Insta


czwartek, 13 grudnia 2018

„Zbrodnia w wielkim mieście" Alek Rogoziński

15:34:00 0 Comments
Do sięgnięcia po twórczość pana Alka Rogozińskiego wszyscy mnie namawiali, kusząc wspaniałym humorem. Sama również byłam do tego pomysłu dość mocno przekonana, ponieważ nie jestem w stanie wyobrazić sobie chociażby czegoś lepszego na jesienne wieczory niż śmiania się w bazie stworzonej z koców i poduszek. Nastawiona byłam bardzo pozytywnie, jednak jak to zwykle bywa, troszeczkę się przeliczyłam w oczekiwaniach, niestety.

pastedGraphic.pngNr. recenzji: 212
Tytuł: „Zbrodnia w wielkim mieście"
Autor: Alek Rogoziński
Liczba stron: 336
Data polskiego wydania: 3 października 2018
Wydawnictwo: FILIA
W moim odczuciu: 4/10


Trzy kobiety zawsze uwielbiały swoją pracę. Miały wspaniałą szefową i pracowały w branży wydawniczej, którą szczerze kochały. Niemniej firma w końcu została sprzedana, a jej nowy właściciel okazał się bardzo nieprzyjemny w obyciu. Wszystkie bardzo szybko go znienawidziły. Pewnego wieczoru na babskim wieczorze omawiają dla zabawy, jak najlepiej byłoby go zabić, aby zatrzeć wszelkie ślady i w końcu przejąć firmę. O dziwo, kilka dni później okazuje się, że ktoś wykonał ich plan. Kto jest zabójcą? Co okaże się ważniejszym problemem: niechęć pracowników, długi finansowe, zazdrosna żona, a może jeszcze coś innego?

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy oraz zapewne co spotyka zdecydowaną większość Czytelników, były naprawdę liczne żarty z Polaków. Z naszego życia, niezdecydowania, zamiłowania do picia, czy mrukliwości. Niemniej, często nie było to ukazywane jako typowe żarty, po prostu cała książka została napisana moim zdaniem niesamowicie bardzo "po Polskiemu". Przedstawia typowe polskie zachowania, z których często nie jesteśmy dumni, a jednak mnie samej przyszło dość ciężko się z nich śmiać. Wydaje mi się, że dużo ciekawsze są prześmiewcze opisy, które autor publikuje na swoim fanpage. Właśnie dzięki nim zadecydowałam o sięgnięciu po tę książkę, mając nadzieję, że cudowne historie spod bloku i z życia zostaną pociągnięte, rozwinięte tak bardzo, żeby móc płakać ze śmiechu. Niestety, uśmiech to było jedyne na co było mnie stać.


Być może dlatego, że autor niesamowicie bazował na opisach, często poświęcając im na mój gust nawet trochę zbyt wiele uwagi. W pewnych momentach naprawdę czułam przesyt, kiedy przez kolejnych pięć stron widziałam może dwie linijki dialogu. Wiadomo, w opisach całe ukazanie komizmu wychodzi całkowicie inaczej, często pozwalając na bardziej dogłębne opisanie sytuacji oraz uczuć bohatera, jednak bądź co bądź, kiedy odbyła się rozmowa SMS i calutka była wpisana do opisu, a nie potraktowana jak normalny dialog, to osobiście niestety miałam dość, to był limit, po którym już nie jestem w stanie udawać, że taki zabieg jest na porządku dziennym. Zdecydowanie łatwiej byłoby spędzić czas z tą książką, gdyby opierała się na rozmowach albo chociaż poświęcała im równie dużo czasu, jak opisom. W szczególności, że książka ma być raczej rozluźniającym kryminałem, nawet troszkę połączonym z obyczajówką, a nie fantastyką stylizowaną na George R. R. Martina.

