Insta


wtorek, 26 października 2021

"Dom obok" - Sylwia Gillis

13:21:00 0 Comments

 

Czy miejsce może być złe? Czy to źli ludzie je takim czynią? Co kryją nasi sąsiedzi w swoich czterech ścianach?

 


           Tytuł: Dom obok

         Autor: Sylwia Gillis

      Data wydania: 17.11.2021

     Wydawnictwo: Novae Res

            Ilość stron: 408

                 Ocena 7/10


Główną bohaterką książki jest nastoletnia Julka, rezolutna i nad wyraz dojrzała  dziewczynka. Wraz z rodzicami zamieszkuje spokojne łódzkie osiedle, sąsiedzi są przyjaźni i pomocni, dlatego tak wstrząsa nią informacja, że w domu obok mieszkał Andrzej Kołtun, morderca dwóch dziewczynek. Jeszcze bardziej wstrząsające okazuje się to, że był nauczycielem języka polskiego w szkole, do której uczęszcza Julka. Dziewczyna postanawia, że sprawa sprzed trzydziestu lat będzie tematem jej pracy na zajęcia dziennikarskie, rozpoczyna swój własny research. W jej otoczeniu mieszka wiele starszych osób i to właśnie od nich, a właściwie od ich relacji i wspomnień rozpoczyna własne śledztwo…Okazuje się, że z jedną z zamordowanych dziewczyn Andrzej przyjaźnił się, a z nieżyjącą już córką sąsiadki, był zaręczony. Czy to przypadek? Julka dociera do informacji, że skazany na śmierć nauczyciel nigdy nie przyznał się do winy, a jego zatrzymanie było poprzedzone anonimowym telefonem. I kiedy nagle znika koleżanka Julki, ta z przerażeniem stwierdza, że może morderca wcale nie został skazany, że może wciąż jest wśród nich…

 

Książka napisana z perspektywy nastoletniej dziewczyny i jej przemyśleń, co z początku trochę mnie zniechęciło, ale kompletnie niepotrzebnie. Nie znajdziemy tu typowego śledztwa, nie towarzyszymy policji w poszukiwaniu sprawcy, a jednak uczestniczymy w rozwikłaniu zagadki. Fabuła jest spójna i pomimo tego, iż przedstawia wydarzenia z teraźniejszości, a także sprzed trzydziestu lat, czytelnik nie gubi się. Historia rozwija się stopniowo, autorka manewruje faktami i podrzuca nam coraz to nowe tropy. Przemyślane kreacje bohaterów, są prawdziwi, tak jak i dialogi. Nie są sztuczne, a na to bardzo zwracam uwagę czytając książkę. Nic nie zaśmieca też głównej historii , nie ma zbyt wielu pobocznych wątków, a to duży plus.

 

Słabe wrażenie robi sama okładka, nie przyciąga wzroku, nie zachęca do czytania, a szkoda. Krótkie rozdziały i przyjemny język, jakim posługuje się autorka, sprawiają, że książkę czyta się szybko i  z zaciekawieniem. Jednym naprawdę sporym minusem jest zakończenie, rozwikłanie zagadki jest zbyt szybkie, zbyt proste. Szczerze to w połowie książki wiedziałam jaka jest prawda i co wydarzyło się trzydzieści lat wcześniej. Może jest to spowodowane ilością spraw, jakie do tej pory rozwiązałam, oczywiście w książkach. Niemniej jednak szczerze polecam, książka była miłą odmianą od krwawych kryminałów, które ostatnio czytałam i będzie dobrym wyborem na długie jesienne wieczory.

sobota, 23 października 2021

"W ukryciu" – Lisa Gardner

07:30:00 0 Comments

Przeszłość zawsze będzie za nami podążać niczym przyprawiające o dreszcze cień. Odciska przecież na nas piętno. Jest rozległą lub mniejszą blizną, która na zawsze będzie przypominała nam o minionych już wydarzeniach. To tylko od nas zależy czy ją zaakceptujemy, a może będziemy chować ją pod warstwą ubrań lub podkładu. Możesz uciekać. Możesz się ukrywać. Ale nie licz na to, że przeszłość cię nie odnajdzie. Bo prędzej czy później, będziesz musiał spojrzeć na tę przeklętą bliznę.

Nr recenzji: 480
Tytuł: "W ukryciu"
Autor: Lisa Gardner 
Data polskiego wydania: 15 września, 2021
Wydawnictwo: Albatros 
Liczba stron: 432
Autor recenzji: Julianna Kucner 
W moim odczuciu: 10/10!



W ruinach dawnego zakładu psychiatrycznego dochodzi do makabrycznego odkrycia. Ściągnięta na miejsce policja znajduje zmumifikowane zwłoki sześciu dziewczynek. Tylko jedną z nich udaje im się zidentyfikować – Annabelle M. Granger.
Miała zaledwie siedem lat, kiedy wraz z rodzicami po raz pierwszy musiała uciekać. Potem były ciągłe przeprowadzki, nieustanne zmiany tożsamości i zupełnie nowe środowiska. Teraz, po latach, kiedy wreszcie gdzieś się zadomowiła, dowiaduje się z prasy, że policja zidentyfikowała zwłoki dziewczynki, która nosiła takie samo imię i nazwisko jak ona. Przypadek? Jest ich zdecydowanie za dużo.
Znana już wszystkim detektyw D.D Warren, a wraz z nią jej kolega z policji stanowej, Bobby Dodge, błądzą po omacku wśród dziesiątków możliwych tropów. A kiedy się okazuje, że Annabelle nie umarła i ktoś wciąż czyha na jej życie, sprawa przestaje dotyczyć tylko przeszłości.
Jak potoczą się dalsze losy naszych feralnych detektywów? I co najważniejsze, czy Annabelle w końcu uwolni się od prześladujących ją demonów z przeszłości?

