niedziela, 2 maja 2021

Pozwól, że Ci opowiem...Bajki, które nauczyły mnie, jak żyć - Jorge Bucay

16:02:00 0 Comments

Bajki są cudowne pod tym względem, że zawsze zawierają morał. To, czy ten morał znajdziemy i zrozumiemy to już inna sprawa, ale zawsze warto próbować. Być może sens odnajdziemy później, w bardziej odpowiednim momencie naszego życia?



Nr. recenzji: 421
Tytuł: Pozwól, że Ci opowiem...Bajki, które nauczyły mnie, jak żyć
Autor: Jorge Bucay
Liczba stron: 327
Data premiery: 7 kwietnia 2021
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
W moim odczuciu: 9/10
Autorka recenzji: Małgorzata Górna


    Ta książka to było coś czego potrzebowałam od dawna. Mówi się, że życia nie można się nauczyć z książek, niemniej jednak uważam że są one bardzo pomocne w poznawaniu otaczającej nas rzeczywistości. Pozwól, że Ci opowiem to pisemna biblioterapia i stwierdzam że do mnie trafiła, nawet bardziej niż się spodziewałam. (Do tego boska okładka, nie mogłam się na nią napatrzeć!).

    Psychoterapeuta Jorge Bucay w trakcie swoich terapii opowiada swoim pacjentom bajki dostosowane do ich potrzeb. Nie wmawia swoim pacjentom, że robią coś nie tak, że coś powinni zmienić. Na przykładzie opowieści nakierowuje podopiecznego na pewien tok myślenia i pozwala by on sam wyciągnął wnioski. W ten sposób łatwiej im zaakceptować pewne fakty i zmienić sposób myślenia. Sama też wiele z tej lektury wyciągnęłam. Panuje ogólne przekonanie, że każdemu przydałaby się terapia i ta książka może być małym pomocnikiem (nawet jeśli czujecie się świetnie i jest Wam to niepotrzebne. Fajnie czasem dostać niespodziewaną dobrą radę). 

      Zabrałam się do czytania wieczorem i to był błąd. Założyłam, że bajki będą idealne na dobranoc, ale nie. Czytałam do rana. Książka jest bardzo ładnie wydana, a forma przystępna do szybkiego czytania (lub pochłaniania). Rozdziały są krótkie, więc nim się człowiek obejrzy to nie ma co czytać. Na całe szczęście te małe treści dają wiele wartości i mogą pomóc w uporządkowaniu niektórych myśli. 
Została napisana w prosty sposób, przystępny dla każdego. Troszeczkę się obawiałam, ponieważ opowiadanie terapii może być chaotyczne. Na szczęście panuje porządek i chronologia została utrzymana, obyło się bez retrospekcji, która mogłaby wprowadzić zamęt. 

    Do tego wybrane bajki (i te klasyczne i te przytoczone przez Jorga Bucaya) są i błyskotliwe, i zabawne, i skłaniające do przemyśleń, a niekiedy i absurdalne. Przyznaję, że raz czy dwa nie zrozumiałam sensu opowieści przytoczonych w danym kontekście, ale tak po za tym to cud, miód i malina. Czułam się trochę jak małe dziecko, a trochę jak swój własny terapeuta (co zapewne było zamysłem autora) i naprawdę czerpałam radość z czytania. Być może inni nie będą aż tak zachwyceni tą pozycją, ale dla mnie to strzał w dziesiątkę. Jestem bardzo emocjonalna i analizuję wszelkie sytuacje, które mają miejsce w moim życiu. Myślę, że te historie mogą sprawić radość i uśmiech nie tylko mi. 


Tak jak pisałam wcześniej, każdemu przydałaby się terapia. Możecie się z tym zgodzić lub nie. Warto jednak spróbować, nie dlatego żeby się "naprawiać" i "poprawiać", tylko żeby się chociażby zrelaksować. Zobaczyć ciepły promyczek słońca gdy nad głową mamy chmury. Naprawdę się cieszę że trafiłam na opowiadania uczące jak żyć.


