Insta


czwartek, 17 października 2019

"Kroniki Jaaru Księga Luster" – Adam Faber

14:00:00 0 Comments

  Kroniki Jaaru. Księga Luster" Adam Faber

„Gdyby Harry Potter był dziewczyną nazywałby się Kate Hallander”



Sądzę, że wielu fanów sławnego czarodzieja poczuło się zaintrygowanym powieścią polskiego pisarza, a okładkowe sroki z pewnością zwróciły uwagę na okładkę. Osobiście nie jestem inna, mogę się wpatrywać w tę książkę, jak w obraz. Piękna okładka jest zasługą Tojko, którą możecie znać przez jej zakładki. Oprawa przykuwa wzrok i daje poczucie bajkowej opowieści, twarda oprawa, lustrzany napis, wzbogaca powieść.
Księga Luster jest początkiem serii z uniwersum Kronik Jaaru, to tu wszystko się zaczyna, to tu poznajemy główną bohaterkę.


Kate prowadzi spokojne życie, mieszkając w Londynie z ciotką, chodzi do szkoły, niczym się nie wyróżnia. Intryguje ją sklep z pamiątkami prowadzony przez znajomą jej cioci, jednak ta nie pozwala jej tam chodzić, argumentując tym, że nie ma nic tam dla niej. Dziewczyna nie bierze tego na poważnie i wybiera się do tego miejsca. Sprzedawczyni daje jej księgę, która ma na swoich stronach zapisane zaklęcia i rytuały. W szkole pojawia się nowy chłopak, nastolatka nie wierzy w magię, próbuje zaklęcia miłosnego, czar działa, tylko że przynosi on odwrotny skutek. Przez przypadek Kate trafia do Jarru, magicznej krainy z magicznymi stworzeniami.


Losy Fiona i Kate się splatają. Nie wszystko wychodzi zgodnie z planem, a z pozoru dobre intencje wcale takie nie są.Spodziewałam się czegoś podobnego do Harrego Pottera, rzeczywistość okazała się inna, jak dla mnie to, że jest magia, magiczne istoty, postać dowiadująca się o świecie magii, walka ze złem, to jest tylko podobne do książek o sławnym czarodzieju. Część osób sięgając po tę książkę, może się rozczarować przez to porównanie, uprzedzam, nie zapatrujcie się w to w taki sposób, bo historia jest naprawdę dobra, a nastawienie się na coś podobne do Harrego Pottera może zepsuć odbiór powieści.



Świat wykreowany jest bardzo baśniowy. Fion wraz z rodziną mieszka na wielkim kwiatku, podróżują poprzez lot na motylu, w tym świecie znajdują się także jednorożce, przyznam, że nie czytałam jeszcze książki z tymi stworzeniami. Według mnie to one są słodkim bardzo baśniowym element, która dziewczynka młodsza lub starsza nie marzyłaby o spotkaniu takiego magicznego stworzenia. Mimo tego, że postaci jest wiele, które uczestniczą w historii, to nie jest trudno je zapamiętać, dlatego, że każda z nich jest unikalna, nie są to przeciętni ludzie, ale właśnie istoty typu jednorożec, nimfa, czarownica, fer, są to postacie tak różne i tak inne, że z łatwością można je rozróżnić i zapamiętać. Można by pomyśleć, iż zostajemy wrzuceni na głęboką wodę w związku z nowym światem, nic bardziej mylnego. Kate nie ma pojęcia o magii, tafia do Jaaru i powoli zaczyna się wszystkiego dowiadywać, a tym samym taką możliwość ma również czytelnik. Zasady magii, rytuały wszystko jest dokładnie opisane, niezwykle podobało mi się to, bo można wprost poczuć tę magię.



Język sprawia, że całość sprawnie i szybko się czyta, a nazwy własne np. stworzeń są wytłumaczone. Brak jest wulgaryzmów i brutalności. Jeżeli tylko złapie w swoje ręce kolejne tomy, to na pewno zapoznam się z dalszą historią. Kroniki Jaaru polecam szczególnie dzieciom oraz młodszej młodzieży, takie osoby mogą się zachwycić całością, dla starszych może to być przyjemna lektura. 
Fion jest ferem, istotą związaną z magią, bardziej niż inne. Nie dogaduje się z ojcem i postanawia opuścić dom. Idąc lasem, spotyka łanie, która prowadzi go do jaskini. Zwierzę zmienia się i przybiera postać kobiety, która okazuje się nimfą. Miła kobieta proponuje nastolatkowi pomoc w odnalezieniu swojej czarownicy, bo taka jest starożytna tradycja.





