Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 stycznia 2022

„Żołnierskie serce" - Tomasz Betcher

12:00:00 0 Comments

 Nasze życie nie zawsze układa się tak, jakbyśmy tego chcieli. Trudne doświadczenia z przeszłości bardzo często rzutują na nasze dalsze życie. Niekiedy zbyt duży bagaż doświadczeń nie pozwala nam pójść naprzód. Czy żołnierskie serce" przepełnione smutkiem i żalem będzie w stanie sobie wybaczyć? Czy bohater powieści Tomasza Betchera odnajdzie utracone szczęście? 

 

Nr. recenzji: 531
 Tytuł: „Żołnierskie serce"
Autor: Tomasz Betcher
Liczba stron: 384
Data polskiego wydania: 10 listopada 2021
Wydawnictwo: W.A.B.
W moim odczuciu: 9,5/10

 
Jednym z głównych bohaterów powieści jest poszkodowany podczas misji w Afganistanie weteran wojenny Piotr Walczak. Mężczyzna cierpi nie tylko fizycznie ale i psychicznie borykając się z zespołem stresu pourazowego. Na domiar złego czuje się prześladowany przez media, które nie dają za wygraną i pragną wyciągnąć od niego informacje dotyczące przebiegu akcji wskutek której zginęli niewinni żołnierze. Zmęczony i zrezygnowany ucieka z dużego miasta do Sielna, gdzie zatrzymuje się w starym domu po dziadku. Okazuje się jednak, że nie jest tam sam. W domu przebywa również Emilia wraz z siostrą Natalią i ich młodszym bratem Jankiem. Trudna sytuacja rodzeństwa nie pozwala im na godniejsze warunki, ale pojawienie się prawowitego właściciela domu może przysporzyć im nieco kłopotu. Czy Piotr i Emilia znajdą nić porozumienia? Jak potoczą się dalsze losy poranionego weterana?
 
Piotr wyjeżdża na prowincję w jednym celu - aby odnaleźć spokój i dawno zagubione szczęście. Nie spodziewa się, że nawiąże jakiekolwiek bliższe relacje z nowo poznanymi ludźmi. Sytuacja się jednak odwraca gdy poznaje zaradną i bardzo pokrzywdzoną przez los Emilię oraz jej rodzeństwo. Pomimo dzielących ich różnic okazuje się bowiem, że mają ze sobą więcej wspólnego niżby przypuszczali. On - z przykrymi doświadczeniami z przeszłości i ona - dziewczyna, która musiała szybko dorosnąć i zająć się młodszym rodzeństwem. Los ani przez chwilę nie był dla nich łaskawy, ale nadszedł w końcu czas, kiedy oboje mogą zmierzyć się ze swoimi demonami przeszłości i zamknąć te jakże trudne rozdziały swojego życia. Czy im się to uda?
 
Historia Piotra i Emilii porusza najbardziej wrażliwe obszary u czytelnika. Autor stworzył znakomite portrety psychologiczne bohaterów, którzy zostali dotkliwie doświadczeni przez życie. Dzięki zabiegowi retrospekcji poznajemy postać Piotra i Emilii sprzed kilku lat. Pokonując kolejne strony powieści obserwujemy z jakimi traumatycznymi doświadczeniami ta dwójka musiała się zmierzyć. Koniec końców zrozumiemy, jak bardzo bolesna przeszłość odcisnęła piętno na ich obecnym życu. Jednakże temat trudnej przeszłości to nie jedyny wątek poruszany przez autora. Tomasz Betcher wplótł także w całą historię wątek przyjaźni oraz trudnych relacji z bliskimi. Nie zabraknie również bólu, straty oraz podjętych prób walki z demonami przeszłości. 

Autor zastosował w powieści ciekawą narrację, ponieważ poznajemy historię z dwóch różnych perspektyw. Jednym z narratorów jest Piotr natomiast drugą narratorką - Emilia. Dzięki temu zabiegowi cała historia wydaje się niebanalna i intrygująca. Powieść jest naprawdę bardzo przemyślana i spójna. Historia Piotra i Emilii zdecydowanie zwraca uwagę na poważne tematy, które dotyczą wielu z nas. Trudne doświadczenia często przesłaniają piękno świata i otoczenia wokół nas. Wielokrotnie ciężko pogodzić się z przeszłością, ale nie można się też w niej zamykać. Niekiedy warto wyjść z wygodniej strefy komfortu i zawalczyć o lepsze jutro tak, jak bohaterowie powieści.
 
Książka będzie świetną lekturą dla każdego, kto lubi niebanalne historie. Jest to moje pierwsze i zdecydowanie nie ostatnie spotkanie z autorem, który bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoją wrażliwością i otwartością na świat. Polecam!

środa, 5 stycznia 2022

"Mury. Historia cywilizacji" – David Frye

09:23:00 0 Comments

 "Wynalezienie murów postawiło ludzkość na rozwidleniu dróg. Jedna z nich prowadziła do skłonnej do rozczulań poezji, druga do mrukliwego militaryzmu. Ta pierwsza droga przy okazji wiodła także do wielu innych rzeczy – nauki, matematyki, teatru, sztuki – podczas gdy druga okazała się ślepą uliczką, która zmieniła wszystkich mężczyzn w żołnierzy, a całą pracą obarczyła kobiety." 

