Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julianna Kucner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julianna Kucner. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 stycznia 2025

"Scars. Blizny zapisane w twoich oczach" - FortunateEm

06:00:00 0 Comments
Życie w dzisiejszych czasach nie należy do najłatwiejszych, szczególnie dla młodych ludzi, którzy dopiero rozwijają jego definicje. To, w którym kierunku się ona rozwinie, zależy od wielu czynników. Może to być świat zewnętrzny, ludzie, którzy starają się im pomóc, a niekiedy kopać pod nimi dołki, to zależy od ich osobowości, temperamentu, od sposobu, w jaki ich wychowano. Tematykę młodych ludzi, którzy próbują odnaleźć się w świecie i wykształcić wartości zgodne z ich przekonaniami, podejmuje FortunateEm w końcowej części trylogii pt. "Scars"




Tytuł: "Scars. Blizny zapisane w twoich oczach"
Autor: FortunateEm
Data wydania: 22 listopada, 2023
Wydawnictwo: BeYA
Liczba stron: 312
Moja ocena: 10/10
Autor recenzji: Julianna Kucner





Vafara i Royce odnaleźli to, na co tak długo i cierpliwie czekali. Ich rodzina powiększyła się o trzy wspaniałe osoby, a wspólne życie biegło powolnym, spokojnym rytmem. Prawda, że nieco zaburzonym przez wyjazd ukochanej córki na uczniowską wymianę do Wielkiej Brytanii. Teraz jednak, po dwóch latach, Ravenna ponownie dołącza do rodziców i braci. Wydaje się, że wszystko wraca na dawne tory…

Niespodziewanie w ich codzienność wkracza tajemniczy chłopak o smutnych szaroniebieskich oczach. Zarówno Vafara, jak i jej córka zauważają w nim coś znajomego. Matka dostrzega przede wszystkim odbicie swoich wewnętrznych demonów, a Raveena widzi ból, który pragnie ukoić.

Gdy skończyłam drugą część trylogii "Scars", pierwsze, o czym pomyślałam to to, że nie uda mi się znaleźć równie chwytającej za serce, uroczej i pouczającej historii o miłości. Nawet jeśli wiedziałam o istnieniu kontynuacji z córką Vafary i Royca w roli głównej, wiedziona stereotypem o kolejnych częściach, które nie dorównują zwykle wersji pierwotnej, nie miałam zbyt wielkich oczekiwań. Jednak gdy poznałam dynamikę między nowymi bohaterami, uświadomiłam sobie, że moje obawy były zupełnie nieuzasadnione..

Evren, chłopiec o smutnych oczach, to bardzo intrygująca postać i rozumiem, dlaczego Ravie (czyli dosłownie żeńska wersja Royca pod względem charakteru) tak bardzo oszalała na jego punkcie. Autorka stworzyła dwójkę oryginalnych postaci z naprawdę romantyczną historią. Jestem w stanie stwierdzić, że sposób, w jaki ze sobą rozmawiali, wspierali się i stopniowo poznawali, może uchodzić za przykład, prawdziwej, pięknej miłości. Rzadko spotykam się teraz z tak emocjonalnym uchwyceniem relacji między dwójką bohaterów w książkach, więc prawdopodobnie stąd mój zachwyt nad pracą FortunateEm. Jeszcze większej przyjemności w śledzeniu losów głównych bohaterów, dostarcza lekki styl pisania autorki i jej konkretność bez długich, zbędnych opisów. Pamiętam, że jeszcze w pierwszej części mieliśmy mnóstwo refleksji nad psychiką Vafie, a teraz autorka postawiła na dynamikę i rozwój akcji z ciekawymi wątkami (jak na przykład tajemniczy nieznajomy, z którym smsuje Ravenna), co zdecydowanie jest zmianą na plus. Spowodowało to, że nie mogłam się oderwać od zagłębiania się jeszcze bardziej w poznawaną przeze mnie emocjonującą historię.

Autorka po raz kolejny mimo poruszania trudnych wątków (zaburzenia odżywiania, depresja, samookaleczanie), podeszła do przedstawienia ich w sposób dojrzały, z profesjonalizmem. Nadal podtrzymuję opinię, iż z serii "Scars" da się wyciągnąć wiele wartości i zdecydowanie to jest największy atut tej serii. Doskonałym tego przykładem jest Vafara, dzięki której można było doznać swego rodzaju ukojenia, przez sposób, w jaki się zmieniła. Z walczącej dziewczyny z niską samooceną stała się dojrzałą kobietą, która jest w stanie teraz pomóc innym (cudownie odzwierciedla to jej rozmowa z Evrenem). Miło było śledzić jej historię, której morał chwycił mnie za serce. A to jaką dojrzałość emocjonalną osiągnęła.. Autorka wykreowała ją na prawdziwego człowieka z krwi i kości.

Warto wspomnieć również o pomocy psychologicznej, której plusy z całą pewnością zostały uwydatnione. Bardzo mi się podoba sposób, w jaki autorka wnosi do swojej historii moralizatorski charakter. Pokazała jak bardzo, terapia może zmienić życie człowieka, a walka z własnymi demonami może spowodować zrzucenie z siebie ogromnego ciężaru i otwarcie się na coś nowego.
Również wartości rodzinne i w tym razem odegrały znaczącą rolę. Polubiłam dynamikę między braćmi Royca, którzy roztaczali wokół siebie ciepłą atmosferę, nawet prawie dwadzieścia lat później. "Scars. Blizny zapisane w twoich oczach" zwieńczenie uniwersum, które pokochałam.

Podsumowując, powyższa powieść daje zdrowy przykład jak radzić sobie z problemami i cierpieniem, które zdają się w dzisiejszym świecie być nieuniknione. Autorka pokazuje sytuacje z życia wzięte, a nie wyssane z palca, opierając się na sytuacjach (czasami wręcz drastycznych), które faktycznie dzieją się naprawdę i wielu z nas spędzają sen z powiek. Myślę, że "Scars" to nie tylko powieść o szczerej i uroczej miłości, ale przede wszystkim o życiu. Jestem pewna, że każdy odnajdzie w niej część siebie. Czy to w młodej Vafarze, która kiełkuje w sobie nienawiść dla samej siebie, czy też w jej dorosłej wersji, pokazującej jak daleko można zajść i która udowadnia, że cierpienie nie definiuje innych. Oczywiście może ktoś odnajdzie się w innych bohaterach, takich jak Evren, Ravie, Royce, czy nawet Kirby. Jak widać, możliwości jest sporo. Gorąco zachęcam do zagłębienia się w pouczającą historię, którą opowiedziała nam FortunateEm.

