poniedziałek, 26 czerwca 2023

"Portrety kobiety" – Maria Topolska

15:12:00 0 Comments

 W dzisiejszych czasach kobiety odgrywają niezwykle ważną rolę w społeczeństwie, podnosząc swoje głosy, angażując się w walkę o prawa i równouprawnienie oraz osiągając niezwykłe sukcesy na wielu polach. Ich siła, determinacja i inspiracja stają się coraz bardziej widoczne, przekraczając wszelkie granice i stereotypy. Dlatego  w niniejszej recenzji chciałabym pochylić się nad tym tematem i zanurzyć się w fascynującym świecie kobiecej siły, który doskonale ukazała Maria Topolska w swojej najnowszej powieści pt. "Portrety kobiety".



Tytuł: "Portrety kobiety"
Autor: Maria Topolska
Data wydania: 5 maja, 2023
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 212
Moja ocena: 9/10
Autor recenzji: Julianna Kucner











Kto jest dla Ciebie wzorem lub kobiecym autorytetem? Czy uważasz się za silną kobietę? Jakimi wartościami kierujesz się w życiu? Czym według Ciebie jest feminizm i równouprawnienie? Jakie ścieżki na przyszłość próbuje nam wyznaczać społeczeństwo, Kościół i władza?
To tylko kilka z wielu pytań, jakie autorka zadała swoim rozmówczyniom, poszukując prawdy o kobiecych doświadczeniach siły, słabości i solidarności międzypokoleniowej. Z zebranych odpowiedzi powstały bardzo osobiste historie, pełne mądrości i odwagi, różnorodne i wielowymiarowe. Łączy je jednak pewien wspólny mianownik: pragnienie i dążenie kobiet do wolności. Wolności, która w Polsce i we współczesnym świecie wcale nie jest tak oczywista, jak byśmy tego chciały.

Maria Topolska zadaje istotne pytania dotyczące roli kobiet, równouprawnienia i społecznych wyzwań, z jakimi się spotykają. Te pytania są ważne zarówno dla kobiet, jak i dla społeczeństwa jako całości. Poprzez historie przedstawione w książce, autorka skłania nas do refleksji nad tym, kim jesteśmy, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy. Powieść zapewnia nam głęboki wgląd w różnorodność kobiecego doświadczenia
i buduje mosty między pokoleniami. Poprzez krótkie opowieści, które są prawdziwe
i poruszające, autorka ukazuje nam wspólne nici łączące kobiety - nici solidarności, siły i pragnienia wolności. Przekonujemy się, że wbrew różnicom, które nas dzielą, istnieje większość, która nas jednoczy. W książce znajdujemy opowieści o kobietach w różnym wieku, z różnych sfer życia i środowisk społecznych. Czytelnik otrzymuje wgląd w świat kobiecej siły, nie tylko w kontekście indywidualnym, ale również w kontekście solidarności międzypokoleniowej. Przez te krótkie opowieści możemy zobaczyć siebie, nasze matki, babcie, siostry i przyjaciółki. Każda z bohaterek niesie ze sobą mądrość i odwagę, a ich historie są pełne inspiracji.

Język użyty przez Marię Topolską jest prosty, ale przepełniony emocjami. Czytając te historie, czujemy się blisko bohaterek, a ich mądrość i siła inspirują nas do samorefleksji. Autorka umiejętnie buduje atmosferę, która pozwala czytelnikowi wczuć się w każdą opisywaną sytuację i emocje. "Portrety kobiety" to zdecydowanie ważna książka, która podkreśla potrzebę równouprawnienia i zmierza ku budowaniu silniejszego, bardziej empatycznego społeczeństwa. Maria Topolska pokazuje, że feminizm nie jest wrogiem, ale dążeniem do równych praw i szacunku dla wszystkich. Książka ta stawia wyzwanie Kościołowi, władzy i społeczeństwu, ukazując potencjał kobiet i wzywając do dalszych zmian i postępu.

Podsumowując, gorąco polecam "Portrety kobiety" wszystkim, którzy pragną zgłębić kobiece doświadczenie, zrozumieć siłę solidarności międzypokoleniowej i pragnienie wolności. Ta książka nie tylko inspiruje, ale również stanowi ważny wkład w dyskusję na temat równouprawnienia i społecznego postępu. To prawdziwe, poruszające historie o życiu, o tym, kim jesteśmy, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce życzę dalszych sukcesów, natomiast czytelników zachęcam do skomentowania zawartości poniżej :)

sobota, 24 czerwca 2023

"Madeira" - Jolanta Kosowska

07:00:00 0 Comments
"Dwie rze­czy za­my­ka­ją klam­rą nasze życie. To na­ro­dzi­ny i śmierć – po­wie­dzia­ła po chwi­li. – Tego nie je­ste­śmy w sta­nie zmie­nić, ale to, co jest po­mię­dzy tymi punk­ta­mi, za­le­ży od nas. Ten czas trze­ba wy­peł­nić tym, co się kocha."





Madeira - Jolanta Kosowska | mała okładka

 

 

 Autor: Jolanta Kosowska

 

 Wydawnictwo: Zaczytani


 Data premiery: 08. 06. 2023

 Autor recenzji: Magdalena Kwapich

 Liczba stron: 288


W moim odczuciu: 7/10

 

“Madeira”, najnowsza książka Jolanty Kosowskiej, przenosi nas na portugalską wyspę wiecznej wiosny i jak zawsze w przypadku powieści tej autorki zachwyca mistrzowskimi opisami przyrody, ale przede wszystkim siłą ludzkich emocji.

Madera, ta malownicza wyspa, jest nie tylko świadkiem miłości, ale i bólu, cierpienia, poczucia straty. Przepiękne krajobrazy towarzyszą nam przez cały czas i pozwalają na wyciszenie emocji wywołanych lekturą, a tych, zapewniam, nie zabraknie.