Podsumowując, od samej książki oczekiwałam zdecydowanie więcej. W szczególności zdziwiona byłam, że praktycznie od pierwszych stron od razu było wiadomo, kto jest zabójcą. Nie, nie jestem aż takim Sherlockiem, żeby normalnie się tego domyślić, jednak nie wydaje mi się, że w ogóle jakieś domniemania się pojawiły. Cóż, książka zdecydowanie nie jest dla wszystkich. Polecam przeczytać sobie kilka rozdziałów chociażby stojąc w księgarni, aby przekonać się, czy specyficzny styl pisania autora nam pasuje. Osobiście mam nadzieję, że książka jest po prostu omyłkowo gorsza niż wszystkie inne i mam zamiar sięgnąć po jeszcze jakieś, aby na pewno udoskonalić swoją opinię. 

środa, 5 grudnia 2018

„Gdybym wiedziała" Rebecca Donovan

15:24:00 0 Comments
Rebecca Donovan już raz nas zaskoczyła niesamowicie oryginalną serią, jaką okazały się Oddechy. Zaskoczyła nas niesamowitą kreacją bohaterów, akcji i w ogóle przedstawioną historią. Wszyscy Czytelnicy od razu ją zapamiętali, a teraz mięli szansę powrócić, aby znowu dać porwać jej literaturze. Czy jednak nam się uda?

Nr. recenzji: 
226
Tytuł: „Gdybym wiedziała"
Autor: Rebecca Donovan
Tłumacz: Paweł Grysztar
Liczba stron: 410
Data polskiego wydania: 28 listopada 2018
Wydawnictwo: Feeria Young
W moim odczuciu: 8+/10

Rodzina Lany jest dość niestandardowa. Każda członkini ma cechę, którą większość społeczeństwa uważa za dobrą, aczkolwiek okazuje się, że niekoniecznie taką jest, a nawet wręcz przeciwnie - uważa się to za swego rodzaju klątwę. Przekleństwem Lany jest absolutna szczerość. Dziewczyna wiedziała, że pewnego dnia klątwa zemści się również na niej, jednak nigdy nie wyobrażała sobie, że będzie to aż tak dramatyczne. Nieświadomie bierze udział w napadzie na bank, a później jest naocznym świadkiem wydarzenia, które mogło doprowadzić do śmierci dziewczyny, a na pewno doprowadzi do trwałego kalectwa. Nie wie jednak, czy jej przekleństwo nie pogorszy sprawy również tym razem, więc postanawia milczeć. Tak więc pozwala wszystkiemu toczyć się własnym biegiem, stroniąc od jakiejkolwiek pomocy. Ma nadzieję tylko, że uda jej się jakoś wybrnąć z tej sytuacji.

Muszę przyznać, że zapomniawszy już jak dobrą pisarką jest Rebecca Donovan, trochę nie wierzyłam w to, że książka rzeczywiście będzie tak dobra, na jaką się zapowiadała. Pamiętałam, że w trzeciej części Oddechów działo się już coś troszeczkę niedobrego, więc nie za bardzo wiedziałam i pamiętałam, czego oczekiwać. Postanowiłam jednak po prostu przeczytać, podchodząc do całości na luzie... i powiem Wam szczerze, że autorka mogłaby zostać zawodowym porywaczem. Od pierwszych stron zaskakuje nas oryginalnością całej opowieści. Skupia się na wykreowaniu historii tak oryginalnej, żeby nam od wszystkiego szczękały zęby. Kreuje bohaterkę, której nie można nazwać bohaterem. Jest zła, popełnia błędy i ma liczne wady. Widzimy kiedy dokładnie popełnia błędy, a jednak ona nie jest w stanie tego dostrzec, choć nie można stwierdzić, że się nie stara. Nie jest też typem infantylnej postaci, prawdopodobnym jest, że niektórym się taka wyda. Ona jest po prostu wykreowana na postać rzeczywistą i nie sposób jej tego odmówić.

