środa, 29 listopada 2023

"Wyzwanie" - Elle Kennedy

00:00:00 0 Comments

Cza­sem po­dej­mu­je­my złe de­cy­zje, koń­czy­my w nie­wła­ści­wych miej­scach i mimo to od­naj­du­je­my się do­kład­nie tam, gdzie po­win­ni­śmy się zna­leźć. Conor jest moim szczę­śli­wym przy­pad­kiem. Moim nie­wła­ści­wym miej­scem i złym cza­sem oraz do­kład­nie właś­ciwym czło­wie­kiem. Na­uczył mnie, jak ko­chać sie­bie samą mimo wszyst­kich moich wy­sił­ków, by było ina­czej, i uka­zał mi obraz sie­bie, w który nie wie­rzy­łam.




Tytuł: Wyzwanie

Autor: Elle Kennedy


Data wydania: 09.11.2021


Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Liczba stron: 400


Moja ocena: 10/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka




College miał sprawić, że Taylor Marsh pozbędzie się kompleksu brzydkiego kaczątka i rozwinie szeroko skrzydła. Tymczasem trafiła do gniazda podłych dziewcząt ze stowarzyszenia siostrzanego. Z trudem przychodzi jej dostosowanie się do ich stylu bycia, więc gdy siostry z Kappa Chi rzucają jej wyzwanie, nie może im odmówić. Conor Edwards jest stałym bywalcem imprez w domach stowarzyszeń… i łóżek w tych domach. To ten typ faceta, w którym zakochujesz się, zanim sobie uświadomisz, że tacy goście jak on nawet nie zerkną drugi raz na dziewczynę taką jak Taylor. Ale Pan Popularny zaskakuje ją całkowicie, bo zamiast wyśmiać ją prosto w twarz, wyświadcza jej przysługę i pozwala zabrać się na piętro, by reszta towarzystwa uwierzyła, że poszli się kochać. Potem robi się jeszcze dziwniej, bo on chce udawać dalej. Okazuje się, że Conor uwielbia gierki i uważa, że zabawnie jest mydlić oczy niby-przyjaciółkom dziewczyny. Tyle że Taylor chyba nie zdoła się oprzeć jego nonszalanckiemu urokowi i seksownej posturze surfera. Choć im dłużej trwa ten blef, zaczyna zdawać sobie sprawę, że za piękną fasadą w historii Conora kryje się znacznie więcej, niż to, co widzi jego fan klub…



Pojmuję, że krzywda już się stała. Wielkie gesty i szczere przeprosiny nie mają wtedy znaczenia, bo czasem ranisz ludzi zbyt głęboko i posuwasz się za daleko. Istnieje granica, do której możesz prosić kogoś, by wytrzymał twoje popapranie.



Po serii Off-Campus do samego końca, oczekiwałam, choć małego rozczarowanie, jednak już od pierwszego tomu, różnica między tymi dwoma seriami była bardzo widoczna i przepaść dzieląca je ogromna, dlatego też chcąc nie chcąc, nie zdziwiłam się, iż czwarty tom tym samym ostatni z serii Briar U okazałam się równie dobry.


Nie ukrywam ta jak i wcześniejsze historie są BARDZO przewidywalne, już po opisie można spodziewać się, co wydarzy się i mimo tego, iż może zniechęcić to was do sięgnięcia po nią, proszę, poczekajcie i dajcie się przekonać, że Elle Kennedy ma więcej do zaoferowania w swoich książkach.

W ostatnim tomie autorka prezentuje nam znany już schemat postaci szara myszka i playboy, który w tym wydaniu skradł moje serce. Już od pierwszych stron od Taylor bije niepewność, ale i to jak miłą i ciepłą postacią jest. Wśród prezentowanego wokół niej grona wyróżnia się odmiennymi wartościami i planami na spożytkowanie wolnych nocy, co stanowi wiele kontrowersji w jej otoczeniu. Conor stworzył wokół siebie otoczkę postaci beztroskiej, rozrywkowej i bardzo pewnej siebie, dodatkowo pozycja w drużynie hokejowej, sprawiła, iż wszyscy na kampusie wiedzą kim jest. I choć już po tym można by przypiąć mu łatkę dupka, wcale taki nie jest, stanowi przeciwieństwo wcześniej przyjętych standardów dla owego grona. Kreacja owych postaci udowadnia tylko jak mimo dobrze znanych schematów dla czytelnika, dalej mogą one być dla niego atrakcyjne w odbiorze.


Elle Kennedy ukazuje próbę otwarcia się na innych, zrozumienia, ale i chęć, by wreszcie stać się przez nich akceptowanym. Pokazuje przeszłość, która zostawia rysy na bohaterach i ich przyszłość, obraz przyjaźni, zazdrości i znęcania się psychicznego. Ponadto staje przed bardzo ważną kwestią samoakceptacji.



My wszyscy błądzimy, próbując odkryć siebie samych, i jednocześnie przybieramy odważną minę.


