Insta


środa, 31 stycznia 2024

"Morderstwo w świątecznym ekspresie" – Alexandra Benedict

10:00:00 0 Comments
"Roz pomyślała o wielu osobach, które przychodziły do komisariatu, by zgłosić, że zostały zgwałcone albo napadnięte seksualnie. O tym, jak przebywała z nimi w szpitalu. Jak wysłuchiwała ich relacji i trzymała je za ręce, jeśli to pomagało, a nie dotykała ich, jeżeli tego nie chciały. Mężczyźni. Kobiety. Osoby niebinarne, transpłciowe i cispłciowe. Geje, lesbijki, osoby heteroseksualne, biseksualne, panseksualne, aseksualne. Atakowane przez swoich partnerów, krewnych czy bliskich przyjaciół, znajomych lub obcych ludzi. Tak wiele historii o rozdartych ciałach i duszach? Ile z nich doczekało się tego, że gwałciciel trafił do więzienia?"





Tytuł: Morderstwo w świątecznym ekspresie

Autor: Alexandra Benedict

Data wydania: 11 października, 2023

Wydawnictwo: Wydawnictwo kobiece

Liczba stron: 400

Moja ocena: 7/10

Autor recenzji: Julianna Kucner








Na stacji kolejowej w Londynie spotykają się pasażerowie pociągu sypialnego jadącego do Fort William w zachodniej Szkocji. Na jego pokład wsiadają: była detektyw śledcza Roz, celebrytka Meg i jej zazdrosny narzeczony Greg, rodzina Bridgesów, emerytowana profesor podróżująca z synem i kotem o wdzięcznym imieniu Mousetache oraz czworo młodych ludzi pragnących wziąć udział w teleturnieju, w którym główną nagrodą jest stypendium na studia. Nie wszyscy jednak dotrą do celu…
Kiedy pociąg wykoleja się na pustkowiu, w jednym z przedziałów dochodzi o morderstwa. Kto mógł dopuścić się takiej zbrodni? I jak to zrobił, skoro przedział pozostał zamknięty od środka? Pewne jest tylko to, że zabójcą musi być ktoś z pasażerów.
Roz, korzystając ze swojego doświadczenia policyjnego, podejmuje się rozwiązania zagadki. Przeczesuje kolejne przedziały świątecznego ekspresu i odkrywa mroczne tajemnice skrywane przez podróżnych.


Gdy tylko zobaczyłam tę książkę, poczułam do niej natychmiastową sympatię, ponieważ tytuł skojarzył mi się z popularną powieścią Agathy Christie "Morderstwo w Orient Expressie". Miałam pewne obawy co do fabuły pod tym względem, ale na szczęście okazało się, że powyższa pozycja nie jest marną kopią historii najbardziej znanej na świecie pisarki kryminałów. Chwała Bogu!

Główna bohaterka, Roz, to postać, która automatycznie wzbudza sympatię. Uwielbiam thrillery pisane z perspektywy kobiety, zwłaszcza jeśli ma powiązanie z policją, jej portret psychologiczny jest dobrze wykreowany, a ona sama stanowi uosobienie niezależności. Dlatego właśnie "Morderstwo w świątecznym ekspresie" tak bardzo przypadło mi do gustu!
Roz to kobieta po przejściach i traumatycznym przeżyciu, która nie potrafi wybaczyć sobie błędów, które popełniła jako matka. Brnąc przez powyższą pozycję, miałam wrażenie jakby emocjonująca akcja, rozwijała się wraz z główną bohaterką. Ciekawie było zagłębić się w jej przemyśleniach, zwłaszcza tych odnośnie macierzyństwa i molestowania seksualnego. Autorka z niezwykłą precyzją przedstawiła te wątki, wzbudzając w czytelniku rozmaite emocje.

Inni bohaterowie również zostali przedstawieni w profesjonalny oraz ciekawy sposób. Szczególnie zaintrygował mnie wątek Meg, popularnej influencerki i jej toksycznej relacji z Grantem, który niezwykle mnie irytował swoim prostackim zachowaniem. Nie da się ukryć, że tytułowy świąteczny ekspres pełen był nieszablonowych postaci, a każda z nich miała swoją własną historię, przez co powieść była jeszcze ciekawsza oraz bogatsza w odbiorze.
Wrażenia z poznawanej historii potęgowały lekki styl pisania Alexandry Benedict, oryginalna fabuła oraz wartka akcja. Niektóre momenty były odrobinę przeciąganie, ale zapewne był to celowy zabieg autorki, by utrzymać czytelnika w napięciu. Zakończenie mnie nie rozczarowało, choć spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Miałam wrażenie, że cała sprawa, zamiast się wyjaśnić, to jeszcze bardziej się skomplikowała, aczkolwiek nie uznałabym tego za decydującą wadę.

Podsumowując, jeśli szukacie czegoś lekkiego, wciągającego, a zarazem pouczającego z nutą thrilleru, odpowiednio trafiliście. "Morderstwo w świątecznym ekspresie" to niewymagająca lektura, przy której z pewnością da się odetchnąć. Mimo że nie zapadła mi szczególnie w pamięci, dobrze się przy niej bawiłam i miło ją wspominam.

Księgarni Tania Książka dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników zachęcam do podzielenia się swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej :)

"Morderstwo w świątecznym ekspresie" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni…

wtorek, 30 stycznia 2024

Zza Kulis Książkowych Światów: Rozmowa z Weroniką Schmidt

09:30:00 0 Comments



 

Witajcie w literackim zakątku, gdzie słowa stają się mostem pomiędzy rzeczywistością a wyobraźnią. Dziś mamy zaszczyt gościć niezwykłą autorkę książek, których strony ukrywają nie tylko fabułę, ale także kawałek jej własnej duszy. Zapraszamy Was do przyłączenia się do rozmowy z Weroniką Schmidt, którą odznacza nie tylko talent pisarski, ale również głębokie zrozumienie ludzkiego doświadczenia.