Nr recenzji: 510
Tytuł: "Mury. Historia cywilizacji"
Autor: David Frye
Data polskiego wydania: 27 października, 2022
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 352
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 8/10


Prawdopodobnie, gdybym zaczęła was przekonywać o wspaniałości starożytnych murów i ich ogromnym znaczeniu w dawnym świecie, nabralibyście wątpliwości. Bo przecież jak zwykła budowla z kamienia lub gliny, która ani trochę nie oddziałuje na ludzką wyobraźnię, mogłaby mieć tak ogromny wpływ na środowisko, w którym dziś żyjemy? Jak te pełniące jedynie funkcję obronną, obszerne kształty bez wyrazu, mogły stać się tematem ponad trzystustronicowego opracowania? Cóż, trzeba przyznać, że wczytując się w zawartość prostej w odbiorze książki Davida Frye'a podziw miesza się z niedowierzaniem, a mury nabierają zupełnie innego znaczenia.

Autor zabiera nas w zaskakującą podróż przez wehikuł czasu – docieramy do Mezopotamii, Aten, Sparty, Chin, a nawet do Berlina! Wszystkie te miejsca łączy to samo.. piękne krajobrazy i solidne lub mniej konstrukcje. Ale dlaczego tyle szumu wokół tych murów?
David Frye zasypuje nas ciekawostkami. Dowiadujemy się, że mury w dawnych czasach stawiono, by chronić społeczeństwo przed atakami barbarzyńców. Gdy nadchodziło zagrożenie – powstawał mur, nie powinno być to dla nas zaskoczeniem. Co prawda, wewnątrz murów rodziła się i kwitła cywilizacja. Ludzie zaczęli interesować się innymi umiejętnościami niż walka i szkolenia wojskowe. Okazało się, że dłonie potrafią stworzyć cudowne dzieła sztuki, a umysł imponujący plan architektoniczny cudownej bazyliki. Ale żadne z tych artystycznych zainteresowań nie zminimalizowały narastającego wewnątrz strachu i zbliżającej się ksenofobii.

W trakcie lektury umysł zaczyna działać na pełnych obrotach. W głowie zaczynają się kłębić pytania, bo przecież mury mogą rosnąć w każdym z nas, prawda? Mówi się przecież, że ktoś jest tak zamknięty w sobie, jakby postawił wokół siebie mur.
Mury nie tyle, co chronią, lecz również ograniczają. Odseparowana społeczność zaczyna bać się zła czyhającego za stabilnym wałem. Mieszkańcy Chin nie czuli się bezpiecznie w swojej rzeczywistości. Autor z pasją częstuje nas smakowitymi ciekawostkami, urozmaicając naszą wędrówkę w celu zdobywania wiedzy mapkami i żartami. Dowiadujemy się, że budowa murów nie wiązała się wyłącznie z rzeczywistym zagrożeniem. Miały na to wpływ fobia władcy, lęk, a nawet wyimaginowane wróżby!

Najbardziej przykuło moją uwagę to, jak autor zręcznie przemieszcza się pomiędzy latami. Zupełnie jakby sam dysponował czasem! Powieść jest tak dobra, bo Frye podejmuje się odważnego, ciekawego tematu, który skłania do refleksji. Co więcej, wzbogaca naszą wiedzę w niekonwencjonalny sposób.

Reasumując, jest to ciekawa, wartościowa i przyjemna w odbiorze pozycja, która z pewnością wami zawładnie. Nie dość, że obrazuje ciekawe historyczne wątki, to w dodatku skłania do indywidualnej refleksji. Jak widać, chowanie się za murem stwarza tylko złudną otoczkę bezpieczeństwa. Czasami trzeba wziąć się w garść, zburzyć ten mur i stawić czoła zagrożeniu. Przestać się bać.

Wydawnictwu W.A.B. dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorowi życzę dalszych sukcesów, a czytelników, tak jak zawsze, proszę o krótki komentarz poniżej <3

środa, 15 grudnia 2021

"Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety" – Renee Engeln

09:00:00 0 Comments
Obsesja piękna w ciągu kilku ostatnich lat rozrosła się na niezwykle szeroką skalę. Kobiety nieustannie martwią się o swój wygląd i sposób postrzegania ich ciała przez innych, a dziewczęta otumanione są medialnymi obrazami "perfekcyjnego" ciała, które propagują nieistniejący ideał. Coraz powszechniejsze są operacje plastyczne, zdjęcia są retuszowane i obrabiane, a organizmy wyniszczone głodówkami i męczącymi ćwiczeniami fizycznymi. To właśnie to młode, kobiece pokolenie wtłaczane w chore kanony piękna przez producentów kosmetyków, suplementów i diet wyrastają na przerażone kobiety, nieszanujące własnego ciała i niewidzące wartości, jaka płynie z ich charakteru i umysłu. Zapraszam was do książki autorstwa Renee Engeln, która doskonale opisuje uzależnienie od obsesji piękna i jej oddziaływanie na ludzki umysł. Ponadto nauczycie się, jak zminimalizować jej działanie we własnym życiu.

