Pokazywanie postów oznaczonych etykietą próba samobójcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą próba samobójcza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 grudnia 2024

"Scars. Blizny zapisane w duszy" - FortunateEm

07:30:00 0 Comments

 "Miłość jest najpiękniejszym i zarazem najgorszym uczuciem, jakie może nas spotkać. Potrafi sprawić, że człowiek ma wrażenie, że lata, by potem niespodziewanie oderwać mu skrzydła, strącić go w dół i bezwzględnie wdeptać w ziemie."




Tytuł: "Scars. Blizny zapisane w duszy"
Autor: FortunateEm
Data wydania: 22 marca, 2023
Wydawnictwo: BeYA
Liczba stron: 296
Moja ocena: 10/10
Autor recenzji: Julianna Kucner




Vafara i Royce spotkali się w momencie, w którym żadne z nich nie było gotowe na szczęście. Ona miała rodzinne kłopoty, on nie radził sobie z żałobą po ukochanej Maxine. Oboje mieli sporo do przepracowania. Dlatego, mimo że byli sobie przeznaczeni, z pierwszej próby bycia razem nie wyszli zwycięsko. Rozstali się na dłuższy czas. Roy pozostał w Seattle, gdzie nadal prowadził studio tatuażu, Vafie przeniosła się do nadmorskiego Galveston, by realizować się jako artystka.


Jednak nie zapomnieli o sobie i nie przestali się kochać. Po dziewięciu miesiącach od wyjazdu Vafary Roy odważył się do niej zadzwonić. Okazało się, że emocje między nimi nadal były silne. Tęsknili za sobą i mieli sobie mnóstwo do powiedzenia. Szczególnie Vafie, która wreszcie odnalazła swoją prawdziwą mamę…

Royce i Vafara podjęli kolejną próbę zbudowania związku. Czy tym razem im się uda?

Nie jestem w stanie opisać słowami tego, jak bardzo przepadłam dla powyższej powieści. O ile pierwsza część wywołała we mnie mnóstwo skrajnych emocji, to druga zrobiła to samo, lecz ze zdwojoną siłą. Nie mogłam powstrzymać się od łez, gdy los postawił przed Vafarą kolejne przeszkody i rozczarowania, ze złości na Sutton Dahle, która definitywnie zyskała miano najbardziej znienawidzonej przeze mnie fikcyjnej postaci, oraz ze szczęścia, gdy mimo tego całego emocjonalnego huraganu, w którego środku znaleźli się główni bohaterowie, starali się oni, by ich relacja nie legła w gruzach. FortunateEm z pewnością nie pozwala czytelnikowi odetchnąć, ponieważ co chwilę częstuje nas dynamiczną akcją, ciekawą fabułą pełną zaskakujących zwrotów akcji oraz realistycznie wykreowanymi postaciami z bogatymi portretami psychologicznymi, dla których losów nie sposób przepaść.

"Scars. Blizny zapisane w duszy" to książka z niezwykle bujną tematyką. Porusza ona trudne zagadnienia takie jak brak samoakceptacji przez dzieciństwo w toksycznym środowisku, trudności, z jakimi człowiek musi się zmierzyć, otwierając się na miłość oraz wpływ relacji międzyludzkich na środowisko, w którym żyje. Zdecydowanie polecam tę historię ze względu na wartości, które z pewnością skłaniają do refleksji. Na przykład, z samego sposobu, w jaki relacja Royca i Vafary rozkwitła, można wyciągnąć wnioski, że o miłość warto walczyć, nawet jeśli kosztuje nas to wiele zmian i wymaga od nas dużego wysiłku. Podobało mi się, że autorka nie pozostawiła problemów tej dwójki samorozwiązaniu, tylko pokazała, że zasięgnięcie po pomoc psychologiczną może dużo zmienić w relacji z drugim człowiekiem. Powyższa pozycja zawiera w sobie zdrowy przekaz, przedstawia realną historię walki dwójki ludzi o uczucie i trud z tym związany. Przyjemnie było zagłębić się w historię, w której czytelnik może zaobserwować rozwój bohaterów z krwi i kości.

