Insta


poniedziałek, 29 listopada 2021

"Ty: Kochasz mnie" – Caroline Kepnes

05:30:00 0 Comments
Jestem pewna, że słyszeliście o przebojowym serialu pt. "Ty" na Netfliksie! Otóż jeśli serialowy Joe Goldberg przypadł wam do gustu, mam dla was dobrą wiadomość, gdyż w książkowej wersji wraca w wielkim stylu! (i jest jeszcze lepszy) A to wszystko za sprawą magicznego pióra Caroline Kepnes i nietypowego czarnego humoru, który już od pierwszej strony zachęca czytelnika do dalszej lektury. Zapraszam was zatem do kontynuacji historii naszego stalkera, który... o dziwo, chce zacząć wszystko od początku.

Nr recenzji: 496
Tytuł: Ty: kochasz mnie
Autor: Caroline Kepnes
Tłumacz: Jacek Żuławnik
Data polskiego wydania: 13 października, 2021
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 464
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10


Joe ma dość zgiełku miast, pozerów i przede wszystkim dość Love. Postanowił przenieść się (nie do końca z własnej woli) bliżej natury, na przytulną wyspę w północno-zachodniej części Stanów. Zatrudnia się w miejscowej bibliotece i tam spotyka JĄ: Mary Kay DiMarco.
Obiecuje sobie, że nie będzie wtrącał się w jej sprawy, nie pozwoli się opętać ani "zmanipulować". Wręcz przeciwnie – postanawia, że zdobędzie kobietę w klasyczny sposób: podając pomocną dłoń i podsuwając ramię, na którym będzie mogła się wypłakać. Z czasem będą bliżej niż w Bliżej, zaleczą własne rany i będą mogli żyć długo i szczęśliwie. Prawda?
Problem tkwi w tym, że Mary Kay ma już własne życie. Mary Kay jest matką. Mary Kay jest przyjaciółką. Mary Kay jest.. zajęta.
Mówi się, iż prawdziwa miłość może zwyciężyć tylko wtedy, gdy obie strony zrobią dla niej miejsce. Joe jest gotowy. Czy Mary Kay da im szansę?

Nawet w trzeciej części Kepnes była w stanie sprostać moim oczekiwaniom i mnie zaskoczyć! Naprawdę ubóstwiam to nawiązanie do znanych dzieł literackich, ostry jak żyleta język, czarny humor.. I przede wszystkim to jak nawet najmniej prawdopodobne wydarzenia stają się w powieściach Kepnes prawdopodobne. Może to dzięki starannemu dopracowaniu akcji i fabuły? A może przez detektywistyczne doświadczenie autorki? Nie wiem, aczkolwiek z każdą stroną bałam się co naszej Caroline Kepnes tak naprawdę siedzi w głowie.

Skupmy się jednak na naszym głównym bohaterze, który tak bardzo różni się od swojej serialowej wersji, że zdają się to być dwie zupełnie inne osoby o odmiennych charakterach. I niech was nie zmyli śliczna okładka, bo fabuła w powieści też znacząco odbiega od tej na Netfliksie – na pewno jest bardziej chaotycznie, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Jeśli mam być szczera to pokochacie Joego jeszcze bardziej. W końcu autorka daje nam wejść do jego pokręconego umysłu. Dzięki świetnie wykreowanym bohaterom i licznym zwrotom akcji przez książkę idzie się jak po maśle. To przerażające, lecz Kepnes tak doskonale manewruje emocjami i uczuciami, że do historii tytułowego stalkera chce się wracać, pomimo jego skłonności psychopatycznych. Starajcie się jednak nie połykać książki jednym haustem, bo wrażliwych czytelników może zdruzgotać ilość intensywnych wrażeń..

Recenzja dość krótka, lecz nie wiem, co więcej mogłabym napisać. Na pewno serię "Ty" można zaliczyć do dobrej literatury, a długie i ciemne wieczory doskonale oddadzą klimat tematyki, jaką podejmuje Kepnes.

Reasumując, nie mam żadnych przeciwwskazań, by wystawić maksymalną ocenę, choć muszę przyznać, że czasami zawiła narracja dawała mi w kość. Mogę jednak przymknąć na to oko, gdyż dosłownie wszystko inne w tej książce było idealne i spełniało moje oczekiwania.

czwartek, 25 listopada 2021

"Moja kuzynka Rachela" Daphne du Maurier

09:00:00 0 Comments

 


Nr. recenzji:
516

Tytuł: "Moja kuzynka Rachela"

Autor: Daphne du Maurier

Tłumacz: Zofia Uhrynowska-Hansz

Liczba stron: 400

Data polskiego wydania: 13 października 2021

Wydawnictwo: Albatros

W moim odczuciu: 8,5/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska


Filip Ashley w dzieciństwie zostaje osierocony, Ambroży bierze pod opiekę małego kuzyna i razem żyją sobie w posiadłości. Ambroży z wielką dokładnością i staraniem pielęgnuje ziemię i rośliny. Niestety jego zdrowie nie jest w najlepszej kondycji, przez co mężczyzna co roku wyjeżdża na kilka miesięcy na południe Europy. Filip przejmuje wtedy obowiązki pana domu. Podczas jednego z wyjazdów Ambrożego, mężczyzna, który zawsze stronił od miłości i towarzystwa kobiet, po kilku miesiącach znajomości z daleką kuzynką, Rachelą, bierze z nią ślub. Filip zaczyna dostawać niepokojące listy, które świadczą o tym, że coś nie najlepszego się dzieje. Nagła śmierć Ambrożego staje się dla wszystkich szokiem, a w to całe zamieszanie wkracza Rachela, która nie była darzona sympatią przez Filipa.

Myślę, że nie ma osoby, która obracając się w książkowym świecie, nie kojarzy tej serii, w której książki wydawane są obłędnie, ale czy też nad treścią można się zachwycać? Pierwotnie książka została wydana kilkadziesiąt lat temu, co warto brać pod uwagę przy ocenie książki, ponieważ, wiadomo, że czasy, w których powieść była pisana, ma wpływ na to, co zawiera, jak to wszystko jest ujęte i jakie motywy porusza. Rozgrywająca się akcja jest powolna, spokojna i nastrojowa. Od razu miałam takie skojarzenie, patrząc na wydanie lektury i nie zawiodłam się. Liczyłam na coś, co będzie bogate w opisy, subtelne, jednocześnie z zagadką i ciekawymi wątkami. Spełniło to moje oczekiwania. Od razu, gdy pojawiła się Rachela, czułam, że ta kobieta zamiesza w historii, byłam wobec niej podejrzliwa, zresztą jak sam Filip. Autorka wykreowała postać, która jest złożona, intryguje swoją osobą, to dzięki niej fabuła jest pchnięta dalej. Czas akcji to mniej więcej rok, w tym czasie odbiorca widzi, jak młody mężczyzna zmienia się w stosunku do kuzynki. Skłania to nas do refleksji i zastanowienia, nad intencjami kobiety i podejrzliwości do tego, czego ona tak naprawdę oczekuje. Jestem czytelnikiem, który lubi akcje, cieszą mnie książki, w których budowane jest napięcie, które nie ciągną się, a w tej powieści nie doskwierało mi to, że jest ona powolna, taka senna, ale nie nużąca.

Jeśli szukacie lektury, która wprawi Was w jesienny, a niedługo zimowy klimat, to warto zainteresować się tą pozycją. Czytałam ją dosyć długo, ale przy tym delektowałam się każdą stroną i opisami. Może nie jest to do końca moja powieść, w mojej ocenie, brakuje jej trochę do tego, aby stać się moją ulubioną, jednakże sytuuje się wysoko na liście przeczytanych książek w tym roku. Mam na swoje półce jeszcze jedną książkę tej autorki i z pewnością niedługo po nią sięgnę.

wtorek, 23 listopada 2021

"Zrób, zjedz, powtórz" - Nigella Lawson

17:50:00 0 Comments

Czy książka kucharska lub jak teraz zwykło się mówić książka kulinarna, to tylko zbiór przepisów? Czy to sztywne zestawienie produktów i z matematyczną precyzją odmierzanie składników? Jak odróżnić dobrą książkę kucharską od tej przeciętnej?




