Insta


czwartek, 4 października 2018

"365 dni" Blanka Lipińska


Długo myślałam nad przeczytaniem tej książki. Spotykałam się z kolejnymi opiniami, które bardzo skrajnie wypowiadały się o tej opowieści. Zwyczajowo wiedząc, że świat szuka kolejnej "ałtorkasi" stwierdziłam, że dam szansę. Powiem Wam, że nie taki wilk straszny, jak go malują.


Nr. recenzji
223
Tytuł: "365 dni"
Autor: Blanka Lipińska
Liczba stron: 450
Data polskiego wydania: 4 lipca 2018
Wydawnictwo: Edipresse
W moim odczuciu: 7/10

Laura miała spędzić swoje wakacje w otoczeniu znajomych i chłopaka, którego w sumie już nie kocha, a skończyło się na tym, że została porwana. Massimo prosi ją o 365 dni w jego towarzystwie, a jeśli po tym czasie stwierdzi, że wolałaby jednak odgrodzić się od niego murem, to będzie jej to umożliwione. Wszystko zaczęło się od tego, że zobaczył ją, gdy jego życie wisiało na włosku po kolejnym postrzale. Wierzy, że to jakieś siły boskie kazały mu ją odnaleźć i podjął sobie to za cel życiowy. Jest najniebezpieczniejszym szefem sycylijskiej mafii, a jednak jak zwykły chłopiec chce po prostu poznać dziewczynę ze swoich snów. 

Pomimo tego, że zawsze w moich recenzjach staram się wyrażać moją, niezmąconą innymi opiniami prawdę, to jednak nie jestem w stanie w jakiś sposób zapomnieć o tych wszystkich "OLABOGA NOWY GREJ". Cóż, samego rzeczonego dzieła koniec końców nie przeczytałam, ponieważ stwierdziłam, że być może tym razem posłucham tłumów, jednak "365 dni" wcale nie stało koło najgłupszych książek tego dziesięciolecia. Okej, nie jest to literatura wysokich lotów, książka jest zdecydowanie z gatunku, gdzie wszyscy ludzie tej ziemi ją umiejscowią, ale bez przesady z tym "olabogowaniem". Porównując do kilkunastu innych książek, w tym przedstawicieli również innych gatunków - muszę przyznać, że poza częściową ułomnością głównych bohaterów i typową zawartością książki erotycznej, praktycznie nie ma tutaj czego wywlekać na wierzch.

Sama pani Blanka Lipińska naprawdę nieźle pisze, czym byłam bardzo zdziwiona, kiedy wszyscy po kolei narzekali, jaka to okropna książka i autorka. Unika jak ognia błędów logicznych (co mnie samą zdziwiło), nie boi się opisów (zdziwienie numer 2) i w sumie cała opowieść trzyma jakiś tam poziom (zdziwienie numer 3). Oczywiście, bazując na dialogach tworzy książkę, którą da się czytać i nawet całkiem przyjemnie. Nie miałam ochoty rzucać o ścianę, cały czas utrzymywała się całkiem przyzwoita akcja, która doprowadziła do naprawdę ciekawego zakończenia, aż proszącego się o kolejną część. Okej, bądźmy szczerzy - książka Nobla Literackiego nie dostanie, nawet koło takiej nagrody stać by nie mogła. Niemniej, sama obecność zbliżeń głównych bohaterów nie wydaje mi się wystarczającym argumentem, żeby robić aż taką burzę. W szczególności, że jak pisałam - jedynie głównym bohaterom można coś zarzucić. Samej fabule, poprowadzeniu akcji, czy stylowi pisania, korekcie - już nie.

Podsumowując, sama uważam, że dobrze zrobiłam, biorąc sprawy w swoje łapki i dowiadując się o tej książce na swoich warunkach. Nie żałuję, ponieważ uważam, że niektóre osoby, które się wypowiadały wybitnie przesadzają - wiadomo, książki porównuje się pomiędzy podobnymi. Co znaczy, że nie porównuje się pana Tolkiena i twórczości pani Lipińskiej, tylko bierze się dwie książki o podobnej treści i wtedy można wyrzucać, ile tylko wlezie. Osobiście nie umiem się doczekać, aż przeczytam drugi tom, amen.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)