Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwód. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 września 2021

"Teraz mogę wszystko" – Natalia Popławska

07:00:00 0 Comments

Nigdy nie jest za późno by rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu! Zróbcie to, na co mieliście zawsze ochotę – zjedzcie jeszcze jeden kawałek tego pysznego ciasta, rzućcie tę pracę i zajmijcie się tym, co naprawdę was interesuje. Obejrzyjcie wschód i zachód słońca i przede wszystkim, wyrzućcie wszystkie toksyczne osoby z waszego środowiska. Życie ma się jedno, więc po co katować się z czymś, na co zupełnie nie macie ochoty? Nieważne, co ludzie powiedzą. Najwyższa pora zacząć żyć!


Nr recenzji: 470
Tytuł: Teraz mogę wszystko
Autor: Natalia Popławska 
Data polskiego wydania: 14 września, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 384 
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 9/10


Trzydziestoletnia atrakcyjna rozwódka Madeleine właśnie rozpoczyna nowy etap w swoim życiu, bo nie ma zamiaru odgrywać roli typowej, stereotypowej, samotnej matki. Czas zacząć żyć na własną rękę i spełniać marzenia, a najpierw... tatuaż!

Nadchodzi jednak moment, w którym Maddy odczuwa brak miłości i czułości od facetów. Czy którykolwiek ze spotkanych przez nią mężczyzn zasługuje na to, by w pełni mu zaufać? Ekscentryczny, egocentryczny, ale przyjacielski tatuażysta, czy raczej władczy i wyrafinowany biznesmen? Wybór jest ciężki, bo każdy z nich jest równie magnetyczny i przyciągający.. Nie ma jednak dużo czasu na przemyślenia, gdyż beztroska zabawa zamienia się w szereg trudnych do podjęcia decyzji, z których jedna wydaje się gorsza od drugiej.

Już od początku autorka zaimponowała mi swoim warsztatem! Jej przyjemny styl pisania i poczucie humoru sprawia, że książkę cały czas chce się czytać. Co prawda trafiłam na kilka żenujących momentów, no ale cóż. Każdemu się zdarza zrobić coś głupiego lub skrajnie nieodpowiedzialnego.
I właśnie to mnie urzekło w tej powieści! Szczerość i dziwactwa ludzkiego życia. Nie dość, że dostaliśmy niekonwencjonalną fabułę oraz mnóstwo wyrazistych i dobrze opisanych bohaterów to jeszcze coś prosto od serca. Natalia Popławska pewnie dużo się napracowała by stworzyć sięgające wprost poza kartki tło z charakterem. Po tych wszystkich jednowątkowych obyczajówkach z maksymalnie czteroma przewidywalnymi postaciami sami rozumiecie, że poczułam się, jakbym miała z czego wybierać. Totalny luksus. Główna bohaterka to wręcz niemożliwie oryginalna postać i przez to stała się moją faworytką. Inni bohaterowie również ciut odbiegali od normy, aczkolwiek dodawało im to tylko uroku.

Bardzo podobały mi się męskie postacie spod pióra autorki. Okej, może było trochę stereotypowo, ale powtórzę to jeszcze raz. Definitywnie mnie to oczarowało! Nie było tematów tabu, tylko otwartość, prawdziwość ludzkiego życia. Autorka nie tylko pokazuje nam, jak to wszystko po rozwodzie wygląda, ale również jak sobie z tym poradzić i ponownie zacząć korzystać z życia. Choć tak jak możecie się domyślić z opisu, bohaterka nie ma łatwo, to próbuje odciąć się od toksycznego byłego męża i zrobić coś, o czym zawsze pragnęła. Nie traćcie jednak czujności, bo nawet w małych rzeczach kryje się spisek..

Rozłóżcie sobie równomiernie czytanie, bo powieść za szybko się kończy. Akcja przyspiesza pod koniec, więc uważajcie, bo możecie dostać palpitacji serca lub dosłownie wewnętrznych torsji. Lub tego i tego. Osobiście, nie spodziewałam się zakończenia. Strasznie zżera mnie teraz ciekawość, więc będę wyczekiwać na następne części. Możecie spać spokojnie, bo to ma być trylogia.

