sobota, 30 kwietnia 2022

„Cały ten czas" Hania Czaban

09:00:00 0 Comments

Burza, dla wielu z nas zwyczajne zjawisko pogodowe, jedni się jej boją, a inni nią fascynują. Dla Mar oraz reszty ludzi jest to element ich życia. Pojawiająca się Burza cofa czas o dwadzieścia cztery godziny. Od ponad pięciu tysięcy dni jest ciągle 21 czerwca 2106 roku.


Nr. recenzji: 611

Tytuł: „Cały ten czas"

Autor: Hania Czaban

Liczba stron: 408

Data polskiego wydania: 12 stycznia 2022

Wydawnictwo: We need YA

W moim odczuciu: 8/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska


Nastoletnia Mar mieszka na farmie z ciotką, jest przyzwyczajona do tego, że cały czas jest ten sam dzień. Nie wie, co stało się z jej rodzicami, ale pewnego, zwyczajnego dnia odnajduje w pokoju cioci kopertę, z dwoma nazwiskami i adresem. Nazwiska nie są przypadkowe, bo takie same jak jej. Dziewczynę ciągle zastanawia, co było przed burzą, a znalezienie koperty, popycha ją do tego, aby znaleźć odpowiedzi na swoje pytania. Wyrusza w podróż do Lublina, bo tam prowadzi ją adres na znalezisku, po drodze spotyka Artela, chłopaka, który zafascynowany jest fizyką i wynalazkami, razem postanawiają odwiedzić Miasto i znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania.


Książki wydawnictwa We need YA, są popularne, zazwyczaj dobre, a ich wydania przykuwają wzrok. Debiut młodej autorki odbił się szerokim echem w internecie, a powieść była widziana wszędzie, już wtedy miałam myśl, że chcę ją przeczytać, ale nieraz wolę przeczekać ten duży szał na jakąś pozycję. Od premiery minęło kilka miesięcy, więc nadszedł moment na moje zapoznanie się z powieścią Hani Czaban "Cały ten czas"

Przeżywanie cały czas tego samego dnia, momentu w życiu jest elementem, który znany jest w kulturze, czy to filmy, czy to książki z tym motywem są już na rynku. Uważam, że zrealizowanie tego tematu w sposób kompletny, pełny, jest nie lada wyzwaniem. Proces, który cofa czas to burza. W okolicach wieczora zbierają się ciemne chmury na niebie, zaczyna padać deszcz, a z oddali słychać grzmoty i widać pioruny. Hania wyjaśniła czytelnikowi fakt, w jaki sposób dochodzi do zatrzymania tego samego dnia, wiemy nawet, który jest rok. Wyobraźnia autorki, ale też kompetencje pozwoliły na stworzenie świata, który jest zrozumiały dla czytelników. Targetem powieści jest młodzież i lektura oddaje młodzieżowy styl, który nie jest przesadny, to nie jest infantylne. Dialogi pomiędzy bohaterami ich postawy i zachowania są na poziomie ludzi, którzy stają się młodymi dorosłymi.

Mar używa ripost, nawet gdy nie zna otaczających ją osób, jest w stanie wtrącić kąśliwą uwagę. Wie, kiedy zachować się poważnie i nie mówić za wiele. Ciekawska dziewczyna, która znajdując kopertę, nie zastanawia się długo, tylko przystępuje do działania. Zaraz po tym, jak wyrusza w podróż, spotyka Artela, wnioskuje, że chłopak jest od niej trochę starszy. Nastolatek przybiera postawę bardziej spokojną, niemniej jednak spontanicznie podejmuje decyzję o dołączeniu do dziewczyny. Poniekąd mają wspólny cel, Artel wykazuje się ogromnym poziomem wiedzy z zakresu fizyki, która może mieć związek z tym, co od ponad pięciu tysięcy lat przeżywają.

Bohaterowie dążą do celu, a wraz z nimi my, historia jest jednotomowa, jednak nie zadziwiałabym się, gdyby za jakiś czas pojawiła się kolejna część, ponieważ zakończenie pozostaje otwarte. Niektórzy lubią, gdy autor zostawia czytelnika z niedosytem, każdy może dopisać inne zakończenie. Osobiście jestem zwolenniczką zamkniętych zakończeń, z tej też przyczyny końcowa akcja nie przypadła mi do gustu. Została ona bardzo przyśpieszona, z jednej strony dynamika, a z drugiej zabrakło czasu na dokładniejsze wyjaśnienie i zakończenie głównego wątku.

Jeśli jesteście w nastoletnim wieku, lubicie motywy post apokaliptyczne, fantastyczne, albo jesteście starsi, a potrzebujecie dobrej rozrywki, to ta książka jest dla was. Świetni wykreowani bohaterowie, których polubienie zajmie wam chwilę i co jeszcze zapomniałam dodać, jeśli macie przesyt wątków romantycznych, to kolejny powód, aby sięgnąć po tę książkę. Nie ma w niej romansu, jest przyjaźń, współpraca, koleżeństwo, wartości, które są równie ważne, jak miłość, a czasem poświęcane jest im mniej uwagi. Debiut młodej autorki w pełni udany i zasługujący na to, by było o nim głośno. Świetne wydanie książki, miłe dla oka.

Recenzja powstała przy współpracy z Sofario


piątek, 29 kwietnia 2022

"Dziedziniec cudów" - Kester Grant

10:08:00 0 Comments

 

„Oto prawa Dziedzińca Cudów, stare i prawdziwe jak nieboskłon w błękicie; Nędznicy ich przestrzegający mogą rozkwitać, lecz kto je łamie, utraci swe życie.”

 

 


     Autor: Kester Grant

  Tytuł: Dziedziniec cudów

   Wydawnictwo: Zysk i S-ka

        Ilość stron:380

            Ocena: 9/10



Paryż, rok 1828, miasto po nieudanej rewolucji ogarnęła wszechobecna bieda i bezprawie. Głód towarzyszy mieszkańcom każdego dnia, za kromkę chleba są w stanie zabić, sprzedać własne dzieci lub w przypadku kobiet, własne ciało. Toczone chorobami zwłoki piętrzą się na ulicach, a w ciemnych zaułkach bezdomni zapijają smutki tanim alkoholem. Ci lepiej sytuowani, w większości zbiry, złodzieje i inni członkowie półświatka spotykają się w obskurnych karczmach. Jedną z nich prowadzi Thenardier, członek Gildii Złodziei, jednej z dziewięciu Gildii panujących w Paryżu. W karczmie pracują jego dwie córki Azelma oraz jej młodsza siostra Nina. Thenardier jest bezlitosnym, do szpiku kości zepsutym człowiekiem, poznajemy go w momencie, kiedy dobija targu i sprzedaje Gildii Ciała własną córką Azelmę. Przerażona dziewczyna myśli tylko o tym jak uratować młodszą siostrę, wraz z przyjacielem organizuje ucieczkę Niny. Ta trafia do Gildii Złodziei i staje przed obliczem Lorda Thenasisa, przekazuje mu niezwykły prezent i tym samym kupuje sobie członkostwo ….. Staje się Czarną Kotką z Gildii Złodziei. Teraz Nina ma tylko jeden cel, uratować Azelmę z rąk Kapłana, Lorda Gildii Ciała oraz uchronić przed nim inne niewinne, młode dziewczęta. Dziewczyna nie jest świadoma, że jej osobista krucjata rozpęta wojnę w całym Paryżu, nie tylko pomiędzy Gildiami, ale także na królewskim dworze.

