2024

"Until You. Aż pojawiłeś się ty." - Catharina Maura

00:00:00 0 Comments

 Pragnę tego, co nigdy się nie wydarzy.




Tytuł: Until You. Aż pojawiłeś się ty.


Autor: Catharina Maura


Data wydania: 07.02.2024


Wydawnictwo: Papierowe Serca


Liczba stron: 440


Moja ocena: 2/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka






Nie wiedział, czym jest miłość. Aż pojawiła się ona...


Największym marzeniem Arii było normalne życie – stabilna praca, oddany partner oraz spokojny, pełen ciepła dom. Dziewczyna nie przypuszczała, że jednego dnia wszystko, co było dla niej najważniejsze, legnie w gruzach. Po tym, jak zostaje zwolniona z pracy, jest pewna, że nic gorszego nie może jej się przytrafić. Nawet nie wie, jak bardzo się myli. Przekraczając próg mieszkania, przyłapuje ukochanego na zdradzie. Zdezorientowana, bez zatrudnienia i stałego schronienia, przyjmuje propozycję pracy od najlepszego przyjaciela swojego brata. Na jej szczęście okazuje się, że chodzi o posadę programistki, czyli dziedzinę, którą Aria świetnie zna. Noah, brat Arii, jest jedyną przybraną rodziną dla doświadczonego przez los i naznaczonego traumatycznymi przeżyciami Graysona. To właśnie on po zobaczeniu dziewczyny w akcji proponuje jej pracę i możliwość zamieszkania w swoim penthousie w Dolinie Krzemowej. Aria i Grayson muszą radzić sobie z nową dla nich bliskością i nieodpartym przyciąganiem, choć ich związek uznawany jest za zakazany owoc. Pomimo wcześniejszych trudnych doświadczeń wspólnie angażują się w tworzenie tajnej platformy internetowej, która będzie służyła pomocą ludziom w potrzebie. Nieświadomi tego, że znają się osobiście, zaczynają również pogłębiać swoją relację online, eksplorując nowo odkrytą więź w wirtualnym świecie.



W ostatnim czasie trafiam na historie, których moja opinia bardzo zmienia się w trakcie czytania, niekiedy początek jest bardzo rozczarowujący, lecz z czasem gdy poznaję coraz więcej, coraz bardziej zakochuje się w danej książce. Innym razem jest to miłość od pierwszych stron, która z czasem przeradza się w rozczarowanie.
Dokładnie drugim przypadkiem jest dla mnie historia Arii i Graysona, która już na pierwszej stronie ogromnie zaciekawiła mnie i oczarowała. Niestety bańka pękła około połowy, prezentując co rusz wady pojawiające się nie tylko w fabule, ale również i bohaterach czy stylu pisania autorki.

