Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zagadka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zagadka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 czerwca 2024

„Wybacz" - Kamila Cudnik

13:50:00 0 Comments


Ile warte jest ludzkie życie? Czy zazdrość może pchnąć człowieka do popełnienia najgorszego z możliwych czynów? Dwójka nastolatków w środku nocy i zdarzenie, które na zawsze zapisze się w toruńskiej kronice policyjnej. Zresztą - sprawdźcie sami!


Tytuł: „Wybacz" 
 Autor: Kamila Cudnik
Liczba stron: 400
Data polskiego wydania: 12 marca 2024
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
W moim odczuciu: 9/10

Jest chłodna, wiosenna noc. Dwoje nastolatków w wieku osiemnastu lat wybiera się na stary, nieczynny dworzec kolejowy Toruń - Północ. Niebawem dowiemy się w jakim celu, ale na to jeszcze za wcześnie. Młodzi docierają do budynku dworca i zatrzymują się przy nim pochłonięci rozmową. Nie spodziewają się, że ich życie za chwilę się skończy a rozwiązanie tej sprawy pochłonie mnóstwo czasu. Oboje giną od precyzyjnych strzałów oddanych gdzieś z ukrycia. Sprawa podwójnego zabójstwa trafia do wydziału doświadczonego śledczego Roberta Bukowskiego, który za wszelką cenę chce złapać mordercę. Śledztwo nie należy jednak do najprostszych, ponieważ na miejscu nie ma żadnych świadków, którzy mogliby wskazać podejrzanego. Robert podejmuje więc wszelkie kroki by dowiedzieć się kto za tym stoi i z jakiego powodu dwoje młodych ludzi mających przed sobą całe życie ginie w tak okropnych okolicznościach.
 
W tym samym czasie do wydziału trafia nowa, młodziutka policjantka - Karolina Werner, która twierdzi, że poznała Roberta dużo wcześniej. Komisarz nie do końca jest zadowolony z takiego obrotu sprawy, ale z racji prowadzonego śledztwa uznaje, że wszystkie ręce do pracy się przydadzą. Warto dodać, że komisarz Bukowski podchodzi do sprawy bardzo osobiście, sam bowiem wychowuje córkę w nastoletnim wieku i nie wyobraża sobie, że mogłoby spotkać ją coś podobnego. W trakcie śledztwa Robert dociera między innymi do matki i dziadka zamordowanej dziewczyny. Wraz z kolejnymi dniami przybywa podejrzanych oraz osób, które mogły bliżej znać zamordowane dzieciaki. Jednym z nich okazuje się bliski przyjaciel jego żony, który z jakiś powodów często bywa nieuchwytny. Sprawa nabiera tempa, gdy jeden z głównych podejrzanych popełnia samobójstwo. Tym samym okazuje się, że cała sprawa stwarza więcej pytań niż odpowiedzi a zabójca być może nigdy nie zostanie schwytany.
 
Książka Kamili Cudnik to znakomity thriller kryminalny, od którego ciężko się oderwać. Autorka w genialny sposób odtwarza obrzydliwą zbrodnię, którą przez długi czas udaje się zatuszować. Czytelnik lawiruje między wątkami dotyczącymi życia prywatnego głównych bohaterów, ale także osób w mniejszym bądź większym stopniu związanymi ze sprawą, aż w końcu z samymi podejrzanymi. Tuż obok sprawy zamordowanych nastolatków pojawiają się także inne wątki kryminalne z którymi zmagają się toruńscy policjanci. Część z nich może mieć także związek z głównym tematem. Bardzo podoba mi się zabieg ukazania przez autorkę nie tylko wątku tej jednej, konkretnej sprawy, ale także zwykłego życia poza nią i zwykłych problemów, z którymi mierzą się bohaterowie powieści. 

Przedstawiona w powieści intryga składnia czytelnika do myślenia, ale nie tylko nad tym kto jest sprawcą całego zamieszania, ale także nad tym co kieruje ludzkim losem, jak wpływają na to ludzkie emocje i uczucia oraz w końcu jakie są konsekwencje podejmowanych decyzji. Autorka w sprytny sposób poruszyła w książce tematy przyziemne, a co się za tym kryje takie zwykłe, przyziemne dramaty rodzinne. Bo czy w domu, gdzie panuje przemoc może być dobrze i jest miejsce na miłość? Podobnie jest w przypadku oceniania drugiego człowieka, pomimo że się go dobrze nie poznało. Ileż jest takich przypadków, że wystawiamy nad kimś osąd mimo, iż znamy go na tyle, na ile sam pozwolił nam się poznać. Warto także wspomnieć o niespełnionych ambicjach rodziców względem swoich dzieci oraz chorobach psychicznych, z którymi zmaga się coraz więcej osób.
 
