wtorek, 8 czerwca 2021

Pytanie i odpowiedź

15:37:00 0 Comments




 nr recenzji: 440

tytuł: Pytanie i odpowiedź

autor : Patrick Ness

data polskiego wydania: 1 lutego 2015

wydawnictwo: Zysk i s-ka

liczba stron: 528

autor recenzji: worldofidea

w moim odczuciu: 8/10





Pytanie i odpowiedź to drugi tom trylogii Patricka Nessa „Ruchomy chaos”, w którym ponownie spotykamy się z Toddem i Violą, których historia tak burzliwie zakończyła się w poprzedniej części. Naszym bohaterom nie udało się osiągnąć zamierzonego celu i tym razem przyjdzie im mierzyć się z konsekwencjami fiaska misji, znacznie większą ilością wrogów, ale co ważne – własnymi uczuciami i przekonaniami.  Postawieni po dwóch stronach barykady będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie co rzeczywiście ma dla nich wartość i czy ich charaktery i przekonania są na tyle silne, aby potrafili stać na straży własnych wartości nawet gdy świat staje w płomieniach.


Trudno jest napisać recenzje kolejnej powieści z serii nie zdradzając przy tym zbyt wiele szczegółów z poprzedniej. To co mogę powiedzieć, to to, że moja sympatia do Todda po lekturze Pytania i odpowiedzi jeszcze dodatkowo się wzmocniła, a nawet że zaczęłam patrzeć na Violę z nieco innej perspektywy. Podoba mi się jej oddanie sprawie, ale również to że nie przyjmuje bezrefleksyjnie wszystkiego co słyszy i potrafi dokonać samodzielnej analizy sytuacji. Moim zdaniem jest to spory postęp jeśli chodzi o rozwój psychologiczny tej postaci. Jeśli chodzi o strukturę to pytanie i odpowiedź bazuje na podziale dwustopniowym. Przede wszystkim, odmiennie niż miało to miejsce w „Na ostrzu noża”, tym razem patrzymy na wydarzenia zarówno z perspektywy Violi jak i Todda – naprzemiennie. Co więcej, Patrick Ness dokonuje wyraźnego podziału między dwoma frakcjami – dwoma zwalczającymi się ugrupowaniami, które w rzeczywistości mają jeden cel i nie powstrzymają się przed niczym, aby go osiągnąć. Choć taki dwupodział nie jest w literaturze niczym wyjątkowym i pojawia się już w klasycznych dziełach (jak choćby w Romeo i Julii Szekspira) to jednak jest on nieustannie aktualny. Zastosowanie takiego zabiegu pozwala na dokonanie pewnych porównań i skłania do pewnej refleksji, że niezależnie od tego kim jesteśmy i w jakim środowisku się obracamy to w gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy do siebie podobni.  Jeśli chodzi o oparcie powieści na kontrastach to trzeba też wskazać na rozgraniczenie świata dzieci (czy może raczej młodych dorosłych) oraz dojrzałych weteranów nowego świata. Todda i Viola jako przedstawiciele tej pierwszej grupy kierują się wartościami idealistycznymi, ale nie oderwanymi od rzeczywistości podczas gdy starsi wydają się zapatrzeni tylko we własne, jednostkowe i egoistyczne interesy i nie zawahają się przed niczym aby je osiągnąć.


Choć na jednym z portali czytelniczych „Pytanie i odpowiedź” zostało zakwalifikowane do kanonu literatury dziecięcej, niezupełnie zgadzam się z taką jej charakterystyką. Po pierwsze dlatego, że jest w niej dość sporo przemocy. Po drugie dlatego, że moim zdaniem jest w niej sporo metafor i zabiegów literackich, które młodszym czytelnikom mogą wydawać się niejasne. Niezależnie jednak od tego, z punktu widzenia nieco starszej niż dziecko osoby, uważam że także i dla dorosłych lektura tej pozycji będzie zajmująca. Pomijając bowiem niektóre elementy fantastyczne, skłania ona do refleksji nad stanem świata i tego co przekazujemy i przekażemy w przyszłości kolejnym pokoleniom.  