Drugi tom z cyklu thrillerów kryminalnych z detektyw D.D Warren! (Przypominam tylko, że recenzja pierwszego tomu znajduje się na blogu).
Muszę przyznać, że wciąż jestem pod wrażeniem naszej amerykańskiej mistrzyni, gdyż druga część okazała się, jeszcze lepsza niż myślałam. Mamy niby tych samych bohaterów i dalszą kontynuację ich historii, ale czułam się, dosłownie jakbym czytała coś nowego! Nie narzekam na tę nutkę świeżości, a wręcz przeciwnie – gratuluję autorce, że udało jej się zachować gęsią skórkę i napięcie aż do samego końca.
Zdecydowanie ponownie muszę pochwalić bohaterów. Jeszcze bardziej przywiązałam się do ich realnych i odmiennych charakterów! Czuję, że teraz w ogóle nie będę, potrafiła się od nich odciąć, bo pokochałam ich relacje między sobą. Jeszcze bardziej niż postacie z krwi i kości wciągnęła mnie akcja. Zwarta, dynamiczna i przemyślana, czyli w jednym słowie idealna. W dodatku doprowadza do częstych palpitacji serca, więc czego chcieć więcej! Zaimponowało mi to, jak Gardner połączyła ze sobą wszystkie wątki, wplątując w to jeszcze wydarzenia z poprzedniej części. Wielkie brawa dla fabuły, która w stu procentach zapewnia czytelniczą satysfakcję.
Ponadto powieści nie da się nie przeczytać w jeden wieczór – jest zdecydowanie zbyt intrygująca. Gwarantuje wam, że czytając opisy makabrycznych zbrodni, będziecie drżeć ze strachu i niepokoju, ale będziecie zbyt zaciekawieni i zachwyceni warsztatem pisarskim autorki, by odłożyć książkę na półkę z obrzydzeniem. Dawno nie czytałam powieści, która tak bardzo oddziaływałaby na czytelnika! Nie dość, że kipi od niej emocjami, to w dodatku nieubłaganie przenosi je poza kartki z wydrukowanymi czarnym tuszem literkami. Wydaje się, że historia wprost żyje. Zupełnie jakby była osobą, z którą możemy porozmawiać. Przemyślane dialogi i doskonałe opisy otoczenia zdecydowanie pozytywnie wpływają na wyobraźnię.

Warto też wspomnieć o wartościach, które Gardner przekazuje. Historia na podstawie niestety fikcyjnych bohaterów uczy nas, że od przeszłości nie da się uciec – trzeba z nią stanąć do walki i pogodzić się z własnym losem. Egzystencja jest nieprzewidywalna, aczkolwiek prawda jest taka, że warto, jest być przygotowanym na wszystko. Po raz kolejny pochwalę również obeznanie w dziedzinie kryminologii autorki. Widać, że ma w tym wieloletnie doświadczenie lub rzetelne informacje, bo takiej dawki realizmu nie dostaniecie nigdzie!

Nie zauważyłam nic, co by odrzucało mnie od tej powieści. Jestem jeszcze bardziej zdeterminowana, by zamówić wszystkie książki Lisy Gardner, zamknąć się z pokoju i już nigdy nie wychodzić. Jestem pewna, że czytając ponownie tę samą powieść autorki, zaskoczyłaby mnie ona zupełnie tak jak za pierwszym razem. Takiego zakończenia jak "W ukryciu" nie dostaniecie nigdzie, bo pomimo że drugi tom mam już za sobą, wciąż nie mogę go przepracować.

Podsumowując, dla fanów thrillerów czy też kryminałów, twórczość Lisy Gardner będzie strzałem w dziesiątkę i poprzednia recenzja doskonale może to potwierdzić. Mam nadzieję, że wartości wynikające z powyższego dzieła nauczą was czegoś nowego. Nie powinno być dla was zaskoczeniem, iż drugą część Samotnej oceniam równie wysoko.

Wydawnictwu Albatros dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników tak jak zawsze proszę o odzew w komentarzu poniżej :)

Zapraszam też na naszego nowego Instagrama @tzczytelnika <3

czwartek, 21 października 2021

mister mister

18:11:00 0 Comments

"Gdy wejdziesz do świata pięknych ludzi, nie spodziewaj się niczego dobrego."



Autor: Mikołaj Milcke

Data wydania : 9 września 2021

Wydawnictwo: Novae Res

Liczba stron: 480

Moja ocena: 8/10








Kiedy byłam młodsza, oglądałam film o wyborach miss. Nie pamiętam już jego tytułu, ale za to w głowie doskonale utkwiła mi scena, kiedy to główna bohaterka dowiaduje się, że żeby zapewnić jej zwycięstwo jej matka w dość niekonwencjonalny sposób pozbyła się najpoważniejszej rywalki córki. Dodajmy, że pozbyła na dobre. Ta właśnie historia była jednym z moich pierwszych skojarzeń, kiedy trafiłam na książkę "mister mister" i przeczytałam jej opis. Wybory mistera Polski - Man of Poland. Zaszczytny tytuł, o który walczy 45 młodych mężczyzn wśród nich Mieszko, któremu z dużą doza humoru autor nadał nazwisko Pierwszy. Ten lekko ironiczny, ale także bardzo inteligentny humor przewija się zresztą przez całą książkę i nadaje jej dynamizmu. Wracając jednak do fabuły - na każdym etapie konkursu odpada z niego określona część osób. O ile nasz główny bohater nie ma w sobie zapędów morderczych i nie cechuje się podejściem "po trupach do celu" to z pewnością maksymą tą kieruje się jego matka - Dorota, która próbuje zapewnić swojej latorośli zwycięstwo posuwając się przy tym do niekoniecznie prawidłowych etycznie zachowań i przy okazji niszcząc kilka żyć -  finalnie także swoje. Na drugim planie pozostaje wieloletnia dziewczyna Mieszka - Kinga, z którą chłopak zna się od wczesnych lat dziecinnych i z którą rozumie się  bez słów. Relacja między tą dwójką również daje autorowi spore pole do popisu jeśli chodzi o stosowany przez nich slang i "kody" (jak choćby "węgiel, potas, bor").

To co szczególnie podoba mi się w książce to nawet nie sam konkurs na Man of Poland i ukazanie jego kulisów, walk i konfliktów oraz przyjaźni, zdrad i całej palety uczuć, ale raczej to, że całość osadzona jest w realnej i współczesnej czytelnikowi rzeczywistości. Nie brakuje odniesień do polityki, Covida, wydarzeń społecznych. Dzięki temu, czytelnik nie nabiera wrażenia, że historia dzieje się w bańce, ale raczej  że jest na tyle prawdopodobna że mogłaby (a może nawet i miała?) miejsce. Kandydaci do tytułu musza mierzyć się z własnymi problemami - rodzinnymi, finansowymi, życiowymi, stawać przed ważnymi wyborami.... Słowem - poza ich muskulaturą, olśniewającym wyglądem i uzębieniem kosztującym 20 tys. zł (o czym z dumą informowała organizatorów matka Mieszka) są to ludzie jak każdy z nas. Drobnym mankamentem jest dla mnie z kolei pozostawienie w pewnym momencie na uboczu wątku Kingi - dziewczyny Mieszka. Rozumiem że relacja miedzy nimi, na skutek pewnych wydarzeń ostatecznie się skończyła, a jej gwiazda "zgasła jeszcze szybciej niż zabłysła", jednak uważam, że scena konfrontacji młodych ludzi mogłaby być korzystna dla fabuły nawet jeśli ograniczyłaby się do kilku czy kilkunastu zdań. 


