Insta


środa, 15 września 2021

"Bez pożegnania" - Harlan Coben

11:52:00 0 Comments

 

Czy jesteś pewien, że znasz swoich bliskich? Czy życie z kimś przez wiele lat „pod jednym dachem”, daje gwarancje tego, aby w pełni ufać drugiej osobie? Czasem to właśnie Ci najbliżsi najbardziej nas zawodzą.

 




           Tytuł:  Bez pożegnania

            Autor:  Harlan Coben

      Data polskiego wydania: 2015

           Wydawnictwo: Albatros

                Liczba stron: 416

                     Ocena: 8/10




Głównym bohaterem jest Will Klein, chłopak z okrytej wstydem rodziny. Przed laty jego brat został uznany za winnego gwałtu i morderstwa dziewczyny z sąsiedztwa. Po tej makabrycznej zbrodni uciekł i ślad po nim zaginął. Wiele osób uznało go za zmarłego, jednak Will po jedenastu latach dowiaduje się od umierającej matki, że brat żyje… Ta wiadomość wstrząsa chłopakiem i właśnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebuje wsparcie bliskiej osoby, znika dziewczyna Will’a… Zrozpaczony chłopak na własną rękę rozpoczyna śledztwo, w trakcie którego na jaw wychodzą coraz bardziej zaskakujące fakty. Narkotyki, prostytucja to tylko namiastka tego, czego dowiaduje się o swojej dziewczynie  … Czy zniknięcie Shili ma związek z odkryciem prawdy na temat brata? Czy dziewczyna była zamieszana w tragiczne wydarzenia sprzed lat? Dlaczego zniknęła właśnie teraz? Kim tak naprawdę jest Shila? I gdzie przez te wszystkie lata był brat Willa?

 

Świetnie skonstruowana fabuła, wielopoziomowa, a zarazem spójna. Pomimo wielu wątków, czytelnik nie gubi się w czytanej historii. Kreacje bohaterów także na plus. Są prawdziwi, a ich emocje i rozterki wręcz namacalne. Coben w mistrzowski sposób dozuje nam emocje, buduje w nas napięcie i rozbudza wyobraźnię.  Wspólnie w głównym bohaterem dążymy do odkrycia prawdy, kibicujemy mu, jest nam bliski. Coben w swojej książce porusza trudne dla nas wszystkich sprawy. Rodzinne relacje są różne, czasem niezmiernie trudne, a więzy krwi nie chronią nas przed krzywdą i zdradą najbliższych osób. Ciągłe zwroty akcji i zaskakujące motywy, nie pozwalają na nudę.

 

Książki Cobena czytam często, znam styl autora i bardzo go cenię. Za każdym razem, kiedy sięgam po jego książki liczę na ogromną dawkę emocji i tym razem się nie zawiodłam.  Zakończenie było totalnym zaskoczeniem, co bardzo cenię w tym konkretnym gatunku.

 

Zabawa w chowanego

07:47:00 0 Comments




Nigdy nie wiesz, czy nie znikniesz na zawsze.......

 
 
 
 
 
 
 Nr recenzji: 
Tytuł: Zabawa w chowanego
Autor: Guillaume Musso
Data polskiego wydania: 11 sierpnia 2021 r.
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 256
  W moim odczuciu: 9/10
 
 
 
 
 
 
 

Przeczytałam wszystkie książki Guillaume Musso jakie wydał do tej pory i jedno co mogę stwierdzić z pewnością to fakt, że nie jest to pisarz którego dzieła są oczywiste. Autor bawi się konwencją, przeplata wątki z różnych gatunków literackich, wodzi czytelnika za nos, tylko po to, aby uświadomić mu, że tak naprawdę nie wie nic, a to co wydaje się prawdą wcale nią nie jest.  "Zabawa w chowanego" pokazuje to doskonale.

 

Flora Conway jest znaną pisarką. Jej powieści sprzedają się w setkach egzemplarzy, a szum medialny wokół niej jest dodatkowo podsycany tym, że kobieta unika spotkań z fanami, nie znosi rozgłosu, a większość dnia spędza w swoim mieszkaniu w wieżowcu. Jej życie osobiste nie jest jednak tak samo udane. Podczas z pozoru niewinnej zabawy w chowanego z zamkniętego pomieszczenia znika córeczka Flory, mała Carrie. Nikt nie wie co stało się z dziewczynką, a klucz do rozwiązania zagadki wydaje się być w posiadaniu kolegi Flory po fachu - pisarza Romaina Ozorskiego, mieszkającego i tworzącego we Francji. 

