czwartek, 21 sierpnia 2025
czwartek, 17 kwietnia 2025
Na przełomie ostatnich dwóch lat, widoczna jest największa zmiana na rynku wydawniczym. Klasyczne historie miłosne coraz śmielej zostają wypierane przez romanse poligamiczne zarówno te z motywem poligynii (jednego mężczyzny i wielu kobiet), jak i poliandrii (jednej kobiety i wielu mężczyzn). Z początku stanowiąc niszową część gatunku, dziś coraz częściej mamy do czynienia z tą stroną romansów. Nie stanowią już tylko ciekawostki, a podbijają listy bestsellerów. Trudno więc się dziwić, że sięgając po „Faking with Benefits. Gra pozorów z bonusami” autorstwa Lily Gold, oczekiwania były spore. Szczególnie że książka obiecywała nie tylko romans, ale też lekką komedię, ciekawe tło fabularne i emocje.
Tytuł: Lily Gold
Data wydania: 01.04.2025
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 512
Moja ocena: 4/10
Autor recenzji: Wiktoria Sroka
POSZUKIWANI: Trzej chłopacy na niby. Wymagania: wysocy, umięśnieni – i gotowi nauczyć mnie, jak się całować. Mam na imię Layla i jestem… totalnie nierandkowa. Serio. Mam dwadzieścia osiem lat i nigdy nie miałam chłopaka. I zaczynam już tracić cierpliwość. Na szczęście mam trzech chętnych do pomocy przyjaciół: Zack to były gracz rugby, Josh jest typem chłopaka z sąsiedztwa, a Luke to mój były profesor. Kiedy po fatalnej randce zalewam się łzami w ich ramionach, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Wspólnie zgadzają się zostać moimi „treningowymi chłopakami” i opracowują plan lekcji, który obejmuje udawane randki, sesje całowania i warsztaty z flirtowania przez SMS-y. W zamian muszę tylko raz w tygodniu pojawiać się w ich podcaście o relacjach. Proste, prawda? Ale im dalej w te „lekcje”, tym bardziej wszystko wymyka się spod kontroli. A ja chcę czegoś więcej.
Wszystko to w połączeniu z opisem, brzmiało bardzo interesująco, jednak w praktyce nie do końca spełniło oczekiwania. Głównym problemem, jaki miałam z tą książką, jest to styl pisania autorki, przez który ciężko było mi przebrnąć. Autorka nie potrafiła na tyle zainteresować, by utrzymać to zaangażowanie na dłużej niż pięć stron, co przy pięciuset stronach bywa niezwykle irytujące.
Opisane losy Layly to przykład historii, której konspekt jest na tyle ciekawy, by wyróżniać się na tle innych. Niestety, wykonanie nie jest już aż tak bardzo ciekawe, a początkowy potencjał coraz bardziej ukazuje się jako niewykorzystany. Historia szybko traci swoją siłę przebicia, tempo siada, a to, co miało być wyjątkowe, staje się dość przewidywalne i schematyczne.
Nie da się również pominąć faktu, że książka jest przeznaczona wyłącznie dla dorosłych czytelników. Sceny erotyczne pojawiają się często i są bardzo szczegółowe. Niektórym mogą się one spodobać, jednak jest ich tak dużo, że momentami wydają się głównym elementem fabuły, wypierając rozwój postaci czy relacji emocjonalnych. Seks dominuje nad treścią, co powoduje, że książka traci balans między romansem a erotyką. Dla niektórych będzie to atut, dla innych – przesyt i znużenie.