Zacznijmy może od kwestii, która miała być głównym tematem, a mianowicie programowanie zarówno Arii jak i Graysona, miał to być znaczący element, w końcu to ich łączy, ale i dzieli. I o ile co do samego tematu, nie mam żadnego, ale tak to tego, że stał się on nikłą częścią już tak. Autorka porusza go parokrotnie natomiast w bardzo małej ilości, nie zagłębiając się w nic, a jedynie prezentując suche fakty. Z pozytywów, które urzekły mnie na samym początku, jest to dedykacja, która nie dość, że ma coś przekazać czytelnikowi, to na dodatek jest małą zapowiedzią bohaterów, odnosi się do nich, zarazem zachęcając do poznania historii. Przyszła pora na chyba najcięższy dla mnie element recenzji mianowicie bohaterowie, których kreacja nie jest dobra, ma bardzo wiele wad, które już po paru stronach rzucają nam się w oczy, a głównym minusem jest to, że bohaterowie mający po 26 lat i więcej zachowują się jak banda nastolatków w negatywnym tego stwierdzeniu. Nie tylko przez pryzmat zachowania, ale i również wypowiedzi, które zupełnie odbiegają od tego kim są. Aria jest postacią, która bardzo idealizuje wszystkich wokół siebie, najbardziej szło to odczuć na jej byłym chłopaku i Graysonie, których wady w jej oczach nie istniały. Dodatkowo wiele jej zachowań było absurdalnych i choć rozumiem, że miała być postacią, której wiele cech zostało przerysowanych, co było zamierzonym działanie, było to po prostu nieprzyjemne w odbiorze. Jeśli chodzi o Graysona, jego postać była najgorsza. Od pierwszych stron był bardzo atencyjny, Aria nie spojrzała na niego — o nie jak śmiała, zaraz musi zrobić coś, aby to się zmieniło. Równie ważnym aspektem, a jednak rozczarowującym w przypadku tej historii okazała się relacja między Arią a Graysonem. O ile na samym początku było wyczuwalne napięcie między nimi i jakakolwiek chemia, tak z czasem bardzo szybko znikała ona, doprowadzając do momentu, gdy zupełnie jej nie było. Dodatkowo relacja opierająca się tylko na problemach bohaterki do tego stopnia, że gdy tylko Grayson miał jakiś problem, ona próbowała odwrócić to tak, aby jednak ona miała gorzej, bo w końcu nikt inny nie będzie miał gorzej od niej — takie zachowanie i opieranie na tym relacji doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Niestety na tym nie koniec wad. W książce mamy do czynienia z dwoma motywami. Pierwszy z nich brother’s best friends, który z początku zapowiadał się bardzo dobrze, z czasem jednak powtarzana sekwencja o tym, że ona jest siostrą jego przyjaciel,a zniechęca jeszcze bardziej. Nie rozumiem sensu powtarzania tego zwłaszcza gdy na początku czytelnik dowiaduje się o tym, a nawet ma okazję chwilę obcować z Noah, bratem głównej bohaterki. Drugi motyw to ukrywany związek, który wcale nie był taki ukrywany. Wszyscy na około wiedzieli, że są razem. Nawet osoba, przed która ukrywali go. I o ile sama kocham ten motyw, tak w takiej sytuacji nie rozumiem jego sensu użycia. Dwoma ostatnimi, jednak dalej znaczącymi dla mnie wadami, które w jakiś sposób łączą się ze sobą, jest po pierwsze styl pisania autorki, który był okropny w każdym aspekcie. Całość ma bardzo sztywny wydźwięk, przez co nie czytało się tego przyjemnie, chcąc nie chcąc, aby przeczytać ją w pełni, musiałam ją przemęczyć, nie przez wzgląd na fabułę, a właśnie styl pisania autorki. Ostatnim już negatywnym aspektem są spicy sceny, które były jednymi z gorszych, jakie czytałam, w trakcie ich towarzyszył mi jedynie cringe i zażenowanie.
Podsumowując, uważam “Until you. Aż pojawiłeś się ty” autorstwa Catharina Maura uważam za historię, która miała ogromny potencjał, jednak zbyt dużo rzeczy w trackie poszło nie tak, zaczynając od mniej znaczących po te bardziej. I choć było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, dość mocno zniechęciło mnie ono, by poznać inne książki autorki, przynajmniej w najbliższym czasie, bo kto wie, co szykuje przyszłość.



"Until You. Aż pojawiłeś się ty." z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni…



sobota, 24 lutego 2024

"Pozwól mi zostać" - Tijan

17:05:00 0 Comments

Tkwi we mnie wiele warstw bólu. Takiego, którego nie potrafię opisać słowami, a pod nim kryje się piekło. Jest krwawe, płonie żywym ogniem. To agonia. Cierpienie. Tortura.




Tytuł: Pozwól mi zostać


Autor: Tijan


Data wydania: 07.02.2024


Wydawnictwo Papierowe Serca


Liczba stron: 406


Moja ocena: 5/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka





Myślałam, że zaczynało mi odbijać, ale gdy tego ranka obudziłam się w ramionach  Ryana, poczułam się mniej szalona. Poczułam się trochę lepiej. Poczułam się, jakbym była trochę bardziej cała. Mackenzie w brutalny sposób przekonała się, czym jest depresja. Ta potworna choroba, której objawy tak często skrywają się niezauważone pod sztucznym uśmiechem, odebrała jej najbliższą osobę – siostrę bliźniaczkę. Willow popełniła samobójstwo w dniu ich osiemnastych urodzin, a Mackenzie i jej młodszy brat musieli spędzić najtrudniejszy czas zaraz po jej śmierci u obcych ludzi. To właśnie wtedy dziewczyna poznała Ryana – po tym, jak pomyliła pokoje i wczołgała się do jego łóżka… a on pozwolił jej zostać. Ryan staje się jej bezpieczną przystanią, jedyną osobą, która wydaje się rozumieć, przez co przechodzi. Chłopak wie, jak to jest stracić kogoś, więc wspiera Mackenzie i naprawdę chce być przy niej, zwłaszcza kiedy dziewczyna mimo tragicznych okoliczności musi przetrwać w burzliwym okresie ostatniej klasy liceum. Mac stara się, jak może, by się nie rozpaść… Ale może to właśnie jest jedyny sposób, aby móc zacząć składać się na nowo?