 

Dwa światy. Z pozoru różne, ale w rzeczywistości bardzo do siebie podobne. „Zabawa w chowanego” wydaje się w pewien sposób nawiązywać do poprzednich powieści Musso – „Papierowej dziewczyny” oraz „Sekretnego życia pisarzy”, ale jednak z pewnymi drobnymi odchyleniami, które nadają całej historii dodatkowego wymiaru i z każdą stroną dodatkowo podsycają ciekawość. Powieść strukturalnie podzielona jest na trzy części, ale w rzeczywistości rozgrywa się w dwóch płaszczyznach – z jednej strony opisując rzeczywistość Flory, z drugiej – Romaina. „Zabawy w chowanego” nie da się przypisać jednoznacznie do jednego gatunku literackiego – jak to zwykle u Musso bywa, mamy trochę powieści obyczajowej, kilka wątków sensacyjno-kryminalnych, nieco humoru i trochę wzruszeń. Wszystkie elementy są ze sobą spójne i dobrze wyważone co w konsekwencji daje spójną całość, która kilkakrotnie zaskakuje czytelnika. Jeśli o mnie chodzi, na duży plus zasługuje brak (tak – brak!) wątku romantycznego, który w tym wypadku byłby bardziej szkodliwy niż pożyteczny (tak jak miało to miejsce w przypadku „Central Parku”, gdzie ten aspekt zaburzył nieco strukturę całej powieści). Pomimo tego, ze dość długo wahałam się jaka ocenę wystawić „Zabawie w chowanego”, doszłam do wniosku że oryginalny pomysł i jego dobre wykonanie w połączeniu z tym jak miło spędziłam czas przy lekturze, w pełni zasługuje na „dziewiątkę”. Oczywiście, może nie jest to literatura, która wymaga analizy historycznej, godzin poświęconych na badania i poszukiwania i z pewnością nie można jej porównywać do takich pozycji jak „Dom głosów” czy „Trzynasta opowieść”, ale Musso zdecydowanie jest królem powieści nieoczywistych, sprawiających że czytelnik zastanawia się co jest prawdą a co fikcją. I przecież za to go kochamy, prawda?  

poniedziałek, 13 września 2021

"Jego oczami" – Alicja Gawrońska

08:00:00 0 Comments
Niemożność życia bez osoby, którą kochamy, jest najgorszym doświadczeniem znanym ludzkości na tym świecie. Nic nie równa się z uczuciem stracenia połowy siebie. Otoczenie staje się szare i mętne. Jak wszystko.
Nie od dziś wiemy, iż miłość jest niezwykle zaawansowanym i tajemniczym uczuciem, które wciąż nie zostało jeszcze w pełni odkryte. Teoretycznie, ciężko je odkryć skoro każdy posiada własną definicję tego słowa, w zależności od tego, jak bardzo je ceni. Ale czy to nie czyni jej wyjątkowej? Kiedy można mówić o miłości? Czy faktycznie przychodzi ona z czasem? Czy da się ją wybłagać? Na te pytania odpowiada Alicja Gawrońska w swojej najnowszej powieści pt. "Jego oczami".

Nr recenzji: 471
Tytuł: Jego oczami
Autor: Alicja Gawrońska
Data polskiego wydania: 14 września, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 190
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 2/10


Główna bohaterka Julia uważa swoją pracę w dziennikarstwie dla nowojorskiego magazynu dla kobiet za największe powołanie i pasję. Nic dziwnego więc, że w dniu, w którym bezpowrotnie traci pracę, jej życie zaczyna sypać się niczym domek z kart. Pogłębiający się stan depresyjny przerywa spotkanie z utalentowanym, światowym fotografem o imieniu Scott. Dzięki niemu bohaterka na nowo poznaje uroki codziennego życia i przy jego boku zmienia sposób postrzegania świata na lepszy. Życie pisze jednak własny scenariusz i wkrótce ukochana musi podjąć próbę odbudowania swojego życia raz jeszcze. Nie ma pojęcia jednak, że liczyć może na wsparcie i pomocną dłoń. Tylko czy Julia będzie umiała docenić ten gest?

Mam już tak dość obyczajówek i literatury kobiecej, że w następnej recenzji liczcie na jakieś fantasy, albo poradnik na życie, bo po tym, co przeczytałam brak mi słów. Jedyne co mogę pochwalić w tej powieści to okładka. Dosłownie.

Zacznę może od absolutnego braku realizmu. Główna bohaterka pełna sprzeczności zakochuje się już na szesnastej stronie. W dodatku w facecie, którego nie zna. Rozumiem, że istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia i tak dalej, może był to celowy zabieg autorki, by pokazać, iż miłość niekoniecznie wygląda u każdego tak samo, ale ręce mi opadły jak Julia potem dosadnie podkreśla, że nie jest pewna swoich uczuć. No ciekawe dlaczego. Potem robi się jeszcze ciekawiej! W tym momencie musiałam odłożyć książkę, bo po prostu nie wytrzymałam. Wątpliwości Julii rozwiewa ksiądz, przytaczając jej hymn o miłości, który potem w niewyjaśniony sposób znika. Nie wiadomo więc czy była to jej podświadomość, metafora czy co to właściwie było. I tak moi drodzy mamy "wielką miłość" na siedemdziesiątej stronie! Osobiście, strasznie mnie to irytowało, bo jednak wolę, gdy w książkach zachowane są jakieś podstawy realizmu i powoli rozwijająca się relacja pomiędzy dwojgiem bohaterów, następnie przerodzona w miłość. Począwszy od przyjaźni!