        Tytuł : Zrób, zjedz, powtórz

            Autor: Nigella Lawson

            Wydawnictwo: Insignis

                Liczba stron: 352

                    Ocena: 10/10


Nigella Lawson to ikona kulinarnego świata, dziennikarka i miłośniczka jedzenia. Pamiętam, jak zszokowała wszystkich, kiedy gotując na wizji zaczęła oblizywać trzepaczkę z czekolady, każdy z nas tak robi, ale żeby na oczach wszystkich? Wtedy zakochałam się w jej podejściu do gotowania, w tym jak bez jakiejkolwiek pretensjonalności podchodzi do jedzenia. Lubisz jakiś składnik bardziej? Świetnie! Przepis przepisem, ale dorzuć sobie więcej.


Książka „Zrób, zjedz, powtórz” to nie tylko książka kulinarna, to filozofia jedzenia. To celebrowanie posiłku wraz z najbliższymi, ale i w samotności, bo kto powiedział, że jak jemy w pojedynkę, to musimy jeść byle co. Nigella w swojej książce, poza samymi propozycjami dań pokazuje nam swoje podejście do przepisów, które jej zdaniem są pewnymi wskazówkami. Wskazówkami, które możemy dowolnie zmieniać i modyfikować, wyciągać z nich to, co dla nas jest najsmaczniejsze. Nie odrzucajmy dania, w którym jest jeden nie lubiany przez nas składnik, po prostu zmieńmy ten składnik! Autorka mocno promuje też trend „no waste”, jeśli część produktu wykorzysta w jednym daniu, to pozostałość motywuje ją do stworzenia kolejnego dania. Resztki z obiadu to też świetny pomysł na kolejny posiłek.


Czym jest więc dobra książka kucharska? Dla mnie to książka, którą w trakcie czytania odkładam i jadę na zakupy, bo mam tak dużą ochotę zjeść to, o czym akurat pisze autorka. W moim przypadku był to pieczony kurczak w batatach, z porem, papryką i chili... poezja. Danie tak proste, a zarazem tak pyszne. Myślę, że większość dań proponowanych przez autorkę tak właśnie wygląda. Kolejnym powodem jest łatwość w odtworzeniu proponowanych dań, nic bardziej mnie nie zniechęca niż skomplikowany opis przygotowania dania lub wymóg posiadania specjalistycznych sprzętów kuchennych. Nigella zawsze daje nam alternatywę, wyjście awaryjne, możesz użyć miksera planetarnego, ale jeśli go nie masz przygotuj ciasto ręcznie w innej kolejności. Voila!


Autorka potrafi też w smaczny sposób przekonać do pysznych, ale „trudnych” produktów. Dlaczego smaczny? Bo tak fantazyjnie opisuje smak potrawy, że też chcesz to poczuć i to teraz, zaraz. Przykładem są anchois, którym poświęciła cały rozdział. Dla większości są to zbyt słone małe rybki, z którymi nie wiemy co zrobić. Wiecie co? Nigdy ich nie jadłam, a kiedy zrozumiałam, jak w wielu daniach i w jaki sposób mogę je wykorzystać to przepadłam. Jej „Sardelowy Eliksir” mnie uzależnił, jest to sos, który otrzymał stały meldunek w mojej lodówce.


Książka napisana jest świetnie, to nie tylko zbiór przepisów, to przemyślenia i dzielenie się z czytelnikiem swoją historią, anegdotami z życia prywatnego i zawodowego. To książka dla każdego, kto lubi gotować, poznawać nowe smaki i nowe techniki. W książce jest cały rozdział o świątecznych potrawach, dlatego będzie ona fantastycznym pomysłem na mikołajkowy prezent.

niedziela, 21 listopada 2021

„Wiecznomrok" Ross MacKenzie

09:00:00 0 Comments

 Nie jestem docelowym odbiorcą tej powieści, więc nie zrobiła ona na mnie takiego wrażenia, jakby mogła, ale podejdę do niej przez pryzmat młodszego i starszego czytelnika. Klimat tej opowieści jest przepełniony magią, dobrem i złem oraz tym co starszym może się kojarzyć z baśniami, bajkami czytanymi i oglądanymi, które to były częścią życia każdego dziecka.           


Nr. recenzji:
517 Tytuł: „Wiecznomrok"

Autor: Ross MacKenzie

Tłumacz: Andrzej Goździkowski

Liczba stron: 350

Data polskiego wydania: 14 listopada 2021

Wydawnictwo: IUVI

W moim odczuciu: 7/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska



Larabella Lisica jest trzynastoletnią dziewczynką, która myszkuje po kanałach w poszukiwaniu wartościowych rzeczy, za których sprzedanie, będzie mogła wyżyć. Żyje ona w magicznym kraju, pełnym zaklęć i magii. Spokój magicznej krainy ma przerwać pani Hester, która przez zdobycie tajemniczej szkatułki chce posiadać ogromną władzę. Nieświadoma niczego Larabella znajduje przedmiot, a jej życie i bezpieczeństwo będzie zagrożone. Mężczyzna, który nie rzuca cienie i tajemnice, które wychodzą na jaw, to tylko część z przygód dziewczyny.

Świat jest pełen magii, zaklęć co sądzę spodoba się młodym czytelnikom, którzy chcą zacząć czytać. Mimo tego powieść jest pełna różnych wątków, a też można się w niej doszukiwać wartości, które dzieciom, ale też młodzieży powinny być wpajane. Motyw rodziny i opieki nad starszymi kiedy to Joe zrobi wszystko dla swojej babci, która jest już w sędziwym wieku i staje się naturalnym to, że potrzebuje opieki. Przyjaźń w życiu Lary i Joe jest wartością, która pomaga im w życiu codziennym, kiedy to mogą razem spędzać czas, rozmawiać, ale też daje im siłę do walki ze złem. Pojawia się również element i wątek niewolnictwa. Podwójna Ósemka, to bohater, któremu odebrana jest część duszy, przez co, wykonuje on polecenia pani Hester. Daje to przykład, że nikt nie powinien być uzależniony od drugiego człowieka, że jest to istota, która czuje, potrafi myśleć i posiada wolną wolę. Te wartościowe rzeczy schowane są w szufladki fabuły, które się otwierają, gdy czytelnik z każdą stroną zapoznaje się z historią.

Styl autora jest prosty i obrazowy, jednak pojawiły się elementy, które, jak dla mnie mogłyby być szerzej wyjaśnione. To na jakich zasadach działa królestwo, kim jest król i jędzuchy. Jednak tempo akcji jest dynamiczne, ciągle coś się dzieje, przez co odbiorca nie jest skazany na nudę. Pojawiają się schematy, dziewczynka, która dokona wielkich rzeczy i na początku wcale nie jest tego świadoma, jej nieznane pochodzenie i tajemnice oraz jednostka, która chce przejąć władzę. Dla czytelnika, który nie jest tak obeznany z literaturą będzie to ciekawe, ale dla kogoś kto te schematy już zna, fabuła może być przewidywalna.