Scars. Blizny zapisane w twoich oczach" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa…




piątek, 20 grudnia 2024

"Wizażysta" - Lilia Łada

07:00:00 0 Comments
Czasami ciężko uwierzyć w to, że makabryczne zbrodnie, do których posuwają się seryjni mordercy dzieją się naprawdę. Świat, w którym żyjemy nieraz udowodnił nam, że istnieją podli ludzie bez skrupułów, którzy potrafią wykorzystać czyjąś niewinność, a następnie bez wyrzutów sumienia krzywdzić, nawet jeśli niczym one nie zawinęły. Tematykę brutalnych morderstw i niepokojącego makabrycznego zabójcy, wywołującego dreszcze swoim brakiem moralności porusza Lila Łada w swojej powieści pt. "Wizażysta", która z pewnością nie pozwoli wam w najbliższym czasie zasnąć..




Tytuł: "Wizażysta"
Autor: Lila Łada
Data wydania: 20 listopada, 2024
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 296
Moja ocena: 9/10
Autor recenzji: Julianna Kucner







W ścisłym centrum Poznania znaleziono zwłoki. Wezwany na miejsce przestępstwa patolog odkrywa przerażające fakty na temat popełnionej zbrodni. To, co miało być rutynowym śledztwem, staje się jedną z najtrudniejszych i najbardziej makabrycznych spraw, z jaką lokalna policja miała kiedykolwiek do czynienia. Porzucone szczątki należą bowiem nie do jednej, ale aż do sześciu młodych kobiet. Niedługo potem pracownicy kolei trafiają na kolejne ciało…


Do sprawy zostaje przydzielony podkomisarz Dariusz Młotkowski, znany z nieszablonowych metod tropienia przestępców. Czy jego niezwykłe zdolności analizowania umysłów zbrodniarzy pozwolą mu dopaść zwyrodnialca, nim ten uprowadzi kolejną osobę?

Do przeczytania powyższej powieści zachęcił mnie przede wszystkim intrygujący opis o makabrycznym morderstwie, który zadecydował o tym, że uznałam za konieczność, by zagłębić się w historię, której akcja toczy się w Poznaniu. Sam fakt, że autorka jako tło wydarzeń przyjęła Polskę, a głównym miejscem akcji stał się teren w pobliżu słynnego PKP, z którym niejednokrotnie miałam do czynienia, sprawił, że "Wizażysta" nabrał urzeczywistnienia i jeszcze bardziej mogłam wczuć się w jego fabułę.

Po kilku stronach zdecydowanie mogłam stwierdzić, że styl pisania autorki jest lekki i przyjemny w odbiorze. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, gdy czytałam o złośliwych uwagach podkomisarza Młotkowskiego na temat dworca głównego i o zorganizowaniu PKP, które faktycznie nie ma sensu i powoduje wielki zamęt wśród ludzi spieszących się na pociągi.
Tak czy inaczej, byłam już przekonana o tym, że książka Łady będzie umilać mi najbliższe kilka godzin, po tym, jak główny bohater pierwszy raz udał się na miejsce zbrodni. Wszelkiego rodzaju kryminały są naprawdę spopularyzowane w dzisiejszych czasach i jako zaprawiona w bojach czytelniczka z czystym sumieniem, muszę przyznać, że "Wizażysta" to jedna z tych książek, które naprawdę wywołują gęsią skórkę na ciele. 

Sam koncept zbrodni stwarza niepojącą atmosferę, a akcja tocząca się w pobliżu zalęganych przez margines społeczny terenów jeszcze bardziej to pogłębia. Rozmowy z prostytutkami, wśród których panuje strach o własne życie, niepokój o znikające kobiety, z którymi nie ma kontaktu, tajemniczy warsztat w pobliżu dworca.. A w tym wszystkim tkwi jeszcze tajemnicza organizacja charytatywna, która także wydaje się mieć udział w tej przerażającej sprawie. Wszystkie te wątki tworzą spójną całość, współgrają ze sobą i wywołują masę emocji, począwszy od przerażenia do szoku, gdy dowiadujemy się, co z nich wynika.

Bohaterowie wykreowani przez autorkę są sympatyczni, a sposób, w jaki ze sobą współpracowali, sprawiał, że odbierałam ich w pozytywny sposób (moje serce skradł neonowy komplet z bokserkami w prezencie). Należy też oczywiście wspomnieć o sprawcy tych niekonwencjonalnych morderstw, którego motyw wprawił mnie w osłupienie. Nie da się ukryć, że jest to naprawdę intrygująca postać, z powodu jej moralnie spaczonego postępowania, nie da się przejść wokół niej obojętnie. Tak więc, postacie wykreowane przez Lilię Ładę doskonale pasowały do mrocznego klimatu i tej kryminalnej otoczki wokół.

Podsumowując, przy powieści pt. "Wizażysta" moja głowa pracowała na najwyższych obrotach. Jako fanka takich klimatów moje serce skradła nie tylko przerażająca i niepokojąca sprawa oraz jej prowodyr, ale również odniesienia do dworca w Poznaniu, relacje między bohaterami (chciałabym się dowiedzieć, co się wydarzyło później, między podkomisarzem a pewną dziennikarką), a także sposób, w jaki autorka ich przedstawiła. Książka jest zdecydowanie warta przeczytania, z pewnością umili wam te ciemne wieczory, w których nie wiadomo czy ktoś się nie czai tuż za rogiem..

poniedziałek, 9 grudnia 2024

"Scars. Blizny zapisane w duszy" - FortunateEm

07:30:00 0 Comments

 "Miłość jest najpiękniejszym i zarazem najgorszym uczuciem, jakie może nas spotkać. Potrafi sprawić, że człowiek ma wrażenie, że lata, by potem niespodziewanie oderwać mu skrzydła, strącić go w dół i bezwzględnie wdeptać w ziemie."