Kolejną rzeczą jest fakt, że tło nie istnieje. Autorka nie wykreowała niczego innego poza piątką bohaterów, kościołem i kilkoma domami. Na opisy otoczenia też nie liczcie. Jeżeli są, to napisane tak lakonicznie i nijako, że lepiej zdajcie się na własną wyobraźnię. Gdyby autorka bardziej zadbała o relację postaci, sprawiła, że bardziej przywiązałabym się do Scotta i Julii, to wtedy powieść nie byłaby taka pusta. Wszystko dzieje się zbyt szybko i irracjonalnie. Wydarzenia nie są poprawnie rozgraniczone. Domyśliłam się, co chciała przekazać Alicja Gawrońska w swojej powieści. I naprawdę ubolewam, iż nie zrobiła tego dokładniej i nie rozciągnęła tego, tak jakbym chciała. Może zakończenie by mnie wzruszyło, a ta niemożność życia bez drugiej połówki byłaby motywem przewodnim. Ból po stracie faktycznie byłby bólem, gdyby ta strata była wielka.

Nie wiem, co więcej mogę napisać. Książka liczy zaledwie dwieście stron, dobra nie była i nie mogę przedstawić wam więcej moich przemyśleń bez odkrycia jej zawartości. Jeśli jednak oczekujecie czegoś w podobnej tematyce, ale lepszego, zapraszam was do recenzji "W blasku cieni" Wiktorii Piotrkowskiej, bo tytułowa powieść jest zadziwiająco do niej podobna.

Podsumowując, być może "Jego oczami" przypadnie wam do gustu. Ja nie potrafiłam niczego pozytywnego w tej książce znaleźć. Wydawało mi się, że autorka zabrała się do pisania powieści bez żadnego planu i na "odwal się". Tyle elementów aż prosi się o poprawienie lub ulepszenie.

Wydawnictwu Novae Res bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki, a autorce życzę dalszej weny twórczej. Czytelników natomiast, tak jak zawsze proszę o odzew w komentarzu poniżej albo chociaż zajrzenie do poprzedniej recenzji.

Zapraszam też na Instagrama naszego bloga, bo tam znajdziecie najnowsze perełki – tzczytelnika.

piątek, 10 września 2021

"Teraz mogę wszystko" – Natalia Popławska

07:00:00 0 Comments

Nigdy nie jest za późno by rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu! Zróbcie to, na co mieliście zawsze ochotę – zjedzcie jeszcze jeden kawałek tego pysznego ciasta, rzućcie tę pracę i zajmijcie się tym, co naprawdę was interesuje. Obejrzyjcie wschód i zachód słońca i przede wszystkim, wyrzućcie wszystkie toksyczne osoby z waszego środowiska. Życie ma się jedno, więc po co katować się z czymś, na co zupełnie nie macie ochoty? Nieważne, co ludzie powiedzą. Najwyższa pora zacząć żyć!


Nr recenzji: 470
Tytuł: Teraz mogę wszystko
Autor: Natalia Popławska 
Data polskiego wydania: 14 września, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 384 
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 9/10


Trzydziestoletnia atrakcyjna rozwódka Madeleine właśnie rozpoczyna nowy etap w swoim życiu, bo nie ma zamiaru odgrywać roli typowej, stereotypowej, samotnej matki. Czas zacząć żyć na własną rękę i spełniać marzenia, a najpierw... tatuaż!

Nadchodzi jednak moment, w którym Maddy odczuwa brak miłości i czułości od facetów. Czy którykolwiek ze spotkanych przez nią mężczyzn zasługuje na to, by w pełni mu zaufać? Ekscentryczny, egocentryczny, ale przyjacielski tatuażysta, czy raczej władczy i wyrafinowany biznesmen? Wybór jest ciężki, bo każdy z nich jest równie magnetyczny i przyciągający.. Nie ma jednak dużo czasu na przemyślenia, gdyż beztroska zabawa zamienia się w szereg trudnych do podjęcia decyzji, z których jedna wydaje się gorsza od drugiej.

