Insta


niedziela, 17 listopada 2019

„Ostatni list od kochanka" - Jojo Moyes

23:23:00 0 Comments

Twórczości Jojo Moyes chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Jej światowy bestseller zatytułowany „Zanim się pojawiłeś” doczekał się nawet ekranizacji pod tym samym tytułem. Na książkę „Ostatni list od kochanka” natknęłam się całkiem przypadkiem, na wyprzedaży książek w jednym ze sklepów. Moją uwagę, oczywiście pomijając autorkę, przykuła śliczna, wytłaczana okładka. Pomyślałam, że muszę ją mieć.

Nr. recenzji: 337
Tytuł: „Ostatni list od kochanka"
Autor: Jojo Moyes
Tłumacz: Urszula Smerecka
Liczba stron: 496
Data polskiego wydania: 3 grudnia 2014
Wydawnictwo: Świat Książki
W moim odczuciu: 10/10

Ellie Haworth jest młodą dziennikarką pisma „Nation” w Londynie. Pewnego dnia, przeszukując archiwa gazety, natyka się na list miłosny. Urzeczona bezpośrednimi słowami z początku lat 60. postanawia dowiedzieć się więcej na temat tajemniczych kochanków. Ellie krok po kroku odkrywa historię zakazanej miłości eleganckiej kobiety z wyższych sfer Jennifer oraz reportażysty Anthonego. Bohaterka, zatracona w miłosnym romansie, zaczyna dostrzegać podobieństwo ściśle związane z jej życiem. Mianowicie Ellie sama spotyka się z żonatym mężczyzną. Jak potoczą się losy kochanków sprzed lat i co najważniejsze - jaką decyzję dotyczącą swojego związku podejmie Ellie?


Książka wciągnęła mnie bez reszty już od pierwszych stron. Początkowo autorka przedstawia nam pokrótce życie głównej bohaterki - Ellie. Poznajemy jej pracę, relacje z przyjaciółmi, a także sercowe problemy związane z zajętym już mężczyzną. Następnie autorka, dokonując retrospekcji, przenosi nas w czasie do wczesnych lat sześćdziesiątych, w których rozgrywa się gorący romans kochanków. Poznajemy wówczas piękną Jennifer, jej wysoko postawionego męża i właściciela fabryki oraz dziennikarza Anthonego. Nie zdradzając wiele szczegółów dotyczących tej trójki bohaterów napiszę tylko, że Jennifer znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony kochała męża i chciała pozostać względem niego wierna, natomiast z drugiej strony jej żarliwa miłość do Anthonego była na tyle silna, że nie pozwalała jej z niego zrezygnować. 


Początkowo powieść jest bardzo trudna w odbiorze. Po pierwszej retrospekcji autorka szybko wraca do historii Ellie, by znów po kilkunastu stronach przenieść się w czasie. Na początku, i tu się przyznam, sama trochę zagubiłam się pomiędzy obiema historiami. Jednakże im dalej, tym powieść i zawarte w niej wątki wydawały się bardziej przejrzyste. W pewnym momencie książka wciągnęła mnie tak mocno, że nie zwróciłam uwagi na wschodzące za oknem słońce. 


Powieść, pomimo wielu wątków, jest naprawdę dobrze napisana. Historie obu kobiet wydają się bardzo codzienne, życiowe wręcz. Poruszane w nich wątki miłosne, okraszone tęsknotą i pożądaniem to przecież chleb powszedni każdej relacji. Kolejną zaletą książki jest jej zaskakujące zakończenie, gdzie wyjaśniają się obie historie. Podobały mi się również zamieszczone przed każdym rozdziałem fragmenty listów czy innych form komunikacji. Pomimo, że nie wiążą się one ściśle z fabułą całej książki, wprowadzają ciekawy klimat powieści. W ogólnym odczuciu książka wywarła na mnie bardzo duże wrażenie. Były takie momenty, gdy czytałam ją ze łzami w oczach, by zaraz uśmiechać się do siebie pod nosem. Myślę więc, że to na pewno nie będzie moja ostatnia pozycja tej autorki.