Nr recenzji: 498
Tytuł: "Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety"
Autor: Renee Engeln
Tłumacz: Maja Komorowska
Data polskiego wydania: 13 października, 2021
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 416
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10

Obrazy szczupłych kobiet o doskonałej cerze i lśniących włosach towarzyszą nam od najmłodszych lat. Bywa, że nawet pięcioletnie dziewczynki świadomie kontrolują swoją wagę. Renee Engeln w swojej przełomowej powieści wyjaśnia jak ciągłe monitorowanie własnego wyglądu – powszechne szczególnie w czasach Instagrama i Facebooka – negatywnie wpływa na życie płci damskiej i podkopuje ich zdrowie, dobre samopoczucie, czy finanse. Podprogowe nękanie doskonałym wizerunkiem powoduje u kobiet depresję, redukuje ich ambicje, obniża zdolności poznawcze, wywołuje lęk przed naturalnym procesem starzenia się, a także zaburzenia w odżywianiu. Walka z potęgą mediów jest z założenia nierówna, lecz nie jesteśmy całkiem bezradni. Dzięki tej książce nauczycie się jak porzucić krzywdzące schematy myślenia, zmienić sposób postrzegania własnego ciała, odwrócić się od lustra i zamiast się w nim przeglądać – zacząć działać!

Już od pierwszej strony widać, że Engeln tchnęła w tę powieść życie. Autorka starannie wyjaśnia pojęcie obsesji piękna, a dzięki pogrupowaniu na poszczególne rozdziały, każdy znajdzie coś, z czym indywidualnie się zmaga. Bardzo podobało mi się, że powieść daje poczucie wspólnoty. Gdyby umiała mówić, powiedziałaby: "Hej, nie tylko Ty masz z tym problem. Ale nie przejmuj się. Nie jesteś sama!". Autorka za sprawą swojego pozytywnego nastawienia, licznych faktów, statystyk i wywiadów nie tyle, co rozwiązuje problemy, lecz co najważniejsze – pokazuje jak to zrobić. Możecie mi wierzyć lub nie, ale ja zdecydowanie czuję się silniejsza po przeczytaniu historii kobiet zmagających się z obsesją piękna. Ich wzruszające wywiady, pełne bólu, cierpienia i nadziei dają motywację – by nie zostawić spraw tak jak teraz. By coś zmienić. I walczyć. To brzmi głupio, ale naprawdę czuję się teraz jak prawdziwa wojowniczka!

Czasami odczuwałam, iż powieść jest za bardzo rozwleczona, ponieważ autorka wielokrotnie wraca do wcześniejszych rozdziałów. Na początku trochę mnie to irytowało, aczkolwiek muszę przyznać, że dzięki temu mądre wartości, jakie przekazuje Renee Engeln, bardziej utrwalają się w pamięci. Jak nasionko zakorzenione w mózgu. Jeśli tylko otworzymy oczy i z uwagą przyjrzymy się temu, jak wiele źródeł ma obsesja piękna, wyrośnie z niego piękne i rozgałęzione drzewo, które przetrwa lata.

Minusów w powieści się nie doszukałam. Autorka treściwie i w prostym języku przekazuje nam brutalne prawdy dzisiejszego, patologicznego świata, który coraz bardziej wpędza w kompleksy. Swoją drogą, bardzo zapadł mi w pamięci, rozdział o kochaniu swojego ciała za to, co potrafi. Bo przecież dzięki niemu możemy chodzić w piękne miejsca. Podziwiać otaczające nas, zapierające dech w piersiach widoki. Trzymać za rękę ukochaną osobę. I to wcale nie zależy od wielkości waszej talii, czy cyferki na wadze.

Podsumowując, koniecznie przeczytajcie tę książkę. Zrobicie nie tylko przysługę sobie, ale też innym. Być może w waszym otoczeniu znajduje się osoba zmagająca się z obsesją piękna. Być może, to właśnie wy nakłonicie ją do zmiany nawyków. Być może, dzięki wam będzie wykorzystywała cały swój potencjał, a nie tylko jego ograniczoną wersję. Nie dajcie obsesji piękna zapanować nad waszym życiem!

Wydawnictwu W.A.B. dziękuję za tę przecudowną powieść, autorce życzę dalszych sukcesów na drodze kariery, natomiast czytelników, tak jak zawsze, proszę o skomentowanie powyższej recenzji w komentarzu na dole! <3

Zapraszam również na naszego bookstagrama – @tzczytelnika 

poniedziałek, 29 listopada 2021

"Ty: Kochasz mnie" – Caroline Kepnes

05:30:00 0 Comments
Jestem pewna, że słyszeliście o przebojowym serialu pt. "Ty" na Netfliksie! Otóż jeśli serialowy Joe Goldberg przypadł wam do gustu, mam dla was dobrą wiadomość, gdyż w książkowej wersji wraca w wielkim stylu! (i jest jeszcze lepszy) A to wszystko za sprawą magicznego pióra Caroline Kepnes i nietypowego czarnego humoru, który już od pierwszej strony zachęca czytelnika do dalszej lektury. Zapraszam was zatem do kontynuacji historii naszego stalkera, który... o dziwo, chce zacząć wszystko od początku.