Wybacz to nie tylko kryminał, w którym poszukujemy winnego zabójstwa dwójki młodych ludzi, ale także opowieść o codziennym zmaganiu się z różnymi problemami. To hołd dla ludzi, którzy być może doświadczają przemocy lub nieco bardziej mierzą się z codziennością. To refleksja, że każda nasza decyzja niesie za sobą konsekwencje, a to jak widzą nas inni zależy w głównej mierze od nas samych. Książkę polecam wszystkim miłośnikom zawiłych i intrygujących thrillerów, ale także tym, którzy poszukują głębszych przemyśleń i trudnych tematów. 

czwartek, 18 sierpnia 2022

"Nieznajoma z Sekwany" – Guillaume Musso

22:07:00 0 Comments

 Strata bliskiej osoby to niewyobrażalny ból, na który nie da się przygotować. Problem w tym, że nieważne jak bardzo chcielibyśmy tego uniknąć – ten moment kiedyś nadejdzie. Jednak ból po stracie z czasem się zmniejsza. Zaczynamy akceptować nową rzeczywistość i jakoś odnajdywać się bez obecności tej osoby. Wspomnienia z nią robią się piękne i nie są przepełnione smutkiem – tylko wdzięcznością. Ale co jeśli ta osoba tak naprawdę nie umarła? Jak można być jednocześnie martwym i żywym? Problem ten rozwiązuje Guillaume Musso w swoim najnowszym oraz emocjonującym thrillerze "Nieznajoma z Sekwany".





Nr recenzji: 674
Tytuł: "Nieznajoma z Sekwany"
Autor: Guillaume Musso
Data polskiego wydania: 10 sierpnia, 2022
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384 
Autor recenzji: Julianna Kucner
W moim odczuciu: 4/10







W Paryżu zostaje wyłowiona z Sekwany młoda kobieta. Żyje, ale wygląda na całkowicie zagubioną. Psychiatra, który dostrzega u niej objawy zaburzeń psychicznych, obawia się, że pacjentka może stanowić zagrożenie dla siebie i innych. Zanim policji udaje się dowiedzieć czegokolwiek na jej temat, kobieta znika. 
Kapitan Roxane Montchrestien, zaintrygowana podobieństwem tego przypadku do autentycznej głośnej historii z końca XIX wieku, rozpoczyna śledztwo na własną rękę. Dzięki analizie DNA ustala, że wydobyta z wody kobieta to światowej sławy pianistka, Milena Bergman. Tylko że ta ponad rok temu zginęła w katastrofie lotniczej.. Kim tak naprawdę jest nieznajoma z Sekwany i dlaczego Roxane wydaje się, że jej były narzeczony coś ukrywa? 

Cóż, czasami bywa i tak, że potrzebna jest duża dawka adrenaliny. Albo, chociaż jakaś zagmatwana fabuła, która aż sama prosi się o rozwiązanie!
Gdy przeczytałam opis z tyłu książki, nie mogłam nie ulec wrażeniu, że będzie to świetna, przepełniona mrocznym klimatem powieść, która zaskarbi sobie szczególne miejsce w moim sercu ze względu na przejrzysty styl wydania. No bo przecież który prawdziwy czytelnik nie pokusiłby się na dużą i ładnie rozmieszczoną czcionkę? Cóż, wychodzi na to, że zdecydowanie muszę się tego oduczyć..
Zamysł na fabułę był świetny. Bohaterowie również zostali wykreowani cudownie Ich tętniące życiem historie, odmienne światopoglądy i przekonania.. Jak dobrze, że nie zlewali się w jedno. Brakowało mi jednak takiego punktu spajającego te wszystkie elementy. A jest nim mroczne, psychologiczne tło, wywołujące ciarki na ciele.
Nie mam pojęcia dlaczego, ale książka nie wywołała u mnie żadnej dawki emocji. Ubolewałam nad brakiem opisów (tak, nad brakiem OPISÓW), które, choć troszeczkę pobudziłyby moją wyobraźnię. Akcja mozolnie ciągnie się przez pierwsze dwieście stron, by na ostatnich dziesięciu osiągnąć swój punkt kulminacyjny.. Książka została naprawdę dobrze napisana – autor zrobił naprawdę porządny reasearch i dał nam naprawdę wciągający i interesujący wątek na temat greckiej mitologii oraz sztuki. Motyw teatru oraz kultu Dionizosa został naprawdę dobrze i rzetelnie przedstawiony. Urzekły mnie specjalnie zaprojektowane strony z Wikipedii na temat zaginionej pianistki i również raporty policyjne, które dawały nam namiastkę śledztwa z prawdziwego zdarzenia.. Jednak to nie wystarczyło by mnie w pełni usatysfakcjonować. Brakowało mi takiego emocjonalnego roller coastera. Wielkiego plot twistu. Przez pisanie w różnych perspektywach i wyjaśnienie poszczególnych wątków, autor sprawił, że rozwiązanie nie było zagadką – tylko czymś oczywistym.

