Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura Polska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 kwietnia 2022

„Cały ten czas" Hania Czaban

09:00:00 0 Comments

Burza, dla wielu z nas zwyczajne zjawisko pogodowe, jedni się jej boją, a inni nią fascynują. Dla Mar oraz reszty ludzi jest to element ich życia. Pojawiająca się Burza cofa czas o dwadzieścia cztery godziny. Od ponad pięciu tysięcy dni jest ciągle 21 czerwca 2106 roku.


Nr. recenzji: 611

Tytuł: „Cały ten czas"

Autor: Hania Czaban

Liczba stron: 408

Data polskiego wydania: 12 stycznia 2022

Wydawnictwo: We need YA

W moim odczuciu: 8/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska


Nastoletnia Mar mieszka na farmie z ciotką, jest przyzwyczajona do tego, że cały czas jest ten sam dzień. Nie wie, co stało się z jej rodzicami, ale pewnego, zwyczajnego dnia odnajduje w pokoju cioci kopertę, z dwoma nazwiskami i adresem. Nazwiska nie są przypadkowe, bo takie same jak jej. Dziewczynę ciągle zastanawia, co było przed burzą, a znalezienie koperty, popycha ją do tego, aby znaleźć odpowiedzi na swoje pytania. Wyrusza w podróż do Lublina, bo tam prowadzi ją adres na znalezisku, po drodze spotyka Artela, chłopaka, który zafascynowany jest fizyką i wynalazkami, razem postanawiają odwiedzić Miasto i znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania.


Książki wydawnictwa We need YA, są popularne, zazwyczaj dobre, a ich wydania przykuwają wzrok. Debiut młodej autorki odbił się szerokim echem w internecie, a powieść była widziana wszędzie, już wtedy miałam myśl, że chcę ją przeczytać, ale nieraz wolę przeczekać ten duży szał na jakąś pozycję. Od premiery minęło kilka miesięcy, więc nadszedł moment na moje zapoznanie się z powieścią Hani Czaban "Cały ten czas"

Przeżywanie cały czas tego samego dnia, momentu w życiu jest elementem, który znany jest w kulturze, czy to filmy, czy to książki z tym motywem są już na rynku. Uważam, że zrealizowanie tego tematu w sposób kompletny, pełny, jest nie lada wyzwaniem. Proces, który cofa czas to burza. W okolicach wieczora zbierają się ciemne chmury na niebie, zaczyna padać deszcz, a z oddali słychać grzmoty i widać pioruny. Hania wyjaśniła czytelnikowi fakt, w jaki sposób dochodzi do zatrzymania tego samego dnia, wiemy nawet, który jest rok. Wyobraźnia autorki, ale też kompetencje pozwoliły na stworzenie świata, który jest zrozumiały dla czytelników. Targetem powieści jest młodzież i lektura oddaje młodzieżowy styl, który nie jest przesadny, to nie jest infantylne. Dialogi pomiędzy bohaterami ich postawy i zachowania są na poziomie ludzi, którzy stają się młodymi dorosłymi.

Mar używa ripost, nawet gdy nie zna otaczających ją osób, jest w stanie wtrącić kąśliwą uwagę. Wie, kiedy zachować się poważnie i nie mówić za wiele. Ciekawska dziewczyna, która znajdując kopertę, nie zastanawia się długo, tylko przystępuje do działania. Zaraz po tym, jak wyrusza w podróż, spotyka Artela, wnioskuje, że chłopak jest od niej trochę starszy. Nastolatek przybiera postawę bardziej spokojną, niemniej jednak spontanicznie podejmuje decyzję o dołączeniu do dziewczyny. Poniekąd mają wspólny cel, Artel wykazuje się ogromnym poziomem wiedzy z zakresu fizyki, która może mieć związek z tym, co od ponad pięciu tysięcy lat przeżywają.

Bohaterowie dążą do celu, a wraz z nimi my, historia jest jednotomowa, jednak nie zadziwiałabym się, gdyby za jakiś czas pojawiła się kolejna część, ponieważ zakończenie pozostaje otwarte. Niektórzy lubią, gdy autor zostawia czytelnika z niedosytem, każdy może dopisać inne zakończenie. Osobiście jestem zwolenniczką zamkniętych zakończeń, z tej też przyczyny końcowa akcja nie przypadła mi do gustu. Została ona bardzo przyśpieszona, z jednej strony dynamika, a z drugiej zabrakło czasu na dokładniejsze wyjaśnienie i zakończenie głównego wątku.

