czwartek, 9 marca 2017

| 120 | 'Dwór mgieł i furii' Sarah J. Maas

Nr. recenzji: 120
Tytuł: 'Dwór mgieł i furii'
Autor: Sarah J. Maas
Tom: 2
Liczba stron: 770
Data polskiego wydania: 11 stycznia 2017
Wydawnictwo: Uroboros
Ocena: 9/10
 O ludzie! W jakiej ja żyłam nieświadomości nie znając magii tej serii. Dlaczego ja tak długo jej nie kupiłam? Chociaż w sumie może to dobrze, bo mogłam od razu 'połknąć' dwa tomy, zamiast jednego. Ale jeśli ty, Drogi Czytelniku, nadal jej nie znasz, to przygotuj się na cukrzycę i Broń Boże!, nie przełączaj strony. Czytaj dalej i pozwól się zakochać w tej serii, bo jestem pewna, że nie pożałujesz, a wręcz przeciwnie... Będziesz na kolanach błagał autorkę, by nie kończyła. Połykał jej wszystkie książki po kolei, dowiadując się, że każda jest lepsza od poprzedniczki. Więc będziesz ją uwielbiać jeszcze mocniej...

Freya ma przed sobą kolejne wyzwanie. Wie, że nadejdzie coś wielkiego. Idzie wojna, której najprawdopodobniej nie zdołają uniknąć w żaden sposób. Dziewczyna chce się przygotować, jednak Tamlin jej nie pozwala. Uważa, że nadal jest krucha i nie poradziła by sobie na polu walki. Dochodzi do tego, że pojawia się tajemniczy bad boy... yyy... Rhys - książę Dworu Nocy i upomina się o dopełnienie obietnicy złożonej przez Freyę. Tydzień  z każdego miesiąca. Nic nie może zwolnić dziewczyny z przysięgi... Co jednak zmieni nadchodzące niebezpieczeństwo?


Najbardziej bezspoilerowy opis, jaki mi się w życiu udało ułożyć. Matko, ciężkie to było, ale wiecie - dla was wszystko. A ponieważ przecież kocham i uwielbiam pisać, to nowe wyzwania są zawsze mile widziane. Okej, okej, piszę z niezłym tempem, bo a) kocham, kocham, kocham, kocham i b) zaraz wychodzę, a chcę dokończyć tą recenzję, chociaż wiem, że będzie rozmiarów raczej monstrualnych. Jeśli zaś nie dokończę to przecież opuszczą mnie emocje, jakimi napełniło mnie czytanie (no i zakończenie, nie zapominajmy o zakończeniu, które powala z nóg i sprawia, że serduszko zaczyna szybciej bić...). 

Lubię zaczynać od negatywów. Nie wiem, pewnie to jakiś niestwierdzony przez nikogo fetysz. Hm, okładka się niemiłosiernie palcuje. Nie mam pojęcia, czym moje zacne odciski palców zmyć. Jednego mogę być pewna, gdyby przy stanowisku z wizami czytnik byłby z tego samego materiału, co okładka, to moja wizyta w konsulacie trwałaby pięć minut, a nie dwadzieścia. Odciski widać tak pięknie, że jeśliby ktoś chciał mój paszport, to wystarczy wziąć książkę... Nie no, oczywiście trochę przeginam. (Ale was nastraszyłam, co?) Okładka po prostu szybko robi się brudna, nikt za jej pomocą waszego odcisku jednak wyraźnie nie zobaczy. No, chyba że Sherlock, ale to inna bajka...

Jedynym zarzutem co do treści jest okropnie zmienione zachowanie Tamlina. Myślałam, że go rozstrzelam. Takie wiecie, Wiktoria po raz pierwszy użyje swojego języka niemieckiego i udowodni, że każde słowo i tak brzmi jak rozkaz rozstrzelania, więc nie ważne, że będzie krzyczeć 'ICH HEIBE WIKTORIA' (nazywam się Wiktoria), bo to jedyne zdanie, które w tym mrocznym języku umie zapisać poprawnie, Tamlin rozstrzelany i tak zostanie. No, a ponieważ w pierwszym tomie był cud, miód, malina aż do pewnego momentu, to nie wybaczę zmienienia jego charakteru. Chociaż ja jestem typem, co zakochuje się od pierwszej strony, więc mogłam przypadkiem pominąć jego wady...