W tym wszystkim nie można zapomnieć o kreacji bohaterów, która ku zaskoczeniu, ale również pozostawia wiele do życzenia. Layla, która z początku pokazana jest jak niezależna i ambitna, często zachowuje się naiwnie, gubiąc w swoich decyzjach konsekwencje. W jej kreacji nie spodobał mi się również wątek samoakceptacji, gdyż z jednej strony podkreślane przez bohaterkę, iż akceptuje siebie, z drugiej strony, jedyne chwile gdy jesteśmy w stanie dostrzec realność tych słów, to chwilę z trójką mężczyzn. Co do Josh’a, Zacka i Lucka są to bohaterowie z trzema różnymi historiami, które w praktyce zlewają się w jedną całość. Josh to bohater, który skrywa uczucia do Layli od lat, ale nigdy nie zdobył się na odwagę, by je wyznać. Zack to mężczyzna po ogromnej stracie — jego narzeczona zmarła, co nałożyło się cieniem na jego życie uczuciowe. Luck natomiast to rozwodnik z dystansem do miłości, który unika bliskości. Teoretycznie, każdy z tych mężczyzn reprezentuje inną historię, inne zmagania i inne podejście do relacji. Problem w tym, że w praktyce te różnice są tak słabo zarysowane, że szybko przestają mieć znaczenie. Ich historie, choć interesujące, nie znajdują odpowiedniego rozwinięcia i pogłębienia. Zamiast ciekawej kreacji postaci, otrzymujemy trzech mężczyzn, którzy różnią się tylko imionami.
“Faking with benefit. Gra pozorów z bonusami” autorstwa Lily Gold to książka, która ma swój urok i może przypaść do gustu osobom szukającym lekkiej, mocno erotycznej historii z nietypowym układem romantycznym. Dla mnie jednak była to lektura dość rozczarowująca – momentami przyjemna, ale ostatecznie nijaka. Ilość wad i rozczarować, które pojawiły się w trakcie czytania, skutecznie przyćmiła potencjalne zalety tej historii.
środa, 14 czerwca 2023
Prawdziwi wrogowie nie opiekują się sobą, a już na pewno nie obchodzą ich problemy osobiste drugiego.
Czy da się odzyskać czas spędzony na statku? Powrót na ląd po trzech latach dryfowania i zwiedzania świata, może wydawać się trudny zwłaszcza jeśli nie ma się zapewnionego jeszcze miejsca zamieszkania, a na dodatek na lądzie istnieją spore szanse na spotkanie swojego wroga. i choć już samo to budzi niepokój w Rachel, wzrasta on gdy okazuje się, iż Ethana, swojego wroga będzie widzieć na co dzień we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu. Mimo upływu lat od ostatniego spotkania, ich nienawiść do siebie wcale nie zmalała, o czym świadczy również treść listów, choć może to tylko mylne wrażenie? Czy uda się dogadać Rachel i Ethanowi? Czy miłość do morza okaże się ważniejsza od miłości do drugiego człowieka?
Trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale wrogów jeszcze bliżej...
Ostatnio wspominałam, że chciałabym powrócić do dobrze znanych mi autorów i poznać więcej ich twórczości, jednak kobieta zmienną bywa i po raz kolejny sięgam po książkę, autorki, której twórczości nie miałam jeszcze okazji poznać. Książki autorstwa Whitney G. chodziły za mną już od dłuższego czasu, jednak ciężko było mi się do tego zabrać, miała wiele prób gdy jakaś historia trafiła na moją półkę z biblioteki, kończyło się to nie ruszeniem jej i oddaniem, jednak to jej najnowsza premiera zmotywowała mnie, by wreszcie zapoznać, się z tym co pisze i jak pisze autorka. ” Nie pozdrawiam, Ethan” wzbudził wiele zachwytów, przez co miałam dość wysokie oczekiwania względem niej, spodziewałam się czegoś wow. Ostatecznie to wow było jednak pod zupełnie innym względem, gdyż zamiast pozytywnego zachwycenia jest ono raczej negatywne. Całość czytało mi się przyjemnie i było to dobre, jednak do czasu gdy czytałam ją. W momencie gdy skończyłam ją, cała fabuła czy to jacy byli bohaterowie przeszło w zapomnienie.