Tytuł: "Scars. Blizny zapisane w duszy"
Autor: FortunateEm
Data wydania: 22 marca, 2023
Wydawnictwo: BeYA
Liczba stron: 296
Moja ocena: 10/10
Autor recenzji: Julianna Kucner




Vafara i Royce spotkali się w momencie, w którym żadne z nich nie było gotowe na szczęście. Ona miała rodzinne kłopoty, on nie radził sobie z żałobą po ukochanej Maxine. Oboje mieli sporo do przepracowania. Dlatego, mimo że byli sobie przeznaczeni, z pierwszej próby bycia razem nie wyszli zwycięsko. Rozstali się na dłuższy czas. Roy pozostał w Seattle, gdzie nadal prowadził studio tatuażu, Vafie przeniosła się do nadmorskiego Galveston, by realizować się jako artystka.


Jednak nie zapomnieli o sobie i nie przestali się kochać. Po dziewięciu miesiącach od wyjazdu Vafary Roy odważył się do niej zadzwonić. Okazało się, że emocje między nimi nadal były silne. Tęsknili za sobą i mieli sobie mnóstwo do powiedzenia. Szczególnie Vafie, która wreszcie odnalazła swoją prawdziwą mamę…

Royce i Vafara podjęli kolejną próbę zbudowania związku. Czy tym razem im się uda?

Nie jestem w stanie opisać słowami tego, jak bardzo przepadłam dla powyższej powieści. O ile pierwsza część wywołała we mnie mnóstwo skrajnych emocji, to druga zrobiła to samo, lecz ze zdwojoną siłą. Nie mogłam powstrzymać się od łez, gdy los postawił przed Vafarą kolejne przeszkody i rozczarowania, ze złości na Sutton Dahle, która definitywnie zyskała miano najbardziej znienawidzonej przeze mnie fikcyjnej postaci, oraz ze szczęścia, gdy mimo tego całego emocjonalnego huraganu, w którego środku znaleźli się główni bohaterowie, starali się oni, by ich relacja nie legła w gruzach. FortunateEm z pewnością nie pozwala czytelnikowi odetchnąć, ponieważ co chwilę częstuje nas dynamiczną akcją, ciekawą fabułą pełną zaskakujących zwrotów akcji oraz realistycznie wykreowanymi postaciami z bogatymi portretami psychologicznymi, dla których losów nie sposób przepaść.

"Scars. Blizny zapisane w duszy" to książka z niezwykle bujną tematyką. Porusza ona trudne zagadnienia takie jak brak samoakceptacji przez dzieciństwo w toksycznym środowisku, trudności, z jakimi człowiek musi się zmierzyć, otwierając się na miłość oraz wpływ relacji międzyludzkich na środowisko, w którym żyje. Zdecydowanie polecam tę historię ze względu na wartości, które z pewnością skłaniają do refleksji. Na przykład, z samego sposobu, w jaki relacja Royca i Vafary rozkwitła, można wyciągnąć wnioski, że o miłość warto walczyć, nawet jeśli kosztuje nas to wiele zmian i wymaga od nas dużego wysiłku. Podobało mi się, że autorka nie pozostawiła problemów tej dwójki samorozwiązaniu, tylko pokazała, że zasięgnięcie po pomoc psychologiczną może dużo zmienić w relacji z drugim człowiekiem. Powyższa pozycja zawiera w sobie zdrowy przekaz, przedstawia realną historię walki dwójki ludzi o uczucie i trud z tym związany. Przyjemnie było zagłębić się w historię, w której czytelnik może zaobserwować rozwój bohaterów z krwi i kości.

Warto też zwrócić uwagę na to, że historia Vafie i Royca w pewien sposób ostrzega przed istnieniem takich mało rozwiniętych intelektualnie (łagodnie powiedziane) jednostek jak Sutton Dahle. Czasami na swojej drodze trafiamy na ludzi, którzy czerpią satysfakcję z czyjegoś cierpienia i próbują nas zniszczyć nawet bez konkretnego powodu. Tak czy inaczej, historia głównej bohaterki pokazuje jak długi i żmudny może być proces leczenia się z toksycznego wpływu takiej ameby (tak, zdecydowanie uwzięłam się na Sutton) oraz jak głęboko mogą osadzić się w głowie raniące słowa i czyny. Jednak mimo wszystko, pokrzepiające w tej powieści było to, że da się to pokonać, nawet jeśli doprowadza to do naszych upadków.

Jeśli chodzi o inne aspekty Scarsów, podobało mi się to, że autorka nie rozciągnęła tej powieści, tylko wszystko potoczyło się wartko i płynnie, utrzymując tym samym zainteresowanie czytelnika. Inni bohaterowie doskonale współgrali z wykreowanym przez FortunateEm światem, zwłaszcza Kirby, która niejednokrotnie mnie rozśmieszyła oraz wzbudzali sympatię swoim wsparciem dla Royca i Vafie. Może trochę ubolewałam nad tym, że nie rozwinął się bardziej wątek z prawdziwą matką głównej bohaterki, ale jestem w stanie to zrozumieć, biorąc pod uwagę serię zaskakujących wydarzeń, które miały miejsce w życiu głównych bohaterów.

Podsumowując, uważam "Scars. Blizny zapisane w duszy" za przesłodką powieść, z moralizatorskim charakterem, z której można wiele wyciągnąć. Autorka już od pierwszej strony wciąga czytelnika i nim zdąży się on obejrzeć, kończy ze łzami w oczach i przede wszystkim z przeogromną chęcią do przeczytania kolejnej części. Myślę, że każdemu uda się coś wyciągnąć z pięknej historii, jaką przedstawiła nam FortunateEm, każdy, kto choć raz zmierzył się z brakiem samoakceptacji, utożsami się z Vafarą i zrozumie ciężką drogę, jaką musiała przejść.

Scars. Blizny zapisane w duszy" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa…


środa, 27 listopada 2024

"Poradnik grzebania kotów" - Mika Modrzyńska

09:00:00 0 Comments
Podcasty kryminalne są niezwykle popularne w dzisiejszych czasach. Makabryczne zbrodnie popełniane przez znanych psychopatów lub tych, których nie posądzalibyśmy o bycie seryjnymi mordercami, mają swoich wiernych fanów i sukcesywnie zyskują na popularności, zwłaszcza w formie audycji. Sama jestem fanką takich historii, szczególnie tych najbardziej niewyjaśnionych i wzbudzających wiele wątpliwości. Takową tematykę porusza Mika Modrzyńska w swojej intrygującej powieści pt. "Poradnik grzebania kotów", w której główna bohaterka, Stefania, sama jest zapaloną fanką podcastów kryminalnych. Tylko czy zdołałaby sobie poradzić, gdyby sama musiała stać się częścią kryminalnej historii?