Warto też zwrócić uwagę na to, że historia Vafie i Royca w pewien sposób ostrzega przed istnieniem takich mało rozwiniętych intelektualnie (łagodnie powiedziane) jednostek jak Sutton Dahle. Czasami na swojej drodze trafiamy na ludzi, którzy czerpią satysfakcję z czyjegoś cierpienia i próbują nas zniszczyć nawet bez konkretnego powodu. Tak czy inaczej, historia głównej bohaterki pokazuje jak długi i żmudny może być proces leczenia się z toksycznego wpływu takiej ameby (tak, zdecydowanie uwzięłam się na Sutton) oraz jak głęboko mogą osadzić się w głowie raniące słowa i czyny. Jednak mimo wszystko, pokrzepiające w tej powieści było to, że da się to pokonać, nawet jeśli doprowadza to do naszych upadków.

Jeśli chodzi o inne aspekty Scarsów, podobało mi się to, że autorka nie rozciągnęła tej powieści, tylko wszystko potoczyło się wartko i płynnie, utrzymując tym samym zainteresowanie czytelnika. Inni bohaterowie doskonale współgrali z wykreowanym przez FortunateEm światem, zwłaszcza Kirby, która niejednokrotnie mnie rozśmieszyła oraz wzbudzali sympatię swoim wsparciem dla Royca i Vafie. Może trochę ubolewałam nad tym, że nie rozwinął się bardziej wątek z prawdziwą matką głównej bohaterki, ale jestem w stanie to zrozumieć, biorąc pod uwagę serię zaskakujących wydarzeń, które miały miejsce w życiu głównych bohaterów.

Podsumowując, uważam "Scars. Blizny zapisane w duszy" za przesłodką powieść, z moralizatorskim charakterem, z której można wiele wyciągnąć. Autorka już od pierwszej strony wciąga czytelnika i nim zdąży się on obejrzeć, kończy ze łzami w oczach i przede wszystkim z przeogromną chęcią do przeczytania kolejnej części. Myślę, że każdemu uda się coś wyciągnąć z pięknej historii, jaką przedstawiła nam FortunateEm, każdy, kto choć raz zmierzył się z brakiem samoakceptacji, utożsami się z Vafarą i zrozumie ciężką drogę, jaką musiała przejść.

Scars. Blizny zapisane w duszy" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa…


niedziela, 20 października 2024

"Scars. Blizny zapisane na skórze" - FortunateEm

09:00:00 0 Comments
Cierpienie to uniwersalny motyw poruszany z niezwykłą powtarzalnością w literaturze. Wynika to z faktu, iż cierpienie towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów, a refleksje na jego temat to nic innego jak sposób na radzenie sobie z bólem czy też trudnościami, wynikającymi z istnienia cierpienia. Autorzy w swoich powieściach mają różny stosunek do przedstawienia tego motywu. W sposób staranny, a także kunsztowny, ale jednocześnie łatwy w odbiorze występuje on m.in. w książce pt. "Scars. Blizny zapisane na skórze" autorstwa FortunateEm.




Tytuł: "Scars. Blizny zapisane na skórze"
Autor: FortunateEm
Data wydania: 24 sierpnia 2022
Wydawnictwo: BeYA
|Liczba stron: 368
Moja ocena: 10/10
Autor recenzji: Julianna Kucner









Vafara Dahle ma dwadzieścia cztery lata i rodzinne kłopoty. Przede wszystkim z matką, "panią idealną", która oczekuje od swojej córki wielu rzeczy, jakich ta nie chce, nie potrafi albo po prostu nie może jej dać. Na przykład samej siebie w ślubnej sukni. To, że Vafie nadal pozostaje singielką, nie jest wielkim zaskoczeniem dla Sutton Dahle; ot kolejny przykład na to, jak bardzo jej córka nie spełnia pokładanych w niej nadziei.
Może choć przy okazji wesela kuzynki Vafara zachowa się przyzwoicie i pojawi się na nim z odpowiednim mężczyzną u boku? Najlepiej z perfekcyjnym Marcusem, managerem w firmie transportowej, na myśl o którym dziewczynie robi się niedobrze... Ale Marcus jest tzw. dobrą partią, ma nienaganne maniery, dobrą pracę i jest wzorem wszelkich cnót, słowem ― to potencjalny idealny zięć. Czyli żaden materiał na męża. Zdesperowana Vafie postanawia się zbuntować i zrobić sobie tatuaż, którego Sutton oczywiście nie pochwali.
Czy czarna róża, którą między piersiami dziewczyny tatuuje Royce Faridan, odmieni jej życie na dobre?