Przyjemne dla oka wydanie i czcionka dzięki której wygodnie się czyta, to na pewno atuty powieści. Polecam tę książkę młodszej młodzieży, myślę, że ich może zachwycić, ale starsi mogą w niej odnaleźć dobrą rozrywkę. Warta akcja, mili bohaterowie, Lara, która jest młodą silną dziewczyną i bohaterowie, którzy mimo tego, że nie mają dobrych intencji, to ich zachowanie również jest intrygujące. Myślę, że nie jest to koniec przygód Larabelli Lisicy i autor jeszcze nie raz zaskoczy.

sobota, 20 listopada 2021

"Portret Doriana Graya" Oscar Wilde

09:00:00 0 Comments

 Moje doświadczenie z klasykami nie jest duże, mam taki wewnętrzny strach, że nie dam rady, nie zrozumiem treści, albo w ogólnym rozrachunku książka mi się nie spodoba, ale jak wiadomo, wszystkie duże i małe lęki warto pokonywać. Dlatego też widząc tak piękne wydanie powieści i zmotywowana do poznawania nowych horyzontów przeczytałam "Portret Doriana Graya"



Nr. recenzji:
516

Tytuł: „Portret Doriana Graya"

Autor: Oscar Wilde

Tłumacz: Jerzy Łoziński

Liczba stron: 240

Data polskiego wydania: 14 października 2021

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

W moim odczuciu: 10/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska



Jeśli tak jak ja, nie wiedzieliście, o czym jest ten klasyk, a jedyne co Wam przyszło do głowy, to że najprawdopodobniej dużą rolę w powieści odgrywa portret, to się nie myliliście. Dorian jest pięknym młodzieńcem, który zachwyca swoją urodą, staje się natchnieniem dla swojego znajomego malarza. Basil w piękny i rzeczywisty sposób ukazuje walory młodzieńca. Zafascynowany tymi obrazami Lord Henry osobiście poznaje Doriana i już rozumie, dlaczego jego przyjaciel tak się zachwycał. Henry szybko nawiązuje rozmowę z Dorianem i z tej rozmowy wynikło, że Gray chciałby zachować wieczną młodość, wypowiedziane do swojego portretu marzenie urzeczywistnia się. Wybory moralne bohatera wpływają na wygląd portretu.

Wydanie książki sprawia, że czyta się ją z ogromną przyjemnością. Duży druk piękna okładka i jej faktura, dopełniają całości. Aksamitna oprawa pasuje do treści, która porusza temat piękna, młodości i sztuki. Fabuła nie ma zawrotnego tempa, jest spokojna, chociaż końcówka przyśpiesza i akcja staje się dynamiczna. Najlepiej jest wiedzieć mało przed zaczęciem i samemu odkrywać życie Doriana. Tytułowy bohater jest świadom swojego piękna, a po rozmowie z Henrym, zaczyna sądzić, że piękno i uroda są bardzo ważne i dzięki tym autom, jest w stanie zrobić i zdobyć wiele rzeczy. Mężczyzna staje się pyszny, jego wnętrze zaczyna się psuć, a wszystko to ukazuje się na portrecie. Bohater wykreowany jest w ciekawy sposób, można go analizować i jego zachowanie rozkładać na czynniki pierwsze, tak samo interesująco zbudowany jest Henry. Ogólnie rzecz biorąc, postacie budują tę książkę. To przez ich zachowanie i wartości, czytelnik sam może dojść do refleksji. Język i styl pisania są przystępne dla młodego czytelnika oraz osoby, która nie czyta klasyki za często. Byłam ciekawa, do czego dąży akcja i jak to wszystko się rozwinie. Przez cały czas unikałam recenzji, postów i wszelakich informacji, które mogłyby mi zaspojlerować jakąś istotną, czy mniej istotną kwestii, stąd też byłam zaskoczona, dynamiką, która się pojawiła w końcowej części i rozwiązaniem całej fabuły.

Jest to książka z początku wolna, której fabuła nie pędzi, a do czytelnika dochodzą treści moralizatorskie. Z twórczości Wilde'a można wyciągnąć wiele wniosków i przemyśleń. Treść jest jak najbardziej aktualna. Ciężko mi mówić i jakikolwiek wadach powieści, ponieważ uważam, że jest to wybitna książka, którą warto poznać i na której temat warto poruszyć dyskusję. Myślę, że przeczytam ją jeszcze raz przed zbliżającą się maturą, bo jej problematyka, akurat może wpasuje się w nadchodzący egzamin dojrzałości.


piątek, 19 listopada 2021

"A gwiazdy niech płoną" – Danielle Jawando

21:43:00 0 Comments
Współczesny nastoletni świat to popadanie w kompleksy przez wyidealizowany obraz człowieka, wykluczenie, jeśli nie potrafisz się wpasować i ogromny stres, którego niestety nie da się uniknąć. To smutne, ale trzeba przetrwać i liczyć na to, że nie zostanie się złamanym. Że nie pociągną cię w dół tak szybko.
REALNE problemy współczesnej młodzieży w tym odrzucenie, bullying, samobójstwo i dorastanie w dobie mediów społecznościowych porusza w swojej powieści, skierowanej do wszystkich grup wiekowych Danielle Jawando pt. "A gwiazdy niech płoną"

Nr recenzji: 494
Tytuł: A gwiazdy niech płoną
Autor: Danielle Jawando
Tłumacz: Agnieszka Stefańczyk
Data polskiego wydania: 13 października, 2021
Wydawnictwo: YA! 
Liczba stron: 400
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10


Świat piętnastoletniego Nathana lega w gruzach, gdy okazuje się, że jego utalentowany starszy brat, mający przed sobą wspaniałe perspektywy i który kochał życie, popełnia samobójstwo.

Dlaczego się zabił? Dlaczego nie okazywał potrzeby pomocy ze strony bliskich?

Dręczony tymi pytaniami Nathan postanawia przeprowadzić własne śledztwo dotyczące ostatnich miesięcy życia brata. Jego drogi krzyżują się z Megan – szkolną przyjaciółką Ala. Wspólnie zaczynają odkrywać mrożące krew w żyłach tajemnice, które doprowadziły do tragedii. Czy jednak będą w stanie zmierzyć się z mroczną prawdą, do której dotrą?

Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam się tak niezwykle aktualnej opowieści. Początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona z uwagi na inne młodzieżówki, w których depresja i problemy nie mają prawa istnieć u nastolatków, a jeśli coś jest nie tak, to wystarczy tylko "pozytywne nastawienie". Danielle Jawando jednak w dojrzały i racjonalny sposób podchodzi do tematu – od razu widać, że powieść została napisana prosto z serca. Na pewno jest to lektura, którą powinni przeczytać rodzice czy nauczyciele. Być może w końcu przestaną bagatelizować młodzieńcze problemy i trudności, z którymi zmagają się dzisiejsi nastolatkowie.

Już od pierwszej strony czuć dramatyzm, z jakim podeszła Danielle Jawando do napisania tej książki. Wczułam się w żałobę rodziny bohatera i przyjaciół, którzy wzajemnie obwiniali się za jego niespodziewaną śmierć. Bo przecież Al nie dawał żadnych sygnałów.. był szczęśliwy. Dlaczego zatem to zrobił? Te natarczywe pytanie cały czas krążyły w głowie jego brata. Autorka doskonale opisała etapy, jakie przechodzi człowiek, który zmaga się z odejściem najbliższego członka rodziny. Najbardziej właśnie cenię sobie to, jak książka zmusza do refleksji, jak gwałtowne oraz potężne emocje ona wywołuje.

Warto też wspomnieć o tych wszystkich naukowych ciekawostkach związanych z astronomią na początku każdego rozdziału. Na pewno nadaje to powieści oryginalności i zachęca do dalszego czytania. Przerażająca w powyższej historii jest świadomość, że takich osób jak Al jest wśród nas dużo. Myślę, że ta pełna bólu opowieść może zmienić spojrzenie nieobliczalnej młodzieży na żarty, których czasem się dopuszczają. Może autorka nakreśli im niewidzialną granicę, której nie wypada przekroczyć.

