Insta


wtorek, 21 maja 2019

„Korona ze Stali" Valentina Fast

23:59:00 0 Comments

Po słabszym tomie, którym dla mnie okazał się trzeci, nadszedł czas na odbicie się z ziemi i zrobienie w końcu zawirowania w życiu bohaterek. Zdecydowanie zrobiło się przyjaźniej, a dzięki temu wydaje mi się, że zdecydowanie łatwiej było mi się zatracić w czytaniu tej opowieści.



niedziela, 5 maja 2019

czwartek, 2 maja 2019

„Iskra" Alice Broadway

15:56:00 0 Comments
Wydaje mi się, że nie muszę nikomu tłumaczyć, co najbardziej przyciągnęło mnie do tej książki. Ja naprawdę bardzo się staram nie wybierać kolejnych historii jedynie ze względu na okładki. Niemniej, muszę przyznać, że w takich przypadkach jest to naprawdę bardzo ciężkie.

niedziela, 14 kwietnia 2019

„Odcień Północy" L. J. Shen

12:05:00 0 Comments
Tak szczerze mówiąc, gdybym miała wymienić jedną rzecz, która najbardziej mnie zdziwiła w tej książce, wydaniu i wszystkim co się tyczy... To powiedziałabym, że znalazłam z łatwością okładkę w rozmiarach 1587 x 2539 i jestem tak dumna z wydawnictwa, jak jeszcze nigdy w życiu.

czwartek, 4 kwietnia 2019

„Save Me" Mona Kasten

18:37:00 0 Comments
Wybaczcie mi zdjęcie okładki zza granicy, aczkolwiek nie umiałam znaleźć nigdzie polskiej w jakiejś dobrej jakości. A ponieważ nasze okładki są praktycznie takie same, jedynie zmienia się wydawnictwo i napis Roman na Powieść, to wydaje mi się, że ogarniecie, a przynajmniej mam taką nadzieję!

środa, 3 kwietnia 2019

Culture Content - dalsze plany

21:35:00 0 Comments
To już koniec. Ale czy na pewno?

Ta ambitna grupa nadal ma zamiar działać! Chcą przeprowadzać kolejne akcje oraz wykłady w szkołach, które będą powoli, ale skutecznie zmieniać świat. Mają już chętnych na kolejne prelekcje, więc nie zwalniają tempa! Mają nadzieję, że ich kolejnym krokiem będzie założenie własnej fundacji ze stałym gronem wolontariuszy. Chcą, aby Culture Content był wszędzie, zawsze skłonny do niesienia pomocy oraz kształcenia.

Z mojej strony życzę im powodzenia. Oby więcej takich ludzi :)

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

niedziela, 31 marca 2019

„Milioner i bogini" Vi Keeland, Penelope Ward

12:30:00 0 Comments

Po tak wielu dobrych książkach pani Vi Keeland i Penelope Ward, zobaczyć je w duecie zawsze jest dobrym pomysłem. Milioner i Bogini choć w pierwszym momencie trochę odstraszył mnie okładką - bo ponoć co za dużo to niezdrowo, to jednak finalnie nie żałuję, że miałam okazję się z nim zapoznać.

wtorek, 26 marca 2019

„Ilias" Małgorzata Falkowska

17:11:00 0 Comments

Borze liściasty, już dawno nie wystawiłam aż takiej oceny książce. Boli mnie jej wystawianie, ale jeszcze bardziej bolałaby mnie nieszczerość z czytelnikami. Dlatego właśnie Wam tego nie zrobię i zaryzykuję nawet aferę, jakim to okropnym krytykiem jestem. Niestety, czasem trzeba.

niedziela, 24 marca 2019

Culture Content!

12:33:00 0 Comments
Słyszeliście o Culture Content? Jest to projekt tworzony przez dziewiątkę uczniów szkół średnich,
którego celem jest szerzenie kultury. W zeszłym roku udało im się zorganizować dwudniową
konferencję o nazwie BooKat, która była poświęcona polskim autorom książek. W tym roku ich
przedsięwzięcie sprzyjać będzie kulturalnemu rozwojowi społeczeństwa. Podjęli się
zorganizowania międzynarodowego happeningu oraz prelekcji w placówkach oświaty.