Jeśli jesteście w nastoletnim wieku, lubicie motywy post apokaliptyczne, fantastyczne, albo jesteście starsi, a potrzebujecie dobrej rozrywki, to ta książka jest dla was. Świetni wykreowani bohaterowie, których polubienie zajmie wam chwilę i co jeszcze zapomniałam dodać, jeśli macie przesyt wątków romantycznych, to kolejny powód, aby sięgnąć po tę książkę. Nie ma w niej romansu, jest przyjaźń, współpraca, koleżeństwo, wartości, które są równie ważne, jak miłość, a czasem poświęcane jest im mniej uwagi. Debiut młodej autorki w pełni udany i zasługujący na to, by było o nim głośno. Świetne wydanie książki, miłe dla oka.

Recenzja powstała przy współpracy z Sofario


czwartek, 13 maja 2021

„Wszystko pochłonie morze" Magdalena Kubasiewicz

19:41:00 0 Comments


Morskie klimaty, motyw syren, podróży przez morze i oceny, to elementy, które zaczęły być popularne w ciągu ostatnich dwóch lat. Coraz więcej zaczęło powstawać książek w tym klimacie, poszłam za falą i wciągnęłam się w nurt morskich powieści.



Nr. recenzji:
sprawdzamy w kalendarzu

Tytuł: „Wszystko pochłonie morze"

Autor: Magdalena Kubasiewicz

Liczba stron: 412

Data polskiego wydania: 14 kwietnia 2021

Wydawnictwo: Uroboros

W moim odczuciu: 8/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska



Kiedyś syreny żyły wśród ludzi, teraz została po tym śmiertelna trucizna. Książę zostaje otruty Pocałunkiem Syreny, wielkim zdziwieniem jest to, że mężczyzna nadal żyje. Daje to nadzieje, na możliwość uratowania władcy. Aletha jest alchemiczką, której przyjaciel Leto służy na dworze. Chłopak prosi przyjaciółkę o pomoc. Sytuacja zaczyna się robić niebezpieczna, gdy ktoś zaczyna pragnąć śmierci władcy i osób z jego otoczenia. Sposób na zrobienie antidotum nie należy do najprostszych i bezpiecznych sposób, ale czego się nie zrobi, żeby w Księstwie powrócił spokój i dawna harmonia.

Czytelnik od razu zostaje wciągnięty w wir wydarzeń i akcji. Sprawia to, że początek nie jest nudny, ale też trzeba się skupić, aby wyłapać informacje i relacje pomiędzy bohaterami. Jednak z każdą stroną świat staje się coraz jaśniejszy i wyraźniejszy dla czytelnika. Lubię, gdy w książkach zarysowany jest cel, wiem, do czego książka dąży, mogę mieć jakieś przypuszczenia, które czasem się zgadzają, a nieraz nie. Oczywiście powieść ma również wiele innych wątków, wątek rodziny, historia księstwa magii i syren. Każdy z tych elementów dostaje swoje rozwinięcie i zostaje przedstawiony w ciekawy sposób, który interesuje czytelnika. Według mnie ważnym aspektem jest również to, że nie ma typowego dla książek młodzieżowych wątku miłosnego. Bohaterowie są pełnowymiarowi i różnorodni. Ich relacje i przeszłość, to coś, co lepiej, żeby czytelnik odkrył sam, ale muszę tutaj wspomnieć o Leto. Chłopak jest magiem, ma swoje zadania i obowiązki, zawsze walczy do końca i nawet gdy inni nie widzą już szansy na ratowanie księcia, to on wie, że nie powinien odpuścić i jest zobowiązany, aby zrobić wszystko to co w jego mocy. Aletha również jest postacią bardzo zaradną, obowiązkową i pełną werwy.

Bohaterowie są mocnym ogniwem książki, żadna postać mnie nie irytowała, nie sprawiała, że wywracałam oczami. Przypadło mi to gustu fakt, że imiona nie są polskie, jest to coś, czego niezwykle nie lubię i często mnie irytuje, imiona są ciekawe. Język Pani Magdaleny jest plastyczny, wszystko można sobie wyobrazić, że aż siedząc w słońcu, czułam powiew morskiej bryzy. Brak jakiekolwiek wulgaryzmów, czy scen nieodpowiednich dla młodych osób, przez co sądzę, że jest to idealna książka dla młodszej młodzieży. Wszystko fantastycznie, ale jak wszystko pochłonie morze, tak nie wszystko pochłonie mnie i tak jest z tą pozycją, czytało mi się nią dobrze, tylko brakuje w niej tego czegoś, co często jest ciężkie do opisania.