Podsumowując, prawdopodobnie nie polubimy się z twórczością Musso, choć jest to naprawdę doświadczony i bestsellerowy pisarz. Cóż, każdy woli coś innego. Być może wam powieść przypadnie do gustu i ujrzycie w niej coś, czego ja dostrzec nie mogłam. Cieszę się, że jednak spróbowałam czegoś nowego, ponieważ nie ukrywam, było kilka momentów, których naprawdę dobrze się bawiłam :)

Wydawnictwu Albatros dziękuję za egzemplarz recenzencki, autorowi życzę dalszych sukcesów, natomiast czytelników tak jak zawsze, proszę o krótki komentarz poniżej <3

czwartek, 24 marca 2022

„Zrobiliśmy coś złego" Sonia Rosa

12:00:00 0 Comments

Jak pewien wybór może zmienić nasze życie, nic już nie będzie takie samo, a konsekwencje naszych czynów mogą być nieodwracalne. Taki dylemat i skutki pokazuje powieść, która budzi grozę w czytelniku. Bohaterowie są przykładem czynu, który może zmieć całe życie.



Nr. recenzji:
576

Tytuł: „Zrobiliśmy coś złego"

Autor: Sonia Rosa

Liczba stron: 416

Data polskiego wydania: 16 lutego 2022

Wydawnictwo: Filia

W moim odczuciu: 7/10

Autor recenzji: Daria Pogodzińska



Zuzanna nawiązała romantyczną relację ze swoim pracodawcą. Teraz ich życie się układa, pracują w gabinecie stomatologicznym, mieszkają razem, nie brakuje w ich życiu namiętności. Po spotkaniu ze znajomymi wracają do domu, jednak powrót nie będzie tak sielankowy, jak poprzedni wieczór. Dochodzi do wypadku. Adam zachowuje zimną krew i próbuje wszystko szybko załatwić. Z czasem pojawią się wyrzuty sumienia, a to, czego się dopuścili, zostanie przez kogoś odkryte. Para zacznie być szantażowana, Adam zniknie, a Zuzanna będzie chciała go odnaleźć.

Kolejny raz się nie zawiodłam, uwielbiam czytać thrillery i w ostatnim czasie trafiam na te dobre i bardzo dobre, które spełniają swoją funkcję dobrej powieści. Na samym początku poznajemy byłą żonę Adama i jej piekło, przez które przechodziła, jest to też wstęp do dalszej opowieści. Pokazuje to motywacje Wioletty, jest to tłem do wydarzeń, które później mają miejsce, Nic nie dzieje się bez przyczyny, a rozgrywająca się akcja zazębia się i tworzy jednolitą całość. Zuzanna jeszcze nie wie, do czego zdolny jest Adam, czytelnik dowiaduje się o nim więcej, ponieważ Wioletta opisuje jego porywczy charakter, z czasów, jak jeszcze byli małżeństwem. Zuzannę zżera poczucie winy, nie może normalnie funkcjonować, po tym, co się stało, Adam ma inne podejście, za bardzo się tym nie przejmuje i wychodzi z założenia, co będzie, to będzie.