Kolejną rzeczą na którą warto zwrócić uwagę jest fakt, na jak bardzo zaawansowanym poziomie udało się autorce manipulować akcją oraz wydarzeniami tak, aby Czytelnik nie był zaskoczony tylko na początku książki przez względu na niezwykły styl, czy traumatyczne wydarzenia, ale także w środku, czy pod koniec. W związku z tym nie muszę chyba dodawać, że akcja pędzi cały czas. Nie jestem trochę pewna, co też autorka przygotowała na nas w kolejnych częściach, aczkolwiek aktualnie więcej rzeczy jest zatajonych niż ja kiedykolwiek będę miała kotów, a planuję przyszłość starej panny z hodowlą kociaków. Nie mogę odmówić tego, że Rebecca Donoavn po raz kolejny stała się mistrzynią wyprowadzania nas w pole i udało jej się znowu osiągnąć sukces. Napisała książkę do tego stopnia oryginalną, że aż niepowtarzalną. Dotyczącą tak wielu wątków, że pomimo znania wszystkich szczegółów zbrodni - nadal toniemy w tajemnicach.

Podsumowując, nowa seria - Ani Słowa jest zdecydowanie warta zapoznania się z nią. Jeśli ktoś przepada za niełatwymi tematami, kryminałami, choć napisanymi w bardziej młodzieżowym stylu, a w dodatku opatulonych taką dawką tajemnicy, że szczęki Czytelników błąkają się gdzieś po parkietach, to chciałabym Państwu przedstawić właśnie tę serię. Czy będziecie zachwyceni już po pierwszym tomie? Bardziej użyłabym sformułowania zaintrygowani. Książka jest niezwykła, to pewne, jednak mam nadzieję, że cała opowieść będzie niesamowita.

sobota, 1 grudnia 2018

„Obietnica" Ewa Price

12:17:00 0 Comments
Zabierając się za wybór tej książki, do głowy mi nie przyszło, że może być autorstwa polskiej autorki. W życiu! A jednak kiedy zaczynałam czytać, to nagle zauważyłam post na Facebooku samej autorki, który oczywiście angażował głównie polskich czytelników. Zdziwiona, postanowiłam przecierpieć...

Nr. recenzji: 
219
Tytuł: „Obietnica"
Autor: Ewa Price
Liczba stron: 473
Data polskiego wydania: 25 października 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
W moim odczuciu: 8/10

Najbardziej zobowiązujące obietnice, to te, które składamy sobie. Brian złożył sobie już wieki temu, że zemści się na osobie, która doprowadziła ojca do śmierci, a rodzinę do utraty majątku. Od tamtego czasu dzielnie walczył o swoje, kształcił się i rozwijał imperium biznesowe na nowo, aby w końcu mógł dokonać swej zemsty. Teraz w końcu nadszedł odpowiedni czas. Mężczyzna ma poznać córkę rywala, a już dawno temu postanowił ją ukraść i to właśnie przez nią ukarać ojca. Najpierw ratunek, później kwiaty, a następnie pełnowymiarowa randka. Gdy to wszystko okazuje się niewystarczające, szybko dorzuca jeszcze staż we własnej firmie. A jednak... Zadziwia go, że naprawdę zaczyna coś czuć do tej dziewczyny i obawia się, że jego plan może się nie powieść.

