Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2018. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2018. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 7 maja 2019
piątek, 8 marca 2019

Książka ta zapoczątkowała cykl moich zaskoczeń niesamowitymi opowieściami. Podeszłam do niej raczej obojętnie, a okazało się, że w łapkach miałam jedną z najlepszych historii literatury młodzieżowej, jakie do tej pory powstały!
Tytuł: „Cinder i Ella"
Autor: Kelly Oram
Tłumacz: Joanna Nykiel
Liczba stron: 342
Data polskiego wydania: 31 stycznia 2018
Wydawnictwo: Dolnośląskie
W moim odczuciu: 10/10
Ella jak zwykle pisała ze swoim najlepszym przyjacielem Cinderem o jakiś błahostkach. Nagle jednak uległa tragicznemu wypadkowi. Jej mama zginęła, a ona sama musiała przeprowadzić się do ojca i jego rodziny. Najgorsze jednak było to, że miała poparzone aż 70% ciała. Całe szczęście, udało jej się ochronić twarz przed oparzeniami. Teraz musi sobie poradzić z bardzo nieprzychylną opinią ludności szkolnej. Dziewczyna nie wie, jak ma sobie poradzić, a nikt nie jest w stanie jej zrozumieć. Wtedy przypomina sobie o przyjaźni, która musiała zostać przerwana na czas rekonwalescencji. Pisze do swojego internetowego przyjaciela z przeprosinami. Nie oczekuje niczego, a jednak tym samym pomaga Cinderowi w jednych z najgorszych chwil jego życia...
Wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow.
Dzień dobry, dla tej książki zawaliłam nockę. Chyba wiecie, co to znaczy? Po pierwsze absolutnie zabraniam Wam czytania jej na dobranoc. Nie zaśniecie, nie ma opcji, próbowałam. Po drugie, absolutnie musicie ją przeczytać. Naprawdę musicie. Nalegam. Spójrzcie sami. Książkoholiczka po ciężkim wypadku znajduje swojego księcia z bajki w najmniej oczekiwanym miejscu i momencie. Połączyła ich miłość do dobrej lektury i blog, który Ella prowadziła dniami i nocami. Powiedzcie mi, że to nie brzmi znajomo. Och, po prostu pozycja obowiązkowa dla każdej fanki książek z marzeniami! Od lat czekałam aż dorwę taką historię. Lubię czytać o sobie w optymistycznych barwach to tak dopełnia mój pesymizm. Dobra, dobra, żartuję. Ale naprawdę, książka wprost stworzona dla wszystkich romantyczek, które kiedyś wzdychały do pana Darcy'ego, potem do Edwarda, a w końcu pokochały kogoś z aktualnej literatury młodzieżowej - w moim przypadku następująco: Dhirena, Patcha, Jace, Sylvaina, (gdzie pamięć do imion, gdzież ona polazła!), yyyy, (nie ma to, jak się zakochiwać w dokładnie co drugim bohaterze i nie mieć za grosz pamięci do imion, jestem Genialna, prawda?), Bonesa, Chaola, Rowana... (zwycięstwo!).
Teraz pewnie powinnam merytorycznie kontynuować swój wywód. Więc tak też postaram się uczynić, ale jest 2:19, więc miejcie dla mnie troszeńkę wytrwałości i herbaty (CZY NA SALI JEST HERBATA? MAMY PRZYPADEK KRYTYCZNY). W książce nawet przedstawiony został morał, jak to na baśń przystało. Ella stała się niepełnosprawną przez przypadek. Nigdy w życiu nie zobaczyła Cindera w prawdziwym życiu. Ta dwójka musiała przebyć naprawdę długą drogę, aby w końcu pozwolić sobie nawzajem na odnalezienie spokoju. Nie muszę chyba pisać, że było to przeurocze i przypomniało mi wszystkie najlepsze serie z gatunku literatury młodzieżowej? Kelly Oram wsadziła w te książkę całe serducho. A potem zabrała nam nasze. Pogniotła je porządnie Cinderem, po czym oddała pogniecione - gdzieś koło 4/5 nad ranem, jak już całkowicie powinniśmy spać, a nie, czekaj, to już wstawać. W każdym razie, czytając tę książkę i zagłębiając się w jej akcję, po prostu nie da się nie zaangażować. To po prostu trzeba pokochać i tyle. Każda romantyczka będzie zadowolona. Motylki w brzuchu. Niechęć do spania o 4 nad ranem. Tak, to są objawy dobrej książki. To były objawy Cinder i Ella.