To właśnie na Maderze najpiękniejsze chwile swojego życia przeżywa Julia, Polka, której tam oświadczył się jej ukochany, Filip. Chłopak jest z pochodzenia Portugalczykiem,  mieszkającym w Polsce. Młodzi planują ślub, ale po nietypowym wieczorze kawalerskim spędzonym przez Filipa w górach, chłopak znika, nie dając żadnego znaku życia. Zrozpaczona Julia powraca na Maderę, zamierza tam odebrać sobie życie, które straciło dla niej sens po stracie narzeczonego. Los bywa jednak przewrotny i na jej drodze stawia nieznajomego mężczyznę, Alberta. Ten odwodzi Julię od dramatycznego kroku i zaprasza do swojego portugalskiego domu. Jak się zapewne już domyślacie i ten mężczyzna, i jego rodzina odegrają niebagatelną rolę w dalszej części powieści i być może mają związek z niewyjaśnionym zaginięciem Filipa. Aby się o tym przekonać, zapraszam do lektury tej powieści.


"Dom to nie tylko cztery ściany i cegły", to zawsze ludzie i więzi, które tworzą między sobą. Jolanta Kosowska dużo miejsca w swojej książce poświęciła właśnie rodzinnym relacjom, także tym trudnym, pogmatwanym, niedopowiedzianym, niewyjaśnionym. Pokazała, jak ważna jest wspierająca się rodzina, jak potrzebne są relacje rodzinne oparte na miłości, zrozumieniu, zaufaniu, akceptacji. Czasem tylko droga do zrozumienia intencji drugiego człowieka, nawet tego nam najbliższego, bywa długa…Mnie szczególnie ujęła postać Brena, lekarza z wykształcenia, ale przede wszystkim z powołania i serca. Zacny, szlachetny człowiek, bez reszty oddany swoim pacjentom, przedkładający ich dobro ponad własne. Wzruszyły mnie jego losy, siła i nieugiętość charakteru i wyjątkowa więź, jaka połączyła go ze swoim wnukiem. Piękny to przykład autentycznych, szczerych rodzinnych relacji, w których spora różnica wieku nie ma żadnego znaczenia. Nowa powieść Jolanty Kosowskiej jest zatem piękną opowieścią o ludziach i uczuciach, poruszającą i wciągającą. Autorka to królowa emocji, stąd powstała książka niezwykła, o sile rodzinnych więzi, różnych obliczach miłości, książka słodko-gorzka, wywołująca niejednokrotnie łzy wzruszenia.

“Madeira” utkana jest z obrazów, wrażeń, kolorów, smaków. Kosowska w niepowtarzalny, wyjątkowy sposób opisuje miejsca, w których umieściła akcję swoich utworów. Tak jest i w przypadku tej powieści. Autorka kreśli słowem wielowymiarowe, cudowne obrazy. Zachwycają opisy krajobrazów wyspy, jej urokliwych zakątków, chociażby Fanal - lasu wawrzynowego, Balcoes czy Wodospadu Aniołów. Są one tak sugestywne, że możemy je zobaczyć oczyma wyobraźni (tylko i niestety!) A te smaki maderskich potraw, aromatycznych, pachnących, nęcących nasze zmysły. Jakże chciałabym spróbować bolo do caco albo zupy pomidorowo-cebulowej! Autorka zatem wspaniale oddała klimat Madery, pozwoliła mi na przeżycie cudownych chwil w otoczeniu niepowtarzalnej przyrody tej niezwykłej wyspy.

Pisarka w interesujący sposób prowadzi także fabułę swojej powieści, łącząc teraźniejszość z przeszłością. Taka nielinearna kompozycja, dwutorowość narracji wzbudza zainteresowanie czytelnika, podsyca ciekawość, nie pozwala nudzić się podczas jej lektury. Nie tylko kompozycja utworu zasługuje na uwagę. Powieść zauroczyła mnie też wyjątkową aurą i piękną, literacką polszczyzną. Serdecznie polecam!

środa, 21 czerwca 2023

"Klątwa sprzeczności. Sylwetki dwudziestowiecznych pisarzy" - Krzysztof Masłoń

14:32:00 0 Comments

 

“Literaturze nie są potrzebni wielcy pisarze, ale wielkie dzieła”


 

 

Autor: Krzysztof Masłoń

 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

 

Data premiery: 30. 05. 2023

 

Autor recenzji: Magdalena Kwapich

 

Liczba stron: 350

 

W moim odczuciu: 8/10


Książka Krzysztofa Masłonia „Klątwa sprzeczności. Sylwetki dwudziestowiecznych pisarzy”, jak informuje wydawca, zawiera sylwetki ponad trzydziestu dwudziestowiecznych pisarzy polskich – wśród nich Sławomira Mrożka i Zofii Kossak, Stanisława Lema i Stefana Kisielewskiego, Aleksandra Wata i Marii Kuncewiczowej. Dopełnia, choć nie wyczerpuje, tematykę podjętą przez autora w jego wcześniejszych, wydanych również przez oficynę Zysk i S-ka, książkach: „Od glorii do infamii” (2015) i „W pisarskim czyśćcu” (2017). Razem przedstawiają one obraz literatury, która, w wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach, poddana oddziaływaniu systemów totalitarnych, sprostała wymaganiom swojego czasu.

Jak informuje autor we wstępie do nowej książki, prawie wszystkie teksty umieszczone w „Klątwie sprzeczności” miały swój pierwodruk w miesięczniku „Historia do Rzeczy”. Wyznaje przy tym, że książka jest własnym, na pewno bardzo osobistym, obrazem dwudziestowiecznej literatury polskiej i dodaje, że czas pomiędzy 1939 a 1989 rokiem okazał się jednak trudną próbą charakterów dla samych ludzi pióra, dla każdego z nich z osobna.