"Byłem wypalony i nie zamierzałem szukać drewna, by rozpalić swoje wewnętrzne palenisko. W środku miałem ruinę i zgliszcza. Samotność była lepsza. Cisza przyjemniejsza. A złamane serce po czasie wcale nie bolało. Bo jak mogło boleć coś, co było martwe?" 

Podczas czytania powyższej powieści targało mną tyle emocji, że sama nie wiem, od czego zacząć. Sposób, w jaki autorka ukazała nam wartości odnośnie bólu, kłopotów w relacji z drugim człowiekiem z powodu jego istnienia czy też wpływu toksycznych rodziców na życie człowieka, jak i ogólny brak samoakceptacji to coś, co uderza w czytelnika i sprawia, że nie ma innej opcji niż całkowite zaangażowanie się w powieść. Szczególne wrażenie wywarła na mnie historia Royca, jednego z głównych bohaterów, który już od początku wydawał mi się naprawdę ciekawą i wytrwałą postacią z powodu jego doświadczenia przez los i sprzeczności, które sobą reprezentował, np. w relacji z Vafie. Niestety ciężko napisać, dlaczego tak bardzo zwrócił na siebie moją uwagę bez ujawniania treści połowy książki..

Sama kreacja postaci to z całą pewnością główny atut dzieła FortunateEm. Po prostu nadal jestem w szoku, jak realistycznie autorka wykreowała postacie i tchnęła w nie życie za pomocą swojego lekkiego pióra. Mimo że powieść napisana została w przyjemny oraz łatwy do interpretacji sposób, ta prostota w połączeniu z historią bohaterów uderza dogłębniej, niż można byłoby się tego spodziewać. Do tego stopnia, że trzeba się wspomóc chusteczkami lub odłożeniem lektury i taktycznym przejściem się po pokoju.. Podejrzewam, że ta emocjonująca fabuła, związana ze wszystkimi intrygami matki Vafary, a także sposób, w jaki główni bohaterowie próbowali się na siebie wzajemnie otworzyć, była jednym z głównych powodów, przez które tak zaangażowałam się w (niestety) fikcyjne życie bohaterów.

"Ja mogłem być dla Vafary a po tym uścisku poczułem, że ona mogła być dla mnie"

“Scars. Blizny zapisane na skórze” to zdecydowanie bogata powieść, jeśli chodzi o przekazywane wartości i ukazanie relacji między ludźmi. Nie ukrywam, że przyjaźń między Vafie a Kirby była naprawdę rozczulająca i chwytająca za serce. Tak samo, jak przyjaźń i miłość, którą byli obdarzani wszyscy członkowie i przyjaciele rodziny Royca zupełnie bezinteresownie. Nawet relacja Vafary z Sutton pokazuje, jak destrukcyjny charakter może mieć umniejszanie i znęcanie się psychiczne nad bezbronną osobą potrzebującej wsparcia. Jednak najlepszym przykładem jest oczywiście relacja pomiędzy głównymi bohaterami. Podobało mi się, że ich miłość rozkwitała powoli — przypominała taki pączek róży, która powoli budzi się do życia. To było naprawdę urocze i cieszę się, że jako czytelnik mogłam towarzyszyć im w rozwoju relacji. Te dynamika oraz związki między ludźmi sprawiły, że książka FortunateEm, z którą miałam przyjemność się zapoznać, okazała się naprawdę wartościowa.

Jedynym negatywnym aspektem była moim zdaniem postawa głównej bohaterki, w niektórych momentach. Rozumiem, że została ona przedstawiona jako postać okrutnie doświadczona przez życie, która niejednokrotnie się poddała, ale nie rozumiałam, dlaczego nie mogła ona przenieść tej zawziętości i zaciętości z tworzenie relacji z Roycem na swoje życie. Taka dwojaka postawa niejednokrotnie przyprawiała mnie o irytację. Motyw małżeństwa oraz zmiany w testamencie również niespecjalnie chwyciły mnie za serce. Moim zdaniem lepiej można było rozwinąć te wątki, ponieważ w porównaniu z tym, co przeżywali przez to bohaterowie, wydawały się takie nijakie.

"Wywołanie szczerego uśmiechu na ustach osoby, która cierpiała, było nie lada wyczynem. A ja tego dokonałem i nie mogłem przestać wracać pamięcią do tego momentu. [..] Bo uśmiech Vafary był jak taki promień i dawał mi siłę. Mimo że nie znałem tej dziewczyny, czułem, że zasługiwała na szczęście. Każdy zasługiwał".