Nr recenzji: 496
Tytuł: Ty: kochasz mnie
Autor: Caroline Kepnes
Tłumacz: Jacek Żuławnik
Data polskiego wydania: 13 października, 2021
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 464
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 10/10


Joe ma dość zgiełku miast, pozerów i przede wszystkim dość Love. Postanowił przenieść się (nie do końca z własnej woli) bliżej natury, na przytulną wyspę w północno-zachodniej części Stanów. Zatrudnia się w miejscowej bibliotece i tam spotyka JĄ: Mary Kay DiMarco.
Obiecuje sobie, że nie będzie wtrącał się w jej sprawy, nie pozwoli się opętać ani "zmanipulować". Wręcz przeciwnie – postanawia, że zdobędzie kobietę w klasyczny sposób: podając pomocną dłoń i podsuwając ramię, na którym będzie mogła się wypłakać. Z czasem będą bliżej niż w Bliżej, zaleczą własne rany i będą mogli żyć długo i szczęśliwie. Prawda?
Problem tkwi w tym, że Mary Kay ma już własne życie. Mary Kay jest matką. Mary Kay jest przyjaciółką. Mary Kay jest.. zajęta.
Mówi się, iż prawdziwa miłość może zwyciężyć tylko wtedy, gdy obie strony zrobią dla niej miejsce. Joe jest gotowy. Czy Mary Kay da im szansę?

Nawet w trzeciej części Kepnes była w stanie sprostać moim oczekiwaniom i mnie zaskoczyć! Naprawdę ubóstwiam to nawiązanie do znanych dzieł literackich, ostry jak żyleta język, czarny humor.. I przede wszystkim to jak nawet najmniej prawdopodobne wydarzenia stają się w powieściach Kepnes prawdopodobne. Może to dzięki starannemu dopracowaniu akcji i fabuły? A może przez detektywistyczne doświadczenie autorki? Nie wiem, aczkolwiek z każdą stroną bałam się co naszej Caroline Kepnes tak naprawdę siedzi w głowie.

Skupmy się jednak na naszym głównym bohaterze, który tak bardzo różni się od swojej serialowej wersji, że zdają się to być dwie zupełnie inne osoby o odmiennych charakterach. I niech was nie zmyli śliczna okładka, bo fabuła w powieści też znacząco odbiega od tej na Netfliksie – na pewno jest bardziej chaotycznie, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Jeśli mam być szczera to pokochacie Joego jeszcze bardziej. W końcu autorka daje nam wejść do jego pokręconego umysłu. Dzięki świetnie wykreowanym bohaterom i licznym zwrotom akcji przez książkę idzie się jak po maśle. To przerażające, lecz Kepnes tak doskonale manewruje emocjami i uczuciami, że do historii tytułowego stalkera chce się wracać, pomimo jego skłonności psychopatycznych. Starajcie się jednak nie połykać książki jednym haustem, bo wrażliwych czytelników może zdruzgotać ilość intensywnych wrażeń..

Recenzja dość krótka, lecz nie wiem, co więcej mogłabym napisać. Na pewno serię "Ty" można zaliczyć do dobrej literatury, a długie i ciemne wieczory doskonale oddadzą klimat tematyki, jaką podejmuje Kepnes.

Reasumując, nie mam żadnych przeciwwskazań, by wystawić maksymalną ocenę, choć muszę przyznać, że czasami zawiła narracja dawała mi w kość. Mogę jednak przymknąć na to oko, gdyż dosłownie wszystko inne w tej książce było idealne i spełniało moje oczekiwania.

środa, 17 listopada 2021

"Rosja od kuchni" - Szabłowski Witold

12:52:00 0 Comments

 

Co najbardziej przypadło do kulinarnego gustu Margaret Thatcher odwiedzającej Rosję? Czy każdy Rosjanin lubi kawior? Jaki był ostatni posiłek Gagarina zanim poleciał w kosmos? Kim był „Licznik”? W książce Witolda Szabłowskiego znajdziecie odpowiedzi na te, jak i na wiele innych pytań. Pytań, których pewnie nigdy byście sobie nie zadali.



         Tytuł: Rosja od kuchni

       Autor: Witold Szabłowski

         Wydawnictwo: W.A.B.

           Premiera: 10.11.2021

              Liczba stron: 384

                  Ocena: 9/10



Świat kulinarny fascynuje mnie od kiedy pamiętam, uwielbiam podróże kulinarne i poznawanie nowych smaków. Książka „Rosja od kuchni” zabrała mnie w taką podróż w sposób duchowy. Autor zafundował mi przeprawę przez kolejne kilkadziesiąt lat, odsłaniając tajemnice kuchni królewskich i rządowych. Książka jest też świetnym sposobem, aby kolokwialnie mówiąc, liznąć trochę historii, szczególnie dla tych którzy są z historią na bakier. Czyli przykładowo ja. Rosja to nie tylko ociekające kawiorem stoły, jesiotry w galarecie i morze alkoholu. Tutaj jedzenie jest tłem do wydarzeń XX wieku, miejscami dramatycznych i tragicznych w skutkach. Wielki Głód, katastrofa w Czarnobylu, stacjonowanie rosyjskich wojsk w Afganistanie, oblężenie Leningradu, znamy te wydarzenia, ale nic nie wiemy o ich cichych bohaterach, o kucharzach, kucharkach, o osobach zaopatrujących stołówki i kuchnie polowe. Czytając uświadomiłam sobie jak wielką rolę odegrali Ci ludzie, jak wiele ryzykowali i jak wiele poświęcili, czasem nawet życie. Na długo w pamięci pozostanie mi zdanie, że każdy dzień może być dla żołnierza jego ostatnim, dlatego posiłek musi być smaczny, ładnie podany, aby przynajmniej w taki sposób zrobić mu przyjemność. Innym wzruszającym wątkiem była opowieść starszej kobiety, o tym jak z siostrą przetrwała wielki Głód oraz o tym, jak dzięki autorowi spotkały się po wielu latach, łzy wzruszenia płynęły nie tylko w książce…