Można zatracić siebie, jeśli zbyt wielu ludzi czegoś od ciebie wymaga.



Gdy po latach przerwy powróciłam do czytania “Pozwól mi zostać” było jedną z pierwszych książek, które pojawiły się na mojej drodze, wtedy miałam okazję przeczytać ją z biblioteki. Jednak tak bardzo zachwyciła mnie, że obiecałam sobie, że jak tylko zmotywuje się do tego, zaopatrzę się w swój egzemplarz. Trwało to parę lat, jednak na horyzoncie pojawił się własny egzemplarz i choć jest on w nowej oprawie graficznej, nie zmieniło to wspomnieć związanych z historią, czy sposobu, w jaki odebrałam ją, mam wręcz wrażenie, że po tych paru latach towarzyszące emocje przybrały na sile, pozwalając poznać tę historię w zupełnie inny sposób. Mimo wszystko nie jestem nią zachwycona, bynajmniej nie tak jak wtedy. Choć historia jest piękna, mam wrażenie, że bardzo powierzchowna, przez co wiele aspektów umyka czytelnikowi. Co do samych bohaterów ich kreacja jest po prostu średnia. Nie robią oni ani wow, ani nie są jacyś bardzo źli. Nie zmienia to jednak moich odczuć względem nich, którym zdecydowanie bliżej ku tym negatywnym. Zacznijmy od najważniejszego aspektu, a mianowicie tego, że autorka posłużyła się schematem (co samo w sobie nie jest złe) jednak w tym wydaniu, nie pasuje to do całości. Mckenzie jest nową uczennicą, która mimo tego jak od samego początku zaznaczone jest, że bardzo trudno nawiązuje znajomości, już po chwili otacza się osobami, które nazywa “przyjaciółmi”. Z jednej strony jej postać jest spokojna, bardzo empatyczna i wycofana, by po chwili stać się całkowitym przeciwieństwem, dzieje się to niezależnie od jacy ludzie ją otaczają, także obecność innych nie ma tutaj znaczenia. Co do Ryana jest on bardzo irytujący, nigdy nie przekreślam bohatera przez jego styl bycia, jednak tutaj zrobiłam to po raz pierwszy, gdyż tak sztucznego bohatera nie zdzierżę, wszystko, co robił, sprawiało wrażenie, robionego z litości i na siłę. Również jego podwójna kreacja nie przemawia do mnie, gdy to z jednej strony mamy do czynienia z golden retrieverem, by zaś za chwilę przekonać się, że wcale taki nie jest. Mam również wiele, ale do relacji Mckenzie i Ryana, która opisywana jest bardzo uczuciowo i momentami namiętnie, jednak jest tylko opisywana, gdyż czytelnik nie odczuwa tej chemii między nimi. I mimo tego, że może wydać się to wielu osobom szczegółem, dla mnie jest to coś, na co zwracam uwagę. Tutaj jednak tego zabrakło, przez co ta namiętność buduje wrażenie, jakby cała relacja opierała się na tym, że Mckenzie szuka kogoś, kto będzie obok niej, kto będzie chciał budować z nią relację, wypełniając tym samym pustkę po siostrze. Stwierdziłabym nawet, że mimo związku między bohaterami jest to relacja typu: zachowujmy się jak w związku, ale nie bądźmy w nim.



Wcze­śniej czu­łam się tak, jakby moje serce zo­sta­ło wy­rwa­ne z pier­si, ale teraz on odło­żył je na miej­sce. Podsumowując, uważam “Pozwól mi zostać” autorstwa Tijan za książkę, która mimo wielu negatywnych aspektów budzi we mnie wiele ciepłych wspomnień, przez co chcąc nie chcąc, nie potrafię wspomnieć o niej w pełni negatywnie. Pomimo że styl pisania autorki ma wiele wad tak samo zresztą jak kreacja bohaterów, dostrzegam w niej wiele rzeczy, przez które młodsze osoby mogą ją pokochać, dlatego warto samemu sięgnąć po nią i wyrobić sobie swoją własną opinię na jej temat.


"Pozwól mi zostać" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni…

niedziela, 18 lutego 2024

"Ashes" - Monika Rutka

12:30:00 0 Comments

Zapominając, wznieciłam płomień. Ten sam, który spalił każdy most prowadzący do mojej bezpiecznej wyspy. Zostałeś na niej. I choć powinno mnie to przerażać, cieszyło. Bo choć wyspa się zatopiła, Ty nauczyłeś mnie pływać. Uratowałeś mnie.