Podsumowując - jestem na tak. Nie pamiętam kiedy ostatnio czytana książka wciągnęła mnie tak mocno. Jojo Moyes porusza wiele trudnych kwestii dotyczących relacji damsko-męskich. Miłość, ale i wiążąca się z nią zdrada. Także pożądanie, tęsknota oraz ludzka bezradność. Podejmowanie trudnych decyzji, oraz konsekwencje z nich płynące. Na koniec nie można zapomnieć o niegasnącej nadziei, że jednak wszystko jakoś się ułoży. 

Komu poleciłabym powieść? Myślę, że każdej kobiecie, niezależnie od wieku czy stanu cywilnego. To świetna pozycja zarówno dla romantyczki, jak i typowej realistki. Sądzę, że każda w jakiś sposób utożsami się z którąś z bohaterek. 

środa, 6 listopada 2019

I sypnęła łaciną - Agata Kelso

09:00:00 0 Comments
Znać łacinę nie jest tak chwalebnym, jak haniebnym jest jej nie znać - Cyceron

Nr. recenzji : 336
Tytuł : "I sypnęła łaciną"
Autor : Agata Kelso
Liczba stron : 96
Data wydania : 24.07.2019
Wydawnictwo : Novae Res
W moim odczuciu : 6/10
Autorka recenzji : Małgorzata Górna



Zainteresowałam się tą książką po przeczytaniu opisu. Język łaciński jako źródło nieśmiertelnej mądrości filozoficznej aktualnej współcześnie. Oczekiwałam jakiegoś ukierunkowania do wykorzystania łaciny w życiu codziennym czy czegoś w tym rodzaju, niestety nie do końca spełniły się moje życzenia. Autorka korzystając ze znajomości łaciny nieco przybliża Nam użycie sentencji wielkich myślicieli (i nie tylko!) w codzienności. Na przykład jednymi z najczęściej używanych łacińskich skrótów są : CV (curriculum vitae - bieg życia, przebieg życia) i PS (post scriptum). Zwraca także uwagę na to, że wiele słów jest pochodzenia łacińskiego i otwarcie potępia makaronizmy (wyrazy z obcego języka przyjęte do mowy rodzimej na przykład burgery, donaty, influencer).
Znacznie ciekawsze są te fragmenty, w których autorka mówi o sobie, swoich przeżyciach, poglądach i działaniach. Przy okazji wplata wypowiedzi między innymi Cycerona, Cezara, Stefana Batorego, Heraklita i Horacego - mądrości od pokoleń i się do nich odnosi w zależności od poglądów. Agata Kelso urodziła się pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, przeżyła okres komunizmu, brała udział w obchodach świąt z okazji rewolucji październikowej, wraz z innymi śpiewała piosenki na ceremonii otwarcia Huty Katowice, dziwiła się idei PEWEX'U (panował zakaz handlu zachodnią walutą, a tam można było płacić tylko dolarami), a jej osiemnaste urodziny przypadły na okres wprowadzenia stanu wojennego. Co ciekawe, otwarcie mówi o swoich poglądach i nie owija w bawełnę. Nie obawia się krytyki ani nie przekonuje. Po prostu z czystej chęci dzieli się sobą, swoją wiedzą i doświadczeniem. Po trosze elementem biograficznym tłumaczy niektóre ze swoich decyzji bądź zachowań, ale nie to jest tu najważniejsze. Liczy się zauważenie prawdziwości wypowiedzi łacińskich przedstawionych w książce.

Cokolwiek powiesz po łacinie, brzmi mądrze - autor nieznany

Teraz przejdźmy do spraw bardziej technicznych. Ogromnym plusem jest tłumaczenie w nawiasie i pogrubiona czcionka przy cytatach. Normalnie by mnie to denerwowało, ale w wypadku, gdy mamy do czynienia z taką częstotliwością obcojęzycznych zdań jest to ułatwieniem w odbiorze całego tekstu. W przypadku przypisów można by się było zgubić i przy roztargnieniu zgubić wątek (uwierzcie, wiem co mówię). Kolejna sprawa tyczy się języka, który momentami przypomina tekst czysto naukowy to jest on wyważony, nauka styka się tutaj ze sprawami osobistymi i, całe szczęście, nie razi to w oczy. Przyjemnie, płynnie i szybciutko przeskakujemy z tematu na temat dotykając anegdot o czarnym Mikołaju, ironii, czy buntu a'propos hasła "O zmarłych należy mówić dobrze albo nic" (Chilon). Wydaje się, że autorka jest starą, dobrą, dawno niewidzianą znajomą rozmawiającą z Nami przy kawie o życiu, tak po prostu. Miło, przyjemnie i z pożytkiem dla Nas, bo w końcu czegoś się nauczyliśmy.