Podsumowując, “Scars. Blizny zapisane na skórze” to wartościująca i piękna powieść, w której każdy może znaleźć cząstkę siebie i odrobinę siły, żeby zawalczyć ze swoimi własnymi demonami w prawdziwym życiu. Powyższa książka daje nadzieję, pokazuje, że mimo przeciwności losu trzeba zawsze przeć naprzód i nigdy się nie poddawać. Wzbogacona o piękne relacje oraz dość emocjonującą fabułę to naprawdę cudowna historia, z którą miałam przyjemność się zapoznać. Z niecierpliwością będę czekać aż kolejny tom trafi w moje ręce!

Scars. Blizny zapisane na skórze" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa…




piątek, 19 listopada 2021

"A gwiazdy niech płoną" – Danielle Jawando

21:43:00 0 Comments
Współczesny nastoletni świat to popadanie w kompleksy przez wyidealizowany obraz człowieka, wykluczenie, jeśli nie potrafisz się wpasować i ogromny stres, którego niestety nie da się uniknąć. To smutne, ale trzeba przetrwać i liczyć na to, że nie zostanie się złamanym. Że nie pociągną cię w dół tak szybko.
REALNE problemy współczesnej młodzieży w tym odrzucenie, bullying, samobójstwo i dorastanie w dobie mediów społecznościowych porusza w swojej powieści, skierowanej do wszystkich grup wiekowych Danielle Jawando pt. "A gwiazdy niech płoną"

Nr recenzji: 494
Tytuł: A gwiazdy niech płoną
Autor: Danielle Jawando
Tłumacz: Agnieszka Stefańczyk
Data polskiego wydania: 13 października, 2021
Wydawnictwo: YA! 
Liczba stron: 400
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10


Świat piętnastoletniego Nathana lega w gruzach, gdy okazuje się, że jego utalentowany starszy brat, mający przed sobą wspaniałe perspektywy i który kochał życie, popełnia samobójstwo.

Dlaczego się zabił? Dlaczego nie okazywał potrzeby pomocy ze strony bliskich?

Dręczony tymi pytaniami Nathan postanawia przeprowadzić własne śledztwo dotyczące ostatnich miesięcy życia brata. Jego drogi krzyżują się z Megan – szkolną przyjaciółką Ala. Wspólnie zaczynają odkrywać mrożące krew w żyłach tajemnice, które doprowadziły do tragedii. Czy jednak będą w stanie zmierzyć się z mroczną prawdą, do której dotrą?

Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam się tak niezwykle aktualnej opowieści. Początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona z uwagi na inne młodzieżówki, w których depresja i problemy nie mają prawa istnieć u nastolatków, a jeśli coś jest nie tak, to wystarczy tylko "pozytywne nastawienie". Danielle Jawando jednak w dojrzały i racjonalny sposób podchodzi do tematu – od razu widać, że powieść została napisana prosto z serca. Na pewno jest to lektura, którą powinni przeczytać rodzice czy nauczyciele. Być może w końcu przestaną bagatelizować młodzieńcze problemy i trudności, z którymi zmagają się dzisiejsi nastolatkowie.

Już od pierwszej strony czuć dramatyzm, z jakim podeszła Danielle Jawando do napisania tej książki. Wczułam się w żałobę rodziny bohatera i przyjaciół, którzy wzajemnie obwiniali się za jego niespodziewaną śmierć. Bo przecież Al nie dawał żadnych sygnałów.. był szczęśliwy. Dlaczego zatem to zrobił? Te natarczywe pytanie cały czas krążyły w głowie jego brata. Autorka doskonale opisała etapy, jakie przechodzi człowiek, który zmaga się z odejściem najbliższego członka rodziny. Najbardziej właśnie cenię sobie to, jak książka zmusza do refleksji, jak gwałtowne oraz potężne emocje ona wywołuje.

Warto też wspomnieć o tych wszystkich naukowych ciekawostkach związanych z astronomią na początku każdego rozdziału. Na pewno nadaje to powieści oryginalności i zachęca do dalszego czytania. Przerażająca w powyższej historii jest świadomość, że takich osób jak Al jest wśród nas dużo. Myślę, że ta pełna bólu opowieść może zmienić spojrzenie nieobliczalnej młodzieży na żarty, których czasem się dopuszczają. Może autorka nakreśli im niewidzialną granicę, której nie wypada przekroczyć.