Nie spodziewałam się naprawdę, że ta książka zostanie rzeczywiście napisana na poziomie, który występuje na poziomie międzynarodowym. Nie zrozumcie mnie źle, jednak mając na uwadze te wszystkie książki pani Michalak, czy podobne, z którymi miałam okazję się zetknąć dzięki swojej karierze czytelnika, tudzież recenzenta a Obietnica to niczym prawdziwe niebo a ziemia. Uderzył mnie brak nawiązań do polskości, brak kreacji typowo polskich cech - wszystko działo się w Stanach Zjednoczonych i właśnie tak została przedstawiona cała książka. Niesamowitym jest, że rzeczywiście autorka się wczuła w to, jak napisane są zachodnie książki, chciała im dorównać i po prostu to zrobiła, dostosowując sobie tematykę pod taką, jaka ją najbardziej interesowała. Osobiście uważam, że ta książka to spory Polski sukces wydawniczy, być może nawet początkujący jakiś nowy trend na literaturę prostą, ale dobrą.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym chociaż mimochodem nie wymieniła wad książki. Przede wszystkim niektóre osoby mogą czuć się nieco zniesmaczone tym, jak bardzo infantylni są niektórzy bohaterowie książki, z naciskiem na główną bohaterkę. Rozumiem, że Brian jest zaciekawiony i zdziwiony jej oryginalnością, jednak gdyby nią była pasja do niszczenia mu dnia bez aż takiej dawki głupoty, to naprawdę byłabym szczęśliwsza, pewnie tak samo jak Wy, Drodzy Czytelnicy. Być może powinnam uwierzyć, że jest to zabieg celowy, który ma dodawać bohaterom dawkę realności i sprawiać, abyśmy zrozumieli celowość zachowań oraz po prostu, żebyśmy w książkę uwierzyli, jednak wydaje mi się, że nie do końca tak to zadziałało. Być może autorka chciała zrobić zbyt wielki progres jeśli chodzi o kreację bohatera i przez to narzuciła sobie zbyt skomplikowaną konstrukcję, nie wiem. W każdym razie nie wyszło świetnie.

Podsumowując, jeśli chcecie przeczytać coś polskiego, ale jednocześnie utrzymanego na poziomie równoległej literatury anglojęzycznej, to zdecydowanie mogę Wam polecić tę książkę Ewy Price. Aby ją przeczytać musicie jednak się uzbroić w zbroję z cierpliwości, ponieważ nie wszystko jeszcze zostało dopracowane, jednak wierzę w to, że w kolejnych tomach wszystko zostanie naprawione, a historia przypadnie nam do jeszcze bardziej.

piątek, 30 listopada 2018

„Nawet o tym nie wspominaj" Estelle Maskame

16:30:00 0 Comments
Byłam bardzo zaciekawiona tą książką, ponieważ od zawsze zastanawiało mnie, co też dokładnie wydarzyło się, że Tyler stał się taki, jakim się stał. Często miałam problem ze zrozumieniem jego motywów, czegoś co nim kierowało i bardzo mnie zastanawiała jego historia. Niemniej, w końcu miałam szansę się z nią zapoznać.

Nr. recenzji: 
228
Tytuł: „Nawet o tym nie wspominaj"
Autor: Estelle Maskame
Tłumacz: Anna Dobrzańska
Liczba stron: 410
Data polskiego wydania: 14 listopada 2018
Wydawnictwo: Feeria Young
W moim odczuciu: 10/10

Książka jest czwartym tomem serii Dimily. Niesamowicie oryginalnej opowieści o miłości pomiędzy przyrodnim rodzeństwem. Tyler nie miał łatwego dzieciństwa. Jego ojciec chciał ponad wszystko sprawić, aby ten dostał się na Ligę Bluszczową i pod żadnym pozorem nie żył takim życiem, jakim sam żyje. Niestety przez problemy w swojej własnej firmie zaczął się wyżywać na dziecku, co zaczęło się odbijać na jego psychice. Nikt niczego nie zauważał, a chłopiec wymyślał kolejne wymówki, obawiając się gniewu ojca, jeśli tylko piśnie słowo. Jednocześnie mamy do czynienia z historią opowiadaną z perspektywy dorosłego Tylera, który właśnie wraca do początków historii serii i opowiada o swojej miłości całkowicie na nowo.