 
Tytuł: "Poradnik grzebania kotów"
Autor: Mika Modrzyńska
Data wydania: 1 października, 2024
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 302
Moja ocena: 5/10
Autor recenzji: Julianna Kucner






Gdy trzynastolatka z biednego domu znika, mieszkańcy Brzózki, małej mazurskiej wioski, uznają to za ucieczkę. Swój błąd odkrywają dopiero piętnaście lat później, gdy przypadkowy turysta znajduje ciało dziewczyny w okolicznym bagnie.



Stefania powraca do rodzinnej wioski wkrótce po tym, jak znaleziono ciało Martyny, jej szkolnej przyjaciółki. Nigdy się nie przyznała, że tamtej feralnej nocy obiecała Martynie, że uciekną razem. Teraz, sfrustrowana brakiem skuteczności policji, zagubiona w życiu, postanawia wszcząć własne śledztwo. Wieś huczy od plotek i domysłów. By włączyć się w tę społeczność, do której nigdy tak naprawdę nie należała, Stefania postanawia skorzystać z pomocy sąsiada, niespełnionego artysty. Nietypowa para wpada na pewien trop…

Moje nadzieje co do powyższej pozycji były przeogromne. Opis brzmi naprawdę interesująco i myślę, że każdy fan nie tylko kryminalnych historii, ale również thrillerów, kryminałów czy powieści z emocjonującą akcją lub tych wymagających dużo przemyśleń, logiki by się skusił. Tak czy inaczej szczerze powiedziawszy nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana po przeczytaniu "Poradnika grzebania kotów".

Główna bohaterka to dość specyficzna postać, do której niezmiennie miałam mieszane uczucia. Podobały mi się jej spontaniczność i styl życia lekkoducha podróżującego po świecie, ale decyzje przez nią podejmowane niezmiernie mnie irytowały (zwłaszcza ta na samym końcu książki). Brakowało mi również więcej retrospekcji po jej powrocie do rodzinnej wsi Brzózki, ponieważ odniosłam wrażenie, że tak naprawdę mało miała z nią wspólnego. W dodatku ubolewałam, że relacja Stefanii z Asią nie została bardziej szczegółowo potraktowana. Brnąc przez powyższą powieść, doszłam do wniosku, że brakuje mi w niej rozwinięcia większości wątków. Na przykład chciałabym również dowiedzieć się więcej o relacji Stefanii z Martyną lub dowiedzieć się, dlaczego Stefania tak właściwie nie jest w stanie nigdzie sobie zagrzać miejsca. Taki niedosyt spowodowany pytaniami bez odpowiedzi poszerzonymi o filozoficzny bełkot sprawił, że zgubiłam przyjemność czytania historii Modrzyńskiej.

Sam koncept książki jest naprawdę intrygujący. Powrót do rodzinnej miejscowości i ponowne zmierzenie się z jej mieszkańcami po tak długim czasie nieobecności trzyma w napięciu i wywołuje ciarki na ciele. Społeczność egzystująca w Brzózce wywołuje niepokój i stawia pytania o to, kto tak właściwie jest odpowiedzialny za śmierć Martyny? Jeśli chodzi o akcje, w niektórych momentach nudziłam się nic niewnoszącymi do fabuły czy też do portretów postaci informacjami. Jednak muszę przyznać, że na końcu akcja gwałtownie przyspiesza i przyprawia o szybsze bicie serca. Mimo to nie zmieniło to mojego nastawienia do "Poradnika grzebania kotów".

Podsumowując, moje odczucia co do powyższej pozycji są mieszane. Z jednej strony polubiłam się ze Stefanią i z przyjemnością śledziłam jej losy, zwłaszcza gdy na jej drodze pojawił się Wincenty, natomiast z drugiej jej motywacje były dla mnie niezrozumiałe, a jej przemyślenia nużące. Wydaje mi się, że gdyby autorka mniej skupiła się na samej Stefanii, a więcej na wykreowaniu bardziej szczegółowego otoczenia, powieść byłaby dla mnie o wiele bardziej przyjemniejsza w odbiorze. Jednak wciąż zachęcam do przeczytania "Poradnika grzebania kotów", ponieważ może Wy dostrzeżecie w tej powieści coś, co mi umknęło :)

Wydawnictwu Zysk i Sk-a  dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników zachęcam do skomentowania powyższej zawartości w komentarzu :) 


niedziela, 3 listopada 2024

"Kazalnica" - Katarzyna Jagiełło-Grygiel

09:00:00 0 Comments

Życie w małej społeczności ma wiele zalet, na przykład mieszkańcy mają większą szansę na zaangażowanie się w życie lokalne i wpływanie na podejmowane decyzje. Wiadomo również, że w małych społecznościach łatwiej o wzajemne wsparcie, z uwagi na fakt, że ludzie chętniej pomagają sobie w trudnych sytuacjach. Lecz co jeśli w takiej małej miejscowości,  nagle dochodzi do mrożącej krwi w żyłach zbrodni? Czy wśród ludzi, którzy na co dzień wyciągają do siebie pomocną dłoń, znajdzie się człowiek odpowiedzialny za morderstwo? Motyw ten porusza Katarzyna Jagiełło-Grygiel w swojej debiutanckiej powieści pt. "Kazalnica"





Tytuł: 
"Kazalnica"
Autor: Katarzyna Jagiełło-Grygiel
Data wydania: 15 października, 2024
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 146
Moja ocena: 6/10
Autor recenzji: Julianna Kucner






Dolnośląskim Ludwikowem wstrząsa makabryczna zbrodnia. W stojącym na uboczu gospodarstwie zostają znalezione zwłoki starszego małżeństwa. Wszystko wskazuje na to, że przed śmiercią para została poddana brutalnym torturom.

Śledztwo prowadzą komisarz Regina Szalińska i podkomisarz Paweł Rybak. Od początku jednak natrafiają na przeszkody – nieufni sąsiedzi ofiar skutecznie utrudniają im pracę. Zamknięta społeczność zazdrośnie chroni swoich sekretów.
Z każdym dniem przybywa pytań, a po Ludwikowie zaczynają krążyć niebezpieczne plotki. Śledczy czują, że zbliżają się do mrocznej prawdy. Kiedy jednak wyjdzie ona na jaw, może zszokować całą społeczność...