Miałam ogromne szczęście, że trafiłam na tę powieść, choć w pewnych momentach ciężko było mi przebrnąć przez niektóre fragmenty. Niby książka została napisana w sposób łatwy do zrozumienia, aczkolwiek jest ona ciężka emocjonalnie. Nie tylko wzrusza, lecz również wywołuje gniew. Na to, że żyjemy w takim, a nie innym świecie. Na to, że samobójstwa i fale hejtu rozprzestrzeniają się na ogromną skalę, a my nie możemy tego zatrzymać. "Smutne, lecz prawdziwe" to najlepsze zdanie oddające istotę tej powieści. Postarajmy się, chociaż nie dokładać do tego swojej cegiełki. Pomagajmy innym, zwracajmy uwagę i patrzmy z uwagą na sygnały, które mogą nam wysyłać. Bo nawet jeśli nie będziemy w stanie ich naprawić, to chociaż zminimalizujemy pokłady bólu, które w destrukcyjny sposób na siebie wylewają.

Dziękuję wydawnictwu YA! za egzemplarz recenzencki, który otworzył mi oczy i wlał we mnie mnóstwo empatii. Autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników tak jak zawsze proszę o skomentowanie tego posta :)


czwartek, 18 listopada 2021

"Bożonarodzeniowa księga szczęścia" Jolanta Kosowska

09:49:00 0 Comments

 

Przyjaźń - piękne, ciepłe słowo kojarzące się nam z serdecznością, życzliwością, szczerością, empatią. Mieć prawdziwych przyjaciół to skarb: pomogą w kłopotach, nie zostawią w potrzebie, zapewnią radość, zapobiegną smutkom i samotności...

Tytuł: "Bożonarodzeniowa księga szczęścia”

Autor: Jolanta Kosowska

Wydawnictwo: Zaczytani

Data premiery: 10. 11.. 2021

Autor recenzji: Magdalena Kwapich

Liczba stron: 342

Ocena: 7/10


“Bożonarodzeniowa księga szczęścia” jest właśnie historią o takiej prawdziwej przyjaźni i opowiada o losach pięciorga znajomych jeszcze z lat licealnych: Marii, Joanny, Leny, Rafała i Tomka. Mimo że charaktery i zainteresowania mieli odmienne, tworzyli zgraną paczkę przyjaciół, spotykali się regularnie również w czasach studenckich, choć uczyli się na różnych uczelniach. Po studiach ich drogi nieco rozeszły się, bo rozjechali się w różne strony, inaczej ułożyli sobie życie. Nie zmieniła się tylko ich przyjaźń, mimo odległości i upływu czasu nadal trwała, ożywiona serdecznością rzadkich spotkań. Z biegiem lat przyjaźń ta przypieczętowana została piękną tradycją, rytuałem corocznych, bożonarodzeniowych listów, które pisali wzajemnie do siebie, a otwierali je w dzień Wigilii. Tym razem zaniepokojenie przyjaciół wywołał brak listu od Leny mieszkającej od lat w Zadarze, w Chorwacji i wychowującej tam samotnie, po tragicznej śmierci męża, córkę Milę. Rafał, przed laty związany uczuciem z Leną, najmocniej przeżywał brak wiadomości od niej, dlatego zdecydował się na podróż do Chorwacji. Nie zraziła go do tego pomysłu ani koszmarna, zimowa pogoda ani odległość kilku tysięcy kilometrów. Zamierzał jak najszybciej dotrzeć do Chorwacji, by tam, na miejscu przekonać się, dlaczego Lena milczy, czy nie przytrafiło się jej coś złego, czy nie potrzebuje pomocy. A może oprócz niepokoju kierowało nim jeszcze uczucie, które tłumił w sobie, uczucie nadal ważne i niedające o sobie zapomnieć?

Nowa powieść Jolanty Kosowskiej jest przede wszystkim piękną opowieścią o ludziach i uczuciach, poruszającą i wciągającą. Autorka to królowa emocji. Miłość, namiętność, pożądanie, szczęście, rozczarowanie, zdrada, zazdrość, smutek, rozpacz przewijają się na kartach tej książki, ukazując różne oblicza bohaterów. Rafał to pracoholik, w gruncie rzeczy nieszczęśliwy, nieumiejący odnaleźć się w małżeństwie, który zbyt późno zorientował się, co było dla niego najważniejsze i Lena, wrażliwa, osamotniona, odtrącona, dopiero w dalekiej Chorwacji znajduje miłość. Historię ich intensywnego, silnego, ale zbyt krótkiego uczucia i dalszej ich znajomości oraz małżeństwa Leny z Davorem śledzimy przede wszystkim poprzez listy, które pisała ona do swych przyjaciół, a które Rafał nie bez przyczyny znał na pamięć. Taka konstrukcja przysłużyła się powieści, jej nielinearna kompozycja, połączenie teraźniejszości z przeszłością, dwutorowość narracji wzbudza zainteresowanie czytelnika, podsyca ciekawość, wzmaga napięcie, intensyfikuje niepokój. To właśnie uczucie niepokoju, obawy o los Leny towarzyszyło mi od pierwszych stron książki. Bardzo byłam ciekawa, co się wydarzyło w Chorwacji, dlaczego kobieta nie napisała swojego corocznego listu do przyjaciół? Kosowska jednak misternie skonstruowała fabułę, umiejętnie dozowała napięcie, nie zdradzając za wcześnie ani przyczyny nieotrzymania listu przez przyjaciół, a była ona dość zaskakująca, ani tego, czy pozwoli Rafałowi odzyskać Lenę.

Nie tylko kompozycja utworu zasługuje na uwagę. Powieść zauroczyła mnie wyjątkowym klimatem i piękną, literacką polszczyzną. Kosowska w doskonały sposób ukazuje wszystkie barwy i smaki życia, różne jego odcienie, zawiłości i meandry ludzkich uczuć. Jej niezwykle plastyczne opisy chorwackich krajobrazów mocno pobudzają wyobraźnię i wzbudzają zachwyt bogactwem kolorów, kształtów, zapachów. To nie Lenka a sama autorka “stała się kolekcjonerką magicznych miejsc i niezapomnianych chwil”. Te przepiękne miejsca w Chorwacji, czyli cudowne Jeziora Plitwickie, z wodą intensywnie błękitną w słońcu, a turkusową w cieniu, zimna, górska rzeka Krka ogłuszająca hukiem spadającej, szmaragdowej wody, te kamieniste plaże, urokliwe zatoczki, starożytne ruiny, góry oświetlone blaskiem zachodzącego słońca zachwycają malarskością opisów, przynosząc iluzję rzeczywistości. Jeśli dodamy do tego muzykę wybrzmiewającą w utworze, wzruszające słowa piosenek i moc emocji to otrzymamy naprawdę dobrą powieść. I nie przeszkadzało mi wykorzystanie w utworze wątku wyjazdu do odległego kraju w poszukiwaniu osoby niedającej znaku życia, który to pojawił się też w “Pocztówkach z Portugalii”.

Zresztą książka ta skłoniła mnie też do wielu przemyśleń dotyczących podejmowanych przez nas decyzji i ich wpływu na całe życie. Kilka refleksji dotyczyło również tego, co w życiu najważniejsze i tego, czy satysfakcjonująca praca może wypełnić całe życie i przede wszystkim, czy miłość jest dana nam raz na zawsze, czy jednak trzeba o nią zabiegać, a nawet  czasem zawalczyć. Taka interpretacja powieści powoduje, że nie jest ona utworem tylko okołoświątecznym, choć roztacza aurę ciepła i dobra, a staje się książką aktualną bez względu na porę roku. To przecież opowieść o trudnych międzyludzkich relacjach, o sile przyjaźni, potędze miłości, opowieść wsłuchująca się w serce i duszę człowieka, taka wyjątkowa księga szczęścia. I pamiętajmy, że “każdego dnia piszemy naszą własną historię i tylko od nas zależy, czy będzie ona szczęśliwa”.

