Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 400. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 400. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 kwietnia 2019

wtorek, 29 stycznia 2019

PRZEDPREMIEROWO: „Blask Gwiazd" Erin Hunter

15:06:00 0 Comments

Polubiłam kocią serię od pani Erin Hunter już dawno temu, kiedy po raz pierwszy się za nią zabrałam. Kiedy zostałam poproszona o napisanie rekomendacji i objęcie książki patronatem medialnym, nie wahałam się długo. Tak niesamowicie oryginalne pomysły w pięknych wydaniach zawsze zasługują na wsparcie.

Nr. recenzji: 
225
Tytuł: „Blask Gwiazd"
Autor: Erin Hunter 
Tłumacz: Katarzyna Krawczyk 
Liczba stron: 376
Data polskiego wydania: 28 stycznia 2019
Wydawnictwo: Nowa Baśń
W moim odczuciu: 8/10

Wojownicy po wyczerpującej podróży w końcu docierają do odpowiedniego miejsca, w którym są gotowi pozostać na dłużej. Zaczynają wyruszać na zwiady, aby ocenić ewentualne niebezpieczeństwa, znaleźć idealne miejsce zgromadzeń, jak również postarać się określić konkretne granice - klany powinny znowu się rozdzielić, aby koegzystować w spokoju i harmonii. Stoi przed nimi ciężkie zadanie, które może doprowadzić do kolejnych rozłamów. Po raz kolejny jeden kot umiera, a inny zajmuje jego miejsce. Nadchodzi również zaraza, a już na początku książki dowiadujemy się o tajemniczym czerwonym jeziorze, które sprawi, że coś się zakończy, a coś nowego rozpocznie...

Przede wszystkim już na samym początku książki urzekło mnie, w jaki sposób została przedstawiona scena ukazująca przepowiednię. Poczułam się, jakby mnie ktoś wrzucił w świat Tolkiena przemieszany lekko ze stylem mowy Yody z Gwiezdnych Wojen, a jednocześnie to wszystko odbywało się w charakterystycznym kocim stylu. Niesamowicie mnie to urzekło, natomiast dobrym wyjściem z sytuacji okazało się również, że po prologu język powrócił do tradycyjnego stylu Erin Hunter, która jednocześnie znakomicie udowodniła, że jest w stanie pisać przepiękne wypowiedzi i jeszcze piękniejsze opisy, aczkolwiek zdaje sobie sprawę, że to łatwy i przyjemny odbiór czytelnika jest najważniejszy, dlatego cała reszta książki została napisana już stylem bardziej przystępnym. Było zdecydowanie łatwiej i intuicyjnej czytać książkę, lecz wydaje mi się, że chciałabym kiedyś zapoznać się z możliwościami autorki w pisaniu tym przepięknym stylem. 

Opowieści o przygodach klanów kotów wcale nie nudzą, a z każdym tomem odkrywają przed nami całkowicie nowe perspektywy. Tym razem postanowiono trochę zwolnić akcję, żeby skupić się jednocześnie na ukazaniu relacji pomiędzy kotami, jak również z ogromną dokładnością tego, w jaki sposób odbywały się wszystkie zwiady oraz przygotowania. Muszę przyznać, że na początku trochę byłam zdziwiona i niekoniecznie przekonana do tego odważnego pomysłu, jednak pod koniec książki już byłam cała poświęcona fabule i z niesamowitym zainteresowaniem przewracałam kolejne kartki, nie będąc w stanie się doczekać końcówki. Podoba mi się, że tym razem również postanowiono w całość wplątać dużą dawkę tajemnicy, co jest dla tej serii kolejnym krokiem w przyszłość.

Podsumowując, jestem zadowolona. Uwielbiałam tę serię przez wzgląd na oryginalność, jaką ze sobą niesie już od samego początku. Tym razem jednak już na początku zaskoczyły mnie umiejętności pisarskie jakie nabyła pani Erin Hunter i w jaki sposób jest w stanie się nimi popisywać. Dodanie do całości dawki tajemnicy również było bardzo dobrym wyborem. Cóż mogę dodać, nie umiem się doczekać kolejnych tomów!

piątek, 11 stycznia 2019

„Bestia" L. A. Fiore

15:25:00 0 Comments
Od zawsze byłam zakochana w baśniach, bajkach, opowieściach o księżniczkach, zamkach... Jestem w swoim życiu zawsze zamyślona, dziesięć kroków przede mną. Poza tym, remake czegoś, co już było z jednej strony wydaje się czymś trochę niesprawiedliwie dobrym, a z drugiej strony... Pamiętacie przysłowie jak coś jest głupie, ale działa, to nie jest to głupie? Znajduje zastosowanie.