Rzeczą ludzką jest się mylić, ale uparcie w błędzie trwają tylko głupcy - Cyceron


Jeśli jesteście ciekawi jakie mądrości jeszcze kryje w sobie "I sypnęła łaciną" to nie zostaje mi nic innego jak zaprosić Was do lektury, w sam raz na jeden moment, przerwa od całego życiowego biegu.

Małgorzata Górna

wtorek, 5 listopada 2019

"Córeczki" Adrian Bednarek

22:35:00 0 Comments
Nr. recenzji: 335
 Tytuł: „Córeczki"
Autor: Adrian Bednarek
Tłumacz: 
Liczba stron: 611
Data polskiego wydania: 09 października 2019
Wydawnictwo: NOVEA RES
W moim odczuciu: 10/10


Przypadkowy splot wydarzeń niczym mały kamyk porusza lawinę, której nie sposób zatrzymać. Losy obcych sobie ludzi splatają się - już na zawsze. A każda kolejna decyzja pociąga za sobą nieodwracalne dla pozostałych skutki... Żądza zemsty, karmiona przez lata, może stanowić doskonały motywator do działania, albo wprost przeciwnie - zaślepiającą siłę destrukcyjną, prowadzącą do kolejnych dramatów. I niech nie zwiedzie Czytelnika słodki i budzący pozytywne skojarzenia tytuł! Próżno bowiem doszukiwać się uroczych elementów w tej mrocznej historii...  

Ewa to atrakcyjna, szczęśliwie zakochana właścicielka małego butiku w centrum Częstochowy. Z uwagi na dobro matki zrezygnowała z marzeń o pracy w policji. Pola natomiast jest zbuntowaną instruktorką pole dance, szczerze nienawidzącą matki. Te dwie kobiety różni niemalże wszystko. A jednak jest coś, co powoduje, że ich historie splotły się na zawsze. Tym wspólnym elementem jest zamaskowany morderca, który przed laty zabił ich siostry. "Bliźniaczki", jak same siebie nazywają, pomimo dzielących je różnic postanawiają wspólnymi siłami odnaleźć człowieka, który zniszczył ich rodziny. Przypadkowy trop powoduje, że kobiety rozpoczynają wspólne, pełne zaskakujących zwrotów akcji śledztwo. Jest to jednak dopiero preludium do tego, co wydarzy się w momencie, kiedy zidentyfikują sprawcę swoich cierpień. Tym, co dodaje pikanterii całej historii, jest jej tło. Autor rozwija przed nami cały wachlarz emocji. W palecie tej odnajdujemy trudne relacje rodzinne, więzi matek i córek, skomplikowane układy damsko - męskie, jak również motyw samotności, zarówno tej z wyboru, jak i przymuszonej.  

"Córeczki" to kryminał, który od pierwszych stronic utrzymuje Czytelnika w napięciu. Nie sposób oderwać się od lektury. Każdy poszczególny rozdział kończy się takim zwrotem akcji, że  nie można oprzeć się konieczności sięgnięcia po kolejny. To, co znamienne dla tej powieści to fakt, że nie jest to typowy krwawy kryminał. Książka porusza bowiem wiele istotnych tematów - zawiłości więzi rodzinnych, wrażliwości, wpływu przeżyć każdego człowieka na jego dalsze losy. Przede wszystkim jednak to opowieść o konieczności dokonywania wyborów oraz mierzenia się z ich skutkami. I to na różnych płaszczyznach. A także tego, iż nie zawsze dane nam jest decydować samodzielnie... Ten thriller psychologiczny to rewelacyjne studium ludzkiego umysłu, wyjątkowy porter psychologiczny sprawcy i ofiary. Z pewnością pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli kryminalnych opowieści, ale także pasjonatów ludzkich zachowań. 