Za przesłanie egzemplarza recenzenckiego dziękuję Wydawnictwu Zaczytani.

środa, 17 listopada 2021

"Rosja od kuchni" - Szabłowski Witold

12:52:00 0 Comments

 

Co najbardziej przypadło do kulinarnego gustu Margaret Thatcher odwiedzającej Rosję? Czy każdy Rosjanin lubi kawior? Jaki był ostatni posiłek Gagarina zanim poleciał w kosmos? Kim był „Licznik”? W książce Witolda Szabłowskiego znajdziecie odpowiedzi na te, jak i na wiele innych pytań. Pytań, których pewnie nigdy byście sobie nie zadali.



         Tytuł: Rosja od kuchni

       Autor: Witold Szabłowski

         Wydawnictwo: W.A.B.

           Premiera: 10.11.2021

              Liczba stron: 384

                  Ocena: 9/10



Świat kulinarny fascynuje mnie od kiedy pamiętam, uwielbiam podróże kulinarne i poznawanie nowych smaków. Książka „Rosja od kuchni” zabrała mnie w taką podróż w sposób duchowy. Autor zafundował mi przeprawę przez kolejne kilkadziesiąt lat, odsłaniając tajemnice kuchni królewskich i rządowych. Książka jest też świetnym sposobem, aby kolokwialnie mówiąc, liznąć trochę historii, szczególnie dla tych którzy są z historią na bakier. Czyli przykładowo ja. Rosja to nie tylko ociekające kawiorem stoły, jesiotry w galarecie i morze alkoholu. Tutaj jedzenie jest tłem do wydarzeń XX wieku, miejscami dramatycznych i tragicznych w skutkach. Wielki Głód, katastrofa w Czarnobylu, stacjonowanie rosyjskich wojsk w Afganistanie, oblężenie Leningradu, znamy te wydarzenia, ale nic nie wiemy o ich cichych bohaterach, o kucharzach, kucharkach, o osobach zaopatrujących stołówki i kuchnie polowe. Czytając uświadomiłam sobie jak wielką rolę odegrali Ci ludzie, jak wiele ryzykowali i jak wiele poświęcili, czasem nawet życie. Na długo w pamięci pozostanie mi zdanie, że każdy dzień może być dla żołnierza jego ostatnim, dlatego posiłek musi być smaczny, ładnie podany, aby przynajmniej w taki sposób zrobić mu przyjemność. Innym wzruszającym wątkiem była opowieść starszej kobiety, o tym jak z siostrą przetrwała wielki Głód oraz o tym, jak dzięki autorowi spotkały się po wielu latach, łzy wzruszenia płynęły nie tylko w książce…

 

Dzięki książce poznałam wiele ciekawych historii związanych z możnymi tego świata. Między innymi do jakiego dania kucharz krymski przekonał Richarda Nixon’a podczas jego wizyty w Rosji, o czym rozmawiał Breżniew z prezydentem Francji Valerym Giscard d’Estaing podczas łowienia ryb i gotowaniu w plenerze. Jak ważną rolę w karierze Putina odegrał jego dziadek – szef kuchni Spirydon Putin, albo jak wykreowały tą postać władze na potrzeby wyborów…

 

 

Rozkładając książkę na składniki, zacznę może od okładki i napiszę krótko – mocna. Przyciąga wzrok i wzbudza apetyt czytelniczy, głodna historii zabrałam się do czytania. Podział na 18 rozdziałów (talerzy) opływał w fakty, do tego autor dodał szczyptę ciekawostek i garść spekulacji, wyszło intrygująco. Między wódką, a zakąską serwował kolejne opowieści, czasem wesołe czasem mniej. Język bardzo przystępny, książkę czyta się szybko i z zaciekawieniem, autentyczne przepisy potraw i archiwalne zdjęcia są bardzo na plus.

 

Sięgając po ten tytuł miałam pewne obawy, myślałam że czytanie o tym, co w danym ustroju jedli ludzie będzie po prostu nudne. Nic bardziej mylnego. Lektura pochłonęła mnie całkowicie. Autor w fascynujący sposób serwuje nam anegdoty, a że większość wywiadów, które przeprowadza odbywa się przy zastawionych stołach jego rozmówców, to autentycznie odczuwamy  klimat kuchennego „small talk”, bo przecież każde dobre przyjęcie kończy się w kuchni. Czytanie książki sprawiło mi ogromną przyjemność i umiliło wiele wieczorów.

 

 

 

 

poniedziałek, 15 listopada 2021

"Lore" – Alexandra Bracken

06:00:00 0 Comments

Nie lubię długich powieści z kilku powodów. Po pierwsze, trudno trzyma się je w ręce. Po drugie, jak powieść ci się nie spodoba, to musisz zmuszać się do czytania przez następne siedemset stron. A po trzecie, w najgorszym wypadku przywiązujesz się do losów głównych bohaterów i przeżywasz mnóstwo załamań nerwowych, że historia dobiegła końca. Sytuacja jest o wiele gorsza, gdy w akcie desperacji sprawdzasz, czy istnieje, chociaż jeszcze jedna część albo jej odłam i okazuje się, że nie ma kontynuacji. Ani jej nie będzie. Ból nie do opisania.
Trzeci powód najlepiej opisuje powieść pt. "Lore" autorstwa Alexandry Bracken. Wciąż nie mogę pogodzić się z pustką, którą pozostawiło po sobie bezlitosne zakończenie.

Nr recenzji: 486
Tytuł: Lore
Autor: Alexandra Bracken
Tłumacz: Michał Zacharzewski 
Data polskiego wydania: 29 września, 2021
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 576
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 8/10


Wyobrażacie sobie greckich bogów na ulicach Nowego Jorku?

We współczesnym Nowym Jorku rozpoczyna się mordercza rozrywka – Agon. Na świecie wciąż żyją greccy bogowie, lecz umiejętnie skrywają się przed zwykłymi ludźmi. O ich istnieniu wiedzą jedynie członkowie greckich rodów, wywodzących się od antycznych herosów. Kiedy któryś z bogów zginie, jego moc przejmuje zabójca. Walka o kleos.
Siedem lat temu rodzice i siostry Lore zostali brutalnie zamordowani. Dziewczyna cudem ocalała i ukryła się we wcześniej wspomnianym mieście. Przez długie lata czciła pamięć bliskich w jeden możliwy sposób – pozostając przy życiu. Przez cały czas odpychała od siebie mroczne myśli o zemście. Ale wydaje się, że tylko ona jest w stanie zapewnić jej spokój..
Jak potoczą się losy głównej bohaterki? Czy weźmie ona udział w walce o honor? Kto zamordował jej rodziców? I co najważniejsze, czy uda jej się powstrzymać nowego boga przed zniszczeniem ludzkości?

Szczerze powiedziawszy, miałam duże oczekiwania co do tej powieści. Osobiście, ubóstwiam mitologię grecką i wszystkie rzeczy z nią związane, więc sami rozumiecie, że nie byłabym w stanie przeżyć, gdyby historia nie spełniała postawionych przeze mnie warunków. Alexandra Bracken okazała się jednak autorem porównywanym do Madeleine Miller. Tytułowa książka już od pierwszej strony oddziaływała na czytelnika. Emocje płynące z poetycko połączonych przez autorkę słów były wręcz nie do opisania. Szczególnie podobały mi się uczucia i więzi, które wykreowała pomiędzy bohaterami. Było w tym coś nie tylko niezwykle kreatywnego, lecz również ujmującego i zapierającego dech w piersiach. Urzekły mnie klimatyczne opisy nowojorskich ulic, zachodzącego nieba i tłocznych ulic. Bohaterowie posiadali natomiast silne i oryginalne charaktery, jak gdyby naprawdę zostali stworzeni z krwi i kości. Co prawda czasami irytowało mnie zachowanie Lore i jej zmienne nastroje, ale mam nadzieję, iż był to celowy zabieg autorki, która chciała podkreślić jej wybuchowość.

