Insta


piątek, 7 maja 2021

"Zostawmy to na potem" Joanna Tworkowska

14:47:00 0 Comments

 

 

Rodzina jest najważniejsza, z tym stwierdzeniem każdy z nas spotkał się wielokrotnie. Jak pokazuje wiele badań, co roku wskazujemy relacje rodzinne jako jedno z bardzo znaczących aspektów naszego życia. Więzy rodzinne, wsparcie bliskich i ich akceptacja pozwalają nam na określenie własnego „ja”. Temat rodziny jest też bliski pisarce Joannie Tworkowskiej, która w swojej powieści obyczajowej "Zostawmy to na potem" przedstawia nam rodzinę Okrasińskich, wielopokoleniowy ród o arystokratycznych korzeniach i wielu tajemnicach. Zapomniane sekrety, ukryte kosztowności i złodzieje antyków to tylko kilka wątków poruszonych w książce.



Tytuł: "Zostawmy to na potem"

Autor: Joanna Tworkowska

Liczba stron: 602

Data wydania: 29.04.2021

Wydawnictwo: Novae Res

W moim odczuciu: 5/10

Autor recenzji: Anna Wilhelmi


Główną bohaterką jest Viktoria Okrasińska, trzydziestolatka mieszkająca w Lozannie i  prowadząca prężną, rodzinną firmę, pod czujnym okiem dziadka, seniora rodu Okrasińskich. To właśnie on przekazuje Victorii tajemnicze zadanie - odnalezienie ukrytego podczas wojny majątku i zwrócenie go prawowitym właścicielom - rodzinie Sielber. Do powrotu w rodzinne strony poza szukaniem ukrytego skarbu, skłania Victorię ślub, na którym miała być tylko gościem, a który w rzeczywistości sama zorganizuje. Podczas pełnych perypetii przygotowań do ślubu poznajemy rodzeństwo Victorii, Małgosię, Karola oraz Romana i to właśnie oni zajmą się poszukiwaniem ukrytego majątku w piwnicach ich posiadłości. Poza bohaterami pierwszoplanowymi powieści są jeszcze przyjaciele rodziny, którzy zjeżdżają się licznie do letniej rezydencji i którzy wielokrotnie wpłyną na rozwój wydarzeń. Gdy emocje po weselu opadną, rodzeństwo ochoczo zabiera się do przeszukania zapomnianych podziemi, zamurowane przejścia, schowki ukryte w starych meblach i niedające się otworzyć kłódki to tylko część zagadek które muszą rozwikłać. Na domiar złego nie tylko oni wiedzą o ukrytym skarbie, na terenie posiadłości zaczynają kręcić się nieproszeni goście, którzy nie przebierają w środkach, aby ów skarb najprościej mówiąc - ukraść. Czy rodzina zdoła przechytrzyć złodziei? Czy rodzeństwu uda się odnaleźć majątek i ochronić bliskich? Jak zakończą się losy rodzeństwa?

 

Nie miałam styczności z twórczością tej autorki, sięgając po powieść obyczajową chciałam oderwać się od ciągle szarej i deszczowej rzeczywistości. Słowo "tajemnica" zawsze przyciąga mnie jak magnes, lubię rozwiązywać zagadki i z wypiekami na twarzy szukać skarbu. Czy to wszystko znalazłam w tej książce ?

 

Książka jest długa, i nie jest to zarzut jeśli przekłada się to na treść. Niestety w tym przypadku fabuła ciągnęła się niemiłosiernie. Obszerne opisy, powtarzające się sceny, wplątane wątki nie mające wpływu na rozwój wydarzeń, niepotrzebnie odciągały od głównego wątku. Przerysowane do granic możliwości opisy o "firmie", "transakcjach", oraz wszechstronność biznesowa głównej bohaterki miejscami były komiczne i oderwane od rzeczywistości. Ona sama była dla mnie irytująca i apodyktyczna, rodzeństwo i przyjaciół traktowała jak służbę (swoją drogą postać Jadzi jest tutaj świetnym przykładem). 


Bohaterowie jak dla mnie bez polotu, brakowało mi w nich "życia", odmiennych charakterów, słabych stron, bo przecież każdy jakieś ma. Autorka chciała chyba, aby wszyscy byli odbierani pozytywnie, dali się lubić. Ja wręcz przeciwnie, byłam zmęczona ich poprawną nijakością. W książce panuje zasada bieli i czerni, główni bohaterowie są dobrzy, a złodzieje źli, pomiędzy nie ma nic. A szkoda. Każda problematyczna sytuacja rozwiązywała się w mig, czy to biznesowa, czy też sercowa, dla mnie wszystko jest zbyt kolorowe, zbyt piękne.

 

Książka jest pierwszą z cyklu serii o rodzinie Okrasińskich, zaliczyłabym ją do książek łatwych i przyjemnych, dla wielu czytelników na pewno będzie dobrą rozrywką. Jeśli ktoś szuka do czytania nieskomplikowanej fabuły, pozytywnej historii z zagadką w tle to jak najbardziej ta pozycja spełni te oczekiwania. Pomimo sprzecznych odczuć nie przekreślam tej serii, sięgnę po kolejną książkę autorki bo liczę na to że fabuła nabierze tempa.

 

czwartek, 6 maja 2021

„Fabryka os" Iain Menzies Banks

18:26:00 0 Comments

 


Pierwsze wyrazy z tyłu na okładce mówią, że jest to kontrowersyjna powieść, czy to już nie zachęca czytelnika do dalszego zapoznania się z książką? Mnie to bardzo zaciekawiło, dlatego też przeczytałam tę lekturę.



Nr. recenzji:
427

Tytuł: „Fabryka os"

Autor: Iain Menzies Banks

Tłumacz: Robert Sudół

Liczba stron: 272

Data polskiego wydania: 23 marca 2021

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

W moim odczuciu: 6,5/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska




Młody chłopak Frank, wraz ze swoim ojcem, mieszka na szwedzkim odludziu. Nastolatek spędza czas w samotności, nie ma wielu przyjaciół, czy znajomych oprócz swojego brata i jednego dobrego znajomego. Sam znajduje sobie sposoby na spędzanie wolnego czasu. Matka Franka porzuciła rodzinę wiele lat temu, chłopcy pozostali z ojcem, który nie zawsze pilnie wywiązuje się z obowiązków rodzicielskich. Eric, brat Franka, został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, chłopak pogodzony z tą myślą, dostaje szoku, kiedy dowiaduje się, że jego brat uciekł. Ponowne spotkanie chłopaków niesie ze sobą tajemnice i doświadczenia z przeszłości.