Małgorzata Górna

czwartek, 29 kwietnia 2021

"Niewinny" Harlan Coben

12:08:00 0 Comments

Po tę książkę sięgnęłam w ciemno, bo lubię czytać Cobena. Do tej pory się nie zawiodłam, jak było tym razem, czy „Niewinny” skradł moje serce? Czy faktycznie był niewinny? Na pierwsze pytanie odpowiem w recenzji, na drugie odpowiedzi szukajcie w książce. Jeśli szukacie rozrywki w tym czasie oczekiwania na prawdziwą wiosnę i możliwość swobodnego z niej korzystania, ta książka będzie idealna, bo zabiera nas w podróż po kilku stanach Ameryki Północnej.

                    

                                                                                                                             Nr. recenzji: 426

  

                                                                 Tytuł: „Niewinny"

 Autor: Harlan Coben

 Tłumacz: Zbigniew A. Królicki

 Liczba stron: 413

 Data polskiego wydania: 04 kwietnia 2021

 Wydawnictwo: Albatros

W moim odczuciu: 8 /10

Autor recenzji: Kobieta Czytająca

 

 

 

 

 

 


Matthew Hunter to zwyczajny dwudziestolatek, ma kochającą rodzinę, przyjaciół, studiuje i jest szczęśliwy. Do czasu, gdy jeden niezawiniony błąd sprawia, że jego dotychczasowe, poukładane życie obraca się w pył. Pozornie niedługi wyrok więzienia, ciągłe poczucie winy, niemożność naprawienia szkody sprawia, że Matt Hunter staje się innym człowiekiem. Kiedy po kilku latach wydaje się, że poukładał swoje życie, pracuje w kancelarii prawniczej, ma kochającą żonę, która spodziewa się dziecka, w tym niemal sielankowym momencie spada na niego kolejny cios. Na telefon otrzymuje wiadomość od żony, film i zdjęcie, na którym jest ona z innym mężczyzną w hotelu. Ten sms bardzo go dezorientuje, ale udaje mu się zauważyć, że ktoś go śledzi, a to niestety dopiero początek kłopotów. Zakonnica, która umiera we własnym pokoju, jej przeszłość, której nikt nie zna i niepewność czy ta śmierć nie była przypadkowa. Czy to wszystko ma związek ze sprawą Matta? Dlaczego zmarła dzwoniła do jego bratowej?


„Niewinny” przypomina mi pierwsze powieści Cobena, z początków jego kariery literackiej. Porządnie napisana, przemyślana opowieść o zwyczajnych ludziach, rodzinie z sąsiedztwa, koledze ze studiów, koleżance z pracy. Ludziach, którym przydarzają się niezwyczajne rzeczy i których przeszłość skrywa wiele tajemnic.

Powieść skonstruowana w taki sposób, by od pierwszych stron zaciekawić czytelnika, wciągnąć w swój świat, trzymać w napięciu, kilka razy obrócić akcję o sto osiemdziesiąt stopni. Bohaterowie niemal wszyscy wzbudzają naszą sympatię, bo są zwyczajnymi, na pozór, ludźmi, którzy radzą sobie ze zwyczajnymi, na pozór, problemami. W miarę rozwoju akcji okazuje się, że ich przeszłość jest dużo bardziej skomplikowania, niżby sami chcieli.

 

Coben ma tę niespotykaną zdolność do opisywania rzeczywistości w ten sposób, iż słowa tworzą obrazy w naszej wyobraźni. Już po kilku przeczytanych stronach pomyślałam o tym, że ta opowieść idealnie będzie się nadawała do przeniesienia na ekran. Czytelnik, mimo że czyta, ma wrażenie, jakby oglądał. Czyta słowa, ale widzi obrazy. To moim zdaniem największa zaleta tej książki.

