Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Grisham. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Grisham. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 grudnia 2021

"Czas łaski" – John Grisham

09:00:00 0 Comments

 Każdy z nas wie, że sprawiedliwość i prawo to nie zawsze to samo. Między tymi dwoma jednostkami z reguły istnieje większe lub mniejsze napięcie. Sprawiedliwość domaga się jedności, prawo zaś staje zwykle po stronie bezpieczeństwa prawnego. W żadnej z książek Johna Grishama nie widać tego tak wyraźnie jak w "Czasie łaski". Zapraszam Was zatem do porywającego dramatu sądowego, w którym emocje sięgną zenitu. Autor stara się odpowiedzieć na nurtujące wiele osób pytanie: Czy zabójca zasługuje na to, by żyć? 


Nr recenzji: 497
Tytuł: "Czas łaski"
Autor: John Grisham
Tłumacz: Robert Waliś 
Data polskiego wydania: 13 października, 2021 
Wydawnictwo: Albatros 
Liczba stron: 608 
Autor recenzji: Julianna Kucner 
W moim odczuciu: 4/10


Miasteczko Clanton w stanie Missisipi znów jest podzielone, a adwokat Jake Brigance – znany z powieści i filmu "Czas zabijania" – ponownie znajduje się w centrum wydarzeń.
W Clanton do zabójstw dochodzi raz na kilkadziesiąt lat. Nic więc dziwnego, że takie wydarzenie elektryzuje społeczność całego hrabstwa. Zwłaszcza gdy ginie znany w okolicy zastępca szeryfa, Stuart Kofer.
Sprawcą okazuje się syn jego kochanki, szesnastoletni Drew Gamble. Wobec determinacji części mieszkańców miasteczka szanse chłopaka na to, że uniknie kary śmierci, są nikłe. Chyba że jego obroną zajmie się Jake Brigance, który już raz dokonał niemożliwego: doprowadził do uznania za niewinnego czarnoskórego mężczyzny oskarżonego o zabicie oprawców jego córki.
Jake tak naprawdę nie ma ochoty, by bronić Drew Gamble'a, ale jeśli on się tego nie podejmie, to kto? Kiedy uważnie przygląda się sprawie, odkrywa jej drugie dno. I jak przed laty ryzykuje własną karierę, bezpieczeństwo finansowe i życie swojej rodziny, by obronić chłopca przed końcem, który wszyscy mu wieszczą – komory gazowej.

Pierwszy raz miałam styczność z twórczością autora i muszę przyznać, że prawdopodobnie po raz ostatni.
Najbardziej przeszkadzał mi chyba format książki. Może to głupie, lecz dość mały, z małą czcionką, trochę nieporęczny, sprawiał, że automatycznie odechciewało mi się brnąć w dalszą historię Jake'a Brigance'a.
Sam styl pisania autora jest dość trudny w zrozumieniu dla przeciętnego czytelnika – ten zawiły, niepotrzebnie pomniejszony tekst, sprawiał, że albo robiłam się senna, albo jak najszybciej chciałam odłożyć książkę na półkę. Ewentualnie wyrzucić za okno, gdy trafiałam na te długie i nużące opisy. Dosłownie Grisham skupił się na każdym najmniejszym, lecz niepotrzebnym szczególe. (po co mi wiedzieć, że jakiś człowiek na pogrzebie jednego z bohaterów miał buty w kolorze czerwonego wina?) Zupełnie tak jakby starał się nad tą powieścią, ale aż za bardzo!
Oprócz tego strasznie zniechęcił mnie początek. Autor późno startuje z jakąkolwiek akcją, która zaintrygowałaby odbiorcę i zdecydowanie zbyt wyczerpująco wprowadza czytelnika w fabułę. Przez pierwsze dwieście stron mamy tylko i wyłącznie suche fakty.

Mimo że początki były trudne i już chciałam się poddać, akcja z czasem znacznie przyspieszyła i już nie zwalniała! Zdołałam zżyć się z bohaterami przez te pięćset stron, a ich dalsze losy budziły we mnie niepowstrzymaną ciekawość. To smutne, aczkolwiek nawet nie opłacało mi się na tym etapie odłożyć powieści. Naprawdę nie mogłam doczekać się zakończenia! Tylko że po raz kolejny mój zapał został ugaszony. Naczytałam się tyle pozytywnych opinii innych recenzentów, próbowałam doszukać się mnóstwa wartości, przymknąć oko na niektóre rzeczy, a i tak się rozczarowałam. Bo nie dowiadujemy się, co stało się z Drew Gamble'em. I to rozczarowanie kosztuje niestety tak niską oceną. Przez te sześćset osiem stron autor szykuje nas na emocjonujący proces, punkt kulminacyjny swojego utworu, ale po co nam on, skoro puenta nie istnieje?
Oczywiście, Grisham zawarł w swojej niekonwencjonalnej historii wiele wartości, mających charakter moralizatorski. Z humorem krytykuje przecież system prawny. Za sprawą wstrząsających wydarzeń przekonuje, że współczucie dla słabszych się opłaca. Wyraża nawet szczere oburzenie na ludzką chciwość! Ale co z tego skoro początek i zakończenie kompletnie leżą?

Z jednej strony szkoda mi tak nisko oceniać ukochanych, świetnie wykreowanych bohaterów i samo motywujące podejście autora do napisania tej książki. Widać, że posiada on niezwykłą, obszerną wiedzę w dziedzinie prawa i sprawnie tym manewruje, przedstawiając drastyczne wydarzenia, które na przykładzie nieistniejących postaci mają nas czegoś nauczyć. Nie przechodzę obojętnie obok tych wartości, starannie zaplanowanej fabuły i jego ciężkiej pracy. Sami jednak rozumiecie, że nie mam innego wyjścia, ponieważ warsztat Grishama totalnie leży. Pomimo tego, ciekawie było spróbować z thrillerem prawniczym. Nie zrażajcie się jednak, bo być może świat Grishama zaintryguje was bardziej niż mnie. W mojej opinii autor po prostu przedobrzył.

Wydawnictwu Albatros dziękuje za egzemplarz recenzecki, autorowi życzę dalszych sukcesów, natomiast czytelników tak jak zawsze proszę o komentarz poniżej :) 

Zapraszam również na naszego Instagrama, gdzie promowane są najświeższe nowości – @tzczytelnika <3


niedziela, 6 października 2019

„Firma" John Grisham

12:15:00 0 Comments


Numer recenzji: 318
Tytuł: „Firma"
Autor: John Grisham
Tłumacz: Krzysztof Obłucki, Lech Żołędziowski
Liczba stron: 480
Data polskiego wydania: 13 sierpnia 2019
Wydawnictwo: Albatros
W moim odczuciu: 9/10

Niestety nadchodzi moment kiedy musimy pożegnać lato. Na pożegnanie miałam okazję przeczytać powieść po której początkowo niczego dobrego się nie spodziewałam. Po przeczytaniu opisu stwierdziłam, że będzie nudna i mnie wymęczy. Ale... Okazało się, że książka jest świetna, a ja przeczytałam ją jednym tchem! Jak widać niektóre pierwsze wrażenia mogą być złudne, a zapoznanie się z powieścią było najlepszą decyzją. Chodzi o powieść "Firma" autorstwa Johna Grishmana. Mitch McDeere właśnie kończy studia prawnicze i staje przed wyborem kancelarii prawniczych. Mężczyzna należy do grona najlepszych studentów, dlatego też większość kancelarii stoi przed nim otworem. Początkowo Mitch dostaje propozycję z prestiżowych kancelarii znajdujących się na Wall Street. Jednak, gdy idzie na rozmowę o pracę do firmy "Bendini, Lambert i Locke" mieszczącej się w Memphis zmienia zdanie i postanawia zaryzykować. Główną przyczyną, która sprawiła, że wybrał tą pracę są pieniądze, zakup nowego samochodu i wzięcie niskooprocentowanego kredytu na budowę domu. Niestety jak się później okaże obiecane "złote góry" sprawią, że nasz bohater znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie... Jednak, czy Mitch'owi uda się uratować siebie i żonę? Tego dowiecie się czytając powieść "Firma" autorstwa John'a Grishman'a. Jak już wspomniałam wcześniej nie spodziewałam się po tej książce wiele. Jednak zostałam bardzo miłe zaskoczona. Pochłonęłam tę powieść w ciągu dwóch dni. I owszem muszę przyznać, że początek nie był dość zachęcający, jednak jak akcja zaczynała się rozkręcać nie mogłam się oderwać, a zakończenie wręcz wbiło mnie w fotel! Z czystym sumieniem muszę przyznać, że jest to jedna z lepszych książek, które czytałam w tym roku.
Mitch Mc Deere to główny bohater powieści "Firma". Jest to postać bardzo ambitna, która nie boi się podejmować ryzyka w swoim działaniu. Polubiłam go od początku. Zaimponował mi swoim charakterem i podejściem do życia. Niestety był też pewien moment w książce, kiedy miałam ochotę dać mu w twarz ze względu na jego poczynania, jednak ta niechęć nie trwała długo.
Abby McDeere to żona głównego bohatera. Jest to postać, którą również polubiłam od razu. Bardzo spasowało mi jej podejście do życia, głównie ze względu na to, że gdy jej mąż dostał dobrze płatną pracę, ona ze swojej nie zrezygnowała, co pewnie zrobiłaby większość kobiet, które znalazłyby się w jej sytuacji. Podziwiam ją również za jej wytrwałość i miłość do męża, który po rozpoczęciu pracy w kancelarii w domu przebywał sporadycznie. Ponadto ta bohaterka zaimponowała mi tym, że mimo wielkiego ryzyka jakiego miała się podjąć nie zawahała się. Nawet wtedy, gdy jej życie wisiało na przysłowiowym włosku. Język powieści jest bardzo prosty i zrozumiały, mimo, iż cała fabuła powieści kręci się wokół tematyki prawnej, a dokładniej prawa podatkowego. Nawet jeżeli gdzieniegdzie spotkamy słownictwo typowo prawnicze z kontekstu bardzo łatwo wywnioskować o czym czytamy. Dlatego też jeżeli macie ochotę na przeczytanie naprawdę świetnego thrillera, trzymającego w napięciu, aż do ostatniej strony to z całego serca polecam wam książkę "Firma" autorstwa John'a Grisham'a. Uwierzcie mi nie pożałujecie sięgnięcia po tę lekturę, a jedyne czego będziecie mogli żałować to nieprzespanych nocy i zaniedbanych obowiązków...