Insta


czwartek, 14 marca 2019

„Cinder i Ella. Tak się kończy bajka" Kelly Oram

Po przeczytaniu pierwszego tomu serii Cinder i Ella nie umiałam się doczekać kontynuacji. Tuptałam w pośpiechu, nie umiałam zasnąć, przewróciłam się z boku na bok jakieś 1500 razy, a potem... Okazało się, że nie miałam na co specjalnie czekać. #Jak Zwykle.

Nr. recenzji: 
246
Tytuł: „Cinder i Ella.
Tak się kończy bajka"
Autor: Kelly Oram
Tłumacz: Joanna Nykiel
Liczba stron: 376
Data polskiego wydania: 19 września 2019
Wydawnictwo: Dolnośląskie
W moim odczuciu: 3/10

Cinder i Ella są razem. W końcu po trzech latach znajomości poznali się w prawdziwym życiu i mogą być blisko siebie. Mało tego, mieszkają bardzo niedaleko, więc wszystko wskazuje na to, że będą mogli rozwijać swój związek i po prostu poznać się w prawdziwym życiu. Na drodze stają im jednak przeciwności. Tak między nami całe szeregi przeciwności. Tyyyyyyle przeciwności, że mnie trząsło... To znaczy, yyy, generalnie jest kiepsko. Rodzina Elli musi się odnaleźć w nowej sytuacji, a jednak obawiają się, że nie będą w stanie. Jej ojciec jest zdecydowanie przeciwny związkowi z gwiazdą filmową, a w szczególności taką, która uchodziła za kobieciarza. A jednak dziewczyna wie, że właśnie odnalazła prawdziwe szczęście i zamierza o nie walczyć. 

Opinia może zawierać śladowe ilości spoilerów.
Ale to dla Waszego dobra.

Naprawdę ciężko mi jest pojąć co mogło pójść nie tak. Tak cudowna pierwsza część. Każdy czytelnik, i to choćby jednego romansidła, idealnie mógłby wygrawerować na czole, co powinno znaleźć się w drugiej części. Nah, Kelly Oram na to nie wpadła. Zamiast rozwijania związku, co chyba na początku w ogóle nawet było w planach, bo na to się ewidentnie zapowiadało, kobieta postanowiła najbliższe 376 stron poświęcić... usamodzielnianiu się Elli. (*zbiorowy jęk niezadowolonego tłumu*) Bohaterowie nawet chwilę ze sobą pomieszkiwali, aczkolwiek to zdecydowanie okazało się niewystarczającym, aby zasiąść do rozwijania związku, czyli tego na co wszystkie czekałyśmy. Nie no, co tam. Lepiej zająć się karierą modelki, zdecydowanie bardziej nas to porwie. (*zbiorowy jęk jeszcze bardziej niezadowolonego tłumu*) Problem za problemem problem pogania. Bo niedajbożu, jeszcze zaczęlibyśmy się zastanawiać, czy bohaterowie może się przytulą. (głośne ekm z głębi duszy dochodzi) Przesadzam, pocałują. (ekm, ekm) Okej, okej. Porozmawiają o związku. 

Dobra, dobra. Postaram się merytorycznie opowiedzieć Wam - tym razem już bezspoilerowo, o wadach i zaletach książki. Fakt, usamodzielnianie się większości fanów serii wydało się tragedią narodową. Rozumiem, mi też. Aczkolwiek przedstawienie tego było z jednej strony odważnym przejawem tego, jak w sytuacji Elli rzeczywiście powinnyśmy się zachować. Nie wskakiwać na czerwony dywan. Nie zastanawiać się, jak tu zawojować światem. Wręcz przeciwnie, postarać się usamodzielnić na tyle, na ile będzie się dało. Pójść do własnej pracy. Zarobić na swoje utrzymanie, zamiast używać, ile wlezie. Zdecydowanie jest to morał, na który warto zwrócić uwagę. Kolejną ważną poruszoną sprawą był irracjonalny strach, który kryje się w większości z nas. Jest nam wpojony od kołyski. Nagość jest be, odsłanianie skóry nie na miejscu, a patrzenie na skórę z bliznami to w ogóle niedopuszczalne. Zwrócono na to uwagę z konkretnego powodu. Aby otworzyć nam oczy na problemy innych. Niemniej, mojej subiektywnej oceny tej książki nie zmieni. Podejrzewam patrząc na ocenę na lubimyczytać, że inni czytelnicy mieli podobne stanowisko. 

Podsumowując, osobiście jestem na nie. Pewnie inne recenzentki subiektywnie też powiedzą 3 razy nie, żegnamy, a jednak musicie pamiętać, że w tej książce jest też dobro. Okej, nie ma go aż tak dużo, jak wad, aczkolwiek napisałam Wam całkiem ładny drugi akapit. I nawet jest merytorycznie prawie poprawny. Czy było warto sięgnąć po tę część? Nie wiem, tak usilnie pragnę kolejnej, że właśnie sprawdzam, w jakim języku może mówić Kelly Oram. Jak angielski, to zakładam petycję o kolejną część. Wait, ona jest piosenkarką? A nie, to opis książki. Wybaczcie. USA! Kiedy startujemy z petycją? 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)