 

Dzięki książce poznałam wiele ciekawych historii związanych z możnymi tego świata. Między innymi do jakiego dania kucharz krymski przekonał Richarda Nixon’a podczas jego wizyty w Rosji, o czym rozmawiał Breżniew z prezydentem Francji Valerym Giscard d’Estaing podczas łowienia ryb i gotowaniu w plenerze. Jak ważną rolę w karierze Putina odegrał jego dziadek – szef kuchni Spirydon Putin, albo jak wykreowały tą postać władze na potrzeby wyborów…

 

 

Rozkładając książkę na składniki, zacznę może od okładki i napiszę krótko – mocna. Przyciąga wzrok i wzbudza apetyt czytelniczy, głodna historii zabrałam się do czytania. Podział na 18 rozdziałów (talerzy) opływał w fakty, do tego autor dodał szczyptę ciekawostek i garść spekulacji, wyszło intrygująco. Między wódką, a zakąską serwował kolejne opowieści, czasem wesołe czasem mniej. Język bardzo przystępny, książkę czyta się szybko i z zaciekawieniem, autentyczne przepisy potraw i archiwalne zdjęcia są bardzo na plus.

 

Sięgając po ten tytuł miałam pewne obawy, myślałam że czytanie o tym, co w danym ustroju jedli ludzie będzie po prostu nudne. Nic bardziej mylnego. Lektura pochłonęła mnie całkowicie. Autor w fascynujący sposób serwuje nam anegdoty, a że większość wywiadów, które przeprowadza odbywa się przy zastawionych stołach jego rozmówców, to autentycznie odczuwamy  klimat kuchennego „small talk”, bo przecież każde dobre przyjęcie kończy się w kuchni. Czytanie książki sprawiło mi ogromną przyjemność i umiliło wiele wieczorów.

 

 

 

 

sobota, 2 listopada 2019

Psy pożrą ciało Jezebel - Jarosław Kamiński

11:00:00 0 Comments
W internecie wszystko zostaje na zawsze. Kolorowe zdjęcia, ciekawe filmy, wiadomości, śmieszne kotki, pokazy mody czy plotki o celebrytach. Wszystko to trzyma nas w sidłach, omamia, uzależnia. Niby to nic takiego, nie robimy nic złego, korzystamy na własny użytek, ale...Co może się stać, jeśli wciągnie Nas za bardzo?

Nr. recenzji : 334
Tytuł : "Psy pożrą ciało Jezebel"
Autor : Jarosław Kamiński
Liczba stron : 376
Data wydania : 15.10.2019
Wydawnictwo : W.A.B
W moim odczuciu : 4/10
Autorka recenzji : Małgorzata Górna



Od pierwszych stron można doznać szoku, zostajemy rzuceni na głęboką wodę - nie zmienia się ani data ani godzina. 12 czerwca 2021 roku trwa w nieskończoność. Zegar cały czas wskazuje 22.48. Powoli zaczynam rozumieć, że mam do czynienia z czymś nadzwyczajnym, ale bańka ekscytacji pęka już po pierwszych stronach. Sylwia Aran, główna bohaterka, nie może pogodzić się ze śmiercią 15-letniej córki. Zanurza się w świecie internetu z nadzieją na odkrycie prawdy i pozbycie się uczucia straty. Nie sądziłam jednak, że autor przedstawi to wejście w tak dosłownym sensie. Stworzona rzeczywistość jest wzorowana na "Procesie" Franza Kafki - droga labirynt, zatarta granica między cyberprzestrzenią a rzeczywistością, wiele pytań i żadnych odpowiedzi. Trudno jest się w tym odnaleźć, nie tylko ze względu na swego rodzaju zawiłość fabuły, ale przez budowę powieści. Dialogi zostały wplecione w narrację i trzeba się naprawdę skupić, by wbić się w sposób opowiadania, nie ma klasycznego wyodrębnienia od myślników. Dla mnie było to strasznie męczące i przyprawiało o ból głowy. Kolejna sprawa to wątki przewijające się w książce. Na moje - niewiele mają ze sobą wspólnego i niewiele z nich dociera do sensownego końca. Niektóre sprawy zostają niedomknięte albo zostały tak skończone, że nawet tego nie zauważyłam.

Co do zakończenia to też mam wątpliwości, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Żeby nie było aż tak źle, to powiem o kilku dobrych aspektach, które się tutaj pojawiły. Po pierwsze, mimo plątaniny doceniam, że sam autor się w tym nie zgubił, naprawdę wierzę, że tylko ja na to tak płytko spojrzałam. Przyznam się, że nie dałam rady dokończyć "Procesu" ze względu na celowe tworzenie labiryntu, a powyższa książka przyszła mi z równie wielkim trudem. Dla tych, którzy lubią ten klimat powieść jest w sam raz. Po drugie, przedstawia się Nam w jaki sposób działa internet. Wciąga, uzależnia i niczego nie zapomina. W dzisiejszych czasach bardzo łatwo pozyskać informacje i nimi manipulować - tutaj mamy konkretny i dość brutalny przykład do czego może to doprowadzić.