Po przeczytaniu tej pozycji stwierdzam, że istotnie wspomniane wcześniej lata były dla twórców bardzo trudne nie tylko ze względu na wojenne dziedzictwo, ale i politykę narzucającą artystom jedynie słuszny punkt widzenia, a co za tym idzie i kierunek ich twórczości. Stąd wiele utworów o znikomej wartości artystycznej, które nie przetrwały próby czasu. Ale wracając do bohaterów książki Masłonia - pisarzy, poetów dwudziestowiecznych, autor skupił się raczej, zresztą tak jak sugeruje tytuł, na pełnych sprzeczności szczegółach z ich życia. Z jednej strony wielki twórca, znany poeta, ceniony pisarz, dramaturg, a z drugiej zwykły człowiek ze wszystkimi ludzkimi słabostkami, wadami, uzależnieniami. Dowiadujemy się zatem , kto nie stronił od alkoholu czy innych używek, kto wdawał się w romanse, kto miał problemy psychiczne, a kto prowadził hulaszcze życie. I tu nasunęło mi się pytanie, chyba retoryczne, czy ocenę samego autora możemy oddzielić od oceny jego twórczości?


Ludzkie słabostki, przywary to nie jedyne grzechy dwudziestowiecznych pisarzy. Chyba gorsze było “przywiązanie” niektórych do ówczesnej władzy, uległość wobec niej, uwikłanie się w zależności partyjne. Bardzo często było to związane z wymiernymi, materialnymi profitami typu otrzymanie mieszkania albo przydziału na samochód. Zauważyć jednak trzeba, że trudno, po tylu latach, jednoznacznie oceniać życiorysy pisarzy, wskazywać palcem, kto się zaprzedał, kto zdradził swoje ideały, a kto działał pod presją. I tu nasuwa mi się przykład Gustawa Morcinka, który to “blady jak ściana” “drętwym głosem” odczytał w sejmie “tekst tego hurra nazewnictwa” o przemianowaniu Katowic na Stalingrad. Jak wspomina Kazimierz Wyka - Morcinek wtedy “to był człowiek schorowany, zmęczony… cóż miał robić? (s. 96)


W “Klątwie sprzeczności” obok powszechnie znanych twórców takich jak Witold Gombrowicz, Jan Brzechwa, Sławomir Mrożek, Stanisław Lem czy odważny w głoszeniu swych poglądów Stefan Kisielewski, pojawiają się mniej znani twórcy np. bardzo ciekawy esej o Bogdanie Madeju, który “żył i pisał naprawdę” czy o zapomnianej już trochę Marii Kuncewiczowej ze swoimi trudnymi losami emigracyjnymi ( przy okazji - autor cytuje fragment jej mniej znanej powieści “Leśnika”, polecam!)


Książka Masłonia nie jest pełną biografią pisarzy, jej autor na podstawie różnych faktów z życia twórców, pokazuje bez cenzury, jacy byli naprawdę, jakich wyborów dokonywali, jaką przyjmowali postawę wobec rzeczywistości, w której przyszło im żyć i tworzyć. Wielu z nich zostało odmitologizowanych, zdemaskowanych, odbrązowionych (choćby Gombrowicz!) Okazuje się, że literaci to zwykli ludzie, ze swoimi zaletami, ale głównie wadami i słabostkami, często szokującymi, bulwersującymi. Tak, lektura esejów Masłonia na pewno daje sporo do myślenia i wywołuje niewesołe refleksje…


“Klątwa sprzeczności” to niewątpliwie ciekawa pozycja dla osób zainteresowanych literaturą polską, przystępnie napisana, ciekawa, wzbogacona o ilustracje twórców, wydana starannie, w twardej oprawie. Polecam!





piątek, 16 czerwca 2023

"Serce wojownika słońca" - Sue Lynn Tan

00:00:00 0 Comments

 Miłość jest przywilejem, a nie własnością. Nie możemy kontrolować własnych uczuć, a tym bardziej uczuć innych. Czasami miłość oznacza odpuszczenie – dla siebie, jeśli nie dla nich.




Tytuł: Serce wojownika słońca

Autor: Sue Lynn Tan


Data wydania: 31.05.2023


Wydawnictwo: Young


Liczba stron: 576


Moja ocena: 7/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Zakończenie misji i powrót do domu miał oznaczać dla Xingyin spokój jak i możliwość normalnego życia. Ktoś jednak ma wobec niej zupełnie inne plany. Cesarz zacieśla swoją władzę, a dodatkowo ujawni się nowa magia na księżycu i zaczną zachodzić niepokojące zmiany w Niebiańskim Królestwie. Co w takiej sytuacji zrobi Xingyin? Czy wygra walkę ze złem?


Ten ból, który czujesz. . . możesz wierzyć, że nigdy nie wyzdrowiejesz. I chociaż zawsze może boleć, za każdym razem ból będzie nieco słabszy – aż pewnego dnia nie będzie już łez. Tylko wspomnienia i nadzieja, że ​​może znowu odnajdziesz w nich trochę radości.