Miałam ogromne szczęście, że trafiłam na tę powieść, choć w pewnych momentach ciężko było mi przebrnąć przez niektóre fragmenty. Niby książka została napisana w sposób łatwy do zrozumienia, aczkolwiek jest ona ciężka emocjonalnie. Nie tylko wzrusza, lecz również wywołuje gniew. Na to, że żyjemy w takim, a nie innym świecie. Na to, że samobójstwa i fale hejtu rozprzestrzeniają się na ogromną skalę, a my nie możemy tego zatrzymać. "Smutne, lecz prawdziwe" to najlepsze zdanie oddające istotę tej powieści. Postarajmy się, chociaż nie dokładać do tego swojej cegiełki. Pomagajmy innym, zwracajmy uwagę i patrzmy z uwagą na sygnały, które mogą nam wysyłać. Bo nawet jeśli nie będziemy w stanie ich naprawić, to chociaż zminimalizujemy pokłady bólu, które w destrukcyjny sposób na siebie wylewają.

Dziękuję wydawnictwu YA! za egzemplarz recenzencki, który otworzył mi oczy i wlał we mnie mnóstwo empatii. Autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników tak jak zawsze proszę o skomentowanie tego posta :)


poniedziałek, 24 maja 2021

"Nieidealni. Collin" – Karolina Głowska

08:00:00 0 Comments

Miłość wcale nie jest taka piękna i pasjonująca, tak jak ta, na którą wielu z nas niecierpliwie czeka. Może być przecież toksyczna, platoniczna, nieszczęśliwa czy nieodwzajemniona. Miłość to nie tylko usłana płatkami róż droga do lepszego życia, miłość uskrzydla i niszczy. Wydobywa z nas to, co najlepsze, ale również może być jak samobójcza trucizna. Miłość przecież jest ślepa, wyidealizowana przez nas. Gdy kogoś kochamy, często nie zwracamy uwagi na błędy, jakie owa osoba popełnia, czy na to, jak bardzo nas krzywdzi, sprawiając, że wewnętrznie umieramy.


Nr. recenzji: 424
Tytuł: "Nieidealni. Collin"
Autor: Karolina Głowska
Data polskiego wydania: 30 kwietnia, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 378
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10