Sama idea była dobra, jednak tak jak wspomniałam to nie dla wszystkich. Znajdą się tacy, którzy będą zachwyceni szaleństwem całego świata przedstawionego - niespójnościami, sąsiadem (czy sąsiadami?) z dwiema głowami i hipnotyzującymi opisami filmów. Zaczną i zostaną wchłonięci aż do końca. A znajdą się też tacy, którzy beznamiętnie wzruszą ramionami. Nie wciągnie ich wątek tajemniczej Jezebel nękającej Sylwię i doprowadzającej do totalnego obłędu. Nie będą oni świadkami tego całego zamieszania, bo po prostu zrezygnują. Sami znacie siebie najlepiej i wiecie co jest w waszym guście. Mi się nie spodobało, ale Wy możecie mieć zupełnie inne odczucia, więc mimo wszystko zachęcam do spróbowania.

Małgorzata Górna

piątek, 4 października 2019

"Kasztanowy ludzik" Soren Sveistrup

22:29:00 0 Comments

Przeczytanie notki biograficznej autora sprawiło, że miałam wielkie oczekiwania wobec jego powieściowego debiutu. Z jednej strony nie chciałam się rozczarować pierwszą jego książką, ale z drugiej strony obejrzałam wszystkie sezony serialu, którego był scenarzystą i uważam go za jeden z lepszych, jakie widziałam. Czytając o nagrodach, którymi autor został obsypany, z każdą kolejną rósł apetyt na dobra lekturę.




Nr. recenzji: 322

Tytuł: „Kasztanowy ludzik"

Autor: Soren Sveistrup

Tłumacz: Justyna Haber-Biały

Liczba stron: 556

Data polskiego wydania: 2 października 2019

Wydawnictwo: W.A.B

W moim odczuciu: 8,5/10

                                                Autor recenzji: Kobieta Czytająca


Na przedmieściach Kopenhagi, na placu zabaw, zostają odnalezione zwłoki młodej kobiety. Nie tylko ją zamordowano, ale też okaleczono jej zwłoki i pozostawiono je w publicznym miejscu, do którego przychodzą dzieci. Śledztwo prowadzą policjanci, Naia Thulin i jej nowy partner, Mark Hess do niedawna pracujący w Europolu. Odnajdują na miejscu zbrodni kasztanowego ludzika, a później kolejnego, przy następnym martwym ciele. Na kasztanach są odciski palców Kristine Hartung, zaginionej rok wcześniej córki duńskiej minister spraw społecznych. Kristine uznano za zmarłą, a jej mordercę aresztowano. Jak odciski jej palców znalazły się na kasztanach? Czy te sprawy mają ze sobą jakiś związek? Policjanci obawiają się, że ta brutalna seria psychopaty jeszcze się nie skończyła.


To była świetna lektura, jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Ma wszystkie cechy idealnego thrillera: doskonale skonstruowana fabuła, wciągający przebieg akcji, zagadkowe śmierci, złowieszcze kasztanowe ludziki i wyraziści bohaterowie. Tak naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. Obawiałam się, czy tak długa powieść nie stanie się zbyt szybko nudna? Już po kilku pierwszych rozdziałach przekonałam się, że nie będę się nudzić, a raczej wstrzymywać oddech
i niecierpliwie przewracać kartki. Nie wiem, nawet kiedy te ponad pięćset stron już było za mną. Historia niezwykle wciągająca, trzymająca w napięciu do samego końca, zaskakująca zakończeniem.


Bohaterowie tej powieści to różnorodny wachlarz osobowości. Pani Minister spraw społecznych, która po osobistym dramacie zaginięcia dwunastoletniej córki wraca do polityki i musi mierzyć się z przeszłością, z dziennikarzami, z oponentami politycznymi i w tym samym czasie próbować zapewnić normalne życie rodzinne mężowi i synowi. Policjanci prowadzący śledztwo, Naia Thulin która jedną nogą jest już poza wydziałem i chce jak najszybciej zamknąć sprawę. Niepokorny Mark Hess, małomówny, zbuntowany, z własną przykrą przeszłością, ale też bardzo zaangażowany w śledztwo, nie przebiera w środkach, by odkryć prawdę. Barwne postacie drugoplanowe i niezwykle ważny temat powieści, stanowią doskonałe tło tej historii. Czasem przerażającej w swej brutalności i przygnębiającej realizmem.


Ta książka nie ma wad, nawet jej długość nie jest gorszą stroną. Jedynie obawiałam się, że kartki mogą ulec zniszczeniu, gdyż są zbyt cienkie, by udźwignąć tak emocjonującą historię. Wydanie jest przepiękne, złote litery tak kontrastujące z upiornym kasztanowym ludzikiem, twarda okładka trzymająca w ryzach emocje czytelnika.


