Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Kuchciński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Kuchciński. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 stycznia 2019

„Deep" Kylie Scott

15:23:00 0 Comments

W końcu nadszedł ten czas, że do przeczytania pozostała książka, której bohater wydawałby się niemożliwym do zeswatania. Po raz enty pojawiły się wątpliwości i po raz enty autorce udało się z nich wybrnąć z głową, w całkowicie oryginalny sposób. 

Nr. recenzji: 
231
Tytuł: „Deep"
Autor: Kylie Scott
Tłumacz: Marcin Kuchciński
Liczba stron: 280
Data polskiego wydania: 20 listopada 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 7/10

Pomimo tego, że opis wygląda jak spoiler, to spokojna głowa
Opisuje tylko zawartość pierwszych kilku stron, więc nic Was nie pogryzie

Ciemnooki Ben wydawałoby się, że ma wszystko. Jest członkiem najlepszego zespołu świata, nie może narzekać na biedę, a jednak czuje coraz bardziej dotkliwie, że czegoś mu brakuje. Lizzy jest niesamowicie zakochana w tym basiście. Od zawsze miała oklejone nim wszystkie ściany, a niedawno jej siostra Annie miała tą przyjemność spotkania innego członka zespołu, przez co szanse dziewczyny na poznanie idola wzrosły diametralnie. Niemniej, pojawiają się trudności, które udaje się dziewczynie pokonać na jedną noc... Książka się zaczyna od momentu, w którym niestety okazuje się, że Lizzy będzie zmuszona do zostania samotną matką. Nie ma pojęcia, jak powiedzieć o tym Benowi. Powraca myślami do historii ich relacji i... W końcu możemy się dowiedzieć, co się stało.

Zdecydowanie warto tym razem zwrócić uwagę na konstrukcję całej książki. Na początku może nam się wydawać, że:
a) pominęliśmy jakąś część;
b) autorka upadła na głowę i zdradziła nam zakończenie;
c) mamy halucynacje.
Natomiast spokojnie, przysięgam, że nie ma się czego obawiać. Po prostu idąc tropem oryginalności Kylie Scott mogliśmy się spodziewać podobnego obrócenia akcji o 180 stopni. Autorka generalnie najprawdopodobniej stwierdziła, że kolejne opisy tworzących się nowych związków mogą już trochę trącić schematem. Powraca więc tylko na krótką chwilę do wspomnień głównych bohaterów, a później zaczyna prowadzić akcję w całkowicie nowe, wcześniej nieodkryte rejony, gdzie wszystko opierać musi się całkowicie na zaufaniu, żeby nikomu nie stała się krzywda.

Książka oprócz tego, że zdecydowanie popłynęła zupełnie innymi rejonami, niż to zwyczajnie książki, a w szczególności opowieści o Stage Dive miały w zwyczaju, to jeszcze dodatkowo bardzo starała się nawiązać do poprzednich części. Być może gdyby mogłoby się pojawić jeszcze troszkę więcej wcześniejszych bohaterów, to oczywiście z całą pewnością nikt nie miałby tego za złe, jednak podejrzewam, że nie jest to koniec naszej przygody z romantycznymi losami bohaterów. Co prawda w tej części nawet nie tyle chodzi o wcześniej wspomniany romans, co o zwykłą przyjaźń. Lizzy potrzebuje pomocy. Najprościej w świecie mówiąc, nie jest w stanie poradzić sobie sama. Potrzebuje przede wszystkim pieniędzy na wychowanie dziecka. W trakcie ciąży postanawia zacisnąć pasa i nie być nikogo pasożytem, mało tego, dziewczyna chce udowodnić, że jest w stanie być samodzielna, co jest bardzo realistycznym podejściem bohaterki, choć nie do końca oczywistym.

Podsumowując, uważam, że książka dużo zyskała na tej zmianie tematyki. Wcześniej bardzo się obawiałam faktu, że taka zmiana tematyki okaże się czymś zbyt wielkim dla autorki, niemniej tamta niesamowicie dobrze sobie z tym faktem poradziła. Skupienie się na ukazaniu przyjaźni też było swego rodzaju nowością w tej serii, aczkolwiek uważam, że całość wyszła całkiem nieźle.

wtorek, 22 stycznia 2019

„Lead" Kylie Scott

15:05:00 0 Comments
Nie mogłam długo czekać z zabraniem się za kolejne części niesamowitej opowieści, jaką są losy członków zespołu Stage Dive. Zdecydowanie musiałam zapoznać się z dalszą częścią, która wydawała mi się być może najbardziej intrygująca, ponieważ skupiła się na krnąbrnym wokaliście zespołu.