Podsumowując uważam “Wyzwanie” autorstwa Elle Kennedy za bardzo dobre zwieńczenie serii, ale i cudowną osobną historię, Autorka w typowy dla siebie sposób porusza wybrany temat będący pierwszym planem, a w tle prezentując sport, uczelnię, imprezy, ale i namiętność. Po tak cudownym zakończeniu bardzo ciężko będzie zapomnieć mi o każdej z historii i już nie mogę doczekać się, gdy powrócę do tych bohaterów.


Wydawnictwu Zysk i S-ka dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.


wtorek, 28 listopada 2023

"Mroczna kołysanka" - Polly Ho-Yen

00:00:00 0 Comments

On też domaga się, byśmy patrzyli sobie w oczy, też schodzi z linii mojego wzroku. Wierzę, że oboje czekamy, nie wychylając się, aż być może któregoś dnia nasionko naszej miłości znów wykiełkuje, wypuści nowe korzenie wokół truchła, tego, czym kiedyś byliśmy. I być może to czekanie, ta odmowa odejścia, póki się nie zmieni, póki coś się nie rozwinie… może to jest teraz dla nas miłość.




Tytuł: Mroczna kołysanka


Autor: Polly Ho-Yen


Data wydania: 27.09.2023


Wydawnictwo: Insignis


Liczba stron: 368


Moja ocena: 8/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka




W świecie dotkniętym kryzysem bezpłodności ostatnie naturalne narodziny zdarzyły się ponad dwadzieścia lat temu. Obecnie jedyną drogą do poczęcia jest przejście bolesnego procesu indukcji. Wszystkie noworodki są ściśle monitorowane, a ich rodzice muszą przestrzegać drobiazgowych reguł, bo jeśli państwo uzna ich za niezdolnych do pełnienia obowiązków rodzicielskich, dziecko zostanie poddane ekstrakcji i umieszczone w jednym ze specjalnych kompleksów. Kit widziała już wielu rodziców, którzy stoczyli heroiczną walkę: najpierw by spłodzić, a potem zatrzymać potomstwo. Sądziła więc, że nie chce zostać matką. Jednak gdy poznała Thomasa, urodziła im się Mimi. Wkrótce kumulacja drobnych błędów sprawia, że groźba ekstrakcji staje się coraz bardziej realna, a Kit musi zdecydować, jak daleko jest gotowa się posunąć, by nie dopuścić do utraty dziecka i rozpadu rodziny.



Ale nie reaguję. Udaję, że śpię, udaję, że nie żyję. Jestem w stanie myśleć tylko o tym, co widziałam przed chwilą. Dla niego nic już we mnie nie zostało.



W jednym z postanowień czytelniczych na ten rok był powrót do wcześniej lubianych gatunków, a z jakiegoś powodu porzuconych. Nie ukrywam, w trakcie roku gdzieś o tym zapomniałam, zamykając się na romanse i podgatunki, jednak gdy tylko pojawiła się zapowiedź “Mrocznej kołysanki” wiedziałam, że nie mogę przejść obok niej obojętnie, w czym coraz bardziej uświadamiały mnie pojawiające się coraz nowsze recenzje. Coś, co rzuca się już od pierwszych stron to, to jak dobrze została ona napisana. Historię Kit poznajemy z dwóch perspektyw: wtedy i teraz. Bardzo dobrze one uzupełniają się, tworząc przejrzystą dla czytelnika całość. Dodatkowo opisanie wydarzeń w pierwszej osobie, pozwala zmierzyć się z uczuciami głównej bohaterki, poznać lepiej jej obawy, sposób myślenia, czy tok podejmowanych decyzji. Jedną rzeczą, co do której mogę się przyczepić, jest to za mało szczegółowo opisany ustrój państwa, który nie ukrywajmy, ale odgrywa tutaj jedną z ważniejszych roli. Nie stanowi to jednak wady książki, a raczej mankament, który rzuci się w oczy niektórym czytelnikom.
Mimo tego jak poważna mogłaby się wydawać, a tym samym ciężka w odbiorze, przez całą historię płynęłam, coraz bardziej zaintrygowana, poznawałam losy Kit strona po stronie, a gdy zbliżyłam się do zakończenia, byłam w szoku jak szybko i “przyjemnie” czyta się ją. Wartym zaznaczenia jest również styl pisania autorki, który jest bardzo prosty i zrozumiały, a przy tym opisujący szczegółowo wiele kwestii. Końcowy zwrot akcji, budzi podziw i na pewno muszę go jeszcze przemyśleć.


W tamtej chwili uwierzyliśmy w kłamstwo, w które wierzyło tak wielu przed nami. Nie żeby przez to stało się mniej realne, prawdziwe czy dodające otuchy. Uwierzyliśmy, że nic nie może zniszczyć naszego szczęścia, że jesteśmy panami swojego małego świata.


Podsumowując uważam “Mroczną kołysankę” autorstwa Polly Ho-Yen za historię dystopijną, która zwłaszcza w obecnych czasach jest bardzo ważna, by móc zapoznać się z nią. To jak kontrolowany jest nawet najmniejszy ruch, budzi przerażenie, ale i uświadamia, iż w obecnych czasach coś takiego pojawia się, a wielu ludzi wciąż jest tego nieświadomych. Nie jestem w stanie niczego innego stwierdzić, jak to, iż gorąco polecam Wam sięgnąć po nią i zapoznać się z wizją przyszłości…


Wydawnictwu Insignis dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.

poniedziałek, 27 listopada 2023

"Rozgrywka" - Elle Kennedy

00:00:00 0 Comments

Doceniam bezstronne obserwacje trzecich stron. Znaczą więcej niż fałszywe zapewnienia i frazesy, które zwykle słyszy się od ludzi, którzy cię kochają.