"Warsztaty fakultatywno-edukacyjne zostały zorganizowane w kilku szkołach o różnych tematykach,
jednak wszystkich połączonych z kulturą. Naszymi prelegentami były osoby z wielu jej odłamów,
jednak przez wzgląd na poprzednią edycję projektu szczególną uwagę poświęciliśmy polskim
autorom książek. Nawiązali również współpracę z Biblioteką Komiksowo w Warszawie, gdzie
odbyły się warsztaty z komiksu." Jak podoba Wam się taka inicjatywa? Osobiście od razu ją pokochałam!

„Napij się i zadzwoń do mnie" Penelope Ward

12:18:00 0 Comments

Na kilka godzin przed sięgnięciem po tę książkę zauważyłam opinię znajomej, że ta opowieść to absolutna bogini powieści Penelope Ward. Potem odszukałam Lubimy Czytać, bo z reguły nieufna ze mnie kobieta, i już byłam bliższa innym racjonalnym opiniom. A następnie sięgnęłam osobiście... I przepadłam, absolutnie wydaje mi się, że to faworyt.

czwartek, 21 marca 2019

„Pościg" Elle Kenedy

18:25:00 0 Comments
Choć okładka na początku średnio do mnie przemówiła, to jednak tym razem opis miał w sobie to coś. Przyciągnął mnie obietnicą niespotykanej książki, która zajmie moje myśli na dłuższy okres czasu i jestem przeszczęśliwa, że rzeczywiście tak się stało.

wtorek, 19 marca 2019

„Przebudzeni" Colleen Houck

15:20:00 0 Comments

Nawet sobie nie wyobrażacie, ile w swoim życiu wysłałam próśb o wydanie tej serii. Ile razy spamowałam Moondriveowi, że popełniają karygodny błąd, nie wydając kolejnych części Klątwy Tygrysa. Ile razy zostałam zignorowana (wszystkie razy generalnie). Ale oto jest! WARTO BYŁO WALCZYĆ.

Nr. recenzji: 
247
Tytuł: „Przebudzeni"
Autor: Colleen Houck
Tłumacz: Andrzej Goździkowski
Liczba stron: 484
Data polskiego wydania: 16 stycznia 2019
Wydawnictwo: We need YA
W moim odczuciu: ciężkie pytanie
serce: 10/10 ; umysł: 6/10

Lilianna ponad wszystko uwielbia odpoczywać w Metropolitan Museum of Art. Jest zaprzyjaźniona ze wszystkimi strażnikami, więc gdy tylko prosi o dostęp do cichego miejsca, chwilowo wyłączonego z użytku, nikt nie ma większych problemów. Tak właśnie dostaje się na wystawę dotyczącą starożytnego Egiptu. Tam od razu zauważa, że coś jest nie tak. Słyszy jęk i nagle widzi dziwnie ubranego mężczyznę, który mówi w obcym języku. Nie wiedząc o co chodzi, dziewczyna zaczyna się wycofywać, aż nagle zaczyna wszystko rozumieć. Dosłownie, mężczyzna nagle znikąd mówi po angielsku. Prosi o pomoc w tajemniczej misji, która została mu przydzielona tysiące lat wcześniej przez egipskiego boga. Cóż, jak to tak opisuję, to jakoś chyba już się nie dziwię, że bohaterka uznała go za czubka...

Jeśli czytaliście Klątwę Tygrysa i jesteście w niej tak samo zakochani jak ja, a teraz postanowicie sięgnąć po Przebudzonych, to prawdopodobnie będziecie tak samo zmieszani, jak ja. Ciężko mi do Lilianny nie mówić Kelsey. Autorka na siłę postarała się pozmieniać szczegóły, ale dokładnie widać kto jest kim, co zmieniono, gdzie dostawiono bohatera, który miałby odwrócić naszą uwagę. Jak już coś ma się różnić to zazwyczaj jest po prostu odwrócone o 180 stopni. Biedna - bogata, trójkąt miłosny - czworo... brak trójkąta miłosnego, nieśmiała - zadziorna i tak dalej. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, gdy w jednym z bohaterów odkryłam odbicie lustrzane pana Kadama z poprzedniej serii. Bądźmy szczerzy, jest o co się gniewać. I czuję wewnętrznie, że jako recenzent właśnie powinnam puścić wodze wyobraźni i porządnie pokrzyczeć, że to karygodne i niedopuszczalne. Ale tak właściwie po co, skoro wyszło to tak cudownie?

