Insta


sobota, 4 lutego 2023

"Tysiąc okrętów" Natalie Haynes

07:00:00 0 Comments

"I śpiewam o kobietach, kobietach w cieniu. Śpiewam o tych zapomnianych, zlekceważonych, przemilczanych. Zbieram stare opowieści i potrząsam nimi, aż ukryte w nich kobiety pojawiają się na widoku. Wysławiam je w pieśniach, ponieważ wystarczająco długo na to czekały (...). Naczekały się na to, by ich historia została opowiedziana, a ja nie każę im dłużej czekać”.(str. 324).


Autor: Natalie Haynes

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Data premiery: 12 .10. 2022

Autor recenzji: Magdalena Kwapich

Liczba stron: 334

W moim odczuciu: 7/10



Któż z nas nie pamięta mitologii greckiej, mitologicznych bohaterów-Herkulesa, Achillesa, Odyseusza, Prometeusza. A kobiety? Wtedy na myśl przychodzi nam piękna Helena, z powodu której wybuchła wojna trojańska, ewentualnie wierna Penelopa. A inne? No cóż, niewiele więcej możemy powiedzieć, bo kobiety nie należały do głównych bohaterek mitologicznych opowieści, a szkoda. Przecież one też miały swoją historię, często równie heroiczną, jak mężczyźni, ale to kobiety zazwyczaj pozostawały w cieniu.

Natalie Haynes postanowiła ten fakt zmienić i w swojej książce oddała głos kobietom, których losy tak bardzo dramatycznie zmieniła długa, krwawa wojna o Troję-począwszy od Trojanek, a ich los zależy teraz od Greków, przez królową Amazonek, wierną Penelopę, aż po trzy boginie, od których słynnego sporu wszystko się zaczęło. To kobiety: matki, żony, wdowy, córki, siostry, niewolnice wreszcie przemówiły i pokazały historię wojny trojańskiej z innej, bo swojej, żeńskiej perspektywy.

Wojna-męski świat, pełen zamieszek, intryg, klątw i krwawych zmagań. I w tym brutalnym świecie, gdzie życie ludzkie nie ma znaczenia, nagle znalazły się kobiety. Wojna dotknęła je równie mocno, jak mężczyzn, a może nawet bardziej, bo to one, stojące zawsze po stronie życia, nagle doświadczają śmierci najbliższych, upokorzeń, gwałtów.

Haynes skupia zatem naszą uwagę na kobietach i opowiada ich historie, trudne, przejmujące, tragiczne. Historie nasycone rozpaczą, ale i heroizmem, dumą, poświęceniem. Każda z nich przeżywa inaczej swój los, ale łączy je jedno-poczucie straty i łzy. Bo one-Trojanki, Amazonki, Greczynki naprawdę są takie jak my-czułe, opiekuńcze, a gdy trzeba dzielne, odważne; bronią się, walczą, cierpią po stracie najbliższych, dzieci umierających na ich oczach.

Oddajmy zatem im głos: oto Andromacha usiłująca bezskutecznie przebłagać Greków, by nie zabijali jej maleńkiego syna; Hekabe, która również straciła synów. A wzruszająca postać Polikseny idącej dobrowolnie na śmierć, następnie Klitajmestra ogarnięta żądzą zemsty na swoim mężu, za to, że złożył ich córkę Ifigenię w ofierze bogom; dalej zniewolona, ale dumna Bryzeida, czy nieutulona w swym żalu po śmierci męża Laodamia. Trudno nie wspomnieć o Penelopie wytrwale czekającej na powrót Odyseusza spod Troi i piszącej do niego niekoniecznie czułe listy. Ta pełna ironii, lekko złośliwa korespondencja Penelopy do męża jest prawdziwą perełką tej powieści: “Od upadku Troi minął rok, a ciebie wciąż nie ma w domu. Rok. Czyż Troja znajduje się teraz dalej, niż znajdowała się, gdy popłynąłeś tam dziesięć lat temu”( str. 155)

Jestem poruszona bohaterkami, o których tak pięknie pisze Haynes. Doceniam formę tej opowieści, autorka tchnęła nowe życie w znany mit o oblężeniu Troi, pokazała go na swój odkrywczy sposób-z perspektywy kobiet. To one otrzymały głos i mogły opowiedzieć o swoich przeżyciach, o cierpieniu, krzywdzie i wykorzystaniu, których doświadczyły. Dramaty tych kobiet stały się moimi dramatami, współodczuwałam z nimi, razem z nimi płakałam i boleśnie przeżywałam nieszczęścia, które ich spotkały.

“Tysiąc okrętów” to bardzo wzruszająca, emocjonująca historia. Stopniowo wciągnęłam się w tę historię, a losy kobiet sprzed tysięcy lat stały mi się bliskie, bo im mocniej wczytywałam się w tę książkę, tym łatwiejsze było przedostanie się w wyobraźni do tego mitologicznego świata. Lekturę ułatwiał też piękny, przejmujący język, a pomocą w zorientowaniu się w mnogości bohaterów pojawiających się kartach powieści był słowniczek-wykaz postaci w niej występujących. Polecam tę książkę przepełnioną kobiecością. Sięgnijcie po nią i odczytajcie na nowo ten retelling mitologicznej historii.

poniedziałek, 30 stycznia 2023

"Szczęście. Proste ćwiczenia, które pomogą odnaleźć radość życia" – Fearne Cotton

09:00:00 0 Comments
W dzisiejszych czasach naprawdę trudno jest odczuwać szczęście. Takie prawdziwe, bezinteresowne i zaczerpnięte z nas samych. Czasami mam wrażenie, że więcej jest dni, w których zwyczajnie nie mamy na to szczęście ochoty, niż takich gdzie faktycznie skupiamy się na tym, co nam to szczęście daje. Ale czym ono tak właściwie jest? Cóż, chyba wszyscy doskonale wiedzą, że każdy ma inną definicję tego słowa. Niektórzy jej jeszcze w pełni nie poznali, niektórzy na własne życzenie pozbawili się szczęścia. Jest mnóstwo sytuacji, a w każdej z nich to uczucie jest ulotne, ponieważ nie może trwać wiecznie. Rozważając o szczęściu, często jednak nasuwa się dość trudne pytanie: co zrobić, gdy bardzo chcemy je odczuwać, ale nie jesteśmy w stanie? Czy istnieje jakiś dobry sposób na to, by być najzwyczajniej w świecie szczęśliwym? Refleksji na ten temat podejmuje się Fearne Cotton w swojej najnowszej powieści pt. "Szczęście".