Po dobrym pierwszym tomie “Córka Bogini Księżyca” moje oczekiwania dość mocno wzrosły, zarazem obawiałam się, czy przypadkiem tej dylogii nie sięgnie klątwa słabszego drugiego tomu. Na szczęście fabuła bardzo dobrze obroniła się przed nią, dzięki czemu o całej serii można mówić w samych superlatywach.
W tym wszystkim jednak nie może zabraknąć obowiązkowej wzmiance, a mianowicie o bohaterach i tym jacy są, a raczej, jaka ona jest, bo pozwolę sobie skupić tylko na naszej głównej bohaterce. To jaka ona będzie budziło we mnie wiele obaw, ze względu na to, iż ostatnio trafiam na troszkę zbyt wyidealizowanych bohaterów, tutaj na szczęście tak nie było, z czego poczułam ogromną ulgę. Xingyin jest uparta, odważna, ale i bardzo zdeterminowana. W pierwszym tomie poznaliśmy ją jako wierną i oddaną, ale też honorową i pomocną, tutaj to nie uległo zmianie także jeśli polubiliście ją, nie musi się obawiać, czy przypadkiem nie zmieniła się, na gorszę. Pierwszy, jaki i drugi tom to retelling chińskiej mitologii, co na pewno spodoba się fanom mitologii. W drugim tomie dodatkowo pojawia się motyw trójkąta miłosnego, który uwaga to nie będzie zaskoczenie, ale jest naprawdę dobry. Dodatkowo smoki, magia, przyjaźń, rodzina jak i to co wszyscy kochamy najbardziej, czyli intrygi, tym razem jednak iście królewskie, bo są to dworskie intrygi. Znana też już z pierwszego tomu silna postać kobieca.
Wartym wyróżnienia jest również to, jak autorka w bajkowy sposób wszystko opisuje. Nie zliczę ile razy, zachwycałam się stylem, w jakim jest ta powieść. Zdecydowanie jest to coś innego, na co warto poświęcić chwilę czasu.
Kwestią, którą mimo wszystko uważam za wartą poruszenia, jest to, iż jeśli nie czytanie dużo fantastyki, a sięgacie po nią raczej okazjonalnie jak ja, początek wdrożenia w fabułę może być dość trudny, jednak gwarantuję Wam, że warto przemęczyć się te paręnaście stron, by potem móc cieszyć się wspaniałą historią.
Podsumowując, uważam “Serce wojownika słońca” autorstwa Sue Lynn Tan za dobry drugi tom jak i zakończenie serii. Cała seria wśród innych pozycji wyróżnia się bajkowym stylem pisania autorki, który zdecydowanie warto poznać. Jeśli lubicie silne kobiece postacie oraz trójkąty miłosne tym bardziej jest to pozycja obowiązkowa.


"Serce wojownika słońca" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni…

czwartek, 15 czerwca 2023

"Noc spadających gwiazd" – Marta Nowik

14:31:00 0 Comments

Życie doświadcza nas w różny, czasem niespodziewany sposób. Monotonię codzienności przerywają nieplanowane sytuacje, które wywracają je do góry nogami lub nieprzemyślane decyzje, które podejmujemy w akcie desperacji, ciekawości lub z przymusu. Nie oznacza to jednak, że jest to złe. Gdyby życie porównać do kart, czasami potrzebujemy po prostu je przetasować. Doskonale odzwierciedla to nowa powieść Marty Nowik pt. "Noc spadających gwiazd", w którym jeden wieczór staje się źródłem nieprzewidzianych kłopotów dla głównych bohaterek. Lecz z dłuższej perspektywy czy naprawdę można to nazwać kłopotami?



Tytuł: "Noc spadających gwiazd"
Autor: Marta Nowik
Data wydania: 5 czerwca, 2023
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 304
Moja ocena: 9/10
Autor recenzji: Julianna Kucner






Przyjaciółki Aleksandra i Natalia mieszkają w Zalesianach, niewielkim miasteczku, gdzie życie toczy się leniwym rytmem. Jeden suto zakrapiany wieczór staje się dla obu kobiet źródłem nieprzewidzianych kłopotów. Po kilku tygodniach na ulicach pojawiają się bilbordy ze zdjęciem tańczącej na moście Oli w wyzywającej kreacji. Wkrótce okazuje się, że w jeszcze większe kłopoty wpadła Natalia, która feralnej nocy zaszła w ciążę i nie ma pojęcia, kto jest ojcem. Chcąc uniknąć skandalu, dziewczyna postanawia wyjechać z miasteczka i oddać swoje dziecko do adopcji. Tymczasem Aleksandra nawiązuje kontakt z poszukującym jej tajemniczym adoratorem, którego poznała na pamiętnej imprezie. Żadna z kobiet nie podejrzewa, jak bardzo kręte ścieżki przygotował dla nich los i jak wiele niebezpieczeństw jeszcze na nie czeka...

"Noc spadających gwiazd" autorstwa Marty Nowik to przyjemna i relaksująca lektura z gatunku literatury obyczajowej. Książka przenosi czytelnika w magiczne miejsce, gdzie można odpocząć od codziennego zgiełku i zagłębić się w historię pełną emocji, miłości i tajemnic. Muszę przyznać, że lekkość warsztatu pisarskiego oraz bogato wykreowani bohaterowie to coś, czego szukałam od dłuższego czasu. Powyższy tytuł to miła odmiana po ostatnich nieprzyjemnych doświadczeniach czytelniczych. Z początku wydaje się, że atmosfera jest dość sielankowa. Nic bardziej mylnego! Marta Nowik profesjonalnie wplątała w historię Aleksandry i Natalii wartką akcję z nutą adrenaliny. Nie sądziłam, że sprawy przybiorą tak nieoczekiwany obrót i będę mieć do czynienie z prawdziwie kryminalnym wątkiem! Jestem pełna podziwu dla oryginalności powyższej pozycji i realizmu codziennego życia, który ukazała. Oprócz tego szczególne wrażenie wywarło na mnie poruszenie wątku wojny na Ukrainie. Myślę, że autorka jest doskonałą obserwatorką, która w bogaty sposób kreuje portrety psychologiczne bohaterów. Ponadto język, którym się posługuje jest płynny, elegancki i poetycki. Autorka doskonale operuje słowem, oddając subtelne emocje i nastroje. Aleksandra i Natalia swoimi decyzjami zmuszają czytelnika do refleksji. "Noc spadających gwiazd" to powieść, w której relacje międzyludzkie, jak i wartości, które wnoszą zostały pięknie opisane. Marta Nowik pokazuje w nich to, co nie zawsze dostrzegamy. Warto również wspomnieć o różnorodności postaci, które nadają książce bogactwa, sprawiając że czytanie staje się prawdziwą przyjemnością. Podsumowując, "Noc spadających gwiazd" to wciągająca, refleksyjna książka pełna wartości, która wzbudza silne emocje. Czytelnik nie tylko przeżywa przygody głównych bohaterek, ale również zastanawia się nad własnym życiem i wyborami, które podejmuje. To żywa historia o odwadze i stawienia czoła przeciwnościom losu.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników tak jak zawsze proszę o krótki komentarz poniżej w celu podzielenia się swoją opinią :)