 

Świetna okładka, intensywna czerwień połączona z kontrastującą czernią przyciąga wzrok i zachęca do czytania. Przyjemna dla oka czcionka i piękne ornamenty pomiędzy rozdziałami cieszą oko i są miłym dodatkiem. Autorka ma ogromną łatwość w przekazywaniu treści, opisy są ciekawe i bardzo realistyczne, oddają w pełni ciężki i mroczny klimat ówczesnego Paryża. Niemalże czujemy zapach stęchlizny, ścieków i psujących się ciał. Na uwagę zasługuje także dobrze skonstruowana fabuła, jest wielopoziomowa i wielowątkowa co wciąga czytelnika głęboko w czytane treści. Ciekawym zabiegiem jest umieszczenie przez autorkę fragmentów „Drugiej Księgi Dżungli”, które nawiązują do poszczególnych rozdziałów.

 

Podobają mi się postacie, są realistyczne i idealnie wpisują się w pełniące przez siebie role. Główna bohaterka Nina zyskała moją sympatię od pierwszych stron, imponuje mi jej determinacja, chart ducha i ogromna odwaga. Pomimo całego bólu, jaki doświadczyła w dzieciństwie, jest pełna empatii i troski o innych. W tak trudnych czasach, kiedy większość egoistycznie myśli tylko o sobie, ona ryzykuje własne życie w walce o lepsze jutro dla setek kobiet.

 

W moim odczuciu książka jest świetna. Odebrałam ją jak bajkę dla dorosłych, co było bardzo miłym przeżyciem. W pełni dałam porwać się tej fantastycznej przygodzie, gdzie dobro walczy ze złem, gdzie do ostatnich stron trzymamy kciuki za Ninę i jej pełną zemsty misje. Alternatywna wizja pogrążonego w chaosie Paryża została po mistrzowsku przelana na papier przez Kester Grant, szczerze polecam.

 

 

 

czwartek, 28 kwietnia 2022

„Wrzask" Lynette Noni

09:00:00 0 Comments

 Klątwa drugiego tomu, czy godna kontynuacja? Dwutomowa seria, która zamyka wątki i daje spełnienie, czy po skończeniu ma się niedosyt? Alyssa świadoma swojego daru jest w stanie go kontrolować, jaką moc mają słowa i jak potrafią kreować rzeczywistość.

Nr. recenzji:605

Tytuł: „Wrzask"

Autor: Lynette Noni

Tłumacz: Janusz Maćczak

Liczba stron: 478

Data polskiego wydania: 13 kwietnia 2022

Wydawnictwo: Uroboros

W moim odczuciu: 9/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska


Alyssa Scott jest już po ucieczce z Legardu - miejsca w którym szkoli się Mówiących i które ma swoje tajemnice. Dziewczyna jest już bezpieczna, ale zostali tam jej przyjaciele i chłopak, który uczył ją kontrolować swój dar. Vanik jest śmiertelnie niebezpieczny, o czym przekonała się na własnej skórze Alyssa. Pragnie uwolnić mieszkańców Legarda i uratować ich przez szalonym naukowcem. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy nastolatka zaczyna błądzić między prawdą a kłamstwem, dociera do niej tak wiele informacji, że ciężko jest odróżnić, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem, a jak się okazuje, przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej. Alyssa musi być silna i w konsekwencji ufać tylko sobie, a jej dar, nie będzie już przekleństwem.

Sugerując się treścią na okładce, która jest poleceniem powieści przez Sarah J. Maas, uważałam, że będzie to powieść dla mnie. Pierwsza część ukazała się u nas w tamtym roku i była na mojej liście, "kiedyś przeczytam, na pewno" dobrą motywacją było ukazanie się drugiej części i zamknięcie cyklu. Przeczytanie jednej książki po drugiej było dobrym rozwiązaniem, automatycznie zaangażowałam się w fabułę drugiej części i wszystko na świeżo pamiętałam.

Akcja drugiej części rozpoczyna się mniej więcej tydzień po ostatnich wydarzeniach, dużo się więc nie zmieniło i czytelnik może bez żadnych problemów odnaleźć się w fabule. Świat został już nakreślony, ale nadal pojawiają się wyjaśnienia, co do darów Mówiących. Autorka skrupulatnie wyjaśnia czytelnikowi warunki korzystania z mocy. Co je unicestwia, co im pomaga, każdy ma inny dar i każdy jest wyjątkowy. Mówiący mają zdolności, które uzupełniają się i działanie w grupie daje im ogrom siły, jednak są osoby, które w pewnych aspektach mogą być silniejsze, więc nie zawsze wszystko idzie po ich myśli. Są wloty i upadki, nie każda akcja przebiega gładko, co nabiera realności, że grupa nie jest nie do pokonania, ale z odpowiednim planem i osobami, są w stanie pokonać tych, co dla świata Mówiących chcą zagłady. Książka przepełniona jest akcją i to od samego początku do końca. Zamierzamy do zakończenia, które jest zaskakujące, ale zbudowane jest na zasadzie, główny zły bohater wygłasza monolog, w którym to otwiera się i wyjawia swoje plany. Motyw znany, czasem lubiany, a czasem nie, ale wyjaśniający zawiłe kwestie. Czytelnik, poznając historię łączy kropki tak jak Alyssa, która chce się dowiedzieć, co stało się z jej rodzicami, jak ma uratować przyjaciół i pokonać wroga.

Alyssa zaczyna mówić, co było dla dziewczyny wielkim wyzwaniem, ze względu na jej traumę. W jej pamięci to słowa, wyrządziły krzywdę jej rodzinie. Po przebytym treningu z Wardem jest w stanie kontrolować swój dar, a rozmowa znów zagościła w jej życiu. Mam wrażenie, że coraz ciężej jest wykreować bohaterki, które są oryginalne i Alyssa też nie jest oryginalna, ale darze ją sympatią. Ma cechy postaci z powieści fantastycznych z elementami dystopii. Nie świadoma jest tego, jak potężną moc w sobie posiada, ważna i cenna jest dla wrogów, skryta z czasem nabiera pewności siebie. Uwięziona we własnej przeszłości i czująca sympatię do pewnego bohatera. Postacie poboczne, te złe, jak i dobre, są ciekawe, autorka zaskoczyła mnie co do prawdziwych pobudek jednego z Mówiących, polubiłam ich, ale nie pokochałam.