Tytuł: Ashes


Autor: Monika Rutka


Data wydania: 09.11.2022


Wydawnictwo: BeYA


Liczba stron: 400


Moja ocena: 10/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka





Możesz uciec przed ludźmi, nawet przed uczuciami... ale demony przeszłości zawsze cię dogonią!
Wsiadłszy na pokład samolotu, Elizabeth Parker zostawiła za sobą nie tylko deszczową Anglię. Nie zabrała także bagażu kłamstw, cierpienia i łez. Mroku, który spowijał jej życie podczas pobytu w domu rodziny Shaw. Teraz, twardsza niż kiedykolwiek, gotowa jest stawić czoło nowej rzeczywistości. Bez raniących serce i duszę sekretów, bez bólu i bez... Chase'a. Tak w każdym razie sądzi Lizzy. I przez pewien czas nawet jej się to udaje. Tylko że z popiołów, jakie pozostały w Crosby po wznieconym przez Lizzy ogniu, odradzają się demony... A dla nich Atlantyk nie stanowi żadnej przeszkody.



Pozwoliła sobie na  to, aby mnie złamał. Pięćdziesiąt siedem miesięcy budowałam siebie na nowo tylko po to, aby w sekundę zdmuchnął mój domek z kart. Myślałam, że mam to już za sobą, że jest dla mnie przeszłością. Ale teraz, gdy o tym myślę… Jak miałam zamknąć coś co przez cały czas było jedynie przymknięte?



Poznając pewne historie, myślimy, że nic nas już nie zaskoczy, że autorka wyłożyła wszystkie karty na stół, a nam pozostało jedynie w spokoju czekać na zakończenie, bo przecież co może jeszcze pójść nie tak? Z takim myśleniem podchodziłam do trzeciej części trylogii The Chain i mimo tego, że łudziłam się na spokojne zakończenie, takowe nie było. Również moje podejście, że po “Flame” kolejny tom nie wywoła aż tylu łez, kolejne błędne myślenie. Aż sama jest w szoku, jak bardzo przywiązałam się do bohaterów, co skutkowało tym, że nawet przy mniej ważnych kwestiach, nie mogłam powstrzymać łez.



Znaczącą różnicą pomiędzy “Flame” a “Ashes” jest to, że fabuła jest tutaj dużo spokojniejsza, choć dalej sporo się dzieje, nie jesteśmy aż tak zasypywanie co rusz nowymi ważnymi informacjami. Nie ma też momentów, gdy są one skumulowane, dzięki czemu mimo spokojnej treści, nie staje się ona nudna, a po prostu równomiernie wyważona.



Co do bohaterów widać, iż wydarzenia z poprzednich tomów zmieniły ich, wszyscy dojrzeli, zaczęli żyć na nowo pogrążeni w przeszłości lub skupieni na przyszłości, chcąc walczyć o to, by to, co było nie skreśliło ich jako ludzi. Największą przemianę dostrzegam w Lizzy, zwłaszcza jej podejściu do niektórych bohaterów, a najbardziej do Chase'a. W poprzednich tomach to ona była osobą, która starała się ratować tonący statek, pokładała nadzieję w tym, że mimo przeciwności losu dalej mają szansę. Tutaj jest postacią, która nie widzi sensu ratowania, statek już zatonął, a wyciąganie go z dnia jest jak walka z wiatrakami, w końcu oboje ruszyli do przodu, zaczęli żyć po swojemu i co ważniejsze, nauczyli się żyć bez tej drugiej osoby, jednak czy na pewno? Z kolej podejście Chase jest zupełnym przeciwieństwem wyżej wspomnianej Elizabeth, nie dotyczy to tylko tej części, ale i dwóch poprzednich, gdy to on był postacią, która mimochodem dążyła do zatonięcia, chcąc nie chcąc świadomie lub nieświadomie przyczyniał się do przyśpieszenia długotrwałego procesu. Gdy już do niego doszło, co się wydarzyło, mam wrażenie, że odkrywa przed czytelnikami swoją długo ukrywaną twarz, wychodzi z roli, jaką grał na scenie, próbując odwrócić cały ten proces, jednak nie wszystkie rany goją się, tak szybko jakbyśmy tego chcieli.