Nr. recenzji: 
230
Tytuł: „Lead"
Autor: Kylie Scott
Tłumacz: Marcin Kuchciński
Liczba stron: 308
Data polskiego wydania: 18 lipca 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 7/10


Jimmy nokautuje asystentkę za asystentką. Ma naprawdę wiele problemów i psychicznych, i fizycznych. Nie radzi sobie z zajmowaną przez siebie pozycją i zdecydowanie za często sięga po narkotyki, papierosy i alkohol. Po raz kolejny ma mieć wybieraną asystentkę, jednak tym razem jest inaczej. Poszukiwana nie jest profesjonalna psycholożka, która będzie mu mówiła, jakim to jest niegrzecznym chłopcem. Wręcz przeciwnie, praca jest zaproponowana do jedynej dziewczyny, którą aktualnie chce wyrzucić prawnik zespołu - Luny, która odważyła się zakwestionować jego zdanie i przeciwstawić mu się. Od razu dzięki temu zaimponowała zespołowi, w związku z czym nowa praca czekała na nią już tuż za rogiem. Niemniej, długo później uświadamia sobie, że chyba podświadomie zakochała się w wokaliście...

Troszeczkę byłam zdziwiona już na samym początku, ponieważ książka widocznie różniła się wielkością od swoich poprzedniczek. W teorii jest to tylko dwadzieścia stron, w praktyce książka urosła o dwa centymetry. Ja jako Czytelnik zabiegany, rozsiany po paręnastu szeroko zróżnicowanych projektach stwierdziłam, że to powód dobry do paniki, jak każdy inny. Zaczęłam więc zwlekać z przeczytaniem przez kilka dni. Aż w końcu stwierdziłam, że czas skończyć z wymówkami i po prostu spróbować. Jak się później okazało, moja decyzja była bardzo słuszna, a sama książka jest naprawdę bardzo ciekawa, przede wszystkim przez wzgląd na oryginalność - zdecydowanie jest to domena Kylie Scott. Zawsze stara się dobrać taki temat, żeby Czytelnik był w stanie popłynąć z wiatrem i zaintrygowany przestać zwracać uwagę na to, co akurat się dzieje z jego sercem i czy przypadkiem nie jest akurat oddawane w ręce głównego bohatera jakiejś książki.

Tym razem całość wyróżnia się przede wszystkim tym, w jaki sposób główna bohaterka próbuje się bronić przed związkiem. Zresztą główny bohater płci męskiej nie jest od niej w niczym gorszy. Obydwoje marzą o przyjaźni, jednak zdają sobie sprawę, że serca nie da się oszukać. Postanawiają jednak spróbować odciągnąć się nawzajem od tego pomysłu, co w pewnych momentach wychodzi przekomicznie. Jeśli pokochaliście Mala we wcześniejszych częściach, to sytuacje z udziałem Jimmiego, powinny Wam również przypaść do gustu. Być może nie będzie to aż taki humor, jaki został nam przedstawiony w drugiej części, jednak zdecydowanie wydaje mi się, że jest w stanie oczarować spore grono Czytelników. Po raz kolejny mamy do czynienia z uroczą miłością, której drodze nie jest w stanie przeszkodzić nikt i właśnie to jest w tej książce takie dobre.

Podsumowując, jest to kolejny mało zobowiązujący romans, z którym bardzo miło da się spędzić wieczór. Jestem zadowolona z faktu, że udało mi się przeczytać tę książkę, ponieważ zachęciła mnie ona do sięgnięcia po kolejne części, co w pewnym momencie (tym, w którym zobaczyłam 2 cm różnicy pomiędzy tą książką, a poprzedniczkami) wydawało mi się niemożliwe. 

poniedziałek, 14 stycznia 2019

"Play" Kylie Scott

14:49:00 0 Comments
Absolutnie zakochana w pomyśle pani Kylie Scott, który wykorzystany został w pierwszej książce serii Stage Dive, postanowiłam spróbować z pozostałymi częściami cyklu, licząc na to, że dorównają swojemu poprzednikowi i pozwolą mi na spędzenie z nimi dużej dawki dobrego czasu. Czy jednak się udało?