Tytuł: "Szczęście. Proste ćwiczenia, które pomogą odnaleźć radość życia"
Autor: Fearne Cotton
Data polskiego wydania: 24 stycznia, 2023
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 280
Tłumacz: Joanna Szczepańska
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 8/10



Wielu z nas zauważa, że życie toczy się zbyt szybko, a presja jest wywierana na nas ze wszystkich stron – w szkole, pracy, rodzinie czy w mediach społecznościowych. Czujemy się zmęczeni, zagubieni, a często również nieszczęśliwi. 
Znana brytyjska dziennikarka i prezenterka Fearne Cotton na podstawie własnych doświadczeń i porad ekspertów opisuje, jak małymi krokami odnaleźć radość życia. Otwarcie pisze o swojej walce z depresją i o tym, jak udało jej się uwolnić od negatywnego myślenia. Książka zawiera proste pisemne ćwiczenia, które pomogą Ci dobrze rozpocząć i zakończyć dzień, wzmocnić własną kreatywność i uwolnić wewnętrzne dążenie do szczęścia, a także przyniosą wiele ulgi, radości i spokoju.

Trzeba przyznać, że książka wygląda dość zachęcająco. Jeszcze zanim miałam okazję porządnie wczytać się w jej zawartość, moją uwagę przyciągnęły ćwiczenia. Tak, ćwiczenia! Powieść nie jest zwykłym, suchym oraz ograniczonym pod względem merytorycznym poradnikiem, który porusza dość oczywiste tematy. "Szczęście" to interaktywna książka, która dosłownie przypomina przyjemne sesje terapeutyczne w zacisznym pomieszczeniu, do którego wpadają promienie słoneczne. Gdzie ciasteczka leżą na stoliku, wokół znajduje się mnóstwo roślin, a wy sami pochłaniacie tę charakterystyczną wolność (przynajmniej ja tak to sobie wyobraziłam).
Zakładam, że głównym pytaniem, które zrodzi się w Waszych głowach, podczas czytania tej recenzji będzie: czy faktycznie książka pomaga odnaleźć radość życia? Cóż, na pewno nie można oczekiwać od powyższej pozycji całkowitej poprawy stanu psychicznego lub doznania olśnienia na temat szczęścia i natychmiastowego odczucia zmiany. Dużą uwagę trzeba zwrócić, na wyraz POMAGA w tytule. Powieść pozwoli wam zapoznać się z przydatnymi środkami, które możecie wykorzystać w późniejszej indywidualnej walce. Nie liczcie więc na magiczne rozwiązanie wszystkich problemów, ponieważ możecie się po prostu zawieść. Osobiście polecam przysiąść do książki na spokojnie z czystym umysłem. Wtedy najwięcej z niej wyniesiecie.

Podziwiam autorkę za podzielenie się swoimi trudnymi doświadczeniami. Pewnie powrót do przeszłości nie był dla niej łatwy ani szczególnie przyjemny. Tak czy inaczej, okazało się to trafem w dziesiątkę, ponieważ brnąc przez poradnik Cotton dosłownie można się z nią "zaprzyjaźnić". Dzięki temu porady, które opisała, wydają się o wiele bardziej autentyczne, a czytelnik może doświadczyć w pewien sposób poczucia wspólnoty. To zabrzmi dziwnie, ale nie da się czuć samotnym podczas czytania owej pozycji.

Podsumowując, wydaję mi się, że każdy wyciągnie z książki Cotton inne wartości. Osobiście, nauczyłam się paru nowych rzeczy i nie mogę się doczekać, gdy zastosuję je w swoim życiu. Autorka w prosty sposób porusza ciekawe tematy. Daje nam puzzle, które razem z nią układamy w trakcie czytania powieści. Warto zwrócić uwagę na wywiady, które podobnie jak cała książka, skłaniają do refleksji. "Szczęście" zdecydowanie jest godne uwagi!

niedziela, 29 stycznia 2023

„Style charakteru" - Stephen M. Johnson

12:00:00 0 Comments
Każdy z nas jest inny a wyróżnia nas nie tylko wygląd, status majątkowy czy upodobania ale także styl charakteru, który nie do końca zależy od nas samych. Styl charakteru określa nas jako ludzi, nadaje nam pewnych cech ale i uwypukla słabości. Zrozumienie go pozwala nam zajrzeć w głąb siebie i poszukać pomocy, jeżeli jest ona potrzebna. 


 Tytuł: „Style charakteru"
Autor: Stephen M. Johnson
Tłumacz: Bogdan Mizia
Liczba stron: 416
Data polskiego wydania: 9 grudnia 2022
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
W moim odczuciu: 8/10

Co sprawia, że ludzie postępują tak, a nie inaczej? Dlaczego przejawiamy skłonności do destrukcyjnych zachowań? Jaka jest ludzka natura? To pytania, na które w swojej książce pragnie odpowiedzieć Stephen M. Johnson. Amerykański doktor filozofii i psychoterapeuta czerpie wiedzę z własnych obserwacji i doświadczeń co nadaje lekturze naukowego stylu. Johnson podzielił książkę na dwie części. W pierwszej z nich zapoznamy się z teorią kształtowania się charakteru, a więc z teorią charakterologiczno - rozwojową, problematyką przywiązania i więzi oraz zagadnieniem rozwoju self. Druga część jest natomiast poświęcona poszczególnym stylom charakteru. Co więcej, autor nie tylko wyjaśnia czym charakteryzuje się dany styl, ale zwraca także uwagę jaka jest jego etiologia (przyczyna powstania). Podczas lektury czytelnik dowie się również jakie zachowania, uczucia oraz procesy poznawcze wiążą się z danym stylem oraz jakie cele terapeutyczne autor proponuje. 
 
Na nasze dorosłe życie ma wpływ wiele różnych czynników. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z tego jak dużą rolę odgrywa w tym przypadku dzieciństwo oraz doświadczenia płynące z tego początkowego okresu. Dziecko wychowywane przez autorytarnych rodziców funkcjonuje zupełnie inaczej niż to wychowywane przez bardziej pobłażliwych opiekunów, a co za tym idzie jest też bardziej lub mniej skłonne do pewnych zachowań. Autor przedstawia nam tym samym jakie mogą być skutki nieodpowiedniego, wręcz błędnego wychowania, które prowadzi do zaburzeń i; w wielu przypadkach; wymaga także terapii czy leczenia.   
 