Konstrukcja fabuły również pobudza ciekawość i sprawia, że z każdą stroną coraz bardziej wciągamy się sami w wir wydarzeń. Historię opowiadają równolegle Matt Hunter i Loren Muse, inspektor z biura prokuratora okręgowego. Dwa punkty widzenia, bardzo odmienne, pokazujące historię z dwóch różnych stron. Każde z nich dąży do odkrycia prawdy, ale żadne nie spodziewa się jak ta dziwna, zagmatwana sprawa może wpłynąć na ich życie. Pojawiają się kolejni bohaterowie i pojawiają się kolejne niewiadome. Wszędzie gdzie pojawia się Matt, giną ludzie. Takie budowanie napięcia przez mnożenie pytań i nierozwiązanych wątków dodatkowo uatrakcyjnia całość.


Kiedy myślę o gorszych stronach tej książki, trudno sobie wyobrazić by takich nie było, jednak w tym przypadku odnalazłam tylko jeden zarzut. Według mojej subiektywnej opinii zakończenie mogłoby być bardziej nieprzewidywalne. Możliwe, iż po przeczytaniu niezliczonej ilości książek potrafię przewidzieć dalszy ciąg zdarzeń. W przypadku „Niewinnego”, mimo iż odgadłam zakończenie, nie odebrało mi to przyjemności czytania i oczekiwania na to czy moje przypuszczenia się sprawdzą, czy jednak autor zaskoczy mnie samą.

Chwilami również oczekiwałam większych emocji w bohaterach zwłaszcza w momentach wydarzeń, które powinny te emocje wzbudzać, a nawet samo opowiadanie o odległych wydarzeniach niosących tak wielki ładunek emocjonalny, powinno w bohaterach powodować ogromne poruszenie. Tego odrobinę mi zabrakło.


Wielka zasługa autora oraz tłumacza, którą należy docenić to lekkość pióra i doskonały przekład na język polski. Styl, w jakim pisze, pozwala na płynne czytanie i przenikanie do historii jakby działa się tuż obok. Historię czytało się lekko i płynnie, mimo iż opisywała chwilami nieprzyjemne wydarzenia. Dodatkowym atutem jest brak literówek ani razu też nie pomylono bohaterów, dialogi były czytelne, to bardzo ułatwiało szybkie przyswajanie fabuły. Bohaterowie realistyczni przeżywający problemy bliskie każdemu z nas. Lektura tej książki dostarczyła wyśmienitej rozrywki i rozbudziła apetyt na kolejne opowieści pióra Harlana Cobena.


Podsumowując, książka niesamowicie działająca na wyobraźnię, nie tylko można niemalże zobaczyć opisywane sytuacje, ale ma się również wrażenie przebywania w centrum wydarzeń, przeżywania historii wspólnie z Mattem i Olivią. Nawet czytelnicy doskonale znający twórczość Cobena będą nie raz zaskoczeni, bo autor przewidział dla nich kilka zaskakujących elementów układanki.

Biorąc pod uwagę wszystkie „za” i „przeciw” zdecydowanie polecam książkę, bo sięgnęłabym po nią jeszcze raz, a na pewno sięgnę po inne powieści autora. Idealna rozrywka na czas oczekiwania na wiosnę oraz wycofania obostrzeń sanitarnych. Sensacyjno-obyczajowa opowieść, która spodoba się czytelniczkom kryminałów, ale też czytelnikom, którzy zwykle sięgają po thrillery.

 Kobieta Czytająca

wtorek, 27 kwietnia 2021

"Most Ikara" – Paweł Nowak

08:31:00 0 Comments
Akceptacja jest jednocześnie największym wyzwaniem w całej naszej egzystencji, jak i jej fundamentem. Wydaję mi się, że każdy przekonał się jak trudno, jest bez niej funkcjonować i czym skutkuje jej brak. Akceptacja, moi drodzy, jest jak lekarstwo. To stan, w którym godzimy się z czymś, czego nie da się zmienić. Nie chciałabym jednak wspominać tutaj o akceptacji samego siebie, bo chyba każdy wie, że przychodzi ona z czasem i wymaga ogromnego pokładu siły, jak i odwagi. Bardziej chodzi mi o akceptację drugiego człowieka. O ile szacunek wobec niego jest obowiązkowy, tak akceptacja nie. Chyba nie muszę tłumaczyć, iż nie wszystko da się zaakceptować. Są to przypadki, gdy akceptacja tych rzeczy byłaby dla nas czystym masochizmem, jednak akceptacja homoseksualnego syna nim nie jest. O tym, jak bardzo potrzebna jest akceptacja i jak trudne jest życie młodego człowieka w XXI wieku z jej brakiem, zwłaszcza od najbliższych nam osób, opowiada w swojej najnowszej powieści Paweł Nowak.