Na samym początku ciężko mi było się odnaleźć w fabule i to poczuć, ale z biegiem przewracanych stron było lepiej. Poczułam się zaciekawiona i chciałam dowiedzieć się co będzie dalej. Na uwagę zasługuje też wydanie książki, ponieważ tekst jest przejrzysty, czcionka duża, przez co przewracamy koleje strony, nie wiemy, kiedy to mija, a okazuje się, że już całkiem pokaźna ilość stron za nami. Jestem fanką twardych i minimalistycznych opraw, więc osobiście jestem zadowolona z wydania. Powieść skupia się na psychice bohatera, pojawia się akcja, ale mam wrażenie, że jednak bohater, to co siedzi w jego głowie, jest ważniejsze. Autor przedstawia Franka jako postać, która jest pojedynczą jednostką, on nie potrzebuje mieć wokół siebie od groma ludzi, sam potrafi się sobą zająć, a jednocześnie te jego zajęcia, nie są moralnie dobre. Posuwa się do okropnych rzeczy, które sprawiają mu rozrywkę. Frank jest postacią złożoną psychicznie, o której można długo rozmawiać i rozważać jego problemy. Twórca książki posługuje się barwnym w opis językiem, nie ma wielu dialogów, ale są za to szczegółowe opisy zdarzeń i czynności, co jest również uwagą, dla czytelnika o drastycznych scenach.

Nastawiłam się na coś mocnego, wzięłam sobie do serca fakt, że jest to powieść drastyczna w opisy, dla dorosłego czytelnika i trochę się rozczarowałam, chociaż może to nie jest dobre sformułowanie. Opisy dla mnie były mniej drastyczne, a nie takie, jakich się spodziewałam. Zachowanie Franka to,co on robi, jest dla mnie odbieranie jako odrażające, ale nie wstrząsnęło mnie to bardzo, myślę, że to jest subiektywną kwestią dla czytelnika, czy te opisy są bardziej, czy mniej drastyczne. Miałam też myśli dotyczące tego, do czego to wszystko prowadzi, jednocześnie jest zaznaczony cel, ale nie raz miał się on dla mnie nijak w stosunku do całej lektury. Rozwiązanie końcowej sprawy było dla mnie szokiem, ale po przemyśleniu wydało mi się oderwane od rzeczywistości, trochę niepasujące.

"Fabryka os" jest ciekawą i intrygującą książką, myślę, że nie dla każdego i nie każdemu może się spodobać. Stawia ona na bohatera jego psychikę, niżeli na akcję, ale trzeba zaznaczyć, że ta akcja i rozgrywająca się fabuła również została rozbudowana. Frank jest dziwną postacią, o której można dużo mówić. Ze stwierdzeniem, że jest to kontrowersyjna powieść, nie zgadzam się w pełni, nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia, nie łapałam się za głowę w trakcie czytania, ale zważywszy na czasy, kiedy była pisana, mogła ona wtedy wzbudzać większe kontrowersje niż teraz. Moja opinia jest bardzo mieszana, jednak myślę, że warto zapoznać się z tą książką i wyrobić sobie o niej własne zdanie.

środa, 5 maja 2021

"Terapeutka" – B.A. Paris

10:30:00 0 Comments

Nie da się być idealnym. Chociaż większość z nas marzy o tym, by osiągnąć stan perfekcji, nigdy tak naprawdę go nie osiągnie. Zawsze znajdą się jakieś niedoskonałości do ukrycia, zawsze będzie nam coś przeszkadzać w naszym nienagannym wyglądzie. Osiedle Circle z pozoru jest idealne. Wszystko jest w nim bezkonkurencyjne – jako zamknięta przestrzeń z mocną bramą zapewnia bezpieczeństwo sąsiadom, a sami sąsiedzi tworzą społeczność w postaci bliskiej oraz zżytej ze sobą rodziny. Wszyscy się tam znają, ufają sobie bezgranicznie, dzielą tak naprawdę ze sobą życie, ale plotek nie brakuje. Czy dwanaście strzeżonych ekskluzywnych domów z prywatnymi skwerami, może skrywać w sobie straszną tajemnicę? Uważaj komu ufasz, bo atmosfera gęstnieje z każdą sekundą.


Nr recenzji: 418
Tytuł: "Terapeutka"
Autor: B.A. Paris
Data polskiego wydania: 14 kwietnia, 2021
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10


Leo i Alice to młoda para, która postanawia się przeprowadzić do Londynu ze względu na sprawy zawodowe. Ogromne szczęście pozwala im na spełnienie marzeń – wkrótce wprowadzają się do świeżo wyremontowanego domu za połowę ceny na eleganckim osiedlu. Alice, obawiająca się wykluczenia ze strony sąsiadów, postanawia jak najszybciej się z nimi zaprzyjaźnić i urządza w swoim domu miłą parapetówkę. Gdy na następny dzień okazuje się, iż jakimś cudem nieproszony gość wtargnął do zamkniętego potężną bramą terenu, sprawy zaczynają się komplikować. W międzyczasie Leo nadszarpuje zaufanie swojej kobiety, która odkrywa przerażający sekret domu, w którym zamieszkała. Co więcej, odczuwa coraz większą więź z Niną – terapeutką, do której wcześniej ten dom należał.
Tragiczne wydarzenia z przeszłości nieubłaganie oddziałują na Alice niczym demony, która łączy je z teraźniejszością i lada moment dostaje obsesji na punkcie przerażającej tajemnicy. Sprawa nie daje jej spokoju i jak najszybciej chce ją rozwiązać. Tym bardziej, że gdy tylko z kimkolwiek porusza ten temat, wszyscy nabierają wody w usta. Okazuje się, że mieszkańcy tego osiedla pilne strzegą swoich sekretów i nie są tak doskonali jak na pozór się wydawało. Uważaj na wszystkich, bo w tej grze, każdy może okazać się winowajcą.
Kim tak naprawdę jest Nina i co się z nią stało? Ile wiedzą sąsiedzi? I najważniejsze, kto dopuścił się krwawej zbrodni?

Osobiście, nie miałam jeszcze styczności z innymi dziełami autorki, aczkolwiek po przeczytaniu tej książki, muszę przyznać, iż chętnie po nie sięgnę. Historia od początku jest wciągająca i intrygująca (tak samo, jak okładka, która swoją drogą jest urokliwa) – wierzcie mi lub nie, ale nie mogłam oderwać się od lektury przez cały dzień i przeczytałam ją w kilka godzin.

Może zacznę od tego, że nigdy nie miałam do czynienia z tak dobrym thrillerem, który autentycznie powodowałby ciarki na moim ciele. Autorka jednak to odmieniła i dosłownie mogę to sobie odhaczyć w mojej książkowej liście. Z każdą linijką tekstu było więcej pytań niż odpowiedzi. Autorce udało się stworzyć sielankowy, niepokojący świat, który dosłownie wciąga czytelnika.

Bohaterowie zostali wykreowani z krwi i kości – każdy z nich ma inną historię, inny charakter i jest na swój sposób podejrzany. Nie wyznaczyłam sobie stałego winnego, co kilka stron mój pogląd na tę sprawę był inny. Z czasem już nie wiedziałam komu ufać. Podejrzewam jednak, że jest to specjalny zabieg B.A. Paris, która rzuca podejrzenia na każdego z nich. To ciekawe, ponieważ powieść zmusza do myślenia i wysnucia pewnych wniosków. Mrożące krew w żyłach zbiegi okoliczności sprawiają, że sam czytelnik dokonuje głębnej analizy fabuły. Jak na thriller psychologiczny, tło całej powieści było niebywale ujmujące.