Jaar to ciekawe miejsce, które zachwyci nie tylko młodych czytelników, również starsi znajdą coś dla siebie. Fabuła nie jest bardzo skomplikowana, ale także nie jest nudna i łatwa. Razem z Kate wkraczamy do nowego świat i poznajemy jego tajemnice. Ilość wątków pozwala na niepogubienie się w akcji, wszystko razem się łączy, powstaje spójna historia. Zwroty akcji nie powodują zakłopotania, są one w porządku, wzbogacają akcje.

sobota, 12 października 2019

"Abecadło Pierdziołki" praca zbiorowa

18:00:00 0 Comments

Nr. recenzji: 
327
Tytuł: „Abecadło Pierdziołki"
Autorpraca zbiorowa
Tłumacz
Liczba stron: 48
Data polskiego wydania: 1 października 2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
W moim odczuciu: 6/10
Autor recenzji: Lucyna Janicka

Z postacią Pana Pierdziołki często spotykałam się w dyskusjach na portach społecznościowych, te tytuły gdzieś krążyły. Osobiście nigdy nie miałam styczności z tytułowym bohaterem, kiedy jednak pojawiła się okazja do poznania nas ze sobą, postanowiłam skorzystać z zaproszenia. Abecadło Pierdziołki to dobra propozycja dla rodziców i dzieci, które lubią pośmiać się, a także pomyśleć w trakcie czytania i porozmawiać na temat lektury. 


Książeczka stanowi zbiór wierszy, wierszyków, wyliczanek i piosenek, przeznaczonych dla dzieci. Podczas czytania napotkałam zarówno dobrze znane mi teksty, jak i takie, z którymi po raz pierwszy się spotkałam. Po tytułowym abecadle spodziewać się można alfabetycznie ułożonych wierszyków, żeby dziecko mogło uczyć się poprawnej kolejności literek i ją sobie utrwalać. Na przewrotnego Pierdziołkę z szafy spadło abecadło, wpadając mu do kieszeni. Bohater chwilę w niej pogrzebał i literki powybierał samodzielnie. W ten sposób stworzył swój własny alfabet. Przez taki zbieg wydarzeń nie możemy liczyć na to, że alfabet będzie ułożony prawidłowo. W ramach rekompensaty za brak kolejności Pierdziołka zapowiada rozbawienie czytelników. 


Już pierwszy wierszyk znajdujący się w książce wywołał u mnie uśmiech. Nie można odmówić mu dowcipnego charakteru, a rysunek pasujący do treści pozwala na uśmiech od ucha do ucha. Równie pozytywnym aspektem jest w moim odczuciu to, że do jednej literki najczęściej autorzy zamieszczają kilka wierszyków, które są rozmieszczone w różnych miejscach pojedynczych stron. Różna długość zamieszczonych tekstów pozwala dopasować wierszyki do wieku i możliwości dziecka. Całkiem duża część wierszyków stanowi świetny materiał do porozmawiania z maluchem na temat znanych stereotypów. Widzimy przykładowo wierszyk o tym, że motorniczym zostaje ten, kto się na niczym nie zna, albo że dobrze zbudowany mężczyzna nie może pochwalić się wiedzą i rozumem. Sądzę, że jest to rewelacyjna okazja do rozmowy z dzieckiem na podobne tematy. Ilustracje znajdujące się na wszystkich stronach są bardzo bogate, kolorowe, ale przede wszystkim pasujące do treści. Patrząc już na sam obrazek, można się pośmiać, co uważam za duży plus książki. 