Nr. recenzji: 415
Tytuł: "Most Ikara"
Autor: Paweł Nowak
Data polskiego wydania: 15 kwietnia, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 670
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10




Antek to młody mężczyzna, który tak naprawdę dopiero uczy się żyć i funkcjonować samodzielnie w dorosłym świecie. Wychowywany w tradycyjnej katolickiej rodzinie, gdzie od zawsze panuje patriarchat, zdaje sobie sprawę, że nie chce już tak dłużej wegetować i robić wszystkiego, czego oczekują inni. Uznaje, iż czas skupić się na sobie i zawalczyć o własne przekonania i pragnienia. Uwolnienie się z tego narzuconego mu schematu wcale nie jest takie proste, zwłaszcza gdy uświadamia sobie, że jest homoseksualistą. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, iż w jego rodzinnym domu gejów uznawano za ludzi z rynsztoku, a sam homoseksualizm był synonimem od uleczalnej choroby czy też zboczenia.

Własne szczęście kosztuje Antka gorzko i już wkrótce wykorzystany i zraniony, zostaje wyrzucony z rodzinnego domu przez agresywnego, toksycznego ojca, zostając z niczym. U jego boku trwa jednak jego wierna, najlepsza przyjaciółka Kaśka, która oferuje mu pomoc i wspiera chłopaka w trudnych chwilach, oferując mu postój w jej własnym mieszkaniu.

Demony z przeszłości nie odstępują jednak Antka na krok i wbrew własnej sytuacji finansowej oraz znajomości wielkiej stolicy postanawia właśnie tam poszukać pomyślności, utożsamiając z nią piękny most Świętokrzyski.

Czy Antek odnajdzie swoje szczęście w Warszawie? Jak potoczą się jego stosunki z rodzicami i czy w końcu zaakceptują go takim, jakim jest? A co z miłością? Czy Antek zwiążę się z osobą, która w końcu wypełni jego potrzebę bezpieczeństwa i uleczy stare rany, czy znowu przekona się, jak smakuje zdrada?
Tego dowiecie się, sięgając po tę emocjonującą, wciągającą, pełną zwrotów akcji i bohaterów wykreowanych z krwi i kości książkę.

Już na samym wstępie chciałabym zaznaczyć, że sam opis niewiele nam zdradza. Teoretycznie, decydując się na tę książkę, nie miałam pojęcia, że będzie w niej jakikolwiek wątek homoseksualny, ale gdy zobaczyłam opinię Roberta Biedronia na jednej z zakładek, od razu wiedziałam, że warto ją będzie przeczytać.

Książka nie tyle, co uczy, czym tak właściwie jest tolerancja i akceptacja oraz jak one wpływają na życie własnego dziecka, ale również pokazuje, jak jest naprawdę. Nie jest to żadna wyidealizowana obyczajówka, która tuszuje pewne fakty i niedoskonałości z życia codziennego, ale za to pokazuje realia typowo katolickiej polskiej rodziny, gdzie odmienne poglądy są jak nieistniejące pegazy albo jednorożce, a wychodzenie poza narzucony system utożsamia się z wyrzuceniem z drzewa genealogicznego na własne życzenie. Oczywiście, jak patriarchat to na całego – ojciec Antka jest typowym, potężnym samcem alfa, a jego matka, mimo iż kocha syna, niestety nie ma nic do powiedzenia, bo jest na samym dnie w tej pokręconej hierarchii.

Jeszcze bardziej pokręcone są te wszystkie wizyty u rzekomych "specjalistów" by "wyleczyć" Antka. Jego matka nawet oddzieliła taśmą sztućce specjalne dla chłopaka, by nie mieć z nim żadnego kontaktu, gdy dowiedziała się, że jest gejem. Brawo dla autora, bo udało mu się rozbudzić w czytelnikach prawdziwe emocje.