Wartka akcja jest wciągająca i dynamiczna. Fabuła przemyślana i starannie zaplanowana. Nieprzedłużana na siłę, nie nudzi. Byłam pod wrażeniem tego jak bardzo autorka ją rozbudowała. Cały czas coś się dzieje. Nie ma czasu nawet na oddech. W dodatku w tle mamy wątek romantyczny, co dodaje tylko smaku tej owocnej historii.

Nie polecam wam tej powieści, tylko i wyłącznie ze względu na niekonwencjonalny i przyjemny warsztat pisarski autorki, ale gwarantuje wam również, że wartości, jakie są zawarte w tej książce, dosłownie wami zawładną. Alexandra Bracken zahacza o rozterki między Bogami i ludźmi. Zwraca uwagę na to jak łatwo jest kogoś zmanipulować. Wzruszające jest to jak główna bohaterka walczy o upragnioną wolność, żyjąc przy tym ze zżerającym ją poczuciem winy. Autorka porusza jeszcze kwestię nieuchronności przed okrutnym życiem. Pokazuje jak łatwo jest zbłądzić z wybranej przez siebie drogi i do czego prowadzi nienawiść czy poczucie winy. Z całą pewnością powieść ma charakter moralizatorski, ale nie zabraknie przy tym poczucia humoru. Powieść wzrusza i to bardzo, ale również rozśmiesza do łez.

Jestem zobowiązana jeszcze dodać jak dobrze autorka wykazała się swoimi umiejętnościami w dziedzinie mitologii i nie tylko. Wciąż jestem pod wrażeniem opisów walk, zaawansowanego słownictwa i zwrotów wywodzących się z greki. Brawo za porządny Research!

Jedyne, do czego mogę się przyczepić to to, jak Bracken rzuca czytelnika na głęboką wodę. Na początku powieści jest istny chaos. Kompletnie nie byłam w stanie poradzić sobie z tymi wszystkimi wydarzeniami, imionami, kto jest kim.. Trochę pomógł mi spis postaci na końcu książki, ale czemu tak właściwie jest na końcu książki? Chyba po to, żeby trudniej było go znaleźć. No cóż, nie powiem, że początek był szczególnie trudny.

Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona całością. Mogło być troszeczkę lepiej, bo powieść na początku ewidentnie odrzuca, aczkolwiek trzeba uzbroić się w cierpliwość. Wciąż nie mogę przeżyć zakończenia i tego zwrotu akcji, na jaki dałam się nabrać. Moja rada dla was to: miejcie oczy otwarte dookoła głowy i... przeżyjcie ten początek!

piątek, 12 listopada 2021

Most pomiędzy nami.

14:22:00 0 Comments
  
Czy w idealnym świecie jest miejsce na cierpienie?
 


Tytuł: Most pomiędzy nami
 
Autor: Claudia Moonever
 
Wydawnictwo: Novae Res
 
Data wydania: 1 września 2021
 
Liczba stron; 288
 
Moja ocena: 8/10
 
 


Recenzencki egzemplarz „Mostu pomiędzy nami” poza mną czytała także moja koleżanka. Choć może w tym przypadku lepszym określeniem byłoby „próbowała czytać”, ponieważ już po kilkunastu stronach stwierdziła, że książka jest „inna”. Osobiście uważam, że ten przymiotnik jest często używany, kiedy czytelnik nie do końca wie jak określić historię, którą dany autor przedstawia w swojej powieści. Etykietka „inna” niejako automatycznie sprawia, że z tyłu głowy pojawiają się takie słowa jak „dziwna”, „nieprzekonująca”, „odmienna”, a to nie kojarzy się wcale pozytywnie. Z drugiej strony – czy można ocenić książkę po przeczytaniu tylko jej niewielkiego fragmentu, bez znajomości całości? Moim zdaniem nie. I choć „Most pomiędzy nami” z początku faktycznie może wydawać się specyficzna zdecydowanie jest interesująca. 
 
Historia rozgrywa się w fikcyjnym, utopijnym miasteczku Salemo. Już w tym miejscu należy pochwalić młodą, debiutancką autorkę za zgrabne i inteligentne nawiązanie do powieści Ursuli LeGuin. Jak się bowiem okazuje w dalszej części jest to czytana od tyłu nazwa jednego z miejsc akcji zmarłej już pisarki – Omelas. W Salemo społeczeństwo funkcjonuje w oparciu o tzw. Zasadę Szesnastki – bazującą na typologii osobowości Meyersa – Briggsa. Każdy z mieszkańców określony jest przez cztery litery symbolizujące cechy charakteru (w wolnym tłumaczeniu: introwertyk lub ekstrawertyk, kierujący się intuicją lub kierujący się zmysłami, analizujący lub odczuwający, oceniający lub postrzegający). Jeśli nie mieliście okazji zapoznać się z tym kierunkiem psychologicznym zachęcam do tego – test można wykonać w Internecie, a świadomość własnego typu osobowości pomaga w odbiorze książki. Już po tym wstępie ujawnia się fakt, że Claudia Moonever jest studentką psychologii. Głowna bohaterka, June, obdarzona jest typem osobowości, który kształtuje ją jako wrażliwą i nieco skrytą osobę, która chce nieść pomoc wszystkim dookoła. W ten właśnie sposób poznaje zagubionego w życiu chłopaka, który okazuje się być znanym wokalistą ulubionego zespołu jej siostry. Axel nie pochodzi z Omelas i w przeciwieństwie do June nie wierzy w Zasadę Szesnastki. Po przeżytej tragedii jaką była utrata brata, chłopak cierpi na zaburzenia nastrojów, a w June upatruje swoją kotwicę i wybawicielkę od samotności i nachodzących go melancholijnych, a wręcz samobójczych myśli. W „Moście pomiędzy nami” na drugim biegunie jest jeszcze Dawid, szef June, którego typ osobowości kwalifikuje go jako rzekomą bratnią duszę dziewczyny i który na wszelkie sposoby stara się ją zauroczyć. 
 
„Most pomiędzy nami” można określić jako polską odpowiedź na wszelkiego rodzaju książki odnoszące się do podziału społeczeństwa – czy to na Dystrykty (jak w „Igrzyskach Śmierci”) czy to na frakcje (jak w „Niezgodnej”). Różnicą jest to, że zdecydowanie mniej tu fikcji. Ludzie żyją „normalnym” życiem – nie muszą brać udziału w morderczych zawodach, nie muszą podporządkowywać się reżimowi, a podział nie był wynikiem wojny jądrowej, ani innego dramatycznego wydarzenia. June jest redaktorką, jej przyjaciel Noah pracuje w klinice weterynaryjnej, siostra chodzi do szkoły i jest fanką muzyki, rodzice głównej bohaterki przechodzą kryzys małżeński – samo życie ze wszystkimi jego pozytywami i negatywami. Claudia Moonever zgrabnie prowadzi narrację, z powagą ale bez nadmiernego patosu czy czarnowidztwa porusza poważne tematy – samotność, strach, niepewność, depresja. To wszystko zdecydowanie wyróżnia książkę spośród innych i jednocześnie sprawia, ze jest dobra zarówno dla młodzieży jak i dla nieco starszych czytelników. Jedynym nieco bardziej popkulturowym motywem jest wątek jednej dziewczyny, która ma kilku adoratorów – bo przecież jest absolutnie wyjątkowa, ale nie psuje to odbioru całej książki. Jedyne czego nieco mi zabrakło to głębsze poruszenie wątku podziału na typy osobowości, bo świetny pomysł nie został jakoś szczególnie rozwinięty, a pojawia się jedynie w kilku miejscach. Na początku – jako wprowadzenie, później celem pokazania „braterstwa dusz” June i Dawida, a dalej – celem ukazania, że sprzeciw przeciwko zasadom klasyfikacji prowadzi do nieporozumień i wzajemnego unieszczęśliwiania się (mowa o rozwodzie rodziców dziewczyny). Trochę szkoda takiego urwania w połowie, ale wiem, że celem powieści nie były psychologiczne rozważania nad teorią Meyersa –Briga, a raczej skłonienie do refleksji czy rzeczywiście można z całą pewnością określić się za pomocą czterech cech. I podtrzymuję to stanowisko, nawet jeśli całkowicie zgadzam się z moją typologią INTJ (rzekomo najrzadszą). 
 