Nie doszukałam się nigdzie błędów gramatycznych czy składniowych. Strasznie podobała mi się czcionka – troszkę większa niż w pozostałych przeciętnych książkach i przyjemna dla oka, sprawiała, że powieść się szybciej czytało. Dodatkowo wrażenia potęgowały dialogi i same konkrety. Autorka ewidentnie darowała sobie długie i nic niewnoszące do historii opisy. Na pewno mogę stwierdzić, iż autorka posługuje się lekkim piórem i ma niesamowity styl.

Główna bohaterka, Alice czasami mnie mocno irytowała. Była strasznie wścibska i dociekliwa, ale to na plus dla autorki za to, iż udało się jej tak dobrze przedstawić tę postać. W ogóle cała ta książka napełniona jest emocjami. Ba, przesączona tajemniczością i strachem nie przestaje zaskakiwać! Podobało mi się, iż autorka nie zapomniała na oddziaływaniu tej atmosfery na innych. Dziwne zachowanie sąsiadów, zaniepokojenie Alice oraz zagadkowe sny bohaterki, pasują do siebie jak kawa do mleka.

Zakończenie było dla mnie sporym zaskoczeniem, chociaż wiedziałam, że coś nie gra. Tak czy siak, przeżyłam mnóstwo palpitacji serca przy ostatnich dwudziestu stronach, a wyobraźnia podobnie jak Alice, płatała mi figle. Mam jednak trochę niedosyt, po tym, jak od razu jesteśmy rzucani w przyszłość i wydarzenia się bezpowrotnie kończą. Chętnie poznałabym bardziej szczegółowe, dalsze losy głównych bohaterów.

Podsumowując, polecam każdemu bez względu na upodobania. Uzależniająca od pierwszej strony, idealna, lekka książka na jeden przyjemny wieczór. Z przyjemnością będę polować na inne dzieła autorki, bo przysięgam, że po "Terapeutce" na pewno się na nie rzucę. Powieść zmusza do refleksji, gwarantuje, że będziecie mieć więc niezłą zabawę wgłębiając się i angażując w życie bohaterów. Autorce życzę dalszych sukcesów, gdyż widzę w niej ogromny potencjał, a wydawnictwu bardzo dziękuję za egzemplarz. Czytelników natomiast jak zawsze, proszę o krótki komentarz poniżej :).
I nigdy nie zapomnijcie, że każdy z nas skrywa jakieś tajemnice.

poniedziałek, 3 maja 2021

"Śmierć jest tylko początkiem" - Mike Okon

11:58:00 0 Comments

Świat spowity intrygami jest szczególnie niebezpieczny. Kontrwywiady, spiski, tajemnice to tylko kawałek góry lodowej, z którą tak naprawdę codziennie mamy do czynienia. Być może właśnie w tym momencie jesteśmy obserwowani, szpiegowani albo kontrolowani, a o tym nie wiemy? Nieświadomość to najbardziej przerażający oraz bolesny stan, w którym może znaleźć się człowiek. Fani teorii spiskowych na pewno odnajdą się w najnowszym kryminale Mike'a Okona, który pokazuje jak śmierć jednego człowieka, może wywrócić cały świat do góry nogami oraz jak daleko jest w stanie posunąć się człowiek, gdy chodzi o pieniądze. Lepiej zapnijcie pasy i przygotujcie się na sporą dawkę adrenaliny, bo tajni agenci nie spoczywają. Jak bardzo trzeba być ostrożnym, gdy w grę wchodzi ludzkie życie?

Nr. recenzji: 417
Tytuł: "Śmierć jest tylko początkiem"
Autor: Mike Okon
Data polskiego wydania: 14 marca, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 516
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 5/10



Pewnego normalnego i zwyczajnego dnia, dyrektor finansowy firmy Wadex – Stanisław Groszkowski, niespodziewanie umiera na zawał. Wszystko wydawałoby się w porządku, prawda? Przecież ludzie umierają, odchodzą na drugą stronę i takie tam. Otóż nie tym razem. W toku znacznie bardziej rozległego niż sobie to wyobrażał komisarz Rafał Kłopocki śledztwa, okazuje się, iż tak naprawdę doszło do morderstwa owego dyrektora. Sprawa znacznie przybiera tempa, gdy nieznani sprawcy włamują się do mieszkania Groszkowskiego i jego córki Doroty, a z wynajmowanego magazynu znika kilka komputerów. Czas i kostucha gonią głównych bohaterów, w tym córkę ofiary, gdy dochodzi do kolejnych zabójstw. Dorota w tym samym czasie próbuje wypełnić wolę swojego ojca zapisaną w jego testamencie. Kobieta nie ma jednak pojęcia, jak bardzo niebezpieczny i cenny majątek odziedziczyła, dopóki nie zjawia się u zaufanego notariusza. Co takiego zapisał w spadku Groszkowski córce? Dlaczego osobom trzecim tak bardzo na nim zależy? Kim są ci, którzy z ukrycia obserwują poczynania pracowników firmy? I przede wszystkim, kto i w jakim celu z zimną krwią dopuścił się morderstwa? Tego dowiecie się, sięgając po tę nieobliczalną, pełną zagadek, intryg oraz zwrotów akcji książkę.

Teoretycznie nie jestem wielką fanką kryminałów i bardziej gustuje w zwyczajnych obyczajówkach, ale muszę przyznać, że nie jestem jakoś wielce zawiedziona – wręcz przeciwnie, chyba zacznę bardziej się z nimi oswajać.

Jeśli chodzi o fabułę, cóż. Nie mam się do czego przyczepić. W pewnych momentach sama byłam zaciekawiona i podekscytowana tym, co wydarzy się dalej. Całość była dosyć spójna i oryginalna, to na pewno. Podziwiam autora za tak rozbudowane wątki i fakty. Od pierwszych stron widać, iż autor ma wieloletnie doświadczenie w tej dziedzinie lub zrobił porządny i czasochłonny Research. Ponadto nie pozostawił zbędnego niedosytu czy "głodu" w czytelniku.

Postacie zostały wykreowane dobrze, nie przywiązałam się zbytnio do nich, bo z każdym rozdziałem było ich coraz więcej, ale o tym zaraz. Błędów też się nie doszukałam. Tak samo, jak opisów. Same suche fakty.

I to właśnie to bolało mnie najbardziej w całej książce. Nie mogę się zgodzić z tym, że autor nie ma talentu ani potencjału, bo ma i właśnie ten rozległy plan fabuły, o którym wspomniałam wcześniej, o tym świadczy. Zawiły styl pisarski jednak daje o sobie znać, zwłaszcza gdy przemieszamy się między rozdziałami, które swoją drogą mają po 2-3 strony, najdłuższe troszkę więcej i w sumie wydaje się to być w porządku, ponieważ książkę się czyta szybko oraz sprawnie, człowiek się nie nudzi to fakt, ale na dłuższą metę jest to męczące. Na początku w mojej wyobraźni panował istny chaos. Z każdą kartką nowa data, nowi bohaterowie, nowe miejsca, nowe wątki. Dosłownie szło się w tym pogubić. Gdy już powoli przyzwyczajałam się do ówczesnej sytuacji, nagle BENG, znowu przeskok! Później było tylko gorzej, bo poszczególne fakty zaczęły mi się mieszać z postaciami, postacie z miejscami, miejsca z datą, i tak w nieskończoność. Oliwy do ognia dodawała narracja, w której jeszcze bardziej można było się zgubić. Do tego zagmatwanego labiryntu brakowało tylko zestawu małego podróżnika z mapą w bonusie.