Spotkałam się jednak z opiniami innych ludzi, którzy zwrócili uwagę na to, że autor podobno zawarł w całej powieści stereotyp typowo nadzianego geja, ale ile jest w tym prawdy, nie będę się wypowiadać, bo można by powiedzieć, iż jestem "nowa" w tego typu powieściach. Na pewno mogę powiedzieć, że tak jak wspomniałam, autor wykreował bohaterów z krwi i kości, na których ciąży bolesne piętno z przeszłości, aczkolwiek znalazłam też parę postaci, które niby miały inne imiona, ale wydawało mi się, iż ich zachowanie było takie same.

Powieść została napisana prostym językiem, nie zauważyłam żadnych błędów językowych czy gramatycznych. Niektóre dialogi były troszkę zbyt infantylne jak na wiek bohaterów i po prostu żenujące, lecz postanowiłam przymknąć na to oko, bo nie było ich dużo.

Bardziej skupiłam się na tej dosyć kontrowersyjnej fabule i zdałam sobie sprawę, jak bardzo życie może być niesprawiedliwe wobec niewinnych ludzi, szukających po prostu miłości w normalny sposób jak każdy inny człowiek. Wciąż nie mogę pojąć zakończenia i gwarantuje wam, że wylejecie tonę łez. Przez samą książkę przeleciałam dosyć szybko, bo z każdą kolejną stroną byłam ciekawa co będzie dalej.

Sam Antek, cóż. W pewnych momentach nie do końca go rozumiałam i miałam wrażenie, że przeczy sam sobie, ale mam nadzieję, iż to specjalny zabieg autora, który pokazuje, jak bardzo został zmanipulowany i skrzywdzony.

Warto też wspomnieć o Kaśce, bo mało kto o niej mówi. Tak jak rodzice Antka mieli zbyt dużo do powiedzenia, tak rodzice Kaśki zbyt mało i nigdy nie dostała od nich żadnego wsparcia. Podobnie jak Antek musiała szybko dorosnąć i sama pracować na własne marzenia, ale czy one na pewno były własne? Sama zdaje sobie sprawę, że spełnia tylko oczekiwania swojego bogatego ojca. Jej postać doskonale można odzwierciedlić popularną tezą: "Pieniądze szczęścia nie dają".

Podobała mi się również ta retrospekcja rodziców Antka. Nie mówię, że ich zachowanie jest usprawiedliwione, ale na pewno trauma z przeszłości zagubiła ich w tym, co dobre, a tym, co złe. Teraz rozumiem, czemu niektórzy mówią, że najpierw należy pokochać siebie, by pokochać kogoś innego.

Podsumowując, książka zmusza do myślenia i na pewno każdy z nas znajdzie w niej swoją cząstkę, zwłaszcza w Antku, który będąc młodym, nieświadomym brudów świata mężczyzną o wielkich marzeniach, mógłby zostać odzwierciedleniem sporej części populacji. Samego autora podziwiam za odwagę i determinację, by opublikować to dzieło, zwłaszcza za okładkę, do której jak się okazało sam zapozował. Tymczasem czekając na ekranizację, odłożę książkę na półkę, po którą pewnie znowu się rzucę, a Wam życzę wyciągnięcia z niej tak jak ja wartościowego przekazu :). Nie zapomnijcie podzielić się przemyśleniami czy też innymi uwagami na dole w komentarzu.

niedziela, 25 kwietnia 2021

„Folwark zwierzęcy" George Orwell

20:13:00 0 Comments

 Czytanie lektur jest dla większości męką, czytanie akurat w tym czasie książki, której może się nie chce czytać, a później omawianie jej wiele godzin na lekcjach polskiego. Co jednak gdy sięgnie się po taką książkę z własnej chęci i ciekawości.