Nr. recenzji: 224
Tytuł: „Bestia"
Autor: L. A. Fiore
Tłumacz: Paweł Grysztar
Liczba stron: 410
Data polskiego wydania: 12 grudnia 2018
Wydawnictwo: NieZwykłe
W moim odczuciu: 10/10

Nie podejrzewałam nawet, o czym może być ta książka. Z opisu, który wcześniej czytałam dowiedziałam się tylko tyle, że jest to jakaś wersja Pięknej i Bestii, ale jednocześnie, że jest to zdecydowanie wersja, w której się zakocham. Tak, zdecydowanie jestem bardzo przychylna takiemu a nie innemu opisowi, ponieważ wtedy wasze wyobrażenie jest bardzo jasne, a książka dopiero je modyfikuje na swoje potrzeby. Nie, nie jest to przedłużenie tamtej oryginalnej opowieści. Czy bym się domyśliła, że całość pochodzi od Pięknej i Bestii? Tak, prawdopodobnie tak. Czy jednak umniejszało mi to przyjemność z czytania tej książki? Och, wydaje mi się, że ta książka jest jedną z najlepszych, jakie ostatnio dorwałam. 

Bazowanie na wcześniej wielokrotnie opowiadanej opowieści to jednocześnie spore ułatwienie, jak również bardzo duża odpowiedzialność. W każdym momencie czytania książki miałam w głowie wyobrażenie tej prawdziwej Pięknej i Bestii. Odróżniałam sobie dla zabawy fragmenty na których bazowano i te, które były całkowicie nowe. Bałam się, że w pewnym momencie uznam, że jest to za bardzo przekopiowane lub wręcz, że cały czas będzie mi przeszkadzał fakt, iż oryginał był lepszy. A jednak pani L. A. Fiore udało się stanąć na wysokości zadania i stworzyć coś naprawdę interesującego. Przede wszystkim podobało mi się, w jaki sposób wykreowani zostali główni bohaterowie. Już dawno nie spotkałam na swojej drodze czytelniczej podobnie hardych charakterów. Ponad to, autorka celowo nie starała się umniejszać ich wad, co bardzo mnie zaciekawiło i sprawiło, że książka wydawała się naprawdę niesamowicie realna.

Odwaga, czy głupota? Z całą pewnością części czytelników nie przypadnie do gustu to, że główna bohaterka nie postanawia choćby w jednej setnej przekonać głównego bohatera do zmiany swojego zachowania. Nie, stwierdza, że to co robi stało się poniekąd jego pracą, a to absolutnie nie definiuje go jako człowieka. Zdecydowanie jest to bardzo oryginalna myśl, pozostaje pytanie, czy jest trafna. Tym razem pozostawię interpretację mądrzejszym od siebie, osobiście podobało mi się, że postanowiono podejść do problemu od takiej strony. Styl autorki jest raczej zwyczajny - można zauważyć powtórzenia, natomiast dialogi napisane są bardzo prosto. Czyta się lekko i szybko, choć czasem można się znudzić kolejnymi powtórzeniami. Osobiście nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo, ponieważ niesamowicie wciągnęłam się w fabułę, natomiast zdaję sobie sprawę, że jest to spora wada.