Bohaterowie nie wzbudzili we mnie większych emocji, byłam zaangażowana w fabułę, ale ich los był mi obojętny, ani ich nie polubiłam, ale też nie irytowali mnie, po prostu byli i jak się okazało, ich sielankowe życie szybko się skończyło i nastąpiły chwile trwogi. Mężczyźni są ukazani jako agresywni, wulgarni i obsesyjnie zakochani w kobiecie, a swoje niemoralne zachowanie usprawiedliwiają miłością. Szkoda, że na dalszy plan zszedł wątek Wioletty i jej próby zemsty, bo było to intrygujące, a szybko się zakończyło. Pojawią się sceny erotyczne, których się nie spodziewałam, a tym bardziej w takim wulgarnym stylu, nie ma ich za dużo i można przymknąć na to oko.

Autorka płynnie prowadzi historię, nie ma luk fabularnych, wszystko ładnie się ze sobą łączy i wychodzi dobry thriller psychologiczny. Są elementy zaskoczenia, wielu kwestii się nie spodziewałam, jednak miałam przeczucie, w jaką stronę to pójdzie. Samo zakończenie jest spokojne i odłożyłam książkę z myślą, że była to poprawna historia, która jednak nie zostanie w mojej głowie na długo. "Zrobiliśmy coś złego" jest godne przeczytania, ale warto nie nastawiać się na coś wybitnego. Przy świecącym słoneczku, jednym wolnym popołudniu można wciągnąć się w opowieść z motywami przemocy domowej, obsesyjnej miłości i wyborów, które niosą za sobą konsekwencje w dalszym życiu.


piątek, 26 marca 2021

"Marionetkarz" Aleksander Filip Dubicki

10:00:00 0 Comments

 Czasami inni nie zdają sobie sprawy z tego co tak naprawdę mamy w środku. Otaczamy się fałszywymi ludźmi, wymówkami i uśmiechami. Tylko my znamy swoją historię z prawidłowej perspektywy. Inni nigdy nie zrozumieją. Tak naprawdę jesteśmy tylko marionetkami w rękach losu.
Większość młodych ludzi jest jak bomby atomowe. Nafaszerowani wybuchowymi substancjami, dławią się nimi i eksplodują, niszcząc siebie samych i tych wokół. Temat młodości, przyjaźni i indywidualnej, zaburzonej perspektywy postrzegania świata, prawdopodobnie porusza w swojej powieści Aleksander Filip Dubicki. A dlaczego prawdopodobnie? Tego dowiecie się za chwilkę.


Nr. recenzji: 410
Tytuł: "Marionetkarz"
Autor: Aleksander Filip Dubicki
Data polskiego wydania: 12 marca, 2021
Wydawnictwo: Novae Res
W moim odczuciu: 4/10








Wernon, Arna, Tyron, Maeve i Pela to główni bohaterowie, którzy są przyjaciółmi. Los ich połączył w chwili, gdy kolega z ich klasy zostaje porażony piorunem w czasie burzy i umiera. Sprawy komplikuje Marionetkarz - manipulator o kalejdoskopowych oczach, który uprzykrza im życia w każdy możliwy sposób. Kim on tak właściwie jest? Jaki ma związek z paczką przyjaciół? Co tak naprawdę kryje się pod słowem "burza"?

Tego możemy się jedynie domyślać.

Jeśli chodzi o treść książki, muszę przyznać, że bardzo się zawiodłam. O ile początek akcji zapowiadał się dobrze i próbowałam doszukać się jakiegokolwiek wątku, po chwili dowiedziałam się, że zamiast tego dostałam filozoficzną powieść z ukrytymi i merytorycznymi sensami, którą nijak można porównać do opisu z tyłu. I tu już nawet nie chodzi o ilość stron (sto), bo prawdę mówiąc, trochę się zdziwiłam, gdy wzięłam tę powieść do ręki, ale o ten głęboki, ukryty sens, który w tym przypadku jest po prostu męczący. Nie jestem fanką przesadnie filozoficznych treści, a książka na pewno nie jest łatwa ani lekka.
Teoretycznie, wydaje mi się, że domyśliłam się pewnych spraw, aczkolwiek nie podoba mi się to, iż otrzymałam większość pytań bez odpowiedzi. Albo nie. Same pytania.

Nie wiem jakim cudem powieść została zaliczona do thrilleru, ale w sumie jakbym miała się zastanowić gdzie by ją dać, musiałabym stworzyć zupełnie nowy gatunek o nazwie nierozumiałe-filozoficzne-coś.