Stęskniłam się za poznawaniem mitologii w opowieściach. Stęskniłam się za tak cudownie nienachalnym wątkiem romantycznym. Brakowało mi bohatera, który swoim zachowaniem sprawiałby jednocześnie, że chciałabym go udusić, przytulić i uwięzić w domu. W sensie to nie jest kolejność, to osobne czynności, jeszcze aż tak nie oszalałam. Absolutnie nie jestem w stanie czekać na kolejne części, to po prostu wciąga. Zostałam bestialsko i bezpodstawnie wciągnięta do Egiptu, który byłabym w stanie pokochać. Oczywiście - były wzloty i upadki autorki, w pewnych momentach zaczęłam sprawdzać ile książka ma stron, ponieważ widać było, że jakieś wydarzenie na siłę było przeciągane. Zaskoczyła mnie jednak obecność spójnego zakończenia. Coś niezwykłego, można całość potraktować jako jednotomówkę i grzecznie odłożyć do gabloty, zamknąć i powrócić do życia. Ach, no oczywiście, jeśli się nie zakochaliście w serii, bo inaczej wyglądacie jak ja, na kolanach żebrząc o kolejne części... 

Przed podsumowaniem szybko jeszcze muszę wcisnąć jedną informację. Jestem trochę zawiedziona tłumaczeniem tej książki. Widać było, że tekst nie jest łatwy i oczywiście, tłumacz wykonał spędził nad nim dużo czasu, ale niektóre momenty są niesamowicie nieskładne. Autorka musi się posługiwać ciężką do zrozumienia angielszczyzną. Aczkolwiek niektóre słówka musiały być podejrzane ze słownika, bo nie uwierzę, że autor sam z siebie użyłby tak wyniosłych archaizmów w ciągłym tekście napisanym całkiem przystępnie. Mam nadzieję, że to kwestia wprawy i w następnym tomie już się wszystko unormuje. Oczywiście nie naskakuję na tłumacza, wierzę, że tekst był trudny. Jednak czuję się w obowiązku dodać, że niektórym czytanie chwilowo może sprawiać trudności. 

Podsumowując, nie wiem, co mam podsumować. Jestem zakochana w tej serii. Absolutnie nie umiem się doczekać, aż sięgnę po kolejną część, a jednak szkoda mi trochę, że autorka nie postarała się bardziej. Widać niedociągnięcia, a wiadomo, że z każdą książką powinno się pisać coraz lepiej, ponieważ wszystko się ładnie wyrabia. No nic, prawdopodobnie niedostatecznie doszlifowane były przygotowania. Natomiast nawet z tym, książkę nadal uważam za wartą przeczytania. Pokochałam ją absolutnie całym serduchem, tylko jestem zbyt obiektywną dziewczyną, żeby Wam tutaj nie powypominać. 

czwartek, 14 marca 2019

„Żeglarze Nocy" George R. R. Martin

17:01:00 0 Comments
Jesteście ciekawi, jak wypada pan George R. R. Martin, jeśli chodzi o książki inne niż Gra o tron? Czy jej sukces to był przypadek, czy może prawdziwy talent? Osobiście się zastanawiałam i postanowiłam to sprawdzić sama na sobie. 

„Cinder i Ella. Tak się kończy bajka" Kelly Oram

15:52:00 0 Comments
Po przeczytaniu pierwszego tomu serii Cinder i Ella nie umiałam się doczekać kontynuacji. Tuptałam w pośpiechu, nie umiałam zasnąć, przewróciłam się z boku na bok jakieś 1500 razy, a potem... Okazało się, że nie miałam na co specjalnie czekać. #Jak Zwykle.

Nr. recenzji: 
246
Tytuł: „Cinder i Ella.
Tak się kończy bajka"
Autor: Kelly Oram
Tłumacz: Joanna Nykiel
Liczba stron: 376
Data polskiego wydania: 19 września 2019
Wydawnictwo: Dolnośląskie
W moim odczuciu: 3/10

Cinder i Ella są razem. W końcu po trzech latach znajomości poznali się w prawdziwym życiu i mogą być blisko siebie. Mało tego, mieszkają bardzo niedaleko, więc wszystko wskazuje na to, że będą mogli rozwijać swój związek i po prostu poznać się w prawdziwym życiu. Na drodze stają im jednak przeciwności. Tak między nami całe szeregi przeciwności. Tyyyyyyle przeciwności, że mnie trząsło... To znaczy, yyy, generalnie jest kiepsko. Rodzina Elli musi się odnaleźć w nowej sytuacji, a jednak obawiają się, że nie będą w stanie. Jej ojciec jest zdecydowanie przeciwny związkowi z gwiazdą filmową, a w szczególności taką, która uchodziła za kobieciarza. A jednak dziewczyna wie, że właśnie odnalazła prawdziwe szczęście i zamierza o nie walczyć. 