Bardzo intrygującym wydaje się użycie akurat takiego typu narracji w książce. Pomimo tego, że wydarzenia odbywają się równolegle w różnych przedziałach wiekowych z życia głównego bohatera, zadziwiającym jest jak bardzo się uzupełniają i najzwyklej w świecie pasują do siebie. Estelle Maskame dotarła do mistrzostwa i postanowiła nie zanudzić tą opowieścią żadnego fana serii Dimily. Mało tego, wszystko zostało napisane w tak niezwykły sposób, że wydaje mi się, iż ze spokojną głową mogłabym książkę polecić również osobom całkowicie nieznającym opowieści. Po prostu zamiast pierwszego tomu, zabrać się za perspektywę Tylera i historię jego dzieciństwa. Wydaje mi się, że wtedy dużo zostaje wytłumaczone i o wiele przyjemniej jesteśmy w stanie zakopać się pomiędzy kartkami tej książki. Poza tym, bardzo dobrze została odzwierciedlona strona emocjonalna - bohater tym razem nie ma absolutnie żadnej sposobności krycia się za jakimikolwiek maskami, wszystko jest dla nas widoczne i klarowne, a opisy uczuć są również bardzo dobrze przygotowane.

Rozwiązany również został problem, który czasami napotykałam podczas zagłębiania się w poprzednie książki. Zachowanie Tylera i zmiany, jakie w nim zachodziły, tym razem były gruntownie przygotowane, ale jednak przede wszystkim całkowicie uzasadnione. Nie było czasu ani miejsca na jakąkolwiek samowolkę, czy błędy bohatera, wszystko zostało odpowiednio przygotowane i niesamowitym jest, w jaki sposób postęp pod tym względem został uczyniony. Wcześniej miałam trochę wątpliwości, ponieważ wydawało mi się, że bohater ten jest klasycznym przykładem schizofrenii książkowej. Tym razem całe zło tego świata zostało odegnane, a sama autorka wydaje mi się, że zrobiła naprawdę ogromny progres i udowodniła mi, że naprawdę warto było napisać rekomendację do tej książki. Wiecie, nikt nie lubi spotykać się z bohaterami infantylnymi ani takimi, którzy ze strony na stronę zmieniają swoje myśli. Tym razem jednak wszystko zostało pięknie obronione, a jakakolwiek zmiana zachowania została gruntownie wybadana i przedstawiona. 

Nie dość, że cała historia jest niesamowicie interesująca, to jeszcze akurat ta część została napisana naprawdę najlepiej. Estelle Maskame musiała gruntownie się przygotować, aby z tej książki nie powstało drugie Życie i śmierć, które zostało znienawidzone nawet przez ogromnych fanów Zmierzchu i Stephanie Meyer. Całe szczęście tym razem autorce udało się wznieść ponad inne książki i stworzyć opowieść, którą mogę Wam polecić z czystym serduchem. Przecież nie rekomendowałabym czegoś złego, prawda?

sobota, 24 listopada 2018

„Kaci Hadesa. Uleczone Dusze" Tillie Cole

23:09:00 0 Comments
Nr. recenzji: 217
Tytuł: „Kaci Hadesa. Uleczone Dusze"
Autor: Tillie Cole
Tłumacz: Grzegorz Rejs
Liczba stron: 370
Data polskiego wydania: 23 października 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 9/10

Specyficzny klimat Katów Hadesa przyciągnął mnie do siebie już dawno temu, cały czas jednak mnie nie opuszcza i nakazuje czytać dalej o ciężkich chwilach z cudownymi zakończeniami.

Maddie została uwolniona od swojej przeszłości fizycznie, jednak psychicznie nadal jest do dla niej bardzo ciężkie. Nie jest w stanie sama sobie poradzić ze swoją przeszłością i krzywdami, które jej wyrządzono. Pomimo tego, stara się walczyć ze wszystkich sił, kiedy jej obrońcą staje się Flame. Chłopak sam nie miał łatwego życia. Wierzy w to, że pod skórą ma płomienie, które regularnie musi wypuszczać przez cięcia. Wspólnie chcą odnaleźć drogę ku lepszemu jutru i szczęściu, wiedzą jednak, że będzie to droga przez męki. Wiele jest problemów, które razem będą musieli pokonać, jednak mają nadzieję na wspólne bezpieczeństwo i własną drogę, którą będą mogli podążyć.