Style charakteru to kompendium wiedzy dla każdego psychologa, psychoterapeuty czy studenta psychologii. Autor w wyczerpujący sposób przedstawia siedem trudnych i wymagających charakterów, które wynikają z cięzkich doświadczeń życiowych. Niezdrowe relacje, przemoc zarówno psychiczna jak i fizyczna czy zbyt wysokie wymagania odciskają piętno na osobowości dojrzewającego człowieka. Autor zwraca tym samym uwagę, że każdy charakter niezależnie jak trudny można w pewien sposób naprawić. Jego słowa poparte doświadczeniem oraz obszerną literaturą trafiają do czytelnika i uwypuklają tę ciemniejszą stronę ludzkiego życia. 

Książka jest bardzo trudna w odbiorze dla przeciętnego człowieka, który na co dzień nie obcuje z fachową, psychologiczną terminologią. Autor już we wstępie wspomina które rozdziały mogą zostać przez czytelnika pominięte, a które należy odczytać w pierwszej kolejności abo poznać sedno sprawy. Należy jednak dodać, że każdy rodział książki stanowi pewną zamkniętą całość dzięki czemu możliwe jest jej czytanie w dowolnej kolejności. Wspomniałam także o obszernej literaturze, która została zamkięta w naprawdę pokaźnej bibliografii. W książce podoba mi się także prawdziwy i nieprzerysowany opis charakterów, a sam autor wzbudza moje zaufanie chociażby z powodu wykonywanej pracy.  
 
Style charakteru są warte polecenia, ale raczej dla osób zafascynowanych psychologią. Tak jak nadmieniłam wyżej uważam, że to świetna pozycja dla psychologów i innych osób z branży, którzy chcą uzupełnić swoją wiedzę. Autor w dość trudnym ale fachowym języku przedstawia czytenikowi wszystko, co powinien wiedzieć o tych trudnych charakterach. Moja konkluzja po lekturze jest taka, że warto czasem spojrzeć na drugiego człowieka z większą życzliwością, ponieważ nigdy nie wiemy jakie bolesne i trudne doświadczenia za nim stoją.

sobota, 28 stycznia 2023

"Rodzina Monet Skarb" - Weronika Anna Marczak

00:00:00 0 Comments

Jesteś jak skarb. [..] Zagubiona i odnaleziona, jesteś jak skarb. - Kciukiem przejechał po moim mokrym policzku. - I tak masz się czuć dziewczynko. Wyjątkowo.




Tytuł: Rodzina Monet Skarb

Autor: Weronika Anna Marczak

Data wydania: 26.10.2022

Wydawnictwo: You&YA

Liczba stron: 416

Moja ocena: 8/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Wyprowadzka z Wielkiej Brytanii do Pensylwanii, gdzie pozna swoich pięciu braci jest sporym wyzwaniem dla niespełna piętnastoletniej Haile, która tydzień wcześniej straciła mamę i babcię. Vincent, Will, Dylan, Shane i Tony okazują władczymi, lecz mimo wszystko zdystansowanymi braćmi. W nowym domu na Haile czeka wiele niespodzianek, nowe zasady, nowe obowiązki jak i nowe tajemnice, lecz przede wszystkim czeka ją nowa rzeczywistość, która momentami znacznie będzie odbiegać od wcześniejszej, a gdy kogoś życie będzie zależeć od niej, stanie się jasne, że nazwisko Monet prócz władczy ciągnie za sobą również niebezpieczeństwo. Jak Haile zaaklimatyzuje się w nowym miejscu? Czy bracia Monet są aż tak straszni, na jakich wyglądają?


Najlepszy prezent, jaki możemy podarować komuś na urodziny czy w święta, to czas.


Jedna z głośniejszych premier ubiegłego roku, przed którą dzielnie broniłam się, jednak czytając opinie innych , poległam w tej walce i zdecydowałam się poznać historię Haile, ostatecznie zaskoczyła mnie ona pozytywnie. I o ile sam pomysł na fabułę z początku nie przemawiał do mnie tak, urzekło mnie to jak dobrze przy niej się bawię i to, iż po raz pierwszy od dwóch lub trzech miesięcy czerpałam rozrywkę z czytania bez zmuszania się do tego, każdy kolejny rozdział rozpoczynałam z zaciekawieniem i ciężko było mi się od niej oderwać, dlatego też nie spędziłam nad tą historią dużo czasu. Za to sporo po skończeniu o niej myślałam i nadal myślę, od początku wiedziałam, że historia ta bardzo mi się spodobała, jednak miałam problem z ułożeniem sensownie tego co myślę o niej, w głowie ciągle pojawiały się sytuacje, które rozbawiły mnie do łez i jeden z braci, który zdecydowanie za bardzo rozgościł się w moim sercu ,dlatego też jakiekolwiek próby napisania recenzji kończyły się fiaskiem.
Jeśli chodzi o bohaterów, śmiało mogę powiedzieć, że są oni w ciekawy sposób wykreowani, choć nie do końca jesteśmy w stanie poznać wszystkich i ich cechy, zwłaszcza jeśli chodzi tutaj o braci, mam wrażenie, że momentami zlewali się oni w jedność, z której wyróżniał się Vincent i Will, u których widać cechy wyróżniające. Sama Hailie jest ciekawą postacią, choć momentami dość irytującą jednak warto spojrzeć na nią przychylniejszym okiem, gdyż ma ona czternaście lat, kto w takim wieku nie był irytującym dzieciakiem? Na dodatek stanowi połączenie dość niespotykanie, gdyż z jednej strony przejawiają się u niej cechy introwertyczki natomiast z drugiej typowe dla nastolatek ukazywanych w książkach. Całościowo jest to na tyle wyważone, że nie jest punktem irytacji w jej postaci. Jeśli chodzi o braci, najbardziej polubiłam Vincenta, który wyróżnia się spośród pozostałej czwórki swoją postawą, wie, do czego dąży i czego chce, nie owija w kłamstwa, a przede wszystkim spod tej warstwy twardziela bije od niego ciepło, którego mam wrażenie boi się pokazać. Postać Willa od początku budziła ciepło, jest on od samego początku postacią, która wprowadza pozytywną atmosferę nawet jeśli za chwilę miałoby dojść do strzelaniny, to jeśli on znajduje się w pomieszczeniu, wiadome jest, że będzie to miłe strzelanie, jakkolwiek absurdalnie brzmi to stwierdzenie. Jeśli chodzi o pozostałych braci Dylana, Shane i Tonego tutaj mam właśnie problem, bo o ile Shane jakoś się jeszcze wyróżnia i jest takim trochę głupkiem w tym trio, tak pozostała dwójka jest do siebie okropnie podobna, przez co momentami mam wrażenie, że są jedną postacią. Mimo wszystko nie przeszkadza mi to i liczę, iż w kolejnych tomach ich charaktery będą się, choć troszkę różnić bym mogła coś więcej o nich móc napisać.


