Nikt nie lubi, kiedy krzyżuje się mu plany, szczególnie te istotne. W tym wypadku towarzyszymy Lienne, która jako detektyw amator próbuje rozwikłać zagadkę przedświątecznego morderstwa, wraz ze swoim dawnym przyjacielem ze Scotland Yardu.
Tytuł: Zagadka świątecznej zbrodni
Autorka: Susan Gilruth
Data wydania: 2.12.2025
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 315
Moja ocena: 6/10
Autor recenzji: Małgorzata Górna
Czytając tę książkę z początku nie mogłam się przyzwyczaić do panującej tam atmosfery i specyfiki języka. Zapewne dlatego, że pierwsze wydanie tej pozycji wyszło w 1952 roku, taki "przeskok" czasowy nieco mnie zaskoczył. Spodziewałam się pewnego rodzaju angielskiej powieści detektywistycznej i się nie zawiodłam, jednak potrzebowałam momentu by zacząć "płynąć" przez strony. Powieść sama w sobie jest spokojna (nie ma głębokiego dramatyzmu, szczegółowego opisywania potencjalnie makabrycznych scen czy zapierających dech zwrotów akcji). Napięcie buduje się dość powoli, co nie oznacza że jest nudno i nie ma się nad czym zastanawiać.
Razem z Lienne poznajemy część mieszkańców miasteczka (które jest małe, każdy zna każdego i nic się nie ukryje), między innymi Pana Henry'ego Metacalfe'a, który nie jest darzony sympatią (łagodnie mówiąc). I oczywiście tajemniczą Panią Philips, która dopiero się wprowadziła. Kiedy dochodzi do morderstwa podejrzanym może być każdy, koniec końców nikt za zmarłym nie przepadał, a niektórzy pałali wobec niego nienawiścią. Wiele spraw mogło pójść nie tak. I do tego święta!
Ciekawa byłam jakim rodzajem detektywa-amatora okaże się główna bohaterka. Niestety się rozczarowałam, ponieważ nie wyglądało to jak prowadzenie dochodzenia, a odwiedzanie się nawzajem pod pretekstem herbaty/pomocy/odebrania lub dania czegoś by dowiedzieć się o sprawie z każdej możliwej strony. Akcja zaczyna się rozwijać wraz z przybyciem dawnego znajomego ze Scotland Yardu, choć i tak nie czułam, by Lienne faktycznie wyróżniała się jako udawany dochodzeniowiec. Po prostu była ciekawa sprawy i tyle. Dodatkowo sama fabuła ze świętami nie miała wiele wspólnego, także i w tym aspekcie się rozczarowałam.
Postaci są dobrze przedstawione, wykreowany świat ciekawie opisany, ze szczegółami. Można się poczuć jak na herbatce w angielskim zaśnieżonym dworku - urokliwe miasteczko, życzliwi mieszkańcy i cień tajemniczej zbrodni, czego chcieć więcej? Każdy z mieszkańców ma coś za uszami i tylko zagłębiając się w sprawę możemy odkryć kto, po co, jak i dlaczego. Nie pomaga nam jednak fakt, że policjant "współpracuje" z naszą panią detektyw-amator tak, jak by wcale nie chciał tego robić. Niemniej jednak jest to dobra lektura, można powiedzieć że to jeden z tych dawnych klasyków tego typu, choć nie wybitny moim zdaniem.
Jeśli macie ochotę na dość lekki, nie przytłaczający kryminał/powieść detektywistyczną w angielskim stylu ta książka będzie w sam raz. Na wieczór, może dwa - wciągnie Was w tę zagmatwaną zagadkę, w sam raz do herbatki. Czy trudno się domyślić kto za tym wszystkim stoi? Tego Wam nie powiem, sami musicie się przekonać. Być może jeszcze kiedyś sięgnę po książkę z serii o Lienne, ale to też jest zagadką.
Małgorzata Górna

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)