W trakcie naszej rozmowy zgłębimy tajniki stworzonego przez nią literackiego świata, dowiemy się, co kryje się za bohaterami i jakie przesłanie chce przekazać swoim czytelnikom. To spotkanie to nie tylko okazja do odkrycia kulisy najnowszego dzieła, ale także szansa na zrozumienie, co napędza jej niekończącą się pasję do pisania. Przygotujcie się na inspirującą podróż w świat literackich marzeń!



Wiktoria Sroka: Jakie uczucia chciałabyś, aby czytelnik miał po zakończeniu trylogii Moon? Czy masz określony cel, jaki chciałabyś osiągnąć, dzieląc się tą historią?


Weronika Schmidt: Trylogia Moon, to przede wszystkim książki o uczuciach i emocjach. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że są nudne, bo niewiele się tam dzieje, ale taki właśnie był mój zamysł. Celowo skupiłam się bardziej na opisach odczuć bohaterów niżeli na akcji. Chciałam pokazać, jak ważna w budowaniu relacji jest rozmowa i szczerość. Nie popieram toksycznych związków pełnych wzajemnego oszukiwania się, kłamstw i braku szacunku do drugiej osoby. W drugim tomie również chciałam przekazać czytelnikom, jak ważne jest stawianie siebie i swoich uczuć na pierwszym miejscu, bo kiedy człowiek kocha przede wszystkim samego siebie, może obdarzyć tak samo piękną miłością drugą osobę. 


Historia Maddy i Noah od samego początku prezentuje wyjątkową chemię między bohaterami. Nie skupia się wyłącznie na pozytywnych aspektach miłości, ale również tych negatywnych, a jednak dalej chemia między nimi jest wręcz namacalna. Stąd moje pytanie, w jaki sposób tworzysz chemię między bohaterami w swoich książkach? Czy opierasz się na własnych doświadczeniach, czy inspirujesz się jakimiś konkretnymi wzorcami np. z literatury?


To jest bardzo dobre pytanie ☺ Często czytelnicy zadają mi je prywatnie i za każdym razem moja odpowiedź jest taka sama: To przychodzi naturalnie. Po prostu siadam pisać, a chemia i napięcie pomiędzy moimi bohaterami rodzi się sama z siebie. Nie opieram tego na własnych doświadczeniach ani wzorcach. 


Czy muzyka odegrała rolę w procesie tworzenia dylogii Soften? 


Tak, odegrała dużą rolę. Podczas tworzenia tej dylogii zawsze musiałam mieć włączoną w tle playlistę. Być może dlatego, że bez niej ciężko było mi wyobrazić sobie sceny tańca i tym samym opisać je jak najbardziej realnie. 


Historia Willow i Victora jest bardzo wyjątkowa w odbiorze, a wszystko to przez powstałe napięcie między nimi, które szuka ujścia w czasie tańca, to wtedy przekazują mową ciała, co czują, odkrywają swoje słabości i lęki. W związku z tym moje pytanie dotyczy tego, co skłoniło Cię by taniec, stał się fundamentem historii, będącym zarazem dalej tak ważnym jej elementem?


Przyznam szczerze, że to, iż motyw tańca stał się głównym wątkiem w tej historii wyszło dosyć przypadkowo. Po trylogii Moon chciałam napisać książkę z motywem od wrogów do kochanków. Całkiem inną niż historia Madison i Noah. Powiedziałam o tym swoim przyjaciółkom i od słowa do słowa jedna z nich rzuciła, że przeczytałaby coś ze sportem w tle, najlepiej tańcem. I tak to po prostu wyszło. 


Twoje książki poruszają wiele ważnych tematów, będących zarazem w społeczeństwie tematami tabu lub traktowanymi bardzo powierzchownie, jako wymysł młodzieży, a nie realny problem rodzący się we współczesności. Dlatego na myśl nasuwa mi się pytanie, czy historią Maddy i Noah oraz Willow i Victora, chcesz przekazać konkretne przesłanie? 


Tutaj moja odpowiedź, będzie podobna do tej przy pierwszym pytaniu. W Moon chciałam przekazać, jak ważna jest miłość i akceptacja samego siebie. Szczerość oraz rozmowa. W dylogii Soften przesłaniem była natomiast walka o swoje marzenia i dążenie do celu wbrew temu, co myślą i czego chcą inni. 


Czy jakieś nie-literackie źródła jak filmy, podróże, sztuka, ale też historie, wydarzenia lub osobiste doświadczenia stanowiły inspirację dla Twoich książki?


Tak, ja czerpię inspirację przede wszystkim z podróży. Jestem osobą, która uwielbia odkrywać nowe miejsca. Teraz może trochę mniej, bo mam dużo pracy nad nowymi historiami, ale kiedy tylko znajduję wolny termin to z chęcią latam lub jeżdżę w różne zakątki. Inspirują mnie piękne widoki, poznani ludzie i nowa kultura. Przykładowo natchnienie do napisania trylogii zaskoczyło mnie podczas pobytu w Szwajcarii i zabawne jest to, że akcję mimo wszystko osadziłam w Nowym Jorku. Była to też chyba jedyna książka z często spotykanym w młodzieżówkach miejscem, bo każda moja kolejna historia ma już nietypowe lokalizacje. W dylogii jest to Londyn, do którego wybieram się w najbliższym czasie. W „Whiskey in a teacup” jest to Edynburg, który miałam przyjemność odwiedzić pod koniec zeszłego roku, a we „Wszystkich odcieniach różu” postawiłam na Bergen w Norwegii, które również pragnę zobaczyć. Wydaje mi się, że podróże śladami stworzonych przeze mnie postaci, będą z czasem moim znakiem rozpoznawczym ☺ 


Jakie jest Twoje zdanie na temat odpowiedzialności autora wobec czytelników? Czy masz na uwadze potencjalny wpływ swoich książki na czytelników?