Podsumowując, "Córeczki" to powieść, która trafi w gusta nie tylko miłośników kryminałów, ale także Czytelnika poszukującego opowieści o wnętrzu człowieka, okolicznościach, które determinują jego postawy i wybory. Stanowi doskonały dowód na to, że nie wszystko jest takie, jakim pozornie wydaje się być. Nawet najokrutniejszy człowiek ma czułe punkty. I przeciwnie - osoby wydawać by się mogło prawe i nieskazitelne, w pewnych okolicznościach zdolne są do wstrząsających czynów. Dzieło Adriana Bednarka z pewnością zostaje z Czytelnikiem jeszcze na długo po zakończeniu lektury. Biorąc pod uwagę aktualne okoliczności przyrody, to rewelacyjna lektura na deszczowe, szare dni i wieczory. Jako pasjonatka kryminalistyki, psychologii i tematów pokrewnych z pełną stanowczością wystawiam "Córeczkom" najwyższą notę i z niecierpliwością oczekuję kolejnej powieści Autora. Oby takiego samego formatu! 

sobota, 2 listopada 2019

Psy pożrą ciało Jezebel - Jarosław Kamiński

11:00:00 0 Comments
W internecie wszystko zostaje na zawsze. Kolorowe zdjęcia, ciekawe filmy, wiadomości, śmieszne kotki, pokazy mody czy plotki o celebrytach. Wszystko to trzyma nas w sidłach, omamia, uzależnia. Niby to nic takiego, nie robimy nic złego, korzystamy na własny użytek, ale...Co może się stać, jeśli wciągnie Nas za bardzo?

Nr. recenzji : 334
Tytuł : "Psy pożrą ciało Jezebel"
Autor : Jarosław Kamiński
Liczba stron : 376
Data wydania : 15.10.2019
Wydawnictwo : W.A.B
W moim odczuciu : 4/10
Autorka recenzji : Małgorzata Górna



Od pierwszych stron można doznać szoku, zostajemy rzuceni na głęboką wodę - nie zmienia się ani data ani godzina. 12 czerwca 2021 roku trwa w nieskończoność. Zegar cały czas wskazuje 22.48. Powoli zaczynam rozumieć, że mam do czynienia z czymś nadzwyczajnym, ale bańka ekscytacji pęka już po pierwszych stronach. Sylwia Aran, główna bohaterka, nie może pogodzić się ze śmiercią 15-letniej córki. Zanurza się w świecie internetu z nadzieją na odkrycie prawdy i pozbycie się uczucia straty. Nie sądziłam jednak, że autor przedstawi to wejście w tak dosłownym sensie. Stworzona rzeczywistość jest wzorowana na "Procesie" Franza Kafki - droga labirynt, zatarta granica między cyberprzestrzenią a rzeczywistością, wiele pytań i żadnych odpowiedzi. Trudno jest się w tym odnaleźć, nie tylko ze względu na swego rodzaju zawiłość fabuły, ale przez budowę powieści. Dialogi zostały wplecione w narrację i trzeba się naprawdę skupić, by wbić się w sposób opowiadania, nie ma klasycznego wyodrębnienia od myślników. Dla mnie było to strasznie męczące i przyprawiało o ból głowy. Kolejna sprawa to wątki przewijające się w książce. Na moje - niewiele mają ze sobą wspólnego i niewiele z nich dociera do sensownego końca. Niektóre sprawy zostają niedomknięte albo zostały tak skończone, że nawet tego nie zauważyłam.

Co do zakończenia to też mam wątpliwości, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Żeby nie było aż tak źle, to powiem o kilku dobrych aspektach, które się tutaj pojawiły. Po pierwsze, mimo plątaniny doceniam, że sam autor się w tym nie zgubił, naprawdę wierzę, że tylko ja na to tak płytko spojrzałam. Przyznam się, że nie dałam rady dokończyć "Procesu" ze względu na celowe tworzenie labiryntu, a powyższa książka przyszła mi z równie wielkim trudem. Dla tych, którzy lubią ten klimat powieść jest w sam raz. Po drugie, przedstawia się Nam w jaki sposób działa internet. Wciąga, uzależnia i niczego nie zapomina. W dzisiejszych czasach bardzo łatwo pozyskać informacje i nimi manipulować - tutaj mamy konkretny i dość brutalny przykład do czego może to doprowadzić.