Wojna cukierkowa Brandon Mull

08:37:00 0 Comments


Któż nie lubi cukierków! Czekoladki, krówki, irysy, miętówki przypominają nam czasy słodkiego, beztroskiego dzieciństwa, zabaw z rówieśnikami, czasem trochę niebezpiecznych, zwariowanych, ale zawsze wspaniałych i ekscytujących, choć na pewno nie tak fantastycznych jak przygody bohaterów książki Brandona Mulla “Wojna cukierkowa”.



Tytuł: Wojna cukierkowa

Autor: Brandon Mull

Data wydania: 13.10. 2021

Liczba stron: 408

Wydawnictwo: Wilga

Moja ocena: 7/10

 

Otóż mamy czwórkę młodych ludzi, dziesięciolatków, mieszkańców Colson, małego miasteczka, w którym niewiele się dzieje. Nate, Trevor, Gołąb i Summer założyli nawet Klub Poszukiwaczy Skarbów “Błękitne Sokoły” i chyba sprowokowali los, bo przygody, które przeżyli, przerosły ich oczekiwania. A zaczęło się tak niewinnie, od słodyczy Belindy White z jej sklepu o nazwie “Słodki Ząbek”. Właścicielka częstowała przyjaciół słodkimi pysznościami w zamian za drobną pomoc w prowadzeniu interesu. A potem sprytnie wykorzystała ufność dzieci, angażując je w mało bezpieczne zadania i nagradzając zaczarowanymi cukierkami. Ten sekretny układ początkowo odpowiadał dzieciom, tym bardziej, że cukierki miały naprawdę magiczne, fantastyczne moce, pozwalając im na przykład unosić się w powietrzu, przenikać lustra czy zmieniać fizjonomię. Trudno im się zresztą dziwić - któż z nas nie chciałby mieć ponadprzeciętnych zdolności czy supermoc. Dzieci bawiły się więc świetnie, próbując tych cukierków. ale zlecenia Belindy stały się coraz bardziej podejrzane i niezgodne z prawem. W dodatku w mieście pojawił stary lodziarz, pan Scott, który także wytwarzał zaczarowane desery..


Po czyjej więc stronie miały stanąć, czyje intencje były czyste, kto mówił prawdę? Nim czwórka przyjaciół się zorientowała, została wplątana w prawdziwe kłopoty i zmuszona do powstrzymania czarnych charakterów i ocalenia swojego miasta! Czy im się to udało?

Brandon Mull w “Wojnie cukierkowej” stworzył, jak zazwyczaj w swoich utworach, świat niezwykle oryginalny i pomysłowy, a jednocześnie pełen prostoty, Wykorzystał znane motywy i odwieczne marzenia ludzi (choćby o lataniu w przestworzach) i w ten sposób powstała powieść o czarach, magii i dzieciach. Mimo że akcja utworu toczy się w dzisiejszym świecie , utrzymany jest w niej niezwykły, baśniowy klimat. Oryginalność książki, skonstruowanie w niej alternatywnego, pełnego fantazji świata nie jest jej jedyną zaletą. Na podkreślenie zasługuje też taki specyficzny, nienachalny dydaktyzm, którą książka jest delikatnie nasycona. Przede wszystkim stworzył takich dziecięcych bohaterów, z którymi młodzi czytelnicy łatwo mogą się utożsamić, jednocześnie dbając o pokazanie ich prawdziwych przymiotów, niezwiązanych z magiczną mocą cukierków. Mocno przecież podkreśla odwagę, lojalność, współdziałanie, porozumienie, uczciwość przyjaciół. A z drugiej strony, prezentując antybohaterów w osobach Dennego, Kyla i Erica, piętnuje przemoc, wykorzystywanie słabszych, szantaż.

Sposób wykreowania dorosłych bohaterów też służy konkretnemu celowi - mianowicie pokazuje, że pozory mylą, sympatyczny wygląd nie zawsze idzie w parze z dobrym charakterem, a intencje i zamiary starszych też nie muszą być uczciwe, dlatego należy być ostrożnym w kontaktach z takimi osobami. Przy okazji prezentowania dorosłych należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt - Mull pokazał w powieści przerażające skutki świata, w którym dorośli przestają interesować się dziećmi, nie zwracają uwagi na ich problemy, nie udzielają pomocy, gdy zachodzi taka potrzeba. Niezła to lekcja dla młodych czytelników, którzy przekonują się, że to obecność rodziców, ich wysiłki, nawet nakazy czy zakazy są właśnie gwarancją ich bezpiecznego, poukładanego świata, a uleganie różnego rodzaju nałogom czy uzależnieniom przynosi fatalne skutki.

A ten dydaktyczny przekaz utworu nie został podany wprost przez narratora w nudny, pouczający sposób, ale został przekazany pośrednio, mianowicie poprzez sytuacje, wydarzenia, w których bohaterowie uczestniczą, wybory i decyzje, które podejmują, gdy muszą opowiedzieć się po stronie dobra czy zła. Mądrze ukryte przesłanie jest dużym plusem tej ciekawej, magicznej i pomysłowej historii, bo zakończenie powieści było dla mnie zaskakujące.

W sumie “Wojna cukierkowa” to pełna pysznych słodyczy, niebanalna, interesująco skonstruowana opowieść o koleżeństwie, przyjaźni, odwadze, odpowiedzialności i odwiecznej walce dobra ze złem, skierowana do młodszych czytelników, choć i mnie bardzo się spodobała, mimo że jestem już “trochę” starsza od jej bohaterów;-). Zapraszam do lektury.

Dziękuję wydawnictwu WILGA za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.

wtorek, 19 października 2021

Czerwony żuraw

17:50:00 0 Comments

"nie tak łatwo przeobrazić się w pięknego łabędzia czy.... czerwonego żurawia"



Autor: Sara Pawlikowska

Data wydania: 1 września 2021 r.

