czwartek, 31 marca 2022

"Watykański spisek" - Michał Piechulski

 

Kościół nieodłącznie kojarzy nam się z władzą, pieniędzmi i wpływami. Niektórzy są w stanie zabić, aby to osiągnąć.

 


       Tytuł: Watykański spisek

      Autor: Mateusz Piechulski

       Wydawnictwo: Novae Res

              Ilość stron: 108

                   Ocena: 5/10




Umiera papież. Naturalną koleją rzeczy jest wybór nowej głowy kościoła. Na konklawe zjeżdżają się dostojnicy kościelni, którzy mają tego wyboru dokonać. Po czterech dniach decyzja zapada. Nowy papież – Marc Bosque nie był jednogłośnym kandydatem, są tacy którym wybór ten jest bardzo nie na rękę. Zawiązuje się zmowa pomiędzy kilkoma kardynałami, którzy już podczas obrad planują jak obalić i jak pozbyć się nowego papieża. Każdy z kardynałów biorących udział w spisku pochodzi z innej części świata, nie wpływa to jednak na ich działania i komunikację. Każdy z nich w swoim otoczeniu zakłada „fundację”, która gromadzi środki pieniężne na utrzymanie ich tajnego stowarzyszenia i kosztów z nim związanych. Jednym z pierwszych ważniejszych kroków, jakie podejmuje stowarzyszenie jest obsadzenie na stanowisku papieskiego kamerlinga swojego człowieka – Hansa Boehme – skarbnika szwajcarskiego kościoła. Dzięki temu zabiegowi, czwórka spiskowców śledzi na bieżąco poczynania papieża Marka VIII, bo takie imię przybiera Mark Boscue. Sprawy zaczynają się komplikować, kiedy jeden z członków stowarzyszenia Josh Marongo zostaje znaleziony martwy w rezerwacie dla zwierząt. Czy reszta spiskowców powinna zacząć bać się o swoje życie?

 

Książka krótka i tak jak zwykło się mówić, że liczy się jakość, a nie ilość to w tym konkretnym przykładzie niestety się to nie sprawdziło. Osobiście odebrałam ją jako dłuższe opowiadanie, może konspekt na bazie którego książka ma powstać, bo historia ma potencjał. Główny wątek, który opiera się na intrydze kardynałów w żaden sposób nie został wytłumaczony przez autora. Nie wiemy dlaczego chcą oni obalić papieża, nie wiemy nic o papieżu ani o samych motywach kardynałów. Autor „pędzi” w swojej historii nie zaznajamiając czytelnika z głównymi bohaterami, ich życiem, nie tłumaczy dlaczego podejmują takie, a nie inne decyzje. Do końca też nie wiem do czego dążyło stowarzyszenie, jakie miało plany i jaki dokładnie cel członkowie stowarzyszenia chcieli osiągnąć.

 

W moim odczuciu książka jest jak film oglądany w trybie „przyśpieszonym”, a czytelnik to bierny widz, któremu obrazy przelatują przed oczami i na których nie musi się skupiać. Główne postacie napisane zostały po macoszemu i w większości odebrałam je jako zarysy osób, nie wyróżniają się, nie wzbudzają emocji w czytelniku. W żaden sposób nie utożsamiamy się z nimi, kolokwialnie mówiąc było mi w zasadzie wszystko jedno, kto kogo obali. Pomysł na książkę jest dobry, ale niedopracowany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Z miłą chęcią przeczytam co masz do powiedzenia, więc skomentuj i spowoduj u mnie euforię! Dziękuję. :)