W Abecadle Pierdziołki znalazłam również treści, które w moim odczuciu nie są odpowiednie dla dziecka i mi samej źle się je czytało. Wiem, że kiedy mój dwulatek będzie starszy i sięgniemy do lektury Abecadła, kilka pozycji po prostu pominę. Szczególnie wierszyk, w którym po powtórzeniu słowa rozmówczyni ma ściągnąć gacie i się ożenić. Czytałam go kilkanaście razy, próbowałam odnaleźć w nim jakieś drugie dno, zauważyć coś, czego na pierwszy rzut oka nie widać. To niestety nie zakończyło się powodzeniem, dlatego postanowiłam w przyszłości tę pozycję po prostu omijać. Podobnie jest z dwiema stronami związanymi z ruchem ulicznym. Tutaj także pojawiają się nieco nieprzyjemne w odbiorze powiedzonka, jednak mimo wszystko sądzę, że są dość trafne. Na ulicach, szczególnie w porze największego ruchu, jest przecież nerwowo i chaotycznie.   


W mojej ogólnej ocenie książeczka wypada całkiem nieźle. Faktem jest, że wiele treści musiałam czytać kilka, a nawet kilkanaście razy, ale to pozwoliło mi na ujrzenie drugiej strony tekstu. Jednocześnie to podnosi poziom trudności książki dla dziecka, bo taką jest Abecadło Pierdziołki. Na pewno chętnie będę czytać z synkiem większość wierszyków, bo naprawdę potrafią rozbawić, a te moim zdaniem nieodpowiednie mogę pominąć. Abecadło Pierdziołki to z pewnością dobra pozycja dla rodziców, którzy ze słów kupa czy dupa nie robią tematu tabu, udając, że takie wyrazy nie istnieją. Jeśli jesteś rodzicem, który ma luźne podejście do dziecka, książka z pewnością będzie dla Was odpowiednia. Warto również poszukać wszędzie tego drugiego, czasem głęboko ukrytego dna. W wielu przypadkach okaże się, że to ukryte dno jest doskonałym tematem do rozmowy o marzeniach, szacunku i akceptacji innych. 

czwartek, 10 października 2019

„Nocne rozmowy" Mariola Słabosz

13:00:00 0 Comments
Jak to z tą miłością jest? Mówią, że tego uczucia pragnie każdy człowiek. Szczęśliwie zakochani potwierdzają, że miłość uskrzydla. Jednak czy każda miłosna historia wygląda tak samo i kończy się happy end-em? Czy miłość może być wyniszczająca, wręcz szkodliwa? 

Nr. recenzji: 324
Tytuł: „Nocne rozmowy"
Autor: Mariola Słabosz
Liczba stron: 324
Data polskiego wydania: 8 sierpnia 2019
Wydawnictwo: Novae Res
W moim odczuciu: 9/10


Mariola Słabosz w “Nocnych rozmowach” przedstawiła nam dokładnie osiemnaście różnych historii. Dziewięć z nich to zwierzenia kobiet, natomiast drugą połowę stanowią zwierzenia mężczyzn. Historie te są bardzo intymne, przedstawiają punkt widzenia zarówno od strony kobiet, jak również mężczyzn. Każda osoba z osobna zwierza się nam ze swoich życiowych problemów i rozterek. Wspólnym mianownikiem tych rozważań, jak już można się domyślić, jest oczywiście miłość i różnorodne jej oblicza. 

Istnieje wiele książek, w których poruszany jest wątek miłości. Szczerze powiedziawszy jest to naprawdę duża grupa, więc przyznam, że jest w czym wybierać. Jednakże mało jest takich książek, które trafiają prosto w serce i które mają nas w pewnym sensie uwrażliwić na problemy drugiego człowieka. Zdecydowanie „Nocne rozmowy" należą właśnie do tej grupy. Książka jest bardzo życiowa. Porusza rzeczywiste problemy z jakimi przychodzi nam zmagać się w codziennym życiu. Zdrada, obojętność czy zazdrość to tak naprawdę tylko czubek góry lodowej. Ludzie często nie potrafią ze sobą rozmawiać, uczucie się wypala i pozostaje tylko niesmak oraz żal do drugiej osoby. Często wśród ludzi pojawia się też problem nie radzenia sobie ze sobą i swoimi emocjami. Sięgają oni wtedy po alkohol, narkotyki czy inne używki lub, co gorsza, dopuszczają się przemocy domowej, co w konsekwencji prowadzi do wyniszczenia zarówno siebie jak i najbliższych. 