Tytuł: Rozgrywka


Autor: Elle kennedy


Data wydania: 11.01.2022


Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Liczba stron: 452


Moja ocena: 10/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Czego się nauczyłem po zeszłorocznych rozgrywkach i co trapiło naszą drużynę hokejową przez cały poprzedni sezon? Nigdy więcej takiego rozprzężenia. Koniec z seksem przy każdej nadarzającej się okazji, kropka. Jako nowy kapitan drużyny potrzebuję zupełnie nowej filozofii życiowej: teraz liczy się hokej i uczelnia, na kobiety przyjdzie czas później. Co oznacza, że ja, Hunter Davenport, oficjalnie żyję w celibacie. Nieważne, że tak diabelnie trudno w nim wytrzymać… Jednak te nowe zasady nie zabraniają mi przyjaźnić się z kobietami. I nie będę kłamał – moja nowa koleżanka Demi Davis to naprawdę fajna laska. Jest inteligentna, jej ponętne usta ciągle mnie prowokują, podobnie jak jej zgrabne ciało, jestem jednak pewien, że dam radę oprzeć się pokusie. Teraz tylko muszę przekonać do tego swoje ciało i serce…



Czasem upadamy [...] .czasami popełniamy błędy. Czasem zawodzimy.



Nie spodziewałam się po dwóch, iż po dwóch wyśmienitych tomach, kolejny okaże się na równie wysokim poziomie, a jednak ponownie dostajemy historię, od której bardzo ciężko oderwać się. Po raz kolejny dostajemy opowieść o parze z pozoru nie do połączenia, a jednak przepełnioną chemią i namiętnością.



Jeśli miałabym wskazać z poprzednich tomów najmniej lubianego bohatera drugoplanowego, bez zawahania się mogę wskazać Huntera, dlatego do jego historii podchodziłam z dużą dozą niepewności. Jak się jednak okazało, jest to postać, która to jaka jest naprawdę bardzo dobrze, ukrywa przed czytelnikami i dopiero poznając jego perspektywę, jesteśmy w stanie go poznać. Z niedojrzałego, gburowatego i wręcz odpychającego mężczyzny, otwiera się, ukazując swoją drugą stronę, gdzie jest ogromnym słodziakiem, próbującym nie być egoistą i nie złamać serca dziewczynie, która niespodziewanie zaczęła dla niego tak wiele znaczyć. Demi Davis pojawia się znikąd, w żadnym z wcześniejszych tomów nie dostrzegałam jej postaci, a gdy tylko się pojawiła, okazała się brakującym elementem całej paczki. Nie kryje się z wiedzą, jak działa na Huntera, dodatkowo scena z jego najlepszym przyjacielem zdecydowanie jedna z topowych w tym klimacie. 



Dużym plusem serii Brair U są postacie drugoplanowe te nowe jak i te znane z serii Off-Campus, stanowią bardzo dobre dopełnienie, ale i umilają poznawanie nowych bohaterów. Jeśli chodzi o nowe postacie, nie polubiłam jednego osobnika, red flaga na kilometr i ku zaskoczeniu osób, które mnie znają, tym razem wiedziałam o tym od początku. Na moje oko jest on po prostu koziorożcem, dlatego jeszcze bardziej za nim nie przepadam.



Mimo iż nie powinno to być już dla mnie zaskoczeniem, za każdym razem na nowo zachwycam się, tym jak autorka inaczej rozegrała dobrze znane nam motywy, a tym bardziej te, które pojawiają się, w co drugiej książce jak np. friends to lovers, które w tym wydaniu mogłabym czytać na okrągło.



Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma bardziej gówniane życie od twojego. Nie zmienia to gówna w twoim życiu w róże.


Podsumowując, uważam ‘Rozgrywkę” autorstwa Elle Kennedy za kolejny z tomów, który zawładnął moim sercem, tym samym jeszcze bardziej uświadamiając o tym, jak bardzo seria Brari U jest niedoceniona. Autorka po raz kolejny udowadnia, iż kluczem do sukcesu nie zawsze jest napisanie czegoś innego, a zaprezentowanie czegoś dobrze znanego w swoim stylu…



Wydawnictwu Zysk i S-ka dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.



niedziela, 26 listopada 2023

"Love Letter to Whiskey" - Kandi Steiner

00:00:00 0 Comments

Ale problem z whiskey polega na tym, że to uparty napój, który pozwala się ignorować. Nie będzie stał w ładnej butelce na półce i cierpliwie czekał. Nie, walczy o uwagę, a to przerąbana wiadomość dla spragnionych durniów takich jak ja.