Nie zawsze gram fair, ale dzięki temu wygrywam. Czas, żebyś to zrozumiała.


Podsumowując, uważam, że ‘Rodzina Monet Skarb” autorstwa Weroniki Anny Marczak to książka, po którą warto sięgnąć, aby zapoznać się z tą nietuzinkową historią, która prócz dostarczenia wielu radości i śmiechu, zaciekawi tajemnicami rodziny Monet. Historia Hailie z początku ma w sobie wiele smutku, jednak z czasem pokazuje, że każdy zasługuje na szczęście i drugą szansę bez względu na wszystko. Dla mnie będzie to na pewno historia, której nie zapomnę i którą śmiało mogę polecić Wam jeśli jeszcze zastanawiacie się nad sięgnięciem po nią, gwarantuje, że nie oderwiecie się. 

piątek, 27 stycznia 2023

"What beauty there is" - Cory Anerson

00:00:00 0 Comments

Czasami staramy się odciąć, zablokować to, co nas rani. Możemy się okłamywać, powtarzać sobie, że tego tam wcale nie ma, choć przez cały czas wiemy, że to nieprawda. To trochę tak, jakby połknąć kawałeczek metalu. Niby uwiera, ale w pewien sposób już się do tego przyzwyczailiśmy. to coś, co jest w nas samych. Co połykamy przez całe lata.




Tytuł: What beauty there is


Autor: Cory Anderson


Data wydania: 18.01.2023


Wydawnictwo: You&YA


Liczba stron: 352


Moja ocena: 10/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka





Czasem spokój panujący to tylko pozór dla ciekawskich oczu i gdy oni widzą normalną rodzinę za drzwiami domu w Idaho, toczy się prawdziwa walka o przetrwanie i bezpieczeństwo najbliższych. Spokojnie rozpoczynający się dzień, zakończył się dla Jacka odkryciem tajemnicy i przejęciem wszystkich możliwych obowiązków zwłaszcza tego, by zapewnić młodszemu bratu bezpieczeństwo, na jakie zasługuje, choć to okaże się trudniejsze gdy zacznie polować na nich psychopata, a wraz za nim ruszy policja. Czy uda się przeżyć rodzeństwu? Jak daleko posuną się, by chronić osoby, które kochają i najważniejsze z kim powiązana jest Ava?



Powiedzmy to sobie wprost. Nie ufam nikomu. I nic nie umieszczam w swoim sercu.



Zapowiedzi tegorocznych premier, pokazały, iż w tym roku czeka nas wiele nowych historii, które będą na wysokim poziomie. Mimo tej wiedzy historia Jacka i Ava okazała się ogromnym zaskoczeniem, losy bohaterów po raz pierwszy od dłuższego czasu wprawiły mnie w osłupienie, a zebranie myśli w sensowną całość było chwilami zbyt trudne. Ciężko jest mi określić swoje odczucia po skończeniu, ale również w trakcie czytania, gdy odkładałam ją, by przemyśleć wydarzenia, czasem trwało to dzień, a czasem dwa mimo tego nie udało mi się całkowicie złożyć tych myśli, ciągle przeżywam tę historię, przez co ona ciągle mi towarzyszy.



Po raz pierwszy od dłuższego czasu również aż tak bardzo przywiązałam się do głównych bohaterów Jacka, Ava i Mattiego. Coś, co na pewno warto o nich powiedzieć to to, że są bardzo silnymi postaciami nie tylko pod względem charakterów. Matty mimo swojego wieku dużo rozumie i dostrzega wiele kwestii, o których nie umówi. Jeśli chodzi o Jacka z początku budził we mnie niepokój z czasem jednak odczucia te zmieniły się jak również decyzje podejmowane przez niego, które na samym początku sprawiały wrażenie lekkomyślnych i nieprzemyślanych z czasem nabierały one sensu. Jeśli chodzi o Ava od samego początku skrywa przed nami tajemnice, czy to o swojej relacji z Jacka i jego bratem, czy o swoim życiu. Jednak nie tylko dla nas jest taką tajemnicą, gdyż sami bohaterowi z początku nie wiedzą, czemu decyduje im się pomóc w tak trudnej, a zarazem niebezpiecznej sytuacji. 



Gdzie jest koniec, a gdzie początek? I gdzie to coś, co powoduje koniec, który wiedzie ku początkowi? Skąd wiadomo, gdzie się było, i jak można to odróżnić od miejsca, w którym się jest? Czy wszystko doprowadziło do tego właśnie momentu? Do tego pojedynczego ziarenka piasku w klepsydrze?



Podsumowując uważam ‘What beauty there is” autorstwa Cory Anderson za wspaniały debiut literacki, który swoją premierą w styczniu tego roku postawił wysoko poprzeczkę na inne nadchodzące nowości. Mimo swojej ciężkość jest on napisany lekko, a momentami mam wrażenie, że wręcz poetycko. Przez całość przebrnęłam dość szybko, nie licząc chwil gdy rozmyślałam o fabule. Określenie, iż jest to brutalna i przerażająco szczera historia ma sobie wiele racji i na pewno w jakimś stopniu trafnie określa to całość. Mimo wszystko nie jest to książka, która przypadnie każdemu nie tylko przez fabułę, ale też przez tematykę, która może wydać się drastyczna.


poniedziałek, 16 stycznia 2023

"Zaślepiona blaskiem Paryża" – Sylwia Chlebowska

08:00:00 0 Comments
Zdarzają się przypadki, gdy nie zakochujemy się w samej osobie, lecz we własnym wyobrażeniu o niej. Powodów dla takiego stanu rzeczy jest mnóstwo: być może pomijamy niewygodne dla nas fakty, widzimy świat przez różowe okulary, albo zamykamy się w bańce "wiecznego szczęścia", która przecież kiedyś musi pęknąć. Nie można jednak obwiniać się za miłość, ponieważ nie zawsze idzie ona w parze z logiczną perspektywą. Cóż, ciężko jest przekalkulować pewne fakty na chłodno, gdy emocje zapewniają nam doskonały roller coaster. Czy można zatem stwierdzić, że jest się zaślepionym? Dlaczego kochamy kogoś pomimo tego, że jest to dla nas z logicznego punktu widzenia niekorzystne? Dlaczego potrafimy być tak inteligentni i naiwni jednocześnie? Poznajcie historię Sylwii Chlebowskiej, która zdecydowanie chwyta za serce.