Kluczową sprawę w książce odgrywają liryki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Wymuszają one na nas chwilę zadumy. Także nawiązanie do tytułu jako do rozmów prowadzonych nocą ma zasadniczy charakter. Myślę, że nie bez powodu autorka zastosowała ten zabieg. W końcu kiedy jak nie nocą mamy czas na analizowanie swojego życia? Nocą wszystko wydaje się inne. Noc to czas na rozmowy i dyskusje o tym, co nas boli i z czym sobie nie radzimy. To najlepsza pora do zwierzeń. Za dnia często nie znajdujemy na to czasu, pochłania nas pęd życia i codzienne obowiązki. Noc natomiast daje nam szansę na refleksje dotyczące naszego życia. 

Wszystkie historie mocno mnie ujęły i skłoniły do głębszych przemyśleń dotyczących danego problemu. Każda z nich bowiem dotyka innego obszaru w którym takowy problem się pojawia. W jednym z opowiadań poznajemy kobietę, która straciła swojego męża w wypadku. Bohaterka nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, z którą musi zmagać się sama. Przechowuje ubrania i pamiątki związane z ukochanym, licząc na to, że choć trochę zrekompensują jej brak tak bliskiej osoby. W innym opowiadaniu poznajemy mężczyznę, który nie radzi sobie z agresją, co w konsekwencji doprowadza do przypadkowego zabicia swojej partnerki. Jeszcze inne opowiadanie to zwierzenia mężczyzny z problemem alkoholowym i przykre skutki z tym związane. Najbardziej jednak poruszyła mnie historia młodego chłopaka, którego przyjaciółka choruje na raka i w niedługim czasie umiera. Postawa chłopaka, który został z nią do końca dogłębnie mną poruszyła. Mogłabym tak przytaczać każdą historię, ale jestem zdania, że każdy indywidualnie powinien się z nimi zapoznać. 

Jak mogę podsumować książkę Marioli Słabosz? Myślę, że to naprawdę piękna i wzruszająca pozycja, więc każdy powinien ją przeczytać i przeanalizować. Książka zmusza nas do refleksji dotyczących zarówno naszego życia, jak i naszego stosunku do drugiego człowieka. W pędzie dzisiejszego świata często zapominamy o najbliższych. Nie mamy czasu na drobne gesty, które budują nasze więzi czy relacje. Nie poświęcamy czasu, ani uwagi drugiej osobie. Zamiast budować miłość na silnych fundamentach szukamy dróg na skróty, a przecież nawet najpiękniejszy dom bez solidnych fundamentów po czasie się zawali. Z miłością bywa podobnie - nie da się zbudować uczucia bez zaufania i wzajemnej współpracy. Myślę więc, że warto się na chwilę zatrzymać i przemyśleć pewne sprawy nie tylko ze swojej, ale również z perspektywy bliskiej nam osoby. Tego właśnie wam życzę, żebyście potrafili doceniać obecność drugiego człowieka i czerpali radość z możliwości przebywania z nim. 

wtorek, 8 października 2019

„Kryształowe serca" Augusta Docher

15:00:00 0 Comments

Obok powieści Augusty Docher pt. „Kryształowe serca” nie da się przejść obojętnie. Dodam, że to już drugie wydanie tej książki z wydawnictwa Novae Res. Poprzednie różniło się okładką, ale właśnie to zdecydowanie bardziej trafia w moje serce. Czytając tę pozycję po prostu nie da się nudzić.

Nr. recenzji: 323
Tytuł: „Kryształowe serca"
Autor: Augusta Docher
Liczba stron: 380
Data polskiego wydania: 6 września 2019
Wydawnictwo: Novae Res
W moim odczuciu: 8/10


Fabiana to młoda i bardzo urodziwa studentka. Mieszka w Warszawie wraz ze swoim chłopakiem Tymonem. Dziewczyna dorabia jako fotomodelka. Pewnego dnia dostaje bardzo korzystną ofertę na kilkutygodniową sesję. Fabiana rezygnuje jednak z propozycji, ponieważ jest przeciwna samotnym wyjazdom z kraju, a sesje miałyby odbywać się w Odessie na Ukrainie. Nagle życie dziewczyny diametralnie się zmienia. Zostaje porwana przez Karima - kazachskiego miliardera i uwięziona na Lazurowym Wybrzeżu. Okazuje się jednak, że porywacz dba o to, by dziewczynie niczego nie brakowało. Elegancko urządzony pokój, własna łazienka i szafa pełna najmodniejszych ubrań to tylko część luksusów jakie na nią czekają. Pomimo całego dobrobytu Fabiana nie czuje się dobrze. Za wszelką cenę próbuje dowiedzieć się dlaczego została porwana i przede wszystkim - jakie plany wobec niej ma porywacz. Czy prawda wyjdzie na jaw i Fabiana zostanie uwolniona? 