Dużym zaskoczeniem okazały się również postacie drugoplanowe. Już od pierwszego tomu ich kreacja jest na bardzo wysokim poziomie, każda z postaci ma w sobie coś, dzięki czemu chciałoby się poznać jej osobną historię, a nie tylko poszczególne fragmenty, z którymi mamy do czynienia w trakcie całej trylogii. Specjalne miejsce w moim sercu zyskała Caroline, Josephine i Zoe postacie, które mimo mniejszego udziału zasługują na to, by mówić o nich. Nie mogłabym zapomnieć również o dzieciaku, którego nie da się nie polubić i dla całego tomu jest małym promyczkiem nadziei, a mianowicie Cameron. O ile nie przepadam za dziećmi w książce, gdyż najzwyczajniej w świecie, ich kreacja nie jest dobra, tak tutaj nie mogę tego powiedzieć, gdyż nawet ten szczegół został dopracowany.



Również tutaj jak i w przypadku poprzednich tomów  książka ta jest nieodpowiednia dla osób poniżej osiemnastego roku życia przez poruszone różnego rodzaju tematy wrażliwe takie jak przemoc seksualną, sięgając po nią, proszę, pamiętajcie o tym.



Są rzeczy, których już nie zmienimy, te, które będą w naszej głowie i w sercu już na zawsze, ale życie toczy się dalej, a my musimy zaakceptować ten fakt.



Podsumowując, uważam “Ashes” autorstwa Monika Rutka za historię konieczną do przeczytania po dwóch poprzednich tomach, stanowi idealne dopełnienie i spojenie wszystkiego w całość. Mimo momentami zagmatwanej fabuły całość stanowi bardzo dobrą historię, która oprócz ciekawej akcji i bardzo dobrze wykreowanych bohaterów, przyciąga stylem pisania autorki będącym idealnym dopełnieniem. Choć zakończyłam przygodę z trylogią The Chain wiem, że nie jest to koniec poznawania twórczości autorki, a dopiero początek.



Dzięki uprzejmości wydawnictwa Editio, dla Was, naszych czytelników mamy specjalny kod rabatowy Na hasło: CZYTELNIKA10 10% rabatu na książki, ebooki i audiobooki (przy zakupach za min. 50zł), rabat łączy się z innymi zniżkami, kupon aktywny do 10.03.2024.




„Ashes" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa…



poniedziałek, 12 lutego 2024

"Flame" - Monika Rutka

12:05:00 0 Comments

Tamtego dnia moje serce rozsypało się na miliony kawałeczków, choć myślałam, że już dawno nie było co zbierać. Myliłam się. Skleiłeś potłuczone odłamki i sam ponownie rozbiłeś je o beton. Tak po prostu. Jakby to wszystko, co mieliśmy, nie miało znaczenia.




Tytuł: Flame

Autor: Monika Rutka

Data wydania: 10.08.2022

Wydawnictwo: BeYA

Liczba stron: 504

Moja ocena: 10/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka





Mosty spłonęły, wyspa zatonęła... a uśpione demony przeszłości budzą się do życia.


Z małej iskry może powstać pożar. Przelotne zauroczenie może się przerodzić w więź o wiele silniejszą od miłości. Jedno drobne kłamstewko może zapoczątkować tkanie pajęczyny, z której zaplątanym w nią ofiarom trudno się będzie wydostać. W życiu Lizzy i Chase'a kłamstw jest tyle, że można by nimi obdzielić kilkoro ludzi. A kiedy kurtyna zakłamania opada, prawda nie przynosi ulgi. Rodzi tylko kolejne pytania i wątpliwości. Kto jest kim? Komu można zaufać, skoro nawet sobie ufać do końca nie sposób? Nad Crosby zbierają się ciemne chmury. Nadchodzi huragan, a po nim coś, na co żadne z nich, ani Lizzy, ani Chase, nie jest gotowe.



Nie miałam pojęcia, że tamtej nocy odegrałeś rolę swojego życia, uśmiechając się… dla mnie. Wewnętrznie leżałeś już na dnie, podczas gdy ja jeszcze spadałam. Czekałeś, by mnie chwycić. By mnie uratować. Uratowałeś. Zawsze to robiłeś.



Niekiedy poznajemy historie, które bardzo szybko w jakiś swój sposób, skradają serce nasze serce, budzą niespotykane emocje i tworzą niesamowitą więź z bohaterami. Dla mnie te historie bywają również niedopisania słowami i w takich chwilach jak ta, gdy chcę pokazać swoje uwielbienie to danej historii, słowa przestają istnieć, a jakikolwiek sens zdań traci na swej wartości.