Tytuł: Love Letter to Whiskey


Autor: Kandi Steiner


Data wydania: 25.10.2023


Wydawnictwo: Niegrzeczne książki


Liczba stron: 606


Moja ocena: 10/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Breck, zwana B, ma w życiu tylko jeden nałóg. Jest nim Jamie, mężczyzna o oczach w kolorze whiskey, na którego dosłownie wpada po raz pierwszy, kiedy oboje chodzą jeszcze do liceum. Jego towarzystwo od początku wywołuje u niej przyspieszone bicie serca. Niestety to jej bardziej przebojowa przyjaciółka Jenna przyciąga uwagę Jamiego, a B jest zmuszona obserwować, jak ta dwójka zaczyna układać sobie wspólne życie. Mimo to między Breck a Jamiem rodzi się więź, która przetrwa następne kilkanaście lat. Czas nigdy nie jest jednak po ich stronie, a kolejne związki i życiowe wyzwania sprawiają, że aby być razem, musieliby skrzywdzić bliskie im osoby. Najlepszym wyjściem dla Breck byłoby zapomnienie o Jamiem. Ale jak w przypadku whiskey, każdy kolejny łyk sprawia, że coraz trudniej uwolnić się od nałogu i coraz bardziej zacierają się moralne granice…


Przyj­rza­łam się szko­dom, które wy­rzą­dzi­li­śmy – sobie na­wza­jem i lu­dziom wkoło – i opła­ki­wa­łam czas, który stra­ci­łam na walkę o kogoś, kto nigdy nie miał być mój. Byłam głu­pia, a teraz sta­łam na zglisz­czach życia, które zmar­no­wa­łam, czu­jąc jed­no­cze­śnie żal i de­ter­mi­na­cję, żeby zbu­do­wać nowe.



W ciągu tego roku poznałam wiele cudownych książek i choć zdarzały się również te słabsze, po każdej z nich przychodziła historia, która już od pierwszych stron skradała moje serce. Tak również było z “Love Letter to Whiskey”, które od pierwszych słów zaciekawiło mnie na tyle, bym nie mogła oderwać się od niej, chcąc poznawać więcej i więcej tym samym coraz bardziej zakochując się w tym jak cudownie została opisana historia B i Jamiego, dwojga odpowiednich ludzi, którzy trafili na siebie w złym czasie, wywołanym niedopowiedzeniami…



Mimo tego jak wiele cudownych romansów przeczytałam, po raz spotykam się z tak poetycko napisanym momentami. To, z jaką łatwością autorka oddaje się temu, czuć od samego początku. Użycie metafory whiskey jest elementem, który sprawia, iż cała historia zyskuje jeszcze bardziej. To ona wpływa na czytelnika i budzi różnorakie emocje, to ona jest powodem wielu łez, choć bardziej by pasowało stwierdzenie, iż to ON jest ich powodem…



Czasami bardziej przerażają nas w życiu dobre rzeczy niż te złe. Czujemy, że nie zasługujemy na nie albo że nie są prawdziwe, że zaraz zniknął, a my zostaniemy na zgliszczach.



Kreacja bohaterów, to coś, co mogę wychwalać już od samego początku książki. Już na pierwszej stronie zderzamy się z fabułą, która zaczyna pędzić, zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń, co było ciekawym zabiegiem, a z rozwojem wydarzeń, wydaje się bardzo dobrym zagraniem autorki, gdyż już od początku, pewne cechy bohaterów dużo bardziej rzucają nam się w oczy, dzięki czemu wiele sytuacji nie jest dla czytelnika, aż tak bezsensownych. Choć sama B jest trudną do zrozumienia postacią, mam wrażenie, iż ona sama czasami nie rozumie siebie, jednak stara się udawać, jakby wszystko miała pod kontrolą, a zwłaszcza emocje. Bardzo stara się ukryć to jak pogubiona jest nie tylko w emocjach, ale i w tym co chce robić, do czego dążyć. Szuka ukojenia w whiskey, bo wydaje się najmniej uzależniające, nie wie jednak, jak bardzo się myli i, że z tego uzależnienia nie będzie wcale tak łatwo wyjść, jak myślała. Jeśli chodzi o Jamiego, przez większość historii nie wiedziałam za bardzo co o nim myśleć, jest postacią dość statyczną, będącą zarazem przeciwieństwem B, od samego początku wie, co będzie robił, ma wyznaczony cel, do którego dąży, a jedyne co może go przed tym powstrzymać, to strach przed upadkiem i porażką, z której nie da rady się podnieść. Już od samego początku bije od niego ogromna chęć walki, zaangażowanie i pragnienie by choć przez jakiś czas, móc być szczęśliwym u boku właściwej osoby, która byłaby brakującym elementem w układance do szczęścia…



Warte wspomnienia jest to, iż autorka nie tylko skupia się na dobrym wykreowaniu postaci pierwszoplanowych, ale również i tych drugoplanowych. Względem żadnej z nich nie mogę powiedzieć, iż czuję się rozczarowana.



Bardzo chciałabym zdradzić coś, co sprawiło, iż całą historię pokochałam jeszcze bardziej, jednak jest to zbyt znaczące dla fabuły i pisząc o tym, poznalibyście część historii, którą warto odkryć samemu, jednak aby nie zostawić Was bez niczeg,o jako na na zachętę zostawię ten oto krótki fragment.



