Insta


wtorek, 2 lipca 2019

„Nigdy, trochę, do szaleństwa" Adi Alsa



Sięgając po tę książkę można poczuć lekki klimat ostatnich miesięcy w liceum. Poczytać o przyjaźniach, zwątpieniach i próbach wkroczenia w dorosłość jak najlepiej. Niemniej, czy autorce udało się wykorzystać cały potencjał powieści?


Nr. recenzji: 
294
Tytuł: „Nigdy, trochę, do szaleństwa"
AutorAdi Alsa
TłumaczMonika Wiśniewska
Liczba stron: 352
Data polskiego wydania: 5 czerwca 2019
Wydawnictwo: Feeria Young
W moim odczuciu: 6/10


Julia przyjaźni się z Davem odkąd pamięta. Zawsze byli papużkami nierozłączkami i nikt nie był w stanie nawet pomyśleć o widzeniu ich osobno. Na początku liceum wymyślili, że stworzą listę, która będzie ich prowadzić. Nie chcieli być jak ci wszyscy imprezowi nastolatkowie, chcieli pozostać sobą. Teraz stoją u progu zakończenia swojej licealnej edukacji i chcą się przekonać, jak to jest być typowym licealistą. Planują do końca roku szkolnego wykonać wszystkie zadania z listy i przekonać się, jak się z tym poczują. Wszystkiemu akcji dodaje fakt, że bohaterom wydaje się, że być może są zbyt blisko, aby ich relację nazywać przyjaźnią...

Od razu powiem, nie jest to typowa młodzieżówka z zakończeniem jak tysiące innych. Adi Alsaid postanowił pójść dość nietypową ścieżką, jeśli chodzi o fabułę, a dzięki temu udało mu się napisać opowieść w dość oryginalny sposób. Wiadomo, będą osoby, które z całą pewnością pokochają wszystkie zaprezentowane nowości. Natomiast mi osobiście nie do końca przypadły do gustu. Autor w bardzo bolesny sposób przedstawiła pojęcie friendzone. Uwierzcie mi, że było to dla mnie osobiście ciężkie do zniesienia. Książka jest bardzo realistyczna, trudno mi było nie kibicować głównej parze bohaterów i jeszcze trudniej nie reagować na ich problemy.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Na kilka godzin można oderwać się od codzienności i powspominać, jak to było za czasów szkolnych. Przedstawiono nam dwie perspektywy - połowa książki jest napisana z punktu widzenia Dave, a połowa z punktu widzenia Julii. Pozwala to na dobre rozgraniczenie w czasie odkrywania kolejnych aspektów kluczowych dla całości opowieści. Utrzymuje wzrastające napięcie. Natomiast zakończenie całości, moim zdaniem, mogłoby zostać bardziej dopracowane. Zakończenie jest równie nieszablonowe, co cała opowieść, jednak zarówno ja, jak i wielu innych czytelników czuje się tym faktem nieusatysfakcjonowane. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)