Książkę czyta się bardzo szybko i bardzo dobrze. Autorka z lekkością przenosi nas w świat Fabiany i jej porywacza. Powieść jest bardzo wciągająca i trzyma w napięciu już od pierwszego rozdziału. Liczne wątki, spora ilość bohaterów i duża dawka uczuć - to wszystko kryje się za tytułem „Kryształowych serc”. Od samego początku nic w tej powieści nie jest oczywiste. Historia zmienia się z minuty na minutę, więc ciężko odłożyć książkę na bok. Ku mojemu zaskoczeniu Fabiana przebywając we Francji na Lazurowym Wybrzeżu dowiaduje się sporo na temat kultury i zwyczajów mieszkańców Kazachstanu. Jest to miły i rzadko spotykany dodatek do powieści. W ten sposób czytelnik może sam sobie wyobrazić życie w Kazachstanie. Możemy powiedzieć, że Karim wprowadza dziewczynę w swój świat


Historia Fabiany i Karima jest bardzo ciekawa i przewrotna. Na początku miałam negatywne odczucia co do samego porywacza, w końcu czyn jakiego się dopuścił był karygodny. Jednak z biegiem wydarzeń sam bohater da się polubić. Natomiast postać dziewczyny jest bardzo specyficzna. Podziwiam jej upór i chęć poznania prawdy. Dziewczyna jest też bardzo uparta co pomaga jej w dążeniu do założonego z góry celu. Z drugiej jednak strony bohaterka jest bardzo nierozważna. Jej postać momentami bywa wręcz irytująca, a decyzje jakie podejmuje - bezmyślne. Jej postać - pomimo wielu sprzeczności okazała się jednak bardzo intrygująca. W powieści spotkamy się z przeróżnymi sytuacjami, czasem wręcz szokującymi. Porwanie czy potyczki mafii - to wszystko wydaje się tak nieoczywiste, a zarazem fascynujące, że kartki wręcz same przerzucają się pod palcami.


Reasumując powieść „Kryształowe serca" to naprawdę dobra pozycja. Niezwykła historia Fabiany i Karima porusza serce. W powieści poznamy wielu ciekawych i różnorodnych bohaterów, a także dowiemy się co nieco o kazachskich obyczajach. Będziemy świadkami wielu szokujących wydarzeń, oraz skutków jakie niosą za sobą podejmowane przez bohaterów decyzje. Wejdziemy do niebezpiecznego świata w którym mafijne porachunki nie są niczym dziwnym, a miłość ma różne oblicza. 


Polecam każdemu zapoznać się z historią Fabiany i Karima, zwłaszcza teraz w te zimne, jesienne wieczory. Bo kto z nas nie chciałby się przenieść na gorące plaże Lazurowego Wybrzeża? 

niedziela, 6 października 2019

„Firma" John Grisham

12:15:00 0 Comments


Numer recenzji: 318
Tytuł: „Firma"
Autor: John Grisham
Tłumacz: Krzysztof Obłucki, Lech Żołędziowski
Liczba stron: 480
Data polskiego wydania: 13 sierpnia 2019
Wydawnictwo: Albatros
W moim odczuciu: 9/10