Tytuł: "Zaślepiona blaskiem Paryża"
Autor: Sylwia Chlebowska 
Data polskiego wydania: 8 grudnia, 2022
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 164
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 9/10

 



"Zaślepiona blaskiem Paryża" to oparta na faktach historia młodej kobiety, która cudem uniknęła śmierci z rąk własnego męża. Sielankowe życie w stolicy Francji, jakie zapewnił jej ukochany, było w rzeczywistości przykrywką dla trwającego przez kilka lat koszmaru. Dziś bohaterka – która wyrwała się ze szponów przemocy domowej – pragnie podzielić się swoimi wspomnieniami z tymi, którzy nie widzą już nadziei, aby udowodnić im, że nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o siebie.

Po przeczytaniu tej krótkiej powieści nie mogłam zrozumieć, dlaczego niektórzy są aż tak pozbawieni skrupułów. No bo z jakiego powodu wylewają całą frustrację na bliskie osoby bez żadnego logicznego wytłumaczenia? Już od pierwszej strony Sylwia Chlebowska zmusza czytelnika do refleksji. Zdecydowanie pobudza naszą uwagę i pokazuje, w jakie bezwzględne sidła można się wplątać. Wrażenia z książki dodatkowo potęguje fakt, iż została ona napisana na podstawie prawdziwych wydarzeń. Momentami po moim ciele przechodziły ciarki, bo przecież "Zaślepiona blaskiem Paryża" to historia, która równie dobrze może zdarzyć się każdemu z nas.

Autentyczność w tej powieści jest powalająca. Podziwiam autorkę za ogromne pokłady odwagi, którymi musiała się wykazać, by podzielić się z nami swoją historią. Brakowało mi jednak swoistego połączenia opisu wydarzeń z terminami psychologicznymi. Autorka wykonała kawał dobrej roboty, lecz moja ciekawość domagała się zajrzenia trochę bardziej w głąb umysłów bohaterów. Mimo wszystko wciąż nie mogę wyjść z szoku, że z tak obiecującej relacji doszło do prawdziwej tragedii. Myślę, że wielu z nas mogłoby utożsamić się z sytuacją głównej bohaterki. Z walką o samego siebie a miłością do drugiego człowieka. "Zaślepiona blaskiem Paryża" to swoisty apel do kobiet, które wciąż walczą. Przemocy nie da się w żaden sposób usprawiedliwić. W tak krótkiej książce zostało przekazane tyle wartości..

Podsumowując, uważam, że z powyższą pozycją powinien zapoznać się każdy, bez wyjątków. To przerażające i prawdziwe w jednym, że podobne historie rozgrywają się na całym świecie non stop. Powinniśmy uświadamiać, a przede wszystkim zwracać uwagę na sygnały wysyłane przez innych, którzy mogą zmagać się z tą samą sytuacją. Przemoc domowa nie powinna być czymś, co zmusza nas do milczenia, byleby zatrzymać przy sobie człowieka, którego już nie rozpoznajemy. Nie jestem w stanie wyrazić słowami, ile emocji wywołała we mnie powieść Sylwii Chlebowskiej. Zdecydowanie zachęcam do przeczytania.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników tak jak zawsze zachęcam do skomentowania zawartości poniżej :) Przypominam również o istnieniu naszego bookstagrama! (@tzczytelnika)

niedziela, 15 stycznia 2023

"Mroczny książe" - Michelle Hercules

00:00:00 0 Comments

Jesteś moją duszą, słońcem mojego nocnego serca.




Tytuł: Mroczny książę

Autor: Michelle Hercules

Data wydania: 23.11.2022

Wydawnictwo: Niegrzeczne książki

Liczba stron: 336

Moja ocena: 8/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Jak daleko bylibyście w stanie posunąć się do uratowania życia komuś z rodziny? Vivienn staje przed próbą uratowania brata od śmierci, jednak by do tego doszło musi zdobyć naszyjnik od jednego z najpotężniejszych wampirów świata Lucca Della Morte. By ułatwić realizację zadania, wypija eliksir służący do kamuflażu i czasowo nabiera wampirzych cech, dzięki czemu bez podejrzeń może przebywać w ich gronie i uczęszczać do instytutu Bloodstone. Mimo początkowych trudności z czasem zdobędzie serce krwiopijcy, co ułatwi jej zdobycie naszyjnika, lecz wraz z tym na świat wyjdą skrywane tajemnice i prawda o tym, kim jest.


W przeciwieństwie do mnie. Okazało się, że wszystko, co sądziłam na temat Lukki, było niezgodne z prawdą. Rzeczywiście jest gwałtowny i mroczny, ale nie okrutny. To wampir, którego kocham. Głupio się jednak czuję na myśl, że miałabym mu to powiedzieć, więc milczę.


Autorka serii Buntownicy z Rushmore powraca z nową, zupełnie inną serią o wampirach. Czy powrót do tego motywu okaże się dobrym pomysłem? Czy seria powtórzy sukces Buntowników?


Po serii Zmierzch, która zadebiutowała w 2007 roku, w literaturze popularnym motywem stały się wampiry i wilkołaki, które cieszyły się dużą sławą. Po czasie jednak autorzy zaczęli odchodzić od niego, gdyż większość takich pozycji zaczęto uważać za infantylne, dlatego też ogromnym zaskoczeniem jest dla mnie to, iż autorka postanawia powrócić z bohaterami, którzy są krwiopijcami, a przy tym wpleść między nich gorący romans.