Nie sądziłam, że ta historia zostanie dobrze przedstawiona. Byłam przekonana, że autorka postawiła sobie zbyt wysoki próg, przez który zaraz się potknie i nie będzie  w stanie uciągnąć aż tak ciężkiej do przedstawienia historii. A jednak okazało się, że bardzo dobrze poradziła sobie z wytłumaczeniem nam całej historii Flame, którego zachowanie było najbardziej nieodgadnione spośród wszystkich. Cała jego przemiana była przedstawiona naprawdę niesamowicie, a przede wszystkim zachowana była realność, o którą wcześniej nawet autorki nie śmiałam podejrzewać. Rzeczywiście jestem skłonna uwierzyć w to, że istniał ktoś taki o podobnym problemie, a co więcej - nawet leczenie psychologiczne zaawansowanej choroby w normalnych, domowych warunkach mnie przekonało do siebie. Wszystko odbyło się niby dość prosto, ale jednak pod względem logicznym przemówiło do mnie jak najbardziej.

Zdecydowanie ta część okazała się tą najmroczniejszą, najbardziej przepełnioną akcją oraz emocjami. Może się wydawać, że podobne sagi rodzinne będą zionęły nudą po którymś tomie, w szczególności kiedy wcześniej się wie, pomiędzy kim stworzy się kolejny związek, jednak w żadnym wypadku tak nie było. Zdecydowanie niesamowicie pokochałam tę książkę i muszę przyznać, że jest ona niesamowicie oryginalna. Pozostaję w postanowieniu, że muszę, ale to naprawdę muszę przeczytać wszystkie tomy, ponieważ pani Tillie Cole nie przestaje mnie zadziwiać. Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem całej serii, jednak akurat tego tomu w szczególności. Oczywiście, każda część opowiada całkowicie inną historię, więc jeśli zaciekawi Was tylko ta konkretnie, to nie martwcie się, bezproblemowo wszystko ogarniecie i zdecydowanie będziecie w stanie miło spędzić czas z tą pozycją.

Podsumowując, uważam, że w szczególności ta część wyszła wspaniale. Och, zapomniałam jeszcze dodać kilka informacji o specyficznym języku, którym posługują się bohaterowie, który zapewne wyda się jakiejś części czytelników wulgarny, jednak wydaje mi się, że porównując wszystkie tomy, właśnie w tej pojawiło się go stosunkowo najmniej. Niemniej, za to ukazane w nim wydarzenia są najbardziej ciężkie do przełknięcia. Hm, może jednak warto czytać od pierwszego tomu? Pozostawiam to waszej intencji.

wtorek, 20 listopada 2018

„Stage Drive. Lick" Kylie Scott

16:43:00 0 Comments

Sięgnęłam po książkę właściwie z samych nudów, nie spodziewając się, że okaże się ona naprawdę tak zajmująca i naprawdę ciekawa. Sama tematyka, jaką wybrała sobie pani Kylie Scott mnie zdziwiła swoją z jednej strony banalnością, a z drugiej...

Nr. recenzji: 213
Tytuł: „Stage Drive. Lick"
Autor: Kylie Scott
Tłumacz: Marcin Kuchciński
Liczba stron: 272
Data polskiego wydania: 9 maja 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 6/10

Evelyn Thomas po obudzeniu się w całkowicie obcym miejscu nie pamiętała niczego z poprzedniej nocy. Ku jej zdziwieniu nie była sama, a na ręce miała ogromny pierścionek z diamentem. Nie wiedziała, co się stało, jednak bardzo szybko zaczęła zaprzeczać. Rozwód wydawał się tej dwójce konieczny, skoro pojawił się zanik pamięci. Jednak kiedy przyszedł czas podpisania dokumentów, dziewczyna ucieka w przestrachu przed przytłaczającym prawnikiem i nagle znajduje się w domu najlepszego przyjaciela swojego męża. Kiedy tamten po nią przyjeżdża, zaczyna pragnąć poznać tajemnice nocy, której nie pamięta. W końcu małżeństwo z gwiazdą rocka nie może być aż tak wielką pomyłką.

