piątek, 30 grudnia 2016

PRZEDPREMIEROWO: | 111 | 'P.S. I LIKE YOU' Kasie West

Nr. recenzji: 111
Tytuł: P.S. I LIKE YOU
Autor: Kasie West
Tom: 'jednotomówka'
Liczba stron: 390
Data polskiego wydania: 11 stycznia 2017
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 7/10

Czy ktokolwiek na tym blogu nie słyszał jeszcze o twórczości pani Kasie West? 
| Recenzja, którą powinniście znać, nr 1|
| Recenzja, którą powinniście znać, nr 2|


Starałam się nie słodzić. Starałam się, Dominiko i ty, drogi czytelniku. Dobrze wiecie, że uwielbiam to robić. Ale odczekałam 13 godzin i myślę, że dacie radę to przeczytać i wasze serca to przeżyją. Chociaż no trochę słodyczy też wam jest potrzebne! I bloger, zwany Cukrem wam to da!
Lily nudzi się na chemii. Co gorsza, nauczyciel zabronił jej pisać teksty piosenek w jej zeszycie. Dziewczyna codziennie ma iść mu pokazywać notatki, ale nie jest w stanie nie skupiać się na muzyce przez pięćdziesiąt pięć minut lekcji. Więc zapisała jeden wers na ławce. Jeden wers, który odmienił jej życie, bo... gdy następnego dnia przyszła na tą lekcję zauważyła, że ktoś jej odpisał. Zaczyna się ławkowa konwersacja, a pomiędzy Lily i tajemniczym miłośnikiem muzyki rodzi się uczucie... Pozostaje pytanie: kto to może być? 

 Ja też tak chcę. To znaczy, w sumie nie wydaje mi się, żeby w mojej szkole taka wiadomość przetrwała 24 godziny, ale może gdzieś w bibliotece pod jakąś luźną deską znalazłoby się miejsce... Ja poszukam! *Czekaj, wróć. W bibliotece nie mamy podłogi z desek ;-;* W każdym razie gdzieś tą wiadomość ukryję. Jeśli macie jakieś pomysły, gdzie taką rozmowę można by zacząć to chwalcie się w komentarzach, postaram się je jakoś przetestować. (A może w lekturze? Ooo to dobry plan!).


Podobało mi się. Zresztą, czy mogło być inaczej? No ja wątpię. Szczególnie, że siedzenie z nosem w 'Polityka po zimnej wojnie...' nie może być chyba bardziej pasjonujące. W każdym razie zaczęłam czytać wczoraj o 22. Miałam czytać najpierw po rozdziale, ale poddałam się szybciej. Zaczęło się 50 stron i jedna strona WOS-u. Niestety za 3 razem poległam w boju. Wciągnęło mnie. Wciągnęło mnie tak mocno, że nie umiałam się opamiętać. Do 1 w nocy przewracałam kartki w zawrotnym tempie. Szkoda, że ta książka nie ma jeszcze 200 stron, z chęcią bym poczytała więcej o tak wspaniałej parze.

Na początku nie byłam zachwycona. Główna bohaterka nie przypadła mi do gustu. Po 20 stronach zauważyłam, że jest do mnie bardzo podobna. Czasem ma głupie zachowania, jednak żyje z pasją. Polubiłam ją później, dopiero gdy ją poznałam. Takie rzeczywiste przedstawienie postaci jest naprawdę godne podziwu. Poza tym autorka wykorzystała na mnie to, co nam ukazywała przez całą książkę. Oceniasz ludzi po wyglądzie? Ktoś ci podpadł, a ty mu się od sześciu lat rewanżujesz? On jest bardziej podobny do ciebie niż myślisz. Zawrzyj rozejm, spróbuj się dogadać. Często powinniśmy sobie wziąć to do serca.
Nasz główny męski bohater - bardzo się pilnuję, żeby wam nie rzucić spoilerem, chociaż bardzo bym chciała - jest cudowny. Dokładnie wie, co kiedy powiedzieć, jednak ma też swoje wady. Jest realny, z kilometra od niego rzuca się, że ktoś taki rzeczywiście gdzieś jest. Na dobrą sprawę to da się go znaleźć wszędzie. Trzeba jednak umieć trafić do niego, a to jest tym najtrudniejszym zadaniem. Jednak jeśli już się to uda to relacja taka jest jedną z najwspanialszych. Ciężko ją zrozumieć, ale jest tego warta.