Nr. recenzji: 
229
Tytuł: „Play"
Autor: Kylie Scott
Tłumacz: Marcin Kuchciński
Liczba stron: 280
Data polskiego wydania: 20 marca 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 7/10


Mal w sumie nigdy nie miał własnej dziewczyny. Na jednej z imprez Davida i Evelyn poznaje niesamowitą dziewczynę, która wydaje się nieco smutna. Postanawia szybko ruszyć jej na ratunek i postanawia, że będzie jej rycerzem w lśniącej zbroi. Ma jednak ukryty motyw, w związku z którym proponuje jej układ - dziewczyna pomoże mu ocieplić jego wizerunek, a w zamian za to jej długi i problemy najzwyczajniej w świecie znikną. Niestety Annie jest postawiona pod murem, ponieważ niedawno nagle wyprowadziła się jej współlokatorka, która od dłuższego czasu nie dokładała się do czynszu, a mówiąc bardziej skrótowo - nie robiła absolutnie niczego, a jeszcze dodatkowo była w stanie zadłużyć się u naprawdę wszystkich. Teraz nadszedł czas poradzenia sobie z jej nieobecnością i długami, które tak naprawdę prawdopodobnie nigdy nie zostaną spłacone...

Mieliśmy okazję już poznać Mala w pierwszym tomie serii Stage Dive. Wszyscy Czytelnicy razem zapałali do niego miłością już wtedy, ponieważ został wykreowany na naprawdę niesamowitego mężczyznę, który dla przyjaciół jest w stanie zawsze się poświęcić, a jeszcze w to wszystko najprawdopodobniej zostanie wplątany jakiś żart, co dało nam obraz bohatera, o którym po prostu chciało się więcej przeczytać. Więcej i więcej. Choć sama miałam niewielkie wahania - zazwyczaj z moim szczęściem drugi tom serii okazuje się być tym najgorszym, to jednak w końcu postanowiłam zaryzykować i zostałam porwana w świat Mala, w którym nawet rozwalone łóżko ma ogromną wartość, dając sposobność wymyślenia dwustu pięćdziesięciu pięciu wymówek przed znajomymi. Wydaje mi się jednak również, że dopiero w tym tomie i właściwie tylko w nim, mamy jakąkolwiek szansę na zapoznanie się z prawdziwym charakterem bohatera. Widzimy go w sytuacjach złych i dobrych, co daje nam troszeczkę szersze pole widzenia niż kiedy był tylko postacią drugoplanową.

Cały pomysł na fabułę wydawał mi się niesamowicie oryginalny. Rzeczywiście wizerunek gwiazdy rocka być może w pewnym momencie powinien zacząć się stabilizować, a poza tym - podobny schemat jest wykorzystywany na tyle rzadko, że naprawdę muszę przyznać, opowieść czytało mi się prawdziwie przyjemnie. Być może pomysłowi z pierwszej części mimo wszystko jednak nie udało się dorównać, jednak główni bohaterowie zdecydowanie pozwolili się polubić i udało im się przeciągnąć mnie na ich stronę mocy. Cóż mam poradzić, przekupna ze mnie dziewczyna i gdy ktoś mi macha przed nosem dobrą historią z niesamowitymi bohaterami, naprawdę ciężko jest mi się opanować. Dobrym przepisem na książkę zawsze było i zawsze będzie wplatanie w nią takiej ilości humoru, abyśmy nie byli w stanie się pohamować. Właśnie to zostało wykorzystane przez Kylie Scott, której udało się napisać książkę, w której zakochane będą wszystkie romantyczki.