No ale nie powiem, że nie da się tego okiełznać. W połowie książki zaczęłam już kojarzyć pewne sytuacje i wydarzenia, do narracji też się przyzwyczaiłam, a pod koniec w punkcie kulminacyjnym to już w ogóle doznałam olśnienia. Nie zmienia to jednak faktu, iż od razu na początku historii rzucani jesteśmy na głęboką wodę, razem z kartką, na której jest napisane: "Ogarnij to sobie sam".

Jeśli chodzi o opisy, też ubolewałam i to długo. Akcja toczy się w różnych miastach, takich jak Paryż, Berlin czy po prostu Warszawa, ale oprócz nazwy miasta i daty nad początkiem rozdziału tylko tyle o tym wiemy. Szczerze powiedziawszy, nie poczułam tego klimatu Paryżu czy Berlina. Autor nie skupił się na możliwym opisie pięknych, krętych uliczek, zdobień czy cech charakterystycznych danego miejsca. Jesteśmy pozbawieni jakiekolwiek klimatu. Jedyne czego się doszukałam to "powojennych kamieniczek", które wydaje mi się, iż autor ubóstwia, bo w tekście jest o nich mowa nieskończenie wiele razy.

Reasumując, jeśli szukacie dobrego kryminału, pisanego typową męską ręką to dobrze trafiliście. Pomimo tych wszystkich wad w zakresie stylu pisarskiego, mogę ją z czystym sumieniem polecić, szczególnie wielkim fanom kryminałów. Doszukacie się tutaj prawdziwej akcji i tajnych jednostek Przede wszystkim poznacie też sposób, w jaki się między sobą komunikują, by nikt się nie zorientował i zwrócicie uwagę na to, jak w dzisiejszym świecie perfidny los może być nieobliczalny. Od wyboru do koloru – każdy znajdzie coś dla siebie, szczególnie pasjonaci niniejszego tematu.

Autorowi szczerze gratuluję debiutu i życzę mu powodzenia w dalszej działalności. Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz i możliwość zrecenzowania tej pasjonującej oraz przyciągającej powieści. Czytelników natomiast proszę o zostawienie swojej opinii w komentarzu poniżej, której już nie mogę się już doczekać! <3






niedziela, 2 maja 2021

Pozwól, że Ci opowiem...Bajki, które nauczyły mnie, jak żyć - Jorge Bucay

16:02:00 0 Comments

Bajki są cudowne pod tym względem, że zawsze zawierają morał. To, czy ten morał znajdziemy i zrozumiemy to już inna sprawa, ale zawsze warto próbować. Być może sens odnajdziemy później, w bardziej odpowiednim momencie naszego życia?



Nr. recenzji: 421
Tytuł: Pozwól, że Ci opowiem...Bajki, które nauczyły mnie, jak żyć
Autor: Jorge Bucay
Liczba stron: 327
Data premiery: 7 kwietnia 2021
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
W moim odczuciu: 9/10
Autorka recenzji: Małgorzata Górna


    Ta książka to było coś czego potrzebowałam od dawna. Mówi się, że życia nie można się nauczyć z książek, niemniej jednak uważam że są one bardzo pomocne w poznawaniu otaczającej nas rzeczywistości. Pozwól, że Ci opowiem to pisemna biblioterapia i stwierdzam że do mnie trafiła, nawet bardziej niż się spodziewałam. (Do tego boska okładka, nie mogłam się na nią napatrzeć!).

    Psychoterapeuta Jorge Bucay w trakcie swoich terapii opowiada swoim pacjentom bajki dostosowane do ich potrzeb. Nie wmawia swoim pacjentom, że robią coś nie tak, że coś powinni zmienić. Na przykładzie opowieści nakierowuje podopiecznego na pewien tok myślenia i pozwala by on sam wyciągnął wnioski. W ten sposób łatwiej im zaakceptować pewne fakty i zmienić sposób myślenia. Sama też wiele z tej lektury wyciągnęłam. Panuje ogólne przekonanie, że każdemu przydałaby się terapia i ta książka może być małym pomocnikiem (nawet jeśli czujecie się świetnie i jest Wam to niepotrzebne. Fajnie czasem dostać niespodziewaną dobrą radę). 

      Zabrałam się do czytania wieczorem i to był błąd. Założyłam, że bajki będą idealne na dobranoc, ale nie. Czytałam do rana. Książka jest bardzo ładnie wydana, a forma przystępna do szybkiego czytania (lub pochłaniania). Rozdziały są krótkie, więc nim się człowiek obejrzy to nie ma co czytać. Na całe szczęście te małe treści dają wiele wartości i mogą pomóc w uporządkowaniu niektórych myśli. 
Została napisana w prosty sposób, przystępny dla każdego. Troszeczkę się obawiałam, ponieważ opowiadanie terapii może być chaotyczne. Na szczęście panuje porządek i chronologia została utrzymana, obyło się bez retrospekcji, która mogłaby wprowadzić zamęt. 

    Do tego wybrane bajki (i te klasyczne i te przytoczone przez Jorga Bucaya) są i błyskotliwe, i zabawne, i skłaniające do przemyśleń, a niekiedy i absurdalne. Przyznaję, że raz czy dwa nie zrozumiałam sensu opowieści przytoczonych w danym kontekście, ale tak po za tym to cud, miód i malina. Czułam się trochę jak małe dziecko, a trochę jak swój własny terapeuta (co zapewne było zamysłem autora) i naprawdę czerpałam radość z czytania. Być może inni nie będą aż tak zachwyceni tą pozycją, ale dla mnie to strzał w dziesiątkę. Jestem bardzo emocjonalna i analizuję wszelkie sytuacje, które mają miejsce w moim życiu. Myślę, że te historie mogą sprawić radość i uśmiech nie tylko mi. 


Tak jak pisałam wcześniej, każdemu przydałaby się terapia. Możecie się z tym zgodzić lub nie. Warto jednak spróbować, nie dlatego żeby się "naprawiać" i "poprawiać", tylko żeby się chociażby zrelaksować. Zobaczyć ciepły promyczek słońca gdy nad głową mamy chmury. Naprawdę się cieszę że trafiłam na opowiadania uczące jak żyć.