Podsumowując – debiut literacki Claudii Moonever zdecydowanie zaliczyć należy do udanych. Pomimo młodego wieku o sile autorki przesądza fakt, że wie o czym chce pisać, konsekwentnie trzyma się głównego tematu, nie wprowadzając niepotrzebnych i gmatwających akcję wątków, a bohaterów kształtuje jako ludzi żyjących obok nas. Mam szczerą nadzieję, że nie jest to pierwsza i ostatnia książka jej autorstwa i z zainteresowaniem będę śledzić rynek wydawniczy w oczekiwaniu na jej kolejne literackie „dzieci”.

wtorek, 9 listopada 2021

"Kto umrze, ten umrze" - Mateusz Szulczewski

12:45:00 0 Comments

 

„A Ci którzy tańczyli, zostali uznani za szalonych przez tych, którzy nie słyszeli muzyki” Fredrich Nitche. Tym cytatem rozpoczyna się książka, ja odebrałam to jako zapowiedź nieoczywistej, zaskakującej historii, która nie jest dla każdego.


        Tytuł: Kto umrze, ten umrze

        Autor: Mateusz Szulczewski

        Wydawnictwo: Novae Res

            Premiera: 19.11.2021

               Liczba stron: 196

                    Ocena: 8/10

 

Fabuła z pozoru przewidywalna, bo oto mamy świetnego detektywa, zwłoki i oczywiście mordercę, który w miejscach zbrodni pozostawia zagadki. Śledztwo prowadzi Maurycy, detektyw, który pomimo młodego wieku ma na swoim koncie wiele rozwiązanych spraw. Morderca intryguje go, jest piekielnie inteligentnym przeciwnikiem, co w pewien sposób jest pociągające. Kiedy porwana zostaje kobieta Maurycego, a do porwania przyznaje się  Zagadkowy Morderca, sprawa nabiera osobistego wydźwięku. Teraz nie chodzi już tylko o złapanie przestępcy, ale o uratowanie życia ukochanej, która przeżyje jeśli Maurycy rozwiąże poszczególne zagadki.

 

Autor zabiera nas w surrealistyczną podróż swojego bohatera, jawa miesza się ze snem, w wielu sytuacjach nie jesteśmy pewni, czy Maurycy śni, czy może wydarzenia są prawdziwe. Główny bohater brnie przez kolejne zagadki i kolejne kontynenty, odkrywa zwłoki i elementy gry, zbiera artefakty i zalicza wciąż nowe misje, aby w końcowym etapie stanąć twarzą w twarz z głównym, finałowym Boss’em – Zagadkowym Mordercą. Sam bohater też jest tajemniczy, nie znamy jego przeszłości, autor bardzo oszczędnie odsłania przed nami życie Maurycego, jego relacje z innymi, z ukochaną.

 

Gdybyśmy chcieli odbierać ta książkę w sposób dosłowny, bylibyśmy zażenowani zdarzeniami na osi czasu, ciągłymi zmianami pobytu bohatera, a także jego zachowaniem w wielu sytuacjach. Wiele wątków jest oderwanych od rzeczywistości i tylko otwarty umysł pozwala traktować tą historię poważnie. Sama książka jest krótka, i tak jak „podobno” wielkość ma znaczenie, tak ilość nie zawsze idzie w parze z jakością. W tej sytuacji jakość daje radę i zdecydowanie się broni. Fabuła jest spójna, brak pobocznych wątków i opisów dodających niepotrzebnych stron.

 

Przyjemna okładka, przyciąga wzrok, nie wiem jak odbierać to, że autor umieścił  na niej swoje zdjęcie, rozbuchane ego? Nadmierna pewność siebie i chęć sprowokowania czytelnika? To, jak  i cała książka, jest dla mnie zagadką. Język jakim posługuje się autor jest cięty, bezkompromisowy, świetne i dosadne porównania dopełniają całości, chociaż miejscami miałam już lekki przesyt. Nie szczędzi też wulgaryzmów, ale nie odbieram ich negatywnie, w tej powieści są w punkt. W moim odczuciu książka jest wciągająca, przyjemnie było zagłębić się w tej historii, a niektóre cytaty zostaną ze mną na dłużej.

Wracając natomiast do cytatu, którym rozpoczyna się książka, to po jej przeczytaniu myślę, że  był on w pewnym stopniu asekuracją autora, dla krytyki ze strony czytelnika. Nie podobała Ci się książka? Może po prostu nie słyszysz muzyki?

 

poniedziałek, 8 listopada 2021

"Dlaczego właśnie ja? Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom" – Harold S. Kushner

18:38:00 0 Comments

Pewnie wielu z was zadawało sobie pytanie: "Dlaczego właśnie ja?", odczuwając, że nie zasłużyliście na okropny los, który was spotkał. Bo tak właściwie, jak on działa? Dlaczego złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom i co trzeba zrobić, by go uniknąć? Czy Bóg faktycznie ma z tym związek? Czy każe on nas za nasze przewinienie lub grzechy, zsyłając na nas los niefortunnych zdarzeń? Odpowiedzi na te pytania stara się rozwikłać Harold S. Kushner w swojej najnowszej powieści pt. "Dlaczego właśnie ja? Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom".

Nr recenzji: 485
Tytuł: "Dlaczego właśnie ja? Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom"
Autor: Harold S. Kushner
Data polskiego wydania: 30 września, 2021
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 196
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 5/10


Harold S. Kushner to amerykański teolog i rabin, który musiał sam radzić sobie z trudnymi pytaniami w momencie, kiedy okazało się, że jego syn Aaron jest nieuleczalnie chory i nie dożyje starości.
Dlaczego nieszczęścia i nagła śmierć spotyka niewinnych?
Gdzie jest Bóg, kiedy cierpią i giną dobrzy ludzie?
Dlaczego uczciwi i przyzwoici ludzie cierpią?
Parę lat później Kushner napisał książkę, aby pomóc innym ludziom w podobnej sytuacji, radzić sobie z wątpliwościami i lękiem oraz jak zachować wiarę w obliczu tragedii. Jest to niezwykle wnikliwa i mądra powieść napisana z perspektywy kochającego rodzica i duchownego w jednym, która wskazuje jak znaleźć pocieszenie i nie obwiniać się w chwilach smutku i zwątpienia z powodu strasznej personalnej straty.