Muszę przyznać, że powyższy opis książki wzbudził we mnie spore zaciekawienie. Do tego stopnia, że bez chwili zawahania się postanowiłam, że koniecznie muszę ją przeczytać.. Nie spodziewałam się jednak, że będzie ona dość krótka i zwięzła. Nie przekładam ilości stron nad jakością powieści, aczkolwiek w kontekście "Kazalnicy" według mnie odegrało to znaczącą rolę.

Całość zapowiadała się dość obiecująco. Z zaciekawieniem śledziłam losy komisarz Szalińskiej oraz podkomisarza Rybaka, uważając ich już od pierwszej strony za zgrany oraz dobrany duet. Autorka w interesujący i profesjonalny sposób przedstawiła wykonywaną przez nich pracę, czyli udział w śledztwie pogłębiając fabułę o protokoły, a ich personalne historie, w tym zdecydowanie relacja między Szalińską a jej mężem nadały całokształtowi smaku. Naprawdę ubolewam więc nad tym, że wątki te, choć tak dobre, zostały potraktowane lakonicznie bez głębszego rozwinięcia.

W mojej opinii jest to główny problem powyższej powieści. Pomysł był naprawdę dobry. Autorka wzbudza w czytelniku niepokój związany z morderstwem, akcja z każdą stroną jest coraz bardziej napięta, a świetnie skonstruowana fabuła prowadzi nas do odkrywania mrocznych tajemnic brutalnie zamordowanego małżeństwa, którego przeszłość wcale nie jest taka święta, jak można byłoby się spodziewać. Motyw zamkniętej społeczności oraz kobiet, które zostały skrzywdzone, natomiast zmusza czytelnika do refleksji nad tym, co skrywać mogą poszczególne postacie i kto nie chce puścić pary z ust. Sporym zaskoczeniem był dla mnie sposób, w jaki sprawy się zakończyły, aczkolwiek wydźwięk "Kazalnicy" jest dość dosadny: karma zawsze wraca.

Podsumowując, nie poczułam się w pełni usatysfakcjonowana po zapoznaniu się z powyższą powieścią. Czułam, że niektóre postacie domagają się wręcz większej uwagi. Strasznie chciałabym poznać historię i motywy prokurator okręgowej Kosińskiej, a także innych bohaterów, którzy wzbudzili we mnie spore zaciekawienie. Jak sama autorka wspomniała, to prawdopodobnie jeszcze nie koniec historii Szalińskiej i Rybaka, więc z przyjemnością powrócę do śledzenia ich losów, w mam nadzieję, dłuższej już powieści

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce gratuluję debiutu, a czytelników zachęcam do skomentowania powyższej zawartości w komentarzu :) 


niedziela, 20 października 2024

"Scars. Blizny zapisane na skórze" - FortunateEm

09:00:00 0 Comments
Cierpienie to uniwersalny motyw poruszany z niezwykłą powtarzalnością w literaturze. Wynika to z faktu, iż cierpienie towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów, a refleksje na jego temat to nic innego jak sposób na radzenie sobie z bólem czy też trudnościami, wynikającymi z istnienia cierpienia. Autorzy w swoich powieściach mają różny stosunek do przedstawienia tego motywu. W sposób staranny, a także kunsztowny, ale jednocześnie łatwy w odbiorze występuje on m.in. w książce pt. "Scars. Blizny zapisane na skórze" autorstwa FortunateEm.




Tytuł: "Scars. Blizny zapisane na skórze"
Autor: FortunateEm
Data wydania: 24 sierpnia 2022
Wydawnictwo: BeYA
|Liczba stron: 368
Moja ocena: 10/10
Autor recenzji: Julianna Kucner









Vafara Dahle ma dwadzieścia cztery lata i rodzinne kłopoty. Przede wszystkim z matką, "panią idealną", która oczekuje od swojej córki wielu rzeczy, jakich ta nie chce, nie potrafi albo po prostu nie może jej dać. Na przykład samej siebie w ślubnej sukni. To, że Vafie nadal pozostaje singielką, nie jest wielkim zaskoczeniem dla Sutton Dahle; ot kolejny przykład na to, jak bardzo jej córka nie spełnia pokładanych w niej nadziei.
Może choć przy okazji wesela kuzynki Vafara zachowa się przyzwoicie i pojawi się na nim z odpowiednim mężczyzną u boku? Najlepiej z perfekcyjnym Marcusem, managerem w firmie transportowej, na myśl o którym dziewczynie robi się niedobrze... Ale Marcus jest tzw. dobrą partią, ma nienaganne maniery, dobrą pracę i jest wzorem wszelkich cnót, słowem ― to potencjalny idealny zięć. Czyli żaden materiał na męża. Zdesperowana Vafie postanawia się zbuntować i zrobić sobie tatuaż, którego Sutton oczywiście nie pochwali.
Czy czarna róża, którą między piersiami dziewczyny tatuuje Royce Faridan, odmieni jej życie na dobre?


"Byłem wypalony i nie zamierzałem szukać drewna, by rozpalić swoje wewnętrzne palenisko. W środku miałem ruinę i zgliszcza. Samotność była lepsza. Cisza przyjemniejsza. A złamane serce po czasie wcale nie bolało. Bo jak mogło boleć coś, co było martwe?" 

Podczas czytania powyższej powieści targało mną tyle emocji, że sama nie wiem, od czego zacząć. Sposób, w jaki autorka ukazała nam wartości odnośnie bólu, kłopotów w relacji z drugim człowiekiem z powodu jego istnienia czy też wpływu toksycznych rodziców na życie człowieka, jak i ogólny brak samoakceptacji to coś, co uderza w czytelnika i sprawia, że nie ma innej opcji niż całkowite zaangażowanie się w powieść. Szczególne wrażenie wywarła na mnie historia Royca, jednego z głównych bohaterów, który już od początku wydawał mi się naprawdę ciekawą i wytrwałą postacią z powodu jego doświadczenia przez los i sprzeczności, które sobą reprezentował, np. w relacji z Vafie. Niestety ciężko napisać, dlaczego tak bardzo zwrócił na siebie moją uwagę bez ujawniania treści połowy książki..