Podsumowując, książkę uważam za nawet być może trochę lepszą od pierwszej części, co zdecydowanie nie zdarza mi się za często. Mal nadał całej książce niesamowicie zabawnego, choć również romantycznego klimatu, co bardzo przypadło mi do gustu. Wydaje mi się, że romantyczki powinny być zadowolone, przez co warto sięgnąć po tę opowieść.

wtorek, 20 listopada 2018

„Stage Drive. Lick" Kylie Scott

16:43:00 0 Comments

Sięgnęłam po książkę właściwie z samych nudów, nie spodziewając się, że okaże się ona naprawdę tak zajmująca i naprawdę ciekawa. Sama tematyka, jaką wybrała sobie pani Kylie Scott mnie zdziwiła swoją z jednej strony banalnością, a z drugiej...

Nr. recenzji: 213
Tytuł: „Stage Drive. Lick"
Autor: Kylie Scott
Tłumacz: Marcin Kuchciński
Liczba stron: 272
Data polskiego wydania: 9 maja 2018
Wydawnictwo: editiored
W moim odczuciu: 6/10

Evelyn Thomas po obudzeniu się w całkowicie obcym miejscu nie pamiętała niczego z poprzedniej nocy. Ku jej zdziwieniu nie była sama, a na ręce miała ogromny pierścionek z diamentem. Nie wiedziała, co się stało, jednak bardzo szybko zaczęła zaprzeczać. Rozwód wydawał się tej dwójce konieczny, skoro pojawił się zanik pamięci. Jednak kiedy przyszedł czas podpisania dokumentów, dziewczyna ucieka w przestrachu przed przytłaczającym prawnikiem i nagle znajduje się w domu najlepszego przyjaciela swojego męża. Kiedy tamten po nią przyjeżdża, zaczyna pragnąć poznać tajemnice nocy, której nie pamięta. W końcu małżeństwo z gwiazdą rocka nie może być aż tak wielką pomyłką.

Podoba mi się, że jednocześnie banalny pomysł na fabułę - w końcu małżeństwa w Las Vegas są szeroko obecne w całej kulturze masowej, choć w filmach przejawiają się jednak dużo częściej, połączono z dość interesującym rozwojem wydarzeń, który nadał tej książce dużo więcej oryginalności, niż na początku bym się spodziewała. Nie jest to tylko książka o tym, jakie to dziwne rzeczy dzieją się w Las Vegas, ale także o początkach i trudnościach prawdziwej miłości, jak również łączeniu związków z pracą wymagającą poświęcenia czasu oraz częstych wyjazdów. Przed bohaterami postawiono naprawdę ogromną dawkę problemów. Z jednych wychodzili łatwiej, z innych trudniej. Niektóre z nich były jak dla mnie infantylnie rozwiązane, niesamowicie powierzchownie, co nie pozwalało mi uwierzyć na taki obrót całej sprawy. Niemniej, wytłumaczono sprawę częściowo "przeznaczeniem", więc zdecydowanie wydaje mi się, że gorzej logicznie jej ująć chyba się nie dało.

Poza tym, muszę przyznać, że miło spędziłam czas z tą opowieścią. Okazała się niesamowicie urocza, dzięki czemu nietrudno było nią umilić sobie czas. Najlepiej było w szczególności na początku, gdy całość na nas spadła i zajęła nasze serca. Później zachowanie głównych bohaterów troszkę się popsuło, David wydawał się lekko... Wyprany z życia, natomiast Evelyn chciała mu pomóc, jednak nie była w stanie sama zrobić przecież wszystkiego. Dobry był zamysł, jednak z wykonaniem oraz poprowadzeniem akcji było gorzej, a szkoda. Całe szczęście bohaterowie poboczni okazali się również interesujący, w szczególności Mal, więc zdecydowanie chcę sięgnąć po kolejne części, aby zobaczyć, czy moje przypuszczenia odnośnie całej serii będą słuszne. Mam nadzieję, że autorka znajdzie jeszcze większą ilość oryginalnych pomysłów, którymi spróbuje się z nami podzielić, aby nas rozkochać w tej serii.

Podsumowując, książka miała świetny pomysł na fabułę, ale wykonanie okazało się nie do końca doszlifowane. Niemniej, nadal wydaje mi się, że to dobra książka, której warto dać szansę, jeśli chcemy w jakiś miły sposób po prostu spędzić popołudnie. Osobiście na pewno zapoznam się z dalszymi losami Stage Drive i mam nadzieję, że się nie zawiodę.