środa, 14 czerwca 2023

"Nie pozdrawiam, Ethan" - Whitney G.

00:00:00 0 Comments

Prawdziwi wrogowie nie opiekują się sobą, a już na pewno nie obchodzą ich problemy osobiste drugiego.




Tytuł: Nie pozdrawiam, Ethan

Autor: Whitney G.

Data wydania: 17.05.2023

Wydawnictwo: Niegrzeczne książki

Liczba stron: 300

Moja ocena 4/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka





Czy da się odzyskać czas spędzony na statku? Powrót na ląd po trzech latach dryfowania i zwiedzania świata, może wydawać się trudny zwłaszcza jeśli nie ma się zapewnionego jeszcze miejsca zamieszkania, a na dodatek na lądzie istnieją spore szanse na spotkanie swojego wroga. i choć już samo to budzi niepokój w Rachel, wzrasta on gdy okazuje się, iż Ethana, swojego wroga będzie widzieć na co dzień we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu. Mimo upływu lat od ostatniego spotkania, ich nienawiść do siebie wcale nie zmalała, o czym świadczy również treść listów, choć może to tylko mylne wrażenie? Czy uda się dogadać Rachel i Ethanowi? Czy miłość do morza okaże się ważniejsza od miłości do drugiego człowieka?



Trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale wrogów jeszcze bliżej...



Ostatnio wspominałam, że chciałabym powrócić do dobrze znanych mi autorów i poznać więcej ich twórczości, jednak kobieta zmienną bywa i po raz kolejny sięgam po książkę, autorki, której twórczości nie miałam jeszcze okazji poznać. Książki autorstwa Whitney G. chodziły za mną już od dłuższego czasu, jednak ciężko było mi się do tego zabrać, miała wiele prób gdy jakaś historia trafiła na moją półkę z biblioteki, kończyło się to nie ruszeniem jej i oddaniem, jednak to jej najnowsza premiera zmotywowała mnie, by wreszcie zapoznać, się z tym co pisze i jak pisze autorka. ” Nie pozdrawiam, Ethan” wzbudził wiele zachwytów, przez co miałam dość wysokie oczekiwania względem niej, spodziewałam się czegoś wow. Ostatecznie to wow było jednak pod zupełnie innym względem, gdyż zamiast pozytywnego zachwycenia jest ono raczej negatywne. Całość czytało mi się przyjemnie  i było to dobre, jednak do czasu gdy czytałam ją. W momencie gdy skończyłam ją, cała fabuła czy to jacy byli bohaterowie przeszło w zapomnienie. 



Po raz pierwszy od dawna mam ogromny problem, by przybliżyć wam bohaterów. Nie tylko przez wyżej wspomniany fakt, lecz przez to, iż w moim odczuciu byli oni nijacy, ciężko było ich jakkolwiek poznać, a tym bardziej polubić. Rachel sprawia wrażenie zupełnie wyobcowanej, lecz w negatywnym sensie. Po powrocie na ląd ma problemy w komunikacji z innymi, co sądząc po tym ilu znajomych, czy “Przyjaciół” miała na statku, jest dość dziwne. Dodatkowo sprawia wrażenie strasznie roztrzepanej i niezdecydowanie. W wielu sytuacjach idealnie obrazuje przykład dla frazeologizmu “zjeść ciastko i mieć ciastko”. Co do Ethana jest on zbyt wyidealizowany. Nie ma żadnych wad, jego charakter jest bez zarzutu, wszystkie jego decyzje są zrozumiałe, nie popełnia błędów, no ogólnie ideał. Jego jedyną porażką życiową okazuje się zrezygnowanie z kobiety, która kocha. Nic więcej.



Jeśli chodzi o inne aspekty książki, czymś, co uratowało ją w moim odczuciu to motyw pisania do siebie listów. Nie ważne jak zła książka, jeśli tylko pojawiają się listy, zawsze zyskuje ona w moich oczach. Tak też było  i w tym przypadku. Wątek hate to love między bohaterami nie urzekł mnie,  było on zbyt nijaki i ta zmiana nastawienia do siebie przez bohaterów, mam wrażenie, że nastąpiła zbyt szybko.



Podsumowując, uważam “Nie pozdrawiam, Ethan” autorstwa Whitney G. za książkę napisaną poprawie, lecz nie trafiającą w moje obecne gusta czytelnicze. W moich oczach jest ona po prostu nijaka i jak szybko ją przeczytałam, tak szybko ją zapomniałam. Na pewno nie jest moje pierwsze i ostatnie spotkanie z autorką, gdyż z chęcią poznam inne jej książki. 



"Nie pozdrawiam, Ethan" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni…

wtorek, 13 czerwca 2023

"I promise you" - Z.K. Marey

00:00:00 0 Comments

Oszalałam. Mój umysł został całkowicie wyłączony, a te wszystkie czerwone flagi, które widziałam w jego obecności, nagle odeszły. Niebezpieczeństwo przestało istnieć, ostrzeżenia straciły jakiekolwiek znaczenie. Dlaczego?