Podsumowując, jak już mówiłam - czytajcie. Póki co grzecznie proszę, ale to dlatego, że chwilowo dorwałam herbatę. Warto poczytać o tym, jak nasze życie mogłoby wyglądać, gdybyśmy występowali w bajce. Zakochać się w naszym ideale po raz kolejny i wzdychać przez całą noc. Dlatego połowa kobiet na tym świecie kocha romanse i właśnie dlatego mówię Wam, że warto dać się porwać tej książce.
sobota, 2 lutego 2019

Takie zakończenia, jakimi raczyła nas Valentina Fast już pod koniec pierwszego tomu, zdecydowanie powinny być zakazane. Przecież ja się nie umiałam odgonić od tej drugiej części! T r a g e d i a! Naprawdę, tylko tyle mam do powiedzenia, ta książka jest uzależniająca!
Tytuł: „Kraina z Jedwabiu"
Autor: Valentina Fast
Tłumacz: Miłosz Urban
Liczba stron: 240
Data polskiego wydania: 9 maja 2018
Wydawnictwo: Media Rodzina
W moim odczuciu: 6/10
Czterech młodzieńców. Który z nich jest księciem? Na pewno wszyscy są niesamowicie uzdolnieni i mają naturalny dar do dogadywania się z kandydatkami na miejsce królowej, jednak cały kraj przez cały czas zadaje sobie pytanie, kto z nich okaże się tym prawdziwym następcą tronu. Takie same pytanie zadaje sobie Tatiana, przed którą kolejne wyzwania, które będą miały pomóc księciu stwierdzić, czy aby na pewno dziewczyna nadaje się na księżniczkę. Pojawi się dużo więcej miłości niż w pierwszym tomie, w końcu nie od dziś wiemy, że uczucie dojrzewa, jak również pojawi się jedno nieprzewidywalne wydarzenie, które... Cóż, będziecie musieli dowiedzieć się sami!
Wydaje mi się, że z tomu na tom autorka już zaczęła delikatnie zwiększać swoje możliwości, a przez to jej umiejętności zaczynają się uwidaczniać. Mam nadzieję, że oczywiście ta tendencja wzrostowa będzie w stanie potrwać przez wszystkie kolejne tomy, aczkolwiek mam dobre przeczucia. Klątwa drugiej części i tym razem nie nastąpiła. Zamiast rzucać o ściany, muszę przyznać, że chyba bawiłam się troszkę lepiej niż przy pierwszej części. Tym razem Valentina Fast postanowiła jeszcze bardziej rozszerzyć swoje horyzonty, a przez to również horyzonty książki. Wprowadziła do powieści dużo większą w porównaniu do pierwszego tomu dawkę miłości, jak również zaszalała z tym tajemniczym wydarzeniem, o którym nie chcę Wam za bardzo mówić, aby delikatnie, acz stanowczo wzbudzić Wasz apetyt.
Tatiana stopniowo zaczyna się zmieniać jako bohaterka. Przestaje snuć się po kątach, trochę bardziej stara się wyjść i zawalczyć o siebie. Idzie na układ, w ramach którego jej walka z eliminacjami będzie musiała się zakończyć już przy najbliższym wyborze, a dzięki temu powrót do domu zostanie jej umożliwiony. Muszę jednak również przyznać, że całość książki niebezpiecznie zaczęła przypominać telenowelę, choć być może widoczne to było już od pierwszego tomu. Niektóre wydarzenia trochę wołały o pomstę do nieba. Przykładowo tajemnicze spotkania naszych gwiazdek pod gwieździstym niebem być może na początku były czymś uroczym, jednak jak dziewczyna po raz piąty szła w to samo miejsce, żeby wydarzyło się mniej więcej to samo, to to było już dla mnie dećko za dużo.
Podsumowując, książka nadal dysponuje czymś niesamowicie uzależniającym. Muszę przyznać, że pomimo wszystkich wad, na które zawsze skrzętnie staram się dla Was zwracać uwagę, czytało mi się naprawdę przyjemnie. Być może nie jestem zakochana w tej serii już całą sobą, jednak dostrzegam w niej potencjał i muszę przyznać, że zdecydowanie ciężko mi jest się od niej oderwać. Mam nadzieję, że kolejne tomy będą równie dobre i pozwolą nam jeszcze lepiej się bawić.
czwartek, 24 stycznia 2019
„Deep" Kylie Scott
czytelnika.pl
15:23:00
0 Comments

W końcu nadszedł ten czas, że do przeczytania pozostała książka, której bohater wydawałby się niemożliwym do zeswatania. Po raz enty pojawiły się wątpliwości i po raz enty autorce udało się z nich wybrnąć z głową, w całkowicie oryginalny sposób.