Małgorzata Górna

czwartek, 29 kwietnia 2021

"Niewinny" Harlan Coben

12:08:00 0 Comments

Po tę książkę sięgnęłam w ciemno, bo lubię czytać Cobena. Do tej pory się nie zawiodłam, jak było tym razem, czy „Niewinny” skradł moje serce? Czy faktycznie był niewinny? Na pierwsze pytanie odpowiem w recenzji, na drugie odpowiedzi szukajcie w książce. Jeśli szukacie rozrywki w tym czasie oczekiwania na prawdziwą wiosnę i możliwość swobodnego z niej korzystania, ta książka będzie idealna, bo zabiera nas w podróż po kilku stanach Ameryki Północnej.

                    

                                                                                                                             Nr. recenzji: 426

  

                                                                 Tytuł: „Niewinny"

 Autor: Harlan Coben

 Tłumacz: Zbigniew A. Królicki

 Liczba stron: 413

 Data polskiego wydania: 04 kwietnia 2021

 Wydawnictwo: Albatros

W moim odczuciu: 8 /10

Autor recenzji: Kobieta Czytająca

 

 

 

 

 

 


Matthew Hunter to zwyczajny dwudziestolatek, ma kochającą rodzinę, przyjaciół, studiuje i jest szczęśliwy. Do czasu, gdy jeden niezawiniony błąd sprawia, że jego dotychczasowe, poukładane życie obraca się w pył. Pozornie niedługi wyrok więzienia, ciągłe poczucie winy, niemożność naprawienia szkody sprawia, że Matt Hunter staje się innym człowiekiem. Kiedy po kilku latach wydaje się, że poukładał swoje życie, pracuje w kancelarii prawniczej, ma kochającą żonę, która spodziewa się dziecka, w tym niemal sielankowym momencie spada na niego kolejny cios. Na telefon otrzymuje wiadomość od żony, film i zdjęcie, na którym jest ona z innym mężczyzną w hotelu. Ten sms bardzo go dezorientuje, ale udaje mu się zauważyć, że ktoś go śledzi, a to niestety dopiero początek kłopotów. Zakonnica, która umiera we własnym pokoju, jej przeszłość, której nikt nie zna i niepewność czy ta śmierć nie była przypadkowa. Czy to wszystko ma związek ze sprawą Matta? Dlaczego zmarła dzwoniła do jego bratowej?


„Niewinny” przypomina mi pierwsze powieści Cobena, z początków jego kariery literackiej. Porządnie napisana, przemyślana opowieść o zwyczajnych ludziach, rodzinie z sąsiedztwa, koledze ze studiów, koleżance z pracy. Ludziach, którym przydarzają się niezwyczajne rzeczy i których przeszłość skrywa wiele tajemnic.

Powieść skonstruowana w taki sposób, by od pierwszych stron zaciekawić czytelnika, wciągnąć w swój świat, trzymać w napięciu, kilka razy obrócić akcję o sto osiemdziesiąt stopni. Bohaterowie niemal wszyscy wzbudzają naszą sympatię, bo są zwyczajnymi, na pozór, ludźmi, którzy radzą sobie ze zwyczajnymi, na pozór, problemami. W miarę rozwoju akcji okazuje się, że ich przeszłość jest dużo bardziej skomplikowania, niżby sami chcieli.

 

Coben ma tę niespotykaną zdolność do opisywania rzeczywistości w ten sposób, iż słowa tworzą obrazy w naszej wyobraźni. Już po kilku przeczytanych stronach pomyślałam o tym, że ta opowieść idealnie będzie się nadawała do przeniesienia na ekran. Czytelnik, mimo że czyta, ma wrażenie, jakby oglądał. Czyta słowa, ale widzi obrazy. To moim zdaniem największa zaleta tej książki.

Konstrukcja fabuły również pobudza ciekawość i sprawia, że z każdą stroną coraz bardziej wciągamy się sami w wir wydarzeń. Historię opowiadają równolegle Matt Hunter i Loren Muse, inspektor z biura prokuratora okręgowego. Dwa punkty widzenia, bardzo odmienne, pokazujące historię z dwóch różnych stron. Każde z nich dąży do odkrycia prawdy, ale żadne nie spodziewa się jak ta dziwna, zagmatwana sprawa może wpłynąć na ich życie. Pojawiają się kolejni bohaterowie i pojawiają się kolejne niewiadome. Wszędzie gdzie pojawia się Matt, giną ludzie. Takie budowanie napięcia przez mnożenie pytań i nierozwiązanych wątków dodatkowo uatrakcyjnia całość.


Kiedy myślę o gorszych stronach tej książki, trudno sobie wyobrazić by takich nie było, jednak w tym przypadku odnalazłam tylko jeden zarzut. Według mojej subiektywnej opinii zakończenie mogłoby być bardziej nieprzewidywalne. Możliwe, iż po przeczytaniu niezliczonej ilości książek potrafię przewidzieć dalszy ciąg zdarzeń. W przypadku „Niewinnego”, mimo iż odgadłam zakończenie, nie odebrało mi to przyjemności czytania i oczekiwania na to czy moje przypuszczenia się sprawdzą, czy jednak autor zaskoczy mnie samą.

Chwilami również oczekiwałam większych emocji w bohaterach zwłaszcza w momentach wydarzeń, które powinny te emocje wzbudzać, a nawet samo opowiadanie o odległych wydarzeniach niosących tak wielki ładunek emocjonalny, powinno w bohaterach powodować ogromne poruszenie. Tego odrobinę mi zabrakło.


Wielka zasługa autora oraz tłumacza, którą należy docenić to lekkość pióra i doskonały przekład na język polski. Styl, w jakim pisze, pozwala na płynne czytanie i przenikanie do historii jakby działa się tuż obok. Historię czytało się lekko i płynnie, mimo iż opisywała chwilami nieprzyjemne wydarzenia. Dodatkowym atutem jest brak literówek ani razu też nie pomylono bohaterów, dialogi były czytelne, to bardzo ułatwiało szybkie przyswajanie fabuły. Bohaterowie realistyczni przeżywający problemy bliskie każdemu z nas. Lektura tej książki dostarczyła wyśmienitej rozrywki i rozbudziła apetyt na kolejne opowieści pióra Harlana Cobena.


Podsumowując, książka niesamowicie działająca na wyobraźnię, nie tylko można niemalże zobaczyć opisywane sytuacje, ale ma się również wrażenie przebywania w centrum wydarzeń, przeżywania historii wspólnie z Mattem i Olivią. Nawet czytelnicy doskonale znający twórczość Cobena będą nie raz zaskoczeni, bo autor przewidział dla nich kilka zaskakujących elementów układanki.

Biorąc pod uwagę wszystkie „za” i „przeciw” zdecydowanie polecam książkę, bo sięgnęłabym po nią jeszcze raz, a na pewno sięgnę po inne powieści autora. Idealna rozrywka na czas oczekiwania na wiosnę oraz wycofania obostrzeń sanitarnych. Sensacyjno-obyczajowa opowieść, która spodoba się czytelniczkom kryminałów, ale też czytelnikom, którzy zwykle sięgają po thrillery.