Wszystko, co mam, znalazło się na tych stronach. Teraz pióro znajduje się w Twojej dłoni. Odnajdź mnie, Whiskey. 



Podsumowując uważam “Love Letter to Whiskey” autorstwa Kandi Steiner za historię obowiązkową, dla osób zgadzających się z pojęciem odpowiednia osoba, zły czas, ale i również dla tych, którzy kochają pełne namiętności romanse, które potrafią wzruszyć. Dla mnie historia B i Jamiego na swój sposób stała się wyjątkowa, dzięki czemu zostanie ze mną na długo. Stała się również jedną z nielicznych historii, które tuż po skończeniu miałam ochotę poznać po raz kolejny od nowa, mogąc na nowo przeżywać losy tej dwójki. 



"Love Letter to Whiskey" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni…


sobota, 25 listopada 2023

"Mój współlokator jest wampirem" - Jenna Levine

00:00:00 0 Comments

Wciąż jednak potrzebowałam usłyszeć potwierdzenie z jego ust. Po wszystkich latach przeżytych w przekonaniu, że ludzie tacy jak Frederick istnieją tylko w powieściach dla młodzieży i starych horrorach, tylko w ten sposób mogłam uwierzyć w to, co widziałam na własne oczy.




Tytuł: Mój współlokator jest wampirem

Autor: Jenna Levine

Data wydania: 11.10.2023

Wydawnictwo: Kobiece

Liczba stron: 424

Moja ocena: 7/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Kto powiedział, że starego wampira nie da się nauczyć nowych sztuczek? Cassie Greenberg uwielbia być artystką, ale nie jest to najłatwiejszy sposób, aby samodzielnie się utrzymywać. Właśnie grozi jej kolejna eksmisja i gdyby nie spowodowana tym desperacja, dziewczyna na pewno przykładałaby większą wagę do wszystkich czerwonych flag powiewających tuż przed jej nosem. Mieszkanie, które wystawiono do wynajęcia we wspaniałej dzielnicy Chicago, wydaje się zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Cassie wie, że musi być jakiś haczyk — tylko ktoś, kto ma sekret do ukrycia, wynajmie pokój za taką cenę. Nie ma jednak dużego wyboru, jeśli chce zdobyć jakikolwiek dach nad głową.
Rzeczywiście jej nowy współlokator Frederick J. Fitzwilliam jest daleki od normalności. Śpi całymi dniami, nocami robi interesy i zachowuje się, jakby wyszedł prosto z kart romansu z czasów regencji. W mieszkaniu zostawia dla Cassie bardzo dziwne notatki, interesuje się jej pracami i pyta o jej dzień. I wygląda obłędnie bez koszuli, w tych rzadkich momentach, kiedy oboje są w domu i nie śpią. Ale gdy Cassie znajduje w lodówce worki z krwią, których na pewno nie było tam wcześniej, Frederick musi wyznać prawdę..


Jasne, przy tym wszystkim wampirem. To zaś mogło stanowić pewne…wyzwanie. Ale nie zmieniało w żaden sposób tego, że miał dobre serce - ani tego, że pragnęłam go bardziej niż kogokolwiek w całym swoim życiu.


Od pewnego czasu z okresem jesienno zimowym kojarzą mi się historie z wampirami i mimo tego, iż wiele kultowych z nich jak np. Zmierzch czy Pamiętniki Wampirów swoje premiery miało wiele lat temu, a sam wątek wampirów został przerobiony na wiele sposobów, z wielką chęcią sięgam po kolejne takowe historie zwłaszcza gdy okazuje się, iż wspomniany wampir próbuje nauczyć się funkcjonować w 21 wieku, a na dodatek jest dżentelmenem…


Bardzo dużym atutem tej historii jest kreacja bohaterów i to jak na swój dziwny sposób próbują dotrzeć do siebie. Z jednej strony są bardzo podobni do siebie jak jedna kropla wody, z drugiej zaś w wielu momentach stają się dwoma oddzielnymi kroplami, wędrującymi osobno, choć może krople wody są nietrafione i bardziej pasuje tutaj stwierdzenie, iż są jak krople krwi… Co równie trafnie opisuje to, jak nieprzewidywalni są oraz to, iż ich poznanie nie jest wcale tak łatwe. Cassie jest postacią, którą śmiało, można nazwać huraganem, w kontekście osobowości, ale i tego jak zachowuje się. W nowych sytuacjach oddaje to czym kieruje się żywioł, wywracając wszystko do góry nogami, by potem spokojnie odejść. Jeśli chodzi o Fredericka, urzeka on swoją wysoką kulturą i małymi faux pa wywołanymi brakiem obycia z XXI wiekiem.

Podsumowując, uważam “Mój współlokator jest wampirem” autorstwa Jenna Levine za historię idealną na jesienno zimowe wieczory, która oprócz chwil namiętności dostarczy również wiele śmiechu. Mimo tego jak dobrze bawiłam się przy niej, nie jest to książka, do której będę wracać myślami. Choć kto wie może za rok, gdy znowu zawita jesienna aura skuszę się po nią ponownie, na pewno jednak nie jest to historia, która zapadnie mi w pamięci.