Już od początku autorka zaimponowała mi swoim warsztatem! Jej przyjemny styl pisania i poczucie humoru sprawia, że książkę cały czas chce się czytać. Co prawda trafiłam na kilka żenujących momentów, no ale cóż. Każdemu się zdarza zrobić coś głupiego lub skrajnie nieodpowiedzialnego.
I właśnie to mnie urzekło w tej powieści! Szczerość i dziwactwa ludzkiego życia. Nie dość, że dostaliśmy niekonwencjonalną fabułę oraz mnóstwo wyrazistych i dobrze opisanych bohaterów to jeszcze coś prosto od serca. Natalia Popławska pewnie dużo się napracowała by stworzyć sięgające wprost poza kartki tło z charakterem. Po tych wszystkich jednowątkowych obyczajówkach z maksymalnie czteroma przewidywalnymi postaciami sami rozumiecie, że poczułam się, jakbym miała z czego wybierać. Totalny luksus. Główna bohaterka to wręcz niemożliwie oryginalna postać i przez to stała się moją faworytką. Inni bohaterowie również ciut odbiegali od normy, aczkolwiek dodawało im to tylko uroku.

Bardzo podobały mi się męskie postacie spod pióra autorki. Okej, może było trochę stereotypowo, ale powtórzę to jeszcze raz. Definitywnie mnie to oczarowało! Nie było tematów tabu, tylko otwartość, prawdziwość ludzkiego życia. Autorka nie tylko pokazuje nam, jak to wszystko po rozwodzie wygląda, ale również jak sobie z tym poradzić i ponownie zacząć korzystać z życia. Choć tak jak możecie się domyślić z opisu, bohaterka nie ma łatwo, to próbuje odciąć się od toksycznego byłego męża i zrobić coś, o czym zawsze pragnęła. Nie traćcie jednak czujności, bo nawet w małych rzeczach kryje się spisek..

Rozłóżcie sobie równomiernie czytanie, bo powieść za szybko się kończy. Akcja przyspiesza pod koniec, więc uważajcie, bo możecie dostać palpitacji serca lub dosłownie wewnętrznych torsji. Lub tego i tego. Osobiście, nie spodziewałam się zakończenia. Strasznie zżera mnie teraz ciekawość, więc będę wyczekiwać na następne części. Możecie spać spokojnie, bo to ma być trylogia.

Podsumowując, bo nie widzę sensu zbyt się rozpisywać nad czymś oczywistym, koniecznie przeczytajcie tę książkę. Niech to będzie pierwsza rzecz do zrobienia z listy "dla siebie"! Miejcie wiarę w lepsze jutro i wyciągnijcie z tej powieści tyle wartości, ile tylko się da.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz, autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników tak jak zawsze proszę o podzielenie się swoją istotną opinią :).

środa, 8 września 2021

"Czerń rubinu" - Klaudia Max

10:15:00 0 Comments
Nie od dziś wiadome jest, że dzieci widzą i rozumieją więcej niż dorośli. A, co jeśli nie tylko w dzieciństwie tak jest, lecz nie zwracamy na to uwagi. Dlaczego? Jesteśmy w biegu za: pracą, miłością, szczęściem i wieloma innymi rzeczami, które za jakiś czas stracą na wartości w naszej hierarchii. Zatracamy się w nich, by na starość zwolnić i żyć bez tego. Jedyne co z tego okresu pozostanie nam to wspomnienia i papiery, lecz czy one dadzą nam upragniony spokój?





tytuł: Czerń rubinu
autor: Klaudia Max
wydawnictwo: Novae Res
data polskiego wydania 09.09.2021
liczba stron: 698
ocena 6/10
autor recenzji: Wiktoria Sroka





Luiza przez całe życie widzi jak dziecko, dostrzega szczegóły w zmianie zachowania, koloru oczu czy wyglądzie zewnętrznym. W dzieciństwie oznaczało to jedynie kłopoty. I choć udało jej się to przyćmić na jakiś czas, niespodziewanie zaczyna wracać. Luiza Dot ma 26 lat, studiuje psychologię i mieszka ze swoją przyjaciółką Sandrą. Jej życie wydaje się normalne i ustabilizowane, lecz nie na długo. Wokół niej zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Czy ma to związek z jej przeszłością, rodzinnymi tajemnicami i przystojnym profesorem? 

Dawid Drwal chodzące ciacho, tak mogłyby nazywać go studentki, a może w tajemnicy przed wszystkimi już tak robią? Swoim zastępstwem za profesora Lenkowskiego wywołuje skandal wśród studentów. Pojawia się nie bez powodu w ich życiu, chociaż jego głównym celem jest Luiza. Zbiegiem okoliczności życie niektórych osób ulegnie zmianie. Wokół niektórych zaczną dziać się dziwne rzeczy, wrócą koszmary sprzed lat, poczucie winny... Dawid prezentuje postać dowódcy bohaterów mających na celu chronienie ludzi przed demonami z innych wymiarów.  Czy tylko przed takimi demonami musi chronić siebie i innych?

Losy tej pokręconej dwójki łączą się, wywołując skandal w jednym, jak i drugim świecie. Tworząc zespół idealny, próbują pokonać rzucane im kłody. W międzyczasie odkrywają fakty, które są w stanie nieźle namieszać w przeszłości, przyszłości jak i relacjach między nimi. Czy będą na tyle silni, by pokonać koszmary i demony siedzące głęboko w nich? Czy miłość przesłoni rozum i logiczne myślenie? 