Poza tym. Rhysand, Rhysand, Rhysand... Jeżeli chodzi o synonimy słowa 'kocham' to jego imię chyba wkroczy radosnym krokiem do mojego słownika. 'Rhysand cię!' Czyż to nie brzmi wspaniale i niesamowicie? A to dopiero smaczek, bo jedynie imię. Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo jest cudowny, nawet jeśli już za sobą macie pierwszy tom. A jeśli właśnie tak zrobiliście i nie jesteście przekonani do kupna drugiego... Większego błędu w tym roku nie popełniliście, uwierzcie mi. Żadne tutaj 'Czekam do polskiej premiery ostatniego tomu' nie pomoże. O nie, nie, nie. Wiktoria zaraz wam tutaj garścią słodyczy wyrzuci te niegodne i bezczelne myśli z głowy. 

Tak pewnie by wyglądał mój związek z Rhysem. Jestem ślicznym szczeniaczkiem, nie?

Okej, czy to się opiera na romansie? NIE! (Chociaż w sumie to ja bym chciała...) Przygoda jest i to obecna, i nawet całkiem możliwe, że przez pierwszą połowę tej książki nie będą z waszych ust wyskakiwać serduszka jak bąbelki po zjedzeniu mydła. Potem? Ach, no przestańcie, kochana męska części widowni! My, kobiety, też musimy mieć dla siebie jakiegoś przystojniaka, którego słowa zawładną naszym sercem. No i na jakieś książki trzeba czekać tak mocno, by zapisywać ich daty premiery w kalendarzu... (Do premiery ostatniej części jeszcze niecałe 6 miesięcy! Ale pozycja już jest w moim kalendarzyku wpisana, o to to wy się nie martwcie.)

Akcja jest idealnie rozplanowana. Nie brakowało mi niczego, w żadnym momencie książki. Szczególnie druga połowa książki przypadła mi do gustu, bo jestem starym romantykiem, ale wiecie - jak coś to pozostaje ta pierwsza, którą także kocham, ale już nie tak mocno... Przy tym wzrastają emocje. Też są tak zorganizowane, żebyśmy pod koniec mogli wrzeszczeć na pół wsi, że jeżeli premiera następnej części się nie przesunie o jakieś... pół roku to nie wytrzymamy nerwowo. Ale nie bój nic, kacyk książkowy będzie na następny dzień po przeczytaniu. Akurat tyle, ile potrzeba na nabazgranie zgrabnej i cudownej recenzji, napisanie do 20-30 osób o tym, że MAJĄ to przeczytać w ciągu godziny (chociaż wy zrobiliście to w parę dni) i umieranie z tęsknoty słuchając smutnych, rockowych lub też innych piosenek. 

Dobra, staram się skończyć, chociaż to strasznie ciężkie. Miłość moja do tej książki jest jak pasja. Cały czas się rozwija i pragnie więcej, i więcej przekazywać innym osobom. Dlatego też, nie czekajcie ani chwili. Piszcie w komentarzach i rozpływajcie się razem ze mną nad cudownością 'Dworu...'. A jeśli nadal nie przeczytaliście to możecie otworzyć słownik języka niemieckiego (na przykład na literce T, jak Tamlin), wybrać losowo trzy słowa i przysięgnąć na ich wartość, że a) przeczytacie tą książkę w jak najszybszym czasie i zakochacie się oraz b) przestaniecie uważać języka niemieckiego za mroczną magię. (Nie, no żartuję, b) to mój plan). 