"Wrzask" to powieść, która kojarzy mi się z tymi, które poczytne były kilka lat temu. Nastolatkowie, którzy obdarzeni są nadludzkimi zdolnościami, rządowy ośrodek, który ma jakiś cel w szkoleniu młodych dorosłych, wrogowie ówczesnego systemu i rebelianci, albo ci, co mają inny pogląd na sytuacje. Motywy znane już z innych tworów, jednak język autorki i wykreowanie całości sprawia, że dwutomowa seria nie jest infantylna, naiwna i nudna. To angażująca treść czytelnika z sympatycznymi bohaterami, których można polubić i wartką akcją, wciągającą od pierwszych stron. Jedna z lepszych młodzieżówek tego typu.

środa, 27 kwietnia 2022

"Bez zgody" - Kinga Litkowiec

06:30:00 0 Comments

W pierwszej chwili nie reaguję. Powtarzam sobie w myślach, że cokolwiek się wydarzy, nie mogę zrobić niczego czym sprowadzę na siebie kłopoty. Wytrzymam, ile będzie trzeba. Muszę.



Tytuł: Bez zgody

Autor: Kinga Litkowiec

Liczba stron: 312

Data wydania: 13.04.2022

Wydawnictwo: Niegrzeczne książki

Moja ocena: 5/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka







Zaplanowana przyszłość to coś, od czego Marina Ramirez planowała uciec, lecz nie spodziewała się, że wpadnie do piekła skąd ucieczka i odzyskanie wolności będzie niewykonalne. Możliwość zostania modelką to wielka szansa dla niej na próbę wzięcia spraw w swoje ręce. Pomimo łatwego początku będzie musiała zmierzyć się ze swoimi koszmarami, których nie ułatwi fakt poznania mężczyzny z piekła rodem. Jego cel będzie prosty, złamanie Mariny i zrobienie z niej posłusznej niewolnicy, lecz co się stanie gdy diabeł okaże się nie taki straszny a uczucia, zostaną odwzajemnione? Czy uda im się wyjść z tego cało? Znalazłem się w pieprzonym labiryncie, z którego nie ma wyjścia. Jednak nie przestaję go szukać. Wygląda na to, że jestem równie naiwny jak Marina. Ostatnimi czasy zdecydowanie najbardziej ciągnie mnie do romansów i to po nie z większą chęcią sięgam dlatego, nie mogłam się doczekać, aż będę mogła przeczytać "Bez zgody" autorstwa Kingii Litkowiec. O samej twórczości autorki czytałam wiele pozytywnych opinii, przez co wzrastało moje zainteresowanie tą pozycją. Jak wypada historia i czy jest warta poświęcenia jej uwagi? Przyznam szczerze była to dla mnie dość ciężka pozycja nie ze względu na główny wątek jak i jego ciężkość, lecz na to jak ta książka jest dziwna. Od początku czytania szło wyczuć, że pod względem pisarskim jest to naprawdę dobra pozycja, styl autorki jest bardzo przyjemny i pomimo tematu spokojny bez zbędnych nabuzowań emocjonalnych. Emocje przekazywane słowem są idealnie wkomponowane w całość, lecz tutaj pojawia się prędkość, z jaką akcja się rozwija. Można by uznać za pozytyw, iż historia jest wartka i nie ma zbędnych zapychaczy. Niestety dla mnie w przypadku tej pozycji wpływa to na minus. Pomysł na historię jest naprawdę ciekawy i dobrze ujęty. Widoczny jest ciąg przyczynowo skutkowy. Z perspektywy Mariny dowiadujemy się wielu ciekawych informacji, poznajmy ją i jesteśmy w stanie polubić. Pomimo tego, jakie wrażenie sprawia na początku i jak odrzucała od siebie, jest bohaterką przepełnioną dobrem, marząca o swojej przyszłości gdy to ona będzie mogła o niej decydować jak i pragnącej miłości w momencie jej zasmakowania. Poznajemy również jej waleczną stronę, która jest nakreślona od pierwszych stron. Zdając sobie sprawę z braku możliwości, staje się uległa z myślą, jakie mogą być korzyści z tego wynikające, a to, co zyska dzięki temu stanie się dla niej cenniejsze od wolności. O ile o Marinie wiemy naprawdę sporo, tak Ianie wiemy naprawdę mało, co według mnie ujmuje tej pozycji wielu ciekawszych wątków. Brak rozwinięcia jego przeszłości jest również dla mnie brakującym wątkiem. Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie go poznać co dla mnie działa na nie korzyść tej pozycja zwłaszcza gdy mamy do czynienia z mrocznym bohaterem, który skrywa wiele tajemnic dotyczących swojej przyszłości jak i samego siebie, gdyż tak naprawdę przez większość książki widzimy go jako mężczyznę, który bez problemu znęca się nad kobietami i jest doszczętnie pozbawionym uczuć. Dopiero bliżej końca ukazuje swoją drugą stronę, mężczyzny, który musi ukrywać swoje pragnienia dla dobra ukochanej kobiety. To jednak dla mnie za mało i jestem głodna historii o nim. Podsumowując, uważam to za historię dobrze napisaną pod względem pisarskim, lecz jeśli chodzi o samą fabułę, jest ona średnia. I pomimo tego jak bardzo wątki zawarte nie wydają się ciekawe, mam wrażenie, że jest to niewykorzystany potencjał w 100%, czego bardzo żałuję. Niewielu rzeczy zabrakło aby była to dobra pozycja. Pomimo tego polecam ją, aby przekonać się na własnej skórze i sprawdzić swoje odczucia względem niej. Przez pojawiające się sceny jest to pozycja dla starszych czytelników 17-18+. "Bez zgody" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni.


wtorek, 26 kwietnia 2022

„Byliśmy łgarzami" E. Lockhart

10:36:00 0 Comments

Wznowienie powieści, która kilka lat temu podbija książkową sferę internetu, powraca w nowej szacie graficznej, czy nadal będzie o niej tak głośno? A może czytelniczy inaczej będą na nią patrzeć? Co jest w niej takiego, że na okładce zostało umieszczone hasło "fenomen TikToka"?