Początek książki mimo tego, iż zapowiadał się ciekawie, był dla mnie nużący i nie przekonywał mnie do siebie, dopiero po 150 stronach fabuła zaczęła być dla mnie ciekawsza i wciągająca. Sam motyw wampirów budził we mnie wiele sprzecznych emocji i nastawiał raczej negatywnie, mimo znajomości pióra autorki. Jak się okazało Michelle Hercules, nie tylko pisze wspaniałe romanse między ludzkie, ale również te między nadludzkimi postaciami wypadają równie dobrze, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Sam powrót tego motywu jest dla odważnym krokiem, który był dość ryzykowny, lecz na pewno wpływa on pozytywnie na odbiór autorki.


Moja ulubiona część, czyli bohaterowie. Pierwszoplanowe, jak i drugoplanowe postacie są naprawdę dobrze wykreowane, ich charaktery są różne, przez co nie mamy wrażenia, iż wszyscy są tacy sami, a niektóre zachowania nie do przewidzenia. Lucca Della Morte pochodzi z królewskiego rodu wampirów, widać w jego zachowaniu poczucie wyższości i pogardę względem zwyklaków i wampirów nieszczerych, pragnących jedynie bójki. W momencie, gdy poczuje przyciąganie do jednej kobiety, staje się nieznośny, ale zarazem jego słowa i czyny są urocze, widać, iż mimo braku całkowitego zaufania do niej przez wcześniejsze wydarzenia, stara się jak najmniej tego pokazywać. Jeśli chodzi o Vivienne, stanowi ona pokazanie troszkę stereotypowej głupiutkiej postaci, która jako człowiek wchodzi na teren wampirów. Z czasem jednak i u niej uczucia zaczynają grać ważną rolę, a strach przestaje istnieć, gdyż to właśnie w ramionach tego jednego nieznośnego dupka, czuje się najbezpieczniej. Sama jej postać skrywa również wiele tajemnic, których odkrywanie jest zdecydowanie jedną z ciekawszych kwestii. Odnośnie relacji między bohaterami mam wrażenie, że budowana była ona trochę bez podstaw i samo przejście z wrogów na kochanków było okropnie szybkie, co dla fanki hate to love nie przeszkadzało mi, jednak warto zwrócić na to uwagę.


Z nim śmierć to dopiero początek


Podsumowując, uważam, że “Mroczny książe” Blueblood Vampieres. Tom 1 autorstwa Michelle Hercules to dobry powrót motywu wampirów w książkach. Stanowi idealne połączenie gorącego romansu z odkrywaniem tajemnic bohaterów, jest to idealne wyrównane, dzięki czemu nie mamy wrażenia, jakby czegoś było za dużo lub za mało. Sami bohaterowie są ciekawi i stanowią fajne połączenie, relacja między nimi z początku jest nużąca, jednak z czasem stała się urocza, przez co nie mogłam przestać się uśmiechać na niektóre teksty Lucca, zwłaszcza jeśli budził się w nim romantyk. Także, jeśli jesteście ciekawi, w jakim stylu powrócił motyw wampirów i samej twórczości autorki, koniecznie wam ją polecam!

"Mroczny książę" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni...

sobota, 14 stycznia 2023

"Namiętne serce" - Laurelin Paige

00:00:00 0 Comments

Szybko jednak wróciły także te złe wspomnienia. Skomplikowane wspomnienia. Były jak tornado niszczące wszystko na swojej drodze. To ciągłe poczucie lęku…




Tytuł: Namiętne serce


Autor: Laurelin Paige


Data wydania: 07.12.2022


Wydawnictwo: Niegrzeczne książki


Liczba stron: 352


Moja ocena: 2/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka





Wyjawienie sekretu może wiele namieszać w odbudowującej się relacji Cada i Jolie, zwłaszcza jeśli ten sekret ma siedemnaście lat i to on był powodem wcześniejszego rozpadu związku jak i rezygnacji z ucieczki. Mimo prawdy, która ujrzała światło dzienne, ciągle pozostaje plan do zrealizowania, dodatkowo okazuje się, że stawką w wojnie nie jest już tylko życie dwójki osób, a kilkudziesięciu. Jak zareaguje Cade na nową rzeczywistość? Co tak naprawdę działo się w akademii Starka?


Próby zatrzymania jej w sercu przez te wszystkie lata były jak trzymanie w garści piasku. Codziennie jakaś część wymykała mi się z rąk. Co sprawiało, że tym bardziej desperacko trzymałem się tych jej części, które jeszcze mi pozostały.


Finały tom trylogii Dirty Wild autorstwa Laurelin Paige. Co tym razem przyniesie nam historia Jolie i Cadena? Jakie emocje wywoła zakończenie?


Po dwóch poprzednich tomach do całej serii podchodziłam z dużą rezerwą, nie spodziewałam się czegoś wow jak i również tego, iż zakończenie zmieni moje postrzeganie na całość, choć gdzieś w głębi liczyłam na takową zmianę, nie stało się tak. Mimo tego, iż zamysł na fabułę od samego początku wydawał się ciekawy, brakowało w nim czegoś, co wciągnęłoby mnie i jakoś bardziej zainteresowało. Dodatkowo po trzech tomach mam wrażenie, że wszystkie wydarzenia są aż nazbyt przedłużane, a całość mogłaby śmiało zakończyć się na jednym, maksymalnie dwóch tomach.

Jeśli chodzi o bohaterów, mam wrażenie, że w tym tomie wyblakli i stali się nijacy. I o ile w poprzednich częściach to oni podnosili ocenę całości, tak tutaj zdecydowanie ją obniżają. Cade był buntownikiem, który pomimo powrotu dawnych uczuć, nie chciał angażować się z powrotem w relację i o ile swoją zmianę argumentuje adekwatnie, mam wrażenie, że stał się okropnym pantoflarzem w negatywnym znaczeniu. Sama Joli irytowała mnie przez większość książki, jest niezdecydowana i zachowuje się tak, jakby chciała mieć ciastko i zjeść ciastko.


Na moją ocenę książki wpłynęły również absurdalne zachowania bohaterów, a zwłaszcza jedna gdy stwierdzili, że chcą mieć dziecko, po tym pada tekst „Zróbmy je teraz”, dawka cringu, jaka mnie wtedy zalała, była niewyobrażalna. Sam czas, kiedy padają te słowa, również nie spodobał mi się i w pełni odbiega od tematu książki, w tak ważnym momencie.


Warto również wspomnieć, że nie wszystkim może ta książka się spodobać i nie jest ona kierowana do wszystkich grup wiekowy, gdyż pojawia się temat handlu ludźmi i znane z poprzednich części znęcanie się psychiczne jak i fizyczne.