 Kobieta Czytająca

wtorek, 27 kwietnia 2021

"Most Ikara" – Paweł Nowak

08:31:00 0 Comments
Akceptacja jest jednocześnie największym wyzwaniem w całej naszej egzystencji, jak i jej fundamentem. Wydaję mi się, że każdy przekonał się jak trudno, jest bez niej funkcjonować i czym skutkuje jej brak. Akceptacja, moi drodzy, jest jak lekarstwo. To stan, w którym godzimy się z czymś, czego nie da się zmienić. Nie chciałabym jednak wspominać tutaj o akceptacji samego siebie, bo chyba każdy wie, że przychodzi ona z czasem i wymaga ogromnego pokładu siły, jak i odwagi. Bardziej chodzi mi o akceptację drugiego człowieka. O ile szacunek wobec niego jest obowiązkowy, tak akceptacja nie. Chyba nie muszę tłumaczyć, iż nie wszystko da się zaakceptować. Są to przypadki, gdy akceptacja tych rzeczy byłaby dla nas czystym masochizmem, jednak akceptacja homoseksualnego syna nim nie jest. O tym, jak bardzo potrzebna jest akceptacja i jak trudne jest życie młodego człowieka w XXI wieku z jej brakiem, zwłaszcza od najbliższych nam osób, opowiada w swojej najnowszej powieści Paweł Nowak.


Nr. recenzji: 415
Tytuł: "Most Ikara"
Autor: Paweł Nowak
Data polskiego wydania: 15 kwietnia, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 670
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10




Antek to młody mężczyzna, który tak naprawdę dopiero uczy się żyć i funkcjonować samodzielnie w dorosłym świecie. Wychowywany w tradycyjnej katolickiej rodzinie, gdzie od zawsze panuje patriarchat, zdaje sobie sprawę, że nie chce już tak dłużej wegetować i robić wszystkiego, czego oczekują inni. Uznaje, iż czas skupić się na sobie i zawalczyć o własne przekonania i pragnienia. Uwolnienie się z tego narzuconego mu schematu wcale nie jest takie proste, zwłaszcza gdy uświadamia sobie, że jest homoseksualistą. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, iż w jego rodzinnym domu gejów uznawano za ludzi z rynsztoku, a sam homoseksualizm był synonimem od uleczalnej choroby czy też zboczenia.

Własne szczęście kosztuje Antka gorzko i już wkrótce wykorzystany i zraniony, zostaje wyrzucony z rodzinnego domu przez agresywnego, toksycznego ojca, zostając z niczym. U jego boku trwa jednak jego wierna, najlepsza przyjaciółka Kaśka, która oferuje mu pomoc i wspiera chłopaka w trudnych chwilach, oferując mu postój w jej własnym mieszkaniu.

Demony z przeszłości nie odstępują jednak Antka na krok i wbrew własnej sytuacji finansowej oraz znajomości wielkiej stolicy postanawia właśnie tam poszukać pomyślności, utożsamiając z nią piękny most Świętokrzyski.

Czy Antek odnajdzie swoje szczęście w Warszawie? Jak potoczą się jego stosunki z rodzicami i czy w końcu zaakceptują go takim, jakim jest? A co z miłością? Czy Antek zwiążę się z osobą, która w końcu wypełni jego potrzebę bezpieczeństwa i uleczy stare rany, czy znowu przekona się, jak smakuje zdrada?
Tego dowiecie się, sięgając po tę emocjonującą, wciągającą, pełną zwrotów akcji i bohaterów wykreowanych z krwi i kości książkę.

Już na samym wstępie chciałabym zaznaczyć, że sam opis niewiele nam zdradza. Teoretycznie, decydując się na tę książkę, nie miałam pojęcia, że będzie w niej jakikolwiek wątek homoseksualny, ale gdy zobaczyłam opinię Roberta Biedronia na jednej z zakładek, od razu wiedziałam, że warto ją będzie przeczytać.

Książka nie tyle, co uczy, czym tak właściwie jest tolerancja i akceptacja oraz jak one wpływają na życie własnego dziecka, ale również pokazuje, jak jest naprawdę. Nie jest to żadna wyidealizowana obyczajówka, która tuszuje pewne fakty i niedoskonałości z życia codziennego, ale za to pokazuje realia typowo katolickiej polskiej rodziny, gdzie odmienne poglądy są jak nieistniejące pegazy albo jednorożce, a wychodzenie poza narzucony system utożsamia się z wyrzuceniem z drzewa genealogicznego na własne życzenie. Oczywiście, jak patriarchat to na całego – ojciec Antka jest typowym, potężnym samcem alfa, a jego matka, mimo iż kocha syna, niestety nie ma nic do powiedzenia, bo jest na samym dnie w tej pokręconej hierarchii.

Jeszcze bardziej pokręcone są te wszystkie wizyty u rzekomych "specjalistów" by "wyleczyć" Antka. Jego matka nawet oddzieliła taśmą sztućce specjalne dla chłopaka, by nie mieć z nim żadnego kontaktu, gdy dowiedziała się, że jest gejem. Brawo dla autora, bo udało mu się rozbudzić w czytelnikach prawdziwe emocje.

Spotkałam się jednak z opiniami innych ludzi, którzy zwrócili uwagę na to, że autor podobno zawarł w całej powieści stereotyp typowo nadzianego geja, ale ile jest w tym prawdy, nie będę się wypowiadać, bo można by powiedzieć, iż jestem "nowa" w tego typu powieściach. Na pewno mogę powiedzieć, że tak jak wspomniałam, autor wykreował bohaterów z krwi i kości, na których ciąży bolesne piętno z przeszłości, aczkolwiek znalazłam też parę postaci, które niby miały inne imiona, ale wydawało mi się, iż ich zachowanie było takie same.

Powieść została napisana prostym językiem, nie zauważyłam żadnych błędów językowych czy gramatycznych. Niektóre dialogi były troszkę zbyt infantylne jak na wiek bohaterów i po prostu żenujące, lecz postanowiłam przymknąć na to oko, bo nie było ich dużo.

Bardziej skupiłam się na tej dosyć kontrowersyjnej fabule i zdałam sobie sprawę, jak bardzo życie może być niesprawiedliwe wobec niewinnych ludzi, szukających po prostu miłości w normalny sposób jak każdy inny człowiek. Wciąż nie mogę pojąć zakończenia i gwarantuje wam, że wylejecie tonę łez. Przez samą książkę przeleciałam dosyć szybko, bo z każdą kolejną stroną byłam ciekawa co będzie dalej.

Sam Antek, cóż. W pewnych momentach nie do końca go rozumiałam i miałam wrażenie, że przeczy sam sobie, ale mam nadzieję, iż to specjalny zabieg autora, który pokazuje, jak bardzo został zmanipulowany i skrzywdzony.

Warto też wspomnieć o Kaśce, bo mało kto o niej mówi. Tak jak rodzice Antka mieli zbyt dużo do powiedzenia, tak rodzice Kaśki zbyt mało i nigdy nie dostała od nich żadnego wsparcia. Podobnie jak Antek musiała szybko dorosnąć i sama pracować na własne marzenia, ale czy one na pewno były własne? Sama zdaje sobie sprawę, że spełnia tylko oczekiwania swojego bogatego ojca. Jej postać doskonale można odzwierciedlić popularną tezą: "Pieniądze szczęścia nie dają".