Nr. recenzji:611 Tytuł: „Byliśmy łgarzami"

Autor: E. Lockhart

Tłumacz: Janusz Maćczak

Liczba stron: 310

Data polskiego wydania: 23 lutego 2022

Wydawnictwo: Poradnia K

W moim odczuciu: 8/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska



Spoiler - informacja, której ujawnienie może zepsuć odbiór książki filmu, przeważnie kluczowa informacja dla fabuły, zazwyczaj odbiorca ma mniejszą radość z przeżywania danego dzieła. Są takie książki, o których nie warto wiele wiedzieć, są tacy łgarze, którzy spędzają ze sobą każde lato i są takie sytuacje, które zmieniają bieg wydarzeń. Wyspa Beechwood, którą posiada rodzina Sinclairów, to tam kuzynostwo, rodzeństwo i bliscy znajomi spotykają się od kilkunastu lat na wakacje, Nazywani są łgarzami, korzystają z uroków wyspy. Grają w gry, pływają, w dzieciństwie bawią się, a im są starsi, tym pojawiają się inne tematy do rozmów. Jest i Cadence, główna bohaterka, pewnego lata zdarza się coś, co ma ogromny wpływ na dalsze życie grupki przyjaciół, a szczególnie jest uciążliwe dla Cadence.

Ciężko mówić o tej książce jeśli chodzi o fabułę, ponieważ nie wiadomo na czym skończyć opowiadanie, czy to już będzie spoiler, czy można jeszcze co nieco wyjawić, osobiście sama nawet dokładnie nie miałam pojęcie o czym powieść jest. Kilka lat temu widziałam ją wszędzie, jeszcze w innej okładce, widziałam opinię, że historia intrygująca, której zakończenie nas zaskoczy, a to i tak może być mało. O książce ucichło, a teraz ponownie zaczęłam ją widywać, stąd też jak pojawiła się okazja, lektura znalazła się w moich dłoniach.

Literatura młodzieżowa często może być kojarzona z językiem prostym, bez ubarwień metafor, często wtrącane są słówka z młodzieżowego slangu, a całość nie jest wyniosła. Zdarzają się jednak te historie, które językiem stoją. "Byliśmy łgarzami" ma tę formę, którą spotkać możemy w literaturze pięknej. Często podniosły styl, bohaterka opisująca rzeczywistość w sposób barwny, posługująca się różnymi epitetami i metaforami. Tak napisana powieść odbierana jest przeze mnie jako spokojna, melancholijna, przy której można się zatrzymać. Podoba mi się ten zabieg, ale jednocześnie nie pasuje mi tutaj. Cadane, która jest narratorką, to typowa nastolatka, nie jest to wada, ani zaleta, raczej aspekt, przez który możemy sobie wyobrazić, jaka jest. Przeżywa swoją pierwszą miłość, przyjaciele i czas z nimi spędzany jest dla niej fundamentem, tym co ją wspiera i daje nadzieja, będąc na wyspie, ucieka od swoich problemów, cieszy się życiem i korzysta z uroków otaczającego ją świata. Miła bohaterka, z którą myślę, łatwo mogłabym nawiązać relację.

Zakończenie historii dla wielu osób jest fenomenalne, ale spotkałam się też z opiniami, iż było ono przewidywalne. Czytałam już wiele thrillerów młodzieżowych, historii, które na końcu miały sprawić, że serce nam będzie mocniej bić, dlatego poniekąd spodziewałam się, że nie będzie to zwykłe rozwiązanie sprawy, coś niecoś podejrzewałam, ale w konsekwencji nie przewidziałam tego, co się wydarzy. Zaraz po skończeniu byłam w szoku, ale po kilku dniach uważam, że było to bardzo dobre zakończenie, lecz nie wybitne. Podczas przewracania kolejnych stron były budowane emocje, tylko że nie były one w takim stopniu, żeby móc o tym powiedzieć dobry thriller, nie nazwałabym tego tak. Dla mnie to powieść obyczajowa dla młodzieży z elementami thrilleru.

Podsumowując, czy jest o tej książce głośno? Na platformie YouTube nie widzę nowych recenzji, sądząc jednak po opiniach na innym portalu, nowi czytelnicy nadal się pojawiają. Pierwsze wydanie tej książki pojawiło się kilka lat temu, gust wielu osób był teraz inny, aktualnie wielu czytelników ma inne wymagania co do książek, zbierane doświadczenie sprawia, że więcej się wymaga, ale wiele osób, w tym też ja, lubi wracać do książek, które były poczytne około dziesięciu lat temu. Czy jest to fenomen TikToka, ta aplikacja jest tak zróżnicowana, że można tam znaleźć wszystko, Cieszy mnie fakt, że można nagłośnić czytanie książek przez coraz to nowsze media, w kreatywny sposób można przekonać ludzi do sięgnięcia po różne pozycje. "Byliśmy łgarzami" jest powieścią, przy której miło spędziłam jedno ciepłe popołudnie. Książka krótka, napisana językiem, przez który się płynie oraz chęć poznania zakończenia.

Recenzja powstała przy współpracy z Sofario


poniedziałek, 25 kwietnia 2022

"Dary losu" - Hanna Szczepanowska

07:00:00 0 Comments


“Dary, dary losu - póki Ci smakuje świat, przy Tobie są.         
Dary , dary losu - niewidoczne jak powietrze z górskich łąk.
Dary, dary losu - zachód nad jeziorem, zwykłe dni.
Dary, dary losu - gdy nie czujesz ich, to nie ma po co żyć” te słowa piosenki Ryszarda Rynkowskiego mogą posłużyć jako motto książki Hanny Szczepanowskiej “Dary losu”.



Tytuł: Dary losu

Autor: Hanna Szczepanowska

Wydawnictwo: Filia

Data premiery: 13.03. 2022

Autor recenzji: Magdalena Kwapich

Liczba stron: 654

W moim odczuciu: 7/10


“Dary losu” Hanny Szczepanowskiej to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, nic dziwnego zresztą, bo  książka jest debiutem pisarki, całkiem udanym, jak sądzę. Autorka zabiera nas w podróż w czasie i przestrzeni. Swoją wędrówkę rozpoczynamy w roku 1935, wtedy to poznajemy pannę Kornelię Muszyńską, córkę warszawskiego okulisty, która wraz z przyjaciółkami spędza wakacje w Warce. Kornelia, Amelia i Estera liczą na niezapomniane wakacje, pełne wrażeń. Nie spodziewają się jednak, a zwłaszcza Kornelia, że będą to tak wyjątkowe wakacje, które diametralnie zmienią jej życie. Początkowo upalne, letnie dni płyną leniwie, wypełnione odpoczynkiem, spotkaniami, wycieczkami. Młode kobiety poznają przystojnych mężczyzn: Borysa Muszyńskiego i Maurycego Skirmunta, Kornelia zakochuje się w Maurycym, zaczyna marzyć o wspólnej przyszłości, a wtedy do akcji wkracza przewrotny los, przynosząc “dary”, jakich się dziewczyna nie spodziewała. Dochodzi do tragedii… Co się jednak wydarzyło i w jaki sposób wpłynęło na życie Kornelii, oczywiście nie zdradzę, proszę przeczytać.