Oczywiście, że mam to na uwadze. Uważam, że w obecnych czasach my autorzy mamy ogromny wpływ na swoich czytelników. Szczególnie, jeśli czytają nas bardzo młode osoby. Jest to dla nas spore wyzwanie i odpowiedzialność przez co musimy bardzo uważać na to jak i w jaki sposób chcemy przekazać konkretne wartości. Cieszę się również z tego, że wprowadzono ostrzeżenia o ciężkich tematach występujących w tekście oraz ograniczenia wiekowe na książkach, przez co rodzice i sami czytelnicy mogą spodziewać się, co czeka ich w danej lekturze. Wiadomo, że nie każdy się do tego stosuje, ale ja jako autorka mam z tyłu głowy świadomość, że dopilnowałam razem z wydawnictwem każdego szczegółu. 


Jakie jest Twoje podejście do roli czytelnika jako współtwórcy historii? Czy masz nadzieję, że czytelnicy odnajdą własne interpretacje i elementy w książce?


Sama jako czytelnik szukam w książkach ukrytych przekazów oraz elementów, które mogę zinterpretować na swój własny sposób. W swoich historiach również przemycam takie rzeczy i potem czytając recenzję cieszę się, jeśli je ktoś znajdzie i o nich wspomni. 


Czy masz ulubione fragmenty w swoich książkach? Jeśli tak, dlaczego akurat te?


Wszystkie fragmenty, w których główni bohaterowie zdają sobie sprawę z drzemiących w nich uczuć. Kiedy pozwalają im wyjść na zewnątrz i odczuwają ulgę. A dlaczego? Chyba za każdym razem czuję, że oczyszczam się z ciążących emocji wspólnie z nimi. 


Będąc przed wydaniem swojego debiutu, jaką radę lub rady chciałabyś usłyszeć?


Mniej pośpiechu i nakładania na siebie presji, a więcej spokoju i skupienia. Bardzo tego wtedy potrzebowałam. 


W obu seriach Twojego autorstwa mamy do czynienia ze skomplikowanymi postaciami, które wielokrotnie działały nieprzewidywalnie dla czytelnika, jednak czy pierwotny plan fabuły uległ zmianie w trakcie pisania? Czy w trakcie zdarzyło Ci się, że postacie wzięły sprawy w swoje ręce i prowadziły historię, w inny sposób niż planowałaś?


Często zdarza mi się zmienić plan wydarzeń w trakcie pisania danej książki. Wynika to chyba z tego, że wraz z biegiem historii dochodzą/odchodzą różne wątki, do których muszę później dostosować całą resztę i skleić je w spójną całość. 


W przypadku obu twoich serii, zachwycam się kreacją bohaterów, tym jak dobrze wykreowane są postacie nie tylko pierwszoplanowe, ale również i te będące tłem, a, jako że zawsze zwracam na to sporą uwagę, nie mogłabym nie zapytać o to, jak dbasz o zrównoważony rozwój postaci w trakcie historii? Czy masz świadomy plan dla każdej postaci, aby zachować spójność ich ewolucji? Jak kreujesz postacie negatywne? Czy szukasz w nich ludzkich cech, czy raczej skupiasz się na ich roli w fabule?


Zanim rozpoczynam pisanie, zawsze rozpisuję sobie plan na daną historię. Tworzę postaci, fabułę i czasem nawet pokrótce opisuję scenki, które chce w niej zawrzeć. Co do bohaterów drugoplanowych, to ich również staram się „rozpisać” ale tak naprawdę nadaję im charakter dopiero już w trakcie. Powtórzę się, ale z nimi jest tak samo, jak z chemią i napięciem. Wychodzą mi samoistnie. Niemniej jednak staram się nie traktować ich po macoszemu i jak coś, co jest tylko dodatkiem do całości. Każda z takich postaci wnosi coś do historii i urozmaica ją, a przynajmniej mam taką nadzieję. 


Jeśli natomiast chodzi o czarne charaktery, to staram się podejść do tego w ten sposób: Mają odegrać złą rolę, zamieszać pomiędzy bohaterami i coś zniszczyć, ale nie zapominam, że też są ludźmi i kierują nimi emocje. Tak, jak każdym z nas. 


Stworzenie dobrej i wartościowej historii, nie jest wcale takie łatwe, wiąże się to z gorszymi jak i lepszymi chwilami, a jednak Tobie się to udało, stąd pytanie, które może być ważne, dla osób zaczynających raczkować w tworzeniu własnych historii. Jakie wyzwania napotkałaś na swojej drodze twórczości i jak sobie z nimi poradziłaś?


Dla mnie ogromnym wyzwaniem było nienakładanie na siebie niepotrzebnej presji. Naprawdę był to dla mnie chyba największy problem, przez który potrafiłam siedzieć, płakać i rwać sobie włosy z głowy. Jestem osobą, która wymaga od siebie zdecydowanie zbyt wiele. Wszystko chciałabym zrobić jak najlepiej i żeby to było idealne. Początkowo też nie rozumiałam jeszcze, że przecież nie każdemu spodobają się moje książki i że to normalne, bo każdy ma inny gust. Pewnie dlatego negatywne recenzje brałam do siebie tak mocno, że nie zwracałam uwagi na masę innych. Tych pozytywnych. Unikałam spotkań autorskich i mało się udzielałam. Z czasem jednak zrozumiałam, że piszę przede wszystkim dla samej siebie. Kocham to robić i robię to najlepiej jak na dany moment potrafię. Jeśli jestem zadowolona z pracy, którą wykonałam, to jest to najważniejsze. Przez ostatnie dwa lata przeszłam ogromną przemianę, jeśli chodzi o myślenie i podejście do tych spraw. Dużo też daje mi wsparcie wydawcy oraz bliskich którzy uświadamiają mnie, że naprawdę wiele osiągnęłam i mogę osiągnąć jeszcze więcej, jeśli tylko się nie poddam i nie usunę w cień. Bardzo to doceniam. 