Sveistrup pisze w lekki sposób, czyta się go płynnie i zaskakująco szybko znikają kolejne strony. Proza wydaje się pozbawiona emocji, napisana w prostych suchych słowach, a jednak wywołuje sporo emocji w czytelniku. Sytuacja dzieci dotkniętych przemocą o której autor pisze na kartach powieści wstrząsa czytelnikiem, ale jest opisana w sposób bardzo wyważony.


Podsumowując, książka ma same zalety — uważam, że to jeden z ważniejszych tytułów tej jesieni. Obowiązkowa pozycja na liście powieści do przeczytania dla miłośników thrillerów, kryminałów i serialowej twórczości Sveistrupa. „Kasztanowy ludzik” to dowód na wciąż trwającą dobrą passę skandynawskich autorów. Zakończenie historii daje nadzieję, że być może powstanie kontynuacja, czego szczerze życzę sobie i innym, którym ta powieść z pewnością się spodoba.

Kobieta Czytająca

czwartek, 26 września 2019

"Ty" Caroline Kepnes

11:00:00 0 Comments


Nr. recenzji: 320
Tytuł: „Ty"
Autor: Caroline Kepnes
Tłumacz: Jacek Żuławnik
Liczba stron: 415
Data polskiego wydania: 15 maja 2019
Wydawnictwo: W.A.B
W moim odczuciu: 7,5/10
Autor recenzji: Daria Pogodzińska

Beck wchodzi do księgarni, zaczyna szukać interesujących ją książek i od razu wpada w oko pracującemu tam mężczyźnie. Dochodzi między nimi do rozmowy a Joe staje się kobietą zauroczony. Z karty kredytowej dowiaduje się, jak się nazywa, te dane pozwalają mu znaleźć dziewczynę w internecie i dowiedzieć się na jej temat wielu informacji. Beck, korzystając z Facebooka, czy Twittera informuje świat na bieżąco o tym, gdzie się znajduje, jak się czuje, jakie ma plany. Joe to wykorzystuje i 'przypadkiem' dochodzi do ich ponownego spotkania. Mężczyzna obsesyjnie zakochuje się w kobiecie. Zaczyna ją śledzić, eliminować osoby, które stają mu na drodze do zdobycia ukochanej. Zaczyna się chora i niebezpieczna gra, szybko nakręca się spirala śmiertelnych konsekwencji.

Moim zdaniem, główny powód, dla którego powieść jest przerażająca to sposób narracji. Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie, z perspektywy Joe, w czasie teraźniejszym. Zdania w formie: idziesz, siedzisz, rozmawiasz, same w sobie mają coś przerażającego, a to, że często są one krótkie, dodatkowo to nakręca. Joe zachowuje się psychicznie, zauważalne jest to od pierwszych stron. Ewidentnie coś z tym człowiekiem jest nie tak. Stalkuje Beck, najpierw tylko przeglądając jej profile na portalach społecznościowych, następnie podgląda ją przez okno, korzysta z jej prywatnych informacji. Dziewczyna nie jest niczego świadoma, ba, nawet umawia się ze swoim prześladowcą, ale uważa go za normalnego, przyjaznego człowieka. Profil psychiczny oprawcy jest wykreowany w sposób bardzo dobry. Czytelnik może poznać myśli oraz intencje głównego bohatera. Z jednej stron czułam trochę żal, bo dziewczyna go nie zauważała, zresztą jest ona bardzo zapatrzona w siebie, ale z biegiem czasu to do czego dążył, zamieniło się u mnie w niechęć do niego i obrzydzenie. Beck nie jest postacią, którą darzę sympatią. Jej zachowanie działało mi na nerwy, chciała być w centrum uwagi, otoczona przez wianuszek chłopaków. Kłamliwa, nieuczciwa i niewierna. Mimo tego, że jej nie polubiłam, to na końcu powieści bardzo jej współczułam. Rozwijanie się akcji zaskakuje, są elementy nie do przewidzenia, ale są też takie, które z większą łatwością można przewidzieć.

Mimo ciekawej narracji książkę czytałam długo, a w pewnych momentach musiałam się do niej zmuszać. Taka narracja jest plusem, jak i minusem. Ciekawa pod względem poznania bohatera, ale w żaden sposób czytanie tej lektury nie szło mi szybko. Nie miałam sytuacji, że nie mogłam przestać czytać, czy też, że całą książkę pochłonęłam na raz. W książce znajduje się bardzo dużo opisów, jednakże opisy zbrodni były dla mnie niepełne, chciałoby się wiedzieć więcej, Myślałam, że będą one bardzo przerażające, lecz lekko się rozczarowała. Wszystkie złe rzeczy, które robi Joe, uchodzą mu płazem, co wydaje się nierealne. Nie są to błahe rzeczy, a nikt mu nie konkretnie nie przeszkadza w dotarciu do celu. Gdy natrafia na kogoś, kto może mu pokrzyżować plany, łatwo sobie z tym radzi. Książka ma swoje minusy, jak i plusy, plusów jest zdecydowanie więcej. Fabułą opiera się na toksycznej miłości, obsesji i pragnieniu za wszelką cenę zdobycia kobiety. Powieść pokazuje, że nie trzeba być celebrytą, gwiazdą, aby zmagać się ze stalkerem. I oczywiście lektura wyolbrzymia całość, ale to nie znaczy, że nie mamy na siebie uważać. Świat jest dziwny i pełen strasznych osób.