Tytuł: „Deep"
Autor: Kylie Scott
Tłumacz: Marcin Kuchciński
Liczba stron: 280
Data polskiego wydania: 20 listopada 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 7/10
Pomimo tego, że opis wygląda jak spoiler, to spokojna głowa
Opisuje tylko zawartość pierwszych kilku stron, więc nic Was nie pogryzie
Ciemnooki Ben wydawałoby się, że ma wszystko. Jest członkiem najlepszego zespołu świata, nie może narzekać na biedę, a jednak czuje coraz bardziej dotkliwie, że czegoś mu brakuje. Lizzy jest niesamowicie zakochana w tym basiście. Od zawsze miała oklejone nim wszystkie ściany, a niedawno jej siostra Annie miała tą przyjemność spotkania innego członka zespołu, przez co szanse dziewczyny na poznanie idola wzrosły diametralnie. Niemniej, pojawiają się trudności, które udaje się dziewczynie pokonać na jedną noc... Książka się zaczyna od momentu, w którym niestety okazuje się, że Lizzy będzie zmuszona do zostania samotną matką. Nie ma pojęcia, jak powiedzieć o tym Benowi. Powraca myślami do historii ich relacji i... W końcu możemy się dowiedzieć, co się stało.
Zdecydowanie warto tym razem zwrócić uwagę na konstrukcję całej książki. Na początku może nam się wydawać, że:
a) pominęliśmy jakąś część;
a) pominęliśmy jakąś część;
b) autorka upadła na głowę i zdradziła nam zakończenie;
c) mamy halucynacje.
Natomiast spokojnie, przysięgam, że nie ma się czego obawiać. Po prostu idąc tropem oryginalności Kylie Scott mogliśmy się spodziewać podobnego obrócenia akcji o 180 stopni. Autorka generalnie najprawdopodobniej stwierdziła, że kolejne opisy tworzących się nowych związków mogą już trochę trącić schematem. Powraca więc tylko na krótką chwilę do wspomnień głównych bohaterów, a później zaczyna prowadzić akcję w całkowicie nowe, wcześniej nieodkryte rejony, gdzie wszystko opierać musi się całkowicie na zaufaniu, żeby nikomu nie stała się krzywda.
Książka oprócz tego, że zdecydowanie popłynęła zupełnie innymi rejonami, niż to zwyczajnie książki, a w szczególności opowieści o Stage Dive miały w zwyczaju, to jeszcze dodatkowo bardzo starała się nawiązać do poprzednich części. Być może gdyby mogłoby się pojawić jeszcze troszkę więcej wcześniejszych bohaterów, to oczywiście z całą pewnością nikt nie miałby tego za złe, jednak podejrzewam, że nie jest to koniec naszej przygody z romantycznymi losami bohaterów. Co prawda w tej części nawet nie tyle chodzi o wcześniej wspomniany romans, co o zwykłą przyjaźń. Lizzy potrzebuje pomocy. Najprościej w świecie mówiąc, nie jest w stanie poradzić sobie sama. Potrzebuje przede wszystkim pieniędzy na wychowanie dziecka. W trakcie ciąży postanawia zacisnąć pasa i nie być nikogo pasożytem, mało tego, dziewczyna chce udowodnić, że jest w stanie być samodzielna, co jest bardzo realistycznym podejściem bohaterki, choć nie do końca oczywistym.
Podsumowując, uważam, że książka dużo zyskała na tej zmianie tematyki. Wcześniej bardzo się obawiałam faktu, że taka zmiana tematyki okaże się czymś zbyt wielkim dla autorki, niemniej tamta niesamowicie dobrze sobie z tym faktem poradziła. Skupienie się na ukazaniu przyjaźni też było swego rodzaju nowością w tej serii, aczkolwiek uważam, że całość wyszła całkiem nieźle.
wtorek, 22 stycznia 2019
„Lead" Kylie Scott
czytelnika.pl
15:05:00
0 Comments

Nie mogłam długo czekać z zabraniem się za kolejne części niesamowitej opowieści, jaką są losy członków zespołu Stage Dive. Zdecydowanie musiałam zapoznać się z dalszą częścią, która wydawała mi się być może najbardziej intrygująca, ponieważ skupiła się na krnąbrnym wokaliście zespołu.