Pierwszy tom trylogii The Chain pt. ‘Spark’ wzbudził ogromne oczekiwania względem kontynuacji, prezentując bardzo wysoki poziom stylu pisania autorki, ale i pod względem fabuły. Nie ma co ukrywać, że po takim zakończeniu będziemy oczekiwać czegoś okej, dla tego bardzo cieszę się, że autorka podtrzymała poziom, tworząc równie wspaniałą kontynuację, o ile nawet nie lepszą. W niektórych kwestiach moje upodobania czytelnicze są bardzo dziwne, zwłaszcza jeśli chodzi o rozwój wydarzeń w książkach. Z jednej strony nie przepadam za tymi, gdzie praktycznie nic się nie dzieje, a jak już to nie wzbudza to mojej ciekawości, z drugiej zaś nie lubię gdy dzieje się za dużo i choć na chwilę historia nie zwalnia. W przypadku “Flame” okazało się, że z pozoru coś, czego nie lubimy, dobrze napisane może okazać się czymś, przez co pokochamy jeszcze bardziej daną książkę. Nie będę ukrywać to jak dużo dzieje się z samego początku, nie zachęcało mnie, czułam się za bardzo zasypana nowymi informacjami ważnymi dla fabuły. Z czasem jednak, gdy to nie zmieniało się, polubiłam to przez wzgląd na to jak dopasowane jest to zarówno do postaci jak i fabuły. Druga część trylogii zdecydowanie najbardziej namieszała w mojej opinii co do poszczególnych postaci. Na pewno warte podkreślenie jest to, jak dobrze czyta się o postaciach, których osobowości dalej odkrywamy, ciągle zaskakują nas sobą, otwierają się jeszcze bardziej na czytelnika, pokazują swoje słabości, ale i mocne strony. Najbardziej zauważalne jest to przy Chasie, dzięki jego perspektywie mamy większe możliwości jego poznania. Okazuje się, że wcale nie jest taki pewny siebie, jak próbuje wszystkim pokazać, choć niezmiennie skrywa w sobie wiele emocji, niekoniecznie chcąc pokazać swoje słabości innym, ale i nie chce pokazać siebie w stu procentach. Jego postać wytwarza wokół siebie przyjemną otoczkę, jednak nie będę ukrywać, niektóre wydarzenia sprawiły, iż nie polubiliśmy się i choć wiem, że wiele rzeczy w jego zachowaniu jest zamierzonych, tak nie zmienię tego jak bardzo irytuje mnie brak chęci komunikacji z innymi w wielu kwestiach. Co do Elizabeth mam wrażenie, że jest przeciwieństwem chłopaka. Bardzo otwiera się na czytelnika, przedstawia swoje słabości, które łatwo doprowadzają ją do wyniszczania, nie ukrywa również emocji. Choć między bohaterami widać to, że nie pokazuje ich, tak względem czytelnika nie kryje ich. O ile w przypadku pierwszej części playlistę odkryłam przed zakończeniem, tak tutaj nie mogłam się powstrzymać i już przed zapoznaniem się z historią leciała w zapętleniu przez parę dni, a potem również i w trakcie. Stając się dla mnie przy poznawaniu losów Elizabeth elementem obowiązkowym. Również tutaj jak i w przypadku pierwszego tomu książka ta jest nieodpowiednia dla osób poniżej osiemnastego roku życia przez poruszone różnego rodzaju tematy wrażliwe takie jak znęcanie się nad dziećmi, uzależnienie od alkoholu czy przemoc, sięgając po nią, proszę, pamiętajcie o tym.
Czymś, co również pozytywnie mnie zaskoczyło to ilość emocji, jaka towarzyszyła mi w trakcie czytania. Z reguły jestem osobą, która bardzo łatwo wzrusza i tutaj to nie uległo zmianie, choć lekko zdziwiłam się. Ostatnie kilkadziesiąt stron czytałam zapłakana, ledwo widząc przez co chwilę, dochodzą nowe łzy.



Ktoś mi kiedyś powiedział, że najlepszą receptą na spokojne, szczęśliwe życie jest zapomnienie. Wyparcie z siebie zła, smutku i wszelkich negatywnych myśli, które zaprzątają umysł.