Mimo że książkę czytało mi się ciężko, a początek nie wydawał mi się niezwykle interesujący, to całość z czasem nabiera tępa. Na podstawie powieść powstał serial, jeszcze go nie oglądałam, ale może to nadrobię. Książka przez swój styl narracji jest przerażająca i zapadająca w pamięć. Ogólnie oceniam ją na 7/10.

środa, 4 września 2019

"Kolory zła. Czerwień" - Małgorzata Oliwia Sobczak

11:52:00 0 Comments
Po tę książkę sięgnęłam pełna nadziei na dobrą polską literaturę, nie zawiodłam się, choć należy pamiętać, że debiutantom wybacza się więcej. Od pewnego czasu chętniej sięgam po książki napisane kobiecą ręką i daję szansę młodym, początkującym, nieznanym autorkom. Jeśli chcecie odpocząć od znanych nazwisk, wciąż tych samych, na przemian przewijających się w mediach, sięgnijcie koniecznie po kryminalny debiut Małgorzaty Sobczak. Zdecydowanie warto. 


Nr. recenzji: 312
Tytuł: „Kolory zła. Czerwień"
Autor: Małgorzata Oliwia Sobczak
Liczba stron: 416
Data polskiego wydania: 4 września 2019
Wydawnictwo: W.A.B
W moim odczuciu: 8/10
Autor recenzji: Kobieta Czytająca

Na pięknej, choć opuszczonej po sezonie sopockiej plaży, zostają znalezione zwłoki młodej dziewczyny. Prokurator Leopold Bilski liczy, że to kolejny nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo. Niestety, okrutne okaleczenie ciała definitywnie wskazuje na morderstwo. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy odkrywa łudzące podobieństwo tej zbrodni do niewyjaśnionej sprawy sprzed siedemnastu lat. Wtedy ofiarą była nastolatka o tym samym typie urody, córka sędzi Heleny Boguckiej, sprawca do dziś nie został wykryty. Prokurator musi rozstrzygnąć, czy to ten sam przestępca, który ujawniłby się po tak długim czasie, czy może naśladowca. Przełożeni naciskają na szybkie rozwiązanie sprawy, prasa i media patrzą mu na ręce, a tropy prowadzą do niebezpiecznego świata trójmiejskiej mafii. 


Biorąc pod uwagę fakt, że „Czerwień” to kryminalny debiut, jest to zaskakująco dobra książka, zawiera wszystkie pożądane elementy udanej powieści. Intryga kryminalna ciekawa, bo tak naprawdę mamy dwie zagadki: Moniki i Martyny. Kto, jak i dlaczego pozbawił je życia? Choć autorka podsuwa nam gotowe rozwiązania, chcemy czytać nadal, nasza ludzka ciekawość nie pozwala przestać nim historia dobiegnie końca. Główny bohater, prokurator Bilski, świadomy swego intelektu i aparycji, ale z pewnym dystansem do siebie. Dobrze napisana postać, z którą od razu sympatyzujemy. Szeroko rozbudowane elementy psychologiczne, Trójmiasto odmalowane tak dokładnie, że mamy złudzenie przebywania w miejscu akcji. Czytamy o wydarzeniach z 1996 i 2013 roku, ale przeskoki w czasie w żaden sposób nie zakłócają ciągłości fabuły, przeciwnie - narracja dwutorowa, niezwykle ostatnio modna, nie pozwala się nudzić.


Jeśli chodzi o słabsze strony książki, chwilami akcja spowalniała do tego stopnia, że główny element fabuły, czyli wykrycie sprawcy, nie posuwał się naprzód. Przeskoki w czasie nie utrudniały czytania ani orientacji w fabule, ale pomimo że autorka zgrabnie balansowała pomiędzy sprawą z przeszłości i teraźniejszą oraz między kryminałem a powieścią obyczajową, można odnieść wrażenie, że większy nacisk położyła na wątki psychologiczne. To nie jest typowy kryminał, bo nie ma równowagi między elementami z obu gatunków. Jako słabość zapisuję również to, że w połowie trafnie wytypowałam osobę, która dopuściła się tej zbrodni oraz zakończenie, które owszem zaskoczyło mnie, a to niełatwa sztuka, ale przede wszystkim zdenerwowało. Choć tutaj można powiedzieć, że fakt wywołania tak silnych emocji to plus, bo nie jest dobrą książką, która nie działa na czytelnika w żaden sposób. 


Oceniając wszystkie argumenty za i przeciw, zdecydowanie polecam „Czerwień” wszystkim miłośnikom kryminałów z elementami powieści obyczajowej. Tym, którzy od sensacyjnie pędzącej akcji wolą działające na wyobraźnię opisy miejsc i przemyślenia bohaterów. Książkę czyta się lekko i szybko, a co najważniejsze z zaciekawieniem. Pomimo słabszych elementów to świetny debiut, autorka zdecydowanie dała nam dowód na pokłady potencjału, które ma w sobie, a ja chętnie sprawdzę, czy je wykorzystała. Przyznałam książce wysoką notę, gdyż  bardzo chętnie spotkam się z prokuratorem Leopoldem Bilskim w kolejnej części „Kolorów zła".

Autor recenzji: Kobieta Czytająca