Sama idea była dobra, jednak tak jak wspomniałam to nie dla wszystkich. Znajdą się tacy, którzy będą zachwyceni szaleństwem całego świata przedstawionego - niespójnościami, sąsiadem (czy sąsiadami?) z dwiema głowami i hipnotyzującymi opisami filmów. Zaczną i zostaną wchłonięci aż do końca. A znajdą się też tacy, którzy beznamiętnie wzruszą ramionami. Nie wciągnie ich wątek tajemniczej Jezebel nękającej Sylwię i doprowadzającej do totalnego obłędu. Nie będą oni świadkami tego całego zamieszania, bo po prostu zrezygnują. Sami znacie siebie najlepiej i wiecie co jest w waszym guście. Mi się nie spodobało, ale Wy możecie mieć zupełnie inne odczucia, więc mimo wszystko zachęcam do spróbowania.

Małgorzata Górna

czwartek, 31 października 2019

"Grecja. Gorzkie pomarańcze" - Dionisios Sturis

13:48:00 0 Comments


Nr. recenzji: 334
Tytuł: "Grecja. Gorzkie pomarańcze"
Autor: Dionisios Sturis
Liczba stron: 320
Data polskiego wydania: 19 czerwca 2019
Wydawnictwo: Poznańskie
W moim odczuciu: 9/10


Dionisios Sturis to autor, którego tożsamość definiują dwie odmienne kultury - polska oraz grecka. Obydwa te - jakże różne - światy składają się na jego niepowtarzalny punkt widzenia: sprawiają, iż nie jest on jedynie chłodnym reporterem, a społecznie i politycznie zaangażowanym uczestnikiem omawianych wydarzeń.

Jeśli chodzi o "Gorzkie pomarańcze", już na wstępie przekonujemy się, iż nie znajdziemy tutaj obrazu kraju, który znamy z kolorowych folderów reklamujących usługi biura podróży. Nie doczekamy się także odniesień do kultury antycznej, mitologii, czy dorobku filozofów. Cóż, wobec tego, autor ma nam do zaoferowania? Bardzo wiele, jak się okazuje już po kilkunastu stronach. Dionisios Sturis w swoim reportażu obnaża oblicze kraju pogrążonego w gospodarczym kryzysie, próbuje dociec społecznych i politycznych przyczyn owego stanu, jak również cofa się do historii wojennej i powojennej opisując losy własnej rodziny. Całość, pomimo dość gorzkiego wydźwięku, okraszona jest anegdotami z życia rodzinnego. Pomimo odważnego podejmowania trudnych tematów autor nie epatuje poczuciem krzywdy i niesprawiedliwości. Poszczególnie aspekty poruszanych problemów opisuje emocjonalnie, lecz z gracją i klasą.  

Książka ta prezentuje nam także garść ciekawostek, jak na przykład przeszłość Ikarii - wyspy, która przez krótki okres czasu była niepodległa i posiadała nawet hymn narodowy odmienny od greckiego. Możemy się też dowiedzieć o losie słynnych zabytków przywłaszczonych sobie przed laty przez Muzeum Brytyjskie. Sporo uwagi Sturis poświęca aspektowi imigrantów przybywających do Grecji w latach dwudziestych minionego wieku - motywacjom tejże migracji oraz wpływowi obecności ludności napływowej na sytuację w państwie. Myślę, iż Polacy mogą tutaj znaleźć wiele analogii do historii i trudnej przeszłości własnego kraju - autor obnaża niepokoje panujące w społeczeństwie, powszechne obawy i lęki, a także pewne osamotnienie tegoż narodu na mapie pozornie zjednoczonego świata.  

Zakończywszy lekturę, z pewnym poczuciem niedosytu, gdyż chciałabym sięgnąć głębiej i dowiedzieć się więcej, miałam ochotę zapoznać się z recenzjami innych czytelników, podyskutować, podzielić się własnymi spostrzeżeniami. Jakież było moje zdumienie, kiedy odkryłam, iż książka ta praktycznie nie posiada na blogach recenzji! Tym bardziej, iż nie jest to wydawnicza nowość, a pozycja dostępna na rynku od sześciu lat, wydana obecnie w innej szacie graficznej. Zatem zdecydowanie zachęcam do zapoznania się z nią nie tylko pasjonatów reportażu i literatury faktu, ale też miłośników historii rodzinnych i każdego, kto ma ochotę zobaczyć często odwiedzany w celach rekreacyjnych kraj w nieco szerszej perspektywie.  

