poniedziałek, 4 maja 2020

"First last song" Bianca Iosivoni

Nr. recenzji: 358
Tytuł: „First last song"
Autor: Blanca Iosivoni
Tłumacz: Joanna Słowikowska
Liczba stron: 392
Data polskiego wydania: 8 kwietnia 2020
Wydawnictwo: Jaguar
W moim odczuciu: 8/10
Autor recenzji: Daria Pogodzińska


Mason i Grace nie mają ze sobą dobrych relacji, tolerują się nawzajem, ale nic więcej. Będzie okazja, aby to zmienić. Dziewczyna ma do wykorzystani przysługę u chłopaka, ponieważ ona mu pomogła w zeszłym roku. Grace wiedząc, że Mason był w wojsku, namawia go aby ten dawał jej trening i to taki porządny. Dziewczyna przez swoich bliskich ma niską samo ocenę, tak bardzo, że jest w stanie zrezygnować ze swoich marzeń i pasji do muzyki. Za namową przyjaciółki idzie na przesłuchanie do zespołu chłopaków, w której Mason gra na gitarze. Nie jest dla nich zaskoczeniem, że to właśnie ona powinna z nimi śpiewać. Jak Grace poradzi sobie w nowej roli? Jest w stanie przezwyciężyć strach spowodowany niemiłymi zdarzeniami? Jak jej relacja z Masonem będzie teraz wyglądać?


"First last song" to czwarty i ostatni tom serii. Osobiście czytałam jeszcze drugi, pierwszy oraz trzeci jeszcze przede mną. Plus tych książek jest taki, że nie trzeba czytać wszystkich, a tym bardziej po kolei. Każda część opowiada o innych postaciach, przewijają się w niej bohaterowie z innych tomów. Studia, akademik, imprezy, wszyscy się znają, albo chociaż kojarzą. Tak więc spotkałam tu osoby, które poznałam w drugiej części. Ważną rolę odgrywa w tej książce muzyka, to ona pomaga się zbliżyć naszym bohaterom. Muzyka odkrywa duszę człowieka, wystarczy zaśpiewanie piosenki, aby przekazać to, co w normalnej rozmowie może przyjść ciężko. Dla Masona zespół jest częścią jego życia, coś co sprawia mu radość, pomaga się wyluzować. Grace ma pewne przykre wspomnienia, które powodują lekką blokadę, ale że jest silna i wytrwała stara się to przezwyciężyć. Dziewczyna ma jak najbardziej odpowiednią wagę, nie jest za chuda, ma krągłości, ale też nie można powiedzieć o niej, że jest otyła. Jej matka twierdzi inaczej, wciska jej diety, ale też słowa, które ranią i obniżają samoocenę młodej kobiety. Grace ma poczucie, że zawsze jest tą drugą, jeśli chodzi o córkę, dziewczynę, nie jest wystarczająco dobra. Pod wpływem osób, które ją wspierają, zaczyna dostrzegać w sobie zalety i wartości.

Fabuła, jest prosta i to w niej ukryta jest cała magia. Powieść nie musi mieć zawiłej fabuły, genialnych zwrotów akcji, aby być bardzo dobrą lekturą. Historia miłosna jest urocza, a chemię między bohaterami czuć od pierwszy stron. Autorka pisze lekkim językiem, który jest przyjemny w odbiorze, pięknie mówi o uczuciach, a sceny zbliżeń wywołują ciarki i to w żadnym wypadku z żenady. Przez całość się płynie, mimo że można się spodziewać końca, bo książka jest przewidywalna to nie odbiera to frajdy z czytania. Obecne są żarciki, które kilka razy mnie rozśmieszyły, a nawet przypominały historię, którą opowiadał mi mój przyjaciel. Masona i Grace polubiłam od początku, może nie są to moje ulubione postacie ze wszystkich powieści, ale nie wprowadzali mnie w stan irytacji.

Podsumowując, "First last song" jest bardzo dobrą powieścią na jeden wieczór, ze względu na to, że historia postaci wciąga. To książka, w której od pierwszych stron widzimy co się święci, ale jak najbardziej kibicujemy bohaterom. Były momenty wzruszeń, śmiechu i szczęścia. Końcówka mnie satysfakcjonuję i odłożyłam ją z uśmiechem na twarzy. Poleciłabym ją odbiorcom starszym, bardziej może starszej młodzieży niż młodszej, ponieważ pojawiają się sceny łóżkowe i to dość opisane. Urocza historia w której ważną rolę odgrywa muzyką i która warto poznać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)