Nr. recenzji:
418

Tytuł: „Folwark zwierzęcy"

Autor: George Orwell Tłumacz: Tomasz Bieroń

Liczba stron: 136

Data polskiego wydania: 7 kwietnia 2021

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

W moim odczuciu: 9/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska




Folwark dworski to tutaj pan Jones ma swoje zwierzęta, rolę i gospodarstwo, Utrzymuje zwierzęta, karmi je i zajmuje się nimi, niestety w ostatnim czasie zostało to trochę zaniedbane, a pan Jones przesiaduje w towarzystwie alkoholu. Zwierzęta nie chcą już dłużej być zdane na człowieka, oddawać mu swoje jaja, mleko, czy być hodowane na rzeź. Nestor stary knur miał sen, cieszył się on poważaniem u innych, dlatego to, co powiedział, zostało przyjęte pozytywnie. Istoty wznieciły rewolucje, w której to mężczyzna zostaje przegoniony z folwarku i istoty czteronogie, biorą sprawy w swoje łapy.

"Folwark zwierzęcy" to zdecydowanie jedna z moich ulubionych lektur. Czytałam ją sześć lat temu, zapadła mi w pamięć i gdzieś tam chodziło mi po głowie, żeby przeczytać to jeszcze raz, już dla samej siebie, a nie w potrzebie języka polskiego w szkole. Na uwagę zasługuje wydanie. Miła dla oka i estetyczna okładka, w dodatku twarda oprawa czcionka duża, papier nie za cienki. Sprawia to, że po książkę sięga się z jeszcze większą przyjemnością. Fabuła jest prosta, pod przykrywką zwierząt zostały ukazane takie wartości jak sprawiedliwość, równość, demokracja. Z początku wszystkie zwierzęta były sobie równe i tak ważne jest, żeby w każdym stadzie, jednostce była osoba, która ma piecze nad wszystkim, ale żeby była ona dobra dla innych i nie wywyższała się. Napoleon wyraźnie pokazuje, jakie są przykazania dla zwierząt, narzuca stwierdzenie, że człowiek jest zły i przede wszystkim powinny wystrzegać się zachowania i cech, które są przypisane człowiekowi. Z początku wszystkie jest dobrze, zwierzętom żyje się lepiej, ale chęć władzy i decydowania o wszystkim, zrobienia z siebie dyktatora, staje się mocniejsza i Napoleon tak manipuluje, że sprawy obierają całkowicie inny wymiar.

Lektura ma sens polityczny, pokazuje jak przez rewolucje, obalenie dotychczasowej władzy może zmienić się system polityczny. Społeczeństwo jest niewykształcone, niewiele ludności potrafi czytać i pisać. Mają zadanie, które wykonują i całe swoje myśli skupiają, na wykonanie należycie swoich obowiązków. Każdy mógł wyrazić swoje zdanie, ale początkowa demokracja zaczyna się zmieniać, ze społeczeństwa wyłaniają się elity, które pragną kierować innymi. Są oni istotami, które zabierając w swoje ręce książki, zdążyły się nauczyć wielu rzeczy, co też pozwoliło im otworzyć głowę na świat. Analfabetami kieruje się łatwiej. W przypadku kiedy Napoleon czytał książki, wiedział co i jak ma zrobić, że przekonać do swojej racji innych. Potrafił tak im powiedzieć, że naginał tym prawdę, a zwierzęta były przekonane, że knur ma rację i jemu trzeba zawsze wierzyć.

Uważam, że jest to powieść, którą każdy powinien przeczytać. Jeśli jesteś czytelnikiem, który mając tę książkę jako lekturę, nie przeczytałeś jej, bo lektura, spróbuj teraz, jestem prawie przekonana, że ci się spodoba. Auror posługuje się obrazowym językiem, wszystko jest elastyczne, opisane na tyle, że odbiorca nie ma problemu z wyobrażeniem sobie sytuacji, czy świata, w którym zwierzęta, mają władzę, Każdy z nas oglądał, czytał bajki, w których zwierzęta mówiły, wykonywały czynności też ludzie, dlatego myślę, że dla każdego jest to przystępna lektura, w której pod przebraniem zwierząt ukazane jest społeczeństwo zdominowane przez totalitarną władzę.

czwartek, 22 kwietnia 2021

Oswoić Hiszpanię - Joanna Lessnau

23:25:00 0 Comments
Kolejny przewodnik turystyczny z milionami zdjęć i krótkimi opisami, którymi musimy się zadowolić, bo nie wystarczy życia na zwiedzenie wszystkich wymienionych zabytków? Nie, nie i jeszcze raz nie. Tym razem mamy podróż w swojej głowie, na miarę pandemicznej rzeczywistości.