Opinia może zawierać śladowe ilości spoilerów.
Ale to dla Waszego dobra.

Naprawdę ciężko mi jest pojąć co mogło pójść nie tak. Tak cudowna pierwsza część. Każdy czytelnik, i to choćby jednego romansidła, idealnie mógłby wygrawerować na czole, co powinno znaleźć się w drugiej części. Nah, Kelly Oram na to nie wpadła. Zamiast rozwijania związku, co chyba na początku w ogóle nawet było w planach, bo na to się ewidentnie zapowiadało, kobieta postanowiła najbliższe 376 stron poświęcić... usamodzielnianiu się Elli. (*zbiorowy jęk niezadowolonego tłumu*) Bohaterowie nawet chwilę ze sobą pomieszkiwali, aczkolwiek to zdecydowanie okazało się niewystarczającym, aby zasiąść do rozwijania związku, czyli tego na co wszystkie czekałyśmy. Nie no, co tam. Lepiej zająć się karierą modelki, zdecydowanie bardziej nas to porwie. (*zbiorowy jęk jeszcze bardziej niezadowolonego tłumu*) Problem za problemem problem pogania. Bo niedajbożu, jeszcze zaczęlibyśmy się zastanawiać, czy bohaterowie może się przytulą. (głośne ekm z głębi duszy dochodzi) Przesadzam, pocałują. (ekm, ekm) Okej, okej. Porozmawiają o związku. 

Dobra, dobra. Postaram się merytorycznie opowiedzieć Wam - tym razem już bezspoilerowo, o wadach i zaletach książki. Fakt, usamodzielnianie się większości fanów serii wydało się tragedią narodową. Rozumiem, mi też. Aczkolwiek przedstawienie tego było z jednej strony odważnym przejawem tego, jak w sytuacji Elli rzeczywiście powinnyśmy się zachować. Nie wskakiwać na czerwony dywan. Nie zastanawiać się, jak tu zawojować światem. Wręcz przeciwnie, postarać się usamodzielnić na tyle, na ile będzie się dało. Pójść do własnej pracy. Zarobić na swoje utrzymanie, zamiast używać, ile wlezie. Zdecydowanie jest to morał, na który warto zwrócić uwagę. Kolejną ważną poruszoną sprawą był irracjonalny strach, który kryje się w większości z nas. Jest nam wpojony od kołyski. Nagość jest be, odsłanianie skóry nie na miejscu, a patrzenie na skórę z bliznami to w ogóle niedopuszczalne. Zwrócono na to uwagę z konkretnego powodu. Aby otworzyć nam oczy na problemy innych. Niemniej, mojej subiektywnej oceny tej książki nie zmieni. Podejrzewam patrząc na ocenę na lubimyczytać, że inni czytelnicy mieli podobne stanowisko. 

Podsumowując, osobiście jestem na nie. Pewnie inne recenzentki subiektywnie też powiedzą 3 razy nie, żegnamy, a jednak musicie pamiętać, że w tej książce jest też dobro. Okej, nie ma go aż tak dużo, jak wad, aczkolwiek napisałam Wam całkiem ładny drugi akapit. I nawet jest merytorycznie prawie poprawny. Czy było warto sięgnąć po tę część? Nie wiem, tak usilnie pragnę kolejnej, że właśnie sprawdzam, w jakim języku może mówić Kelly Oram. Jak angielski, to zakładam petycję o kolejną część. Wait, ona jest piosenkarką? A nie, to opis książki. Wybaczcie. USA! Kiedy startujemy z petycją? 

sobota, 9 marca 2019

„Bez Żalu" Mia Sheridan

17:58:00 0 Comments
Twórczość tej autorki pokochałam w momencie, kiedy jej pierwsze powieści pojawiały się na polskim rynku wydawniczym. Ponad dwieście recenzji temu miałam okazję recenzować Bez Słów i dzisiaj oczy mi troszkę krwawią, kiedy patrzę na wygląd tamtej recenzji. Aczkolwiek, jak było z autorką? 

piątek, 8 marca 2019

„Cinder i Ella" Kelly Oram

18:30:00 0 Comments

Książka ta zapoczątkowała cykl moich zaskoczeń niesamowitymi opowieściami. Podeszłam do niej raczej obojętnie, a okazało się, że w łapkach miałam jedną z najlepszych historii literatury młodzieżowej, jakie do tej pory powstały!