Po raz pierwszy od dawna mam ogromny problem, by przybliżyć wam bohaterów. Nie tylko przez wyżej wspomniany fakt, lecz przez to, iż w moim odczuciu byli oni nijacy, ciężko było ich jakkolwiek poznać, a tym bardziej polubić. Rachel sprawia wrażenie zupełnie wyobcowanej, lecz w negatywnym sensie. Po powrocie na ląd ma problemy w komunikacji z innymi, co sądząc po tym ilu znajomych, czy “Przyjaciół” miała na statku, jest dość dziwne. Dodatkowo sprawia wrażenie strasznie roztrzepanej i niezdecydowanie. W wielu sytuacjach idealnie obrazuje przykład dla frazeologizmu “zjeść ciastko i mieć ciastko”. Co do Ethana jest on zbyt wyidealizowany. Nie ma żadnych wad, jego charakter jest bez zarzutu, wszystkie jego decyzje są zrozumiałe, nie popełnia błędów, no ogólnie ideał. Jego jedyną porażką życiową okazuje się zrezygnowanie z kobiety, która kocha. Nic więcej.
Jeśli chodzi o inne aspekty książki, czymś, co uratowało ją w moim odczuciu to motyw pisania do siebie listów. Nie ważne jak zła książka, jeśli tylko pojawiają się listy, zawsze zyskuje ona w moich oczach. Tak też było i w tym przypadku. Wątek hate to love między bohaterami nie urzekł mnie, było on zbyt nijaki i ta zmiana nastawienia do siebie przez bohaterów, mam wrażenie, że nastąpiła zbyt szybko.
Podsumowując, uważam “Nie pozdrawiam, Ethan” autorstwa Whitney G. za książkę napisaną poprawie, lecz nie trafiającą w moje obecne gusta czytelnicze. W moich oczach jest ona po prostu nijaka i jak szybko ją przeczytałam, tak szybko ją zapomniałam. Na pewno nie jest moje pierwsze i ostatnie spotkanie z autorką, gdyż z chęcią poznam inne jej książki.
"Nie pozdrawiam, Ethan" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni…
czwartek, 18 sierpnia 2022
sobota, 30 lipca 2022
czwartek, 10 marca 2022
Lana LeBlanc ma wrażenie, że jej życie stanęło w miejscu. Praca bez perspektyw, natarczywe pytania rodziców o potencjalnego narzeczonego i gorzkie wspomnienia nieudanych związków pogłębiają jej frustrację. Za kilkanaście minut, gdy przekroczy próg nocnego klubu, to wszystko nie będzie już mieć znaczenia. Lana właśnie przegrała zakład ze swoją zwariowaną przyjaciółką i musi poderwać nieznajomego mężczyznę, a potem spędzić z nim tylko jedną noc. Dla nieśmiałej i unikającej ryzyka dziewczyny to nie lada wyzwanie. Ale jej prawdziwe problemy zaczną się, kiedy okaże się, że ten, którego wybrała, zapragnie mieć ją dla siebie na dłużej..
Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce życzę dalszych sukcesów, natomiast czytelników, tak jak zawsze proszę o krótki komentarz poniżej :)
sobota, 25 grudnia 2021
środa, 14 lipca 2021
piątek, 26 marca 2021
Czasami inni nie zdają sobie sprawy z tego co tak naprawdę mamy w środku. Otaczamy się fałszywymi ludźmi, wymówkami i uśmiechami. Tylko my znamy swoją historię z prawidłowej perspektywy. Inni nigdy nie zrozumieją. Tak naprawdę jesteśmy tylko marionetkami w rękach losu.
Większość młodych ludzi jest jak bomby atomowe. Nafaszerowani wybuchowymi substancjami, dławią się nimi i eksplodują, niszcząc siebie samych i tych wokół. Temat młodości, przyjaźni i indywidualnej, zaburzonej perspektywy postrzegania świata, prawdopodobnie porusza w swojej powieści Aleksander Filip Dubicki. A dlaczego prawdopodobnie? Tego dowiecie się za chwilkę.
Autor: Aleksander Filip Dubicki
Wernon, Arna, Tyron, Maeve i Pela to główni bohaterowie, którzy są przyjaciółmi. Los ich połączył w chwili, gdy kolega z ich klasy zostaje porażony piorunem w czasie burzy i umiera. Sprawy komplikuje Marionetkarz - manipulator o kalejdoskopowych oczach, który uprzykrza im życia w każdy możliwy sposób. Kim on tak właściwie jest? Jaki ma związek z paczką przyjaciół? Co tak naprawdę kryje się pod słowem "burza"?