Książkę ratują piękne cytaty i opisy, z którymi się spotkałam. Niektóre połączenia są wprost niekonwencjonalne, głębokie i zapierające dech w piersiach. Podobało mi się to i jak najbardziej zasługuje na plus. Widać, że autor ma talent.

Bohaterowie byli dla mnie trochę niewyraźni. Może to wina tego, że tak mało się o nich dowiadujemy. Z tego, czego się dowiedziałam, każdy z nich na swój sposób postrzega życie, wyraża inną wolę walki przed Marionetkarzem. Prawdę mówiąc, nie rozumiałam ich. Wydawało mi się tylko, że mają jakieś zaburzenia osobowości, a cały Marionetkarz jest jakąś metaforą bolesnego istnienia. Oprócz tego, nie mogłam pojąć dlaczego postacie raz mówią pięknym i rozbudowanym językiem, a potem przeklinają co drugie słowo.

W dodatku, wydarzenia po sobie następują dość chaotycznie. Wystarczy chwila nieuwagi, a zaczynasz się gubić w tej niezrozumiałej do końca treści. Moim zdaniem autor stworzył coś zrozumiałego tylko dla siebie, licząc na to, że reszta domyśli się o co mu chodzi.

Narracja dodaje tylko oliwy do ognia. Przez większość stron nie dało się wywnioskować kto co mówi, ani o co tak naprawdę chodzi. Pięćdziesiąt jeden procent tekstu to opisy lub przemyślenia, w postaci wtrąceń głównych bohaterów. Kiedy mamy do czynienia z jedną, góra dwoma postaciami nie jest tak źle, ale sprawa zaczyna się komplikować, gdy jest ich więcej.

Podsumowując, książka chyba została napisana dla ludzi o mocnych nerwach. Nie jest to lektura przy której można się zrelaksować. Powiedziałabym bardziej, iż jest ona dla tych, którzy chcą coś z niej wyciągnąć. Pomysł na powieść był wspaniały i tu właśnie pochwalam autora, aczkolwiek uważam, że po prostu wykonanie nie przypadło mi do gustu. Polecam fanom zagadek i doszukiwania się we wszystkim drugiego dna. Ja tymczasem pacyfistycznie odłożę książkę na półkę i jak najszybciej o niej zapomnę.

Wydawnictwu bardzo dziękuję za książkę, a autorowi życzę powodzenia w dalszej twórczości. Czytelników natomiast proszę o wyrażenie swojej opinii w komentarzu poniżej :).

sobota, 2 listopada 2019

Psy pożrą ciało Jezebel - Jarosław Kamiński

11:00:00 0 Comments
W internecie wszystko zostaje na zawsze. Kolorowe zdjęcia, ciekawe filmy, wiadomości, śmieszne kotki, pokazy mody czy plotki o celebrytach. Wszystko to trzyma nas w sidłach, omamia, uzależnia. Niby to nic takiego, nie robimy nic złego, korzystamy na własny użytek, ale...Co może się stać, jeśli wciągnie Nas za bardzo?

Nr. recenzji : 334
Tytuł : "Psy pożrą ciało Jezebel"
Autor : Jarosław Kamiński
Liczba stron : 376
Data wydania : 15.10.2019
Wydawnictwo : W.A.B
W moim odczuciu : 4/10
Autorka recenzji : Małgorzata Górna



Od pierwszych stron można doznać szoku, zostajemy rzuceni na głęboką wodę - nie zmienia się ani data ani godzina. 12 czerwca 2021 roku trwa w nieskończoność. Zegar cały czas wskazuje 22.48. Powoli zaczynam rozumieć, że mam do czynienia z czymś nadzwyczajnym, ale bańka ekscytacji pęka już po pierwszych stronach. Sylwia Aran, główna bohaterka, nie może pogodzić się ze śmiercią 15-letniej córki. Zanurza się w świecie internetu z nadzieją na odkrycie prawdy i pozbycie się uczucia straty. Nie sądziłam jednak, że autor przedstawi to wejście w tak dosłownym sensie. Stworzona rzeczywistość jest wzorowana na "Procesie" Franza Kafki - droga labirynt, zatarta granica między cyberprzestrzenią a rzeczywistością, wiele pytań i żadnych odpowiedzi. Trudno jest się w tym odnaleźć, nie tylko ze względu na swego rodzaju zawiłość fabuły, ale przez budowę powieści. Dialogi zostały wplecione w narrację i trzeba się naprawdę skupić, by wbić się w sposób opowiadania, nie ma klasycznego wyodrębnienia od myślników. Dla mnie było to strasznie męczące i przyprawiało o ból głowy. Kolejna sprawa to wątki przewijające się w książce. Na moje - niewiele mają ze sobą wspólnego i niewiele z nich dociera do sensownego końca. Niektóre sprawy zostają niedomknięte albo zostały tak skończone, że nawet tego nie zauważyłam.