Tytuł: I Promie you


Autor: Z.K. Marey


Data wydania: 09.06.2023


Wydawnictwo: Novae Res


Liczba stron: 280


Moja ocena: 8/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Co musi się stać by Cameron Lawrence, zrezygnował ze zdobycia kobiety? Bo na pewno nie zrezygnuje, gdy przy pierwszym spotkaniu dostanie od niej z liścia i jasno zostanie poinformowany, iż nie ma u niej szans.  To tylko zaostrzy jego chęć, by pokazać, iż może być wartym zaufania i zdobycia kobiety, na której po raz pierwszy zacznie mu w pełni zależeć. Jednak nie będzie to takie łatwe, jak może się wydawać. Gdyż jego ukochana, próbując złapać go w pułapkę, sama wpadnie w sidła uczuć. Jak potoczy się relacja między Cameronem a Scarlett? Co takie uknuje Scarlett?



O historii Scarlett i Camerona dowiedziałam się dzięki twitterowi i publikacjach autorki, które sprawiły, że całość zapowiadała się naprawdę obiecująco. Mimo iż miałam co do niej mieszane uczucia, starałam się podejść jak najbardziej neutralnie. Końcowo historia ta okazała się czymś, czego w tym momencie potrzebowałam, lekka, przyjemna i pełna humoru. Jednak nie była to miłość od pierwszych stron, gdyż sam początek nie za bardzo mnie zaciekawił, troszkę nudził i ciężko było mi się wciągnąć w akcję, jednak gdzieś po stu stronach znalazłam “to coś” i ciężko było mi się oderwać. Wiele razy płakałam ze śmiechu przez zachowanie bohaterów. Ich uczucia do siebie są oczywiste, lecz oni mają różowe okulary na nosie, co w niektórych momentach bywało bardzo komiczne.



Jak już jesteśmy przy bohaterach, to warto wspomnieć coś więcej o nich. Pewne jest to, że nie da się nie polubić, ich wykreowanie jest bardzo dobre, a to jacy są w połączeniu, stanowi coś cudownego. Scarlett jest duszą artystyczną, lubi malować, a głową ciągle buja w obłokach. Jest spokojna, ma wyznaczone cele, do których chce dążyć i przede wszystkim nie miesza się w intrygi, chyba że chodzi o pewnego aroganckiego, dupka… Cameron Lawrence ma przypiętą łatkę playboya, jest arogancki, ale i bardzo charyzmatyczny. Może zabrzmieć to dziwnie, jednak sprawia wrażenie, mężczyzny, który kobiety traktuje jako zdobycze, a ich złamane serca jako trofea, chyba że na jego drodze stanie ta jedyna, wtedy staje się zawzięty, by pokazać jej, że zasługuje na nią. 



Jeśli chodzi o postacie drugoplanowe, muszę przyznać, że czasem gubiłam się, kto jest kim, lecz świetnie się bawiłam, próbując rozróżnić ich. Coś, co najbardziej mnie urzekło to relacja między bohaterami, która jest zdecydowanie jedną z lepszych, jaką można zbudować w grupie przyjaciół. To jakim oparciem są dla siebie, jak troszczą się i próbują, rozumieć nawzajem jest bardzo urocze. 



Podsumowując, uważam “I promise you” autorstwa Z.K.Marey za historię, po którą warto sięgnąć, nie tylko ze względu na dawkę humoru, jaką dostarcza, ale i bohaterów, którzy są cudownie wykreowani i stanowią wiele różnych charakterów. Zdecydowanie autorce należy się również pochwała za bohaterów drugoplanowych, którzy są dopracowani, a ich życie jest na tyle ciekawe, że z chęcią poznałabym ich historie w osobnych książkach. 



Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.



poniedziałek, 12 czerwca 2023

"Królowa Charlotta" - Julia Quinn, Shonda Rhimes

00:00:00 0 Comments

Miłość, jest wtedy, gdy dajesz człowiekowi wolność wyboru,

A on wybiera Ciebie … Każdego dnia.



Tytuł: Królowa Charlotta

Autor: Julia Quinn, Shonda Rhimes

Data wydania: 09.05.2023

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 480

Moja ocena: 10/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Zmuszona do wyjścia za mąż Charlotta Mecklenburg-Strelitz opuszcza ojczyznę i wyrusza na uroczystość zaślubin z jakże przystojnym królem Jerzym III. Choć sam pomysł nie spodobał jej się, co jawnie pokazuje stara się podejść do tego jak najbardziej odpowiedzialnie. W całej zaistniałej sytuacji okaże się, iż jej upartość będzie miała pozytywny wpływ na relację z królem, który skrywa wiele sekretów. Jak będzie wyglądać Małżeństwo Charlotty i Jerzego III? Co ukrywa król przed swoją małżonką?


W ostatnim czasie trafiam na wiele cudownych historii, jednak żadna z nich, nie przebiła mojego dotychczasowego ulubieńca, którym niezmiennie od dwóch lat jest “Niewidzialne życie Addie LaRue” autorstwa Ve. Schwab. I o ile uważałam, że wiele przeczytanych historii miało szansę na przebicie jej, nie spodziewałam się, że ostatecznie będzie to ‘Królowa Charlotta”, która całkowicie odbiega od książek, jakie czytam na co dzień. Po sięgnięcie po książkę skusił mnie serial, który obejrzałam w jeden dzień, nie mogąc się oderwać. Nie muszę chyba mówić, że moje serce najbardziej skradła scena z wyznaniem miłości Jerzego. Wracając jednak do tematu, o ile opinia o serialu mogła być przypadkowa, co do książki nie byłam już taka pewna, w wielu przypadkach któraś z wersji jest gorsza, jednak nie tutaj. Po zakochaniu w serialowej adaptacji przyszła pora na zakochanie w wersji papierowej, która tym samym rozgościła się na tyle w moim sercu, że zrzuciła z podium wyżej wspomnianą książkę. 


