Insta


czwartek, 5 marca 2020

Tam gdzie diabeł mówi dobranoc







Ona, dwudziestosiedmioletnia Daria, warszawianka, kobieta sukcesu, prawa ręka szefa, profesjonalistka w każdym calu, świadoma siebie i swoich umiejętności. Dziewczyna, która lubi wywierać wrażenie. On, dwudziestodziewięcioletni Artur, górnik, prosty, wrażliwy chłopak z burzliwą przeszłością, troszczący się o swoją rodzinę, zwolennik tradycyjnych wartości. Los (i pośrednio przełożony Darii) sprawili, że dwójka tak różnych od siebie ludzi się spotyka. Daria wprost z Warszawy przenosi się bowiem do Rybnika, gdzie „diabeł mówi dobranoc” i gdzie skonfrontowana z zupełnie inną rzeczywistością przeżywa niemały szok. Pomimo iż początkowo z dużą trudnością przychodzi jej funkcjonowanie w małym miasteczku i dziewczyna robi wszystko, żeby pokazać swoją wyższość i niechęć do mieszkańców z czasem zmienia swoje podejście. Pojawiają się tez u niej nowe uczucia, których do tej pory nie znała.

Z pozoru historia jakich wiele. Dwa światy, które początkowo oddzielone grubą linią z czasem zaczynają się przenikać, dwójka bohaterów o innych charakterach i upodobaniach. Miłość, nienawiść, rozczarowanie, przyjaźń, zdrada i cała gama innych emocji. Czym ta powieść różni się od innych o podobnej fabule? Przede wszystkim, tym co ją wyróżnia, jest stosowanie śląskiej gwary. Jedna z bohaterek, zwana ciocią, posługuje się niemal wyłącznie śląskim słownictwem. Dla osób, które nie miały do tej pory z nim do czynienia może to być pewnego rodzaju zaskoczeniem, gdyż nie wszystkie wyrazy są tak jednoznaczne, jak mogłoby to się wydawać. Dzięki temu łatwiej wczuć się w emocje Darii, która w pierwszym kontakcie ze swoją gospodynią też nie mogła zrozumieć ani słowa z zalewającego ją potoku wyrażeń. Po drugie, Weronika Tomala, która jak sama wspomina w dedykacji do rodziców, wychowana została w klimacie górniczych tradycji, świetnie oddaje ich sposób życia. Opisana przez nią rzeczywistość przedstawicieli tego zawodu zmusza do refleksji, a często nawet szokuje. Przyznam szczerze, że dawno nie miałam w rękach pozycji, która tak dała mi do myślenia na temat zagrożeń, z jakimi na co dzień mają do czynienia górnicy. Byłam i nadal jestem, pod bardzo dużym wrażeniem. Taka jest rzeczywistość, która choć może wydawać się odległa, nabiera zupełnie innego wymiaru dla rodzin i bliskich mężczyzn, którzy codziennie zjeżdżają kilka kilometrów w głąb ziemi.

Książka pisana jest lekkim stylem, nie brakuje w niej elementów humorystycznych i satyrycznych, szczególnie kiedy dochodzi do wymiany zdań między głównymi bohaterami. Z drugiej jednak strony, jak już wyżej wspomniałam, przeciwwagą są fragmenty poruszające tematy o większym ciężarze emocjonalnym. Autorka zachowuje jednak pomiędzy nimi zdrową równowagę, dzięki czemu pozwala nam odkryć i uwydatnić różne aspekty naszego charakteru. Jestem pewna, że zupełnie inaczej odbierze tę historię mieszkaniec górniczej miejscowości a inaczej osoba ze Szczecina czy Poznania. I choć pewnie niektórzy mogą zarzucić opowieści powtarzanie schematów czy dość nierzeczywistą i zbyt szybką przemianę głównej bohaterki o 180 stopni — z warszawianki na rybniczankę — moim zdaniem dobrze pokazuje to, że tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono, a w niespodziewanych sytuacjach na jaw wychodzą cechy naszego charakteru, o których wcześniej nie wiedzieliśmy. Książka zdecydowanie sprawia, że inaczej postrzega się świat i pokazuje, co się najbardziej w życiu liczy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)