Ostatnimi czasy zaczęło bardzo ciągnąć mnie do fantastyki z wątkiem demonów i walki. Los chciał, że trafiła się okazja przeczytania takiej książki na dodatek polskiej autorki. I choć na początku byłam nie najlepiej nastawiona przez wgląd na to, że po prostu nie przepadam za książkami pisanym przez polskich autorów. Choć wszystkich twórczość bardzo szanuję i podziwiam na jak wysokim poziomie reprezentują kraj jak i nas, grupę czytelników. Ze swoich powodów nie przepadam i raczej nie sięgam. Tutaj zrobiłam wyjątek i będąc szczerą to, była dobra decyzja. Książka jest bardzo przyjemnie napisana i pomimo swojej grubości szybka w czytaniu. Mnie samej ciężko było się od niej oderwać i zostawić sobie przyjemność dalszego jej czytania na potem. Tak więc przeczytałam ją na raz i wcale nie żałuję. Bawiłam się przy niej naprawdę dobrze, była idealna na zrelaksowanie się przed zaczynającym się rokiem szkolnym. Choć były momenty gdzie akcja stawała się  wolniejsza, nie jestem w stanie powiedzieć, że nudziłam się. Podczas tej przygodny nie zaznałam nudy, jedynie pełnej emocji i wrażeń podróży. Były momenty gdzie śmiałam się jak i te gdzie uroniłam parę łez. Chociaż to drugie jest u mnie normą, książka wtedy zyskuje dla mnie na wartości. 

Bohaterowie nie byli źli jeśli chodzi o wykreowanie. Każdy na swój sposób miał w sobie coś ciekawego i choć byli oni dobrze naznaczeni, czuję niedosyt. Zabrakło mi rozwinięcia wątku Sandry i Marcela, który zapowiadał się naprawdę obiecująco. Sam Marcel jest dla nas jedną wielką zagadką, nie wiemy o nim za dużo, same podstawowe informacje bez zagłębiania się w szczegóły. Pomimo tego on jak Dawid byli ciekawymi postaciami. Mam wrażenie, że bohaterowie płci męskiej napisani przez kobiety mają w sobie to coś, czego i w tym wypadku nie brakło. Z początku miałam mały problem, z tym że jak na fantastykę było bardzo dużo romansu. Takie pomieszanie romansu i walki z demonami, można by pomyśleć, że nic ciekawego. Gdy przebrnęłam przez ten początek, zrozumiałam, że jest on bardzo ważnym wątkiem i to wokół niego będą kulminacyjne momenty. Nie myliłam się, co nie jest równoznaczne, z tym że książka jest przewidywalna. Fakt, że uczucia między bohaterami w ważnych momentach grają pierwsze skrzypce, nie ujmuje jej przynależności do gatunku, jakim jest 
fantastyka. 

Końcówka to coś, o czym nie wiem co myśleć. Z jednej strony było bardzo emocjonująca co działa na plus, a z drugiej nie rozwiązało się to, co powinno. Przez całą książkę dążyliśmy do poznania zakończenia jednego wątku, a na końcu pojawia się całkiem inny i to on zostaje rozwiązaniem. Rozumiem, że może być to celowy zabieg, aby zostawić czytelnika w niepewności, bo szansę na wydanie drugiego tomu są duże. Co nie zmienia faktu, że można było to inaczej rozwiązać.

W pierwszej chwili po skończeniu moje myśli to, były głównie pozytywne odczucia, lecz z czasem dołączają do nich te negatywne. I przeświadczenie, że książka jest naprawdę dobra, zaczęło odchodzić. W chwili po przeczytaniu moja ocena to 8/10, po czasie jakim minął, jest to mocne 6/10. Oprócz oceny zmieniły się też moje odczucia względem możliwej publikacji drugiego tomu. Ekscytacja wyparowała, a zastąpiła je obojętność z nutką ciekawości. Nie zniechęcam, ale też szczególnie nie polecam. Jeśli opis zainteresował, warto spróbować, może ktoś się zakocha. Dla mnie niestety nie była to miłość. 

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za próbny egzemplarz recenzencki a autorce życzę dalszych sukcesów.











wtorek, 7 września 2021

Kaktus Sarah Haywood

10:24:00 0 Comments
Kaktus, roślina budząca raczej niesympatyczne skojarzenia, sukulent z kłującymi kolcami o niepozornym wyglądzie, kwiat dla miłośników tego typu roślin doniczkowych.

A czy Susan Green, bohaterka debiutanckiej książki Sarah Haywood ze wspomnianym już wcześniej sukulentem w tytule, też wywoła u czytelnika takie uczucia?