W drugiej części powieści przenosimy się do współczesności, do roku 2012. Pojawiają się nowe bohaterki, kobiety połączone więzami krwi ze zmarłą właśnie nestorką rodu Kornelią, jej córkę - Biankę, wnuczkę - Klementynę i prawnuczkę - Matyldę. Te trzy kobiety po pogrzebie Kornelii wyruszają do Polski, bowiem okazało się, że są dziedziczkami pałacu w Michałowie zapisanego im przez nieznanego ofiarodawcę. Klementyna wraz z matką i córką pragną odkryć, skomplikowaną, jak się okazuje przeszłość swojej rodziny i poznać tajemniczego ofiarodawcę. Decydują się także na renowację zabytkowego pałacu. Oczywiście, nieobce im będą zmienne koleje losu, zmagania z codziennością, a także porywy serca, silne uczucia. A jakie tajemnice skrywa przeszłość i jak wpłynęła ona na kolejne pokolenia kobiet z rodziny Kornelii, to już należy przeczytać w powieści.

“Dary losu” to wielowątkowy, wielowarstwowy utwór, którego akcja toczy się dwutorowo. Mamy tu przecież i wątek romansowy, i historyczny, a nawet kryminalny, a to wszystko przedstawione na ciekawym, obyczajowym tle. Mnie bardziej do gustu przypadła część pierwsza, kiedy to akcja powieści toczy się w latach trzydziestych dwudziestego wieku. Spodobał mi się ten klimacik retro, te smaczki z życia tzw. wyższych warstw, zwyczaje, konwenanse, co wypada, a czego nie wypada pannie z dobrego domu. A te zwiewne kreacje, te przyjęcia, pikniki, te wyszukane potrawy, wycieczki nielicznymi automobilami, cały ten ówczesny splendor, blichtr. Autorka nie ucieka też od trudnych problemów społecznych i politycznych międzywojennej Rzeczypospolitej - choćby nietolerancji wobec innych narodowości, zwłaszcza Żydów, pojawia się także temat roszczeń kolonialnych Polski: (“Madagaskar jest nasz”) w postaci prężnie działającej Ligi Morskiej i Kolonialnej. Te zapędy kolonialne dzisiaj już tylko śmieszą.



Poza tym książka Szczepanowskiej jest swoistą podróżą sentymentalną przez nasz kraj, nie brakuje w niej historii z przeszłości, tej bardzo odległej i tej bliższej, tajemniczych legend i przede wszystkim urokliwych obrazków polskiej przyrody - tej sielskiej, wiejskiej, cudownej. Autorka zatem w niezobowiązujący sposób przemyca elementy patriotyzmu, przywiązania do swojego miejsca na ziemi, miłości do rodziny. Te wartości są ponadczasowe i uniwersalne. To tylko jeden z plusów tej powieści, bo do jej zalet należy zaliczyć także nietuzinkowych bohaterów, wśród których prym wiodą kobiety - uparte, zdecydowane, walczące o swoje, ale też i ulegające porywom serca, kochliwe jak choćby Matylda, nieodrodna prawnuczka Kornelii. Potrafią jednak odnaleźć się w świecie i zrealizować swój plan na życie. W książce nie brak też barwnej galerii różnych postaci i tych negatywnych, cynicznych, bezwzględnych, i tych pozytywnych kulturalnych, dobrze wychowanych. Wszyscy ci bohaterowie świetnie wpisują się w klimat opowiadanej historii. Historii napisanej w dodatku piękną, staranną polszczyzną, w której przeszłość subtelnie łączy się z teraźniejszością, tworząc ciekawą i wartościową powieść. Polecam gorąco!

sobota, 23 kwietnia 2022

"Jack Reacher. Lepiej już umrzeć" - Lee Child

13:17:00 0 Comments

 

„Ci, którzy wejdą mu w drogę, wcześniej czy później będą musieli się przekonać, że… lepiej już umrzeć.
Bo Reacher jest genetycznie zaprogramowany do tego, by zwyciężać. i jeśli nie da się inaczej, sięga po środki ostateczne.” Zdanie zapowiadające książkę już daje nam przedsmak wartkiej akcji.



           Autor:  Lee Child

  Tytuł" Jack Reacher. Lepiej już umrzeć

       Wydawnictwo: Albatros

             Ilość stron: 384

                Ocena: 6/10

 

Mała mieścina pomiędzy Meksykiem i Kalifornią, to właśnie tutaj wiedziony przeczuciem, a raczej jak zawsze „czystym zbiegiem okoliczności” trafia Jack Reacher. A tam gdzie pojawia się Reacher tam na pewno będą kłopoty, chociaż „kłopoty” to bardzo delikatne określenie ścielących się wokół tropów. Jack jak zwykle włóczy się bez celu po miasteczku, żar leje się z nieba, a pod jedynym drzewem w okolicy nadaremno szukać cienia…właśnie tam stoi rozbity jeep z ranną kobietą za kierownicą. Reacher nie zastanawia się ani chwili, biegnie aby wyciągnąć kobietę. Jakże wielkie jest jego zaskoczenie, kiedy w jej dłoniach widzi wycelowany w niego pistolet. Po wymianie zdań okazuje się, że Michaela Fenton, bo tak nazywa się kobieta, zastawiła pułapkę, ale nie na Jacka. Jej celem byli ludzie zamieszani w zniknięcie jej brata i to właśnie sprowadziło ją do tej zapomnianej miejscowości. Sprawa wydaje się skomplikowana i niebezpieczna, dlatego też Reacher bez zastanowienia oferuje swoją pomoc nowo poznanej dziewczynie. Nie wie jeszcze, w jak duże niebezpieczeństwo się pakuje i jak to jest skończyć w kostnicy w charakterze trupa…

 

 

„Lepiej już umrzeć” to dwudziesta szósta (!) część cyklu o Jack’u Reacherze, cykl i lata „lecą”, a główny bohater wciąż nie do zdarcia. Wciąż zabójczo męski i oczywiście niebezpieczny. Z determinacją walczy ze złem i wymierza sprawiedliwość, czasem w absurdalny sposób. Współczesny rycerz na białym koniu, który niczym starożytny heros, staje w obronie biednych i uciśnionych. Motyw bezinteresownego bohatera jest trochę naciągany, podobnie jak wszystkie historie z udziałem Reachera, ale podchodząc do tego jak do sensacyjnego serialu można czerpać z książki miłą rozrywkę.