Nr. recenzji: 
245
Tytuł: „Cinder i Ella"
Autor: Kelly Oram
Tłumacz: Joanna Nykiel
Liczba stron: 342
Data polskiego wydania: 31 stycznia 2018
Wydawnictwo: Dolnośląskie
W moim odczuciu: 10/10


Ella jak zwykle pisała ze swoim najlepszym przyjacielem Cinderem o jakiś błahostkach. Nagle jednak uległa tragicznemu wypadkowi. Jej mama zginęła, a ona sama musiała przeprowadzić się do ojca i jego rodziny. Najgorsze jednak było to, że miała poparzone aż 70% ciała. Całe szczęście, udało jej się ochronić twarz przed oparzeniami. Teraz musi sobie poradzić z bardzo nieprzychylną opinią ludności szkolnej. Dziewczyna nie wie, jak ma sobie poradzić, a nikt nie jest w stanie jej zrozumieć. Wtedy przypomina sobie o przyjaźni, która musiała zostać przerwana na czas rekonwalescencji. Pisze do swojego internetowego przyjaciela z przeprosinami. Nie oczekuje niczego, a jednak tym samym pomaga Cinderowi w jednych z najgorszych chwil jego życia...

Wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow. 
Dzień dobry, dla tej książki zawaliłam nockę. Chyba wiecie, co to znaczy? Po pierwsze absolutnie zabraniam Wam czytania jej na dobranoc. Nie zaśniecie, nie ma opcji, próbowałam. Po drugie, absolutnie musicie ją przeczytać. Naprawdę musicie. Nalegam. Spójrzcie sami. Książkoholiczka po ciężkim wypadku znajduje swojego księcia z bajki w najmniej oczekiwanym miejscu i momencie. Połączyła ich miłość do dobrej lektury i blog, który Ella prowadziła dniami i nocami. Powiedzcie mi, że to nie brzmi znajomo. Och, po prostu pozycja obowiązkowa dla każdej fanki książek z marzeniami! Od lat czekałam aż dorwę taką historię. Lubię czytać o sobie w optymistycznych barwach to tak dopełnia mój pesymizm. Dobra, dobra, żartuję. Ale naprawdę, książka wprost stworzona dla wszystkich romantyczek, które kiedyś wzdychały do pana Darcy'ego, potem do Edwarda, a w końcu pokochały kogoś z aktualnej literatury młodzieżowej - w moim przypadku następująco: Dhirena, Patcha, Jace, Sylvaina, (gdzie pamięć do imion, gdzież ona polazła!), yyyy, (nie ma to, jak się zakochiwać w dokładnie co drugim bohaterze i nie mieć za grosz pamięci do imion, jestem Genialna, prawda?), Bonesa, Chaola, Rowana... (zwycięstwo!). 

Teraz pewnie powinnam merytorycznie kontynuować swój wywód. Więc tak też postaram się uczynić, ale jest 2:19, więc miejcie dla mnie troszeńkę wytrwałości i herbaty (CZY NA SALI JEST HERBATA? MAMY PRZYPADEK KRYTYCZNY). W książce nawet przedstawiony został morał, jak to na baśń przystało. Ella stała się niepełnosprawną przez przypadek. Nigdy w życiu nie zobaczyła Cindera w prawdziwym życiu. Ta dwójka musiała przebyć naprawdę długą drogę, aby w końcu pozwolić sobie nawzajem na odnalezienie spokoju. Nie muszę chyba pisać, że było to przeurocze i przypomniało mi wszystkie najlepsze serie z gatunku literatury młodzieżowej? Kelly Oram wsadziła w te książkę całe serducho. A potem zabrała nam nasze. Pogniotła je porządnie Cinderem, po czym oddała pogniecione - gdzieś koło 4/5 nad ranem, jak już całkowicie powinniśmy spać, a nie, czekaj, to już wstawać. W każdym razie, czytając tę książkę i zagłębiając się w jej akcję, po prostu nie da się nie zaangażować. To po prostu trzeba pokochać i tyle. Każda romantyczka będzie zadowolona. Motylki w brzuchu. Niechęć do spania o 4 nad ranem. Tak, to są objawy dobrej książki. To były objawy Cinder i Ella

Podsumowując, jak już mówiłam - czytajcie. Póki co grzecznie proszę, ale to dlatego, że chwilowo dorwałam herbatę. Warto poczytać o tym, jak nasze życie mogłoby wyglądać, gdybyśmy występowali w bajce. Zakochać się w naszym ideale po raz kolejny i wzdychać przez całą noc. Dlatego połowa kobiet na tym świecie kocha romanse i właśnie dlatego mówię Wam, że warto dać się porwać tej książce. 