Podsumowując, bo nie widzę sensu zbyt się rozpisywać nad czymś oczywistym, koniecznie przeczytajcie tę książkę. Niech to będzie pierwsza rzecz do zrobienia z listy "dla siebie"! Miejcie wiarę w lepsze jutro i wyciągnijcie z tej powieści tyle wartości, ile tylko się da.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz, autorce życzę dalszych sukcesów, a czytelników tak jak zawsze proszę o podzielenie się swoją istotną opinią :).

czwartek, 6 lutego 2020

"Instytyt" K.C. Acher

16:57:00 0 Comments


Nr. recenzji: 341
Tytuł: „Instytut"
Autor: K.C.Acher
Tłumacz: Emilia Skowrońska
Liczba stron: 400
Data polskiego wydania: 29 stycznia 2020
Wydawnictwo: Uroboros
W moim odczuciu: 8,6/10
Autor recenzji: Daria Pogodzińska



Teddy często odwiedza kasyna, aby grać i wygrywać. Jej zaletą jest możliwość wyczucia kłamstwa u osoby grającej. Nie wszystko wychodzi idealnie i ukrywająca się pod peruką dziewczyna zostaje zidentyfikowana. Seria złych decyzji prowadzi do wpadki z policją. Z opresji ratuje ją nieznajomy mężczyzna, który w konsekwencji proponuje jej naukę w Instytucie. Instytut kształtuje studentów, którzy wykazują zdolności telepatii, telekinezy, ogólnie rzecz biorąc, werbowani są prawdziwi medium. Teddy Cannon nie zdaje sobie sprawy, do czego jest zdolna, być może znalazła swoje miejsce na ziemi. Dziewczyna wplątuje się w niebezpieczną misję, która może zmienić jej patrzenie na otaczających ją ludzi i świat oraz ukazać prawdę, której Teddy poszukuje.



Fabuła może i z pozoru schematyczna, ale rozwija się tak, że w późniejszej części nie ma się tego wrażenia. Uczniowie instytutu po skończonej nauce pomagają FBI, wykorzystując swoje umiejętności do ochrony świata, wykrywania przestępców i innych technik śledczych. To nie jest tylko tak, że tacy ludzie istnieją i tyle na temat, za tym kryje się coś więcej. Praca po skończonej nauce, nie jest bajkowa, a ludzie nie stają się nagle super bohaterami, jakich znamy, którzy ratują świat przed zagładą. Medium mogą prowadzić przesłuchania, śledztwa co może pomóc unicestwić zło takie, z jakim mamy do czynienia w naszej rzeczywistości. Podoba mi się połączenie świata realnego ze zdolnościami, które w dużej mierze są fantastyczne. Dawało mi to poczucie, że takie zjawiska istnieją, stawało się to dla mnie rzeczywiste. Zostajemy wprowadzeni w świat i panujące zasady razem z bohaterką, gdyż ona też nie ma pojęcia, z czym co się je. Lubię ten zabieg, ponieważ, głównie przy książkach fantastycznych łatwo się pogubić, a w takim wypadku informacje dostajemy stopniowo, w przystępnej formie.



Początkowa akcja, która rozgrywa się w kasynie, od razu wzbudza ciekawość i zarazem niepewność, sama gra w kasynie już jest w jakimś stopniu ryzykiem, a fakt, że bohaterka nie może tam być, zwiększa odczuwane ryzyko. Część, gdy Teddy wkracza do Instytutu stała się dla mnie nudnawa, chociaż było podanych wiele informacji, to akcja zwolniła. Czytałam tę książkę w momencie lekkiego kryzysu czytelniczego, więc gdy odkładałam powieść na chwilę, ciężko mi było z powrotem się za to zabrać. Druga połowa staje się o niebo lepsza, coraz większe niebezpieczeństwo i intryga zachęcają do dalszego czytania. Język nie jest infantylny i młodzieżowy, nie należy do wybitnych, ale są użyte sformułowania naukowe. Autorka większą uwagę zwraca na fakty dotyczące świata, nauki, instytutu, oraz akcję, a nie skupia się ponadto za bardzo na opisach wnętrz czy też przyrody. Teddy jest bohaterką, którą łatwo mi było polubić. Już od pierwszych stron pokazała, że jest przebiegła, ale tak jak człowiek potrafi się mylić. Współpracuje z innymi uczniami i próbuje odkryć prawdę. Postacie w tej książce są charakterystyczne i mimo że jest ich sporo to łatwo ich zapamiętać, przez jakimi to umiejętnościami się posługują. Dla fanów wątku romantycznego ten element może być lekkim zawodem.