Okładka książki - Kaktus



Tytuł: Kaktus

Autor: Sarah Haywood

Data wydania: 11.08. 2021

Liczba stron: 416

Wydawnictwo: Albatros

Moja ocena: 7/10


"Kaktus” to powieść wydana przez wydawnictwo Albatros w popularnej serii Mała Czarna reklamowanej jako “opowieści z życia wzięte” i “inteligentna rozrywka”.

Główna bohaterka “Kaktusa” Susan Green, czterdziestopięcioletnia kobieta, to perfekcyjna pani domu i biura, z dokładnie opracowanym i skrupulatnie realizowanym planem na życie. Mężczyzna, owszem, ale spotkania tylko w wyznaczonym dniu i nigdy na stałe. Mieszkanie pedantycznie wysprzątane, ubrania dopasowane do sylwetki i komponujące się z resztą garderoby, a więc wyłącznie ciemnoszare i czarne, praca w biurze wzorowa zorganizowana, tylko niestety wymagająca kontaktów z ludźmi: ”Gdyby nie to, że pracuję z ludźmi, przebywanie w biurze byłoby całkiem znośne” (sic!). Tak, nasza Susan to introwertyczka, skupiona na sobie, niepragnąca kontaktów z innymi, typ samotnika, któremu najlepiej jest samemu ze sobą. I nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ten jej poukładany, uporządkowany świat zaczyna się walić. Najpierw informacja o śmierci matki, zaraz potem nieplanowana ciąża i do tego konflikt z bratem w sprawie podziału majątku. Gdzieś na horyzoncie nieśmiało puka też do drzwi Susan nieoczekiwana miłość i znienacka na jaw wychodzi tajemnica rodzinna ściśle związana z jej przeszłością. Jak w tym wszystkim odnajdzie się nasza Kaktusowa bohaterka, czy będzie nadal kłuła wszystkich wokół i liczyła tylko na siebie? A może znajdzie się ktoś, kto udzieli Susan wsparcia w walce z przeciwnościami losu, a przede wszystkim pomoże pozbyć się jej tego kolczastego, dokuczliwego pancerza? Przeczytajcie, proszę tę powieść i przekonajcie się sami, czy nasza zgryźliwa i sarkastyczna Susan zmieni swoje podejście do ludzi i życia?

Zresztą kreacja głównej bohaterki stworzona przez debiutującą autorkę bardzo mi się spodobała. Ta lekko kolczasta osobowość Susan, pozornie antypatyczna, kobiety niechętnie wchodzącej w bliższe relacje z innymi ludźmi, została świetnie i z dużym wdziękiem nakreślona, może trochę przerysowana, ale dzięki temu zachowanie bohaterki nie budziło mojej niechęci, a tylko lekki uśmiech, a może nawet współczucie, bo Susan przecież nie do końca odnalazła się w tym świecie przez siebie stworzonym. Sylwetki drugoplanowych bohaterów też zostały wiarygodnie skrojone, rozbudowane psychologicznie, ukazane z domieszką czarnego humoru i ironii, przejaskrawione w niektórych odsłonach, chociażby mocno ekscentryczna i karykaturalna ciotka Sylvia z jej wścibskimi córkami, leniwy i niedojrzały Edward, pedantyczny Richard czy wreszcie krzepka, ale konkretna Brigid. Taki sposób przedstawienie postaci świadczy o tym, że autorka jest niezwykle wnikliwym i uważnym obserwatorem rzeczywistości i potrafi swoje spostrzeżenia przelać na papier, czyniąc ze swych bohaterów ludzi z krwi i kości.

Kolejnym atutem tej powieści jest też wartka akcja, fabuła pełna nieoczekiwanych zwrotów, dobre tempo wydarzeń, dzięki czemu książkę Haywood czyta się naprawdę dobrze i szybko. Może nie jest to komedia romantyczna w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo scen bardzo zabawnych w niej nie było, ale kilkakrotnie pojawił się uśmiech na mojej twarzy, chociażby wtedy, gdy bohaterowie skrupulatnie dzielą się obowiązkami wychowawczymi dotyczącymi nienarodzonego jeszcze dziecka Susan. I ten specyficzny rodzaj humoru, taki nieco sarkastyczny, pełen ironii pojawiał się czasem w utworze, czyniąc z powieści słodko-gorzką opowieść o życiu, którego nie da się do końca zaplanować i które zaskakuje nas niespodziankami losu.

“Kaktus” to dobra powieść obyczajowa, taki komediowy dramat, który momentami bawi, czasem wzrusza, a innym razem irytuje, ale nie pozostawia obojętnym. Powieść bardzo życiowa, mocno osadzona w rzeczywistości, naturalna, opowiadająca historię, która mogłaby się zdarzyć naszej koleżance czy sąsiadce. Autorka ma niewątpliwy dar pisania, umie stworzyć interesujący utwór, z nieszablonowymi postaciami, z ujmującym, uroczym zakończeniem.


Jeśli więc lubicie życiowe powieści, takie trochę w stylu Bridget Jones, lekko zabawne, ale i niepozbawione refleksji to "Kaktus” Sarah Haywood będzie w sam raz dla was. Polecam!