 Autor pisze prostym, przystępnym językiem, dzięki czemu książkę czyta się szybko, mało skomplikowana fabuła tym bardziej temu sprzyja. Typowo sensacyjna historia ze strzelaninami w tle, dla mnie zbyt płaska, bez zaskakujących zwrotów akcji. Podobnie rzecz ma się z postaciami, mało wyraziste, bez polotu. Główny bohater jak zwykle znajduje się w centrum wydarzeń, w wielu przypadkach wydarzenia te są wręcz oderwane od rzeczywistości, a brak realizmu słabo wpływa na odbiór czytanej historii.

 

Osobiście nie do końca jestem fanką książek w stylu „zabili go i uciekł”, a właśnie do tego gatunku przypisałabym powieści o Jacku Reacher’e, niewątpliwie powieści mają swój klimat i specyficzny charakter. Seria ma ogromne rzesze wiernych fanów, śledzących z wypiekami na twarzy losy głównego bohatera i świetnie, że jest ona rozrywką dla czytelników. Niemniej jednak ja do tej grupy się nie zaliczam.

 

piątek, 22 kwietnia 2022

„Oberża na pustkowiu" Daphne du Maurier

17:27:00 0 Comments

 Co kryje mroczna oberża Jamajka? Jak ciężkie życie będzie dalej musiała wieść Mary? Jaka mroczna historia kryje się za tą piekną okładką? Autorka po raz kolejny daje czytelnikowi powieść pełną barwnych opisów przyrody i niespokojnego życia głównych bohaterów.


Nr. recenzji:
608

Tytuł: „Oberża na pustkowiu"

Autor: Daphne du Maurier

Tłumacz: Wacława Komarnicka

Liczba stron: 336

Data polskiego wydania: 13 kwietnia 2022

Wydawnictwo: Albatros

W moim odczuciu: 8/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska



Osamotniona Mary, dwudziestokilkuletnia kobieta, sprzedaje farmę i zabierać swoją jedną walizkę, ze swoim dobytkiem, postanawia przenieść się do jedynej bliskiej jej osoby. Siostra jej zmarłej matki, niegdyś radosna i pełna uroku kobieta, wyszła za mąż i podążając za swoim mężczyzną, osiedliła się w przydrożnym zajeździe. To tam zmierza Mary, oberża Jamajka, zarządzana przez jej wuja przez społeczność uważana jest za miejsce obskurne, niebezpieczne, do którego nie ma po co zachodzić, a do Jossa lepiej się nie zbliżać. Młoda kobieta wie, że ciotce nie żyje się dobrze, ma nadzieję uratować ja przed złem wiszącym w powietrzu, w dodatku wuj kryje swoje tajemnice jak najcenniejszego skarbu.

Droga, szlak, którym przejeżdżają dyliżanse, można by się spodziewać, że w gospodzie pełno jest zajadających się i pijących ludzi, a w pokoje zajmują ci, co chcą odpocząć. Oberża Jamajka jest osobliwym miejscem, które nie cieszy się dobrą sławą, a szczególnie jej właściciel. Akcja powieści jest stateczna, zdarzenia rozgrywają się w tytułowym miejscu i w jego okolicach. Mary przyjeżdża do ciotki, zapamiętując ją jako radosną kobietę, rzeczywistość ma się całkiem inaczej. Ciocia jest wychodzona, blada i przerażona. Mary od razu spostrzega, że jej mąż to okrutny mężczyzna. Czytelnik jest w stanie wyobrazić sobie to miejsce, jako ciemne, ponure, spowite mgłą, w którym wszystko jest zakurzone i tak też kreuje się historia, jako ta tajemnicza i nawet niebezpieczna.

Mary już na farmie poznała, co to jest ciężka praca, nie boi się brudzić sobie rąk. Zna swoją wartość i jej siła oraz pewność siebie pozwala jej być tam, gdzie jest. Nie da sobie w kaszę dmuchać, a bezpieczeństwo bliskiej jej ciotki jest dla niej najważniejsze. Bardzo ciekawska dziewczyna, która mimo strachu brnie dalej w niebezpieczeństwo, aby dowiedzieć się, co skrywa jej wuj. Z drugiej strony, wuj po alkoholu, który pije w dużych ilość, opowiada dziewczynie co nieco. Rozplątuje mu się wtedy język i jest w stanie coś nie coś wyjawić. Budził on we mnie strach, mężczyzna jest dziwny, unosi głos, z jednej strony jest skory do rozmowy, a z drugiej grozi, jak ktoś się wtrąci w jego sprawy. Autorka kreuje ciekawe postacie, główna bohaterka z krwi i kości.

W pewnym momencie akcja zwalnia i daje się to wyczuć, fabuła staje się nużąca, ale jest to fragment, który warto przetrwać, początek, koniec, a nawet środek jest angażujący, tylko ta chwila, która może się dłużyć, ale warto ją przeczytać. Można wyczuć, że jest to powieść, która została wydana po raz pierwszy prawie wiek temu. Bogate opisy przyrody, w początkowym rozdziale wprowadzenie główniej bohaterki, opisanie jej losów i wątek romantyczny, który jest szybki, jakby bohaterowie dostali strzałę z łuku Kupidyna, albo eliksir miłosny. Wątek przyśpieszony, mało realny, ale rozumiem, że w konwencji powieści z tego okresu, mógł się sprawdzać. "Oberża na pustkowiu" są piękną, a zarazem mroczną literaturą, która spodoba sięf anom gatunku. Silna młoda kobieta, która potrafi postawić się mężczyźnie, wątek kryminalny i sensacyjny, groza wisząca w powietrzu o klimat, jakim jest owiana Jamajka. Osoby nieczytające literatury pięknej, które wolą współczesne książki i historie, mogą się w tej rzeczywistości nie odnaleźć.

czwartek, 21 kwietnia 2022

"Ogniste serca" – Agnieszka Lingas-Łoniewska

09:44:00 0 Comments
Niektórym wydaje się, że człowiek jest w stanie kontrolować swoje uczucia do drugiej osoby. Nie bez powodu jednak powstało powiedzenie "Serce nie sługa", które jasno utwierdza w przekonaniu, że nie jest stworzone po to, by nam służyć. Nie ma się wpływu na to, kogo się pokocha. Nie można też tych uczuć zwyczajnie wyłączyć bądź sprawić by całkowicie ustały. Ile byśmy daliby gdy sytuacja tego wymaga, zacząć nienawidzić osoby, która skradła nasze serce.. Agnieszka Lingas-Łoniewska doskonale ów motyw ukazuje w swojej najnowszej powieści pt. "Ogniste serca".