Na zakończenie, chciałabym zadać pytanie, na które wszyscy fani twojej twórczości czekają, mianowicie czy możesz nam zdradzić, jakie są Twoje cele i plany związane z dalszą karierą literacką? Czym zaskoczysz nas w tym roku?


W tym roku oprócz II tomu dylogii Soften możecie spodziewać się ode mnie jeszcze dwóch innych historii. Obie będą jednotomówkami.  W pierwszej połowie roku pojawi się romans z wątkiem malarstwa, którego wydanie zdradzę w lutym, a w drugiej połowie roku na papierze ukażą się Wszystkie odcienie różu. Historia zdecydowanie inna od moich poprzednich.  Jestem w trakcie jej pisania i wierzę, że uda mi się wykreować wszystko tak, jak sobie to zaplanowałam. Mam też nadzieję, że nie zjecie mnie za to, co tam zrobię, bo na pewno nikt nie spodziewa się po mnie takiego obrotu akcji ☺   Co do dalszych planów, to rok 2024 jest dla mnie rokiem wychodzenia ze strefy komfortu. Chciałabym spróbować stworzyć też coś z kategorii 18+ , bardziej dojrzałego i przeznaczonego dla grona moich dorosłych czytelniczek. Kto wie? Może wyjdzie mi to całkiem fajnie i w przyszłym roku będziecie mogli się o tym sami przekonać?



Dziękujemy Weronice Schmidt za niezapomnianą rozmowę, która rzuciła nowe światło na proces pisania oraz zachęca do odkrywania magicznego potencjału, który tkwi w literaturze. Czekamy z niecierpliwością na kolejne dzieła tej utalentowanej autorki, które z pewnością przeniosą nas w kolejne niezwykłe podróże.


poniedziałek, 29 stycznia 2024

"Doktor serce" - Nisha Sharma

13:30:00 0 Comments

Czasem trudno wypowiedzieć pewne słowa, kiedy tak bardzo się boisz, że coś stanie się osobie, na której ci zależy. A im dłużej ich nie mówisz, tym trudniej się na to zdecydować




Tytuł: Doktor serce


Autor: Nisha Sharma


Data wydania: 24.01.2024


Wydawnictwo: Kobiece


Liczba stron: 416


Moja ocena: 9/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka





Na miłość nie ma recepty…


Kareena Mann marzy o historii miłosnej rodem z bajki. Pragnie gorącego uczucia – jak to, które połączyło jej rodziców. Jednak zamiast przeglądać aplikacje randkowe, woli odnawiać swój zabytkowy samochód. Kiedy ojciec ogłasza, że sprzedaje rodzinny dom, Kareena zawiera z nim układ: jeśli zaręczy się w ciągu czterech miesięcy, dom trafi do niej. Jej szanse na znalezienie bratniej duszy spadają do zera, kiedy na antenie popularnego programu Doktor Dil wdaje się w kłótnię z gospodarzem programu – lekarzem Premem Vermą. Nagranie w ekspresowym tempie rozchodzi się w sieci, skutecznie odstraszając potencjalnych kandydatów. Doktor Prem Verma marzy o wybudowaniu własnej kliniki. Jednak po viralowej sprzeczce, która negatywnie wpłynęła na jego wizerunek, traci najważniejszego inwestora. Może jednak uda mu się wyjść cało z kłopotów, jeśli pokaże wszystkim, że wcale nie ma serca z kamienia. Postanawia więc za radą wścibskich, lecz sympatycznych ciotek przekonać Kareenę, żeby pomogli sobie nawzajem. Chociaż Prem i Kareena mają sprzeczne zdanie na temat miłości i aranżowanych związków, to przy kolejnych spotkaniach odkrywają, że łączy ich więcej, niż mogli przypuszczać. Będą jednak musieli odpowiedzieć na pytanie, czy w zaaranżowanym związku jest miejsce na romantyczną miłość, czy jest to układ biznesowy.



Miłość czasem szkodzi sercu, jednak jej brak bywa równie szkodliwy.



Nigdy nie była wielką fanką komedii romantycznych, niezależnie czy były one w formie filmu, czy serialu. Nigdy nie były dla mnie ciekawą formą, choć uwielbiam książki z wątkiem romantycznym. Mimo wszystko coś przekonało mnie, by sięgnąć po “Doktor serce”, który po okładce miał być niewinną komedią, jakie jednak było moje zdziwienie, gdy okazało się, że większa część tej komedii opiera się na dwuznacznych tekstach lub tych z podtekstem seksualnym. Mogło to się okazać porażką całej historii, a jednak sprawiło, że bawiłam się jeszcze lepiej…



Jak wspomniałam historia Karren jest przepełniona dwuznacznymi tekstami i o ile w każdej innej książce ten przepych, zniechęciłby mnie tak tutaj, idealnie pasowały one do bohaterów. Wielokrotnie śmiech przerodził się w okropną głupawkę, a najlepszymi z żartów okazał się Doktor Fiut, kuzyn Cipeusz i mały Charlie, chociaż po dłuższym zastanowieniu dalej najbardziej bawi “polowanie”... Mimo wszystko jest to książka, która właśnie przez ten aspekt, może nie spodobać się wszystkim, choć osobiście uważam, że nawet jeśli nie jest to Wasz klimat, warto dać jej szansę.



Jeśli chodzi o bohaterów, nie usłyszycie ode mnie złego słowa odnośnie ich kreacji, jest ona po prostu perfekcyjna do tego typu książki. Od samego początku, czytelnik ma wrażenie, jakby znał bohaterów od długiego czasu, nie czuje się obcy w ich życiu, dzięki czemu całość jest jeszcze przyjemniejsza w odbiorze. Co do samych bohaterów, wszystkich polubiłam oprócz jednej postaci mianowicie siostry głównej bohaterki - Bindu, wielokrotnie irytowała swoją postawą, zachowywała się protekcjonalnie. Co do Karreen jest postacią, którą spośród wszystkich zdecydowanie najbardziej polubiłam, w wielu kwestiach zgadzałam się z nią, mając takie samo podejście do niektórych tematów, przez co jej perspektywa wydała mi się jeszcze bardziej zrozumiała. I choć niektóre jej decyzje mogły wydawać się irracjonalne w jej przypadku, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z kolei Prem jest postacią, która mimo zachwytów innych, nie wywołała tego samego od początku we mnie, był po prostu okej, czasem mniej bądź bardziej irytujący, jednak dalej po prostu był. Z czasem jednak okazało się, że na serio ma w sobie coś, przez co ciężko nie zmienić o nim zdania i choć trochę go nie polubić, pokazuje inne podejście, drugą stronę medalu, ale również to, że czasem warto zaryzykować.