Podsumowując, „Instytut” to książka, którą mogę polecić. Spodoba się fanom fantastyki, mimo że bohaterka ma 24 lata, to polecam ją również młodzieży. Fabuła czasami schematyczna, głównie przez motyw dziewczyny, która dowiaduje się, że ma umiejętności, które może dalej rozwijać w specjalnej szkole. Czasami występująca przewidywalności i chwile nudnawe, w pierwszej części książki, nie odbierała mi przyjemności z czytania. Zaangażowałam się w lekturę i z chęcią śledziłam losy bohaterów. Sądzę, że jeśli nie miałabym kryzysu czytelniczego, to ta książka jeszcze lepiej by do mnie trafiła. Ostatnie sceny sprawiły, że już się nie mogę doczekać kolejnej części. Autorka tak poprowadziła fabułę, że w końcu miałam problem, z tym kto jest dobry, a kto zły. Okładka przyjemna dla oka, tak samo, jak czcionka, nic tylko czytać.

poniedziałek, 23 września 2019

"Świetnie się bawię w Twoich snach" Izabela Skrzypiec - Dagnan

23:49:00 0 Comments
Nr. recenzji: 318
 Tytuł: „Świetnie się bawię w Twoich snach"
Autor: Izabela Skrzypiec - Dagnan
Tłumacz: 
Liczba stron: 255
Data polskiego wydania: 17 września 2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
W moim odczuciu: 10/10

Miłość Juli i Krystiana to uczucie niepowtarzalne, wyjątkowe, takie, które w życiu zdarza się raz. Doskonale się uzupełniają, wprost idealnie dopełniają siebie wzajemnie. A mimo to nie potrafią ze sobą być. Podejmują niezwykle bolesną dla obojga decyzję o rozstaniu. I na zgliszczach tego, co utracili, próbują budować swój świat na nowo. Nadal mieszkając w tym samym mieście, a jednak już bardzo daleko od siebie. Każde z nich poznaje kogoś innego i podejmuje swoją walkę o własne szczęście. I zapomnienie.. 

Historia  Juli i Krystiana uderza Czytelnika już samego początku. Często mówi się, że, że powieść porusza tematy nam bliskie, takie, z którymi możemy się utożsamiać. Jednak "Świetnie się bawię w Twoich stan" to niemalże wycinek z życiorysu każdego, kto choć raz poczuł smak miłości - tej gorzkiej, bo wyjątkowej, a utraconej. Główni bohaterowie kochają się tak bardzo, jak tylko można sobie to wyobrazić. A jednak krzywdzą siebie nawzajem tą miłością. Ostatecznie, podejmują impulsywną i bolesną decyzje o rozstaniu. Oboje ból uśmierzają alkoholem, ziejącą pustkę w sercu wypełniają imprezami. Klasyczny scenariusz po rozstaniu. Ostatecznie każde z nich poznaje kogoś nowego. Jula wiąże się z Rafałem - znacznie od niej starszym, pragnącym stabilizacji rozwodnikiem. Krystian natomiast poznaje Darię - kobietę po wieloletnim związku, borykającą się ze stratą ciąży. Oboje próbują zbudować swój świat na tych nowych fundamentach, przekonać siebie, że oto Los zsyła im to, czego potrzebują. I kiedy już wydawać by się mogło, że udało im się znaleźć stabilizację, przypadkiem wpadają na siebie. To jedno krótkie spotkanie na nowo burzy ich dopiero co misternie posklejany świat. Świeżo zasklepione rany ponownie pieką dotkliwym bólem...  

"Świetnie się bawię w Twoich snach" wbrew pozorom nie jest kolejną powieścią o perypetiach miłosnych z szczęśliwym zakończeniem. Pełna jestem zachwytu nad nią. Zarówno język, jakim została napisana, jej forma, wieloosobowa narracja - wszystko to powoduje, że nie sposób się od niej oderwać! Co więcej, pomimo, iż dotyka tak powszechnego tematu relacji w związku, Autorka podaje nam to w sposób zupełnie nowy. Sposób, w jaki Izabela Skrzypiec - Dagnan opisuje perypetie pary, dotyka najczulszych strun ludzkiego serca. Sięga do najgłębiej skrywanych emocji i przeżyć. 

Podsumowując, "Świetnie sie bawię w Twoich snach" to pozycja, która poruszy zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Próżno w niej szukać tkliwych historii. Uderza bezpośredniością, bolesną prawdą o związkach i wyborach. Jest tak bardzo ludzka, a przez to bliska Czytelnikowi. Jej zakończenie, a szczególnie ostatni akapit, zapada głęboko w pamięć i duszę. Oceniłam ją na notę w wysokości 10 wyłącznie dlatego, że nie mogłam dać wyższej. Już teraz wiem, ze będę do niej często wracała. Polecam wszystkim, którzy podobne historie mają za sobą, ale także tym, którzy są w związkach albo też marzą o nich. To swego rodzaju elementarz relacji - wprost idealny na jesień...