Podsumowując, uważam “Flame” autorstwa Moniki Rutki za książkę wartą uwagi, jeśli znacie poprzedni tom, a nie wiedzieliście, czy warto sięgnąć po kontynuację, która budzi wiele emocji. Mimo prostoty, jaką kieruje się autorka, tworząc niewymagającą fabułę, czasu spędzonym nad nią nie mogę nazwać zmarnowanym. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Editio, dla Was, naszych czytelników mamy specjalny kod rabatowy Na hasło: CZYTELNIKA10 10% rabatu na książki, ebooki i audiobooki (przy zakupach za min. 50zł), rabat łączy się z innymi zniżkami, kupon aktywny do 10.03.2024.
„Flame" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa…

poniedziałek, 5 lutego 2024

"Never Yours" – Aleksandra Banaszek

18:35:00 0 Comments

W dzisiejszym zglobalizowanym społeczeństwie, gdzie relacje międzyludzkie odgrywają kluczową rolę w naszym codziennym życiu, literatura często stara się zgłębiać tę złożoność ludzkich interakcji. "Never yours" autorstwa Aleksandry Banaszek to książka, która w swoim centrum stawia właśnie na relacje między ludźmi i skomplikowane emocje, jakie je towarzyszą. Autorka przenosi nas do świata Marietty, bohaterki, która musi zmierzyć się ze swoim przeszłym oprawcą. To opowieść o zemście, przebaczeniu i konsekwencjach, jakie niosą ze sobą nasze wcześniejsze doświadczenia.






Tytuł: Never yours

Autor: Aleksandra Banaszek

Data wydania: 15 listopada, 2023

Wydawnictwo: Amare

Liczba stron: 476

Moja ocena: 6/10

Autor recenzji: Julianna Kucner






Karty dziennika Marietty przyjmowały wszystko – historie jej sukcesów i porażek, młodzieńcze fascynacje i wspomnienia przemocy szkolnej, której padła ofiarą. Jednak te czasy to już przeszłość. Teraz Mari jest dziennikarką poczytnego magazynu i sprawnie wspina się po szczeblach kariery, licząc na wymarzony awans. Jego cena będzie zaskakująco wysoka: przeprowadzenie wywiadu z unikającym mediów biznesmenem, który okazuje się… jej oprawcą z przeszłości. Mari doskonale zdaje sobie sprawę, że mimo buzującej w niej wściekłości musi zachować profesjonalizm. Przystojny i ubrany w nienagannie skrojony garnitur Jan Walter jest nadal tak samo irytującym i aroganckim człowiekiem, jakim go zapamiętała. I co najważniejsze – zupełnie jej nie kojarzy. W głowie Marietty rodzi się myśl o zemście na człowieku, który upokorzył ją lata temu. Nie podejrzewa, że wkrótce sytuacja całkowicie wymknie się spod kontroli, a w jej sercu zapanuje zamęt, jakiego wcześniej nie znała…


 "Never yours" to powieść, która miała potencjał, ale niestety nie spełnia wszystkich moich oczekiwań. Autorka wprawdzie stara się przedstawić interesujący portret psychologiczny głównej bohaterki, Marietty, lecz niestety opowieść nie rozwinęła się w pełni, pozostawiając wiele niedopowiedzeń. Fabuła, choć początkowo obiecuje emocjonujące zwroty akcji, niestety traci na intensywności w dalszej części książki. Konfrontacja Mari z jej oprawcą z przeszłości mogłaby być momentem kulminacyjnym, lecz autorka nie wykorzystuje pełni jej potencjału, co sprawia, że zakończenie wydaje się niedosytujące. Co więcej, pomimo prób ukazania złożonej postaci Marietty, portret psychologiczny bohaterki pozostaje niedociągnięty. Brakuje głębszych wzmianek o traumie, jaką przeżyła w przeszłości, co powoduje, że jej motywacje i emocje nie są w pełni zrozumiałe dla czytelnika. Dodatkowo, akcji w powieści brakuje dynamiki i momentów, które utrzymywałyby czytelnika w napięciu. Mimo obiecującego wątku zemsty i konfrontacji z oprawcą, brakowało akcji, która mogłaby podtrzymać tempo narracji i sprawić, że czytelnik chciałby nieustannie obracać kolejne strony książki. Mimo tych wad, "Never Yours" ma swoje mocne strony, takie jak ciekawy pomysł na fabułę oraz próba ukazania psychologicznych aspektów postaci. Jednakże, z powodu braku satysfakcjonującego zakończenia, fabuły, która się dłużyła, oraz akcji, której brakowało, nie można ocenić tej książki wyżej niż 6/10. Wydawnictwu Amare dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce życzę sukcesów, a czytelników zachęcam do skomentowania zawartości poniżej :)

sobota, 3 lutego 2024

"Soften me again" - Weronika Schmidt

11:00:00 0 Comments

Zapominanie to jeden z najboleśniejszych stanów na świecie. Wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że człowiek może zapomnieć tak proste rzeczy, jak choćby dźwięk głosu drugiej osoby. Jej uśmiech, kolor oczu czy to, jak dobrze spędzało się wam razem czas. Wszystkie wspomnienia z czasem zacierają się w umyśle człowieka do tego stopnia, że z dnia na dzień pozostaje w nim jedynie pustka spowita mgłą. Ból, który wypełnia ciało i serce po brzegi.