Podobała mi się również ta retrospekcja rodziców Antka. Nie mówię, że ich zachowanie jest usprawiedliwione, ale na pewno trauma z przeszłości zagubiła ich w tym, co dobre, a tym, co złe. Teraz rozumiem, czemu niektórzy mówią, że najpierw należy pokochać siebie, by pokochać kogoś innego.

Podsumowując, książka zmusza do myślenia i na pewno każdy z nas znajdzie w niej swoją cząstkę, zwłaszcza w Antku, który będąc młodym, nieświadomym brudów świata mężczyzną o wielkich marzeniach, mógłby zostać odzwierciedleniem sporej części populacji. Samego autora podziwiam za odwagę i determinację, by opublikować to dzieło, zwłaszcza za okładkę, do której jak się okazało sam zapozował. Tymczasem czekając na ekranizację, odłożę książkę na półkę, po którą pewnie znowu się rzucę, a Wam życzę wyciągnięcia z niej tak jak ja wartościowego przekazu :). Nie zapomnijcie podzielić się przemyśleniami czy też innymi uwagami na dole w komentarzu.

niedziela, 25 kwietnia 2021

„Folwark zwierzęcy" George Orwell

20:13:00 0 Comments

 Czytanie lektur jest dla większości męką, czytanie akurat w tym czasie książki, której może się nie chce czytać, a później omawianie jej wiele godzin na lekcjach polskiego. Co jednak gdy sięgnie się po taką książkę z własnej chęci i ciekawości.



Nr. recenzji:
418

Tytuł: „Folwark zwierzęcy"

Autor: George Orwell Tłumacz: Tomasz Bieroń

Liczba stron: 136

Data polskiego wydania: 7 kwietnia 2021

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

W moim odczuciu: 9/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska




Folwark dworski to tutaj pan Jones ma swoje zwierzęta, rolę i gospodarstwo, Utrzymuje zwierzęta, karmi je i zajmuje się nimi, niestety w ostatnim czasie zostało to trochę zaniedbane, a pan Jones przesiaduje w towarzystwie alkoholu. Zwierzęta nie chcą już dłużej być zdane na człowieka, oddawać mu swoje jaja, mleko, czy być hodowane na rzeź. Nestor stary knur miał sen, cieszył się on poważaniem u innych, dlatego to, co powiedział, zostało przyjęte pozytywnie. Istoty wznieciły rewolucje, w której to mężczyzna zostaje przegoniony z folwarku i istoty czteronogie, biorą sprawy w swoje łapy.

"Folwark zwierzęcy" to zdecydowanie jedna z moich ulubionych lektur. Czytałam ją sześć lat temu, zapadła mi w pamięć i gdzieś tam chodziło mi po głowie, żeby przeczytać to jeszcze raz, już dla samej siebie, a nie w potrzebie języka polskiego w szkole. Na uwagę zasługuje wydanie. Miła dla oka i estetyczna okładka, w dodatku twarda oprawa czcionka duża, papier nie za cienki. Sprawia to, że po książkę sięga się z jeszcze większą przyjemnością. Fabuła jest prosta, pod przykrywką zwierząt zostały ukazane takie wartości jak sprawiedliwość, równość, demokracja. Z początku wszystkie zwierzęta były sobie równe i tak ważne jest, żeby w każdym stadzie, jednostce była osoba, która ma piecze nad wszystkim, ale żeby była ona dobra dla innych i nie wywyższała się. Napoleon wyraźnie pokazuje, jakie są przykazania dla zwierząt, narzuca stwierdzenie, że człowiek jest zły i przede wszystkim powinny wystrzegać się zachowania i cech, które są przypisane człowiekowi. Z początku wszystkie jest dobrze, zwierzętom żyje się lepiej, ale chęć władzy i decydowania o wszystkim, zrobienia z siebie dyktatora, staje się mocniejsza i Napoleon tak manipuluje, że sprawy obierają całkowicie inny wymiar.

Lektura ma sens polityczny, pokazuje jak przez rewolucje, obalenie dotychczasowej władzy może zmienić się system polityczny. Społeczeństwo jest niewykształcone, niewiele ludności potrafi czytać i pisać. Mają zadanie, które wykonują i całe swoje myśli skupiają, na wykonanie należycie swoich obowiązków. Każdy mógł wyrazić swoje zdanie, ale początkowa demokracja zaczyna się zmieniać, ze społeczeństwa wyłaniają się elity, które pragną kierować innymi. Są oni istotami, które zabierając w swoje ręce książki, zdążyły się nauczyć wielu rzeczy, co też pozwoliło im otworzyć głowę na świat. Analfabetami kieruje się łatwiej. W przypadku kiedy Napoleon czytał książki, wiedział co i jak ma zrobić, że przekonać do swojej racji innych. Potrafił tak im powiedzieć, że naginał tym prawdę, a zwierzęta były przekonane, że knur ma rację i jemu trzeba zawsze wierzyć.

Uważam, że jest to powieść, którą każdy powinien przeczytać. Jeśli jesteś czytelnikiem, który mając tę książkę jako lekturę, nie przeczytałeś jej, bo lektura, spróbuj teraz, jestem prawie przekonana, że ci się spodoba. Auror posługuje się obrazowym językiem, wszystko jest elastyczne, opisane na tyle, że odbiorca nie ma problemu z wyobrażeniem sobie sytuacji, czy świata, w którym zwierzęta, mają władzę, Każdy z nas oglądał, czytał bajki, w których zwierzęta mówiły, wykonywały czynności też ludzie, dlatego myślę, że dla każdego jest to przystępna lektura, w której pod przebraniem zwierząt ukazane jest społeczeństwo zdominowane przez totalitarną władzę.

czwartek, 22 kwietnia 2021

Oswoić Hiszpanię - Joanna Lessnau

23:25:00 0 Comments
Kolejny przewodnik turystyczny z milionami zdjęć i krótkimi opisami, którymi musimy się zadowolić, bo nie wystarczy życia na zwiedzenie wszystkich wymienionych zabytków? Nie, nie i jeszcze raz nie. Tym razem mamy podróż w swojej głowie, na miarę pandemicznej rzeczywistości.


Nr. recenzji: 420
Tytuł: Oswoić Hiszpanię
Autorka: Joanna Lessnau
Liczba stron: 578
Data premiery: 5 kwietnia 2021
Wydawnictwo: Novae Res 
W moim odczuciu: 7/10
Autorka recenzji: Małgorzata Górna


    Dlaczego już na wstępie wspominam o pandemicznej rzeczywistości w kontekście książki związanej z podróżowaniem? Dlatego, że obecnie zwiedzanie i doświadczanie podróżowania jest utrudnione, ALE dzięki tej książce mamy możliwość mentalnie przenieść się do zaskakującej swoją wyjątkowością Hiszpanii. Z tego powodu sięgnęłam po tę pozycję, uwielbiam ten kraj i nie przeszkadzało mi że w ręce wpadł tom drugi. Szczerze mówiąc, nawet nie zwróciłam na to uwagi - zobaczyłam "Hiszpania" to nie zważałam na nic i nie żałuję. 