Podsumowując, osobiście jestem całkowicie zakochana w tej książce. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, abym mogła pokochać ją mocniej, natomiast zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogą mieć problem ze stylistyką autorki - jak mówiłam, w książce występują powtórzenia oraz styl jest raczej prostoliniowy. Natomiast cała reszta - zależy jak do tego podejdziecie, czy zachowanie będzie dla Was odwagą, czy głupotą. Osobiście mi się bardzo podobało.

piątek, 2 listopada 2018

"Roziskrzone Noce" Beatrix Gurian

16:57:00 0 Comments
Kiedy sięgałam po tę opowieść nie miałam wysokich oczekiwań. Chciałam tylko miło spędzić czas przy jakiejś młodzieżówce, która mnie wciągnie w swój świat i sprawi, że godziny przy niej spędzone będą miłe. Niestety, tak się nie stało. Prawdę mówiąc rzeczą, która najbardziej mi się podobała w tej książce jest wydanie.

wtorek, 25 września 2018

"Dziewczyna, która wybrała swój los" Kasie West

17:50:00 0 Comments
Zaskoczenie, że pani Kasie West chciała spróbować, jak uda jej się odnaleźć w całkowicie innym gatunku trwało tylko chwilkę. Pojawiły się wątpliwości, jednak w krótkim czasie zdecydowanie do mnie dotarło, że skoro wszystkie książki autorki są niesamowite, to być może w zwykłą paranormalną młodzieżówkę też pchnie coś całkowicie innego...

niedziela, 9 września 2018

"Alyssa i Czary" A. G. Howard

13:47:00 0 Comments

Kiedy po raz pierwszy ujrzałam w propozycjach tę pozycję, to nie byłam jakoś w szczególności nią zaciekawiona. Postawiłam sobie warunek, że biorę tylko propozycje "pewniaki", żeby w nadchodzącym roku szkolnym nie robić sobie zaległości z jakąś książką, która nijak mi nie pasuje. Wszystko się zmieniło, kiedy recenzenci zaczęli się rozpływać, jaka to ta książka jest wspaniała i niesamowita!

czwartek, 30 sierpnia 2018

"Diabelski Młyn" Aneta Jadowska

14:22:00 0 Comments
Z jednej strony nikt nie umiał się doczekać, aby jednocześnie sprawdzić, czy Diabelski Młyn okaże się ostatnim tomem serii o Nikicie, a z drugiej... Czy okaże się lepszy, czy gorszy od swoich poprzedników? Bestie którymi nas zaskakiwano w poprzednich tomach to tylko początek, jednak czy wszystko zmieni się na lepsze i wyjdzie lepiej?

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

"Akuszer Bogów" Aneta Jadowska

16:50:00 0 Comments
Nie spodziewałam się, że tak szybko sięgnę po drugi tom serii o Nikicie, udało mi się jednak przyśpieszyć cały proces, chyba fakt o zbliżającym się końcu wakacji całkiem nieźle mnie motywuje. "Akuszer bogów" Aneta Jadowska okazuje się być niesamowitą książką przygodowo-kryminalną

czwartek, 9 sierpnia 2018

Rasizm! "Wszystko czego pragnęliśmy" Emily Griffin

12:01:00 0 Comments
Rasizm, czyli zespół poglądów ściśle dotykający idei o wyższości jednych ras nad innymi. Często ludzie w ogóle sobie nie zdają sprawy, że ich zachowanie było rasistowskie. Czasami w ogóle nie mają na celu obrażenia innej rasy, a jednak ich słowa są niczym ciosy. Temu właśnie Emily Griffin poświęciła swoją książkę. Co i jak było? Posłuchajcie...

wtorek, 31 lipca 2018

"To nie ja, kochanie" Tillie Cole

17:25:00 0 Comments
Pomimo tego, że coraz większa liczba autorów stara się poruszać tematy niecodzienne, ciągle w codziennym życiu większość z tych typowych tematów, o których po prostu się nie mówi, leży nietykana. Tillie Cole wyszła temu na przeciw i napisała całkiem dobrą książkę o sektach, więc zdecydowanie warto się zapoznać z tym, co oferuje.