Fabuła jest wspaniała. Porównywałam ą do 'Love, Rosie', chociaż w sumie nie mam takiego prawa. Książki jedynie są podobne pod względem pisania listów, ale różnica podstawowa jest taka, że 'P.S. I like you' jest wspaniałe, cudowne i przesłodkie, a 'Love, Rosie' mi się dłuuużyyyłoo. Nie umiałam dociągnąć do końca, chociaż być może dlatego, że byłam młodszym czytelnikiem. W każdym razie, jeśli miałabym wam polecić jedną, która zdecydowanie wygrywa w tym rozrachunku, to zdecydowanie 'P.S. I like you'.

A no i miałam się jeszcze wypowiedzieć na temat okładki. Trochę długi ten post, ale przeżyjecie. Na początku mim się nie podobała zbytnio, bo jest zwykłym zdjęciem. Jednak później wąsy i usta do mnie trafiły. Jest okej i ładnie wygląda na półce. Poza tym: wiedzieliście, że na odwrocie jest napis 'Autorka, którą pokochały polskie blogerki'? Dziewczyny, to o nas! :)

Podsumowując, podobało mi się, pomimo paru niedociągnięć na samym początku. Udowodniło mi parę rzeczy o mnie samej i wypełniło moje serce słodyczą. Zastanawiam się nad sprawiedliwą oceną, ale po tak idealnych chwilach... Dobra, 7/10.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję:



 

18 komentarzy:

  1. Zacznijmy od tego, że będzie to komentarz bardzo chaotyczny (bardziej niż zawsze), lecz musisz mi wybaczyć, bo co chwile czytanie postu było mi przerywane, bo to Ulce trzeba odpisać na temat ,,Co mnie zmieniło...'' albo spisywać leki jakie brałam, bo szykuje się na wizytę do lekarza. W każdym razie, zaczynamy! Pierwszy raz słyszę o fabule, ale przyznam... podoba mi się ta ławkowa konwersacja♥ Realny bohater męski? Czekałam na to! Ale ma coś ciekawego? Bo u tych męskich postaci wszyscy są tacy od linijki, wymieniają się tylko wzrostem , kolorem oczu i imionami (czasami). Obiecałaś nie słodzić tymczasem... Nie wyszło :D Książkę nadal oczywiście chcę przeczytać, choć wciąż średnio podoba mi się okładka, a szczególnie front; trzeba jednak przyznać, że dopiskiem o polskich blogerkach trochę połechtali moje ego i może wybaczę tę niezbyt piękną okładkę :p Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to: 'nie wyszło'? Chyba byś mi tu zeszła na zawał, jakbym tą recenzję pisała w środku nocy - od razu po przeczytaniu XDD
      Ma w sobie dużo ciekawego <3 Jest taki sarkastyczny i słodki, a jednocześnie tajemniczy... w ogóle uwielbiam.

      Usuń
    2. Tylko nie mów, że ma na imię Josh, albo coś podobnego, bo to zepsuje całokształt!
      Mam cichą nadzieję na jakiś book tour z tą książką :D Jak coś zobaczysz to daj znać!

      Usuń
    3. Nie mogę ci zdradzić, jak ma na imię, bo jest to swój rodzaj spoileru, ale nie nazywał się źle. Miał w porządku imię. ;)
      Jasne, będę się rozglądać :))