Tytuł: „Lead"
Autor: Kylie Scott
Tłumacz: Marcin Kuchciński
Liczba stron: 308
Data polskiego wydania: 18 lipca 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 7/10
Jimmy nokautuje asystentkę za asystentką. Ma naprawdę wiele problemów i psychicznych, i fizycznych. Nie radzi sobie z zajmowaną przez siebie pozycją i zdecydowanie za często sięga po narkotyki, papierosy i alkohol. Po raz kolejny ma mieć wybieraną asystentkę, jednak tym razem jest inaczej. Poszukiwana nie jest profesjonalna psycholożka, która będzie mu mówiła, jakim to jest niegrzecznym chłopcem. Wręcz przeciwnie, praca jest zaproponowana do jedynej dziewczyny, którą aktualnie chce wyrzucić prawnik zespołu - Luny, która odważyła się zakwestionować jego zdanie i przeciwstawić mu się. Od razu dzięki temu zaimponowała zespołowi, w związku z czym nowa praca czekała na nią już tuż za rogiem. Niemniej, długo później uświadamia sobie, że chyba podświadomie zakochała się w wokaliście...
Troszeczkę byłam zdziwiona już na samym początku, ponieważ książka widocznie różniła się wielkością od swoich poprzedniczek. W teorii jest to tylko dwadzieścia stron, w praktyce książka urosła o dwa centymetry. Ja jako Czytelnik zabiegany, rozsiany po paręnastu szeroko zróżnicowanych projektach stwierdziłam, że to powód dobry do paniki, jak każdy inny. Zaczęłam więc zwlekać z przeczytaniem przez kilka dni. Aż w końcu stwierdziłam, że czas skończyć z wymówkami i po prostu spróbować. Jak się później okazało, moja decyzja była bardzo słuszna, a sama książka jest naprawdę bardzo ciekawa, przede wszystkim przez wzgląd na oryginalność - zdecydowanie jest to domena Kylie Scott. Zawsze stara się dobrać taki temat, żeby Czytelnik był w stanie popłynąć z wiatrem i zaintrygowany przestać zwracać uwagę na to, co akurat się dzieje z jego sercem i czy przypadkiem nie jest akurat oddawane w ręce głównego bohatera jakiejś książki.
Tym razem całość wyróżnia się przede wszystkim tym, w jaki sposób główna bohaterka próbuje się bronić przed związkiem. Zresztą główny bohater płci męskiej nie jest od niej w niczym gorszy. Obydwoje marzą o przyjaźni, jednak zdają sobie sprawę, że serca nie da się oszukać. Postanawiają jednak spróbować odciągnąć się nawzajem od tego pomysłu, co w pewnych momentach wychodzi przekomicznie. Jeśli pokochaliście Mala we wcześniejszych częściach, to sytuacje z udziałem Jimmiego, powinny Wam również przypaść do gustu. Być może nie będzie to aż taki humor, jaki został nam przedstawiony w drugiej części, jednak zdecydowanie wydaje mi się, że jest w stanie oczarować spore grono Czytelników. Po raz kolejny mamy do czynienia z uroczą miłością, której drodze nie jest w stanie przeszkodzić nikt i właśnie to jest w tej książce takie dobre.
Podsumowując, jest to kolejny mało zobowiązujący romans, z którym bardzo miło da się spędzić wieczór. Jestem zadowolona z faktu, że udało mi się przeczytać tę książkę, ponieważ zachęciła mnie ona do sięgnięcia po kolejne części, co w pewnym momencie (tym, w którym zobaczyłam 2 cm różnicy pomiędzy tą książką, a poprzedniczkami) wydawało mi się niemożliwe.
poniedziałek, 14 stycznia 2019
"Play" Kylie Scott
czytelnika.pl
14:49:00
0 Comments

Absolutnie zakochana w pomyśle pani Kylie Scott, który wykorzystany został w pierwszej książce serii Stage Dive, postanowiłam spróbować z pozostałymi częściami cyklu, licząc na to, że dorównają swojemu poprzednikowi i pozwolą mi na spędzenie z nimi dużej dawki dobrego czasu. Czy jednak się udało?
