Insta


sobota, 18 sierpnia 2018

"Wieża świtu" Sarah J. Maas


"Imperium burz" Sarah J. Maas pozostawiło u mnie po sobie aż takiego kaca książkowego, że nie byłam w stanie pomyśleć o czymkolwiek innym, niż o przeczytaniu jeszcze jakiejś historii z uniwersum "Szklanego tronu". Więc tak też zrobiłam. Przyciągnęła mnie do siebie "Wieża świtu" i och.


 Nr. recenzji: 205
Tytuł: "Wieża Świtu"
Autor: Sarah J. Maas
Tłumacz: Marcin Mortka
Liczba stron: 840
Data polskiego wydania: 18 kwietnia 2018
Wydawnictwo: Uroboros
Ocena: 10/10

Opowiadane nam są tym razem historie z trochę innego otoczenia, bowiem wyruszamy na wielką wyprawę z Chaolem, który jest od pasa w dół całkowicie sparaliżowany i z całego serca marzy o odzyskaniu pełnej sprawności oraz Nestryn, której pewnie większość z Was jeszcze nie zna, jednak odegrała swoją rolę w czwartym tomie i wypadła nie najgorzej. Wyruszają również w celu pozyskania posiłków dla wojska na nadchodzącą wojnę. Mało kto zapuszcza się do tak oddalonego kraju uzdrowicieli, a jednak bohaterowie są przekonani o słuszności ich wyborów oraz o tym, że powinni zgromadzić jak największą ilość pomocników...

Książka zdecydowanie spełni oczekiwania wszystkich osób, które nie są w stanie się doczekać na ostatni tom serii. To nie tak, że opowieść jest tylko o Chaolu i nic wymagającego uwagi się w niej nie dzieje. Wręcz przeciwnie, autorka zsyła na nas takie wydarzenia, że dwa razy naprawdę musiały do mnie dotrzeć, później musiałam je przetrawić, a na końcu uwierzyć w to, że tym razem to nie blef. Naprawdę, jeśli chodzi o pierwszą wbijającą w fotel informację, to będzie miała nieziemski wpływ na ostatnią część, a poza tym prawie przy dowiadywaniu się o niej dostałam zawału, więc zdecydowanie warto było się na nią natknąć, natomiast druga jest już spokojniejsza, autorka odsłania przed nami kilka kolejnych stron - tych po zakończeniu "Imperium burz", na co z całą pewnością czekają fani. Co prawda, nie spodziewajcie się nie wiem czego, jednak pierwsza informacja Was z pewnością usatysfakcjonuje, a jeśli ktokolwiek na tym świecie odgadnie o co chodziło to oficjalnie trzeba przyznać tej osobie order Sherlocka Holmesa XXI wieku, ponieważ boże święty, ja trawiłam tę informację 20 minut i myśl, że ktokolwiek się domyślał w ogóle mi do głowy nie przyjdzie.

Tym razem książka w odbiorze bardziej przypominała mi "Dwór cierni i róż", niż normalny kolejny tom serii. Całe szczęście, ponieważ po dawce emocji, którą nam przekazano - osobiście musiałam trochę się uspokoić. Wiele stron skupiamy więc na rozwijającym się wątku miłosnym. Powraca do nas stary i dobry Chaol, który bardziej zachowuje się jak kaleki książę na jednorożcu, niż znany z ostatnich kilku tomów gburek muchomorek. Natomiast Nestryn odpowiadała za pociągnięcie akcji przygodowej i powierzone jej zadanie zostało również bardzo dobrze wypełnione. W tej książce pojawia się o wiele mniej wątków pobocznych, niż to ma w zwyczaju robić autorka, jednak osobiście odczułam to jako zmianę na lepsze - nie ukrywajmy, zazwyczaj podoba mi się jeden-dwa wątki i tylko czekam na ich rozwinięcie, a więc nie ukrywam, że lepiej mi z tym na sercu, że nie musiałam znowu czytać o Manon, która taką rolę odgrywa w tej serii, że słów szkoda nań w recenzjach. Natomiast takie chwilowe wyciszenie i rozluźnienie akcji zdecydowanie wyszło na dobre. Czytelnicy mają (pewnie niepowtarzalną) okazję do złapania oddechu, natomiast czyta się bardzo lekko i przyjemnie.

Podsumowując, uważam, że "Wieża świtu" była zdecydowanie warta uwagi oraz przeczytania. Usatysfakcjonuje nawet najbardziej wymagających czytelników, o ile ci będą mieli ochotę na chwilowy romans i wyczyszczenie atmosfery powstałej w ostatnim tomie. Dostaną dwie informacje, za które nieczytający chcieliby się pokroić, jak również spędzą czas bardzo miło w całkowicie nowym otoczeniu. Osobiście książkę bardzo polecam.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)