Nr recenzji: 606
Tytuł: "Ogniste serca"
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Data polskiego wydania: 11 kwietnia, 2022
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 310
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 6/10






Kiedy osiemnastoletnia Anna po wielu latach wraca do rodzinnego miasteczka w Teksasie, czuje się zagubiona i wyalienowana. Jako córka burmistrza traktowana jest przez rówieśników z dystansem i nieufnością, a jej rodzice, wiecznie zajęci karierą i przestrzeganiem konwenansów, nie mają dla niej zbyt wiele czasu. Wszystko się zmienia, kiedy pewnego wieczora na jej drodze staje Jax, przystojny harleyowiec, który pod maską niepokornego twardziela skrywa narastające poczucie osamotnienia. Ich pierwszy pocałunek stanie się preludium do wielu zmysłowych nocy wypełnionych namiętnością, jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyli, a uczucie, które błyskawicznie zacznie przybierać na sile, wkrótce pochłonie ich bez reszty. Nieustannie spragnieni swoich ciał i nowych doznań, nie zauważają, że dookoła nich przybywa ludzi, dla których ten związek staje się solą w oku.. Czy młodym kochankom wystarczy odwagi, by złamać zasady i podążać za swoimi marzeniami?

Szczerze powiedziawszy, nie nastawiałam się na coś wielkiego. Śliczna okładka przyciągnęła mój wzrok, a sam opis zachęcił na tyle bym zamówiła tę pozycję. Od razu skojarzyło mi się to jedną z wattpadowych historii, które miały swoje apogeum kilka lat temu. Cóż, tak czy inaczej, nie żałuję swojego wyboru. Fabuła wydaje się dość prostolijna i przewidywalna, lecz jest mnóstwo zwrotów akcji, które powodują, że podczas powieści nie da się zwyczajnie nudzić. Urzekło mnie wplecenie w historię serii "Ani z Zielonego Wzgórza". Mam duży sentyment do tej serii, przez co autorka od razu zyskała moją sympatię. Ponadto przez to, że Ann jest córką burmistrza, a Jax harleyowcem, Lingas-Łoniewska z sukcesem ukazuje zderzenie ze sobą dwóch odmiennych światów.

Momentami jednak miałam wrażenie, że powieść znacznie odbiega od schematu, którym kieruje się autorka na początku. Narracja została dziwnie przedstawiona i musiałam wielokrotnie wracać do tekstu, by zorientować się, kto wypowiada dany dialog. Przez to, że nie ma podziału na role (a perspektywę przedstawiają dwaj główni bohaterowie) jest dużo niepotrzebnego chaosu i dezorientacji. Postacie spod pióra autorki okazały się infantylne, zwłaszcza męskie charaktery. Niby harleyowce, ale nie do końca.. (typowo spod kobiecego pióra). Relacja pomiędzy Jaxem a Anną jest pełna sprzeczności. W pierwszych rozdziałach się nienawidzili i dogryzali sobie w każdy możliwy sposób. Potem straciło to swój urok i stało się zbyt przesłodzone, co ujęło powieści na realizmie. Zwroty "moja mała Anna" i "mój duży Jax" powodowały, że skręcałam się wewnętrznie, ale brnęłam w to dalej, by zobaczyć czy historia wróci na swój dawny bieg.

Pomijając żenujące, prześmiewcze i zdecydowanie zbyt "urocze" dialogi oraz samych słabo wykreowanych bohaterów, wartości przekazane przez autorkę chyba najbardziej ratują ocenę powyższej pozycji. Agnieszka Lingas-Łoniewska stawia Jaxa i Annę w niezwykle trudnej sytuacji – muszą spojrzeć na swoją relację przez pryzmat dalszego rozwoju i studiów. Czy jesteśmy w stanie dla drugiej osoby zmienić to, co zawsze chcieliśmy zrobić? I czy przede wszystkim jest to zdrowe? Autorka skłania nas do głębokiej refleksji, na temat tego, co jest ważniejsze: początkująca miłość czy samorozwój? Cóż, jak historia tej burzliwej pary się potoczy, musicie przekonać się sami! (inaczej odbiorę wam radość z przeczytania książki).
Przez ingerencję ojca Anny, autorka również zaskarbiła sobie moją sympatię. Spodobało mi się, że przedstawiła rolę apodyktycznego rodzica w życiu dziecka i działanie wbrew jego woli tak by było posłuszne.

Podsumowując, powieść nie była tragiczna, lecz ma parę niedociągnięć. Przede wszystkim leżą bohaterowie i ich żenujące, dziecinne dialogi. Relacja głównych bohaterów mogła zostać lepiej przedstawiona. Mam wrażenie, że gdyby autorka rozciągnęła historię na więcej stron i dokładniej obmyślała jej plan, ocena byłaby zdecydowanie wyższa. Mimo to mam raczej dobre wspomnienia związane z tą pozycją. Burzliwa historia, która uczy, że na miłość warto poczekać. Według "Ognistych serc" ta prawdziwa nigdy nie zgaśnie, nieważne jak bardzo chcielibyśmy, by płomień został ugaszony.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce życzę dalszych sukcesów, natomiast czytelników, tak jak zawsze, proszę o krótki komentarz poniżej :) 

środa, 20 kwietnia 2022

Chata na siwym groniu.

14:34:00 0 Comments

Tytuł: Chata na Siwym Groniu


Autor: Maryla Bastak 


Wydawnictwo: Novae Res


Data wydania : 8 marca 2022


liczba stron: 274


moja ocena: 7/10




Po "Chatę na Siwym Groniu" sięgnęłam z ciekawością z dwóch powodów. Po pierwsze - przez okładkę i imię autorki, a zarazem głównej bohaterki- nie mogłam oprzeć się dość dla mnie oczywistemu skojarzeniu z "Marylą z Zielonego Wzgórza". Po drugie - miałam wrażenie, że będzie to kolejna z serii bohaterek i opowieści w stylu "Judyty" Katarzyny Grocholi, Wiecie o co chodzi, rzucanie wszystkiego i budowanie domu na drugim końcu polski, w jakimś zapomnianym jej zakątku. W sumie nie pomyliłam się dużo, z tą różnicą, że "Chata na Siwym Groniu" ma charakter zdecydowanie bardziej osobisty.