Nr. recenzji: 197
Tytuł: "To nie ja, kochanie"
Autor: Tillie Cole
Tłumacz: Grzegorz Rejs
Liczba stron: 376

Data polskiego wydania: 18 lipca 2018
Wydawnictwo: editiored

Salome, a właściwie Mae, została wychowana w nietypowej społeczności. Poznajemy ją w momencie, kiedy ucieka od niej w przestrachu oraz próbuje przekopać się, aby przejść pod płotem, który oddziela ją od upragnionej wolności. Dziewczyna nie ustaje w wysiłkach, nawet gdy zostaje pogryziona przez psa strzegącego płotu. W końcu jej się udaje i biegnie przez las w bitwie o swoją wolność. Pomaga jej kobieta w ciężarówce, która w końcu zostawia ją w dość dalekiej odległości. Tam Mae zostaje znaleziona przez chłopaka, który kiedyś wydawał jej się tylko snem, ponieważ poznała go przy płocie, gdy przechodziła przez jeden z najgorszych okresów swojego życia. Styx również od razu poznaje swoją "dziewczynę o wilczych oczach", która jest jedną z trzech osób, do których udało mu się kiedykolwiek odezwać. Wierzy, że uda mu się to zrobić ponownie, przezwyciężając lęk, który go nachodzi, gdy tylko pomyśli o swoim... jąkaniu się.

Czy tak niestandardowa dwójka bohaterów, pochodzących z aż tak niestandardowych oraz niecodziennych środowisk, mogła dać nam coś innego niż niesamowitą opowieść, pełną oryginalnych pomysłów? Nie sądzę. Podziwiałam autorkę za to, jakich tematów się podjęła. Niemniej, po przeczytaniu, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że wykonanie, które sobie narzuciła, nie jest w żadnym calu gorsze niż same pomysły. Stworzenie całej odrębnej kultury, a nawet dwóch, które się swobodnie przenikały, z zastosowaniem oryginalnych zasad panujących w obu społecznościach, przy użyciu języka, który został na ich użytek dopasowany. Naprawdę, doceniam wkład pracy, który autorka musiała włożyć w tę książkę. Co prawda, temat przez nią dotknięty, nadal może się wydawać sporej części czytelników brutalne i być może nawet obrzydliwe, jednak zdecydowanie całokształt robi wrażenie. Jednocześnie od razu przestrzegam - Kaci posługują się językiem pełnym przekleństw, co może początkowo popsuć nastrój, jednak wydaje mi się, że po chwili da się odnaleźć w nim oryginalny urok.

Wracając do tematu bohaterów, dawno nie udało mi się spotkać w książkach podobnych charakterów. Od pierwszej chwili wydawali mi się zaskakujący. Nie spotkałam się jeszcze z drugą książką, która opisywałaby problem jąkania się w tak realistyczny, choć chwilami denerwujący sposób (d-d-d-denerwujący). A jednak osoba, która jest właścicielem tej umiejętności, jest bad boyem z typów tych, których spotyka się coraz rzadziej. Prawdziwie brutalny, nieporadny w swych poczynaniach związanych z miłością, a jednocześnie - po prostu starający się spełnić swoje marzenie z odpowiednią uwagą. Mae natomiast nie jest nawet troszeńkę podobna do typowej Mary Sue, której początkowo oczekiwałam. Wręcz przeciwnie, zachowuje się niesamowicie odważnie, z hardością, której nie spodziewałam się u dziewczyny z definicji uratowanej. Pomimo tego, opowieść, jest naprawdę wciągająca. Prawdopodobnie głównie ze względu na akcję, której w tej książce zdecydowanie nie brakuje. Cały czas dzieje się coś, co nakazuje czytelnikowi nie odrywać się od lektury.

Podsumowując, uważam, że dopracowanie mogłoby być drugim imieniem Tillie Cole. Napisała naprawdę interesującą książkę, która porusza jednocześnie bardzo specyficzny temat, a jednak robi to w sposób zaskakująco dobry i oryginalny. Nie korzysta z typowych schematów i tworzy nowe, co zdecydowanie bardzo się ceni. Jedyne problemy, które można mieć z tą opowieścią, dotyczą właśnie tej niestandardowości.

niedziela, 22 lipca 2018

"Jak upolować pisarza" Sally Franson

10:32:00 0 Comments
Nr. recenzji: 193
Tytuł: "Jak upolować pisarza"
Autor: Sally Franson
Tłumacz: Joanna Dziubińska
Liczba stron: 377
Data polskiego wydania: 18 lipca 2018
Wydawnictwo: Znak
W moim odczuciu: 4/10

Dużo się nasłuchałam o "Diabeł ubiera się u Prady", więc stwierdziłam, że to porównanie może dobrze świadczyć o książce, a mało tego, również sam opis naprawdę mnie zachęcił. Stwierdziłam więc bez żadnych większych zawahań, że dobrym pomysłem będzie przeczytanie tej książki. Cóż...