 


Warto również wspomnieć, że jeśli polubiliście ‘Never Have I Ever’ ale szukacie opcji z nieco starszymi i mniej infantylnymi postaciami, sprawdzi się ona idealnie. Ja sama już po paru stronach poczułam dokładnie ten sam vibe co przy serialu, jednak w znacznie lepszej wersji. Dodatkowo coś, co urzekło mnie jeszcze bardziej to ukazanie zwyczajów  panujących w kulturze hinduskiej, zwłaszcza tych dotyczących małżeństwa.




Jedyną rzeczą, której zupełnie nie przewidziała, było zakochanie się w mężczyźnie, który nigdy nie będzie w stanie odwzajemnić  jej uczuć.

 


Podsumowując, uważam “Doktor serce” autorstwa Nisha Sharma za książkę wartą uwagi, która zapewni wiele śmiechu i na pewno nie będziecie żałować czasu spędzonego przy jej lekturze. Prócz prostej, ale i dobrej fabuły prezentuje wspaniałą kreację postaci, a to wszystko napisane lekko i przyjemnie, dzięki czemu jeszcze ciężej oderwać się od lektury.



"Doktor serce" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni…


niedziela, 28 stycznia 2024

"Start a fire. Runda pierwsza" - P.S. Herytiera ‘pizgacz’

19:05:00 0 Comments

Pozostaje nam tylko wierzyć, że kiedyś wszystko będzie dobrze, a jeżeli nie to po prostu "to kiedyś" nie jest jeszcze odpowiednią porą. Od zawsze lubiłam podejmować decyzje. [...] Dla mnie w decydowaniu było coś oczyszczającego. Lubiłam dokonywać wyborów, bo wtedy dochodziło do mnie, że to ja miałam władzę nad swoim życiem. Nikt inny. Tylko ja.




Tytuł: Start a fire. Rudna pierwsza

Autor: P.S. Herytiera ‘pizgacz’


Data wydania: 12.01.2022


Wydawnictwo: Editio Red


Liczba stron: 608


Moja ocena: 7/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka





Wznieciliśmy ogień, nad którym nie byliśmy w stanie zapanować


Victoria Joseline Clark nigdy nie należała do szczególnie rozważnych dziewczyn, choć nie można jej było zarzucić braku inteligencji. Przez siedemnaście lat swojego życia uważała się za osobę przeciętną i taką również prowadziła egzystencję. Nauka w renomowanym liceum, wieczne kłótnie z irytującym bratem bliźniakiem, częste imprezy z przyjaciółmi, rodzinne kolacje w towarzystwie troskliwej matki i wiernego psa ― niczym się nie wyróżniała z tłumu innych dzieciaków z małego miasteczka Culver City w stanie Kalifornia, słynącego z turystów, kina i dobrego jedzenia. Jej rodzice mieli jeden cel: wychować swoje dzieci na porządnych obywateli. Victorii od małego wpajano żelazne zasady, których ślepo przestrzegała, przekonana, że uchronią ją przed problemami, o których opowiadała jej matka. Niestety, dziewczyny nie przygotowano na to, że jej największym utrapieniem może się okazać wysoki chłopak z martwym spojrzeniem i zimnym uśmiechem. Wystarczyło kilka źle dobranych słów i obecność w niewłaściwym miejscu o nieodpowiedniej porze, aby zapoczątkować walkę, na którą nie była gotowa. Wszystko wymknęło się spod kontroli, gdy ten czarnooki, zblazowany chłopak okazał się faworytem nielegalnych pojedynków bokserskich, których od lat nienawidzi jej matka ― prawa ręka burmistrza miasta i oddana przyjaciółka funkcjonariuszy policji. Victoria najchętniej cofnęłaby czas. Ilekroć spoglądała w czarne jak noc oczy, błagała w myślach, aby nigdy ich nie zobaczyć. On był problemem, którego nie potrafiła rozwiązać. Chaosem, który nadszedł. Mrokiem, do którego lgnęła. Ósmym grzechem głównym, który chciała popełnić. Błagała o rozgrzeszenie, które nie nadchodziło. Bo oboje byli zbyt wielkimi grzesznikami. Czy zdobędziesz się na odwagę, aby otworzyć oczy? Czy pozostawisz je zamknięte już na zawsze?



Dziś jesteśmy inni, niż wczoraj. Jutro będziemy inni, niż dziś. Ale i tak skończymy w piekle, bo piekło na nas czeka.



Historia, która swoją premierę miała dwa lata temu i od tego czasu w świecie book mediów budzi wiele kontrowersji, dodatkowo opinie na jej temat można podzielić na dwie grupy, pierwsze są te pozytywne, zachwalający jej każdy aspekt oraz te drugie, krytykujące ją za wszystko od a do z. I choć sama jakiś czas temu byłam w tej drugiej grupie, po ponownym zapoznaniu się z rudną pierwszą, śmiało mogę powiedzieć, że nie jest wcale taka zła, zwłaszcza gdy podchodzi się do niej jako do rozrywki, a nie książki mającej wartości, bo przecież gdyby to było jej celem, nie miałaby oznaczenia 18+. Choć całości można zarzucić wiele negatywnych aspektów, nie można zapomnieć o tych pozytywnych, na których postaram się skupić.