wtorek, 29 października 2019

„Okruchy gorzkiej czekolady. Morze ciemności" Elżbieta Sidorowicz

14:30:00 0 Comments





Nr. recenzji: 333
Tytuł: „Okruchy gorzkiej czekolady. Morze ciemności"
Autor: Elżbieta Sidorowicz
Liczba stron: 512
Data polskiego wydania: 24 września 2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
W moim odczuciu: 7/10
Autor recenzji: Daria Pogodzińska

Ania wraz z rodzicami przeprowadza się do domu, który jest umiejscowiony pod Warszawą. Budynek to dawny dworek lub fragment folwarku z około XX wieku. Domek jest otoczony ogrodami oraz pętelkami dróg, znajduje się tam również jeziorko. Ania i jej tata są zachwyceni, lecz tego entuzjazmu nie podziela matka dziewczyny. Na rodzinę czeka ogrom pracy, by całą posiadłość doprowadzić do ładu oraz zrobić potrzebne remonty. Ania jest uczennicą liceum plastycznego. W szkole dostaje wiadomość, która wstrząsa nią całkowicie. Doszło do wypadku samochodowego, rodzice Ani nie przeżyli. Dziewczyna zostaje sama, bez bliskich, sama w domu bez prądu, gaz, telefonu. Nastolatkę czeka długa droga, aby wyjść na prostą.


Sięgając po tę książkę, nie nastawiajcie się na historię łatwą i przyjemną, bo ta historia to przeżycia dziewczyny, która została dotknięta tragedią. Ania jest bohaterką realną. Ciężko jest jej sobie poradzić ze śmiercią rodziców. Popada w depresje, czuję się jeszcze bardziej przygnębiona, ponieważ nie ma ogrom bliskich osób, a rodzina, która jej pozostała nie daje jej bliskości. Dziewczyna w swoim życiu, na szczęście, spotyka osoby, które są jej obce, ale bardziej jej pomagają i troszczą się o nią, niż rodzina, która jej została. Ania ma swoje słabe chwile, sięga po alkohol, czujność innych osób, pozwala, by nastolatka się opamiętała. Zaimponował mi w niej stosunek do chłopaków i miłości, nie często zdarzają się takie dziewczyny. Czytając tę powieść, widziałam podobieństwo do trenów Kochanowskiego, może to przez to, że bardzo dokładnie omawialiśmy je na lekcjach polskiego. Skojarzyło mi się to dlatego, że nastolatka często ma rozważania dotyczące śmierci, życia po oraz Boga. Ma pretensje do Najwyższego o to, że zabrał jej rodziców. Zastanawia się, gdzie rodzice trafili po śmierci. Zadaje także dużó pytań retorycznych. Czytelnik ma głęboki wzgląd do przemyśleń bohaterki, jej obaw, leków, żalu. Wszystkie rozterki Ani emanują pięknym językiem, sentencje są głębokie, pozostawiają dużo do myślenia, ale także zachwycają językiem.


Minusem dla mnie jest długość książki, ponieważ czytało to mi się długo, w pewnym momencie byłam już zmęczona ciągłymi przemyśleniami postaci. Książka liczy sobie ponad pięćset stron i przepełniona jest tragedią. Jestem osobą, która lubi akcję. W tej powieści nie ma jej dużo, ale w drugiej połowie bohaterka powoli staje na nogi, ma mniej załamań, więcej przebywa z ludźmi, więcej się dzieje. Podoba mi się to, że sytuacja się poprawiła, oraz mój humor w trakcie czytania. Zapoznając się z bólem i cierpieniem towarzyszącym bohaterce, sam odbiorca popada w przygnębienie. Mimo tego, "Okruchy gorzkiej czekolady" to książka, która skłoni czytelnika do przemyśleń oraz do przeżywania bólu wraz z bohaterką. Lepiej nie nastawiać się na ogrom akcji, lecz na spokojną, dramatyczną opowieść o bólu i stracie. Sądzę, że książka jest odpowiednia dla każdego, dla osoby młodej i starszej, dla chłopaka i dziewczyny. Autorka dysponuje pięknym językiem, a dla osób lubiących opisy będzie to miód na serce. Powieść bardzo dobrze osadzona jest polskich realiach, można więc bardziej wczuć się w historię, w klimat i zwyczaje panujące w święta.