Liczba stron: 348

Wydawnictwo: Novae Res

W mojej ocenie: 6/10





„Czerwony żuraw” opowiada historię studentki Anastazji, która znajduje się na życiowym rozdrożu. Końcówka okresu nauki oraz związana z tym konieczność podejmowania różnego rodzaju wyborów i mierzenia się z konsekwencjami dorosłego życia sprawia, że dziewczyna zadaje sobie pytania kim jest i czego faktycznie w życiu chce. Na skutek własnych przemyśleń rozstaje się z wieloletnim chłopakiem i nawiązuje relacje z nową interesującą osobą, która wprowadza w jej życie ożywienie, którego jej brakowało.
Recenzję książki można zasadniczo streścić w jednym zdaniu : nie jest to powieść wybitna, ale zdecydowanie można się przy niej odprężyć. Gatunek young adult zawsze sprawia, ze człowiek odrywa się od własnej rzeczywistości i wraca myślami do czasów, kiedy był młody, a całe życie stało przed nim otworem.  W końcu nie od dziś mówi się, że studia to najpiękniejszy okres w życiu człowieka – z jednej strony najbardziej beztroski, ale też taki kiedy to kładzie się podwaliny pod całe swoje przyszłe życie. Jeśli chodzi o główną bohaterkę to z pewną dozą ostrożności nazwałabym ją feministką. Z jednej strony Anastazja nie wyobraża sobie siebie w związku, co do którego ma dość stereotypową wizję – kobieta jest praczką, sprzątaczką i kurą domową. Dziewczyna zdecydowanie się przeciwko temu buntuje. Z drugiej jednak strony jest osobą, która lubi wzbudzać zainteresowanie. Z jednej strony upiera się, że nie może się z nikim związać z drugiej jednak coraz bardziej przywiązuje się do Aleksandra, który pojawił się w jej życiu po zerwaniu. Nie chce być stereotypową kobietą, ale jednak gdzieś w środku potrzebuje aby ktoś się nią zaopiekował. Krótko mówiąc – jest trochę niepewna tego jak wprowadzić w swoim życiu balans. Na życiowym rozdrożu pomaga jej ciotka mieszkająca w Anglii – dzięki niej Anastazja patrzy nieco inaczej – szerzej – na pewne sprawy. W gruncie rzeczy, takiego mentora potrzebuje w swoim życiu każdy człowiek. Na drugim planie powieści usytuowana została Wera,  koleżanka Anastazji – ukształtowania jako przeciwieństwo głównej bohaterki – żywa, gadatliwa, energiczna. Podczas gdy Anastazja jest czasami typową „mimozą” to Weronika nigdy nie wydaje się smutna.
Jeśli chodzi o akcję i fabułę to można w powieści znaleźć kilka perełek rodem z komedii romantycznych ( jak choćby scena romantycznej kolacji dwójki bohaterów), słowne potyczki bohaterów okraszone sporą dozą ironicznego humoru, które nadają dynamizmu, nieco refleksji i wzruszeń. Czerwony żuraw to powieść zarówno dla młodzieży (zarówno tej rocznikowej, jak i tej która jeszcze czuje się młodzieżą, choć PESEL już niekoniecznie na to wskazuje). Lektura dobra na jesień, nieco melancholijna, ale bez przesady. Widać że autorka starała się zachować zdrowy balans w jej pisaniu, nie popadając w przesadę w żadnej kwestii. Dla niektórych będzie to plus, dla niektórych minus, ale zdecydowanie warto zapoznać się z tą lekturą chociażby po to, aby wyrobić sobie własną opinię na jego temat. Pomimo tego, że jesienna ramówka platform streamingowych jest bogata to czasem warto się oderwać od szklanego ekranu i dać odpocząć własnym myślom przy lekturze, a „czerwony żuraw” nawet tytułem zachęca, aby po niego sięgnąć. 


poniedziałek, 18 października 2021

"Trzy światy" – Joanna Kupniewska

05:00:00 0 Comments

 Trzy kobiety w różnym wieku o odmiennych temperamentach i przeciwstawnych poglądach! Z zupełnie innych pokoleń – dzieli je wszystko, lecz łączy wspólna kamienica. Co może pójść nie tak? Czy rzeczywiście, w ich przypadku przeciwności się przyciągną? A może powstanie z tego niebezpiecznie wybuchowa mieszanka? "Trzy światy" autorstwa Joanny Kupniewskiej to entuzjastyczna powieść o życiu. Takim, które nie zawsze jest jak to wymarzone. Jednak bez względu na przeciwności losu, warto zadbać o siebie! Musi jedynie znaleźć się ktoś, kto poda pomocną dłoń.

Nr recenzji: 476
Tytuł: "Trzy światy"
Autor: Joanna Kupniewska
Data polskiego wydania: 23 września, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 394
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 9/10!



Salomea to emerytowana już śpiewaczka operowa, kolokwialnie "osiedlowa jędza" patrząca na wszystkich z góry. Majka natomiast to zdesperowana rozwódka wciąż tęskniąca za wiarołomnym eksmężem, no i Kaja – zbuntowana nastolatka z głową pełną przerażających i szalonych pomysłów! Czy przedstawicielki trzech całkowicie odmiennych światów znajdą wspólny język? Czy odwieczny konflikt pokoleń, gdzie niekoniecznie można znaleźć obopólne zrozumienie, może przerodzić się w stosunki pełne empatii, a co więcej przyjaźń? Pamiętaj, by nie oceniać książki po okładce, bo tutaj wszystko może się zdarzyć!

Już od pierwszej strony ujęło mnie pełne humoru i entuzjazmu podejście autorki do powieści! Nie dość, że przekazuje ona dużo wartości związanych z odwieczną odmiennością i relacjami międzyludzkimi, to w dodatku jest pełna zwrotów akcji i emocji, które aż wylewają się z malutkich, drukowanych literek. Ani na moment nie zwątpiłam w autorkę, czytając opis tytułowej książki, lecz muszę przyznać, że zostałam w stu procentach pozytywnie zaskoczona! Joanna Kupniewska, kreując całkowicie odmienne charaktery, sprawia, że żadnej postaci nie da się nie polubić! W dodatku bardzo racjonalnie i starannie podchodzi do podjętego w treści tematu. Jestem zaabsorbowana jej lekkim piórem i umiejętnością zabrania czytelnika w pełen akcji oraz oryginalności świat, gdzie wszystko może się zdarzyć!

Jest to na pewno idealna książka na ówczesne, długie październikowe wieczory. Od historii nie można oderwać się ani na moment! Z własnego doświadczenia wiem, że raczej połyka się ją w całości. Powieść nie tylko pokazuje losy naszych głównych bohaterek, lecz również realny świat, gdzie niestety na każdym kroku spotyka się przeciwności losu. Mimo że książka prawie w każdym fragmencie rozbawia do łez, nie zabraknie też ujmujących i chwytających za serce fragmentów, które bezlitośnie wprowadzają w zadumę. Niby prosta, oczywista wręcz obyczajówka na zrelaksowanie się i odpoczęcie od codziennych obowiązków, a ma w sobie coś o wiele więcej – oczywistą prawdę, która wciąż nie jest przez wszystkich dostrzegana.


Nie wydaje mi się, by powieść miała jakieś wady. Przyznam, że w niektórych fragmentach opisowych troszeczkę przysypiałam, lecz to, co w tej powieści zostało zawarte, bezdyskusyjnie to rekompensuje.

Podsumowując, bo nie widzę potrzeby dalszego rozpisywania się nad wyjątkowością tej książki, zdecydowanie polecam ją – niezależnie od wieku czy upodobania wszystkim, spragnionym nowości czytelnikom. Dajcie się zaprowadzić w kreatywny świat, pełen odwagi, tylko nie zatońcie w nim całkowicie, gdyż jest jeszcze wiele pozycji godnych polecenia.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz recenzyjny, czytelników tak jak zawsze proszę o odzew w komentarzu poniżej, a autorce życzę dalszej weny twórczej, by spod jej ręki powstawały równie imponujące i motywujące dzieła.