"Mój współlokator jest wampirem" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni…

piątek, 24 listopada 2023

"Whistleblower" - Kate Marchant

00:00:00 0 Comments

Straszne tajemnice potrafią zniszczyć człowieka od środka, a ten nawet się nie zorientuje, co się stało, nie zdoła tego powstrzymać, dopóki nie będzie za późno.




Tytuł: Whisterblower

Autor: Kate Marchant

Data wydania: 27.09.2023

Wydawnictwo: Insignis

Liczba stron: 444

Moja ocena: 7/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Laurel Cates wcale nie zależy na tym, by być w centrum uwagi. Studiuje dziennikarstwo na Uniwersytecie Garland i cieszy się z każdego zgrabnie napisanego tekstu do studenckiej gazetki. Ale kiedy podczas pisania artykułu o trenerze futbolu, ulubieńcu uczelni, odkrywa powtarzający się schemat nadużyć i trafia na ślad zacieranych kłamstw, wie, że musi ujawnić prawdę. Bodie St. James, zawodnik uczelnianej drużyny, a przy tym chłopak o złotym sercu, którego kariera wisi teraz na wosku, będzie robił wszystko, by ją przekonać, że to niemożliwe. Trener, który jest dla niego jak ojciec, na pewno nie może być złoczyńcą, za którego uważa go Laurel. Kiedy Laurel i Bodie robią wszystko, by udowodnić, że to drugie z nich się myli, ich relacja zaczyna się komplikować: między nimi rodzi się uczucie i pojawia się coraz więcej dowodów przeciw trenerowi. Laurel będzie musiała dokonać wyboru: pozostać nieznaną szerszemu gronu studentką czy zrobić to, co wydaje się słuszne… nawet jeśli zapłaci za to więcej, niż kiedykolwiek mogłaby przypuszczać.



Zacisnęłam powieki i podciągnęłam kolana pod brodę - może jeśli zwinę się w wystarczająco ciasny kłębek, po prostu zniknę. Może znów stanę się niewidzialna.



Dawno nie spotkałam się z historią, której ocena byłaby dla mnie aż tak trudna. Z jednej strony przez pierwszą połowę książki, marzyłam by ją skończyć, przez to jak dziwnie napisana była, a żadne z wydarzeń nie zaciekawiło mnie na tyle, bym z zainteresowaniem dążyła do poznania dalszych losów. Z drugiej strony po gorszej części, nastała nagła zmiana, która właśnie namieszała w moich odczuciach. Temat molestowania został pogłębiony, a samo dochodzenie w tej sprawie głównej bohaterki, stało się bardziej racjonalne i opierające się na faktach, a nie jedynie na plotkach, choć i one odgrywają ważną rolę.


Jeśli chodzi o głównych bohaterów, ich kreacja była dobra, mając jednak jakieś swoje preferencje, nie polubiłam wszystkich, a zwłaszcza Bodiego, który jest za cichy. Jego wypowiedzi są ograniczone w słowach, a samo to jakie decyzje podejmuje, nie przekonało mnie i nie wzbudził we mnie zaufania w kluczowym momencie, chcąc nie chcąc odebrałam to jakby nie był szczery w tym co robi, a jedynie szukał poklasku innych. Sama Laurel jest postacią bardzo chaotyczną, mimo wszystko to jak ważnych działań podejmuje się, pokazuje, iż wcale nie jest aż bojaźliwa, jak wydaje to się z początku. Ważne jest to, iż nie boi mówić się o molestowaniu głośno mimo późniejszych gróźb w jej kierunku, dużą uwagę zwraca na to, by pokazać, że coś takiego nie może przejść bez konsekwencji dla oprawcy, nie ważne, jaką rolę pełni, czy jest to ktoś ważny dla danej instytucji, czy ktoś, kto po prostu jest, temat ten nie może zostać przemilczany. Co dodatkowo podkreśla ostatnia scena.


Trigger warnings: molestowanie seksualne, napaść na tle seksualnym, mizoginia, przemoc psychiczna i fizyczna, seksizm, rasizm, gwałt.


Uwielbiałam pisać, ale z drugiej strony trochę brakowało mi kojącej świadomości, że nikt i tak nie czyta moich wypocin.


Podsumowując, uważam ‘Whistleblower” autorstwa Kate Marchant za książkę, która jest bardzo ważna w obecnych czasach, gdy wiele tematów jest zamiatanych pod dywan przez to jak niekorzystne są one dla sprawcy. Oprócz tego mamy tutaj bardzo subtelny romans, który stanowi idealne dopełnienie. Mimo tego, iż nie jest to historia, która zostanie ze mną na długo, uważam, że jest warta poznania i wyrobienia o niej własne opinii.