Sama kreacja postaci to z całą pewnością główny atut dzieła FortunateEm. Po prostu nadal jestem w szoku, jak realistycznie autorka wykreowała postacie i tchnęła w nie życie za pomocą swojego lekkiego pióra. Mimo że powieść napisana została w przyjemny oraz łatwy do interpretacji sposób, ta prostota w połączeniu z historią bohaterów uderza dogłębniej, niż można byłoby się tego spodziewać. Do tego stopnia, że trzeba się wspomóc chusteczkami lub odłożeniem lektury i taktycznym przejściem się po pokoju.. Podejrzewam, że ta emocjonująca fabuła, związana ze wszystkimi intrygami matki Vafary, a także sposób, w jaki główni bohaterowie próbowali się na siebie wzajemnie otworzyć, była jednym z głównych powodów, przez które tak zaangażowałam się w (niestety) fikcyjne życie bohaterów.

"Ja mogłem być dla Vafary a po tym uścisku poczułem, że ona mogła być dla mnie"

“Scars. Blizny zapisane na skórze” to zdecydowanie bogata powieść, jeśli chodzi o przekazywane wartości i ukazanie relacji między ludźmi. Nie ukrywam, że przyjaźń między Vafie a Kirby była naprawdę rozczulająca i chwytająca za serce. Tak samo, jak przyjaźń i miłość, którą byli obdarzani wszyscy członkowie i przyjaciele rodziny Royca zupełnie bezinteresownie. Nawet relacja Vafary z Sutton pokazuje, jak destrukcyjny charakter może mieć umniejszanie i znęcanie się psychiczne nad bezbronną osobą potrzebującej wsparcia. Jednak najlepszym przykładem jest oczywiście relacja pomiędzy głównymi bohaterami. Podobało mi się, że ich miłość rozkwitała powoli — przypominała taki pączek róży, która powoli budzi się do życia. To było naprawdę urocze i cieszę się, że jako czytelnik mogłam towarzyszyć im w rozwoju relacji. Te dynamika oraz związki między ludźmi sprawiły, że książka FortunateEm, z którą miałam przyjemność się zapoznać, okazała się naprawdę wartościowa.

Jedynym negatywnym aspektem była moim zdaniem postawa głównej bohaterki, w niektórych momentach. Rozumiem, że została ona przedstawiona jako postać okrutnie doświadczona przez życie, która niejednokrotnie się poddała, ale nie rozumiałam, dlaczego nie mogła ona przenieść tej zawziętości i zaciętości z tworzenie relacji z Roycem na swoje życie. Taka dwojaka postawa niejednokrotnie przyprawiała mnie o irytację. Motyw małżeństwa oraz zmiany w testamencie również niespecjalnie chwyciły mnie za serce. Moim zdaniem lepiej można było rozwinąć te wątki, ponieważ w porównaniu z tym, co przeżywali przez to bohaterowie, wydawały się takie nijakie.

"Wywołanie szczerego uśmiechu na ustach osoby, która cierpiała, było nie lada wyczynem. A ja tego dokonałem i nie mogłem przestać wracać pamięcią do tego momentu. [..] Bo uśmiech Vafary był jak taki promień i dawał mi siłę. Mimo że nie znałem tej dziewczyny, czułem, że zasługiwała na szczęście. Każdy zasługiwał".


Podsumowując, “Scars. Blizny zapisane na skórze” to wartościująca i piękna powieść, w której każdy może znaleźć cząstkę siebie i odrobinę siły, żeby zawalczyć ze swoimi własnymi demonami w prawdziwym życiu. Powyższa książka daje nadzieję, pokazuje, że mimo przeciwności losu trzeba zawsze przeć naprzód i nigdy się nie poddawać. Wzbogacona o piękne relacje oraz dość emocjonującą fabułę to naprawdę cudowna historia, z którą miałam przyjemność się zapoznać. Z niecierpliwością będę czekać aż kolejny tom trafi w moje ręce!

Scars. Blizny zapisane na skórze" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa…




poniedziałek, 5 lutego 2024

"Never Yours" – Aleksandra Banaszek

18:35:00 0 Comments

W dzisiejszym zglobalizowanym społeczeństwie, gdzie relacje międzyludzkie odgrywają kluczową rolę w naszym codziennym życiu, literatura często stara się zgłębiać tę złożoność ludzkich interakcji. "Never yours" autorstwa Aleksandry Banaszek to książka, która w swoim centrum stawia właśnie na relacje między ludźmi i skomplikowane emocje, jakie je towarzyszą. Autorka przenosi nas do świata Marietty, bohaterki, która musi zmierzyć się ze swoim przeszłym oprawcą. To opowieść o zemście, przebaczeniu i konsekwencjach, jakie niosą ze sobą nasze wcześniejsze doświadczenia.






Tytuł: Never yours

Autor: Aleksandra Banaszek

Data wydania: 15 listopada, 2023

Wydawnictwo: Amare

Liczba stron: 476

Moja ocena: 6/10

Autor recenzji: Julianna Kucner






Karty dziennika Marietty przyjmowały wszystko – historie jej sukcesów i porażek, młodzieńcze fascynacje i wspomnienia przemocy szkolnej, której padła ofiarą. Jednak te czasy to już przeszłość. Teraz Mari jest dziennikarką poczytnego magazynu i sprawnie wspina się po szczeblach kariery, licząc na wymarzony awans. Jego cena będzie zaskakująco wysoka: przeprowadzenie wywiadu z unikającym mediów biznesmenem, który okazuje się… jej oprawcą z przeszłości. Mari doskonale zdaje sobie sprawę, że mimo buzującej w niej wściekłości musi zachować profesjonalizm. Przystojny i ubrany w nienagannie skrojony garnitur Jan Walter jest nadal tak samo irytującym i aroganckim człowiekiem, jakim go zapamiętała. I co najważniejsze – zupełnie jej nie kojarzy. W głowie Marietty rodzi się myśl o zemście na człowieku, który upokorzył ją lata temu. Nie podejrzewa, że wkrótce sytuacja całkowicie wymknie się spod kontroli, a w jej sercu zapanuje zamęt, jakiego wcześniej nie znała…