Nr. recenzji: 420
Tytuł: Oswoić Hiszpanię
Autorka: Joanna Lessnau
Liczba stron: 578
Data premiery: 5 kwietnia 2021
Wydawnictwo: Novae Res 
W moim odczuciu: 7/10
Autorka recenzji: Małgorzata Górna


    Dlaczego już na wstępie wspominam o pandemicznej rzeczywistości w kontekście książki związanej z podróżowaniem? Dlatego, że obecnie zwiedzanie i doświadczanie podróżowania jest utrudnione, ALE dzięki tej książce mamy możliwość mentalnie przenieść się do zaskakującej swoją wyjątkowością Hiszpanii. Z tego powodu sięgnęłam po tę pozycję, uwielbiam ten kraj i nie przeszkadzało mi że w ręce wpadł tom drugi. Szczerze mówiąc, nawet nie zwróciłam na to uwagi - zobaczyłam "Hiszpania" to nie zważałam na nic i nie żałuję. 


Pierwszą rzeczą na jaką zwróciłam uwagę to brak przypisów, który przez pewien czas obniżał komfort czytania, jednak z czasem zaakceptowałam hiszpańskie słowa w tekście i potraktowałam jako cenną naukę na przyszłość (wcześniej uczyłam się hiszpańskiego, dlatego było to dla mnie przypomnieniem i nie potrzebowałam tłumaczeń, jednak niekiedy zdania nie są przetłumaczone w nawiasach, ale nie ma to znaczącego wpływu na odbieranie sytuacji jeśli znamy jej kontekst). Kolejną rzeczą, która może się wydać inna niż zwykle, to bardziej osobiste podejście do tej książki. Kocham Włochy, Hiszpanię i inne okoliczne kraje, w ogóle lubię podróżować. Udało mi się spędzić tydzień na półwyspie Iberyjskim, zakochałam się, więc gdy zobaczyłam książkę o podróży w te miejsca to zgłosiłam się nie zważając na nic. Nie czytałam tomu pierwszego - to nic, nadrobię. Bałam się, że to będzie tylko historia wpleciona w region Hiszpanii - trudno, byłam widziałam i mogę swoje "dokleić". Na szczęście okazało się, że opisy miejsc i ich cudowne historie stanowią fundament całej książki.


Wspomniałam o opisach. Są one szczegółowe, można nawet powiedzieć, że drobiazgowe i przede wszystkim obszerne. Jeśli ktoś nie lubi "zwiedzania" w takiej formie to niestety, ale albo się zaweźmie, albo zrezygnuje. Myślę, że ciekawą opcją byłoby dorzucenie do książki prezentacji ze zdjęciami wszystkich zwiedzonych miejsc, lub ich spis. Dla uparciuchów (takich jak ja) istnieje opcja samodzielnego wyszukiwania, aczkolwiek jest tego sporo, co zajmuje troszkę czasu ale nie jest niczym złym. Można też popracować nad wyobraźnią, wczuć się w panujący klimat, zamknąć oczy i znaleźć się tam, gdzie nam daleko. Jeszcze jedna sprawa, na którą chciałabym zwrócić szczególną uwagę to przeplatające się z opisami historie. Nie są typowym, encyklopedycznym jazgotem którego czytać się odechciewa. Z tego wszystkiego one podobały mi się najbardziej, razem z załączonymi zdjęciami (których jest niewiele, ale są). 

Czy polecam? Oczywiście! Szczególnie miłośnikom podróży i zwiedzania - idealne rozwiązanie na to, co dzieje się wokół.


Małgorzata Górna