 

 

sobota, 5 czerwca 2021

"Piętna" – Urszula Król

08:00:00 0 Comments
Wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, czym tak naprawdę są choroby psychiczne. Uważają je za wyimaginowaną wymówkę na nasze lenistwo, nie będąc jednocześnie świadomym, że to właśnie oni mogą być jego przyczyną. Ludzka psychika jest niebywale skomplikowana. Z własnych doświadczeń powinniście wiedzieć, jak ciężko, zwłaszcza we współczesnym świecie, młodym ludziom jest utrzymać zrównoważoną postawę, bez ciągnących ich w dół demonów, wykreowanych przez ich własne lęki. Dopada nas niska samoocena, bliscy nie dają nam wsparcia, a samo życie nas okropnie doświadcza, bez zapowiedzi rujnując nasze dotychczasowe marzenia. Zaburza światopogląd, sprawia, że dusimy się we własnym umyśle. Zastanawiamy się, czy ten świat jest taki skomplikowany, a może to po prostu z nami jest coś nie tak. Urszula Król w swojej debiutanckiej powieści pokazuje jak bardzo ciężko, jest żyć z piętnem w umyśle, na ciele. Jak nasze życie może zostać zniszczone przez najbliższe osoby, które miały nam zapewnić bezpieczeństwo, oraz jak bardzo jutro jest nieprawdopodobne.
                                                    
Nr recenzji: 429
Tytuł: "Piętna"
Autor: Urszula Król
Data polskiego wydania: 6 maja, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 258
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10




Siedemnastoletnia Sabina robi wszystko, tylko po to, by zdobyć akceptację i miłość ze strony swojego ojca. Gdy ten pewnego dnia postanawia porzucić rodzinę, życie głównej bohaterki zamienia się w prawdziwy koszmar. Porzucona, obdarta z resztek poczucia bezpieczeństwa pomaga swojej matce przetrwać rozwód i nieświadomie zmienia się w rolę opiekunki. Dziewczyna, chcąc znaleźć sposób na ukojenie swojego cierpienia, rzuca się w niebezpieczny i pochłaniający wir życia towarzyskiego. Wkrótce sama, zaniedbując swoje własne potrzeby, opada na dno. Praktykując samookaleczenie, które staje się jej rytuałem uśmierzającym ból duszy, dopada ją przytłaczająca melancholia. Z każdym dniem nasila się w niej poczucie bezsensu życia, aż w końcu coś w niej pęka i zaczyna się dusić w otaczającym ją świecie.

"Czy miłość to dla mnie tak jak dla innych, pewnik, przeznaczenie czy jedynie mglista, niepewna opcja? Czy kiedykolwiek ktoś pokocha mnie ze wszystkim, czym jestem?"

O ile z większością książek nie mam problemu, by adekwatnie je zrecenzować i wraz z konstruktywną krytyką przedstawić odbiorcy, tak teraz, w mojej głowie tkwi totalna pustka. Coś czuję, że długo będę rehabilitować się po tej książce, z uwagi na to, jak dużo zawiera w sobie emocji, tych prawdziwych. Teoretycznie, czuję się, jakbym nie miała prawa tego czytać, jak gdyby był to czyiś osobisty pamiętnik. Z pewnością autorka musiała podzielić się z nami swoimi własnymi doświadczeniami, ponieważ wątpię, że ktoś nieobeznany w tej dziedzinie byłby w stanie wykreować do tego stopnia prawdziwych bohaterów z krwi i kości. Książka na pewno wzrusza, jest jak emocjonalna huśtawka, która pokazuje, jak jest na dole, z depresją, a jak na górze ze stanami maniakalnymi. Na pewno współczucie wzbudza główna bohaterka. Bo przecież jak taka młoda dziewczyna w wieku szesnastu lat, mogłaby bez szwanku unieść ciężar, któremu prawdopodobnie nie podołałaby większość dorosłych. 