Co do zakończenia to też mam wątpliwości, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Żeby nie było aż tak źle, to powiem o kilku dobrych aspektach, które się tutaj pojawiły. Po pierwsze, mimo plątaniny doceniam, że sam autor się w tym nie zgubił, naprawdę wierzę, że tylko ja na to tak płytko spojrzałam. Przyznam się, że nie dałam rady dokończyć "Procesu" ze względu na celowe tworzenie labiryntu, a powyższa książka przyszła mi z równie wielkim trudem. Dla tych, którzy lubią ten klimat powieść jest w sam raz. Po drugie, przedstawia się Nam w jaki sposób działa internet. Wciąga, uzależnia i niczego nie zapomina. W dzisiejszych czasach bardzo łatwo pozyskać informacje i nimi manipulować - tutaj mamy konkretny i dość brutalny przykład do czego może to doprowadzić.

Sama idea była dobra, jednak tak jak wspomniałam to nie dla wszystkich. Znajdą się tacy, którzy będą zachwyceni szaleństwem całego świata przedstawionego - niespójnościami, sąsiadem (czy sąsiadami?) z dwiema głowami i hipnotyzującymi opisami filmów. Zaczną i zostaną wchłonięci aż do końca. A znajdą się też tacy, którzy beznamiętnie wzruszą ramionami. Nie wciągnie ich wątek tajemniczej Jezebel nękającej Sylwię i doprowadzającej do totalnego obłędu. Nie będą oni świadkami tego całego zamieszania, bo po prostu zrezygnują. Sami znacie siebie najlepiej i wiecie co jest w waszym guście. Mi się nie spodobało, ale Wy możecie mieć zupełnie inne odczucia, więc mimo wszystko zachęcam do spróbowania.

Małgorzata Górna

niedziela, 11 września 2016

| 98 | "Malarka Gwiazd" Amelia Noguera

16:01:00 25 Comments
 Nr. recenzji: 98
Tytuł: Malarka Gwiazd
  Autor: Amelia Noguera
Tom: 1
Seria: Salamandra
Liczba stron: 445
Data polskiego wydania: 30 sierpnia 2016
Wydawnictwo: Rebis
  Gatunek: Kryminał, Zagadka, Miłość
Ocena: 9/10

Przepraszam, że ostatnio odzywałam się tak rzadko, jednak obecność szkoły mnie lekko przytłacza, szczególnie, iż nauczyciele chcą zacząć "z grubej rury", abyśmy przypomnieli sobie większość informacji z poprzedniej klasy, a do tego przyswoili nowe informacje. Aczkolwiek podejrzewam, że za jakiś tydzień lub dwa już moja systematyczność przejmie kontrolę, więc wtedy powrócę do regularnego pisania :)) (TĘSKNIĘ!)

Ostatnio przyszła do mnie taka o to piękna książka. Sam tytuł - "Malarka Gwiazd" bardzo mnie zainspirował i czułam , że po prostu muszę przeczytać tą powieść i to najlepiej w jak najszybszym tempie. Tak też zrobiłam i powiem już na wstępie, że książka jest świetna. 

Autorka wprowadza nas do życia trzech osób, połączonych ze sobą rodzinnymi więzami. Jest to historia Diega i Elizy w czasach wojny, ale także wnuczki Diega - Violety. Na początku dziwnie to wyglądało - podział historii na dwa, przenikające się nawzajem czasy jest czymś strasznie niespotykanym. Zdziwiło mnie jednak także to, że autorka nawet sobie z tym poradziła. Każda z naszych postaci ma problem i każda rozpaczliwie poszukuje najlepszego rozwiązania. Nikt jednak nie przypuszcza, jaki wpływ będą miały na siebie. Czy historia Malarki Gwiazd, połączona z romansem i pragnieniem oderwania się od złego partnera jest w stanie dać nam coś, czego nie zauważymy na pierwszy rzut oka?