"Chata na siwym Groniu" to powieść, w której autorka, która jest zarazem główną bohaterką opisuje z perspektywy lat swoje barwne życie w górach, przytacza historie i anegdotki, które sprawiają, że całość nabiera bardziej realnego wymiaru. Rozdziały są krótkie i pozbawione są zbędnej "gadaniny" dzięki czemu powieść czyta się bardzo szybko. W orientacji w czasoprzestrzeni pomaga umieszone na początku każdej części rozdziały, i tutaj niestety pojawia się pewien minus - o ile rozumiem, że "Chata..." jest utrzymana w klimacie i charakterze wspomnień, o tyle skakanie pomiędzy różnymi, często bardzo od siebie odległymi latami może wprowadzać pewne zagubienie i zamieszanie u czytelnika. Dopiero kilkadziesiąt ostatnich stron utrzymane jest chronologicznie i zdecydowanie ułatwia to odbiór. Postacie są - mówiąc krótko - ludzkie - nie różnią się niczym od każdego z nas. Maryla opisuje swoje życie - zaczynając od studiów, poprzez prace jako artystka - plastyk, przechodząc do powodów dla których ostatecznie zajęła się edukacją i pracą w szkolnictwie. Z dumą mówi o swoim domu, chociaż nie szczędzi też opisów sytuacji, które nie były przyjemne (jak choćby choroba jej syna). W ostatecznym rozrachunku powieść jest jednak bardzo "sielska", pozwala oderwać się od codzienności (niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie chciał porzucić wszystkiego i jechać w góry po nowe życie). Podoba mi się w jaki sposób opisane zostały pochodzenia wielu słów i pojęć, jak choćby "urszulki" pieczone na ognisku (i tu od razu uspokajam, że nikt nie dopuszczał się aktów kanibalizm), gra w O kurde! wiejskie życie czy grzeczniejsze określenie pewnej części ciała - podplecze. 


Małym minusem jest może to, że momentami powieść wydaje się nieco zbyt bajkowa. Mamy może i złodziei, ale jednak okazują się oni nieszkodliwi, bo "lubią Marylę", dzikie zwierzęta, które jednak nie czynią żadnej szkody. Mamy wydarzenia losowe, ale ostatecznie mało jest mowy o tym, co codzienne i przyziemne. Dodatkowo - mam wrażenie, że pewne tematy zostały niejako pominięte - być może wynika to z faktu, że mają one charakter osobisty i autorka - bohaterka nie chciała się nimi dzielić, ale jednak ciekawi mnie dlaczego Maryla została sama z synem - Krzysiem i dlaczego tak bardzo pragnęła oderwać się od codzienności poprzez zmianę otoczenia na górskie. 


"Chata na Siwym Groniu" to powieść nostalgiczna, pasująca charakterem do jesiennych wieczorów, czy deszczowych dni (a w momencie kiedy piszę tę recenzję za oknem mam szaro-burą wiosenną aurę). Z pewnością inaczej będą odbierać ją młodzi ludzie, przed którymi całe życie i którym pokaże, że życie może być piękne i możemy przeżyć je po swojemu, a inaczej - starsze pokolenie, które dzięki opowieści autorki w inny sposób spojrzy na minione lata i nie raz, nie dwa - zaśmieje się lub zaduma nad swoimi wspomnieniami. 


poniedziałek, 18 kwietnia 2022

"Podpalaczka" Zoraida Córdova

12:02:00 0 Comments

 Wojna pomiędzy rebeliantami a ówczesną władzą. Magia i zdolności manipulowania ludźmi, kontra bezwzględna broń "wyleczająca" z magii. Silna młoda kobieta, sprytna i odważna, która swoim podstępem chce uratować swoich ludzi. Jeśli są to aspekty, które was intrygują, warto zaznajomić się z "Podpalaczką".


Nr. recenzji: 599

Tytuł: „Podpalaczka"

Autor: Zoraida Córdova

Tłumacz: Agnieszka Fulińska

Liczba stron: 432

Data polskiego wydania: 6 kwietnia 2022

Wydawnictwo: IUVI

W moim odczuciu: 7/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska




Renata Convida ma niezwykle rzadki dar. Jako dziecko została porwana przez ludzi króla i tam spędziła kilka dobrych lat, przetrzymywane, ale dobrze traktowana, lecz wykorzystywana do podstępnych celów. Dziewczyna wykrada ludziom wspomnienia, wykradnięcie zbyt wielu wspomnień powoduje, że osoba staje się Pustą, co bliskie jest śmierci. Zginęło przez to wielu ludzi, Renata z pomocą Szeptów zostaje uwolniona i brata się z grupą rebeliantów. Nastolatka jest jedną z Moriów, a teraz wróci do pałacu z tajną misją, by pomścić jedną ze śmierci ludzi Szeptów, wojna już się rozpoczyna.

Motywy przedstawione w książce są mi już znane, kilka lat temu zaczytywałam się w takich książkach i mimo że zarys fabuły nie jest najoryginalniejszy, to był to mój comfort read. Powieść, którą czytając, czułam się komfortowo, przeżywałam akcje i przygody bohaterów. Królestwo i rebelia i zacięte niezrozumienie pomiędzy nimi to aspekt, który lubię i jego powtarzalność w różnych książkach nie przeszkadza mi. "Podpalaczka" nastawiona jest na akcje, przez wzmożone działania, powieść się chłonie i lada moment się ją kończy, a wtedy dochodzi do czytelnika to, że chce poznać dalszą część, bo wiele wątków się wyjaśniło, ale w międzyczasie, zostało tyle otwartych drzwi, że chce się do nich zajrzeć w celu odkrycia nieznanego, a zarazem intrygującego.

Autorka kreuje świat, w którym występuje magia, nieraz może być trudniej zrozumiałe dla czytelnika to, jak dany świat działa, skąd się dzieje magia i jak się jej używa. Już nieraz trafiłam na lekturę, która była w porządku, ale zarazem coś w niej nie grało. Podczas czytania "Podpalczaki" czułam się swobodnie, autorka w przystępny sposób opisuje otaczającą nas rzeczywistość, a wykreowany postacie stały się rzeczywiste. Renata jest bohaterką, którą lubię, wie, że popełniła sporo błędów, nie jest pyszna, ale zna swoją wartość. Jest świadoma swojej wagi i umiejętności, które posiada, czasem zbyt kieruje się emocjami i chce robić wszystko w pojedynkę. Postacie drugoplanowe, czy to w gronie Szeptów, czy w królestwie, mają swoje tajemnice, a ich intencje nie zawsze są takie, jak może się wydawać.

Reasumując, "Podpalaczka" to był mój powrót do książek, w których się zaczytywałam, wchodząc i będąc w nastoletnim wieku. Jest to dobra książka dla młodzieży, na chwilę wolnego, kiedy to nie wiadomo co czytać. Dzięki niej można się na chwilę oderwać od rzeczywistości do świata, w którym magia i ludzie się nią posługujący są zagrożeni, a główna bohaterka jest silna i pełna werwy, aby zmierzyć się z tym, co złe.