Przy powieści nie da się nudzić. Narracja pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym jest jak wisienka na torcie, która idealnie pasuje do całości. Styl pisania autorki jest lekki, przyjemny i prosty. Wbrew pozorom nie zasypuje nas żadnymi psychologicznymi terminami ani definicjami, tylko właśnie pokazuje to ze strony zwykłego, słabego człowieka, który tak jak każdy w pewnym momencie ma przekroczony limit. 

Jedynym minusem, jaki spostrzegłam w książce była przewidywalność. Jestem świadoma tego, że przejście przez chorobę psychiczną, a zwłaszcza przez ChAD to ciężka droga z licznymi wzlotami i upadkami, aczkolwiek w pewnym momencie zmęczyłam się ilością tych złych wydarzeń. W przypadku tej historii byłam całkowicie pewna, że po burzy nie wychodzi słońce, tylko istne tornado. 

Reasumując, koniecznie musicie przeczytać tę książkę. Zapewniam was, że każdy znajdzie w niej, niezauważalną nawet namiastkę siebie. Odkryjecie w sobie coś, czego nie widzieliście wcześniej, utożsamiając się z autentycznymi bohaterami. Jest jak darmowa terapia. Szczególną uwagę zwracam na osoby wrażliwe. Osobiście, musiałam trochę odetchnąć, nawet jeśli stron nie było dużo. Czuję się jak po intensywnej wspinaczce górskiej, lecz nie pożałujecie. Zróbcie dla siebie przysługę i pamiętajcie, by nigdy się nie poddawać. Każdy z nas cierpi na własny sposób, ale tylko od nas zależy, jak to przyjmiemy i sobie z tym poradzimy. Nie bójcie się prosić o pomoc. Piętno to nie wstyd, tylko oznaka waszej odwagi.

Wydawnictwu Novae Res dziękuję za tę namiastkę niekonwencjonalności, której potrzebowałam, autorce życzę dalszych sukcesów i gratuluję za pełne oraz wzorowe obeznanie w sprawie, natomiast czyhających na nowości czytelników, tak jak zawsze, proszę o zostawienie krótkiej o krótkiej opinii :).

piątek, 4 czerwca 2021

,,Upadek. Slay Quartet. Tom 2" Laurelin Paige

10:20:00 0 Comments
Dość dawno nie brałam się za recenzowanie książek, zostawiając ten temat młodszym i bardziej ciekawym świata redaktorom. Jednak kiedy udało nam się otrzymać książkę ,,Upadek. Slay Quartet" z księgarni taniaksiazka.pl, nie mogłam się powstrzymać i rzuciłam się w wir recenzowania, ciesząc się z tego powodu jak dziecko. Od początku interesująca wydaje się tematyka opowieści. Dziewczyna zamknięta na wyspie, mająca się podporządkować, pod groźbą śmierci. Brzmi dość nowatorsko, jeśli weźmiemy pod uwagę tematykę innych książek romantycznych z ostatnich lat. Natomiast jej rozszerzanie zdecydowanie może pójść w ciekawą stronę, od razu także intrygujący wydał mi się fakt, że być może mniejsza ilość typowych miłosnych schematów będzie powielana w tej opowieści. 
                                                    
Nr recenzji: 429
Tytuł: ,,Upadek. Slay Quartet. Tom 2"
Autor: Laurelin Paige
Data polskiego wydania: 6 maja, 2021
Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki
Seria: Slay Quartet
Tom: 2
Liczba stron: 376
W moim odczuciu: 5/10

Celia wyobrażała sobie swoją przyszłość po ślubie inaczej. Na pewno nie myślała, że zostanie uwięziona na wyspie i usłyszy, że ma do wyboru spełnić wszystkie jego oczekiwania lub umrzeć. Dziewczyna nie jest skora do pozostawiania tego świata, dlatego postanawia przystać na propozycję Edwarda. Nie spodziewa się jednak, że wkroczenie w jego świat wzbudzi w niej tak głębokie uczucia. Tymczasem on sam, wydawałoby się, że kontroluje sytuację, ale tak naprawdę... 

Jeżeli chodzi o treść opowieści, to muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś innego. Myślałam, że książka będzie mroczniejsza, bardziej odważna, a tak naprawdę ukazano nam relację pomiędzy dwójką ludzi z bardzo delikatnej strony. Opisy skomplikowanego procesu, jakim jest budowa zaufania do mnie trafiły. Cała książka przypomina bardziej proces spełnienia marzeń młodej dziewczyny. Daleko jej do mocnego erotyk, który nam obiecywano. Niemniej, osobiście byłam zaskoczona tym, jak niewiele sprzeciwu w sobie miałam, gdy przejrzałam na oczy i ujrzałam prawdę. Nie zrozumcie mnie źle, na początku byłam mocno zdziwiona i zastanawiałam się, dlaczego autorka poszła tym śladem. Natomiast jedno muszę jej przyznać. Gdy wybrała swoją ścieżkę przez tę historię, poświęciła temu ogrom serca i zaangażowania. W książce, która miała tylko zaspokajać chęć rozrywki czytelnia, odwołała się do emocjonalnej strony, co jest posunięciem śmiałym i powinno zostać docenione. Zawinił opis, który obiecuje coś innego niż to, co oferuje opowieść. Dlatego właśnie podejrzewam, że książka nazbiera wiele różnorakich opinii, bo jej łagodność może zostać odebrana negatywnie. W każdym razie, ja ten proceder doceniam. 

Sama akcja prowadzona jest dość chaotycznie, ponieważ postacie spotykają się co kilka miesięcy. Niezrozumiały dla mnie jest dla mnie ten proceder, bo absolutnie nic nie wnosi do fabuły. Nie widać zbyt wielu zmian, które wskazywałby na podobny przeskok czasoprzestrzenny, nic naprawdę ważnego nie zostało nim osiągnięte. Dlatego jak z opisem, powstawało u mnie pytanie: po co. Jeżeli chodzi natomiast o kreację bohaterów to też mam pewne zastrzeżenia. Może dlatego, że mieli być zupełnie inni według opisu. Celia była trochę bezpostaciowa, a jej przeżyciom brakowało mi trochę ikry. Z drugiej strony Edward miał bezustanne wahania nastrojów, to też może zostać odebrane przez wielu czytelników jako ogromna wada. Natomiast nie umniejsza to temu, że książka w sumie mi się podobała. Była inna, ale dzięki tej swojej inności i mojemu nieprzygotowaniu na nią, zaintrygowała mnie. Budowanie relacji było przedstawione w sposób nietypowy dla książek tego gatunku, co jest zdecydowanie największą zaletą tej opowieści. Poza tym, była ciekawa i intrygująca. Szkoda tylko, że opis nie oddaje je treści i kreacja czasoprzestrzeni oraz bohaterów troszkę kulała. Dlatego właśnie najsprawiedliwiej będzie dać jej 5/10.

Jeszcze raz chciałabym bardzo podziękować księgarni za tak niesamowitą współpracę. Nie czekajcie, tylko sprawdźcie więcej romansów na taniaksiazka.pl :) 

Kup książkę -> kliknij tutaj.
Więcej romansów -> kliknij tutaj. 


środa, 2 czerwca 2021

"Kurs na śmierć" – Wojciech Wójcik

08:00:00 0 Comments
Nikogo nie dziwi fakt, że kryminały są jednym z najpopularniejszych gatunków. Dlaczego tak w ogóle po nie sięgamy? Odpowiedź jest oczywista, ludzie szukają mocnej dawki adrenaliny i napięcia, by zaspokoić swoje wewnętrzne pragnienie intensywnych emocji opartych na realnych wydarzeniach. Chcą również rozgrzać swój mózg, próbując rozwiązać tajemnicze zagadki i odgadnąć kim jest morderca. Spragnieni są serii tragicznych oraz krwawych zdarzeń. W końcu kto nie jest ciekaw tej mrocznej strony człowieka? Pozwólcie mi więc zaspokoić wasze ukryte pragnienie powodującego ciarki na ciele dramatu. W tym celu przybliżę wam jeden z najnowszych kryminałów Wojciecha Wójcika, pt. "Kurs na śmierć", w którym nie liczcie na znalezienie wszystkich przedstawionych powyżej cech.

Nr. recenzji: 425
Tytuł: "Kurs na śmierć" 
Autor: Wojciech Wójcik
Data polskiego wydania: 14 kwietnia, 2021
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 
Liczba stron: 696
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 3/10



Pewnego feralnego dnia na terenie fikcyjnej szkoły policyjnej w Legionowie dochodzi do brutalnego morderstwa. Ofiarą okazuje się być okryty złą sławą komendant, a jedyną wskazówką, jaką po sobie pozostawia, jest zdjęcie tajemniczej kobiety w jego portfelu. Kilka dni później z okna swojego mieszkania na terenie prestiżowej dzielnicy Warszawy wypada Olga Burzyńska. Samobójstwo czy kolejne morderstwo? Śledczy zajmujący się sprawą, wkrótce znajdują między nimi powiązanie. Okazuje się, że trzydziestolatka wysyłała zamordowanemu komendantowi erotyczne wiadomości, a dzień po jego śmierci widziana była w okolicach miejsca zbrodni. Do grupy śledczej zostanie włączony Paweł Łukasik – dawny as komendy głównej. Równolegle z nim sprawcy szuka młoda Agnieszka Jamróz, chcąca udowodnić światu, na co ją stać. Oboje odkrywają, iż pod osłoną nocy w akademii, miały miejsce niebywałe i przerażające wydarzenia. Miejcie oczy dookoła głowy, bo zarówno wśród wykładowców, jak i kursantów, są osoby gotowe zataić prawdę za wszelką cenę. Jak potoczy się dalej kwestia śledztwa i czy Paweł Łukasik wraz ze współpracownikami złapią groźnego mordercę? Jak sprawy się łączą i kto tak naprawdę jest niewinny, a kto jest oszustem? Tego dowiecie się, sięgając po tę długą oraz niekończącą się pozycje. Dosłownie, nie dajcie się zanudzić na śmierć ani zasnąć.

Cóż mogę więcej powiedzieć niż to, że jest to typowy kryminał pisany męską ręką. Pomysł na fabułę muszę strasznie pochwalić. Widać, że autor bardzo się przyłożył do tej książki i stworzył coś niekonwencyjnego oraz oryginalnego. Liczba stron trochę przeraża i słusznie. Akcja totalnie leży. Już od początku książka zaczęła mnie przynudzać i irytować. Zalani jesteśmy falą nowych bohaterów i wydarzeń, które w chaotyczny sposób przedstawił autor. Co prawda, w pewnych momentach byłam zainteresowania dalszym przebiegiem tej historii, ale czułam, że zmuszam się, by ją skończyć. Uwierzcie mi, potrzebne mi były ogromne pokłady cierpliwości, by się nie poddać. Powieść została niesamowicie dopracowana, ale moim zdaniem pisarz przesadził z ilością szczegółów, skupiając się na tym, by nie pominąć żadnego, najmniejszego. Co z tego, że mamy doskonałe, pełne tajemnic kryminalne tło, skoro sama historia nie trafia do czytelnika i gubi go w tych dłużących się wydarzeniach.

Kobiety wykreowane przez autora były wprost śmieszne. Okej, faceci pewnie myślą, że jesteśmy przewrażliwione na każdym punkcie bez wyjątku, lecz bez przesady, żeby każda bohaterka nagle zalewała się łzami lub przesadnie dramatyzowała na wieść o odległym wspomnieniu, niemającym dla niej tak naprawdę żadnego znaczenia. Rozumiem jakby jedna czy dwie postaci takie były, ale nie wszystkie! Od tego całego stereotypu, że kobiety są słabsze i bardziej podatne na ból psychiczny, chciało mi się dosłownie wymiotować. To nie zależy od płci, tylko od człowieka. Nie, żebym była w tym momencie feministką, aczkolwiek drodzy panowie, płeć żeńska wcale nie jest taka delikatna, jak wam się wydaje, a panie wam mogą to potwierdzić :).

Więcej minusów, jak i plusów nie byłam w stanie znaleźć. Miałam trochę problem z dialogami, gdyż nie do końca było wiadomo, kto w danym momencie się wypowiada, ale wystarczyło przeczytać tę stronę od początku kilka razy i dało się z tym dojść do ładu. Jeśli chodzi o samego mordercę, nie domyśliłam się zakończenia i muszę przyznać, że się zaskoczyłam, chociaż spodziewałam się czegoś bardziej prawdopodobnego. Po przeczytaniu ostatniego zdania uwierzyłam w to, że będzie druga część, ale szczerze to po nią nie sięgnę.

Reasumując i chcąc jak najszybciej pozostawić tę powieść za sobą, fanom kryminałów z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę. Jako aspirująca czytelniczka owych pozycji, nie jestem przekonana do stylu pisarskiego autora i bezsensownie rozciągniętego śledztwa, które przez większość czasu po prostu przynudza. Widziałam wiele pozytywnych opinii, więc może akurat wam, powieść przypadnie do gustu i znajdziecie w niej to, czego ja ujrzeć nie mogłam. Jedyne co mogę dodać na koniec to to, że gdyby autor popracował nad bardziej dynamiczną akcją, oceniłabym tę książkę znaczenie wyżej.

Wydawnictwu Zysk i S-ka bardzo dziękuję za nadesłany egzemplarz, autorowi życzę dalszego przypływu weny twórczej i rozwoju, a czytelników tak jak zawsze proszę o krótki komentarz poniżej uwzględniający wasze przemyślenia po przeczytaniu recenzji :).

wtorek, 1 czerwca 2021

"Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe" Izabela Skrzypiec - Dagnan

18:48:00 0 Comments
       

    Ach, te podróże małe i duże... Podróże do nieodległych miejsc albo wręcz przeciwnie - na drugi koniec świata. Może jednak nie wybierajmy się aż tak daleko. Zapraszam zatem w Beskidy, do niewielkiego miasteczka u stóp gór. To tam udała się w krótką, jak początkowo planowała, podróż, bohaterka nowej książki Izabeli Skrzypiec - Dagnan. Czy ten wyjazd podjęty pod wpływem chwili, nieprzemyślany do końca, zmieni życie Tiny i stanie się jej "wyprawą życia"?      



                        Tytuł: "Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe"
                                                                                                                                                                           Autor:  Izabela Skrzypiec-Dagnan 
                                                                                                                                                                           Data wydania: 18.05.2021
                                                                                                                                                                           Wydawnictwo: Izabela Skrzy Zyski S-ka

                       Liczba stron:  380

                       Autor recenzji: Magdalena Kwapich

                                                                                                                                                                            Moja ocena: 7/10




       Tina Wagner, trzydziestoletnia wzięta graficzka, zaangażowana w swoją pracę, zaczyna doświadczać „kryzysu wieku młodego”. Jest smutna, doskwiera jej samotność, bo nie tak dawno odwołała własny ślub. Ma wrażenie swojej niedojrzałości, wręcz niesamodzielności. Podświadomie, intuicyjnie szuka pomysłu na siebie. I przypadkiem go znajduje, spontanicznie podejmując decyzję o wyjeździe w góry. Zamierza chwilowo zatrzymać się w domu długoletniej przyjaciółki rodziny, cioci Janki, zmarłej tragicznie przed kilkoma miesiącami. Janka to niezwykle barwna postać, aktorka, która po zakończeniu kariery w Anglii, powróciła do Polski i zamieszkała w małym, nieco zniszczonym domku, nieopodal starego, nieczynnego już młyna.  
     Tam właśnie, po długiej podróży, dociera Tina i rozpoczyna swoją beskidzką przygodę, pełną nieoczekiwanych przypadków, zwrotów akcji, tajemnic wymagających wyjaśnienia. A w nowym miejscu Tina poznaje różnych ludzi, niektórzy nie są do niej przyjaźnie nastawieni, traktują ją z nieufnością właściwą dla przybysza z obcych stron, ale z innymi nawiązuje bliższe relacje. Zaprzyjaźnia się więc z Rozalią, malarką aniołów, której życie wcale anielskie nie jest czy też ze zbuntowaną nastolatką, Elizą. Jest także sąsiad, Robert Luberacki i  zagadkowy, melancholijny Marcin o agrestowym oczach. Jaką rolę odegrają w powieści? Wyjaśnienie przyniesie lektura tej książki. Wracając jednak do głównej bohaterki, Tina dość szybko przekonuje się do swojego wiejskiego siedliska i rozpoczyna nowe życie, z dala od rodzinnego Gdańska. Odkrywa swoją drugą naturę - spełnia się jako ogrodniczka, dużo czasu poświęcając na uprawę ziół, warzyw, kwiatów. Zaczyna żyć rytmem natury, wsłuchując się w odgłosy przyrody, niespiesznie, powoli. Spokój Tiny zostaje jednak zburzony, pojawieniem się pewnego mężczyzny, ale przede wszystkim za sprawą „puszki Pandory” - odkrycia tajemnicy ciotki Janki. Jakiej, nie zdradzę.  
     „Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe” to naprawdę udana powieść, mimo wykorzystania w niej kilku mało oryginalnych, często powtarzanych w innych utworach literackich, motywów. Wymienię tu choćby wątek podróży, wątek poszukiwania własnej tożsamości czy niewyjaśnionych tajemnic rodzinnych. Uważam jednak, że ta książka jest ciepłą, pełną uczuć opowieścią o wszystkich kolorach życia - od radości, spokoju, ukojenia po smutek, troskę, cierpienie, bo pisarka nie unikała w niej tematów trudnych, niełatwych. Opowieścią napisaną pięknym, literackim językiem, z wyraźnie zauważalną dbałością o detale, szczegóły. Akcja książki toczy się powoli, wręcz leniwie, doskonale współgra z przyrodą, która staje się jej drugim bohaterem. Rozsmakowałam się w pięknych, urokliwych opisach bukowych zagajników, dzikiego sadu, kwitnących łąk, chmur. Urzekł mnie pełen magii obraz wiekowego dębu - drzewa wotywnego. I te niezwykłe nazwy różnych faz Księżyca: Pełnia Kwiatowa, Księżyc Łąk, Pełnia Błyskawic. Autorka jest niewątpliwie uważną i czułą obserwatorką przyrody. Dodatkowo ciekawie wprowadzony, zaskakujący wątek metafizyczny, odebrałam go jako swoiste, niematerialne porozumienie dusz, współodczuwanie.  
      Podobnie dopracowana jest fabuła powieści, przemyślana, nieprzypadkowa, wciągająca, bo nieprzewidywalna. Jej bohaterowie to ludzie prawdziwi w swych emocjach, radościach i smutkach, mocno przenikają do głowy i serca. Niejednoznaczni, niekoniecznie budzący sympatię od pierwszego spotkania, pełni rozterek, ale dzięki temu szczerzy i realistyczni. Ot, tacy ludzie z sąsiedztwa ze swoimi problemami, tajemnicami, zmartwieniami.  
      Powieść Izabeli Skrzypiec-Dagnan urzekła mnie takim niespiesznym podejściem do życia, umiejętnością przyglądania się światu i ludziom ze skupieniem, dociekliwością i przychylnością. Pozwoliła na chwilę refleksji nad tym, co naprawdę jest w życiu ważne i jak zmienne są koleje naszego losu, czasem słoneczne, czasem deszczowe… A dodatkową zachętą do sięgnięcia po książkę „Kwietniowe deszcze, słońce sierpniowe” jest także jej okładka, starannie zaprojektowana, wielobarwna, miła dla oka, z intrygującą postacią kobiecą na tle zielonych wzgórz i nieco zachmurzonego nieba. Zachęcam do lektury tej powieści!