Niestety nadchodzi moment kiedy musimy pożegnać lato. Na pożegnanie miałam okazję przeczytać powieść po której początkowo niczego dobrego się nie spodziewałam. Po przeczytaniu opisu stwierdziłam, że będzie nudna i mnie wymęczy. Ale... Okazało się, że książka jest świetna, a ja przeczytałam ją jednym tchem! Jak widać niektóre pierwsze wrażenia mogą być złudne, a zapoznanie się z powieścią było najlepszą decyzją. Chodzi o powieść "Firma" autorstwa Johna Grishmana. Mitch McDeere właśnie kończy studia prawnicze i staje przed wyborem kancelarii prawniczych. Mężczyzna należy do grona najlepszych studentów, dlatego też większość kancelarii stoi przed nim otworem. Początkowo Mitch dostaje propozycję z prestiżowych kancelarii znajdujących się na Wall Street. Jednak, gdy idzie na rozmowę o pracę do firmy "Bendini, Lambert i Locke" mieszczącej się w Memphis zmienia zdanie i postanawia zaryzykować. Główną przyczyną, która sprawiła, że wybrał tą pracę są pieniądze, zakup nowego samochodu i wzięcie niskooprocentowanego kredytu na budowę domu. Niestety jak się później okaże obiecane "złote góry" sprawią, że nasz bohater znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie... Jednak, czy Mitch'owi uda się uratować siebie i żonę? Tego dowiecie się czytając powieść "Firma" autorstwa John'a Grishman'a. Jak już wspomniałam wcześniej nie spodziewałam się po tej książce wiele. Jednak zostałam bardzo miłe zaskoczona. Pochłonęłam tę powieść w ciągu dwóch dni. I owszem muszę przyznać, że początek nie był dość zachęcający, jednak jak akcja zaczynała się rozkręcać nie mogłam się oderwać, a zakończenie wręcz wbiło mnie w fotel! Z czystym sumieniem muszę przyznać, że jest to jedna z lepszych książek, które czytałam w tym roku.
Mitch Mc Deere to główny bohater powieści "Firma". Jest to postać bardzo ambitna, która nie boi się podejmować ryzyka w swoim działaniu. Polubiłam go od początku. Zaimponował mi swoim charakterem i podejściem do życia. Niestety był też pewien moment w książce, kiedy miałam ochotę dać mu w twarz ze względu na jego poczynania, jednak ta niechęć nie trwała długo.
Abby McDeere to żona głównego bohatera. Jest to postać, którą również polubiłam od razu. Bardzo spasowało mi jej podejście do życia, głównie ze względu na to, że gdy jej mąż dostał dobrze płatną pracę, ona ze swojej nie zrezygnowała, co pewnie zrobiłaby większość kobiet, które znalazłyby się w jej sytuacji. Podziwiam ją również za jej wytrwałość i miłość do męża, który po rozpoczęciu pracy w kancelarii w domu przebywał sporadycznie. Ponadto ta bohaterka zaimponowała mi tym, że mimo wielkiego ryzyka jakiego miała się podjąć nie zawahała się. Nawet wtedy, gdy jej życie wisiało na przysłowiowym włosku. Język powieści jest bardzo prosty i zrozumiały, mimo, iż cała fabuła powieści kręci się wokół tematyki prawnej, a dokładniej prawa podatkowego. Nawet jeżeli gdzieniegdzie spotkamy słownictwo typowo prawnicze z kontekstu bardzo łatwo wywnioskować o czym czytamy. Dlatego też jeżeli macie ochotę na przeczytanie naprawdę świetnego thrillera, trzymającego w napięciu, aż do ostatniej strony to z całego serca polecam wam książkę "Firma" autorstwa John'a Grisham'a. Uwierzcie mi nie pożałujecie sięgnięcia po tę lekturę, a jedyne czego będziecie mogli żałować to nieprzespanych nocy i zaniedbanych obowiązków...

sobota, 5 października 2019

Adwokat diabła - Andrew Neiderman

09:00:00 0 Comments
 "On zna to zło, które drzemie w ludzkich sercach, przewiduje je, a może nawet podsyca, a następnie, jak przystało na prawdziwego przywódcę, staje u boku swoich żołnierzy, wspierając ich i broniąc."


Znalezione obrazy dla zapytania adwokat diabła książka 



Nr. recenzji: 326
Tytuł: Adwokat diabła
Autor: Andrew Neiderman
Tłumacz: Maciej Machała
Liczba stron: 335
Data wydania: 17 lipca 2019 r.
Wydawnictwo: Vesper
W moim odczuciu: 9/10






   Każdy z nas zna postać diabła, która od zalania dziejów pojawia się w literaturze i sztuce. Ukazywana jest w różnych formach i postaciach, wzbudzając strach. Książka Adwokat diabła pióra Andrew'a Neiderman'a to kolejna  pozycja na rynku poruszająca tematykę walki dobra i zła. Opowiada ona historię młodego adwokata Kevina, który bierze w swoje ręce gorącą i kontrowersyjną sprawę. Utalentowany i przebiegły obrońca staje się obiektem zainteresowań pewnej kancelarii, która w swoich dziejach nie posiada ani jednej przegranej sprawy...