Collin Twing padł ofiarą właśnie takiej miłości. Krzywdzony, poniżany, a nawet bity przez swojego kochanka, który nie mógł pogodzić się ze swoją orientacją seksualną, przestaje widzieć w Alanie osobę, którą obdarzył silnym uczuciem. Sprawa się komplikuje, gdy przez siedem dni z rzędu doświadcza okropnego oraz niewyobrażalnego bólu, zarówno psychicznego, jak i fizycznego ze strony swojej pierwszej miłości, a w dodatku wiele blizn na jego ciele staje się piętnem jego cierpienia, które codziennie przypomina mu o traumie. Jego życie zmienia się diametralnie i wkrótce Collin traci siebie, a pomaga mu w tym uzależnienie od alkoholu. Po kilku nieudanych próbach samobójczych jest wrakiem człowieka, aczkolwiek jego starszy brat – Nico, próbuje sprawić by ten, chociaż na chwilę zapomniał o tym, co stało się pięć lat temu. Organizuje więc obóz, na którym ich kapela rockowa ponownie wróci do żywych i nawiąże trochę kontaktu z wiernymi fanami. Opiekunem na jednej z nich jest Gabriel, czyli młody chłopak z zamiłowaniem do muzyki, studiującym grę na wiolonczeli. Collin od razu wpada mu w oko i przez kilka dni z niepowodzeniem próbuje zdobyć względy tego zimnego jak lód mężczyzny. Nie obywa się bez plotek fanów, gdy piosenkarz wraz z rudowłosym chłopakiem wraca razem o świcie po nocy spędzonej w samochodzie. Gdy obóz się kończy, a Gabriel budzi się sam w jego łóżku, zdaje sobie sprawę, iż jest naprawdę, obsesyjnie wręcz zakochany. Po powrocie do domu nie może zapomnieć o Collinie, spędza czas tylko i wyłącznie na słuchaniu jego piosenek i oglądaniu wywiadów sprzed kilkunastu lat, gdzie jeszcze tętnił życiem. Z biegiem czasu jednak okazuje się, iż fani owej kapeli pokochali Collina i Gabriela razem. Nico, wpada więc na pomysł zaaranżowanego pod publikę małżeństwa pomiędzy tymi dwojga, by ratować wizerunek i sławę zespołu. Po długich namowach wkrótce oboje się zgadzają i są skazani na siebie na rok. Po tym okresie Gabriel ma otrzymać papiery rozwodowe. Czy Gabriel zdobędzie uczucia Collina i chociaż troszkę zmiękczy jego twarde jak głaz serce? Co tak naprawdę stało się pięć lat temu i czy Collina kiedykolwiek przestaną męczyć wizje Alana w snach? Jak potoczy się problem z uzależnieniem tego mężczyzny od alkoholu i czy zmieni się w swojego oprawcę kosztem Gabriela? Uszykujcie sobie chusteczki i wolny wieczór, bo czeka was prawdziwa huśtawka emocjonalna, podczas czytania tej wzruszającej i oryginalnej powieści, z której aż litrami wylewają się smutek, żal oraz rozpacz.
Muszę przyznać, że w całej mojej karierze redaktorskiej to jest najlepsza książka od wydawnictwa Novae Res, którą kiedykolwiek przeczytałam. Od pierwszych stron, przepełniona jest wieloma emocjami i przyciąga swoją niekonwencjonalną fabułą. Autorka porusza w niej mnóstwo problemów – począwszy od orientacji seksualnej do toksycznej, odbijającej się na ludziach miłości, o przenoszącym się jak zaraza cierpieniu, o pociąganiu w dół, o uskrzydlaniu. Książka nie przestaje zaskakiwać, akcja nie zwalnia swojego tempa, dramatyzm, który autorka wykreowała pomiędzy tymi dwoma bohaterami, oddziałuje na uczucia czytelnika i nieubłaganie go wciąga. Wyniesiecie z niej dużo wartości, gdyż to nie tylko zwykły romans, ale prawdziwa niewyidealizowana miłość, która pokazuje realia współczesnych relacji międzyludzkich. Emocje i stan, w którym znalazł się Collin, jest jak autentyczna sytuacja z życia wzięta. Sam pomysł na fabułę również jest cudowny. W końcu znalazłam ten powiew świeżości pośród nużących powieści z powtarzającymi się wątkami. Co prawda, jest to dosyć kontrowersyjna tematyka, aczkolwiek ktoś w końcu odważył się o tym powiedzieć. Ujęło mnie też to, iż autorka z własnej perspektywy pokazała, że zdrada czy toksyczny związek nie jest sytuacją bez wyjścia.

Jedyne co mi przeszkadzało w tej książce to mała ilość elementów związanych z tą kapelą rockową. Pod koniec mamy spis utworów Collina, ale chętnie przeczytałabym więcej o występach i zobaczyła teksty głównego bohatera, poczuła ten klimat.
Zawiła też momentami była narracja. Raz w pierwszej osobie, raz w trzeciej, przez co zajęło mi to chwilę, by się w tym wszystkim zorientować.

Reasumując, koniecznie książka musi znaleźć się u was na półce. Oprócz problemów z homoseksualizmem, na pewno znajdziecie tu więcej wartości, które podniosą was na duchu i dodadzą pewności siebie, bo przekonacie się, że warto walczyć o to, czego się pragnie. Energetyczna postać Gabriela przypomni wam o tym, żeby nigdy się nie poddawać, natomiast doświadczony przez życie Collin pokaże wam, że zawsze jest jakieś wyjście. Pamiętajcie, że gdzieś tam na świecie czeka na was upragnione szczęście, wystarczy tylko przeżyć smutek i ból, by go zasmakować.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz, autorce życzę dalszych sukcesów w karierze, a wiernych czytelników tak jak zawsze proszę o podzielenie się swoimi przemyśleniami. Trzymajcie się ciepło.

niedziela, 24 maja 2020

„121 łez" - I.M. Darkss

16:30:00 0 Comments
Co byś zrobił widząc człowieka stojącego na moście, nad bezkresem ciemnej wody, który zamierza do niej skoczyć? Czy widok ten bardziej by Cię przeraził czy rozbawił? Każdy z nas na co dzień zmaga się z różnymi problemami. Nieraz są to błahe sprawy, które tracą na swojej sile po kilku dniach. Czasem są to problemy, z którymi zmagamy się całe życie. Czy jest w nas choć odrobina współczucia dla drugiego człowieka, który być może przechodzi właśnie największy kryzys w swoim życiu? Jeśli was zaciekawiłam to myślę, że historia Emily z powieści „121 łez" na pewno poruszy was tak samo jak mnie.