poniedziałek, 28 października 2019

Rekursja - Blake Crouch

11:40:00 0 Comments
Gdy wchodzisz do świata science-fiction masz pewne obawy, być może czujesz się niepewnie, denerwujesz się. Czym? Masz wrażenie, że wszystko, co wiedziałeś do tej pory nie ma sensu, niczego nie rozumiesz. Jednak nie martw się na zapas, to minie. Dowiesz się rzeczy, które trudno pomieścić w umyśle.

Nr. recenzji : 332
Tytuł : "Rekursja"
Autorka : Blake Crouch
Liczba stron : 366
Data wydania : 17 września 2019
Wydawnictwo : Zysk i S-ka
W moim odczuciu : 10/10
Autorka recenzji : Małgorzata Górna



Od samego początku czułam, że ta książka ma to coś. Z reguły nie przepadam za tego typu opowieściami, ale przepadłam i nie żałuję. Historia zaczyna się od samobójstwa kobiety cierpiącej na ZNW - Zespół Nieprawdziwych Wspomnień. Nikt nie wie skąd się on wziął, jak bardzo jest zaraźliwy i jaką drogą się przenosi. Ludzie są przerażeni i nie wiedzą co robić, by temu zapobiec. Pewnego dnia budzą się z podwójnym zestawem wspomnień, zupełnie tak, jakby przeżyli więcej niż jedno życie. Na szczęście autor dzięki obszernej retrospekcji wszystko (albo przynajmniej większość) Nam wyjaśnia.
Główna bohaterka - Helena Smith - pracuje nad urządzeniem mającym pomóc w zachowywaniu pamięci. Robi to z myślą o chorej na alzheimera matce. Dzięki tajemniczemu przedsiębiorcy zyskuje szansę na realizację projektu, który w pewnym momencie wymyka się spod kontroli.

Tak jak wspominałam, z początkiem możemy mieć problemy i zanim zaczniemy składać puzzle ze strzępków informacji minie trochę czasu, ale warto się przebić, bo robi wrażenie. Mistrzowska intryga rozgałęziona na kilka alternatywnych rzeczywistości. Jestem pod ogromnym wrażeniem dla pracy jaką wykonał autor i wszyscy, którzy pomogli mu stworzyć Rekursję. Potrzeba było wysiłku, by zrozumieć, ale jeszcze większego by coś takiego stworzyć. Jest to pierwsza powieść science-fiction która wciągnęła mnie do granic. Nawet zarwałam jedną noc, czytając do drugiej nad ranem - tak bardzo nie mogłam się oderwać! Dodatkowo bardzo szybko się czyta, ale nie mam pojęcia czy to wina głębokiego zaintrygowania, czy język (bardzo przystępny swoją drogą). Być może jedno i drugie. Ważne jest też to, czego można doświadczyć w trakcie lektury. O bezsenności i ekscytacji już wiecie, co jeszcze?
Dzięki nieustannej, wartkiej i, co najcudowniejsze, zbilansowanej akcji opowieść cały czas podtrzymuje nasze zainteresowanie. Projekt owiany tajemnicą, walka z czasem o koniec świata (dosłownie!) , ale nie tylko. Różnorodność wątkowa to kolejny plus, mamy do czynienia z mieszaniem się linii czasu. Każda z nich jest spójna i logiczna. Nawet jeśli troszkę się zagubimy w akcji, to szybko się odnajdziemy. Fizyka i świat naukowy też się pojawia, ale mimo całej swojej zawiłości jest do zrozumienia dla "przeciętnego człowieka". Istny majstersztyk, połączenie prostoty i skomplikowania, realizmu z niemożliwym, miłości z nienawiścią. Dla mnie to ideał. Poważnie. Jeśli ktoś będzie mi kazał przytoczyć przykład tego typu powieści, bez wahania podam właśnie tę książkę. Polecam naprawdę gorąco! Fanom sci-fi, żądnym akcji i przygody, a także tym, których fascynuje motyw podróży w czasie.

Małgorzata Górna