 "Never yours" to powieść, która miała potencjał, ale niestety nie spełnia wszystkich moich oczekiwań. Autorka wprawdzie stara się przedstawić interesujący portret psychologiczny głównej bohaterki, Marietty, lecz niestety opowieść nie rozwinęła się w pełni, pozostawiając wiele niedopowiedzeń. Fabuła, choć początkowo obiecuje emocjonujące zwroty akcji, niestety traci na intensywności w dalszej części książki. Konfrontacja Mari z jej oprawcą z przeszłości mogłaby być momentem kulminacyjnym, lecz autorka nie wykorzystuje pełni jej potencjału, co sprawia, że zakończenie wydaje się niedosytujące. Co więcej, pomimo prób ukazania złożonej postaci Marietty, portret psychologiczny bohaterki pozostaje niedociągnięty. Brakuje głębszych wzmianek o traumie, jaką przeżyła w przeszłości, co powoduje, że jej motywacje i emocje nie są w pełni zrozumiałe dla czytelnika. Dodatkowo, akcji w powieści brakuje dynamiki i momentów, które utrzymywałyby czytelnika w napięciu. Mimo obiecującego wątku zemsty i konfrontacji z oprawcą, brakowało akcji, która mogłaby podtrzymać tempo narracji i sprawić, że czytelnik chciałby nieustannie obracać kolejne strony książki. Mimo tych wad, "Never Yours" ma swoje mocne strony, takie jak ciekawy pomysł na fabułę oraz próba ukazania psychologicznych aspektów postaci. Jednakże, z powodu braku satysfakcjonującego zakończenia, fabuły, która się dłużyła, oraz akcji, której brakowało, nie można ocenić tej książki wyżej niż 6/10. Wydawnictwu Amare dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorce życzę sukcesów, a czytelników zachęcam do skomentowania zawartości poniżej :)

środa, 31 stycznia 2024

"Morderstwo w świątecznym ekspresie" – Alexandra Benedict

10:00:00 0 Comments
"Roz pomyślała o wielu osobach, które przychodziły do komisariatu, by zgłosić, że zostały zgwałcone albo napadnięte seksualnie. O tym, jak przebywała z nimi w szpitalu. Jak wysłuchiwała ich relacji i trzymała je za ręce, jeśli to pomagało, a nie dotykała ich, jeżeli tego nie chciały. Mężczyźni. Kobiety. Osoby niebinarne, transpłciowe i cispłciowe. Geje, lesbijki, osoby heteroseksualne, biseksualne, panseksualne, aseksualne. Atakowane przez swoich partnerów, krewnych czy bliskich przyjaciół, znajomych lub obcych ludzi. Tak wiele historii o rozdartych ciałach i duszach? Ile z nich doczekało się tego, że gwałciciel trafił do więzienia?"





Tytuł: Morderstwo w świątecznym ekspresie

Autor: Alexandra Benedict

Data wydania: 11 października, 2023

Wydawnictwo: Wydawnictwo kobiece

Liczba stron: 400

Moja ocena: 7/10

Autor recenzji: Julianna Kucner








Na stacji kolejowej w Londynie spotykają się pasażerowie pociągu sypialnego jadącego do Fort William w zachodniej Szkocji. Na jego pokład wsiadają: była detektyw śledcza Roz, celebrytka Meg i jej zazdrosny narzeczony Greg, rodzina Bridgesów, emerytowana profesor podróżująca z synem i kotem o wdzięcznym imieniu Mousetache oraz czworo młodych ludzi pragnących wziąć udział w teleturnieju, w którym główną nagrodą jest stypendium na studia. Nie wszyscy jednak dotrą do celu…
Kiedy pociąg wykoleja się na pustkowiu, w jednym z przedziałów dochodzi o morderstwa. Kto mógł dopuścić się takiej zbrodni? I jak to zrobił, skoro przedział pozostał zamknięty od środka? Pewne jest tylko to, że zabójcą musi być ktoś z pasażerów.
Roz, korzystając ze swojego doświadczenia policyjnego, podejmuje się rozwiązania zagadki. Przeczesuje kolejne przedziały świątecznego ekspresu i odkrywa mroczne tajemnice skrywane przez podróżnych.


Gdy tylko zobaczyłam tę książkę, poczułam do niej natychmiastową sympatię, ponieważ tytuł skojarzył mi się z popularną powieścią Agathy Christie "Morderstwo w Orient Expressie". Miałam pewne obawy co do fabuły pod tym względem, ale na szczęście okazało się, że powyższa pozycja nie jest marną kopią historii najbardziej znanej na świecie pisarki kryminałów. Chwała Bogu!

Główna bohaterka, Roz, to postać, która automatycznie wzbudza sympatię. Uwielbiam thrillery pisane z perspektywy kobiety, zwłaszcza jeśli ma powiązanie z policją, jej portret psychologiczny jest dobrze wykreowany, a ona sama stanowi uosobienie niezależności. Dlatego właśnie "Morderstwo w świątecznym ekspresie" tak bardzo przypadło mi do gustu!
Roz to kobieta po przejściach i traumatycznym przeżyciu, która nie potrafi wybaczyć sobie błędów, które popełniła jako matka. Brnąc przez powyższą pozycję, miałam wrażenie jakby emocjonująca akcja, rozwijała się wraz z główną bohaterką. Ciekawie było zagłębić się w jej przemyśleniach, zwłaszcza tych odnośnie macierzyństwa i molestowania seksualnego. Autorka z niezwykłą precyzją przedstawiła te wątki, wzbudzając w czytelniku rozmaite emocje.

Inni bohaterowie również zostali przedstawieni w profesjonalny oraz ciekawy sposób. Szczególnie zaintrygował mnie wątek Meg, popularnej influencerki i jej toksycznej relacji z Grantem, który niezwykle mnie irytował swoim prostackim zachowaniem. Nie da się ukryć, że tytułowy świąteczny ekspres pełen był nieszablonowych postaci, a każda z nich miała swoją własną historię, przez co powieść była jeszcze ciekawsza oraz bogatsza w odbiorze.
Wrażenia z poznawanej historii potęgowały lekki styl pisania Alexandry Benedict, oryginalna fabuła oraz wartka akcja. Niektóre momenty były odrobinę przeciąganie, ale zapewne był to celowy zabieg autorki, by utrzymać czytelnika w napięciu. Zakończenie mnie nie rozczarowało, choć spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Miałam wrażenie, że cała sprawa, zamiast się wyjaśnić, to jeszcze bardziej się skomplikowała, aczkolwiek nie uznałabym tego za decydującą wadę.

Podsumowując, jeśli szukacie czegoś lekkiego, wciągającego, a zarazem pouczającego z nutą thrilleru, odpowiednio trafiliście. "Morderstwo w świątecznym ekspresie" to niewymagająca lektura, przy której z pewnością da się odetchnąć. Mimo że nie zapadła mi szczególnie w pamięci, dobrze się przy niej bawiłam i miło ją wspominam.