Polecam, polecam, polecam, polecam i już nie umiem się doczekać, kiedy wam napiszę trzeci kilometrowy post - tym razem o ostatniej części i mam nadzieję, że książka ta okaże się najlepsza. Chociaż, jestem już tego pewna, rzeczywiście każda powieść pani Maas jest lepsza od swojej poprzedniczki. I tak trzymać! 

Za egzemplarz recenzencki bardzo serdecznie dziękuję:


22 komentarze:

  1. O, widzę, że ktoś tu się wyrobił ^^
    Dzisiaj tylko przelatuję pobieżnie wzrokiem po tych akapitach, gdzie mówisz o fabule, bo nie chcę sobie zaspoilerować.
    Rozwaliłaś mnie z tą wsią xD
    Już za chwilkę, już za momencik będę czytać pierwszą część, więc mam nadzieję, że będę tak samo fangirlować jak ty przy drugiej :D

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień opóźnienia, to nie opóźnienie :P
      Aj, tam u mnie bezspoilerowo jest zawsze ;) Wydaje mi się, że te fragmenty są szczególnie zabawne. Czytaj, czytaj i fangirluj! <3

      Usuń
  2. Wiesz... moją pierwszą myślą było "Czekam do polskiej premiery trzeciego tomu", także tego... XD
    Ale zmieniłam zdanie i właśnie się za nią zabieram *yay!*
    A co do odcisków paluchów - polecam chusteczkę nawilżającą. Ewentualnie wilgotną ściereczkę. Ale tak lekko wilgotną. *potwierdzone info* :P
    Recenzję czytałam przez palce, a to dlatego, że zapewne przerwałabym w połowie po to, żeby zabrać się za książkę, więc no...

    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to pisałam to z myślą o tobie XD
      Spróbuję z tą ściereczką :) No i tak ma być, Kinga! Nie inaczej, dziewczyno :P Buziaki!

      Usuń
    2. Ściereczka podziałała? Ja jeszcze nie próbowałam... w najbliższej przyszłości mam zamiar jeszcze trochę pomacać tą książkę, więc no... :P

      Usuń
    3. Ja dalej jej nie mam zamiaru odnosić na półkę, więc nooo.... Na razie nie próbowałam :P

      Usuń
  3. Ta książka jest CUDOWNA ♥♥
    RHYS również jest CUDOWNY i GENIALNY ♥♥

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  4. ja wczoraj zaczęłam czytać i również przepadłam:D mega klimat:) jaram się neisamowicie;) obserwuję równeiż na google plus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to życzę miłego czytania! <3 Dziękuję za obserwację, wiele to dla mnie znaczy :)

      Usuń
  5. Pierwsza część nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia, ale kontynuacja już leży na mojej półce. Myślę, że niebawem po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jakoś nie przepadam za takimi książkami. Ale recenzja ciekawa.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ile ta seria będzie miała tomów? Niektórzy piszą, że 8, a inni że 3 i już sama nie wiem. Z kolei na GoodReads jest informacja, że 6. Poplątanie z pomieszaniem. Zresztą nie ważne ile będzie miała części, bo przeczytam wszystkie z wypiekami na twarzy i z pewnością nie zamierzam narzekać ;) Drugi tom to był cud, miód, maliny i orzeszki :D
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że 3, ale kto wie panią Maas... :P Eee tam, im więcej Rhysa tym szczęśliwsza będę! :) Oj był! Pozdrowienia.

      Usuń
  8. Właśnie zapisałam ją jako obowiązkowa książka do przeczytania :)
    Co powiesz na wspólną obserwacje ?
    Zapraszam http://natalie-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka wydaje się ciekawa, ale nie moja tematyka ;)
    Aczkolwiek wspaniale piszesz, więc biorę się za inne recenzje <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziękuję! <3 Serdecznie zapraszam do ich czytania, mam nadzieję, że także ci się spodobają :)

      Usuń
  10. Wypożyczyłam pierwszą część, więc niedługo się za nią zabiorę. Mam nadzieję, że i ja będę zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)