Podsumowując, "Wszystko pochłonie morze" jest lekturą godną polecenia i uwagi. Myślę, że jest to jedna z tych pozycji, która może przekonać osoby nieczytające polskich autorów do spróbowania czegoś z rodzimego podwórka. Dla osób, które nie lubią długo czekać, to muszę przyznać, że wartka akcja zaczyna się już od pierwszych stron. Na początku można się trochę pogubić, ale z biegiem przewracanych stron wszystko staje się jasne. Zakończenie było dla mnie zaskakujące i satysfakcjonujące, jest ono dobre. Całość uważam za bardzo dobry twór, tylko jest to moja fascynacja, a nie długowieczna miłość.


wtorek, 29 października 2019

„Okruchy gorzkiej czekolady. Morze ciemności" Elżbieta Sidorowicz

14:30:00 0 Comments





Nr. recenzji: 333
Tytuł: „Okruchy gorzkiej czekolady. Morze ciemności"
Autor: Elżbieta Sidorowicz
Liczba stron: 512
Data polskiego wydania: 24 września 2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
W moim odczuciu: 7/10
Autor recenzji: Daria Pogodzińska

Ania wraz z rodzicami przeprowadza się do domu, który jest umiejscowiony pod Warszawą. Budynek to dawny dworek lub fragment folwarku z około XX wieku. Domek jest otoczony ogrodami oraz pętelkami dróg, znajduje się tam również jeziorko. Ania i jej tata są zachwyceni, lecz tego entuzjazmu nie podziela matka dziewczyny. Na rodzinę czeka ogrom pracy, by całą posiadłość doprowadzić do ładu oraz zrobić potrzebne remonty. Ania jest uczennicą liceum plastycznego. W szkole dostaje wiadomość, która wstrząsa nią całkowicie. Doszło do wypadku samochodowego, rodzice Ani nie przeżyli. Dziewczyna zostaje sama, bez bliskich, sama w domu bez prądu, gaz, telefonu. Nastolatkę czeka długa droga, aby wyjść na prostą.


Sięgając po tę książkę, nie nastawiajcie się na historię łatwą i przyjemną, bo ta historia to przeżycia dziewczyny, która została dotknięta tragedią. Ania jest bohaterką realną. Ciężko jest jej sobie poradzić ze śmiercią rodziców. Popada w depresje, czuję się jeszcze bardziej przygnębiona, ponieważ nie ma ogrom bliskich osób, a rodzina, która jej pozostała nie daje jej bliskości. Dziewczyna w swoim życiu, na szczęście, spotyka osoby, które są jej obce, ale bardziej jej pomagają i troszczą się o nią, niż rodzina, która jej została. Ania ma swoje słabe chwile, sięga po alkohol, czujność innych osób, pozwala, by nastolatka się opamiętała. Zaimponował mi w niej stosunek do chłopaków i miłości, nie często zdarzają się takie dziewczyny. Czytając tę powieść, widziałam podobieństwo do trenów Kochanowskiego, może to przez to, że bardzo dokładnie omawialiśmy je na lekcjach polskiego. Skojarzyło mi się to dlatego, że nastolatka często ma rozważania dotyczące śmierci, życia po oraz Boga. Ma pretensje do Najwyższego o to, że zabrał jej rodziców. Zastanawia się, gdzie rodzice trafili po śmierci. Zadaje także dużó pytań retorycznych. Czytelnik ma głęboki wzgląd do przemyśleń bohaterki, jej obaw, leków, żalu. Wszystkie rozterki Ani emanują pięknym językiem, sentencje są głębokie, pozostawiają dużo do myślenia, ale także zachwycają językiem.


Minusem dla mnie jest długość książki, ponieważ czytało to mi się długo, w pewnym momencie byłam już zmęczona ciągłymi przemyśleniami postaci. Książka liczy sobie ponad pięćset stron i przepełniona jest tragedią. Jestem osobą, która lubi akcję. W tej powieści nie ma jej dużo, ale w drugiej połowie bohaterka powoli staje na nogi, ma mniej załamań, więcej przebywa z ludźmi, więcej się dzieje. Podoba mi się to, że sytuacja się poprawiła, oraz mój humor w trakcie czytania. Zapoznając się z bólem i cierpieniem towarzyszącym bohaterce, sam odbiorca popada w przygnębienie. Mimo tego, "Okruchy gorzkiej czekolady" to książka, która skłoni czytelnika do przemyśleń oraz do przeżywania bólu wraz z bohaterką. Lepiej nie nastawiać się na ogrom akcji, lecz na spokojną, dramatyczną opowieść o bólu i stracie. Sądzę, że książka jest odpowiednia dla każdego, dla osoby młodej i starszej, dla chłopaka i dziewczyny. Autorka dysponuje pięknym językiem, a dla osób lubiących opisy będzie to miód na serce. Powieść bardzo dobrze osadzona jest polskich realiach, można więc bardziej wczuć się w historię, w klimat i zwyczaje panujące w święta.

czwartek, 13 grudnia 2018

„Zbrodnia w wielkim mieście" Alek Rogoziński

15:34:00 0 Comments
Do sięgnięcia po twórczość pana Alka Rogozińskiego wszyscy mnie namawiali, kusząc wspaniałym humorem. Sama również byłam do tego pomysłu dość mocno przekonana, ponieważ nie jestem w stanie wyobrazić sobie chociażby czegoś lepszego na jesienne wieczory niż śmiania się w bazie stworzonej z koców i poduszek. Nastawiona byłam bardzo pozytywnie, jednak jak to zwykle bywa, troszeczkę się przeliczyłam w oczekiwaniach, niestety.

pastedGraphic.pngNr. recenzji: 212
Tytuł: „Zbrodnia w wielkim mieście"
Autor: Alek Rogoziński
Liczba stron: 336
Data polskiego wydania: 3 października 2018
Wydawnictwo: FILIA
W moim odczuciu: 4/10


Trzy kobiety zawsze uwielbiały swoją pracę. Miały wspaniałą szefową i pracowały w branży wydawniczej, którą szczerze kochały. Niemniej firma w końcu została sprzedana, a jej nowy właściciel okazał się bardzo nieprzyjemny w obyciu. Wszystkie bardzo szybko go znienawidziły. Pewnego wieczoru na babskim wieczorze omawiają dla zabawy, jak najlepiej byłoby go zabić, aby zatrzeć wszelkie ślady i w końcu przejąć firmę. O dziwo, kilka dni później okazuje się, że ktoś wykonał ich plan. Kto jest zabójcą? Co okaże się ważniejszym problemem: niechęć pracowników, długi finansowe, zazdrosna żona, a może jeszcze coś innego?

Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy oraz zapewne co spotyka zdecydowaną większość Czytelników, były naprawdę liczne żarty z Polaków. Z naszego życia, niezdecydowania, zamiłowania do picia, czy mrukliwości. Niemniej, często nie było to ukazywane jako typowe żarty, po prostu cała książka została napisana moim zdaniem niesamowicie bardzo "po Polskiemu". Przedstawia typowe polskie zachowania, z których często nie jesteśmy dumni, a jednak mnie samej przyszło dość ciężko się z nich śmiać. Wydaje mi się, że dużo ciekawsze są prześmiewcze opisy, które autor publikuje na swoim fanpage. Właśnie dzięki nim zadecydowałam o sięgnięciu po tę książkę, mając nadzieję, że cudowne historie spod bloku i z życia zostaną pociągnięte, rozwinięte tak bardzo, żeby móc płakać ze śmiechu. Niestety, uśmiech to było jedyne na co było mnie stać.


Być może dlatego, że autor niesamowicie bazował na opisach, często poświęcając im na mój gust nawet trochę zbyt wiele uwagi. W pewnych momentach naprawdę czułam przesyt, kiedy przez kolejnych pięć stron widziałam może dwie linijki dialogu. Wiadomo, w opisach całe ukazanie komizmu wychodzi całkowicie inaczej, często pozwalając na bardziej dogłębne opisanie sytuacji oraz uczuć bohatera, jednak bądź co bądź, kiedy odbyła się rozmowa SMS i calutka była wpisana do opisu, a nie potraktowana jak normalny dialog, to osobiście niestety miałam dość, to był limit, po którym już nie jestem w stanie udawać, że taki zabieg jest na porządku dziennym. Zdecydowanie łatwiej byłoby spędzić czas z tą książką, gdyby opierała się na rozmowach albo chociaż poświęcała im równie dużo czasu, jak opisom. W szczególności, że książka ma być raczej rozluźniającym kryminałem, nawet troszkę połączonym z obyczajówką, a nie fantastyką stylizowaną na George R. R. Martina.

Podsumowując, od samej książki oczekiwałam zdecydowanie więcej. W szczególności zdziwiona byłam, że praktycznie od pierwszych stron od razu było wiadomo, kto jest zabójcą. Nie, nie jestem aż takim Sherlockiem, żeby normalnie się tego domyślić, jednak nie wydaje mi się, że w ogóle jakieś domniemania się pojawiły. Cóż, książka zdecydowanie nie jest dla wszystkich. Polecam przeczytać sobie kilka rozdziałów chociażby stojąc w księgarni, aby przekonać się, czy specyficzny styl pisania autora nam pasuje. Osobiście mam nadzieję, że książka jest po prostu omyłkowo gorsza niż wszystkie inne i mam zamiar sięgnąć po jeszcze jakieś, aby na pewno udoskonalić swoją opinię. 

sobota, 1 grudnia 2018

„Obietnica" Ewa Price

12:17:00 0 Comments
Zabierając się za wybór tej książki, do głowy mi nie przyszło, że może być autorstwa polskiej autorki. W życiu! A jednak kiedy zaczynałam czytać, to nagle zauważyłam post na Facebooku samej autorki, który oczywiście angażował głównie polskich czytelników. Zdziwiona, postanowiłam przecierpieć...

Nr. recenzji: 
219
Tytuł: „Obietnica"
Autor: Ewa Price
Liczba stron: 473
Data polskiego wydania: 25 października 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
W moim odczuciu: 8/10

Najbardziej zobowiązujące obietnice, to te, które składamy sobie. Brian złożył sobie już wieki temu, że zemści się na osobie, która doprowadziła ojca do śmierci, a rodzinę do utraty majątku. Od tamtego czasu dzielnie walczył o swoje, kształcił się i rozwijał imperium biznesowe na nowo, aby w końcu mógł dokonać swej zemsty. Teraz w końcu nadszedł odpowiedni czas. Mężczyzna ma poznać córkę rywala, a już dawno temu postanowił ją ukraść i to właśnie przez nią ukarać ojca. Najpierw ratunek, później kwiaty, a następnie pełnowymiarowa randka. Gdy to wszystko okazuje się niewystarczające, szybko dorzuca jeszcze staż we własnej firmie. A jednak... Zadziwia go, że naprawdę zaczyna coś czuć do tej dziewczyny i obawia się, że jego plan może się nie powieść.

Nie spodziewałam się naprawdę, że ta książka zostanie rzeczywiście napisana na poziomie, który występuje na poziomie międzynarodowym. Nie zrozumcie mnie źle, jednak mając na uwadze te wszystkie książki pani Michalak, czy podobne, z którymi miałam okazję się zetknąć dzięki swojej karierze czytelnika, tudzież recenzenta a Obietnica to niczym prawdziwe niebo a ziemia. Uderzył mnie brak nawiązań do polskości, brak kreacji typowo polskich cech - wszystko działo się w Stanach Zjednoczonych i właśnie tak została przedstawiona cała książka. Niesamowitym jest, że rzeczywiście autorka się wczuła w to, jak napisane są zachodnie książki, chciała im dorównać i po prostu to zrobiła, dostosowując sobie tematykę pod taką, jaka ją najbardziej interesowała. Osobiście uważam, że ta książka to spory Polski sukces wydawniczy, być może nawet początkujący jakiś nowy trend na literaturę prostą, ale dobrą.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym chociaż mimochodem nie wymieniła wad książki. Przede wszystkim niektóre osoby mogą czuć się nieco zniesmaczone tym, jak bardzo infantylni są niektórzy bohaterowie książki, z naciskiem na główną bohaterkę. Rozumiem, że Brian jest zaciekawiony i zdziwiony jej oryginalnością, jednak gdyby nią była pasja do niszczenia mu dnia bez aż takiej dawki głupoty, to naprawdę byłabym szczęśliwsza, pewnie tak samo jak Wy, Drodzy Czytelnicy. Być może powinnam uwierzyć, że jest to zabieg celowy, który ma dodawać bohaterom dawkę realności i sprawiać, abyśmy zrozumieli celowość zachowań oraz po prostu, żebyśmy w książkę uwierzyli, jednak wydaje mi się, że nie do końca tak to zadziałało. Być może autorka chciała zrobić zbyt wielki progres jeśli chodzi o kreację bohatera i przez to narzuciła sobie zbyt skomplikowaną konstrukcję, nie wiem. W każdym razie nie wyszło świetnie.

Podsumowując, jeśli chcecie przeczytać coś polskiego, ale jednocześnie utrzymanego na poziomie równoległej literatury anglojęzycznej, to zdecydowanie mogę Wam polecić tę książkę Ewy Price. Aby ją przeczytać musicie jednak się uzbroić w zbroję z cierpliwości, ponieważ nie wszystko jeszcze zostało dopracowane, jednak wierzę w to, że w kolejnych tomach wszystko zostanie naprawione, a historia przypadnie nam do jeszcze bardziej.

wtorek, 14 listopada 2017

Ktoś umarł? TO BYŁ SPISEK, MOI DRODZY.

16:00:00 10 Comments






Nr. recenzji: 165
Tytuł: "Spisek Scenarzystów"
Autor: Wojciech Nerkowski
Liczba stron: 400
Data polskiego wydania: 30 sierpnia 2017
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ocena: 5/10

Zdecydowałam się, by przeczytać tę książkę oczywiście po wzmiance "komedia kryminalna". Połączenie wartkiej akcji, zagadek i solidnej dawki humoru od zawsze przemawia do wielu czytelników, w tym do mnie, nic dziwnego więc, że "Spisek scenarzystów" na pierwszy rzut oka wydaje się wielu książką idealną. Niemniej nic nie jest doskonałe...

Umiera producentka popularnego serialu kryminalnego. Paloma wysłała w piątek wieczorem ostatniego maila, a potem popełniła samobójstwo. Nikt nie jest w stanie w to uwierzyć. Sprawą zajmuje się policja, ale scenarzyści mają swoje domysły. Oczywistym jest, że osoby, które na co dzień wymyślają morderstwa na plan filmowy, nie będą w stanie przez dłuższy czas nie mieć swoich podejrzeń. Zaczynają prowadzić własne śledztwo, w którym podejrzani są wszyscy, bo każdy mógł mieć motyw. Jak dojdą do prawdy i co ona zmieni w ich życiu? W dodatku, dlaczego wraz z odejściem producentki serial ma tworzyć jedne ze swoich ostatnich odcinków?

czwartek, 20 lipca 2017

| 143 | "Friendzone" będąc w związkach? Sandra Nowaczyk

17:37:00 11 Comments
Nr. recenzji: 143
Tytuł: "Friendzone"
Autor: Sandra Nowaczyk
Tom: jedynie
Liczba stron: 408
Data polskiego wydania: 5 lipca 2017
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8+/10
Nie mogłam się oprzeć, kiedy zauważyłam, że dziewczyna, która jest jedynie o rok starsza ode mnie napisała książkę. A no i że wydaje ją moje ulubione wydawnictwo.  Nie wspominając oczywiście o chwytliwym tytule, wspaniałej okładce i... (chociaż przed czytaniem nie sprawdzałam) ciekawym opisie.

Tatum ma chłopaka, a Gryffin ma dziewczynę. Dobrze im w związkach, bo nie przeszkadzają im one w przyjaźni, którą pielęgnują od dzieciństwa. Wszystko zmienia się w noc balu maskowego. Chłopak w masce zaprasza dziewczynę, której nie rozpoznaje, do tańca. Wtedy coś się pomiędzy nimi zaczyna dziać. Zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Czar jednak pryśnie, gdy nadejdzie chwila odsłonięcia tajemnicy... Jednak oni nigdy przecież nie chcieli być razem. Dlaczego więc ten bal zmienia tak wiele?

wtorek, 24 stycznia 2017

| 113 | 'Zrywając z diabłem' Anna Kłossowska, Simon Dziak-Czekan

15:08:00 10 Comments







 Nr. recenzji: 113
Tytuł: 'Zrywając z diabłem'
Autor: Anna Kłossowska, Simon Dziak-Czekan
Tom: 1*
Liczba stron: 300
Data polskiego wydania: 2016
Wydawnictwo: SPDC Publishing CO
Ocena: 6/10

Po książkę sięgnęłam głównie dlatego, że zaciekawił mnie opis. Niby nic specjalnego, ale muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie spotkałam się z książką fabularną o biznesie. O jego prowadzeniu, problemach i życiu z nim. Jednak nie poradnikowo, nie sztucznie... lecz z fabułą, szczerze i prawdziwie. Wiele faktów mogłabym poddać wątpliwości, ale prawda jest taka, że być może gdzieś tam, w głębi Polski - taki główny bohater naprawdę istnieje.

piątek, 6 stycznia 2017

| 112 | "Latarnia Umarłych" Leszek Herman

14:53:00 17 Comments
Nr. recenzji: 112
Tytuł: Latarnia Umarłych
Autor: Leszek Herman
Tom: 1*
Liczba stron: 604
Data polskiego wydania: 23 listopada 2016
Wydawnictwo: Muza
Ocena: 7/10
 *jednocześnie jednotomówka i druga część 'Sedinum', chyba bohaterowie się powtarzają, z tego co zrozumiałam, ale nie brakowało mi żadnej informacji. 
Coraz bardziej się przekonuję do polskich autorów. Najpierw pan Remigiusz Mróz rozkochał mnie w swoich powieściach, a teraz nadszedł pan Leszek Herman, który już na okładce został porównany do pana Dana Browna. Sama bardziej bym się skłoniła ku Stiegowi Larsonowi, chociaż czytając jego książkę dobrnęłam do połowy, bo nie czułam się gotowa na taką literaturę... Styl jest podobny, ale pan Herman mimo wszystko bardziej do mnie trafił.

Paulina, Igor i Johann zostają wplątani w kolejną mroczną zagadkę dotyczącą morderstwa. Tym razem do dziewczyny dzwoni pan Karol z fascynującą historią. Słyszał, że ta robi reportaż o czymś, co go bezpośrednio dotyczyło. Paulina zgadza się na odczytanie tajemnic dziennika pana Karola, jednak gdy druga partia skanów ma dojść... Pan Karol zostaje w tajemniczych okolicznościach zamordowany. Co takiego skrywa tajemniczy dziennik, że ktoś był gotów za niego mordować?

niedziela, 16 października 2016

Booktour: | 103 | "Jak powietrze" Agata Czykierda-Grabowska

12:05:00 22 Comments
Nr. recenzji: 103
Tytuł: Jak powietrze
  Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Tom: 1
Seria: Między -
Liczba stron: 480
Data polskiego wydania: 20 lipca 2016 
Wydawnictwo: OMG Books
  Gatunek: New Adult
Ocena: 7/10

Witajcie w kolejnej recenzji! Tym razem z odsieczą przybył Book Tour, chociaż i tym razem zastanawiam się nad kupnem książki. Dlaczego? Po pierwsze, jak już wiele razy wspominałam jestem sroką okładkową, więc po prostu czuję w kościach, że potrzebuję tej okładki w moich zbiorach... Żeby zobaczyć kolejne powody lub też (anty)powody czytajcie dalej :))

Uwaga! Recenzja zawiera spore ilości sarkazmu i humoru. Czytelniku bądź gotowy psychicznie. Piszę to po ciężkim tygodniu. Uwierzcie mi, że nie mam wyboru. 

Książka [jak głosi okładka] jest pierwszą polską powieścią z gatunku New Adult. Z tym się zgodzę, chyba nie spotkałam się jeszcze z czymś podobnym w polskim wykonaniu. 
Pewnego dnia Oliwia gdzieś się bardzo śpieszyła i prawie przejechała Dominika. Po tragicznym złamaniu nogi, rozpoczynają się negocjacje o zawiezieniu chłopaka do szpitala. 

[- No chodź, zawiozę cię. - Ale ja nie chcę. - Ale MUSISZ?] 

Będąc w szpitalu chłopak prosi o odebranie jego rodzeństwa z przedszkola i podrzucenie dzieciaków do domu. Luzik arbuzik, nigdzie nam się nie śpieszy. Po pozytywnym wykonaniu zadania dziewczyna postanawia pomóc chłopakowi. Chce podwozić i odbierać jego rodzeństwo. Chyba nie ma na tym świecie osoby, która nie chciałaby szofera, nie? *Jeżeli jesteś tą osobą - zgłoś się! Dla paru szczęśliwców nagroda - szeroki uśmiech na mojej twarzy.* Parę dni później pomiędzy nimi zaczyna tworzyć się uczucie. Jednak, czy to może być takie proste?