Księgarni Tania Książka dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników zachęcam do podzielenia się swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej :)

"Morderstwo w świątecznym ekspresie" z popularnej księgarni internetowej TaniaKsiążka.pl Sprawdźcie też inne bestsellery w księgarni…

piątek, 19 stycznia 2024

"Przed grudniem" – Joanna Marcus

13:42:00 0 Comments
Z całą pewnością można stwierdzić, że relacje z innymi ludźmi uczą nas wielu rzeczy. To właśnie za sprawą obcowania z drugim człowiekiem kształtuje się nasza osobowość, od tego w głównej mierze zależy postrzeganie przez nas środowiska, w którym funkcjonujemy. Niektóre relacje nas budują, niektóre niszczą. Jednak z każdej zawartej przez nas emocjonalnej więzi z drugim człowiekiem można wyciągnąć jakąś lekcję, która następnie może pomóc nam w podejmowaniu kluczowych decyzji dotyczących naszego życia. Doskonale odzwierciedla to najnowsza powieść Joanny Marcus "Przed grudniem", w której główna bohaterka poddana zostanie silnemu wpływowi relacji międzyludzkich.






Tytuł: Przed grudniem

Autor: Joanna Marcus

Data wydania: 28 listopada, 2023

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 660

Moja ocena: 8/10

Autor recenzji: Julianna Kucner







Dla Jenny Brown rozpoczęcie studiów oznacza wyjazd z domu, rozstanie z rodziną i przyjaciółmi. Po raz pierwszy musi samodzielnie stawić czoła światu.
Chłopak jasno przedstawił swój plan: od tego momentu pozostaną w związku na odległość, a w dodatku w związku.. otwartym. Oboje będą mieli całkiem wolną rękę, bo przecież wiedzą dobrze, że w niczym nie zagrozi to ich miłości.
A zatem chyba nic się nie stanie, jeżeli Jenna zaprzyjaźni się bliżej z kolegą chłopaka swojej współlokatorki, prawda? Jakie ma to znaczenie, że będzie z nim pod nieobecność swojego chłopaka? Wszystko wróci do normy w grudniu. Czy to coś zmienia? Ma czas do grudnia, by się o tym przekonać.

Przyznam szczerze, że miałam obawy do tej książki z powodu jej pochodzenia. Jak każdy zaprawiony w bojach czytelnik wiem, że przeczytanie historii z Wattpada to jak gra w rosyjską ruletkę.. Nigdy nie wiadomo na co się trafi.
Jednak nic bardziej mylnego! Już od pierwszej strony pokochałam kreację bohaterów Joanny Marcus. Te stworzone z krwi i kości postacie automatycznie wzbudzają w czytelniku sympatię (no może z wyjątkiem Monty'ego, który wyjątkowo działał mi na nerwy) i zachęcają do dalszego zagłębienia się w ich historię. Doskonale wykreowane portrety psychologiczne sprawiają, że poznawanie ich losów jest jeszcze bardziej emocjonujące i ciekawsze. Jestem ciekawa czy autorka w prawdziwym życiu podobnie jak Ross jest tak przepełniona entuzjazmem, charyzmą i ma niezwykłe poczucie humoru. Jeśli tak, to nie ukrywam, że bardzo chciałabym ją poznać :) Albo chociaż dowiedzieć się na kim się wzorowała.

Jeśli chodzi o relacje Jenny z Rossem, przedstawiona została niezwykle realistycznie. Podobało mi się, że z dokładnością oraz precyzją uwzględnione zostały zmiany zachodzące w głównej bohaterce po poznaniu Jacka. Joanna Marcus wodzi trochę czytelnika za nos, jednak byłam wdzięczna, że uczucie między nimi nie rozwinęło się tak szybko. To jak powoli się poznawali i uczyli się siebie nawzajem, było zdecydowanie wartościowym aspektem tej powieści. Podobnie jak pokazanie, że relacja Jenny z Montym nie była zdrowa. Z poruszanego przez autorkę motywu toksycznych zachowań, manipulacji oraz przemocy również można wyciągnąć wiele wartości. Jestem pewna, że każdy czytelnik będzie w stanie utożsamić się z powyższą pozycją i odnajdzie tam cząstkę siebie.
Urzekł mnie także sposób, w jaki autorka zagłębiła się w świat młodych ludzi. W powieści doskonale ukazane zostały ich problemy oraz presja, z którą muszą się mierzyć, np. podejmowanie trudnych decyzji, walka z własnymi słabościami, samotność i trudny czas dojrzewania.

Fabuła nie była szczególnie skomplikowana, ale przez wartką akcję nie byłam w stanie oderwać się od książki. Mimo że ma prawie siedemset stron czytało się ją naprawdę szybko przez dialogi, które zdecydowanie przeważają oraz krótkie opisy. Całokształt nie był przez to nużący, wręcz przeciwnie – "Przed grudniem" to przyjemna i lekka w odbiorze powieść.

Jedyne, do czego mam zastrzeżenia to zakończenie oraz infantylność głównej bohaterki.. Zdaję sobie sprawę, że zakończenie w punkcie kulminacyjnym to celowy zabieg Joanny Marcus, która chce potrzymać nas w niepewności, ale nie byłam w stanie pojąć, jak Jenna mogła podjąć taką ograniczoną decyzję. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, ile lekcji zdążyła wyciągnąć przez te 660 stron. NO JAK TAK MOŻNA. Cóż, nie pozostaje mi nic innego niż nerwowe oczekiwanie na kolejną część.

Podsumowując, na pierwszy rzut oka jest to niezobowiązująca powieść, ale zdecydowanie skłania do refleksji nad ludzkim życiem, dojrzewaniem i miłością oraz uwrażliwia. Cieszę się, że miałam przyjemność poznania historii Rossa i Jenny, która z pewnością na mnie wpłynęła. "Przed grudniem" to taka bezpieczna przystań po całym dniu obowiązków, w której zdecydowanie można odpocząć. Polecam wszystkim poszukującym czegoś lekkiego, ale zarazem pouczającego :)

Wydawnictwu Zysk i S-ka dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę weny twórczej (to nie groźba), a czytelników zachęcam do podzielenia się swoimi przemyśleniami w komentarzu poniżej :)