Casey pnie się po szczeblach drabiny kariery w firmie People's Republic. Ma całkiem przyjemną wypłatę, jednak ciągle chciałaby się stać kimś jeszcze ważniejszym w firmie niż sam dyrektor kreatywny. Entuzjastycznie się zgadza, kiedy jej szefowa proponuje jej nowy projekt, w którym miałaby przekonać najsławniejszych pisarzy do wzięcia udziału w nowej kampanii reklamowej. Zaczyna z wielką werwą oraz zacięciem. Pierwszym na liście jest Ben, z którym prawdopodobnie popełnia już kilka błędów na rozmowie (picie alkoholu przed południem, kiedy cały dzień ma się zawalony pracą, szczerze najlepszym pomysłem nie jest), jednak wszystko kończy się dwoma sukcesami. Raz, ma swojego pierwszego autora do projektu, a dwa widzi nawet na umowie dopisek "Zadzwonię". Później dziewczyna odnosi kolejne sukcesy, nie widząc, że pewne rzeczy mogą się na jej pracy później odbić...

Na pierwsze zaskoczenie nie musiałam dużo czekać. Żyłam sobie w spokojnej bańce mydlanej, w której sobie myślałam, że będzie to powieść obyczajowa połączona z romansem. Dlatego właśnie tak ogromne było moje zdziwienie, gdy zaczęłam czytać i zobaczyłam, że generalnie 3/4 każdej strony zajmowały opisy. Opis na opisie, opis poganiał. Spytacie: co w nich było? Wszystko, totalnie wszystko. Od opisów kwalifikacji Casey, przez głupie retrospekcje, do których jeszcze zaraz przejdziemy, aż po rozpisywanie się o sposobach ubioru, wystroju, czy innych bzdetach. Jakby ktoś chciał czytać tę książkę od deski do deski i po prostu sobie nie odpuścił, twierdząc ambitnie, że przecież da sobie radę, to mogę mu na tym miejscu powinszować. Przecież to można kurwicy dostać, kiedy opisy są aż w takim stopniu głupie i totalnie nic nie wnoszące do książki. Po jakimś czasie, kiedy już powinniśmy znać każdy maluteńki szczegół z życia Casey, już troszeczkę zminimalizowano ilość opisywania wszystkiego dookoła, jednak nadal w świat dialogów wkraczaliśmy naprawdę, ale to naprawdę wolniutkim tempem. 

Cóż, nic dziwnego, że ta opowieść finalnie zajęła 377 stron, napisanych naprawdę malutkim drukiem. Chciałam również na niego narzekać, ale wydaje mi się, że ludziom by dało do myślenia, gdyby książka miała na przykład 600 stron, więc maskowanie tej całej opisomanii pewnie przydało się wydawnictwu. Kolejną dziwotą tej książki jest zaskakująca ilość bohaterów. Poznajemy dość sporo pracowników firmy, poznajemy praktycznie cały zarząd, wszystkich znajomych Casey, jakiś 10 autorów... No bądźmy szczerzy, to jest cała masa bohaterów, a jak na obyczajówkę to może nawet fala powodziowa. A opis każdego z nich zajmował co najmniej stronkę. Naprawdę, genialny pomysł miała autorka, najpierw nas potorturuje opisami, a gdy będziemy błagać o litość to dowali nam taką dawkę bohaterów, że się przez tydzień nie dźwigniemy. Dodatkowo, ilość retrospekcji mogłaby pewnie spokojnie przebić rekord Guinessa. Przykład? Proszę bardzo. Dzieje się jakaś taka zwykła akcja. Przygotowywanie obiadu, jakieś tam zwykłe pogadanki o wydaniu książki. Nagle wkracza na jeden malutki akapicik retrospekcja odnośnie jakiegoś psa. Normalnie przecież z połowa czytelników to pominie, ale ten jeden co to przeczyta to dostanie kurwicy.