      Usuń
  2. Właź do męskiego kibla i na ścianie zapisz! Mówię ci plan idealny. Już tak kiedyś robiłam xD
    A mi się love, rosie podobało i to bardzo. Przeczytałam ją jednym tchem :D I jak na romans. obyczajówkę to jest naprawdę dobra :D
    Okładka nie jest zła, jednak w porównaniu do poprzedniczek to koszmar xD No cóż, po książkę raczej nie sięgnę...przynajmniej w najbliższym czasie. Kompletnie ta powieść do mnie nie przemawia, nie przepadam za cukierkowymi książeczkami :P Dlatego książki młodzieżowe tego typu staram się omijać szerokim łukiem! Zdecydowanie wolę fantastykę xD
    No, ale ciesze się, ze tobie się podobała :D
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtrącę się; nie rób tak, bo to na pewno nie przetrwa. U nas w męskim rozwalili raz drzwi, a kartkę przyklejoną do drzwi podpalili zapalniczką :")

      Usuń
    2. No może kiedyś spróbuję, Magda XDD
      Może miałam do niej złe podejście. Kiedyś spróbuję jeszcze raz.
      Oj tam, nie wszystko musi zawsze do nas przemawiać. Ludzie mają różne gusta :P Buziaki! ;*

      Usuń
    3. Domi, jakieś hardkorowe rzeczy wy w tej szkole robicie. U nas by za to pewnie wylecieli XDD Ale czuję się ostrzeżona, dzięki!

      Usuń
    4. To Wiki po prostu... przyszli recenzenci trwałości mebli! A to z kartką to zaznaczenie własnego terenu :D

      Usuń
    5. Hahaha, ja bym się nadawała na sprawdzanie telefonów, bo w mojej karierze już tyle rozwaliłam... Oczywiście przypadkowo!

      Usuń
  3. Mam już za sobą dwie poprzednie książki Katie West i spodobały mi się. Mimo, że nie były to książki nie wiadomo jak zachwycające, to jednak bardzo przyjemnie mi się czytało. Sądzę, że ta pozycja też wkrótce znajdzie się na liście przeczytanych.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie. Dopiero zaczynam Bookwormscity

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ci się podobały, mam nadzieję, że ta część także przypadnie ci do gustu <3
      Śliczny masz wygląd bloga. Później będę się wczytywać, ale super się zapowiada :)

      Usuń
  4. Porównałaś ja do ''Love,Rosie'' czyli do mojej jednej z najukochańszych książek, ktore darze wielkim sentymentem.. teraz juz nie moge nie przeczytac tej ksiazki!!! Czuje ze tak jak i Tobie spodobala by mi sie, bo widze ze jest to ciepla spokojna opowiesc. Mam nadzieje, ze znajde ja w swojej bibliotece, a jesli nie to zamowie przez internet. Okladka tez jest śliczna, przyciaga wzrok:)
    Pozdrawiam!:)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba <3 Jeśli nie byłoby jej w bibliotece to zapraszam na konkurs! :)

      Usuń
  5. A ja powiem na samym początku komentarza, że [Love, Rosie] to książka, która mi się podobała, chociaż miała kilka minusów, gdzie jednym z nich było zachowanie głównej bohaterki. Ale nie o tym miałam pisać. :)
    Nie wyczułam w tej recenzji ogromu słodyczy, za co ci dziękuję. Nie chcę dostać blogowej cukrzycy! A książki tej autorki mam w planach, jednakże ten tytuł mnie nieco mniej ciekawi. Działa tak na mnie sam tytuł, który nie został przetłumaczony na nasz język. Tak, jestem dziwna - przy [Love, Rosie] na mnie to nie działa, ale tutaj już tak. No cóż... Ale inne powieści tej pani bardziej kuszą. :)
    Pozdrawiam!
    BLUSZCZOWE RECENZJE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam 'Love, Rosie' parę dobrych lat temu, więc moja opinia mogła się zmienić. Mam tą książkę na półce, może przeczytam jeszcze raz i uaktualnię swoją opinię :)
      Blogowa cukrzyca? A o tym jeszcze nie słyszałam :P Ale trochę od czasu do czasu na pewno się przyda.
      Wiesz co, jak dla mnie, gdybyśmy przetłumaczyli ten tytuł to nie byłoby to to samo. Dobrze, że został, jaki jest, bo w języku polskim to nie brzmi aż tak dobrze :P
      Pozdrowienia!

      Usuń
  6. Uwielbiam twórczość Kasię West, dlatego z wielką przyjemnością sięgnę po PS. I like you

    OdpowiedzUsuń

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)