Zapraszam na naszego bookstagrama, a będziecie na bieżąco!
@tzczytelnika

piątek, 15 października 2021

"Peaky Blinders. Spuścizna" - Carl Chinn

13:56:00 0 Comments

 

„I’m Arthur Fucking Shelby” zdanie, które bezpowrotnie wdarło się do umysłów miłośników serialu Peaky Blinders, mojego także. Jako ogromna fanka wspomnianego serialu nie mogłam przejść obojętnie obok książki, która jest żywą narracją działalności brytyjskich gangów.

 


    Tytuł: "Peaky Blinders. Spuścizna"

                Autor: Carl Chinn

  Data polskiego wydania: 14.09.2021

         Wydawnictwo: Zysk i S-ka

                 Liczba stron: 392

                    Ocena: 8/10


Książka przenosi nas w lata 20 ubiegłego wieku. Bezrobocie, bieda, korupcja to wszystko sprzyjało rozprzestrzenianiu się przestępczości i powstawaniu gangów. Autor obdziera serialowych bohaterów z otoczki świetnie ubranych, charyzmatycznych, przystojnych mężczyzn, po części nawet romantycznych. Ukazuje ich prawdziwe oblicze. Są okrutni i bezlitośni, za nic mają obowiązujące prawa i ludzi, którzy te prawa respektują. Biorą co chcą, kiedy chcą i od kogo chcą. Autor szczegółowo opisuje członków poszczególnych gangów, ich wzajemne relacje i oczywiście walkę o wpływy, o terytoria. Walki brutalne, miejscami wręcz makabryczne, młotki, metalowe drągi, noże i oczywiście broń palna to standardowe wyposażenie członka gangu. Działalność gangów to nie przypadkowe napaści czy kradzieże, to świetnie prosperujące przedsiębiorstwa, posiadające strukturę organizacyjną i schemat działania. Częściowo działają na granicy prawa, w większej jednak mierze to prawo łamią.

 

Autor skupia się na szczegółach, wnikliwie opisuje każdą postać, jej wygląd zewnętrzny, charakter, pochodzenie. Z początku ilość informacji przytłacza, jednak z każdą kolejną stroną wyłania się spójna, wciągająca historia. Książka pisana w stylu reportażu, oparta na faktach i tu ogromne brawa dla autora, za tak dogłębne poznanie opisywanych faktów. Czytając, niemalże czujemy zapach tytoniu i słyszymy huk rozbijanych butelek, na pokrytym resztkami węgla bruku. Poznajemy nie tylko działalność przestępczą gangów, ale także to jak spędzali czas wolny, nie stronili od hazardu, alkoholu i oczywiście kobiet. Nie dziwi więc fakt, że tak duża grupa młodych osób ciągnęła do tego półświatka, chęć ucieczki od biedy i zasmakowania ówczesnej sławy było niesamowicie atrakcyjne i pociągające. Niestety dla większości był to krótki pobyt w raju, ponieważ śmiertelność członków poszczególnych gangów była bardzo duża.

 

Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, krótkie i zwięzłe rozdziały umożliwiają przyswojenie ogromnej ilości materiału i faktów. Autor nie dzieli się z nami tylko zebranymi materiałami, ale także własnymi przemyśleniami, miejscami osądami, co uważam jest na plus.

Książkę polecam nie tylko miłośnikom serialu, jest świetnym wyborem na długie jesienne wieczory.

 

środa, 13 października 2021

W drogę! - Beth O'Leary

21:54:00 0 Comments

Co może się stać, gdy w jednym samochodzie znajdzie się była para po burzliwym rozstaniu, twardo stąpająca po ziemi siostra, najlepszy kumpel którego wszyscy nie znoszą i nieśmiały znajomy-nieznajomy? Mają przed sobą setki kilometrów, a wydarzyć się mogło wszystko. No...Prawie wszystko.


Nr. recenzji: 482 Tytuł: „W drogę!"
Autorka: Beth O'Leary

Liczba stron: 416

Data polskiego wydania: 29 września 2021

Wydawnictwo: Albatros

W moim odczuciu: 9/10

Autorka recenzji: Małgorzata Górna






Po sukcesie Współlokatorów poczułam, że muszę sprawdzić co takiego kryje się w powieściach Beth O'Leary, że są tak wyjątkowe. No i odkryłam. Od pierwszych stron wciągnęłam się w historię Addie i Dylana. Ciekawym zabiegiem jaki został zastosowany to rozpoczęcie opowieści od...końca. I niby jednak człowiek przeczuwa jak to będzie, ale troszkę niepewności wisi w powietrzu. Świetnie się bawiłam czekając na zaskakujące zwroty akcji, czy spekulując jaki dramat rozegrał się między głównymi bohaterami i dlaczego. A gdy wszystkie karty zostały odkryte zastanawiałam się dlaczego wcześniej na to nie wpadłam (a scenariuszy miałam kilka). To oznacza, że książka jest warta spędzenia z nią wieczoru czy dwóch.


Czytałam jak zaczarowana, pominąwszy element ciekawości, byłam zafascynowana światem przedstawionym w powieści. Niemal czułam palące słońce, zapach wakacji we Francji, oczyma wyobraźni widziałam winnice, miasteczka i wille. Obrazy zostały opisane tak, że czytelnik ma je na wyciągnięcie ręki - jest tego mnóstwo, ale co najlepsze, w ogóle nie przytłacza i stanowi idealne dopełnienie. Po wejściu w klimat odkrywamy bohaterów. Każdy z nich jest wyjątkowy i ma wyrazistą osobowość - są niczym dobrzy znajomi z którymi chce się spędzić czas. Takie zestawienie zagwarantowało wartką akcję pełną zwrotów, odczucie wszystkich emocji po kolei, po prostu dobrą zabawę przy lekturze. Można się pośmiać, posmucić, przemyśleć parę rzeczy i się zrelaksować. Każdy z bohaterów ma swoje problemy, sympatie i antypatie, ale jadąc razem tyle kilometrów muszą się ze sobą dogadać. To ciekawe rozwiązanie - wsadzić wszystkich do małego mini i zmusić do zrozumienia siebie nawzajem.


Czy to kolejne love story? Może i tak. Ale nie tylko. To także historia o próbie zrozumienia samego siebie i innych, podejmowaniu dorosłych decyzji i o tym, że czasem warto spróbować i dać drugą szansę. Ja podeszłam do tej historii bardzo rozrywkowo. Podobało mi się to, co czytam, nie myślałam o tym, że może być jakieś kolejne dno. Dopiero po lekturze zaczęłam się zastanawiać, czy może między wierszami jest ukryte coś więcej? Ten kto szuka - znajdzie. Ja znalazłam, chociaż może przesadzam w swojej interpretacji, jednak nie to jest najważniejsze. Najważniejszym jest to, by czytanie sprawiało nam radość, a to co z nami zostanie po lekturze to już co innego.