Podsumowując, nie posiadam zbyt przyjemnych uczuć, jeśli chodzi o tę książkę. Bardzo bym chciała powiedzieć, że mi się podobała i jest cacy, i w ogóle, jednak chyba nie jestem w stanie. Naprawdę, ta książka ma mnóstwo wad. Trochę ją ratuje całkiem przyjemna historia, która jest nam zaprezentowana, ba, nawet zawiera morał, który jest nawet dobrze poprowadzony. Niemniej, pomiędzy te kartki całkiem dobrej historii powtykano tyle jakiś takich dziwnych "wypychaczy" i Bóg wie, czego jeszcze, że po prostu przesadzono. 4/10, więcej nie jestem po prostu w stanie dać. A szkoda.

wtorek, 12 lipca 2016

| 87 | "Chłopak na zastępstwo" Kasie West

13:37:00 29 Comments

Nr. recenzji: 87
Tytuł: Chłopak na zastępstwo
  Autor: Kasie West
Tom: 1
Seria: -
Liczba stron: 400
Data polskiego wydania: 6 lipca 2016
Wydawnictwo: Feeria Young
  Gatunek: Romans, Obyczajowe
Ocena: 8/10

 O tym jak natrafiłam na tą powieść chyba nie muszę mówić wiele. Wielka reklama i jedno z czołowych miejsc w empiku robi swoje, a po przeczytaniu opisu przepadłam - jak to zwykle bywa. A no i jeszcze ta wspaniała okładka, która idealnie obrazuje moje wyobrażenie książki na lato.

Chłopak na zastępstwo opowiada historię najlepszej i najpopularniejszej uczennicy liceum, która w ostatnim momencie przed balem maturalnym została wystawiona przez swojego chłopaka. Co gorsza, jej przyjaciółki nigdy nie widziały go nawet na oczy i to miało być ich pierwsze spotkanie. Dziewczyna zaczyna szukać jakiegoś logicznego wytłumaczenia, lecz... nagle zauważa chłopaka mniej więcej w jej wieku siedzącego w aucie i czytającego książkę. W jej głowie tworzy się plan idealny, dzięki któremu dziewczyna nie straci wiarygodności w oczach przyjaciółek, ponieważ Chłopak na zastępstwo siedzi praktycznie przed nią.
Nawet nie spodziewa się zmian jakie Zastępczy-Bradley wprowadzi w jej życiu...


poniedziałek, 28 marca 2016

| 73 | "Marsjanin" Andy Weir

23:29:00 23 Comments

Nr. recenzji: 73
Tytuł: Marsjanin
  Autor: Andy Weir
Tom: 1
Seria: -
Liczba stron: 384
Data polskiego wydania: 19 listopada 2014
Wydawnictwo: Akurat
  Gatunek: Sience-fiction
Ocena: 7/10

Cóż po pierwsze chciałabym zaznaczyć, że najpierw oglądałam film, a dopiero później przeczytałam książkę. Nie wiem, czy był to trafny wybór, ponieważ już na samym początku trochę żałowałam, że nie mogę odkrywać tajemnic Marsa wraz z naszym bohaterem. Z drugiej strony często dzięki temu, że oglądałam już film czytanie pamiętnika nie było dla mnie nudne, ponieważ z góry wiedziałam co się wydarzy.

A więc zdecydować, czy najpierw film, czy książka musicie sami. Ja za was tej decyzji nie jestem w stanie podjąć, jednak ja zaczęłam od filmu i żałuję tego tylko trochę.

Książka opowiada o Marku Watney'u, który zostaje pozostawiony sam na Marsie. Obca planeta, brak kontaktu z drugim człowiekiem oraz problemy z prawdopodobnie każdą częścią zaopatrzenia tworzą piękną i bardzo mądrą historię. Mark podejmuje decyzję o uprawie ziemniaków i wyruszeniu w daleką wyprawę, aby dostać się na miejsce lądowania kolejnej misji na Marsa, która powinna wylądować za... 5 lat. Czyżby to był jego koniec? Większość ludzi tak myśli. Bohater nie da rady, przecież żaden człowiek nie przeżyłby pięciu lat na miesięcznym zaopatrzeniu. Nikt nie jest w stanie mu pomóc. Jednak wytrwałość i nadzieja go napędzają tak mocno, że wie, iż nie może się poddać.