Wydawnictwu Albatros dziękuję za przesłanie egzemplarza recenzenckiego tej książki.


poniedziałek, 6 września 2021

"Lustro w śniegu" – Monika Sawka

07:00:00 0 Comments

Ludzie się zmieniają. Kształtuje ich środowisko, osoby, którymi się otaczają bądź całkowicie losowe wydarzenia w ich egzystencji. Ale czy bezpiecznie jest wierzyć w taką zmianę? Człowiek, który nadwyrężył nasze zaufanie choć raz, już nigdy nie dostanie go w pełni. A może to tylko nasz wewnętrzny głos, chroniący przed cierpieniem? Tak czy siak, chyba lepiej ufać własnych instynktom, bo to jak gra w rosyjską ruletkę. Przygotujcie się na podejrzliwy i osądzający świat wykreowany przez Monikę Sawkę. Dajcie się poprowadzić przez tajemniczą aurę niepokoju. Czy tak jak główni bohaterowie, odważycie się spojrzeć w lustro własnego serca?

Nr recenzji: 464
Tytuł: Lustro w śniegu
Autor: Monika Sawka
Data polskiego wydania: 31 lipca, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 282
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 2/10


Szykujcie się na wystrzałową imprezę Sylwestrową! Albo i nie. Borys, by odnowić kontakt, z dawnymi znajomymi postanowił osobiście zaprosić ich na ekstrawagancki wypad w góry, by tam wspólnie spędzić Nowy Rok. Jedna z głównych bohaterek, Anna, przyjmuje zaproszenie, jednak od początku ma złe przeczucia. I rzeczywiście, intuicji nie powinno się ignorować, bo dziewczyna zostaje uwięziona z grupą byłych przyjaciół w górskiej chacie, bez prądu i zapasów jedzenia. Jak na złość brak też zasięgu komórkowego, więc nie ma co liczyć na pomoc z zewnątrz. Z godziny na godzinę napięcie narasta, a strach, złość i frustracja przyćmiewają zdrowy rozsądek. Niespodziewanie wśród uczestników wyjazdu pojawia się tajemniczy wędrowiec, który zdaje się nie mieć przyjaznych zamiarów. Nie oceniaj jednak książki po okładce. Wkrótce wszyscy będą musieli wybrać: albo bierne czekanie na pomoc, albo ryzykowna podróż przez zasypane śniegiem górskie szklaki. Jedno jest pewne – Bóg tak chciał. Nie żartuję, niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba!

Książka okazała się tak irytująca, że aż krew się we mnie gotowała. Od tych wszystkich "religijnych mądrości" praktycznie mnie mdliło. Nie żebym miała jakiś problem do osób wierzących, ale te ciągłe cytaty z biblii, których używali w każdej rozmowie, bohaterowie były lekką przesadą. Samo podejście "Bóg jest lekarstwem na wszystko" albo "Bóg tak chciał" działa mi na nerwy. Dam wam przykład. Jedna z głównych bohaterek jest po operacji. Musi pilnie zażyć leki, których nie wzięła ze sobą. W dodatku jest bardzo osłabiona i prawie oderwana od rzeczywistości. A jej przyjaciółka co na to?

"Ty przeżyjesz nas wszystkich. My żyjemy w biegu, ty – przez swoją chorobę i operację – zwolniłaś rytm swego życia. To najlepsze lekarstwo na bardzo wiele dolegliwości, a już na pewno na stres i nerwy. A teraz chodźmy!".

Błagam, powiedźcie, że to żart.

Inni bohaterowie lepsi nie byli. Większość z nich to infantylne, użalające się nad sobą dzieci.

Pomysł na fabułę był genialny, naprawdę. I tu wielkie brawa dla Moniki Sawki za wykreowanie na początku takiego napięcia, charakterystycznej aury. Jeszcze ten doskonale opisany górski klimat! Bez cienia wątpliwości, tło było najlepszą rzeczą w tej powieści. Nie wiem jednak, co poszło nie tak z resztą. Pomijając te "Boże aluzje" i denerwujących bohaterów, akcja też najlepsza nie była. Im bardziej zagłębiałam się w feralną historię, tym bardziej odczuwałam, iż książka jest totalnie bez wyrazu. Brakowało mi niepokoju, który towarzyszył mi na początku, gdy autorka wprowadzała nas do jej świata. Trochę więcej adrenaliny, emocji, które odczuwali główni bohaterowie. Co z tego, że powieść czyta się szybko i przyjemnie bez niepotrzebnych opisów, skoro po pewnym czasie zaczyna być nużąca? Chociaż pochwalić muszę czcionkę. Była naprawdę przyjemna dla oka.