Pierwszą rzeczą na jaką zwróciłam uwagę to brak przypisów, który przez pewien czas obniżał komfort czytania, jednak z czasem zaakceptowałam hiszpańskie słowa w tekście i potraktowałam jako cenną naukę na przyszłość (wcześniej uczyłam się hiszpańskiego, dlatego było to dla mnie przypomnieniem i nie potrzebowałam tłumaczeń, jednak niekiedy zdania nie są przetłumaczone w nawiasach, ale nie ma to znaczącego wpływu na odbieranie sytuacji jeśli znamy jej kontekst). Kolejną rzeczą, która może się wydać inna niż zwykle, to bardziej osobiste podejście do tej książki. Kocham Włochy, Hiszpanię i inne okoliczne kraje, w ogóle lubię podróżować. Udało mi się spędzić tydzień na półwyspie Iberyjskim, zakochałam się, więc gdy zobaczyłam książkę o podróży w te miejsca to zgłosiłam się nie zważając na nic. Nie czytałam tomu pierwszego - to nic, nadrobię. Bałam się, że to będzie tylko historia wpleciona w region Hiszpanii - trudno, byłam widziałam i mogę swoje "dokleić". Na szczęście okazało się, że opisy miejsc i ich cudowne historie stanowią fundament całej książki.


Wspomniałam o opisach. Są one szczegółowe, można nawet powiedzieć, że drobiazgowe i przede wszystkim obszerne. Jeśli ktoś nie lubi "zwiedzania" w takiej formie to niestety, ale albo się zaweźmie, albo zrezygnuje. Myślę, że ciekawą opcją byłoby dorzucenie do książki prezentacji ze zdjęciami wszystkich zwiedzonych miejsc, lub ich spis. Dla uparciuchów (takich jak ja) istnieje opcja samodzielnego wyszukiwania, aczkolwiek jest tego sporo, co zajmuje troszkę czasu ale nie jest niczym złym. Można też popracować nad wyobraźnią, wczuć się w panujący klimat, zamknąć oczy i znaleźć się tam, gdzie nam daleko. Jeszcze jedna sprawa, na którą chciałabym zwrócić szczególną uwagę to przeplatające się z opisami historie. Nie są typowym, encyklopedycznym jazgotem którego czytać się odechciewa. Z tego wszystkiego one podobały mi się najbardziej, razem z załączonymi zdjęciami (których jest niewiele, ale są). 

Czy polecam? Oczywiście! Szczególnie miłośnikom podróży i zwiedzania - idealne rozwiązanie na to, co dzieje się wokół.


Małgorzata Górna


środa, 21 kwietnia 2021

„Wezwij sokoła" Meggie Stiefvater

11:28:00 0 Comments

 



Nr. recenzji: 414

Tytuł: „Wezwij sokoła"

Autor: Meggie Stiefvater

Tłumacz: Piotr Kucharski

Liczba stron: 510

Data polskiego wydania: 24 luty 2021

Wydawnictwo: Uroboros

W moim odczuciu: 6/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska



 Na świecie żyją śniący i wyśnieni. Śniący poprzez sny mogą przenieś wymyślone rzeczy do rzeczywistości, są bardzo pożądani, ale też żyją w niebezpieczeństwie, bo są ludzie, którzy chcą ich wykorzystać. Wyśnieni nie będą żyć bez swoich stwórców, są od nich uzależnieni. Giną śniący, wyśniony zasypia, na zawsze. Ronan jest średnim z braci Lynch, znany jako śniący, potrafi wyśnić różne wspaniałe rzeczy, ale też koszmary, które przenosi do rzeczywistości. Jordan to sprytna młoda kobieta, która jest złodziejką, a Carmen Farooq-Lane widząc, do jakich szkód może dojść przez śniących, stała się łowczynią.


Motyw snów jest jednym z tych, które pożądam w literaturze. Może przez to, że sama noc w noc mam bardzo realne i złożone marzenia senne, przez co lubię o tym czytać. Fakt, że można wyśnić rzeczy, a nawet ludzi jest niesamowity. Jak wszystko ma swoje dwie strony, więc śniący podejmuje ryzyko, że potwory, pająki, różne dziwne stworzenia, przez niego przedostaną się do świata rzeczywistego, nie będąc już tylko myślami, czy obawami, a staną się realnym zagrożeniem, z którym trzeba walczyć. Autorka ukazuje braterską relację pomiędzy chłopcami Lynch. Są oni dla siebie wsparciem w każdej sytuacji, a gdy jeden pisze, dzwoni do drugiego, bo potrzebuje pomocy, to mogą wszystko rzucić i pędzić do brata. Są dla siebie w ważnych życiowych chwilach. To rodzeństwo, ale i przyjaciele, muszą o siebie dbać, czasami przyjąć rolę surowego ojca, bo mają tylko siebie.


Niestety ciężko mi było zrozumieć czytaną treść. Autorka wrzuca nas w fabułę, bohaterowie są już w tym świecie, a nie ma postaci, która dopiero to poznaje, przy czym czytelnik by się też zaznajomił z zasadami panującego świata. Fabuła i różnorodność postaci może się wydać problematyczna zwłaszcza na początku, z czasem jednak odbiorca widzi relacje między bohaterami ich stosunki czy umiejętności. Z nie wszystkimi postaciami się zrozumiałam. Nadal Carmen Farooq-Lane jest dla mnie zagadką, jej życie to, czym się zajmuje i przeszłość jej brata, co kilka razy było podkreślane, że te wydarzenia odbiły piętno na jej życiu. Nie wiedziałam, do czego zmierza fabuła, moim zdaniem, ciężko odkryć ten cel, do którego wszyscy dążą. Liczyłam na emocje w końcowej akcji, że będę czytała to z zapartym tchem, a po skończeniu będę myślała tylko o tym, że chcę następną część, po części tak nie jest, ale tak, jestem ciekawa, co będzie dalej, liczę też na to, że wątki zaczęte w pierwszym tomie zostaną rozwinięte, a ja wciągnę się w fabułę i będę przeżywać losy bohaterów.


Jest to zdecydowanie książka, przy której trzeba się skupić, zwłaszcza na początku, kiedy przez ogrom informacji można się zrazić. Moje odczucia co do tej treści są mieszane. Mam wrażenie, że cały potencjał na tę historię nie został dobrze wykorzystany, ale liczę się z tym, że może osobiście czegoś nie zrozumiałam. Nie skreślam tej trylogii. Jestem ciekawa następnych części. „Wezwij sokoła” ma przyjemną dla oka okładkę, a wydanie jest wygodne w czytaniu, grzbiet się nie łamie, czcionka i marginesy jak najbardziej wspomagają szybkie czytanie. Mogę, prawie że zagwarantować, że po przeczytaniu będziemy śnić jak śniący, bo widzenie senne ma ogromną moc.