Tytuł: „Play"
Autor: Kylie Scott
Tłumacz: Marcin Kuchciński
Liczba stron: 280
Data polskiego wydania: 20 marca 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 7/10
Mal w sumie nigdy nie miał własnej dziewczyny. Na jednej z imprez Davida i Evelyn poznaje niesamowitą dziewczynę, która wydaje się nieco smutna. Postanawia szybko ruszyć jej na ratunek i postanawia, że będzie jej rycerzem w lśniącej zbroi. Ma jednak ukryty motyw, w związku z którym proponuje jej układ - dziewczyna pomoże mu ocieplić jego wizerunek, a w zamian za to jej długi i problemy najzwyczajniej w świecie znikną. Niestety Annie jest postawiona pod murem, ponieważ niedawno nagle wyprowadziła się jej współlokatorka, która od dłuższego czasu nie dokładała się do czynszu, a mówiąc bardziej skrótowo - nie robiła absolutnie niczego, a jeszcze dodatkowo była w stanie zadłużyć się u naprawdę wszystkich. Teraz nadszedł czas poradzenia sobie z jej nieobecnością i długami, które tak naprawdę prawdopodobnie nigdy nie zostaną spłacone...
Mieliśmy okazję już poznać Mala w pierwszym tomie serii Stage Dive. Wszyscy Czytelnicy razem zapałali do niego miłością już wtedy, ponieważ został wykreowany na naprawdę niesamowitego mężczyznę, który dla przyjaciół jest w stanie zawsze się poświęcić, a jeszcze w to wszystko najprawdopodobniej zostanie wplątany jakiś żart, co dało nam obraz bohatera, o którym po prostu chciało się więcej przeczytać. Więcej i więcej. Choć sama miałam niewielkie wahania - zazwyczaj z moim szczęściem drugi tom serii okazuje się być tym najgorszym, to jednak w końcu postanowiłam zaryzykować i zostałam porwana w świat Mala, w którym nawet rozwalone łóżko ma ogromną wartość, dając sposobność wymyślenia dwustu pięćdziesięciu pięciu wymówek przed znajomymi. Wydaje mi się jednak również, że dopiero w tym tomie i właściwie tylko w nim, mamy jakąkolwiek szansę na zapoznanie się z prawdziwym charakterem bohatera. Widzimy go w sytuacjach złych i dobrych, co daje nam troszeczkę szersze pole widzenia niż kiedy był tylko postacią drugoplanową.
Cały pomysł na fabułę wydawał mi się niesamowicie oryginalny. Rzeczywiście wizerunek gwiazdy rocka być może w pewnym momencie powinien zacząć się stabilizować, a poza tym - podobny schemat jest wykorzystywany na tyle rzadko, że naprawdę muszę przyznać, opowieść czytało mi się prawdziwie przyjemnie. Być może pomysłowi z pierwszej części mimo wszystko jednak nie udało się dorównać, jednak główni bohaterowie zdecydowanie pozwolili się polubić i udało im się przeciągnąć mnie na ich stronę mocy. Cóż mam poradzić, przekupna ze mnie dziewczyna i gdy ktoś mi macha przed nosem dobrą historią z niesamowitymi bohaterami, naprawdę ciężko jest mi się opanować. Dobrym przepisem na książkę zawsze było i zawsze będzie wplatanie w nią takiej ilości humoru, abyśmy nie byli w stanie się pohamować. Właśnie to zostało wykorzystane przez Kylie Scott, której udało się napisać książkę, w której zakochane będą wszystkie romantyczki.
Podsumowując, książkę uważam za nawet być może trochę lepszą od pierwszej części, co zdecydowanie nie zdarza mi się za często. Mal nadał całej książce niesamowicie zabawnego, choć również romantycznego klimatu, co bardzo przypadło mi do gustu. Wydaje mi się, że romantyczki powinny być zadowolone, przez co warto sięgnąć po tę opowieść.
piątek, 11 stycznia 2019
„Bestia" L. A. Fiore
czytelnika.pl
15:25:00
0 Comments
Od zawsze byłam zakochana w baśniach, bajkach, opowieściach o księżniczkach, zamkach... Jestem w swoim życiu zawsze zamyślona, dziesięć kroków przede mną. Poza tym, remake czegoś, co już było z jednej strony wydaje się czymś trochę niesprawiedliwie dobrym, a z drugiej strony... Pamiętacie przysłowie jak coś jest głupie, ale działa, to nie jest to głupie? Znajduje zastosowanie.