Ze mną z pewnością zostanie wspomnienie ciepłych wieczorów i ta radość, która pojawiła się w trakcie czytania. Książka jest naprawdę dobra i nie mam się do czego przyczepić. Jest wprost idealna na jesienny wieczór, tak dla relaksu. A na przemyślenia o życiu jeszcze znajdzie się chwila.


Małgorzata Górna

poniedziałek, 11 października 2021

"Hedvigis. Dziedziczka królestwa" – Krzysztof Konopka

07:00:00 0 Comments

Przez niektóre książki historyczne ciężko przebrnąć, to fakt. Być może dlatego tak zniechęcają niektórych czytelników. Długie, nic niewnoszące opisy, mnóstwo trudnych imion i nazwisk do zapamiętania oraz te wszystkie daty, przyprawiają wręcz o ból głowy..
Ale książka historyczna może być ciekawa! Wystarczy tylko dane zagadnienie odpowiednio przedstawić. Przy użyciu mnóstwa pokładów wyobraźni i lekkiego pióra, historia przestaje być taka nudna. Wręcz przeciwnie! Okazuje się, że potrafi czytelnika zainteresować. Zaufajcie mi zatem i dajcie się zaprowadzić do świata wykreowanego przez Krzysztofa Konopkę w pierwszym tomie z cyklu Hedvigis, pt. "Dziedziczka królestwa". Autor w przyjemny sposób przedstawił losy Jadwigi Andegaweńskiej, pierwszego żeńskiego króla Polski i uwierzcie mi, nie dało się zrobić tego lepiej.

Nr recenzji: 488
Tytuł: "Hedvigis. Dziedziczka królestwa"
Autor: Krzysztof Konopka
Data polskiego wydania: 1 stycznia, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 366
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10!


A.D. 1382. Polska ogarnięta jest wojną domową rozpętaną przez zwaśnione rody. Pogrążony w strachu i bezradności lud obserwuje, jak pretendenci do wawelskiego tronu rozszarpują kraj. Wszyscy z nadzieją czekają na króla, który wprowadzi upragniony pokój na ziemie skąpane we krwi.
Po śmierci Ludwika Andegaweńskiego, króla Węgier i polski, u steru królestw staje jego ukochana żona – Elżbieta z Bośni, słynąca z legendarnej urody. Ma tylko jedno pragnienie – zapewnić córkom, Jadwidze i Marii, silną pozycję w kraju, a także w życiu. Dwie małe dziewczynki muszą zmierzyć się z bezlitosnymi spiskami możnych, którzy wcale nie liczą się z wolą ich ojca oraz matki. Próbują je wykorzystać do rozgrywania własnych intryg, kierować nimi jak pustymi marionetkami. Wielka powódź, próby porwania, rozliczne spiski mające na celu wyniesienie na tron kogoś innego.. Wszystko wskazuje na to, że droga młodziutkiej Andegawenki do królestwa z orłem w herbie będzie długa i pełna niebezpieczeństwa. Czy wystarczy jej sił, by sprostać przeznaczeniu? A można pokona ją samolubność i chciwość? Po raz kolejny ścierają się ze sobą dwie platformy – dobro i zło..

Szczerze powiedziawszy wybór tej książki na lekturę, był najbardziej spontaniczną decyzją w moim życiu. Kierowałam się głównie tym, że za dwa tygodnie mam dokładnie z tej samej tematyki sprawdzian (trzymajcie za mnie kciuki!), więc powiedziałam czemu nie i spróbowałam czegoś nowego.
Muszę przyznać, że nie żałuję ani trochę. Autor już od pierwszej strony zaskoczył mnie lekkością swojego pióra. Książka aż kipi od emocji, pełno jest uczuć, zarówno tych negatywnych, jak i pozytywnych. Krzysztof Konopka nie tylko wykorzystał nieszczęśliwy los Jadwigi, która musiała zostawić własną matkę i siostrę w wieku dziesięciu lat, by zasiąść na polskim tronie, ale również uwidocznił siłę i wrażliwość, bijące od tytułowej bohaterki. Najbardziej podobało mi się to, że nie czułam się, jakbym czytała podręcznik od historii. Autor połączył historyczne, niepodważalne fakty z zupełnie nowym punktem widzenia, tworząc tym samym interesującą, ale również opartą na prawdziwych wydarzeniach powieść! Ani na chwilę nie mogłam oderwać się od intrygującego obrazu czternastowiecznej Polski i jestem pewna, że zakupię pozostałe tomy tej cudownej trylogii.

Bohaterowie wykreowani zostali wyśmienicie. Autor niepowtarzalnie podkreślił rolę Elżbiety z Bośni, która była żoną Ludwika Andegaweńskiego, ale również matką dwójki małych dzieci. Bliskie relacje pomiędzy małymi dziewczynkami a węgierską królową, zdecydowanie na plus. Krzysztof Konopka pokazał prawdziwe uczucia, a nie tylko puste informacje na papierze. Jestem pod wrażeniem również wizerunku Jadwigi. Ta mała dziewczynka porusza serce swoją nieskazitelnością i wrażliwością. Doprowadza do współczucia, radości i smutku. W życiu nie widziałam, by w tak małej osóbce kulminowało się tyle emocji. Autor doskonale sobie poradził i nie dość, że wiedza z książki na pewno mi się przyda, to również czas spędzony przy niej zleciał tak szybko, jak stres przed sprawdzianem!

Zdecydowanie polecam i jeszcze raz podkreślam lekkość pióra autora, ale również emocje, których jest tu zdecydowanie pełno. Książka w stu procentach oddziałuje na czytelnika. Krzysztof Konopka stworzył również napięcie, które odczuwało się pomimo wiedzy na temat dalszych losów bohaterów. Widać, że bardzo przyłożył się do książki i włożył w nią całego siebie. Wciąż jestem w szoku, bo nie wiedziałam, że można stworzyć coś tak dobrego z wiedzy, którą posiadają wszyscy.

Wydawnictwu dziękuje za próbny egzemplarz, czytelników tak jak zawsze proszę o komentarz poniżej i odwiedzenie naszego nowego profilu na Instagramie, a autorowi życzę dalszej weny twórczej, by spod jego ręki powstawały dalej, tak wybitne dzieła. Zdecydowanie zasłużona ocena.