środa, 6 marca 2019

W bibliotece

20:54:00 0 Comments
Ta dam!

Ulubiony projekt społeczny dalej działa i nie zwalnia tempa.. Wczoraj w ramach Culture Content odbyły się warsztaty z komiksu w Bibliotece Komiksowo w Warszawie. Niestety osobiście nie mogłam się na nich pojawić, ale z pewnością była to świetna zabawa.


czwartek, 28 lutego 2019

„Jesteś moim teraz" M. Leighton

17:58:00 0 Comments
Wiadomo. Skusiła mnie okładka i nie mogłam się już później powstrzymać, musiałam, po prostu musiałam książkę przeczytać. Poza tym - romans to romans, zwyczajowo większość jest dobrych. Z twórczością M. Leighton nie miałam jednak wcześniej styczności...

Nr. recenzji: 
244
Tytuł: „Jesteś moim teraz"
Autor: M. Leighton
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Liczba stron: 384
Data polskiego wydania: 16 stycznia 2019
Wydawnictwo: FILIA
W moim odczuciu: 6/10


Dziewczyna zakochana w jednym mężczyźnie ze wzajemnością od piętnastego roku życia. Długo bronili się przed uczuciem, ponieważ wiedzieli, że los stanie im na drodze. Byli z dwóch różnych światów - dziewczyna była bogatą dziedziczką, natomiast chłopak jedynie jej pracownikiem. Nikt nie chciał ich zaakceptować. A później Brinkley musiała wyjechać. Teraz powraca z chorą córeczką, szukając w swojej dawnej okolicy nowej szansy na lepsze życie. Wie, że będzie to ciężka podróż, jednak to jedyna szansa, aby uratować dziewczynkę. A jednak na jej drodze staje On. I oboje już wiedzą, że nie będzie to dla nich łatwe. Znowu stanąć na progu zakazanego związku... Chociaż...

Bądźmy szczerzy, w tej książce nie ma zbyt wiele oryginalności. Okej, jest to swego rodzaju odmiana księżniczki i żebraczki, zakochania się w prostym chłopie i walki z losem, aczkolwiek... No czegoś ewidentnie mi brakowało. Od pierwszych stron czułam, że książka będzie okej, ale nic więcej - i po raz pierwszy moje oczekiwania spełniły się w całości. Szkoda, że miałam nadzieję, że jak zwykle ja i moje prorokowanie się pomylimy. A jednak tak się nie stało. Na początku poznajemy Brinkley, która stara się być zabawna, aby jej córka się nie przejmowała. I to jest w porządku, o ile ktoś oczekiwał obyczajówki. Później następuje przeplatanie retrospekcji z czasem teraźniejszym, ale brakuje tam... brakuje... zaskoczenia? Wszystko idzie tak, jak byśmy się tego spodziewali. Jest aż jeden moment, który można nazwać zwrotem akcji. Niemniej, jedynie dlatego, że wyskoczył tak od czapy, że naprawdę nie wiedziałam za bardzo co mógłby mieć chociażby wspólnego z całością.

Dzisiaj wyjątkowo krótko, ale naprawdę nie wiem, co mogłabym komentować. Styl pisania jest w porządku. Cała historia wydaje się bez zarzutu, ale odnoszę wrażenie, że została zwyczajnie odklepana. Zabrakło w tym wszystkim iskry. Emocji. Realności. Całość była dobra, ale nie aż tak, żeby czymś zachwycić. Jest to zdecydowanie obyczajówka, przy której można odpocząć, ale to by było na tyle. Przeczytane i zapomniane. Raczej nie oczekiwałabym po niej niczego więcej, a szkoda. Dałoby się wyciągnąć kilka wątków moralizatorskich, które były dobrze przygotowane - nawet sam fakt występowania podziałów społecznych i sprzeciwu wobec nich, aczkolwiek większość była tylko liźnięta. Można próbować wyłapać, ale chyba jednak oczekiwałam czegoś więcej. Jak mówię - książka nie jest zła, ale czegoś jej brakło. Może będziecie mieli inne odczucia, osobiście byłam lekko zawiedziona.