Jednym z pierwszych pozytywnych zaskoczeń dla osoby, która nie cierpi bezsensownych opisów, przydługich wstawek było właśnie to, iż żadna z tych rzeczy nie irytowała mnie. Nie ukrywam, długie opisy stanowią znaczną część historii, a jednak nie czułam się nimi przytłoczona, ani tym bardziej znudzona. Przez całą książkę pominęłam może 2-3 opisy, co przy takiej ilości, jest wręcz niezauważalne. Kolejną kwestią, która wzbudziła moje zdziwienie, a na którą mała część ilość osób zwraca uwagę, choć jest to warte wspomnienia, jest to kreacja bohaterów, która zaskakuje w pozytywnym sensie. Chcąc nie chcąc ciężko nie przyznać, iż jest ona dobra, o ile nie bardzo dobra zwłaszcza w pierwszych tomach bardzo ciężko wyklarować postacie, a jednak autorce udało się to, mimo tak licznego grona każdy z bohaterów od pierwszej strony ma swoją osobowość. Nie ma również co ukrywać, że główna bohaterka Victoria Clark w odbiorze nie jest najprzyjemniejszą postacią, kotłuje w sobie wiele emocji, tym samym robiąc niezrozumiałe i irracjonalne rzeczy. Wielokrotnie myślała jedno, mówiła drugie, robiła trzecie, ale jakimś cudem skutek był jeszcze inny. Określenie jej jako chaos jest w pełni adekwatne, choć w tym wszystkim zdarzyły się sytuacje, gdy pokazała inną wersję siebie, zdecydowanie ciekawszą, mam nadzieję, że w kolejnych częściach to właśnie z tej strony uda się ją bardziej poznać. Uwagę skupiłam tylko na głównej bohaterce, jednak nie mogę zapomnieć o innych, każda z postaci ma w sobie coś, za co ją polubiłam mniej bądź bardziej, jednak coś, co łączy ich to wspomniana wyżej kreacja na dobrym poziomie. Mimo wszystko nie wszystko jest cały czas kolorowe i po zachwytach przyszła pora na coś, co nie jest rozczarowanie, ale jednak z czym sięgając po nią, warto się liczyć. Chodzi mi o styl pisania autorki, jest on przyjemny w odbiorze, jednak nim taki się stał przez pierwsze 100-200 stron miałam ogromny problem, by skupić się na książce, każdy najmniejszy szmer wydawał się bardziej wciągający niż styl pisania, z czasem jednak przyzwyczaiłam się do niego, zwłaszcza na ostatnie 200 stron, które przeczytałam, nawet nie wiedząc kiedy. Nie jest to negatywny aspekt, jednak sięgając po nią, warto pamiętać o tym, że na początku może sprawiać ona dziwne wrażenie. Jak przy paru ostatnich książkach i tym razem muszę wspomnieć o czymś ogromnie dla mnie ważnym, mianowicie mimo zachęcającego opisu, przykuwającej wzrok okładce, książka ta jest nieodpowiednia dla osób poniżej osiemnastego roku życia, sięgając po nią, pamiętajcie o tym.
Wiem, że moja opinia może wywołać wiele zdziwień, jednak warto zaznaczyć, że od samego początku podchodziłam do niej jako do historii, która ma zadanie być rozrywką, spełniła założenie, dlatego bez zawahania się wystawiłam jej taką, a nie inną opinię. W mojej ocenie i przy moich odczuciach jest ona w pełni adekwatna 🙂



Myślałam, że po wielu ciężkich i burzliwych chwilach wszystko znów wróci na swoje miejsce. Niestety tak się nie stało. Nie wiem, dlaczego akurat nam się to przydarzyło. Przecież zasługiwaliśmy na szczęście. Każdy na nie zasługuje, więc dlaczego nie my?


Podsumowując, uważam “Start a fire. Runda pierwsza” autorstwa P.S. Herytiera ‘pizgacz’ za książkę wartą uwagi jeśli macie powyżej osiemnastu lat i szukacie historii mało wymagającej, zapewniającej jednak rozrywkę. Dla mnie samej była to miła przygoda, podczas której mogłam przestać stresować się i choć na chwilę przestać myśleć o wszystkim, dzięki czemu z chęcią sięgnę po kolejne rundy…


Wydawnictwu Editio Red dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.

„Start a fire. Runda pierwsza" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa…



piątek, 19 stycznia 2024

"Przed grudniem" – Joanna Marcus

13:42:00 0 Comments
Z całą pewnością można stwierdzić, że relacje z innymi ludźmi uczą nas wielu rzeczy. To właśnie za sprawą obcowania z drugim człowiekiem kształtuje się nasza osobowość, od tego w głównej mierze zależy postrzeganie przez nas środowiska, w którym funkcjonujemy. Niektóre relacje nas budują, niektóre niszczą. Jednak z każdej zawartej przez nas emocjonalnej więzi z drugim człowiekiem można wyciągnąć jakąś lekcję, która następnie może pomóc nam w podejmowaniu kluczowych decyzji dotyczących naszego życia. Doskonale odzwierciedla to najnowsza powieść Joanny Marcus "Przed grudniem", w której główna bohaterka poddana zostanie silnemu wpływowi relacji międzyludzkich.






Tytuł: Przed grudniem

Autor: Joanna Marcus

Data wydania: 28 listopada, 2023

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 660

Moja ocena: 8/10

Autor recenzji: Julianna Kucner







Dla Jenny Brown rozpoczęcie studiów oznacza wyjazd z domu, rozstanie z rodziną i przyjaciółmi. Po raz pierwszy musi samodzielnie stawić czoła światu.
Chłopak jasno przedstawił swój plan: od tego momentu pozostaną w związku na odległość, a w dodatku w związku.. otwartym. Oboje będą mieli całkiem wolną rękę, bo przecież wiedzą dobrze, że w niczym nie zagrozi to ich miłości.
A zatem chyba nic się nie stanie, jeżeli Jenna zaprzyjaźni się bliżej z kolegą chłopaka swojej współlokatorki, prawda? Jakie ma to znaczenie, że będzie z nim pod nieobecność swojego chłopaka? Wszystko wróci do normy w grudniu. Czy to coś zmienia? Ma czas do grudnia, by się o tym przekonać.