Nazwa Instagrama – tzczytelnika <3

niedziela, 10 października 2021

Studentka - Tess Gerritsen, Gary Braver

11:44:00 0 Comments

Tess Gerritsen jest autorką mojej ulubionej serii thrillerów medycznych o Rizzoli & Isles. Ponadto napisała kilka powieści kryminalnych niepowiązanych z cyklem, jak również, o czym mało kto wie, kilka romansów w typie harlequina. Na kolejną odsłonę przygód moich ulubionych bohaterek czekam od lat oraz, wiedziona sentymentem, sięgam po każdą nową pozycję wydaną przez autorkę. Tak właśnie w moje ręce wpadła studentka - thriller stworzony w duecie z Garym Braverem, który mogę zrecenzować dzięki uprzejmości wydawnictwa Albatros. 


Tytuł: Studentka
Autor: Tess Gerritsen, Gary Braver

Data polskiego wydania: 15.09.2021

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 365

Autor recenzji: Kaja 

Ocena: 6/10





Jak każda powieść z tego gatunku, tak i „Studentka”, rozpoczyna się śmiercią. W okolicznościach przypominających samobójstwo ginie młoda dziewczyna, studentka anglistyki, a wezwana na miejsce komisarz w średnim wieku, wiedziona zawodowym instynktem, wszczyna śledztwo. W toku fabuły wychodzą na jaw kolejne tajemnice, w wyniku których dochodzimy do wniosku, że całkiem sporo osób miało motyw, by zabić, jednakże niemal każdy z tych motywów mógłby również stanowić motyw samobójstwa. Ofiara, jak się okazuje, nie była nieskazitelna - neurotyczna, ze skłonnością do paranoi, próbowała nagiąć otaczających ją ludzi do własnej woli. W przypadku bohatera męskiego, niewątpliwie osąd moralny okazałby się radykalny - niebezpieczny stalker. W przypadku kobiety, widzimy raczej osobę rozpaczliwie poszukującą miłości i akceptacji. Fakty jednak mówią same za siebie - nie cofnęłaby się przed niczym, gotowa zniszczyć życie każdemu, kto stanął na drodze jej wyobrażeniu na temat szczęścia u boku wybranego mężczyzny. Podejmowane przez nią działania sprawiają, że ukazuje nam się obraz niewzbudzającej sympatii histeryczki. Policjantka prowadząca śledztwo to postać wywołująca zdecydowanie więcej pozytywnych emocji. Zahartowana trudnymi wydarzeniami z przeszłości, do swojej pracy podchodzi rzetelnie, a prywatnie jest matką dwójki wkraczających w dorosłość bliźniaczek. 


Akcja toczy się dwutorowo - jeden wątek dotyczy prowadzonego śledztwa, drugi natomiast cofa nas wstecz i pozwala obserwować życie ofiary i okoliczności doprowadzające ją do smutnego końca. Taka konstrukcja fabuły zdecydowanie nie jest charakterystyczna dla Tess Gerritsen, co każde mi zinterpretować ją jako wpływ drugiego autora. Jeśli chodzi zaś o to, co wskazuje na pióro mojej ulubionej autorki, jest to opis sekcji zwłok wzbogacony o liczne medyczne szczegóły. Wracając jednak do bohaterki, Taryn: już od pierwszych stron jej historii widzimy, jak bardzo uzależniała ona swoje życiowe decyzje od mężczyzny, z którym aktualnie była w związku. Wpierw - wybór uniwersytetu śladem swojego ukochanego z czasów nastoletnich, przy czym całkowicie pominęła fakt, na jak wiele trudów i wyrzeczeń skazuje swoją matkę, oczekując finansowanie studiów na tej konkretnej uczelni. Kiedy chłopak ją zostawia, wpierw desperacko próbuje go odzyskać, uciekając się do szaleńczych środków, takich jak zakradanie się do jego mieszkania, a następnie przekierowuje swoje uczucia na kolejną osobę - swojego akademickiego wykładowcę. Obserwując poczynania bohaterki, trudno uchwycić, jaki faktycznie ma ona charakter, ponieważ tak bardzo próbuje dopasować to, kim jest, by zdobyć miłość, że gubi samą siebie. 


Jeśli chodzi o zakończenie - nie mogę powiedzieć, aby było banalne, domyśliłam się go jednak na podstawie wskazówek autorów na dość długi czas przed zakończeniem lektury. Uważny czytelnik może je uznać za oczywiste w świetle przedstawionych wydarzeń, a co za tym idzie - nie do końca satysfakcjonujące. Także i we mnie po przewróceniu ostatniej kartki został pewien niedosyt. Brakowało efektu szoku i zdumienia, którego oczekuję po tego typu literaturze. 


Wrażenia z lektury mam raczej mieszane. Poza zastrzeżeniem dotyczącym zakończenia, nie mam w zasadzie więcej uwag, natomiast nie przychodzi mi do głowy również nic takiego, co wyróżniałoby tę książkę na tle innych powieści z gatunku. Czyta się ją szybko (nie lubię tego określenia, jakże nadużywanego przez recenzentów, ponieważ właściwie nic ono nie znaczy) oraz potrafię wskazać docelową grupę odbiorców, którym książka ta bez wątpienia przypadnie do gustu, szczególnie w długie, jesienno-zimowe wieczory. Natomiast miłośnikom Tess, jak również bardziej wymagającym odbiorcom, poradziłabym raczej sięgnąć po coś innego. 

sobota, 9 października 2021

"Jak przeżyć 50 lat i nadal cieszyć się życiem"

09:53:00 0 Comments

 

Jak żyć długo i szczęśliwie? Czy jest to w ogóle możliwe? Przecież nasze życie nie jest usłane różami, za to najczęściej pełne różnych problemów, z którymi trudno sobie poradzić. Co zatem zrobić, by uczynić swoje życie lepszym, wartościowszym? Wtedy z pomocą przychodzą nam poradniki. Jednym z nich jest ostatnio wydana książka Katarzyny Kozłowskiej “Jak przeżyć 50 lat i nadal cieszyć się życiem".


 


Tytuł: Jak przeżyć 50 lat i nadal cieszyć się życiem"

 

Autor: Katarzyna Kozłowska

 

Data wydania: 07.09. 2021

 

Liczba stron: 230

 

Wydawnictwo: Novae Res

 

Moja ocena: 6/10

 

 

 

 “Jak przeżyć 50 lat i nadal cieszyć się życiem” to książka-poradnik,  którą autorka napisała w oparciu o swoje doświadczenia, przemyślenia, refleksje. Prezentuje w niej sposoby na to, jak w dojrzałym wieku czerpać radość z życia, czuć się szczęśliwą i spełnioną kobietą.  Z pewnością nie są to wyjątkowe, odkrywcze uwagi, ale na pewno cenne i warte rozważenia.