Klatka w końcu była otwarta,a ptak mógł ulecieć na wolność.


Podsumowując, uważam „Namiętne serca” za dość słabe zakończenie trylogii, która miała szansę na uratowanie. Ogromny minus jest za rozwleczenie akcji jak i samych bohaterów, o których wspominałam wcześniej. Jeśli miałabym powiedzieć, coś dobrego o niej to, to, że jeśli potrzebujecie książki, przy której nie będziecie musieli za dużo myśleć i szybko o niej zapomnicie to ta seria, nadaje się do tego idealnie.


"Namiętne serce" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni...




wtorek, 10 stycznia 2023

"Call me crazy" - Melanie Harlow

00:00:00 0 Comments

Jak mogę komuś obiecywać wieczność, póki śmierć nas nie rozłączy, nie czując równocześnie, że to jest jak hazard?



Tytuł: Call me crazy

Autor: Melanie Harlow

Data wydania: 07.10.2022

Wydawnictwo: Niegrzeczne książki

Liczba stron: 316

Moja ocena: 8/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Aby przejąć rodzinną firmę, Enzo Moretti musi ustatkować się przed trzydziestymi piątymi urodzinami, lecz mimo predyspozycji i łatwości, z jaką ten wciąga w swoje życie kobiety, pozostaje cały czas singlem. Gdy na jego drodze staje Bianca Derossi z propozycją układu: poślubi go, aby mógł odziedziczyć firmę, a on w zamian dostarczy materiał genetyczny do sztucznego zapłodnienia, dodatkowym warunkiem jest to, że żadne z nich w trakcie trwania fikcyjnego małżeństwa nie zakocha się. Jednak w miarę trwania układu niektóre zasady zostają naciągnięte, a inne przestaną mieć znaczenie… Jak potoczą się losy fikcyjnej młodej pary? Czy Enzo zrozumie wreszcie, czym jest miłość?


Zasady układu były jasne: żadnych uczuć, żadnego dotykania, żadnych komplikacji. Seria Bellamy Creek powraca z trzecim tomem. Jaki kolejny romans zostanie nawiązany w miasteczku? Czy sama historia okaże się równie dobra co poprzednie? Poprzednie dwa tomy postawiły poprzeczkę wysoko, także do historii Enzo i Blanca DeRossi podchodziłam z delikatną obawą czy wypadnie równie dobrze. Dużym zaskoczeniem okazało się to, że historia nie powiela wątków poprzednich tomów, nie pokazuje miłości jako coś pięknego dla bohaterów i wyczekiwanego, a wręcz jako utrapienie. Samoświadomość bohaterów również jest na wysokim poziomie, gdyż padają kwestię o tym, iż nie są gotowi zaangażować się i oddać swoje uczucia tej jednej osobie. Układ, jaki wywiązuje się między nimi, traktują jako umowę biznesową, jedna i druga strona otrzyma korzyści, lecz aby tak się stało, oboje muszą, poświęcić coś równie znaczącego. W przypadku organizacji ślubu starają się nie zaangażować nazbyt, gdyż jest to fikcja, jednak oboje uświadamiają sobie, iż mimo nie prawdziwości uczuć może to być jedyna okazja, by wziąć udział w takiej uroczystości jako para młoda. Czymś, co ogromnie mnie urzekło, były napisane przez siebie nawzajem przysięgi, ich treść poznali dopiero w trakcie wygłaszania, przez co bawiłam się równie dobrze co bohaterowie i to w trakcie ich najwięcej razy się śmiałam, zwłaszcza jeśli chodzi o przemowę wygłoszoną przez Enzo. Jeśli chodzi o bohaterów, mogę powiedzieć, że naprawdę ich polubiłam i od samego początku kibicowałam, ich relacja należy do typowe hate to love jednak dodatkowe wątki sprawiają, że całość wyróżnia się. Sam Enzo ma w sobie to coś, z jednej strony jest mężczyzną z wybujałym ego, natomiast z drugiej angażuje się w relację i dba o dobro i samopoczucie drugiej osoby, jego podejście do niektórych kwestii jest inne, niż można by się po nim spodziewać, a słowa mają faktyczne odniesienie do czynów. Bianca to postać, która ma swoje zdanie i na etapie, w którym ją poznajemy widać, iż stanowi silną osobowość, poznając jednak historie z przeszłości widać znaczną różnicę pomiędzy tą nieśmiałą nastolatką, która bała się coś powiedzieć a dorosłą kobietą, która nie boi się obrazić klejnotów rodzinnych rodziny Moretti. Ich znajomość rozpoczęła się za dzieciaka, a sama akcja ma miejsce po latach, gdy mają ponad trzydzieści lat, widać w ich podejściu do siebie, że mimo nienawiści i częstej agresji słownej jedno dla drugiego byłoby w stanie wiele zrobić, co udowadnia tylko sama historia. Jeśli chodzi o motywy, byłam raczej negatywnie nastawiona, główny z nich, czyli ciąża kojarzy mi się jako przedłużenie historii i losów bohaterów na siłę, gdzie osoba autorska nie ma pomysłu na kolejny tom, dlatego postanawia w takowy sposób pociągnąć fabułę. I o ile zawsze nie podoba mi się to, tak tutaj nie czułam irytacji w związku z tym pomimo tego, iż wątek ten był jednym z głównym i to on wytyczał w pewnym momencie kierunek, w jakim życie Enzo i Blancy pójdzie dalej. Podsumowując, uważam, że “Call me crazy” autorstwa Melanie harlow to cudowną historia dwójki ludzi, których połączyła chęć przejęcia firmy i założenia rodziny. Sama książka napisana jest w sposób lekki i zabawny, nie zliczę na ilu stronach, płakałam ze śmiechu, choć zdecydowanie najbardziej bawiły mnie wygłaszane przysięgi bohaterów. A skoro o nich mowa, Enzo i Blanca od początku budzą ciepło, ich historia nie jest łatwa i porusza wiele aspektów, lecz w tym wszystkim dalej pozostaje książką, przy której czytelnik odpocznie i będzie się dobrze bawił. Jeśli jeszcze nie zapoznaliście się z serią Bellamy Creek, to gorąco Wam ją polecam, gdyż szanse, że pokochacie ją, są naprawdę ogromne. "Call me crazy" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiazka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni...

poniedziałek, 9 stycznia 2023

"Szminka. O stylu, pięknie i moralności" - Magdalena Pruszkiewicz

14:01:00 0 Comments


Szminka - “Niemy komunikat kobiecości i manifest kobiecej niezależności, nad wyraz indywidualny, prywatny, intymny. Nośnik osobistych wspomnień i sugestywny obiekt pożądania, z którym - my kobiety - wchodzimy w prawdziwie zażyłą relację.” Zapraszam do poznania historii tego wyjątkowego kosmetyku!