Jeśli chodzi o bohaterów mamy tutaj dwie bardzo różne postacie. Charlotta dla bliskich Lotta jest kobietą z zasadami, kieruje się pewnymi wartościami i nie chce ich zmieniać pod byle pretekstem. Powierzoną rolę traktuje poważnie, mimo początkowej ogromnej niechęci, stara się jak może, spełnić królewski obowiązek. Oprócz tego jest równie uparta, co odważna. Nie można zaprzeczyć, że gdy podejmie jakąś decyzję, momentalnie dąży do wdrożenia jej w życie. Mimo tych zimnych cech jest również bardzo wrażliwa jak i rodzinna. Jerzy stanowi jej dość mocne przeciwieństwo, gdyż już od samego początku sprawia wrażenie dość mocno wyobcowanego. Przez rolę, jaką pełni, leży na nim ogromna presja, bycia doskonałym. Wiele osób jednak nie zdaje sobie sprawy o tym, jak bardzo zagubionym człowiekiem jest wewnątrz, jak wiele ukrywa przed światem jak i czasem przed samym sobą. I choć na samym początku mamy krótką chwilę, by go poznać, jest to bardzo powierzchowne, gdyż po uroczystości zamyka ona się w swojej bańce, nie pozwalając wejść do niej nikomu. 


Całościowo jest to piękna historia, której niczego nie brakuje. Jednak jak w odniesieniu do serialu? Czy jest wierną adaptacją? Tutaj troszkę się rozczarowałam, w wersji serialowej wiele wątków jest dużo bardziej rozbudowanych, wplatają się w główną historię mając jednak swój początek jak i koniec. W wersji papierowej są one spłycone, a niektóre kwestie w ogóle nieporuszone. Mimo ich braku nie czuję się zawiedziona tym jak zaprezentowana jest historia Charlotty i Jerzego.


Podsumowując, uważam, że “Królowa Charlotta” autorstwa Julii Quinn to cudowna historia, która w pełni skradła moje serce i do której wiele razy będę powracać. Jest to idealna powieść dla czytelników, którzy nie znają serii Bridgertonowie, lecz chcą ją poznać jak i oczywiście powieść obowiązkowa dla fanów wyżej wspomnianej serii. Szczerze polecam zapoznać się z wersją książkową, jaki i serialową.


Wydawnictwu Zysk i S-ka dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.


sobota, 10 czerwca 2023

"Morelowa księgarnia" - Oresta Osijczuk

18:31:00 0 Comments
Dzieciństwo, beztroski czas, do którego chętnie wracamy wspomnieniami wywołującymi tęsknotę za minionymi latami.
 
Moje dzieciństwo pachnące maciejką z przydomowego ogródka, świeżo skoszoną trawą, wiosennym deszczem…
 
Dzieciństwo Mychajła Faryniaka otulone zapachem moreli, cynamonu i karmelu…
 


Autor: Oresta Osijczuk

Wydawnictwo: Mova

Data premiery: 17. 05. 2023
 
Autor recenzji: Magdalena Kwapich
 
Liczba stron: 318
 
W moim odczuciu: 8/10



“Morelowa księgarnia” ukraińskiej pisarki Oresty Osijczuk to wyjątkowa historia o sile dziecięcych wspomnień, szczerych, zanurzonych w tęsknocie, sentymentalnych i wzruszających.

Fabuła powieści rozgrywa się w dwóch liniach czasowych: przeszłość, przed wybuchem I wojny światowej i o sto lat późniejsza teraźniejszość. W przeszłości narratorem jest dziewięcioletni Mychajło Faryniak, w teraźniejszości pojawia się dorosły bohater, również Mychajło, poszukujący swoich korzeni.

Na mnie największe wrażenie zrobiła jednak przeszłość, kiedy to poznajemy losy Marii Faryniak i jej syna. Kobieta, wyjeżdżając do Francji, zmuszona była oddać Mychajło pod opiekę krewnych zmarłego męża. Obiecała też chłopcu, że powróci. Wuj Stefan był właścicielem księgarni, surowa ciotka Kasia zajmowała się domem. Mimo że rodzina chciała dla niego jak najlepiej, tęsknota za ukochaną mamą towarzyszyła chłopcu każdego dnia. Nie złagodziło jej zawarcie przyjaźni z Romkiem, przyjaźni prawdziwej, takiej na śmierć i życie. Michajlo dorasta zatem w poczuciu straty i pustki w sercu, z poczuciem, że nie ma czegoś, co powinno być obecne w jego dziecięcym życiu.

Mijają dni, wypełnione nie tylko zabawami, ale i domowymi obowiązkami, nakładanymi przez stanowczą i rządząca całym domem ciotką Kasią, wizytami w księgarni wujka Stefana, wycofanego marzyciela, pochłoniętego wyszukiwaniem cennych wydań książek. Dni o zapachu moreli, cynamonowych ciasteczek wypiekanych przez ciocię i słodkiej karmelowej woni jasnych włosów Irenki, pierwszego dziecięcego zauroczenia, pierwszej niewinnej miłości. Mychajło jednak musi dorosnąć i wybuch I wojny światowej ten okres kończy. Na jaw wyjdą też wtedy rodzinne sekrety, które zmienią wiele w życiu obydwu bohaterów, tego z przeszłości, tego z teraźniejszości i doprowadzą do odkrycia zaskakującej tajemnicy. Jakiej? Tego nie zdradzę, zapraszam za to do lektury powieści Oresty Osijczuk.

“Morelowa księgarnia” zrobiła na mnie duże wrażenie za przyczyną jej dziecięcego narratora. Ta historia opowiadana przez Mychajłę pełna jest autentycznych w odczuciu emocji, stąd skutecznie trafia do serca i wpływa na wyobraźnię, uruchamiając własne wspomnienia z dzieciństwa. To wzruszająca opowieść przedstawiona z perspektywy małego chłopca, który próbuje odnaleźć siebie i zabiera nas w podróż przez pierwsze przyjaźnie, zauroczenia, tęsknotę za najbliższymi. A chłopiec ten ma wyjątkowy dar przyciągania uwagi czytelnika, wywoływania uśmiechu na twarzy swoją dziecięcą nieporadnością, nieświadomością. Nie tylko uśmiechu zresztą, zapewniam, że i łzy wzruszenia albo nawet smutku pojawią się czasem podczas jej lektury. Historia napisana przez Osijczuk pochłonęła mnie bez reszty. Zauroczył mnie jej przepiękny język i styl oraz nieco nostalgiczny klimat dzieciństwa pachnącego morelami, które rosną przed domem wuja Stefana, cynamonem kojarzonym z ciocią Kasią i słodkim karmelem pojawiającym się wraz z piękną Irenką. To naprawdę pachnąca powieść!

“Morelowa księgarnia”, choć jest słodkim i pachnącym zapisem dzieciństwa, ma też drugie dno. Jest to bowiem historia o dorastaniu, o dorastaniu bez czegoś, bez matki, ojca i dorastaniu do czegoś, do podejmowania życiowych decyzji, do odpowiedzialności. W tle wielka historia, wojna, która zmusza bohaterów do heroicznych wyborów, zmienia życie wielu ludzi. Tyle że ten kontekst historyczno-kulturowy, z racji dziecięcego narratora, nie wybrzmiewa w powieści wyraźnie, raczej pozostaje niewypowiedziany, pozostawiając czytelnikowi pole do własnych refleksji.

Podsumowując, ,książka Osijczuk to pełna uroku, ciepła powieść o dojrzewaniu, o rodzinie, sile przyjaźni. Jej lektura sprawiła mi wiele przyjemności. Zapraszam zatem, otwórzcie drzwi tej pachnącej morelami księgarni i zajrzyjcie do środka!


czwartek, 8 czerwca 2023

Odporność umysłu

10:52:00 0 Comments

Tytuł : Odporność umysłu


Autor: Andy Norman


Tłumacz: Tomasz Bieroń


Wydawnictwo: Zysk i s-ka


Data wydania : 11.04.2023


Liczba stron: 388


Moja ocena : 8/10


Kiedy zadam ci pytanie: "Czy umiesz myśleć?" pierwszym co przyjdzie ci do głowy, będzie zapewne to, że w jakiś sposób próbuję cię obrazić. 

Pozwól zatem, że nieco je przeformułuję : "Czy umiesz myśleć krytycznie?" W tym wypadku pewnie również odpowiedź przyjdzie ci łatwo. W końcu co może być trudnego w krytykowaniu, prawda? Łatwo jest przecież szukać dziury w całym, skupiać się na niedoróbkach i niedociągnięciach.


No właśnie. Tylko czy na tym polega myślenie krytyczne?


Andy Norman w swojej książce odkrywa przed czytelnikiem schematy myślowe oraz szablony do których stosowania byliśmy w swoich analizach przyzwyczajeni i skutecznie się z nimi rozprawia. Pokazuje m.in. czym jest droga wiary, której zwolennicy chcieliby w swoich rozważaniach walczyć ze wszystkimi opierając się jedynie o argumenty religijne, droga  wojownika kulturowego - nastawionego wyłącznie na wygraną w dyskursie i droga poznawcza, której podstawowym założeniem jest "dowiedzmy się". Po lekturze tego podręcznika (bo uważam, że tak można nazwać tę pozycję, jako że przekazuje sporą dawkę wiedzy) zdajemy sobie sprawę z tego, jakimi przekonaniami karmiono nas w dzieciństwie, a także dzisiaj, jak są one szkodliwe i jak wiele treści można wydobyć z jednego prostego zdania. Norman pokazuje, że dyskusja (prawdziwa dyskusja) nie powinna kończyć się zdaniem, które można określić jako unikające. Dla przykładu, sformułowanie "przekonania są sprawą prywatną i nikogo nie obchodzą". Czy aby na pewno? Czy osoby na wysokich stanowiskach mają prawo do własnych poglądów i ich stosowania wbrew, a nawet na szkodę innych ludzi i społeczeństwa. Czy wyobrażacie sobie lekarza, który nie podaje szczepionki pacjentowi, którego stan tego wymaga tylko dlatego, że rzeczony medyk należy do przeciwników tej formy leczenia?


Książka zawiera w sobie naprawdę wiele wartościowych treści. Osobiście po jej lekturze czułam się jakby ktoś otworzył mi oczy albo wpuścił za żelazną kurtynę i pokazał drugie, trzecie, czwarte i dalsze dno pewnych prostych stwierdzeń. Oczywiście, nie jest to żadna magiczna księga i żeby rzeczywiście skorzystać ze wszystkich jej dobrodziejstw trzeba włożyć w to nieco samodzielnej pracy, ale jest to wysiłek warty zachodu. 


Jedyny mały minus to język. Autor jako filozof ma tendencję do posługiwania się specjalistycznymi sformułowaniami i terminologią, których nagromadzenie w niektórych częściach i z punktu widzenia laika nieco zaburza odbiór całej treści. Tak jak jednak wspomniałam, są to jedynie wyrywki z całości, a używane przez autora metafory, wykresy, analogie, porównania i rysunki w pozostałych sprawiają, że przedstawiana teoria nabiera realnego wymiaru i łatwiej przenieść rozważania z książki do rzeczywistości i faktycznie posługiwać się trikami myślowymi w codziennym życiu.