Spodziewałam się wszystkiego i czekałam na jakiś rozwój wydarzeń. Nie wiem, psychopaty, który wpadł na jakiś chory pomysł, by ich tam wszystkich zamknąć. Mordercy, z którym będą się ścigać w śnieżnych zaspach (chyba ze mną jest coś nie tak). Tak czy siak, sami rozumiecie, że "boska przemiana" nie jest doskonałym zwieńczeniem tej historii. Może i autorka przekazała nam trochę wartości i zmusiła do refleksji, ale byłam już tak rozczarowana tą powieścią, że nawet się nad tym nie zastanawiałam.

Podsumowując, chyba mam dość obyczajówek na jakiś czas. Nie zrażajcie się jednak, bo może akurat wam, powieść przypadnie do gustu i coś z niej wyniesiecie. Ja niestety tylko negatywną opinię i załamanie nerwowe. Po raz kolejny.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce życzę dalszych sukcesów w karierze, a wiernych czytelników tak jak zawsze proszę o odzew w komentarzu poniżej :).





czwartek, 2 września 2021

Mózg incognito. Wojna domowa w twojej głowie - David Eagleman

00:48:00 0 Comments

Mózg to jedyny organ który nazwał się sam. Wiele rzeczy przed nami ukrywa w podświadomości, czyli przysłowiowym trybie incognito. Po przeczytaniu tej książki naszła mnie wątpliwość czy to ja steruję sobą za pomocą mózgu czy to mózg ma swoje ego i jedynie pozwala mi myśleć że ja mam władzę. Wiem, trochę skomplikowane, ale za to jakie fascynujące!



Nr. recenzji:
465
Tytuł: „Mózg incognito. Wojna domowa w twojej głowie"
Autor: David Eagleman

Liczba stron: 344

Data polskiego wydania: 3 sierpnia 2021

Wydawnictwo: Zysk i Ska

W moim odczuciu: 9/10

Autorka recenzji: Małgorzata Górna






Mózg to niesamowity organ, chyba jedyny którego nigdy nie będziemy w stanie wymienić (a jeśli spróbujemy go zastąpić to i tak nie będzie dobry jeden do jednego). Badania nad ludzkim umysłem są czymś fascynującym i trudnym do zrozumienia, ale na szczęście nie jest to niemożliwe. Z pomocą przychodzi David Eagleman, który mając ogrom wiedzy opowiada o tym jak dzięki nauce i postawionym hipotezom odkryliśmy więcej niż umysł chce nam przekazać. Odwołuje się do badań naukowych (ale nie tylko), co może budzić nieprzyjemną myśl o nudnym, fachowym i niezrozumiałym jazgocie badacza. Nic bardziej mylnego!


Dzięki odpowiednio przemyślanej budowie i ułożeniu tekstu odnosiłam wrażenie, że czytam kilkadziesiąt dość krótkich artykułów na wybrany temat. A jakie to wciągające! Przytaczając badania, wywiady, hipotezy i historie autor w prosty sposób przekazuje wiedzę czytelnikom. Przyciąga uwagę mnogością przykładów i stosowaniem zrozumiałych dla wszystkich analogii. Oczywiście nie brakuje tej fachowej cząstki, ale to nic. Najprościej mówiąc biologiczna popularno-naukowa książka napisana tak, jakby tłumaczona "z polskiego na nasze". Dokładnie takie odnoszę wrażenie. Jeszcze nigdy zrozumienie działania mózgu nie było tak proste. Oczywiście nie wiemy wszystkiego, i nie dowiemy się wszystkiego (ponieważ jeszcze wiele jest do odkrycia, a możliwe że nawet nieskończenie wiele), ale dowiemy się dużo.


I dzięki temu, że mam za sobą lekturę Mózg incognito zmieniła się moja percepcja odbioru świata, dostrzegania tego co ukryte i nieświadome. Zauważyłam u siebie pewne tendencje czy zachowania związane z pracą mózgu i pracuję nad tym by rozumieć je na nowo lub wykorzystać by było mi łatwiej w życiu. Uważam, że książka jest świetna i gdyby powstała cała seria o człowieku w tej koncepcji to z chęcią przeczytałabym większość. Myślę, że potrzebujemy takich pozycji, bo jest to rzetelny zbiór informacji i w przystępniejszej formie odbioru niż nudna lekcja biologii (nie dla każdego, ale wydaje mi się że dla większości).


Chyba nie muszę mówić, że polecam? Bo polecam bardzo! Idealna pozycja by nabyć pewną wiedzę, by się zainteresować czymś nowym, czy po prostu przeczytać coś innego. Nie spotkałam się wcześniej z tak przystępnie napisaną książką popularno-naukową (od teraz chcę czytać tylko takie). I jestem pełna podziwu dla autora, który zajął się tak obszernym i trudnym tematem, mało tego - opisał go w taki sposób, że to ma przysłowiowe ręce i nogi i nie trzeba być geniuszem z ogromem wiedzy na zapleczu by to zrozumieć.



Małgorzata Górna