   Andrew Neiderman swoją powieść wydał w 1990 roku, a następnie doczekał się ekranizacji wyreżyserowanej przez Taylora Hackforda w 1997. Wydanie, które trafiło do mojej ręki, nie jest pierwszym polskim wydaniem tego tytułu. Wydawnictwo Vesper zrobiło kawał dobrej roboty przy wydaniu książki. Sama okładka jest mroczna i od razu sprawiła, że zainteresowałam się tym tytułem. Jednak to nie ona sprawiła, że jest to jedno z lepszych wydań na mojej półce - do wszystkiego przyczyniło się wnętrze. Wkład książki ozdobiony jest czarno-białymi obrazkami, które potrafią przyprawić o dreszcze. Dodatkowo w moim egzemplarzu znalazłam niesamowitą zakładkę w tym stylu, która została jedną z najczęściej używanych przeze mnie. 


   Jak wiemy, nie należy oceniać książki (tylko) po okładce, więc przejdźmy do całej fabuły, która do samego końca trzyma czytelnika w niepewności. Aura tajemniczości i niepokoju towarzyszy nam od pierwszej do ostatniej strony. Nie było momentu, w spotkaniu z tą powieścią, kiedy czułam się spokojna o dalsze losy bohaterów. Widać w niej wyraźne zawiązanie akcji, od którego strony przewraca się w piekielnie szybkim tempie. Zabieg ten nie jest w dzisiejszych czasach stosowany w tak dobry sposób, jak w tej książce. Zdecydowanym plusem są bohaterowie, którym się kibicuje. Kevin to zdecydowanie moja ulubiona postać. Niejednokrotnie współczułam mu sytuacji, w jakiej się znalazł oraz tego, z jaką kobietą spędzał swoje życie. Jego żona w trakcie trwania fabuły zmieniła się diametralnie i z każdą odwróconą kartką denerwowała mnie jeszcze bardziej. Ukazuje to jednak kunszt Andrew'a Neiderman'a, który w cudowny sposób ukazał zmianę psychiki pod wpływem dotyku zła.


   Styl autora bardzo przypadł mi do gustu. Mimo upływu lat język i styl wypowiedzi nie różni się zbytnio od tego, co dzisiaj jest pisane. W trakcie czytania Adwokata diabła nie ma się wrażenia, że czyta się coś wydanego w 1990 roku. Czas akcji jest uniwersalny, przez co przestroga płynąca z całej powieści wydaje się idealnie dopasowana do czasów, w których żyje czytelnik. 


   Moja ocena jest zaniżona tylko z jednego względu - jak dla mnie niektóre momenty, w książce były niepotrzebnie opisywane tak obszernie. Brakowało mi dokładniejszego opisu istoty diabła oraz jego większej obecności. Miałam nadzieję na postawienie w centrum uwagi właśnie jego, lecz nie jest to coś, co sprawiło, że książka mnie rozczarowała.


   Bardzo pozytywnie zaskoczyłam się podczas lektury Adwokata diabła. Cudownie wydana książka, w swoim środku zawiera porywającą historię, ciekawe, nie tylko pod względem psychologicznym, postacie, a przede wszystkim uniwersalne przesłanie dla czytelnika z każdego pokolenia. Andrew Neiderman to autor, który zdecydowanie wie jak operować słowem i jak tworzyć niesamowitą, zaskakującą fabułę. Chociaż czytałam w swoim życiu wiele książek, zakończenie zaskoczyło mnie, ale również pozostawiło z uczuciem trwogi. Jeśli pragniecie odrobiny dreszczów przebiegających po plecach oraz historii, która zostawi Was z przemyśleniami, to Adwokat diabła jest tytułem wprost dla Was.



 Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Vesper.

Autorka recenzji - Klaudia P.



 

piątek, 4 października 2019

"Kasztanowy ludzik" Soren Sveistrup

22:29:00 0 Comments

Przeczytanie notki biograficznej autora sprawiło, że miałam wielkie oczekiwania wobec jego powieściowego debiutu. Z jednej strony nie chciałam się rozczarować pierwszą jego książką, ale z drugiej strony obejrzałam wszystkie sezony serialu, którego był scenarzystą i uważam go za jeden z lepszych, jakie widziałam. Czytając o nagrodach, którymi autor został obsypany, z każdą kolejną rósł apetyt na dobra lekturę.