Nr. recenzji: 224
Tytuł: „Bestia"
Autor: L. A. Fiore
Tłumacz: Paweł Grysztar
Liczba stron: 410
Data polskiego wydania: 12 grudnia 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
W moim odczuciu: 10/10
Nie podejrzewałam nawet, o czym może być ta książka. Z opisu, który wcześniej czytałam dowiedziałam się tylko tyle, że jest to jakaś wersja Pięknej i Bestii, ale jednocześnie, że jest to zdecydowanie wersja, w której się zakocham. Tak, zdecydowanie jestem bardzo przychylna takiemu a nie innemu opisowi, ponieważ wtedy wasze wyobrażenie jest bardzo jasne, a książka dopiero je modyfikuje na swoje potrzeby. Nie, nie jest to przedłużenie tamtej oryginalnej opowieści. Czy bym się domyśliła, że całość pochodzi od Pięknej i Bestii? Tak, prawdopodobnie tak. Czy jednak umniejszało mi to przyjemność z czytania tej książki? Och, wydaje mi się, że ta książka jest jedną z najlepszych, jakie ostatnio dorwałam.
Bazowanie na wcześniej wielokrotnie opowiadanej opowieści to jednocześnie spore ułatwienie, jak również bardzo duża odpowiedzialność. W każdym momencie czytania książki miałam w głowie wyobrażenie tej prawdziwej Pięknej i Bestii. Odróżniałam sobie dla zabawy fragmenty na których bazowano i te, które były całkowicie nowe. Bałam się, że w pewnym momencie uznam, że jest to za bardzo przekopiowane lub wręcz, że cały czas będzie mi przeszkadzał fakt, iż oryginał był lepszy. A jednak pani L. A. Fiore udało się stanąć na wysokości zadania i stworzyć coś naprawdę interesującego. Przede wszystkim podobało mi się, w jaki sposób wykreowani zostali główni bohaterowie. Już dawno nie spotkałam na swojej drodze czytelniczej podobnie hardych charakterów. Ponad to, autorka celowo nie starała się umniejszać ich wad, co bardzo mnie zaciekawiło i sprawiło, że książka wydawała się naprawdę niesamowicie realna.
Odwaga, czy głupota? Z całą pewnością części czytelników nie przypadnie do gustu to, że główna bohaterka nie postanawia choćby w jednej setnej przekonać głównego bohatera do zmiany swojego zachowania. Nie, stwierdza, że to co robi stało się poniekąd jego pracą, a to absolutnie nie definiuje go jako człowieka. Zdecydowanie jest to bardzo oryginalna myśl, pozostaje pytanie, czy jest trafna. Tym razem pozostawię interpretację mądrzejszym od siebie, osobiście podobało mi się, że postanowiono podejść do problemu od takiej strony. Styl autorki jest raczej zwyczajny - można zauważyć powtórzenia, natomiast dialogi napisane są bardzo prosto. Czyta się lekko i szybko, choć czasem można się znudzić kolejnymi powtórzeniami. Osobiście nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo, ponieważ niesamowicie wciągnęłam się w fabułę, natomiast zdaję sobie sprawę, że jest to spora wada.
Podsumowując, osobiście jestem całkowicie zakochana w tej książce. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, abym mogła pokochać ją mocniej, natomiast zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogą mieć problem ze stylistyką autorki - jak mówiłam, w książce występują powtórzenia oraz styl jest raczej prostoliniowy. Natomiast cała reszta - zależy jak do tego podejdziecie, czy zachowanie będzie dla Was odwagą, czy głupotą. Osobiście mi się bardzo podobało.
Podsumowując, osobiście jestem całkowicie zakochana w tej książce. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, abym mogła pokochać ją mocniej, natomiast zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogą mieć problem ze stylistyką autorki - jak mówiłam, w książce występują powtórzenia oraz styl jest raczej prostoliniowy. Natomiast cała reszta - zależy jak do tego podejdziecie, czy zachowanie będzie dla Was odwagą, czy głupotą. Osobiście mi się bardzo podobało.
czwartek, 6 grudnia 2018
środa, 5 grudnia 2018

Rebecca Donovan już raz nas zaskoczyła niesamowicie oryginalną serią, jaką okazały się Oddechy. Zaskoczyła nas niesamowitą kreacją bohaterów, akcji i w ogóle przedstawioną historią. Wszyscy Czytelnicy od razu ją zapamiętali, a teraz mięli szansę powrócić, aby znowu dać porwać jej literaturze. Czy jednak nam się uda?
Tytuł: „Gdybym wiedziała"
Autor: Rebecca Donovan
Tłumacz: Paweł Grysztar
Liczba stron: 410
Data polskiego wydania: 28 listopada 2018
Wydawnictwo: Feeria Young
W moim odczuciu: 8+/10
Rodzina Lany jest dość niestandardowa. Każda członkini ma cechę, którą większość społeczeństwa uważa za dobrą, aczkolwiek okazuje się, że niekoniecznie taką jest, a nawet wręcz przeciwnie - uważa się to za swego rodzaju klątwę. Przekleństwem Lany jest absolutna szczerość. Dziewczyna wiedziała, że pewnego dnia klątwa zemści się również na niej, jednak nigdy nie wyobrażała sobie, że będzie to aż tak dramatyczne. Nieświadomie bierze udział w napadzie na bank, a później jest naocznym świadkiem wydarzenia, które mogło doprowadzić do śmierci dziewczyny, a na pewno doprowadzi do trwałego kalectwa. Nie wie jednak, czy jej przekleństwo nie pogorszy sprawy również tym razem, więc postanawia milczeć. Tak więc pozwala wszystkiemu toczyć się własnym biegiem, stroniąc od jakiejkolwiek pomocy. Ma nadzieję tylko, że uda jej się jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
Muszę przyznać, że zapomniawszy już jak dobrą pisarką jest Rebecca Donovan, trochę nie wierzyłam w to, że książka rzeczywiście będzie tak dobra, na jaką się zapowiadała. Pamiętałam, że w trzeciej części Oddechów działo się już coś troszeczkę niedobrego, więc nie za bardzo wiedziałam i pamiętałam, czego oczekiwać. Postanowiłam jednak po prostu przeczytać, podchodząc do całości na luzie... i powiem Wam szczerze, że autorka mogłaby zostać zawodowym porywaczem. Od pierwszych stron zaskakuje nas oryginalnością całej opowieści. Skupia się na wykreowaniu historii tak oryginalnej, żeby nam od wszystkiego szczękały zęby. Kreuje bohaterkę, której nie można nazwać bohaterem. Jest zła, popełnia błędy i ma liczne wady. Widzimy kiedy dokładnie popełnia błędy, a jednak ona nie jest w stanie tego dostrzec, choć nie można stwierdzić, że się nie stara. Nie jest też typem infantylnej postaci, prawdopodobnym jest, że niektórym się taka wyda. Ona jest po prostu wykreowana na postać rzeczywistą i nie sposób jej tego odmówić.
Kolejną rzeczą na którą warto zwrócić uwagę jest fakt, na jak bardzo zaawansowanym poziomie udało się autorce manipulować akcją oraz wydarzeniami tak, aby Czytelnik nie był zaskoczony tylko na początku książki przez względu na niezwykły styl, czy traumatyczne wydarzenia, ale także w środku, czy pod koniec. W związku z tym nie muszę chyba dodawać, że akcja pędzi cały czas. Nie jestem trochę pewna, co też autorka przygotowała na nas w kolejnych częściach, aczkolwiek aktualnie więcej rzeczy jest zatajonych niż ja kiedykolwiek będę miała kotów, a planuję przyszłość starej panny z hodowlą kociaków. Nie mogę odmówić tego, że Rebecca Donoavn po raz kolejny stała się mistrzynią wyprowadzania nas w pole i udało jej się znowu osiągnąć sukces. Napisała książkę do tego stopnia oryginalną, że aż niepowtarzalną. Dotyczącą tak wielu wątków, że pomimo znania wszystkich szczegółów zbrodni - nadal toniemy w tajemnicach.
Podsumowując, nowa seria - Ani Słowa jest zdecydowanie warta zapoznania się z nią. Jeśli ktoś przepada za niełatwymi tematami, kryminałami, choć napisanymi w bardziej młodzieżowym stylu, a w dodatku opatulonych taką dawką tajemnicy, że szczęki Czytelników błąkają się gdzieś po parkietach, to chciałabym Państwu przedstawić właśnie tę serię. Czy będziecie zachwyceni już po pierwszym tomie? Bardziej użyłabym sformułowania zaintrygowani. Książka jest niezwykła, to pewne, jednak mam nadzieję, że cała opowieść będzie niesamowita.