Podoba mi się, że jednocześnie banalny pomysł na fabułę - w końcu małżeństwa w Las Vegas są szeroko obecne w całej kulturze masowej, choć w filmach przejawiają się jednak dużo częściej, połączono z dość interesującym rozwojem wydarzeń, który nadał tej książce dużo więcej oryginalności, niż na początku bym się spodziewała. Nie jest to tylko książka o tym, jakie to dziwne rzeczy dzieją się w Las Vegas, ale także o początkach i trudnościach prawdziwej miłości, jak również łączeniu związków z pracą wymagającą poświęcenia czasu oraz częstych wyjazdów. Przed bohaterami postawiono naprawdę ogromną dawkę problemów. Z jednych wychodzili łatwiej, z innych trudniej. Niektóre z nich były jak dla mnie infantylnie rozwiązane, niesamowicie powierzchownie, co nie pozwalało mi uwierzyć na taki obrót całej sprawy. Niemniej, wytłumaczono sprawę częściowo "przeznaczeniem", więc zdecydowanie wydaje mi się, że gorzej logicznie jej ująć chyba się nie dało.

Poza tym, muszę przyznać, że miło spędziłam czas z tą opowieścią. Okazała się niesamowicie urocza, dzięki czemu nietrudno było nią umilić sobie czas. Najlepiej było w szczególności na początku, gdy całość na nas spadła i zajęła nasze serca. Później zachowanie głównych bohaterów troszkę się popsuło, David wydawał się lekko... Wyprany z życia, natomiast Evelyn chciała mu pomóc, jednak nie była w stanie sama zrobić przecież wszystkiego. Dobry był zamysł, jednak z wykonaniem oraz poprowadzeniem akcji było gorzej, a szkoda. Całe szczęście bohaterowie poboczni okazali się również interesujący, w szczególności Mal, więc zdecydowanie chcę sięgnąć po kolejne części, aby zobaczyć, czy moje przypuszczenia odnośnie całej serii będą słuszne. Mam nadzieję, że autorka znajdzie jeszcze większą ilość oryginalnych pomysłów, którymi spróbuje się z nami podzielić, aby nas rozkochać w tej serii.

Podsumowując, książka miała świetny pomysł na fabułę, ale wykonanie okazało się nie do końca doszlifowane. Niemniej, nadal wydaje mi się, że to dobra książka, której warto dać szansę, jeśli chcemy w jakiś miły sposób po prostu spędzić popołudnie. Osobiście na pewno zapoznam się z dalszymi losami Stage Drive i mam nadzieję, że się nie zawiodę. 

sobota, 17 listopada 2018

„Until Nico" Aurora Rose Reynolds

16:06:00 0 Comments
Będąc w poszukiwaniu kolejnej przeuroczej książki, która oderwie mnie od codzienności na kilka godzin, natknęłam się na serię Until. Na początku średnio byłam do niej przekonana, ponieważ książka wydawała mi się niesamowicie krótka, ale jednak muszę przyznać, że ma coś w sobie...

środa, 14 listopada 2018

„Royal. Królestwo ze Szkła" Valentina Fast

17:14:00 0 Comments
Nie umiałam się powstrzymać przed sięgnięciem po tę serię. Szalałam za nią od dłuższego czasu, ale jakoś nie miałam szansy się z nią wcześniej zetknąć. Niemniej, byłam niesamowicie szczęśliwa, kiedy w końcu wpadła w moje łapki. Tak bardzo, że praktycznie nie byłam w stanie się opanować przed sięgnięciem.