Jeśli mam być szczera to nie przeczytałam opisu tej książki i kierowałam się wyłącznie tytułem, więc nie spodziewałam się tej całej religijności zawartej przez rabina. Myślałam raczej, że będzie to zwyczajny, życiowy poradnik. Przynajmniej mam nauczkę, żeby czytać deskrypcję. Już więcej nie popełnię tego błędu. Lecz mimo tego, iż autor moim zdaniem w większości zawarł w powieści filozoficzny bełkot, to było troszeczkę ironicznie, z uwagi na to, że jestem ateistką. Tak czy siak, nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że kompletnie nic nie wyniosłam z tej książki. Ceniłam sobie fakt, jak autor ze starannością ukazał znaczenie relacji międzyludzkich w życiu człowieka. W pierwszej chwili przekonana byłam, że Kushner za wszelką cenę będzie starał się ochronić stanowisko Boga i przekonywać czytelników, że to bagno, przez które musieli przejść, stanowili część "bożego planu". Jak bardzo byłam zdziwiona, gdy to okazało się nieprawdą! Harold S. Kushner konsekwentnie podszedł do tematu z perspektywy zwykłego człowieka, który doświadczył straty. Autor uważa za normalne to, że początkowo obwiniamy Boga. Sugeruje nam, że na los nie da się wpłynąć i nie można nic w nim zmienić, bo jest z góry zaplanowany, co strasznie mnie zirytowało, ponieważ w powieści nie było praktycznie niczego nowego. Książka zdecydowanie oparta jest na filozofii, więc przygotujcie się mentalnie na trudne do zrozumienia kwestie (przynajmniej w moim przypadku tak było). Autor niekiedy komplikuje swój tekst, przez co robi się niepotrzebnie zawiły.
Jest to raczej pozycja skierowana do osób wierzących, więc nie będę się bardzo zagłębiać w niebiańskie wartości. Być może ta książka pomogła wielu ludzkim istnieniom – co autor stwierdza we wstępie – ale nie mnie to oceniać. Podobało mi się w ogóle to empatyczne podejście do człowieka połączone dobrym warsztatem pisarskim, aczkolwiek powieść zdecydowanie nie była dla mnie. Czytając inne opinie, wierzę, że była ostoją spokoju dla ludzi religijnych i polegających na Bogu. I to wszystko.

Reasumując, gdyż nie mam pojęcia co więcej, mogłabym napisać o powieści, która okazała się nie mieć nic wspólnego ze mną, mam nadzieję, iż w waszym przypadku będzie inaczej. Zdecydowanie polecam osobom, które nie mogą poradzić sobie ze stratą i stoją w miejscu. Gwarantuje, że Kushner postara się zminimalizować waszą żałobę i wypuścić z was cały gniew, o ile sami wykażecie inicjatywę. W moim przypadku powieść się po prostu nie sprawdziła.

Wydawnictwu Zysk i S-ka dziękuję za egzemplarz recenzyjny, autorowi życzę dalszych sukcesów, natomiast czytelników, tak jak zawsze proszę o krótki komentarz poniżej. Trzymajcie się!

Koniecznie zerknijcie na inne recenzje i nie zapomnijcie wejść na naszego Instagrama – @tzczytelnika <3.


piątek, 5 listopada 2021

"Mądry że f*ck" – Gary John Bishop

07:01:00 0 Comments
Nie jest wcale tak łatwo zmienić swoje życie na lepsze. Potrzeba niezwykłych pokładów cierpliwości, odwagi i przede wszystkim motywacji, by wyjść ze swojej rutynowej strefy komfortu i zawalczyć o lepsze oraz mądrzejsze życie. Na całe szczęście przychodzę dziś do Was ze skuteczną książką autorstwa Gary'ego Johna Bishopa pt. "Mądry że f*ck", która pomoże wam odzyskać kontrolę nad własnym losem! (pod warunkiem, że sami tego chcecie)

Nr recenzji: 484
Tytuł: "Mądry że f*ck"
Autor: Gary John Bishop
Data polskiego wydania: 29 września, 2021
Tłumacz: Olga Siara
Wydawnictwo: Insignis 
Liczba stron: 247
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10

"Siedzisz za kierownicą, kotku, więc zacznij wreszcie prowadzić tę furę"

Od razu zaimponowało mi to, jak bardzo charyzmatyczną i bezpośrednią osobą jest autor. W sposób motywacyjny i refleksyjny prowadzi czytelnika przez swoje poglądy i uczy go "mądrego życia", w którym "wystarczymyślećoptymistycznie" nie jest motywem przewodnim poradnika! Nie spodziewajcie się, że autor będzie was głaskał po głowie, o nie. Nie będzie chwalenia ani łechtania ego, wręcz przeciwnie – Bishop zafunduje wam niezły wycisk emocjonalny i będzie w dosadny sposób kazał wam ruszyć swoje cztery litery! Nie oznacza to jednak, iż autor zawstydza lub atakuje swoją postawą czytelnika. Otwiera po prostu oczy, rzuca w nie prawdę i podpowiada jak przejść przez życiowe gównoburze, obudzić w sobie drzemiący potencjał albo zapanować nad stresem, uczuciami i stratą.

"Tak naprawdę ocknąłem się dopiero po czterdziestce. Wcześniej tkwiłem uwięziony we własnej głowie i dążyłem do celów, które wydawały mi się "realistyczne" z tej ograniczonej perspektywy".

Bardzo podobało mi się, że autor nie starał się "górować" nad czytelnikiem. Ukazał się bardziej w roli nauczyciela, takiego przyjaznego trenera personalnego, którego celem jest po prostu czysty altruizm. Równie ujmujący był sposób, w jakim Bishop wyrażał swoje myśli. Łatwy język i przyjemny styl pisarski sprawiają, iż książkę jest łatwo zrozumieć, a co za tym idzie wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski. Nie było żadnego filozoficznego trajkotania, a prawda. Własne doświadczenia autora, którymi postanowił się z nami podzielić. Dodało to książce rzetelności i zaufania do tego niekonwencyjnego autora. Swoją drogą musiało to wymagać niesamowitej odwagi. Powieść na pewno budzi respekt. 

"W tej książce o mądrości mówię o procesie uczenia się, który faktycznie cię zmienia. Wzbogaca cię wewnętrznie. Otwiera przed tobą szansę na rozwój. Widzisz, to, co odkryłem na własną rękę, odmieniło mnie na zawsze. Nieodwracalnie. Kiedy uświadamiasz sobie, że od samego początku wszystko zależało od ciebie, nie umiesz już zrzucać winy na innych, bo słowa więzną ci w gardle. Po jakimś czasie wyczuwasz ściemy na kilometr" 

Zdecydowanie zgadzam się ze słowami autora. Po przeczytaniu tej książki sama czuję się troszeczkę.. odmieniona i można by powiedzieć, lepiej przygotowana na przeciwności losu. Dzięki prostym definicjom, radom i wskazówkom zrozumiałam jak radzić sobie z miłością, stratą i przymusowym osiągnięciem sukcesu. Na pewno będę zwracać większą uwagę na własne nastawienie do życia i zgodnie ze stylem życia Bishopa, zacznę działać już teraz! Zirytowało mnie trochę stwierdzenie autora, że jeśli nic nie wyciągniemy z tego poradnika, to prawdopodobnie robimy coś źle. Każdy wyciągnie z tej książki coś innego, w każdym zajdzie prywatna wewnętrzna zmiana i każdy zrobi to, do diaska, na swój charakterystyczny sposób. 

W zasadzie to trudno określić jak ta książka będzie oddziaływać na Was. Nie wiem, co mogłabym więcej napisać. Uważam bowiem, iż jest to raczej indywidualna podróż przez odmęty własnej głowy. Gwarantuje wam za to, że w którymś momencie poradnika, odłożycie go i powiecie: "wow, rzeczywiście tak robię". Człowiek uczy się na błędach, więc potraktujcie tę książkę nie jako przymus, lecz szansę na lepsze jutro. 

Wydawnictwu Insignis dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorowi życzę dalszych sukcesów, a czytelników proszę o podzielenie się własnymi doświadczeniami po przeczytaniu powieści w komentarzu poniżej :)

Zapraszam też na naszego książkowego Instagrama – @tzczytelnika <3