Przyznam szczerze, że miałam obawy do tej książki z powodu jej pochodzenia. Jak każdy zaprawiony w bojach czytelnik wiem, że przeczytanie historii z Wattpada to jak gra w rosyjską ruletkę.. Nigdy nie wiadomo na co się trafi.
Jednak nic bardziej mylnego! Już od pierwszej strony pokochałam kreację bohaterów Joanny Marcus. Te stworzone z krwi i kości postacie automatycznie wzbudzają w czytelniku sympatię (no może z wyjątkiem Monty'ego, który wyjątkowo działał mi na nerwy) i zachęcają do dalszego zagłębienia się w ich historię. Doskonale wykreowane portrety psychologiczne sprawiają, że poznawanie ich losów jest jeszcze bardziej emocjonujące i ciekawsze. Jestem ciekawa czy autorka w prawdziwym życiu podobnie jak Ross jest tak przepełniona entuzjazmem, charyzmą i ma niezwykłe poczucie humoru. Jeśli tak, to nie ukrywam, że bardzo chciałabym ją poznać :) Albo chociaż dowiedzieć się na kim się wzorowała.

Jeśli chodzi o relacje Jenny z Rossem, przedstawiona została niezwykle realistycznie. Podobało mi się, że z dokładnością oraz precyzją uwzględnione zostały zmiany zachodzące w głównej bohaterce po poznaniu Jacka. Joanna Marcus wodzi trochę czytelnika za nos, jednak byłam wdzięczna, że uczucie między nimi nie rozwinęło się tak szybko. To jak powoli się poznawali i uczyli się siebie nawzajem, było zdecydowanie wartościowym aspektem tej powieści. Podobnie jak pokazanie, że relacja Jenny z Montym nie była zdrowa. Z poruszanego przez autorkę motywu toksycznych zachowań, manipulacji oraz przemocy również można wyciągnąć wiele wartości. Jestem pewna, że każdy czytelnik będzie w stanie utożsamić się z powyższą pozycją i odnajdzie tam cząstkę siebie.
Urzekł mnie także sposób, w jaki autorka zagłębiła się w świat młodych ludzi. W powieści doskonale ukazane zostały ich problemy oraz presja, z którą muszą się mierzyć, np. podejmowanie trudnych decyzji, walka z własnymi słabościami, samotność i trudny czas dojrzewania.

Fabuła nie była szczególnie skomplikowana, ale przez wartką akcję nie byłam w stanie oderwać się od książki. Mimo że ma prawie siedemset stron czytało się ją naprawdę szybko przez dialogi, które zdecydowanie przeważają oraz krótkie opisy. Całokształt nie był przez to nużący, wręcz przeciwnie – "Przed grudniem" to przyjemna i lekka w odbiorze powieść.

Jedyne, do czego mam zastrzeżenia to zakończenie oraz infantylność głównej bohaterki.. Zdaję sobie sprawę, że zakończenie w punkcie kulminacyjnym to celowy zabieg Joanny Marcus, która chce potrzymać nas w niepewności, ale nie byłam w stanie pojąć, jak Jenna mogła podjąć taką ograniczoną decyzję. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, ile lekcji zdążyła wyciągnąć przez te 660 stron. NO JAK TAK MOŻNA. Cóż, nie pozostaje mi nic innego niż nerwowe oczekiwanie na kolejną część.

Podsumowując, na pierwszy rzut oka jest to niezobowiązująca powieść, ale zdecydowanie skłania do refleksji nad ludzkim życiem, dojrzewaniem i miłością oraz uwrażliwia. Cieszę się, że miałam przyjemność poznania historii Rossa i Jenny, która z pewnością na mnie wpłynęła. "Przed grudniem" to taka bezpieczna przystań po całym dniu obowiązków, w której zdecydowanie można odpocząć. Polecam wszystkim poszukującym czegoś lekkiego, ale zarazem pouczającego :)

Wydawnictwu Zysk i S-ka dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę weny twórczej (to nie groźba), a czytelników zachęcam do podzielenia się swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej :)


niedziela, 14 stycznia 2024

'Spark" - Monika Rutka

00:00:00 0 Comments

Zapominając, wznieciłam płomień. Ten sam, który spalił każdy most prowadzący do mojej bezpiecznej wyspy. Zostałeś na niej. I choć powinno mnie to cieszyć — przerażało.

Bo i wyspa powoli się zatapiała.

A My przecież nie potrafiliśmy jeszcze pływać…




Tytuł: Spark

Autor: Monika Rutka


Data wydania: 13.04.2022


Wydawnictwo: Editio


Liczba stron: 544


Moja ocena: 10/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka



Nowe miejsce, nowy dom, nowi ludzie... i uśpione demony przeszłości

Elizabeth Parker zostawia słoneczne kalifornijskie plaże, w samym środku roku szkolnego, dla deszczowej Anglii. W dodatku zamieszkuje u zupełnie obcych ludzi, wśród których ma spędzić nadchodzące miesiące. Trochę dużo tych zmian jak na jedną nastolatkę. Crosby już od pierwszej chwili wydaje się dla niej miejscem idealnym. W końcu gdzie lepiej się zaszyć, jeśli nie w małym nadmorskim miasteczku, u rodziny, która jest niczym bezpieczna wyspa? Państwo Shaw, Jon i Josephine, a także ich córka Caroline robią wszystko, by Lizzie czuła się u nich jak w domu. Co do syna... Chase, delikatnie mówiąc, nie przejawia takiej życzliwości jak rodzice i siostra. Jest uprzedzony i nieufny. Elizabeth zresztą też uważa go za nad wyraz irytującego człowieka. Czy obawy Chase'a względem Elizabeth będą słuszne? Co, jeśli Crosby nie jest wcale końcem świata? I czy ojciec Lizzie miał jakiś cel w tym, że wybrał dla niej właśnie ten dom?



