Seria Benevolence zaskoczyła mnie bardziej, niż początkowo zakładałam. Pierwszy tom był przyjemny, choć nie dokońca trafiający w moje gusta; drugi mile mnie zaskoczył lepiej poprowadzonymi bohaterami. Jednak dopiero trzeci utwierdził mnie w przekonaniu, że Lucy Score stworzyła cykl, który z tomu na tom nabiera jakości. To ten moment, w którym jako czytelnik czujesz, że autorka w końcu znalazła idealny balans między humorem, chemią, a dramatem. Dlatego do trzeciego tomu podchodziłam już z wyższymi oczekiwaniami i po raz pierwszy ta seria nie tylko je spełniła, lecz wręcz przerosła.
Tytuł: W obronie tego, co moje
Autor: Lucy Score
Data wydania: 18.07.2025
Wydawnictwo: Editio Red
Liczba stron: 400
Moja ocena: 8/10
Autor recenzji: Wiktoria Sroka
W Benevolence nie było wielu mężczyzn, którzy mogliby mu dorównać. Lincoln Reed, komendant straży pożarnej, był nieludzko odważny. Potrafił zachować zimną krew w każdej, nawet najdramatyczniejszej sytuacji. Był bohaterem: kiedyś postanowił, że nim będzie, i został do tej roli świetnie wyszkolony. Wiele osób zawdzięczało mu życie. Jakby tego było mało, Lincoln był umięśnionym przystojniakiem i nigdy nie miał najmniejszych problemów z zaciągnięciem wybranej kobiety do łóżka. Chyba że była to Mackenzie O’Neil, atrakcyjna pani doktor z blizną na twarzy… Mackenzie O’Neil rozpoczęła karierę medyczną od latania na pole bitwy i wyciągania stamtąd rannych żołnierzy. Była chirurgiem traumatologiem, przyzwyczaiła się do codziennego balansowania na cienkiej linii oddzielającej życie od śmierci. W Benevolence zatrudniła się w pogotowiu lotniczym, pracowała jako lekarka i równocześnie starała się dojść do równowagi. Potrzebna jej była kuracja. Normalne życie. Więcej snu. Trochę jogi i zajęć w ogródku. Na pewno nie potrzebowała kolejnych emocjonalnych pożarów. Ani miłosnych rozterek z powodu przystojnego strażaka, którego poznała podczas akcji ratowniczej. W niewielkim Benevolence tliły się małe i większe namiętności. Nawet między sąsiadami. A przedziwnym zbiegiem okoliczności Mack i Linc mieszkali obok siebie. On od początku wiedział, że są dla siebie stworzeni, że między nimi może zapłonąć uczucie. Ona nie miała o tym pojęcia. Po wszystkim, co przeszła, nie była gotowa na poważniejszy związek. Odrobina niezobowiązującego seksu, owszem ― ale nic więcej. Cienie przeszłości w każdej chwili mogły odnaleźć drogę do jej duszy i… powrócić.
I zniszczyć wszystko. Jak kochać i nie spłonąć?
W trzecim tomie od początku czuć, że fabuła jest bardziej spójna, a jej elementy bardziej przemyślane i faktycznie dopasowane do tego, jacy są bohaterowie. Miasteczko przestaje być tylko tłem wydarzeń, a zaczyna faktycznie uczestniczyć w nich. . Codzienne interakcje, drobne konflikty i lokalne zwyczaje stanowią dobre uzupełnienie całości, co sprawia, że nie czujemy się, tak jakbyśmy ich obserwowali, a byli jednym z mieszkańców.
Co równie ważne i zauważalne, autorka wreszcie w pełni wychodzi ze schematów. Bohaterowie nie są już jedynie „idealnymi twardzielami” i „skrzywdzonymi kobietami”. Relacje między postaciami rozwijają się powoli i wiarygodnie, a konflikty nie są sztucznie kreowane, lecz wynikają z charakterów, doświadczeń i lęków tym samym autorka odchodzi od przewidywalnych wzorców.
Sama kreacja bohaterów jest już naprawdę bardzo dobra. Lincoln od pierwszych stron wzbudza sympatię. Jego siła nie polega jedynie na fizycznej odwadze czy perfekcji, ale przede wszystkim na wewnętrznej odpowiedzialności i empatii. Jest bohaterem, który potrafi podejmować trudne decyzje, często stawiając dobro innych ponad własne potrzeby. Mackenzie to postać, której przeszłość pozostawiła trwałe ślady na teraźniejszości. Zmaga się z lękiem, niepewnością i wewnętrznymi konfliktami, nie jest jedynie „skrzywdzoną kobietą” potrzebującą ratunku, ale bohaterką pełną wątpliwości i emocji, która codziennie stara się odnaleźć równowagę między przeszłością a teraźniejszością.
“[...] w życiu wszystko może się zmienić w jednej chwili. Człowiek nigdy nie wiedział, kiedy jego codzienność gwałtownie stanie w miejscu. Kiedy jego plany i listy zadań do wykonania zostaną przerwane czymś, co wszystko zmieni.”
Podsumowując “W obronie, tego co moje” autorstwa Lucy Score to zdecydowanie najlepszy tom serii Benevolence, który wyróżnia się spójniejszą fabułą, lepszym prowadzeniem wątków i głębszym wniknięciem w psychikę bohaterów niż wcześniejsze części. Autorka wykorzystuje potencjał bohaterów, pokazując ich wewnętrzne konflikty i przemiany, a każdy z nich ma okazję pokazać się jak postać wyróżniająca się z tłumu.
„W obronie tego, co moje" ze strony wydawnictwa editio.pl Sprawdźcie też inne bestsellery wydawnictwa

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)