Nr. recenzji: 322

Tytuł: „Kasztanowy ludzik"

Autor: Soren Sveistrup

Tłumacz: Justyna Haber-Biały

Liczba stron: 556

Data polskiego wydania: 2 października 2019

Wydawnictwo: W.A.B

W moim odczuciu: 8,5/10

                                                Autor recenzji: Kobieta Czytająca


Na przedmieściach Kopenhagi, na placu zabaw, zostają odnalezione zwłoki młodej kobiety. Nie tylko ją zamordowano, ale też okaleczono jej zwłoki i pozostawiono je w publicznym miejscu, do którego przychodzą dzieci. Śledztwo prowadzą policjanci, Naia Thulin i jej nowy partner, Mark Hess do niedawna pracujący w Europolu. Odnajdują na miejscu zbrodni kasztanowego ludzika, a później kolejnego, przy następnym martwym ciele. Na kasztanach są odciski palców Kristine Hartung, zaginionej rok wcześniej córki duńskiej minister spraw społecznych. Kristine uznano za zmarłą, a jej mordercę aresztowano. Jak odciski jej palców znalazły się na kasztanach? Czy te sprawy mają ze sobą jakiś związek? Policjanci obawiają się, że ta brutalna seria psychopaty jeszcze się nie skończyła.


To była świetna lektura, jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Ma wszystkie cechy idealnego thrillera: doskonale skonstruowana fabuła, wciągający przebieg akcji, zagadkowe śmierci, złowieszcze kasztanowe ludziki i wyraziści bohaterowie. Tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. Obawiałam się, czy tak długa powieść nie stanie się zbyt szybko nudna? Już po kilku pierwszych rozdziałach przekonałam się, że nie będę się nudzić, a raczej wstrzymywać oddech
i niecierpliwie przewracać kartki. Nie wiem, nawet kiedy te ponad pięćset stron już było za mną. Historia niezwykle wciągająca, trzymająca w napięciu do samego końca, zaskakująca zakończeniem.


Bohaterowie tej powieści to różnorodny wachlarz osobowości. Pani Minister spraw społecznych, która po osobistym dramacie zaginięcia dwunastoletniej córki wraca do polityki i musi mierzyć się z przeszłością, z dziennikarzami, z oponentami politycznymi i w tym samym czasie próbować zapewnić normalne życie rodzinne mężowi i synowi. Policjanci prowadzący śledztwo, Naia Thulin która jedną nogą jest już poza wydziałem i chce jak najszybciej zamknąć sprawę. Niepokorny Mark Hess, małomówny, zbuntowany, z własną przykrą przeszłością, ale też bardzo zaangażowany w śledztwo, nie przebiera w środkach, by odkryć prawdę. Barwne postacie drugoplanowe i niezwykle ważny temat powieści, stanowią doskonałe tło tej historii. Czasem przerażającej w swej brutalności i przygnębiającej realizmem.


Ta książka nie ma wad, nawet jej długość nie jest gorszą stroną. Jedynie obawiałam się, że kartki mogą ulec zniszczeniu, gdyż są zbyt cienkie, by udźwignąć tak emocjonującą historię. Wydanie jest przepiękne, złote litery tak kontrastujące z upiornym kasztanowym ludzikiem, twarda okładka trzymająca w ryzach emocje czytelnika.


Sveistrup pisze w lekki sposób, czyta się go płynnie i zaskakująco szybko znikają kolejne strony. Proza wydaje się pozbawiona emocji, napisana w prostych suchych słowach, a jednak wywołuje sporo emocji w czytelniku. Sytuacja dzieci dotkniętych przemocą o której autor pisze na kartach powieści wstrząsa czytelnikiem, ale jest opisana w sposób bardzo wyważony.


Podsumowując, książka ma same zalety — uważam, że to jeden z ważniejszych tytułów tej jesieni. Obowiązkowa pozycja na liście powieści do przeczytania dla miłośników thrillerów, kryminałów i serialowej twórczości Sveistrupa. „Kasztanowy ludzik” to dowód na wciąż trwającą dobrą passę skandynawskich autorów. Zakończenie historii daje nadzieję, że być może powstanie kontynuacja, czego szczerze życzę sobie i innym, którym ta powieść z pewnością się spodoba.

Kobieta Czytająca