Otóż Kozłowska dobitnie podkreśla, że wiek to stan umysłu i tylko od nas samych zależy, jaka będzie jakość naszego życia w jego jesieni czy raczej pełnej dojrzałości, żeby nie powiedzieć starości. Podpowiada, radzi, sugeruje, otwierając nam oczy na rzeczy ważne, istotne, które być może w biegu życia gdzieś nam umknęły, ale na które mamy wpływ. Przedstawia więc, w oparciu o mądrość  stoicyzmu, swój przepis na  wieczną młodość - filozofię 5 S: 1-Sen, 2- Sport, 3- Seks, 4- Stoicyzm, 5- Szajba. To proste metody i  opisane w przystępny sposób. W dodatku trudno nie zgodzić się  z filozofią stoicyzmu, która przecież głosi, że do każdej sytuacji życiowej powinnyśmy podchodzić ze spokojem, zachowując pogodę ducha mimo wszystko czy ponad wszystko, co nas spotyka.

Dalej Kozłowska zwraca uwagę na to, że wiek 50+ to dla kobiet bardzo dobry czas na realizację swoich marzeń,  planów, choć niekoniecznie musi to być, tak jak w przypadku autorki,  podróż dookoła świata. Życie stoi nadal przed nami otworem, nie przejmujmy się zatem upływem lat, nie pytajmy życia o jego sens, lecz same nadajmy mu sens. W każdym wieku można być szczęśliwym, spełnionym. Ważne też jest, zdaniem autorki,  takie pozytywne skupienie się na sobie, swoich potrzebach, pragnieniach. Wreszcie jest na to czas, nie dajmy się więc zaszufladkować, wmówić sobie, że jesteśmy za stare na to czy tamto, za to w sam raz na opiekę nad wnukami. Korzystajmy z życia,  bądźmy aktywne fizycznie, zajmijmy się swoimi pasjami, rozwijajmy swoje zainteresowaniami, które być może całe lata odkładałyśmy na później. Jeśli  nie będziemy realizować własnych marzeń, może się zdarzyć, że ”ktoś inny zatrudnia nas do realizowania swoich”, jak pisze w swoim poradniku Kozłowska.  Spokój, radość, zadowolenie, błogostan - te cele powinny przyświecać naszym działaniom. I wtedy stwierdzimy, że mamy wiele powodów do uśmiechu mimo upływającego wieku. Nie zaniedbujmy też, jak przypomina autorka, kontaktów z innymi ludźmi, ale bądźmy uważne w ich doborze. Zrezygnujmy z toksycznych, interesownych znajomości, otaczając się życzliwymi, wartościowymi  przyjaciółmi. W końcu “Są ludzie, z którymi tracisz czas i ludzie, z którymi tracisz poczucie czasu”. 

Myślę, że dużą zaletą tej książki jest jej autentyczność, prostota, odwołanie się do osobistych przeżyć autorki, dostosowanie do polskich realiów, łatwość zastosowania jej porad, które przecież w większości nie wymagają nakładów finansowych. Przecież “Chodzi o to, że materiałem, z którego budujemy nasze szczęście, powinno być to, co jest nam dane tu i teraz”.

Książka Kozłowskiej została starannie wydana, z ładną, przyciągającą wzrok okładką, z ciekawymi fotografiami, wzbogacona interesującymi  cytatami słynnych filozofów, poetów, ludzi sztuki. Warto do niej zajrzeć, poznać przemyślenia autorki i pozwolić sobie na chwile refleksji nad własnym życiem,. Wydaje mi się, że “Jak przeżyć 50 lat i nadal cieszyć się życiem” to lektura nie tylko dla kobiet w wieku 50 plus.

Dziękuję wydawnictwu Novae Res za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.






wtorek, 5 października 2021

„Tajemnice ogrodu Foksal" Jagna Rolska

06:00:00 0 Comments


Nr. recenzji:
483
Tytuł: „Tajemnice ogrodu Foksal"
Autor: Jagna Rolska
Liczba stron: 352
Data polskiego wydania: 1 września 2021
Wydawnictwo: Lipstic Books
Autor recenzji: Daria Pogodzińska



Warszawa z czasów stanisławowskich, niedługo zostanie otwarty nowy ogród, miejsce towarzyskich spotkań i rozrywki. Informacja o tym zostaje na językach ludzi długi czas. Michał, malarz, nie mogąc pokonać swojej ciekawości, włamuje się do ogrodu, jeszcze przed otwarciem. Potyka się tam o młodą nieprzytomną kobietę i trupa. Dziewczyna pamięta tylko swoje imię. Michał zaprowadza Danielę do hrabiny Osnowieckiej, która uczy i pomaga dziewczętom. Sprawa nieżywego mężczyzny nie od razu będzie wyjaśniona, a miłosne zagwostki wychowanek hrabiny, to dla jedna z podstaw tej książki.

Byłam niezwykle ciekawa, jak wyjdzie powieść osadzona w tych realiach i to jeszcze romans. Na plus jest fakt, że autorka sprawia, że ten klimat jest i go czuć, w zachowaniach bohaterów obyczajach. Wiadomo, że w każdym wieku ludzie są tylko ludźmi i to, co może nam się kojarzyć z lekcji historii, ze sztywnym stylem bycia, ostrymi zasadami i brakiem swawoli, Pani Rolska przedstawiła jako luźną powieść o młodych ludziach. Nie ma żadnego problemu z rozumieniem pisanego tekstu, wszystko jest jasne i czytelne, w tekst wkrada się słownictwo, czy formułowanie zdań, na styl starych lat.

W ogólnym rozrachunku zauważam jednak wiele minusów, które porównując z zaletami i moimi personalnymi odczuciami składają się na jedną opinię, iż ta książka nie podobała mi się. Dialogi w wielu przypadkach są płytki i proste, bez większego wyrazu i przekazu, użyte bardzo proste słowa i myśli bohaterów, jest ich też bardzo dużo, przez co uważam, że powieść jest przegadana, mogłaby być krótsza, zawarta w niej wartka akcja i to myślę, że mnie bardziej przypadłoby do gustu. Moment poznania Michała i Danieli sprawia wrażenie nierealnego, większego zaangażowania, zostaje krótko opisany, a cały ten przypadek i to jak to zostało opisane, nie przekonało mnie. Bohaterowie płytcy bez wyrazu. Michał, zwykły malarz, który zakochał się w pięknej kobiecie w sposób natychmiastowy, a Daniela niewinna dziewczyna, która nic nie pamięta.
Podsumowując, jest to moje rozczarowanie. Liczyłam na genialny romans w strarych polskich realiach, z zagadką kryminalną w tle, a dostałam słabą powieść o perypetiach młodych kobiet. Nie uwierzyłam autorce w to, co pisze i to przekonuje mnie za tym, że nie była to lektura dla mnie. Można z niej wyciągnąć zalety i momenty dobre, bo nie jest to książka zła, czy toksyczna, ale w moim odczuciu słaba, przez nierealność, przegadanie i brak wartkiej akcji, zagadkę, o której praktycznie z czasem zapomniała i bohaterów, którzy nie wkradli się w moje serce.