  

 Autor: Magdalena Pruszkiewicz

  Wydawnictwo: Zwierciadło

 
  Data premiery: 28 .09. 2022


 Autor recenzji: Magdalena Kwapich


  Liczba stron: 302


  W moim odczuciu: 8/10
 

 

Monografia Magdaleny Pruszkiewicz, absolwentki dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim, pasjonatki historii mody, makijażu, przedstawia dzieje tego woskowego kosmetyku - od najwcześniejszych wersji, sięgających czasów prehistorycznych, po zaawansowany współcześnie technologiczny produkt do makijażu. Została ona podzielona na cztery części. Pierwsza z nich odnosi się do historii szminki, druga przedstawia liczne informacje i ciekawostki jej dotyczące. Trzecia zaś część skupia się na portretach uszminkowanych kobiet, a czwarta na obecności szminki w literaturze, filmie, muzyce, polityce, a nawet w architekturze, ekonomii, psychologii i języku. Rola pomadki do ust wykracza daleko poza jej walory estetyczne. W tym niewielkim woskowym sztyfcie kryje się niebywały sekret, kobieca tajemnica, a także pewnego rodzaju historia zmieniającego się świata, poglądów, przedstawiana epoka po epoce.

Zwyczaj malowania ust wywodzi się od prehistorii, pierwsze ślady używania tego woskowego malowidła pochodzą sprzed 100-125 tysięcy lat, to na terenach obecnego RPA natrafiono na duże ilości czerwonej ochry, proszku, który służył do ozdabiania twarzy i ciała. Pewnie dlatego wydaje nam się, że gest szminkowania mamy w genach. W końcu od pradziejów obecny jest zwyczaj poprawiania swojego wizerunku i pielęgnowania urody, a historia szminki obejmuje tysiące lat. Autorka prowadzi nas zatem w fascynującą podróż przez epoki, wieki, lata, pokazując, że szminka była równie ceniona w Europie zarówno w epoce baroku jak i na początku XXI wieku, a jej popularność sięga czasów starożytnego Rzymu. Przedstawia też, jak podejście do szminki, tego “niemego świadka rzeczywistości” wielokrotnie zmieniało się na przestrzeni dekad. Raz kobiety z pomalowanymi ustami wzbudzały zachwyt i pożądanie, innym razem bardzo je potępiano. Przecież tak niedawno temu, w XIX wieku, szminka była na cenzurowanym i obowiązywał zakaz malowania ust, a z kolei staranny makijaż, czerwone usta, w czasie II wojny były swoistą formą oporu wobec okupanta. Nie wyobrażałam sobie nawet, jak wyjątkowo burzliwe są losy tej barwiczki do ust i jak bardzo są wpisane w kontekst społeczno-kulturowy, obowiązujące koncepcje piękna i prądy artystyczne .

Choć szminka ma za sobą bardzo bogatą przeszłość, pełną wzlotów i upadków, to pamiętajmy, że w tę historię wpisane są losy wielu kobiet i mężczyzn malujących nią usta czy autorów tego najpopularniejszego na świecie kosmetyku. O ludziach, twórcach szminek, pomadek, błyszczyków, o najsłynniejszych uszminkowanych kobietach, artystkach, aktorkach, muzach sporo Pruszkiewicz w książce pisze. I właśnie ten rozdział monografii zatytułowany “O uszminkowanych” zainteresował mnie najbardziej. Tyle znakomitych nazwisk. Począwszy od starożytnych królowych: Nefretete i Kleopatry, angielską monarchinię Elżbietę I, Józefinę Bonaparte czy bardziej współczesne - Coco Chanel, która nie pokazywała się publicznie bez uszminkowanych ust; Polę Negri, Josephine Baker i inne gwiazdy XX-wiecznego kina: Elizabeth Taylor, Audrey Hepburn, Marilyn Monroe, Sophia Loren oraz inne sławne osoby, kobiety władzy - Elżbieta II, Margaret Thatcher. Trudno nie wspomnieć o twórcach kosmetycznych imperiów: wymieniany wcześniej Max Factor, Estee Lauder, Revlon, Helena Rubinstein, MAC Cosmetics i wiele, wiele innych.

Książka Pruszkiewicz o historii szminki to niezwykle wnikliwe i rzetelne opracowanie. Zdumiała mnie dokładność i skrupulatność przekazu, gruntowne zgłębienie tematu, odwołanie się do badań naukowych. Zachwyciły ciekawostki o szmince, szczegóły i szczególiki jej dotyczące. Dowiedziałam się wielu nieznanych mi rzeczy, chociażby to, że wynalazek szminki poprzedza pojawienie się koła i pisma, a słynny Max Factor, to nie kto inny Maksymilian Faktorowicz, Polak z pochodzenia! Jesteście ciekawi, jaki związek ma ze szminką maszyna do całowania (tak, skonstruowano takie urządzenie)? Zerknijcie do książki, tam znajdziecie odpowiedź. A może macie ochotę przygotować sobie własną pomadkę do ust. Proszę bardzo, jest najprostszy przepis na samodzielne wykonanie szminki. Zresztą, takich świetnych ciekawostek na temat szminki jest w książce mnóstwo.

Uważam, że monografia Magdalena Pruszkiewicz na temat szminki to wartościowa pozycja, skierowana do wszystkich, nie tylko do osób zainteresowanych modą i kosmetykami. Niezwykle staranne, albumowe wydanie, elegancka okładka, kredowy papier i moc barwnych, sugestywnych ilustracji, fotografii, rycin zachęcają do lektury tej książki. Szczerze polecam, naprawdę warto zapoznać się z tą publikacją, bo ona niejednokrotnie zaciekawi i zaskoczy czytelnika. Zakończę słowami Charlotte Tilbury, brytyjskiej wizażystki, z którymi się zgadzam: “Szminka to szczęście w sztyfcie”.


 “Szminka. O stylu, pięknie i moralności" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiazka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni...