czwartek, 15 stycznia 2026

"Ku szczęściu. Moja droga do spełnienia i wewnętrznego spokoju" - Ania Wendzikowska

08:00:00 0 Comments

Szczęście i spokój to tematy, które w życiu codziennym dla większości osób są czymś odległym. Goniąc za celami, obowiązkami czy sukcesem odkładamy to na później, mając nadzieję, że wtedy gdy osiągniemy założony cel, przyjdzie to samo. W takich momentach warto sięgnąć po literaturę, która nie narzuca gotowych schematów, ale pozwala spojrzeć na życie z dystansu.



Tytuł: Ku szczęściu. Moja droga do spełnienia

i wewnętrznego spokoju.


Autor: Ania Wendzikowska


Data wydania: 25.10.2023


Wydawnictwo: Sensus


Liczba stron: 352


Moja ocena: 9/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka


Cześć! Mam na imię Ania i jestem szczęśliwa

Dziś jestem szczęśliwa. Jednak nie zawsze tak było. Moja historia ― historia, którą chcę Ci opowiedzieć i którą chcę Cię zainspirować za pośrednictwem tej książki ― zaczyna się od kryzysu. Od momentu, w którym moje z pozoru idealne życie przypominało egzystencję chomika w kołowrotku. Goniłam za zewnętrznymi celami, nawet je osiągałam, tylko że to nie mogło mnie uleczyć z poczucia wewnętrznej pustki. Choć inni mnie chwalili, dla siebie samej wciąż byłam "nie dość dobra". Wtedy tego nie wiedziałam, ale dziś mam już tę świadomość: nie lubiłam siebie i tyle.

Może znasz to uczucie. Niby wszystko jest dobrze. Starasz się. Czerwone paski w szkole, pochwały, akademie, nagrody. Studia, stypendia, staże. Wymarzona praca, a w niej same sukcesy. I... nieustanne poczucie niedosytu. Ciągle to "gdyby". Gdyby to, gdyby tamto, gdyby siamto, na pewno wreszcie dotarłabym do miejsca, o którym marzę. Gdyby (tu wpisz swoje "gdyby"),byłabym wreszcie szczęśliwa. Docierasz do celu "gdyby" i... rozczarowanie. Wiesz dlaczego? Ponieważ tajemnica nie tkwi w "gdyby". Ona się kryje w "mimo że nie". W odpuszczeniu. W zaufaniu. W akceptacji. W życiu tak, jak się chce.

Oto moja droga. Trudna. Ciężka. Wyboista. Jednak cieszę się, że w nią wyruszyłam. Było warto. Może i Ty w nią ruszysz?



Już od pierwszych stron czuć, że książka nie jest typowym poradnikiem, owszem zawiera porady i refleksje, które mogą inspirować do zmian, jednak skupia się na pokazaniu czegoś innego. Drogi, jaką musiała przejść autorka, drogi ku szczęściu, pokazując, jak stopniowo, czasem wbrew oczekiwaniom innych, odkrywała własną definicję szczęścia i wewnętrznego spokoju.


Tak samo jak we wcześniejszej książce autorki i tutaj, nie stawia siebie w roli eksperta. Dzieli się swoimi doświadczeniami w sposób szczery i otwarty, pokazując zarówno swoje sukcesy, jak i momenty zagubienia. Pokazując tym, że droga do szczęścia nie jest liniowa ani prosta, lecz wymaga cierpliwości, uważności i stopniowego podejmowania świadomych decyzji.

Poruszone zmiany zostały podzielone na odrębne części, z których każda koncentruje się na innym obszarze życia. Taki układ sprawia, że książka nie przytłacza, a zamiast tego prowadzi czytelnika krok po kroku, bez poczucia chaosu. Poszczególne fragmenty można czytać niezależnie od siebie, wracając do nich wtedy, gdy dana sfera zaczyna domagać się większej uwagi, co jest bardzo przydatne w dłuższej perspektywie.


Dobrym uzupełnieniem porad i odniesień do badań/ innych książek rozwojowych są wstawki z życia prywatnego autorki. Nie pojawiają się one jedynie dla samego faktu bycia, ale pozwalają lepiej zrozumieć kontekst i spojrzeć na niego oczami autorki. Wspominając o swoich relacjach, decyzjach czy momentach zwątpienia, pokazuje, że droga do wewnętrznego spokoju nie była wolna od błędów ani trudnych wyborów.
Podsumowując “Ku szczęściu. Moja droga do spełnienia i wewnętrznego spokoju” autorstwa Ani Wendzikowskiej to książka warta uwagi, a przede wszystkim wartościowa i inspirująca. Łączy osobistą narrację z refleksjami nad codziennym życiem, pokazuje wartość małych kroków i uważności. Uświadamia również, że szczęście i spokój można odnaleźć w drobnych, świadomych wyborach.



Ku szczęściu. Moja droga do spełnienia i wewnętrznego spokoju" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa

środa, 14 stycznia 2026

"Ku zmianie. 102 nawyki świadomego życia" - Ania Wendzikowska

17:00:00 0 Comments

Kontynuując swoją fascynację poradnikami, w nowy rok wchodzę właśnie z nimi. Jednak tym razem zamiast szukać odpowiedzi na miliony pytań, skupiam się na zatrzymaniu, uporządkowaniu myśli i spojrzeniu z nieco innej perspektywy. Nie szukam gotowych odpowiedzi, a wybieram książki, które mogą towarzyszyć w refleksji i drobnych, ale znaczących zmianach. A książka “Ku zmianie. 102 nawyki świadomego życia” wydała się idealnym wyborem, by zacząć tę przygodę.




Tytuł: Ku zmianie.

102 nawyki świadomego życia


Autor: Ania Wendzikowska


Data wydania: 10.12.2025


Wydawnictwo: Sensus


Liczba stron: 368


Moja ocena: 7/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka



Każdy dzień to kolejna szansa, by zacząć od nowa.

Byłam w swoim życiu w miejscu, w którym wszystko wyglądało idealnie - a w środku czułam pustkę. Dopiero gdy zaczęłam słuchać siebie, uczyć się obecności i wdzięczności, odkryłam, że szczęście to nie cel, lecz wybór powtarzany każdego dnia.

Ta książka jest zbiorem moich doświadczeń i praktyk, które pomogły mi odnaleźć spokój, sens i prawdziwą radość życia. Teraz to także Twój osobisty przewodnik po nawykach, które pomogą Ci odzyskać równowagę, pewność siebie i wewnętrzną siłę. Znajdziesz tu propozycje codziennych rytuałów i ćwiczeń przywracających kontakt z sercem. To praktyczny plan działania - bez presji, bez perfekcjonizmu, z czułością i konsekwencją. Nie potrzebujesz rewolucji - wystarczy jeden mały krok, który dziś wykonasz świadomie.

Nie chodzi o to, by być doskonałą. Chodzi o to, by być świadomą. Zmień sposób, w jaki myślisz, a zmieni się całe Twoje życie. Zrób pierwszy krok ― rusz ku zmianie!



Po raz kolejny jest to typowo nietypowy poradnik. Typowy przez skupienie na codziennych nawykach, drobnych decyzjach, myślach czy reakcjach, które często umykają uwadze, a mają znaczący wpływ. Nietypowy przez odejście od presji sukcesu czy produktywności. Nie ma tu presji bycia „lepszą wersją siebie”, odhaczania kolejnych celów ani porównań z innymi. Zamiast tego pojawia się zaproszenie do uważności, zatrzymania się i akceptacji. Dając tym samym fundamenty do budowania innych nawyków.


Co ważne w takich książkach autorka nie stawia siebie w pozycji osoby, która wie lepiej, która ma prawo do oceniania innych czy krytykowania. Bardziej skupia się na pokazaniu jak dane nawyki mogą wpłynąć na nasze postrzeganie, życie i wiele innych aspektów. Co więcej, autorka nie unika własnych doświadczeń, często wplatając elementy swojej historii i pokazując, że sama również mierzy się z tym.


Co do samych nawyków, dotyczą one tematów bardzo uniwersalnych. Zarówno tych związanych stricte z naszą głową - pobycie ze sobą, bycie tu i teraz, słuchanie ciszy, odpuszczenie i zaufanie, jak i relacji z innymi - zadawaj pytania, świadomie wybieraj ludzi, którymi się otaczasz, słuchaj. Nie brakuje też nawyków dotyczących codziennego życia, takich jak dbanie o zdrowie, odpoczynek, nawyki żywieniowe czy proste rytuały wprowadzające spokój i harmonię. Autorka wielokrotnie podkreśla, że zmiana nie musi być spektakularna ani szybka. Polega na tym, że każdego dnia, nawet gdy Ci się nie chce, robisz jedno małe "tak" dla siebie. A potem jeszcze jedno. Nie musi być ono doskonałe, wystarczy, że robiąc to uwierzysz w siebie.


Warto wspomnieć również o formie książki, jest podzielona na części - dziedziny nawyków, a w nich znajdują się rozdziały poświęcone stricte jednemu z nich. Krótka i zwięzła forma rozdziałów ułatwia przyswajanie treści, każda strona niesie konkretne przesłanie, refleksję lub praktyczne wskazówki, bez zbędnego rozwlekania tematu. Choć niekiedy pozostawał niedosyt przez zbytnią skrótowość. Dla jednych będzie to zaletą, dla innych minusem.


Podsumowując “Ku zmianie. 102 nawyki świadomego życia” Ani Wendzikowskiej to książka, która może być dobrym wsparciem dla każdego, kto chce przyjrzeć się sobie i codziennym nawykom. Autorka w przystępny sposób pokazuje, jak małe decyzje, codzienne rytuały i uważność mogą wpływać na jakość życia, relacje z innymi oraz sposób postrzegania samego siebie. Nie narzuca gotowych schematów ani nie wywołuje presji sukcesu, lecz zachęca do refleksji i stopniowej pracy nad sobą, w tempie dopasowanym do własnych potrzeb.



Ku zmianie. 102 nawyki świadomego życia" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa


wtorek, 13 stycznia 2026

"In my 20s. 26 lekcji, które dałabym młodszej sobie" - Aleksandra Pawlik

12:00:00 0 Comments

Nie ja wybrałam tę książkę. To ona wybrała mnie. Pojawiała się wszędzie, między poleceniami, w urywkach cytatów, w przypadkowych wzmiankach aż w końcu zaczęłam dostrzegać ją częściej, niż bym tego chciała. Każdy fragment odsłaniał odrobinę jej treści, wystarczająco dużo, by wzbudzić ciekawość, ale jednocześnie za mało, by móc przejść obok niej bez obojętności.




Tytuł: In my 20s. 26 lekcji,

które dałabym młodszej sobie


Autor: Aleksandra Pawlik


Data wydania: 12.11.2025


Wydawnictwo: Sensus


Liczba stron: 296


Moja ocena: 10/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka



Dlaczego nikt nie dał nam instrukcji obsługi dorosłości?

Jako nastolatkowie wyobrażaliśmy to sobie zupełnie inaczej. Ekscytowaliśmy się wizją pełnoletniości, przekonani, że po osiemnastce świat stanie przed nami otworem. A potem nastąpiło zderzenie z rzeczywistością.

Szkoła uczy wzoru skróconego mnożenia, ale nie tego, jak sobie poradzić z poczuciem zagubienia, wszechobecną presją i porównywaniem się do idealnych obrazków na Instagramie. Twoje życie po dwudziestce, które miało być kwintesencją długo upragnionej dorosłości, okazuje się chaosem: niepewnych decyzji, relacji bez etykiet i ciągłego poczucia stania w miejscu, podczas gdy wszyscy inni biegną do przodu. To czas nawigowania po omacku w świecie, którego zasad dopiero się uczysz, i ciągłej walki o to, by nie dać się wcisnąć w cudze definicje szczęścia i sukcesu.

In My 20s to nie jest kolejny poradnik, który powie Ci, jak żyć. W tej książce Aleksandra Pawlik, twórczyni internetowa i autorka podcastu Opowieści Różnej Treści, zebrała 26 szczerych lekcji, które sama chciałaby usłyszeć, wchodząc w dorosłość. To głos starszej siostry, która chwyci Cię za rękę i powie: `Chodź, tędy będzie trochę łatwiej. Nie jesteś w tym sam/sama`.

To przewodnik po dorosłości nieidealnej, nieoczywistej i czasem absurdalnej ... właśnie takiej, jaką większość z nas naprawdę przeżywa.


Z czasem ta ciekawość przerodziła się w potrzebę. Nie była to zwykła chęć sięgnięcia po kolejną historię, lecz poczucie, że to spotkanie musi wydarzyć się właśnie teraz. Nie jutro, nie za tydzień, nie wtedy, gdy „będzie odpowiedni moment”. Lecz teraz, bo ta chwila nastała już dawno. Tu i teraz. I tylko czeka na znak, jakiego wyboru dokonam tym razem.

“In my 20s. 26 lekcji, które dałabym młodszej sobie” jest książką typowo nietypową. Z jednej strony jak na poradnik przystało zawiera wiele powielanych rad i uniwersalnych wskazówek, które można spotkać w innych publikacjach tego typu. Z drugiej zaś przez formę jaką przybiera od razu czytelnik nabiera poczucia jakby siedział na kawie z przyjaciółką/przyjacielem w trakcie szczerej rozmowy, bez udawania, a za to ze szczerością i ciepłem.
Inne fragmenty zaś stanowią kwestie, które warto poznać i uświadomić sobie ucząc się na “błędach” innych. Autorka dzieli się swoimi doświadczeniami i chwilami zwątpienia, pokazując na ich przykładzie jakie wyciągnęła z tego wnioski. Dzięki czemu każda z 26 lekcji daje szansę na odnalezienie w tym siebie, dostrzeżenie schematów, które i nas dopadły.

Relacje, porównywanie się z innymi, presja czasu, poczucie własnej wartości, lęk przed byciem „nie tam, gdzie powinnam” to tematy, które prędzej czy później pojawiają się, gdy wkraczamy dorosłość. Jednak nie mówi się o nich z perspektywy osoby, która mierzy się z nimi, albo w niedawnym czasie była na tym etapie. Kogoś kto nie patrzy na to z perspektywy lat, lecz wciąż pamięta niepewność i chaos. Jeszcze rzadziej słyszymy głos kogoś, kto niedawno był w tym miejscu i potrafi nazwać świeże emocje, nieprzetworzone i prawdziwe. Dzięki czemu nie jest to analiza, która budzi uczucie oceniania i pouczania, a zamiast tego dostrzega i rozumie.

Podsumowując “In my 20s. 26 lekcji, które dałabym młodszej sobie” autorstwa Aleksandry Pawlik to książka ciekawa w swojej formie, która nie próbuje narzucać swoich racji, czy naprawiać czytelnika. Zamiast tego odnosi się do realnych sytuacji, przemyśleń, która spotykamy na swojej drodze dając nam poczucie bycia zrozumianym na początku dorosłości. Pozwala zatrzymać się i spojrzeć na siebie z łagodnością i zrozumieniem, bez presji, że wszystko musi być na już i tak jak inni tego od nas wymagają.



In my 20s. 26 lekcji, które dałabym młodszej sobie" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa


niedziela, 11 stycznia 2026

"Rok 1984" - George Orwell

12:00:00 0 Comments

Jeśli wcześniej swój gust czytelniczy uważałam za dość nieoczywisty, tak wraz początkiem nowego roku odblokowałam nowy poziom. Wcześniejsze skupienie się na romansach, zastąpiłam literaturą piękną, klasyczną badź poradnikami, a wcześniej wspomniane romanse stanowią jedynie przerywniki, po które nie sięgam już tak chętnie jak kiedyś. Choć gdy wybieram je, dalej bawię się na nich równie dobrze co wcześniej.




Tytuł: Rok 1984


Autor: George Orwell


Wydawnictwo: Sploty


Liczba stron: 448


Moja ocena: 10/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka







Partia pragnie władzy wyłącznie dla samej władzy.


Winston Smith jest członkiem Zewnętrznej Partii. Pracuje w Ministerstwie Prawdy. Musi uważać, gdyż dopuszcza się myślozbrodni. W państwie, w którym najmniejsze objawy nielojalności dusi się z całą brutalnością, bycie podejrzanym w jakiejkolwiek sprawie jest śmiertelnie niebezpieczne. Tymczasem Smith pozwala sobie na coraz więcej. Wątpi w nieomylność Partii. Zaczyna pisać dziennik. Zakochuje się. Powoli, lękliwie, nieśmiało, ale nieustępliwie podąża zakazaną ścieżką dalej, ku straszliwemu przeznaczeniu...


Oto wyjątkowa książka ― wybitna, wielopoziomowa powieść. Tylko pozornie mówi o czymś, co nie ma prawa się wydarzyć: o bezwzględnym totalitaryzmie, całkowitym podporządkowaniu i nieustannej inwigilacji. O niszczeniu człowieczeństwa. O deptaniu godności człowieka poddawanego praniu mózgu, indoktrynacji, a nieraz również wyszukanym torturom. Przedstawia świat pełnej kontroli i kompletnego zakłamania. W tym antyświecie dopuszczalne jest tylko posłuszeństwo. Nie istnieje wolność słowa, nie ma nawet wolności myśli.


Człowiek jest nieskończenie podatny na formowanie.


Każdy Czytelnik odbierze tę antyutopię inaczej i każdy dojdzie do innych wniosków. Jest to dzieło pełne niejednoznaczności i niedopowiedzeń, niełatwe w lekturze i wymagające przemyśleń. Mimo upływu lat aktualne. Wciąż bowiem obserwujemy odradzające się reżimy, coraz bardziej wyrafinowaną inwigilację, władzę sprawowaną tylko dla władzy i jeszcze drapieżniej zagarnianą wolność. Rok 1984 zmusza do refleksji, ale jej nie ułatwia; to przerażająca powieść, którą trzeba przeczytać - nim zostanie ostatecznie zakazana przez Wielkiego Brata.


Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery.



Kierując się obecnymi wyborami czytelniczymi, nie doświadczam już wyłącznie historii, które mają poruszać emocje i zapewniać chwilową ucieczkę od codzienności, jak często bywa w przypadku romansów. Coraz częściej sięgam po książki, które oprócz fabuły niosą ze sobą ciężar refleksji, zmuszają do zatrzymania się i pozostawiają po sobie pytania, na które nie zawsze da się odpowiedzieć od razu. I o ile już wcześniej ceniłam te gatunki, tak poświęcając im większą uwagę, dopiero teraz dostrzegam jeszcze większą ich głębię. 



To właśnie dlatego George Orwell stał się moim wyborem na nowy rok. Chciałam wrócić do „Roku 1984” po ponad roku od jego pierwszej lektury, by nie tylko odświeżyć sobie tę historię, ale też sprawdzić, jak wybrzmi ona dziś, bez czytania z poczuciem obowiązku, czy konieczności, a własnej woli. Interesowało mnie również to, czy dostrzegę w niej inne aspekty, nowe znaczenia i detale, które wcześniej mogły umknąć, a które z perspektywy czasu i doświadczeń nabierają zupełnie innego znaczenia. 



Głównym aspektem powieści jest charakterystyka głównego bohatera Winstona Smitha, pracownika Ministerstwa Prawdy, który zaczyna kwestionować istniejący porządek i marzenie o wolności jednostki. Jego życie zawodowe wypełnione jest codzienną rutyną i podporządkowane nieomylnej Partii, co stanowi jeden z najbardziej dobitnych obrazów mechanizmów kontroli i manipulacji w państwie totalitarnym. To co dla większości stanowi niezaprzeczalną prawdę, dla Winstona staje się czymś zmiennym, łatwym w modyfikacji i przede wszystkim podporządkowanym interesom władzy. Praca, którą wykonuje to stwarzanie pozorów, począwszy od tego, że nic, nigdy nie zostało zmienione i historia toczy się bez zmian, a zmierzając do pozorów posłuszności i przynależności. Jego wewnętrzna walka między przetrwaniem a pragnieniem wolności, między podporządkowaniem się a buntowaniem się, jeszcze lepiej pokazuje to. 



Tym razem bardziej zwróciłam uwagę na codzienne kompromisy Winstona, wewnętrzne wątpliwości i ulotne chwile buntu, które zostały mniej zaakcentowane, choć są równie ważne. Drobne gesty, ciche sprzeciwy i momenty niepewności ukazują jego walkę o zachowanie indywidualności w świecie, gdzie każda myśl może zostać ukarana. 



Ponowne spotkanie z twórczością autora utwierdziło mnie również w  przekonaniu, że są to historie naprawdę piękne mimo okrutnej szczerości z jaką ukazuje rzeczywistość. I nie chodzi tutaj tylko o mistrzowski warsztat pisarski czy perfekcyjną konstrukcję świata przedstawionego, choć obie te rzeczy są niezaprzeczalne. Chodzi przede wszystkim o sposób, w jaki historia porusza, prowokuje do zadawania trudnych pytań i zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem, wyborami i relacjami z otaczającym światem.



Podsumowując “rok 1984” autorstwa George’a Orwella to wyjątkowa historia, która nie tylko wciąga fabułą i buduje przerażający świat totalitarnej kontroli, ale przede wszystkim zmusza do refleksji nad mechanizmami władzy i ceną zachowania własnej tożsamości.



Rok 1984" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa


sobota, 10 stycznia 2026

"Folwark zwierzęcy" - George Orwell

12:00:00 0 Comments

Jeśli miałabym wskazać jedną z najlepszych książek ubiegłego roku, bez wahania jedną z wymienionych byłby “Folwark zwierzęcy” George’a Orwella. Po raz pierwszy sięgnęłam po nią na początku 2025 roku w trakcie przygotowań do matury i od razu wiedziałam, że będzie to jedna z lepszych książek jakie miałam okazje poznać. Choć pozornie jest to krótka i prosta historia o buncie zwierząt, kryje się za nią coś znacznie głębszego.




Tytuł: Folwark zwierzęcy


Autor: George Orwell


Data wydania: 12.11.2025


Wydawnictwo: Sploty


Liczba stron: 160


Moja ocena: 10/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Wszyscy ludzie są wrogami. Wszystkie zwierzęta są braćmi.


Wyzyskiwane i źle traktowane przez ludzi zwierzęta zbuntowały się i wygnały swoich oprawców. Gospodarstwo, w którym pozostały, nazwały Folwarkiem Zwierzęcym. Postanowiły same zapewnić sobie dobrobyt, potrzebowały jednak przywództwa. Wybrały dwie najmądrzejsze świnie, Napoleona i Śniegula. Po jakimś czasie Napoleon doprowadził do śmierci drugiego przywódcy i - korzystając z tyrańskich metod - uczynił z siebie jedynego słusznego wodza. Wkrótce czas demokracji się skończył. Władza, a właściwie dyktatura, którą wprowadził, okazała się zbyt silną pokusą...


Folwark zwierzęcy nie jest zabawną satyrą. To wnikliwe studium powstawania i ugruntowywania się władzy totalitarnej. Pokazuje, jak szczytne idee są wykorzystywane do budowania reżimów, a walkę o przywództwo wygrywa się za pomocą sprawnego aparatu policyjnego. Opisuje narastające stopniowo okrucieństwo i brutalność dyktatora, a także jego pazerność na przywileje. Każda kolejna podłość jest uzasadniana coraz bardziej nachalną propagandą.


Napoleon ma zawsze rację.


W trakcie lektury nie można poprzestać na doszukiwaniu się aluzji do Rosji i Putina. Folwark zwierzęcy bowiem przekazuje uniwersalne prawdy o władzy i zniewoleniu. Obalone reżimy odradzają się w bardziej wynaturzonej formie, propagandzie towarzyszy inwigilacja, a wolność i prawo do decydowania o swoim życiu stają się coraz cenniejsze i trudniejsze do obrony. Ta z pozoru zabawna powiastka z przerażającym zakończeniem staje się dziś ponurym ostrzeżeniem.


Zwierzęta przenosiły wzrok ze świni na człowieka, z człowieka na świnię i znów ze świni na człowieka - i nie potrafiły już określić, kto jest kim.



Najbardziej uderzające w niej jest prosta forma narracji w połączeniu z głębokim przesłaniem. Pokazane już we wcześniejszej książce autora, teraz jeszcze bardziej widoczne jest to, że nie potrzebuje on długich opisów, czy wysublimowanego słownictwa by oddać w pełni brutalność prawdy. Każde zdanie, dialog czy gest jest w pełni przemyślane, dzięki czemu nawet krótkie fragmenty niosą na swoich barkach ogromne znaczenie. Nawet pozornie drobne wydarzenia czy dialogi między zwierzętami stają się nośnikami głębszych prawd o ludzkiej naturze, mechanizmach władzy i łatwości, z jaką ideały mogą zostać wypaczone. 



Co urzekające wiele jest tutaj metafor, które trzeba samemu dostrzec. Folwark działa na wielu poziomach, symbolika ukryta w nim jest delikatna, ukryta w gestach, dialogach i zwykłych opisach dnia. Każde zwierzę, jego zachowanie czy decyzja niosą za sobą coś więcej, odnoszą się do mechanizmów władzy, manipulacji czy ludzkich słabości. To, co początkowo wydaje się prostą opowieścią o buncie i marzeniu o równości, z czasem ujawnia całą złożoność politycznych i społecznych mechanizmów, które sprawiają, że ideały łatwo ulegają korupcji, a władza staje się celem samym w sobie.



Warto skupić się na tym jak zostały zaprezentowane zwierzęta. Każde z nich przejawia swoją wiodącą cechę jak np. ambicję i żądzę władzy - pokazując, jak łatwo ideały mogą zostać wypaczone, gdy najważniejsza staje się własna pozycja i korzyść czy naiwność, pracowitość i wierność - cechy, które z jednej strony budzą szacunek, ale w świecie pełnym manipulacji i oszustw stają się źródłem cierpienia i łatwo wykorzystywane przez innych. Przez to każdy bohater, choć przedstawiony w formie zwierzęcej, staje się symbolicznym odbiciem ludzkich postaw. 



Kolejnym plusem  jest krótka forma, która działa na ogromną korzyść powieści. Nie ukazuje ani mniej, ani więcej niż powinna, jest po prostu w punkt. Każdy opis, każdy dialog i każda scena zostały precyzyjnie przemyślane, tak aby maksymalnie oddać sens sytuacji i przesłanie historii, bez zbędnych dygresji czy nadmiaru słów.



Podsumowując “Folwark zwierzęcy” autorstwa George’a Orwella to historia, która urzeka swoją prostotą. Każde zdanie, gest i dialog są przemyślane, a krótkie fragmenty niosą na swoich barkach ogromne znaczenie. Zwierzęta symbolizują ludzkie cechy i mechanizmy społeczne, a metafory i subtelne niuanse wymagają od czytelnika uważności i refleksji.  Dla mnie, odkryta po raz pierwszy na początku 2025 roku, pozostaje jedną z najlepszych książek ubiegłego roku, do której na pewno nie raz jeszcze powrócę. 



Folwark zwierzęcy" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa


piątek, 9 stycznia 2026

"By a Thread. Komedia (nie)romantyczna" - Lucy Score

12:00:00 0 Comments

Kolejne spotkanie z twórczością Lucy Score tym razem jednak w nietypowej formie, gdyż z historią jednotomową. Wcześniejsze książki autorki często rozwijały się w seriach, pozwalając na dłuższe śledzenie losów bohaterów i stopniowe budowanie napięcia w kolejnych tomach. Tym razem jednak Lucy Score zmieściła całą historię w jednej książce, a efekt jest równie satysfakcjonujący.




Tytuł: By a Thread. Komedia (nie)romantyczna


Autor: Lucy Score


Data wydania: 23.04.2024


Wydawnictwo: EditioRed


Liczba stron 496


Moja ocena: 9/10


Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Ally Morales od jakiegoś czasu miała ciężko. Wydawało się jej, że w Nowym Jorku poradzi sobie bez trudu, rzeczywistość jednak okazała się brutalna. Mimo że pracowała w kilku miejscach, ledwo co mogła się utrzymać. Być może gdyby była łagodną, miłą dziewczyną, byłoby jej łatwiej. Ally jednak miała tak zwany charakterek. Była dość odważna, aby głośno, nie przebierając w słowach, wyrażać swoje zdanie. Nawet jeśli była to wyjątkowo niepochlebna opinia o bardzo wpływowym i bogatym człowieku.


Dominic Russo jak mało kto zasługiwał na niepochlebne opinie. Był aroganckim dupkiem, który nie cierpiał pomyłek, nie lubił nikogo o nic prosić i uważał się za kogoś znacznie lepszego od innych ludzi. A przy tym kompletnie nie nadawał się do pracy jako dyrektor kreatywny jednego z najbardziej prestiżowych magazynów mody. O czym zresztą sam dobrze wiedział.


I dla Ally, i dla Dominica byłoby lepiej, gdyby się nigdy nie spotkali ― ale złośliwy los zdecydował inaczej. Oczywiście skończyło się katastrofą. Dominic poczuł się urażony (o co zresztą nigdy nie było trudno),a Ally za jego sprawą straciła posadę. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło ― dziwnym splotem okoliczności Ally wkrótce dostała pracę w nowym miejscu.


A tam jej szefem był nie kto inny jak... Dominic! Tyle że irytująca Ally poza ciętym językiem ma niewytłumaczalnie pociągającą osobowość i ukrywa jakieś tajemnice, co wystarczająco działa na nowego szefa... On był ponad zasadami. I jeszcze nikt nigdy nie nazwał go pajacem!


Przejście z charakterystycznych serii osadzonych w małych miasteczkach do jednotomowej historii rozgrywającej się w dużym mieście okazało się ciekawą i świeżą zmianą. Zamiast kameralnej atmosfery, gdzie wszyscy się znają, autorka przenosi czytelnika w dynamiczną, głośną przestrzeń, pełną pośpiechu, chaosu i zawodowych ambicji. Ten kontrast sprawia, że fabuła nabiera innego tempa, a relacje między bohaterami są bardziej intensywne i nacechowane napięciem wynikającym z anonimowości oraz presji otoczenia. Jednotomowa forma dodatkowo wzmacnia to wrażenie, historia jest zwarta, konkretna i skoncentrowana na bohaterach oraz ich relacji, bez rozciągania wątków na kolejne tomy.


Już od samego początku widać, że jest to jedna z tych książek przez które płacze się ze śmiechu jak zresztą przystało na komedię romantyczną. Humor pojawia się tutaj szybko i jest oparty na dynamicznych dialogach, sytuacyjnych absurdach i charakterach bohaterów, którzy nie boją się wypadać nieidealnie, a wręcz komicznie. Choć co warte zaznaczenia przez to nie trafi ona do każdego. Dla jednych będzie ogromnym atutem i źródłem czystej rozrywki, dla innych może okazać się zbyt infantylna.


Jak w każdej książce autorki mamy tutaj wyrazistych bohaterów, którzy oprócz wspólnej historii, osobno mają równie wiele do opowiedzenia. Ally Morales to bohaterka odważna, zadziorna i obdarzona ostrym językiem, który często staje się jej tarczą ochronną. Jest niezależna, ambitna i nie boi się mówić tego, co myśli, nawet jeśli wpędza ją to w kłopoty. Jej poczucie humoru, ironia i dystans do samej siebie sprawiają, że łatwo ją polubić, a jej reakcje na absurdalne sytuacje są jednymi z najbardziej komicznych momentów książki. Jednocześnie Ally nie jest pozbawiona słabości, zmaga się z presją, poczuciem odpowiedzialności i momentami zwątpienia. Dominic Russo to postać zbudowana na sprzecznościach. Z jednej strony jest wymagający, zamknięty w sobie i zdystansowany, z drugiej inteligentny, lojalny i niezwykle uważny wobec tego, co naprawdę dla niego ważne. Jego chłód i kontrola nad emocjami bardzo szybko zaczynają pękać w konfrontacji z osobowością Ally, co staje się źródłem zarówno napięcia romantycznego, jak i wielu zabawnych sytuacji. Dominic nie jest przykładem idealnego bohatera, ma swoje wady, impulsywne reakcje i trudności w komunikacji, w całej historii wypadają one bardzo naturalnie, a budząc uczucia wyolbrzymienia.


Kolejnym atutem książki jest tempo narracji. Autorka balansuje między scenami dynamicznymi i pełnymi akcji a momentami ciszy, refleksji czy subtelnych emocji. Dzięki temu nie pojawia się nuda ani przez chwilę, a historia wydaje się naturalna i wciągająca.


Podsumowując “By a Thread. Komedia (nieromantyczna) autorstwa Lucy Score to bardzo dobra komedia romantyczna, która urzekła mnie humorem i kreacją bohaterów. Autorka serwuje czytelnikowi mnóstwo sytuacyjnego komizmu, błyskotliwych dialogów i absurdów dnia codziennego, które wywołują szczery śmiech, a jednocześnie nie odbierają historii emocjonalnej autentyczności. Dzięki temu była to historia idealna jako przerywnik między bardziej wymagającymi książkami.


By a Thread. Komedia (nie)romantyczna" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa


poniedziałek, 5 stycznia 2026

"Kapsuła" czyli ile ważą wspomnienia.

17:53:00 0 Comments

 

Tytuł: Kapsuła


Autor: Wojciech Wójcik


Wydawnictwo: Zysk i s-ka


Liczba stron: 536


Data wydania: 28-10-2025


Wydawnictwo: Zysk i s-ka


Moja ocena: 8.5/10




Wow. Tylko tyle i aż tyle, bo to jedno słowo - w zależności od kontekstu potrafi wyrazić naprawdę wiele emocji. A w przypadku "Kapsuły" Wojciecha Wójcika jest ich sporo. 


Nieco przewrotnie, zacznę tę recenzję od końca. W posłowiu, sam autor pisze o sobie: jednym z moich pisarskich idoli jest od wielu lat Harlan Coben. I z tym zdaniem zrozumiałam dlaczego powieść którą miałam w rękach zdecydowanie zakwalifikowała się do tych, dla których warto zarwać noc i nadwyrężyć oczy w inny sposób niż tylko przed błękitnym ekranem. Daję słowo, że historia przedstawiona na jej kartach jest zdecydowanie bardziej atrakcyjna niż rolki i retuszowane zdjęcia. 


W liceum im. Władysława Jagiełły nikt się nie spodziewa, że szkolna uroczystość zakończy się skandalem i… śmiercią. 
Justyna Wysocka, bibliotekarka, zostaje wyznaczona do organizacji obchodów czterdziestolecia szkoły. Jedną z głównych atrakcji ma być prezentacja pamiątek z odnalezionej kapsuły czasu. Gdy na ekranie pojawia się zdjęcie nagiej kobiety, uroczysta atmosfera pryska. Justyna podejrzewa, że odpowiadają za to uczniowie z klasy IIIc. Ale to dopiero początek. Jeszcze tego samego wieczoru w szkole wybucha pożar. Ginie nauczyciel, o którym krążyły niepokojące plotki. W tym samym czasie znika uczennica, a jej kolega z klasy odkrywa, że podała jego adres jako miejsce, do którego rzekomo się wybierała– choć tam nie dotarła.
Im głębiej bohaterowie zanurzają się w przeszłości, tym mroczniejsze tajemnice wychodzą na jaw. Kim była kobieta ze zdjęcia? Dlaczego wykonano je w ogrodzie ucznia? I co oznacza drewniany krzyż, który ktoś po latach postawił w tym samym miejscu? W szkole wszyscy mają coś do ukrycia, a historia sprzed lat jeszcze się nie skończyła...

(opis wydawnictwa)


Osadzenie powieści w realiach polskiej szkoły jest w mojej ocenie zabiegiem ryzykownym, wymagającym dobrego warsztatu literackiego i co najmniej dobrego pomysłu, który będzie konsekwentnie realizowany, w przeciwnym razie może - kolokwialnie mówiąc - nie wypalić. Wojciech Wójcik zdecydowanie stanął w tej materii na wysokości zadania, choć przyznam szczerze, że w rzeczywistość legnickich licealistów trzeba się wciągnąć. 

Trzeba też polubić bohaterów, a przyznam szczerze, że nauczycielka od której zaczyna się całe zamieszanie z początku działała mi nieco na nerwy. Nie mam tutaj na myśli tego, że była czarnym charakterem, wręcz przeciwnie, jednak odebrałam ja jako nieco gapowatą, pozbawioną bystrości, co spowolniło tempo mojego czytania na kilkadziesiąt stron. Wrażenie to uległo w dalszej części złagodzeniu, zwłaszcza że w polu widzenia pojawiły się inne postacie, nieco bardziej wyraziste, i takie których obecność miała zdecydowanie większy wpływ na przebieg zdarzeń i rozwikłanie zagadek z przeszłości. Do moich ulubieńców zdecydowanie zaliczał się pan Mariusz - emerytowany policjant, pracownik szkoły, który na własną rękę postanowił prowadzić dochodzenie w sprawie. A ponieważ mamy do czynienia z osadzeniem wydarzeń w małej miejscowości, dla kolorytu autor dorzucił jeszcze uwielbianego lokalnego księdza, uważną sklepikarkę, dyrektora ze wstydliwym problemem (o którym nikt przecież nie wiedział) no i uczniów o różnym charakterze i różnej - często burzliwej przeszłości. Co więcej - uczniów zarówno obecnych jak i uczniów - absolwentów sprzed 40 lat. 


Za ten koloryt, przekrój przez różne warstwy społeczne, przeplatające się ze sobą wątki psychologiczne, trudne tematy, jak choćby (uwaga, SPOILER) nieodwzajemniona miłość do nauczyciela i jej konsekwencje, a także swego rodzaju zaburzenia na różnym tle - gigantyczny plus. Tak poprowadzona akcja i zgłębienie tematu nie następuje w ciągu jednego dnia. Z jednej strony widać spory nakład pracy autora, ale z drugiej - nie jest on wymuszony ani nachalny, czuć lekkie pióro i swego rodzaju wyważenie, ponieważ elementy psyche nie tłamszą w żaden sposób świetnie skonstruowanego thrillera/powieści sensacyjnej/kryminału. 


Kiedy czytelnikowi wydaje się, że rozwiązanie jest już na wyciągnięcie ręki, kiedy wraz z Bartkiem i Sofią krąży po legnickich (i nie tylko) uliczkach, zagłębiając się w coraz bardziej zagmatwany labirynt i odkrywa kolejne zagadki i tajemnice autor nagle zupełnie zmienia kierunek, myląc tropy i wodząc za nos. I to tylko po to, żeby w następnej części przenieść nas w zupełnie inne miejsce zdarzeń do zupełnie innych bohaterów. Ale wiecie co? Te skoki wcale nie są na tyle częste, żeby zaburzyło to odbiór całości czy spowodowało, że czytelnik pogubi się w wydarzeniach, i tu przejawia się zdecydowanie przemyślana konstrukcja powieści. Wszystko ma swoje miejsce i czas, zgrabnie prowadząc do finału, którego nie sposób przewidzieć, i który jest sporym zaskoczeniem. 


Warto przy tym wspomnieć, że pomimo iż książka to kryminał/thriller w żaden sposób nie epatuje brutalnością. Krew nie leje się tu w każdym rozdziale, a opisy obrażeń nie ciągną się stronami. Sprawia to, że powieść jest dobra dla osób o nieco słabszych nerwach, bo pomimo - a może dzięki - pominięciu tych elementów, tak przecież charakterystycznych dla gatunku, trzyma w napięciu do ostatniej strony. Ostatnie kilkadziesiąt z nich dosłownie połknęłam, niemal zmuszając się do tego, aby nie pomijać całych fragmentów tekstu :D


Moje pierwsze spotkanie z Wojciechem Wójcikiem zdecydowanie dopiero otwiera drzwi do dalszej przygody z jego twórczością, a patrząc całkowicie subiektywnie  - skoro Harlan Coben mógł podjąc literacką współpracę z Reese Whiterspoon to kto wie co przyniesie przyszłość?