Nr. recenzji: 
212
Tytuł: „Royal. Królestwo ze Szkła"
Autor: Valentina Fast
Tłumacz: Miłosz Urban
Liczba stron: 256
Data polskiego wydania: 15 lutego 2018
Wydawnictwo: Media Rodzina
W moim odczuciu: 8/10

Podobnie jak w przypadku znanej i kochanej przez większość młodych czytelniczek serii "Rywalki", pani Valentina Fast postanowiła stworzyć podobną serię, jednak zdecydowanie dostarczającą jeszcze dodatkowego dreszczyku emocji. Tatiana zostaje wybrana do brania udziału w eliminacjach, w których główną nagrodą jest ręka księcia. Nie spodziewa się jednak, że w eliminacjach bierze udział książę i jego czterej dobrzy przyjaciele. Chcąc, aby wszystko opierało się na prawdziwym uczuciu, nikt nie wie, który z nich jest tym prawdziwym. Zaczyna się prawdziwa eliminacja, która prowadzić będzie do ostatecznej wygranej - korony.

Bohaterowie są dobrze wykreowani, choć nie poznaliśmy ich jeszcze całkowicie. Każdy skrywa sekret swojej prawdziwej osobowości, a więc prawdopodobnie nuta tajemnicy pozostanie aż do ostatniego tomu, gdzie będziemy w stanie w końcu spojrzeć na to całościowo. Póki co, osobiście trochę zdziwiona byłam zachowaniem głównej bohaterki. Skoro nie chciała brać udziału w programie i chciała przy pierwszej możliwej szansie się wycofać, to średnio logicznym wydaje mi się, że rzeczywiście szybko zaangażowała się w poznawanie kandydatów. Wiecie, takie trochę typowe kobiece narzekania, ale jednak skoro książę być może jest w pobliżu, to będzie o tym mowa tylko w myślach, absolutnie nie dotykając czynów. Być może, gdyby autorka poszła tropem, który sobie zaplanowała wcześniej i próbowała zrujnować karierę dziewczyny w jakiś szybki sposób, ale przez to dziewczyna by wygrała, to byłoby to jeszcze zabawniejsze, jednak pozostańmy przy niezdecydowaniu. 

Muszę przyznać, że pomimo faktu, że niesamowicie pokochałam tę książkę, to jednak jestem niesamowicie smutna, że całość ma tylko 256 stron. Nie jestem w stanie nawet wyklarować, jak bardzo błagałam nocą o jeszcze jeden rozdział. Czytanie tej serii z odstępami pomiędzy tomami jest niesamowicie bolesne, nie jestem pewna, jakim cudem mam wytrzymać ten odstęp na kacu książkowym. Polecam kupić sobie od razu całą serię, ponieważ zakończenie całości w środku akcji jest po prostu karygodne, w szczególności, jeśli ktoś pokocha tę książkę, tak jak ja. Całe szczęście, jest to bardzo dobre rozpoczęcie serii, a jeśli ktoś da radę się wciągnąć, to zapewne kolejnego dnia będzie truchcikiem biegł do najbliższej księgarni. Wszystkie tematy księżniczek są uzależniające, ale jeśli zakończa się całość zaraz po rozkręceniu akcji, to wydaje mi się, że to powinno być karalne albo chociaż powinno się nam dodawać paczkę czekolady do zakupu, żeby wszyscy mogliśmy to jakoś przecierpieć. 

Podsumowując, uważam, że książka jest naprawdę dobra, pełna akcji i napisana w naprawdę dobrym stylu, opierającym się w głównej mierze na dialogach, jednak nie sposób nie zauważyć kilku błędów w kreacji bohaterów. Natomiast nadal uważam, że wszystko się wyjaśni w kolejnych tomach, kiedy tajemniczość zacznie zanikać, a my będziemy mogli po prostu pokochać księcia lub po prostu wybranka Tatiany. Z tego, co przed chwilą udało mi się sprawdzić, cała seria ma 6 książek i nowelkę, więc całość da nam jakieś 1400-1500 stron, co można zamienić na dobrą trylogię. Szkoda, że cenowo wyjdzie to dość smutno, no ale nie można mieć wszystkiego. Przynajmniej mamy dobrą historię i całkiem niezłe okładki.