Nr. recenzji: 366
Tytuł: „121 łez"
Autor: I.M. Darkss
Liczba stron: 328
Data polskiego wydania: 19 maja 2020
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
W moim odczuciu: 9/10


Powieść zaczyna się niebanalnie - poznajemy dziewczynę na skraju załamania, która zamierza skoczyć z mostu. Nie wiemy nawet jak się nazywa, ani jaki jest powód takiej decyzji. Bohaterka jest przekonana, że skok przyniesie jej ukojenie i zagłuszy wewnętrzny ból. Fascynuje ją również sam fakt bezwładnie opadającego ciała, które jest już uzależnione tylko i wyłącznie od losu. Już zamierza skoczyć, gdy z letargu wyrywa ją męski głos. Okazuje się, że zupełnie obcy mężczyzna ratuje jej życie. W szpitalu stara się pomóc i zmienić jej nastawienie do świata, ale dziewczyna znika. Dwa lata później spotykają się ponownie, teraz jednak to on potrzebuje jej pomocy. Dziewczyna kolejny raz ucieka, ale tym razem los płata jej figla i historie tej dwójki ponownie się splatają. Między nimi rozpoczyna się gra. Chociaż nasza bohaterka zapiera się przed uczuciem, to jednak nie może zapomnieć o nowo poznanym mężczyźnie.

Głowna bohaterka, pomimo młodego wieku, jest doświadczoną kobietą. Doznała okrucieństwa i braku szacunku od osoby, którą darzyła niewiarygodnym uczuciem. Osoba ta wyniszczyła ją psychicznie i fizycznie, pozostawiając wrak człowieka. Emily nie widziała innego rozwiązania poza samobójstwem. Na szczęście na moście przypadkowo zauważa ją nieznajomy. Derek ratuje jej życie i tym samym rozpoczyna ich wspólną historię. Młody psycholog ofiaruje jej swoją pomoc mimo, że dziewczyna od pierwszego spotkania ją odrzuca. Nieufna kobieta boi się wejść w bliższą relację z przystojnym mężczyzną. Nie chce ponownie przechodzić przez piekło.

Książka zaintrygowała mnie już samym opisem. Wnętrze lektury też mnie nie zawiodło. Powieść jest wręcz naładowana emocjami. Nie zabraknie w niej więc poczucia humoru, ale także sytuacji traumatycznych dla naszych bohaterów, które chwytają za serce. Cała fabuła powieści jest bardzo wciągająca. Nie jest to typowa historia dwójki ludzi, którzy się w sobie zakochują. Między Emily, a Derekiem jest jakaś siła, która ich do siebie przyciąga, ale dziewczyna ze względu na swoją przeszłość nie chce się poddać temu uczuciu. Mężczyzna wie, że dziewczyna niesie za sobą bagaż doświadczeń, ale chyba nie zdaje sobie spawy z jego ciężaru. Podobają mi się także główne postacie, które na swój sposób też są intrygujące i ciekawe. Cała historia tej dwójki jest bardzo wiarygodna i realna.

Bardzo podoba mi się styl autorki. Powieść czyta się z wielką przyjemnością. Autorka poruszyła dość trudny temat, który niesie za sobą ważne przesłanie. Co dzień na całym świecie dochodzi do przemocy ze strony najbliższych nam osób, zarówno tej fizycznej jak i psychicznej. Wiele osób zmaga się wówczas z bezradnością i akceptuje ataki agresji ukochanych ludzi. Ci najsłabsi psychicznie są przekonani, że nie są nic warci. Wówczas często dochodzi do prób samobójczych. Ile takich prób dochodzi do skutku? Nie zawsze na drodze poranionej osoby staje taki bohater jak Derek. Nie wszystkie historie kończą się dobrze.

Myślę, że z czystym sercem mogę wam polecić powieść „121 łez". Jest to przejmująca historia dwójki ludzi, których przypadkowo połączył los. Napisana lekkim językiem, porusza naprawdę trudne tematy i niesie za sobą ważne przesłanie skierowane do każdego z nas. Każdy z nas jest przecież tylko człowiekiem, i każdy niesie inny bagaż doświadczeń. Bądźmy dla siebie nawzajem bardziej wyrozumiali. Bądźmy po prostu bardziej ludźmi, bo nigdy nie wiemy z czym obecnie zmaga się druga osoba.