Wydawnictwu Insignis dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.

czwartek, 23 listopada 2023

"Zjazd rodzinny" - Meghan Quinn

00:00:00 0 Comments

Nie widzę kogoś, kto nie doprowadza spraw do końca, tylko kogoś, kto uparcie dąży do tego, żeby wszystko było w porządku, Nie widzę kogoś, kto nie opuszcza swojej strefy komfortu, tylko kogoś, kto chroni swoją rodzinę. Nie widzę kogoś, kto utknął w miejscu, lecz kogoś, kto chce przełamać schematy, ale potrzebuje pomocy…




Tytuł: Zjazd rodzinny


Autor: Meghan Quinn


Data wydania: 27.09.2023


Wydawnictwo: Insignis


Liczba stron: 486


Moja ocena: 8/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka



Martin i Peggy Chance wierzą w miłość do grobowej deski. Zbliża się złoty jubileusz ich małżeństwa, a oni sami są przekonani, że stworzyli wzór idealnego związku dla swoich dorosłych już dzieci. Ku ich rozczarowaniu wygląda jednak na to, że cała ta lekcja poszła na marne – najwyraźniej żadne z trojga rodzeństwa nie potrafi zaryzykować i odnaleźć miłości w swoim życiu. Ford, najstarszy, poświęca się pracy i opiera jakimkolwiek romansom… tak przynajmniej twierdzi. Cooper nie może się otrząsnąć po rozwodzie aż do czasu, gdy odnawia znajomość z zadziorną właścicielką cukierni. Najmłodsza Palmer jest wyzwoloną instagramerką i podróżniczką, która zawsze widziała siebie u boku kogoś zupełnie innego niż przystojny lekarz rodzinny z małego miasteczka… Kiedy rodzeństwo Chance spotyka się, żeby zaplanować rocznicowe przyjęcie dla swoich rodziców, musi stawić czoła sercowym komplikacjom, bratersko-siostrzanej rywalizacji oraz definitywnemu końcowi dzieciństwa. Cokolwiek się wydarzy, „Zjazd rodzinny” zapewni wam szaloną, pełną emocji i flirtu zabawę.



Zazwyczaj jak ktoś nie ma nic do powiedzenia, to oznacza, że ma bardzo dużo do powiedzenia.



Okres jesienny sprawia, iż dużo chętniej sięgam po komedie, choć dalej ze sporymi obawami w przypadku jednak historii trójki rodzeństwa nie potrzebowałam wiele czasu, by dać pochłonąć się jej, bez strachu i obaw.


Już od pierwszych stron poznajemy humoru, jakiego autorka się podjęła, a który z początku może wydawać się dość infantylny i bezsensowny. Jednak jestem zbyt dużą fanką “głupich” żarcików bym nie przepadła w nim, mimo tego, iż niekiedy powstałe sytuacje były absurdalne, stworzona otoczka sprawiała, iż śmiech nieoczekiwanie się pojawiał, a ze strony na stronę, coraz mniej chciało porzucać lekturę.


Sami bohaterowie to połączenie wybuchowe, Ford, Cooper i Palmer to trzy z pozoru zupełnie różne charaktery, o jeszcze innych systemach wartości i pragnieniach. Co stanowi zdecydowany plus całej historii, każda z tych postaci wprowadza zamęt w swój wyjątkowy sposób, wyróżniając się z tłumu innych równie ważnych dla wydarzeń postaci. Jeśli spośród trójki rodzeństwa miałabym wskazać tego najmniej lubianego przeze mnie, bez zastanowienia mogę stwierdzić, iż był to Ford, przez całość historii biła od niego niechęć i poczucie wyższości nad innymi, każdego traktował z góry, uważając, iż nie potrafią nic ponad podstawowe czynności i choć jego myślenie zmienia się z czasem, nie przemawia on do mnie. Co do Coopera i Palmer, kocham ich połączenie gdy sprzeczają się o głupoty. Ich relacja jako rodzeństwa jest czymś wyjątkowym, gdyż mimo sporów, dalej są dla siebie nawzajem i mogą liczyć na wsparcie drugiego, nie każda relacja zawsze jest idealna jednak gdy tylko chce się o nią walczyć i jest się skorym do pokazania, jak ważny ktoś dla nas jest z jego mocnymi stronami, ale i równie ważnymi wadami — każda kłoda rzucona przez życie, z łatwością zostanie pokonana. I to właśnie pokazuje ta dwójka. Jako o postaciach samodzielnych jestem w stanie równie wiele pozytywów o nich powiedzieć, od Coopera bije dziwne przyciąganie, w kółko chce się poznawać go coraz bardziej, dodatkowo jest on postacią, która idealnie pokazuje, iż warto doceniać te małe rzeczy, które mimo mniejszej skali przekazują więcej niż miliony słów. Palmer jest huraganem, przychodzi, by zniszczyć, a potem czeka. aż szkody zostaną naprawione, by zrobić to ponownie, tak można określić ją na początku historii, gdy nieświadoma jest siły szkód wyrządzonych, pod względem przemiany śmiało mogę stwierdzić, iż przechodzi ona zdecydowanie największą, choć może ta wersja, którą poznajemy pod koniec była w niej zawsze, a jedynie ukryta przed światem, chroniąc od ran zadawanych przez innych…



Tak to jest w rodzinach... dzieją się różne rzeczy. Żadna nie jest idealna. Są czasami pokręcone i paskudne ale to, w jaki sposób radzie sobie w tych pokręconych i paskudnych czasach, wzmacnia rodzinne więzi.


Wydawnictwu Insignis dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.