Tytuł: Soften me again

Autor: Weronika Schmidt

Data wydania: 08.01.2024

Wydawnictwo: ImagineBooks

Liczba stron: 354

Moja ocena: 6.5/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Po kilkunastu długich miesiącach Willow wraca do Londynu. Otwiera swoje pierwsze studio tańca i spełnia marzenia, które nareszcie stały się rzeczywistością. Pragnie też jeszcze jednego: chce żyć tak, jakby to, co stało się pomiędzy nią a Victorem Daftem, nigdy nie miało miejsca. Przez cały ten czas próbowała o nim zapomnieć. On także próbował zapomnieć o niej. Kiedyś była gotowa poświęcić dla Victora wszystko, ale czy chłopak dostał wystarczającą lekcję pokory? Czy był dla Willow „właściwą osobą w niewłaściwym czasie”? I najważniejsze pytanie… czy wciąż nią jest?


Rozsypaliśmy się na kawałki, które dopiero teraz tworzyły spójną całość.


Niektóre z rozczarowań bolą bardziej niż inne i, mimo że czujemy niedosyt, bardzo ciężko spojrzeć na historię negatywnie, ciężko wystawić jej choćby delikatnie słabszą ocenę, a tym bardziej dużo ciężej rozstać się z nią…


Po “You soften me” nie mogłam doczekać się kontynuacji, dlatego cieszyłam się jeszcze bardziej z tego, że nie muszę czekać na nią tak długo. Od samego początku spodziewałam się, że będzie to historia w rodzaju “płakajki”, czyli  historii, która wywołuje fale łez. Z początku faktycznie tak było, praktycznie przez sporą część pierwszych stu stron miałam łzy w oczach, z czasem jednak zawitało odrętwienie, zwiastujące zupełnie inny odbiór historii niż się spodziewałam.


Co do bohaterów, muszę wspomnieć o Grace, która jest pierwszym dzieckiem pojawiającym się w książce, które bardzo polubiłam. Czytając sceny, gdy pojawia się ciężko nie uśmiechnąć się, choć na chwilę, śmiem stwierdzić, że zarówno dla innych bohaterów jak i dla czytelników jest małym, słodkim promyczkiem. Kreacja innych dalej jest na bardzo wysokim poziomie. Widać spójność pomiędzy pierwszym a drugim tomem. Ich osobowości, działania i zmiany, jakim podlegają w trakcie narracji, nadają historii głębię i znaczenie. Czytelnik wchodzi w interakcję z bohaterami, współczując im w trudnych chwilach, ciesząc się ich sukcesami i identyfikując się z ich życiowymi dylematami. W rezultacie bohaterowie stają się mostem między światem fikcji a rzeczywistością, pozostawiając czytelnika z głębokim wrażeniem i refleksją.


Nie można zaprzeczyć, że “Soften me again” jest dobrą kontynuacją, choć znacznie spokojniejszą, co zależnie od gustów może wydać się bardziej pozytywnym bądź negatywnym aspektem całości. Niestety dla mnie osoby lubiącej gdy coś się dzieje, stanowi to minus. I o ile chwilowe zwolnienie fabuły podoba mi się, tak prowadzenie tego przez całość nudziło mnie, nie byłam w stanie skupić się, a każdy najmniejszy szmer wydawał się bardziej interesujący, co chcąc nie chcąc odbierało przyjemność czytania, tym samym zwiększając poziom irytacji.


Mówią, że prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać wszystko. Że jeśli istnieje na świecie przeznaczona ci osoba, los prędzej czy później skrzyżuje ze sobą wasze drogi. Nawet jeżeli wcześniej będzie wiązało się to z ogromnym bólem i wieloma wyrzeczeniami.

Podsumowując, uważam “Soften me again” autorstwa Weronikii Schmidt za książkę obowiązkową do przeczytania, jeśli znacie pierwszy tom, którego znajomość w tym przypadku jest konieczna. Co do samej historii, jedynym dla mnie mankamentem jest towarzysząca nuda w trakcie jej czytania, choć w przypadku tej historii jestem w stanie przymknąć na to oko…



Wydawnictwu ImagineBooks dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.