Insta


wtorek, 9 listopada 2021

"Kto umrze, ten umrze" - Mateusz Szulczewski

 

„A Ci którzy tańczyli, zostali uznani za szalonych przez tych, którzy nie słyszeli muzyki” Fredrich Nitche. Tym cytatem rozpoczyna się książka, ja odebrałam to jako zapowiedź nieoczywistej, zaskakującej historii, która nie jest dla każdego.


        Tytuł: Kto umrze, ten umrze

        Autor: Mateusz Szulczewski

        Wydawnictwo: Novae Res

            Premiera: 19.11.2021

               Liczba stron: 196

                    Ocena: 8/10

 

Fabuła z pozoru przewidywalna, bo oto mamy świetnego detektywa, zwłoki i oczywiście mordercę, który w miejscach zbrodni pozostawia zagadki. Śledztwo prowadzi Maurycy, detektyw, który pomimo młodego wieku ma na swoim koncie wiele rozwiązanych spraw. Morderca intryguje go, jest piekielnie inteligentnym przeciwnikiem, co w pewien sposób jest pociągające. Kiedy porwana zostaje kobieta Maurycego, a do porwania przyznaje się  Zagadkowy Morderca, sprawa nabiera osobistego wydźwięku. Teraz nie chodzi już tylko o złapanie przestępcy, ale o uratowanie życia ukochanej, która przeżyje jeśli Maurycy rozwiąże poszczególne zagadki.

 

Autor zabiera nas w surrealistyczną podróż swojego bohatera, jawa miesza się ze snem, w wielu sytuacjach nie jesteśmy pewni, czy Maurycy śni, czy może wydarzenia są prawdziwe. Główny bohater brnie przez kolejne zagadki i kolejne kontynenty, odkrywa zwłoki i elementy gry, zbiera artefakty i zalicza wciąż nowe misje, aby w końcowym etapie stanąć twarzą w twarz z głównym, finałowym Boss’em – Zagadkowym Mordercą. Sam bohater też jest tajemniczy, nie znamy jego przeszłości, autor bardzo oszczędnie odsłania przed nami życie Maurycego, jego relacje z innymi, z ukochaną.

 

Gdybyśmy chcieli odbierać ta książkę w sposób dosłowny, bylibyśmy zażenowani zdarzeniami na osi czasu, ciągłymi zmianami pobytu bohatera, a także jego zachowaniem w wielu sytuacjach. Wiele wątków jest oderwanych od rzeczywistości i tylko otwarty umysł pozwala traktować tą historię poważnie. Sama książka jest krótka, i tak jak „podobno” wielkość ma znaczenie, tak ilość nie zawsze idzie w parze z jakością. W tej sytuacji jakość daje radę i zdecydowanie się broni. Fabuła jest spójna, brak pobocznych wątków i opisów dodających niepotrzebnych stron.

 

Przyjemna okładka, przyciąga wzrok, nie wiem jak odbierać to, że autor umieścił  na niej swoje zdjęcie, rozbuchane ego? Nadmierna pewność siebie i chęć sprowokowania czytelnika? To, jak  i cała książka, jest dla mnie zagadką. Język jakim posługuje się autor jest cięty, bezkompromisowy, świetne i dosadne porównania dopełniają całości, chociaż miejscami miałam już lekki przesyt. Nie szczędzi też wulgaryzmów, ale nie odbieram ich negatywnie, w tej powieści są w punkt. W moim odczuciu książka jest wciągająca, przyjemnie było zagłębić się w tej historii, a niektóre cytaty zostaną ze mną na dłużej.

Wracając natomiast do cytatu, którym rozpoczyna się książka, to po jej przeczytaniu myślę, że  był on w pewnym stopniu asekuracją autora, dla krytyki ze strony czytelnika. Nie podobała Ci się książka? Może po prostu nie słyszysz muzyki?

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)