środa, 22 listopada 2023

"Wielkie idee dla zabieganych"

21:53:00 0 Comments

  Idea - myśl przewodnia, wyznaczająca cel, kierunek działania. Z pozoru prosta sprawa, prawda? Na pewno wielu z Was słysząc hasło "idea" ma przed oczyma wielkie wymysły poprzednich pokoleń opatrzone terminami, których uczymy się w szkole. Jednak idee to nie tylko znajome wszystkim pojęcia takie jak liberalizm, marksizm, socjalizm, chrześcijański ruch społeczny, czy nawet utopia. W tej książce zetkniemy się nie tylko z ideami dotyczącymi życia społecznego i polityki. To o wiele więcej, a pewnie nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.





Tytuł: "Wielkie idee dla zabieganych. Mała książeczka o przełomowych koncepcjach"
Autor: Johnny Thomson
Data wydania: 8 listopada 2023
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 552
Moja ocena: 7/10
Autor recenzji: Małgorzata Górna





  Pierwszy raz zetknęłam się z Johnnym Thomsonem przy okazji wydania książki "Filozofia dla zabieganych" już wtedy byłam pod wrażeniem jak opisuje każde zagadnienie. Ma ogromną wiedzę jako filozof. Oni nigdy nie przestają zastanawiać się nad koncepcjami istnienia świata i wszystkiego co z tym związane. Dzieli się tym pisząc "mikro" tomy, dzięki którym możemy inaczej zerknąć na rzeczywistość przez pryzmat wypisanych i omówionych w zabawny sposób zagadnień. 


 Każdy z nas żyje według jakichś zasad, przejętych norm społecznych i kulturowych, wybranych pomysłów, sposobów funkcjonowania w świecie. I nie możecie zaprzeczyć, bo to wręcz niemożliwe. Funkcjonując w społeczeństwie mamy swoje opinie mniej lub bardziej zgodne z innymi ludźmi - jeden lubi to, drugi tamto, ten woli spędzać czas na mieście, tamten na łonie natury, a jeszcze inny w ogóle nie wychodziłby z łóżka jak by mógł. Jednak czy zastanawialiście się nad tym, że na co dzień spotykacie się z wielkimi koncepcjami, korzystacie z ich rozpowszechnienia? Internet, powszechny dostęp do leków, rytuały pogrzebowe, DNA, psychoanaliza etc. - to wszystko to wielkie idee. W dodatku są opisane w przystępny sposób w tej właśnie książce!  


  Zawsze mnie to wkurzało, kiedy ktoś próbując wytłumaczyć na czym coś polega jeszcze bardziej utrudniał sprawę. Sięgając po wcześniejszą publikację J. Thomsona miałam takie obawy, a okazały się one zupełnie niepotrzebne. Autor to wspaniały gawędziarz (przynajmniej tak mi się zdawało czytając tę książkę) - wielkie odkrycia ludzkości wspomina w taki sposób, że nie chce się przestać. Na całe szczęście mamy przed sobą wiele stron, które i tak przerzucimy w mgnieniu oka. Wytłumaczone w przystępny sposób i w prostych słowach, niekiedy trudne, zagadnienia to coś wspaniałego. Jednak nie wszystkie przywołane odkrycia, wymysły i pomysły są z tych "trudniejszych". Tak codzienne sprawy jak pismo, idea małżeństwa, wsparcia dla osób starszych, higiena osobista i wiele innych to także wielkie idee.

  Czytanie o tym wszystkim było bardzo ciekawym doświadczeniem, dzięki któremu spojrzałam na proste sprawy naszego życia jako na odkrycia, które choć wymyślone lata temu, dziś przysługują się całej ludzkości. Można się dowiedzieć naprawdę po krótce i naprawdę wiele z tej małej-wielkiej książeczki. Spełnia ona swoje zadanie nie tylko w kwestii rozrywki, ale także pod względem wzbudzania ciekawości i nabycia nowych/innych perspektyw względem przyjętych już wzorców. Wzmaga też apetyt na wiedzę (bo jak o tak wielkich rzeczach można powiedzieć wszystko pisząc tak krótko?). Jest idealna na zimne jesienne wieczory do rozmyślań o otaczającym nas świecie. Jak by wyglądał bez banków? Co zmusiło ludzi do dbania o higienę? Jakim cudem widzimy kości na rentgenie? 

"Z psychologicznego punktu widzenia to naturalne, że uważamy teraźniejszość za normę [...] trudno nam zrozumieć to co było wcześniej - bywa to wręcz niemożliwe. / Ja lubię jednak się nad tym zastanawiać". 

  "Wielkie idee dla zabieganych" to nie mała gratka dla osób, które mają czas na jeden rozdział dziennie (gwarantuję, że na jednym się nie skończy), a chciałyby zagospodarować przeznaczony na czytanie moment na zdobywanie wiedzy i poszerzanie horyzontów z kilku dziedzin (biologia, chemia, fizyka, medycyna, społeczeństwo, polityka, technologia, kultura, religia i wiara). Jest też w sam raz dla tych, którzy mają więcej czasu i jeszcze więcej chęci by zdobyć nowe elementy wiedzy. Polecam gorąco! 

Małgorzata Górna