Potwory kryją się w ludziach, a nie pod łóżkami. Czasem przywdziewają najpiękniejsze maski, którymi zachwycamy się i które adorujemy każdego dnia, nieświadomi tego, co się za nimi kryje.



Spoglądając na nieznane historie, bardzo często zdarza się, że czujemy dziwne przyciąganie do niej, tak jakbyś sam wszechświat wiedział, czy dana książka będzie dla nas odpowiednia, pozostaje wtedy tylko jedno pytanie, czy zaryzykujemy i poddamy się, poznając tym samym historię, która może stać się dla nas wyjątkowa?


Dokładnie to, co opisałam powyżej poczułam na chwilę po premierze “Spark”, jako że z natury jestem upartą osobą i nie ufam sobie, tak i tym razem odkładam poznanie historii Elizabeth jak najdłużej w czasie, aż w końcu pokusa wydała się zbyt duża, by dalej z nią walczyć, dodatkowo w głowie ciągle miałam myśli, że w tym roku na nowo chcę zacząć czerpać z książek rozrywkę, a nie traktować je jak jeden z podpunktów na liście “to do”, a nic nie może być bardziej idealnego od tego jak książka, która wręcz woła mnie. Pierwsze sto stron było mi obojętne, próbowałam odnaleźć się w losach bohaterów, nie pogubić się kto kim jest i jakie relacje z kim go łączą oraz przyzwyczaić się do stylu pisania autorki który, choć jest bardzo prosty ma sobie dziwną głębię. Najbardziej odczuwałam to na początku każdego rozdziału, większość z nich miała głębszy przekaz, jednak nie było to sztucznie poetyckie, nie zawierało powtarzalnych cytatów, a przemyślenia młodej osoby, która stara się nie poddać już na samym początku “dorosłego” życia. Z czasem im dalej oddalałam się od początku, tym więcej zaczynałam odczuwać. Jako pierwsze przyszło zaintrygowanie, z czasem przerodziło się ono w zrozumienie zachwytów innych, na koniec przyszło zrozumienie jednak zupełnie inne od tego wcześniejszego, bowiem tym razem zrozumiałam, że przyciąganie chciało pokazać mi historię, która mając w sobie to coś, stanie się kolejną równie wyjątkową,.. Nie tylko styl pisania i fabuła wywołały u mnie zachwyty, kolejnym równie ważnym co i dobrym aspektem jest kreacja bohaterów, za którą należy się ogromny podziw dla autorki, gdyż bardzo rzadko spotykam się z tak dobrze wykreowanymi postaciami drugoplanowymi. Każdy z tych bohaterów jest inny, ale równie ważny dla całości i co ważniejsze, każda z tych postaci ma w sobie coś, dzięki czemu nie stanowią oni dla czytelnika plamy, a oddzielne postacie. I o ile na początku w tak licznym gronie bardzo łatwo się pogubić, tak dzięki temu wraz z rozwojem fabuły, rozróżnienie ich staje się coraz prostsze. Nie obyłoby się bez bardziej szczegółowym wspomnieniu o niektórych bohaterach, zwłaszcza tych odgrywających znaczące rolę. Elizabeth Parker jest dość typową postacią, łączy w sobie wiele powielanych schematów jak to, że jest szczera do bólu, potrafiąca postawić się każdemu, a jednak większość czasu zakłada maskę pasującą do otoczenia. To samo można powiedzieć o Chasie chłopak, który dla innych jest zimnym draniem, jednak dla tej jednej traci rozum, jednak czy na pewno? Mimo tego jak początkowo mogą wydawać się schematyczni, mają znacznie więcej do zaoferowania, jak wszystko mają swoją głębią. Powoli otwierają się na czytelnika, ujawniając co rusz nowy sekret dotyczący ich obecnej sytuacji lub przeszłości, mrocznej i pełnej tajemnic… Poza tak ważnymi aspektami książki nie mogłoby się obejść bez wspomnienia tego jednego, bardziej błahego, który mimo wszystko dodaje tego czegoś, mianowicie playlista. Tytuły utworów nie są zawarte w książce, jednak wpisując tytuł książki w Spotify, bardzo łatwo odnaleźć tą stworzoną przez autorkę, sama odkryłam ją blisko przed stu ostatnimi stronami i było to perfekcyjne dopełnienie całości. Nie dość, że teksty idealnie wpasowywały się, budowały jeszcze bardziej klimat, to znajdujący się na niej artyści, których utwory wielokrotnie słuchałam na okrągło przez miesiące jak np. Arctic Monkeys czy The Neighbourhood. Obok tak dobrej playlisty nie potrafię przejść obojętnie nie tylko przez artystów, ale i powiązania z książką, przez co wiem, że przez najbliższy czas będzie ona leciała w zapętleniu.


Po tylu zachwytach przyszła pora na wspomnienie o bardzo ważnym dla mnie aspekcie, którego nie mogę pominąć. Mimo zachęcającego opisu, przykuwającej wzrok okładce, książka ta jest nieodpowiednia dla osób poniżej osiemnastego roku życia, sięgając po nią, pamiętajcie o tym.



Przecież jeszcze niedawno ten ktoś był dla nas całym światem. Dlaczego więc mielibyśmy udawać, że to wszystko nie miało miejsca?



Podsumowując, uważam “Spark” autorstwa Moniki Rutki za historię, która pokazała mi, że czasem warto posłuchać się intuicji, zaufać sobie i wykonać krok w przód, kto wie może i ta zasada sprawdzi się w życiu? Co do samej książki, mogę ją podsumować stwierdzeniem, że jest idealnie nieidealna i choć było to pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy, po skończeniu, dalej uważam, że jest najbardziej trafnym podsumowaniem…



Wydawnictwu Editio dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.


„Spark" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa…