Insta


piątek, 2 lutego 2024

"Flame moon" - Jedersafe

Wystarczy być cierpliwym, konsekwentnym i wierzyć w swoje możliwości, a wtedy wszystko ci się uda.



Tytuł: Flame moon

Autor: Jedersafe

Data wydania: 31.01.2024

Wydawnictwo: Amare

Liczba stron: 666

Moja ocena: 2/10

Autor recenzji: Wiktoria Sroka




Jak daleko posuniesz się, by chronić najbliższych i pomścić ich krzywdę? Cudem wyrwana z rąk śmierci Francy powoli wraca do siebie w szpitalu. Gdy odzyskuje przytomność, a rodzina i przyjaciele nareszcie mogą odetchnąć z ulgą, okazuje się, że dziewczyna ma poważne problemy z pamięcią. Francy kolejny raz będzie musiała zmierzyć się z traumą i odnaleźć w sobie siłę, by jak najszybciej odzyskać wspomnienia. Nie jest jednak sama. Przy jej boku wiernie trwa Dominic, którego nieustannie dręczą wyrzuty sumienia. W końcu to właśnie jego wróg, Bruce Nordwood, próbował odebrać mu to, co dla niego najcenniejsze. Obaj wciąż depczą sobie po piętach i obaj mają równie silne powody, by zniszczyć siebie nawzajem. Który z nich okaże się silniejszy i bardziej zdeterminowany w dążeniu do celu? Ile ludzkich istnień pochłonie żądza zemsty i wymierzenia kary za nieodkupione winy?


Bardzo rzadko zdarza się, że twórczość danego autora przekreślę po jednej książce, wielokrotnie powracam do innych książek bądź kontynuacji, co czasem okazuje się dobrą decyzją. Tym razem jednak żałuję, że nie skończyłam na jednej książce autorki, mając nadzieję na poprawę, postanowiłam zaryzykować i przekonać się o tym, iż czasem nie warto dawać drugie szanse.


Pierwszą kwestią, która wzbudziła moją niechęć, była przewidywalność, którą zauważyłam już przy pierwszym tomie, jednak pozostawała nadzieja, iż co do kontynuacji mylę się. Jak ogromne było moje rozczarowanie, gdy już w opisie dowiedziałam się o czymś, czemu autorka zaprzeczała. Chcąc nie chcąc zadziałało to na niekorzyść końcowej oceny. Nie mogłoby, by się obejść bez wstawki o bohaterach, którzy w części pierwszej pomogli zatonąć historii, czy tak było i tym razem? Śmiało mogę powiedzieć, że niektóre rzeczy nie zmieniają się i z bólem, bardzo słaba kreacja bohaterów również. Po raz drugi mamy do czynienia z bohaterami, o których bardzo łatwo zapomnieć. Co do głównych bohaterów, dalej podtrzymuję, iż autorka zmarnowała ich potencjał, nie tylko tworząc postacie bez osobowości, ale i pokazując toksyczne podejście do relacji, uzależniając siebie, swoją wartość, ale i swoje szczęście od drugiej osoby. I o ile mogę się z tym nie zgodzić, tak w czasach, gdy mocno zaburzone jest podejście do niektórych rzeczy, a zwłaszcza brak zrozumienia co jest dobre w relacjach, nie mogę nie poruszyć tego. Co do stylu autorki, tutaj należy się pochwała, widać różnicę względem pierwszej części, jednak dalej zabrakło mi w nim czegoś, dzięki czemu chciałbym poznawać losy bohaterów, czegoś, co chciałoby mnie zatrzymać przy tej historii na dłużej.
Podsumowując, uważam “Flame moon” autorstwa Jedersafe za historię, która miała odmienić moją opinię o twórczości autorki, jednak dostrzegam w niej zbyt wiele niuansów, by tak się stało. Mimo wszystko jednak nie odradzam Wam jej, uważam, że warto przekonać się na własnej skórze czy dana opowieść nam się spodoba, dla mnie koniec tej książki był równoważny końcowi mojej przygody z książkami Jedersafe.


Wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz do recenzji, autorce życzę wielu sukcesów a was czytelników zapraszam po więcej książkowych doznań na naszego Instagrama tzczytelnika.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)