Tego możemy się jedynie domyślać.
Jeśli chodzi o treść książki, muszę przyznać, że bardzo się zawiodłam. O ile początek akcji zapowiadał się dobrze i próbowałam doszukać się jakiegokolwiek wątku, po chwili dowiedziałam się, że zamiast tego dostałam filozoficzną powieść z ukrytymi i merytorycznymi sensami, którą nijak można porównać do opisu z tyłu. I tu już nawet nie chodzi o ilość stron (sto), bo prawdę mówiąc, trochę się zdziwiłam, gdy wzięłam tę powieść do ręki, ale o ten głęboki, ukryty sens, który w tym przypadku jest po prostu męczący. Nie jestem fanką przesadnie filozoficznych treści, a książka na pewno nie jest łatwa ani lekka.
Teoretycznie, wydaje mi się, że domyśliłam się pewnych spraw, aczkolwiek nie podoba mi się to, iż otrzymałam większość pytań bez odpowiedzi. Albo nie. Same pytania.
Nie wiem jakim cudem powieść została zaliczona do thrilleru, ale w sumie jakbym miała się zastanowić gdzie by ją dać, musiałabym stworzyć zupełnie nowy gatunek o nazwie nierozumiałe-filozoficzne-coś.
Książkę ratują piękne cytaty i opisy, z którymi się spotkałam. Niektóre połączenia są wprost niekonwencjonalne, głębokie i zapierające dech w piersiach. Podobało mi się to i jak najbardziej zasługuje na plus. Widać, że autor ma talent.
Bohaterowie byli dla mnie trochę niewyraźni. Może to wina tego, że tak mało się o nich dowiadujemy. Z tego, czego się dowiedziałam, każdy z nich na swój sposób postrzega życie, wyraża inną wolę walki przed Marionetkarzem. Prawdę mówiąc, nie rozumiałam ich. Wydawało mi się tylko, że mają jakieś zaburzenia osobowości, a cały Marionetkarz jest jakąś metaforą bolesnego istnienia. Oprócz tego, nie mogłam pojąć dlaczego postacie raz mówią pięknym i rozbudowanym językiem, a potem przeklinają co drugie słowo.
W dodatku, wydarzenia po sobie następują dość chaotycznie. Wystarczy chwila nieuwagi, a zaczynasz się gubić w tej niezrozumiałej do końca treści. Moim zdaniem autor stworzył coś zrozumiałego tylko dla siebie, licząc na to, że reszta domyśli się o co mu chodzi.
Narracja dodaje tylko oliwy do ognia. Przez większość stron nie dało się wywnioskować kto co mówi, ani o co tak naprawdę chodzi. Pięćdziesiąt jeden procent tekstu to opisy lub przemyślenia, w postaci wtrąceń głównych bohaterów. Kiedy mamy do czynienia z jedną, góra dwoma postaciami nie jest tak źle, ale sprawa zaczyna się komplikować, gdy jest ich więcej.
Podsumowując, książka chyba została napisana dla ludzi o mocnych nerwach. Nie jest to lektura przy której można się zrelaksować. Powiedziałabym bardziej, iż jest ona dla tych, którzy chcą coś z niej wyciągnąć. Pomysł na powieść był wspaniały i tu właśnie pochwalam autora, aczkolwiek uważam, że po prostu wykonanie nie przypadło mi do gustu. Polecam fanom zagadek i doszukiwania się we wszystkim drugiego dna. Ja tymczasem pacyfistycznie odłożę książkę na półkę i jak najszybciej o niej zapomnę.
Wydawnictwu bardzo dziękuję za książkę, a autorowi życzę powodzenia w dalszej twórczości. Czytelników natomiast proszę o wyrażenie swojej opinii w komentarzu poniżej :).
wtorek, 13 sierpnia 2019









